Przepraszam za opóźnienie ale miałam problemy techniczne, ff net przez jakiś tydzień pokazywał mi error.

o-o-o

Lucjusz miał rację. Severus był wkurzony. Ba! Był wkurwiony. Draco nigdy w życiu nie widział tak bladego z wściekłości Severusa. Dawniej, kiedy chłopak był młodszym nastolatkiem, Snape potrafił rzucać się ze złości. Jednak w późniejszych latach się uspokoił, zaczął wykorzystywać zdumiewającą popularność swojej muzyki. Draco czuł się zobowiązany do wyjaśnienia nadmiernego gniewu swojego ojca chrzestnego, jednak nie zobaczył na twarzy Harry'ego alarmującego wyrazu, jedynie błysk rozbawienia.

- Powinieneś czuć się zaszczycony – zauważył Harry cicho. - Wiesz, to nie jest pierwsza z brzegu gala. To oficjalna ceremonia rozdania nagród w Wielkiej Brytanii. To ogromny zaszczyt, że chcą, abyś zamykał ją swoim utworem.

Severus rzucił mu gniewne spojrzenie, a Lucjusz szeroko się uśmiechnął.

- Ma rację, Severusie, mój przyjacielu. Dobrze o tym wiesz. Powinieneś być zaszczycony, że uzyskałeś taki przywilej. Czegoś takiego nie doświadcza pierwsza z brzegu osoba. Mnóstwo popularnych muzyków i piosenkarzy nigdy tego nie otrzyma takiej szansy. Nie możesz odmówić. Nie, kiedy to Voldemort pyta.

- Wiesz, że nienawidzę głośnych, propagandowych wydarzeń, a to właśnie jedno z nich – wysyczał Snape. - Skończyłem już promować mój ostatni album, więc nie ma powodu, dla którego miałbym to zrobić. Powinienem pracować nad moim kolejnym albumem, a nie... - Zamilknął, w poszukiwaniu słów, które właściwie oddawałyby jego odczucia. - Marnować mój cenny czas na jego nic nie znaczące rozdanie nagród.

- Nie masz wyboru – ciągnął Lucjusz. - Voldemot nie bez powodu chce, abyś wystąpił na zwieńczeniu gali. Nie możesz mu odmówić, masz z nim kontrakt na dwa kolejne albumy. Nie chcesz przecież go rozwścieczyć. Jeśli wystąpisz, będziesz miał jeszcze większą swobodę w pracy nad swoim materiałem.

Lucjusz miał rację, co tylko dolało oliwy do ognia.

- Już mam tyle kontroli nad moimi utworami, ile potrzebuję – syknął Severus. - Byłem współproducentem mojego ostatniego albumu. To tylko kolejny sposób Voldemorta na zwiększenie sprzedaży mojej muzyki. Kolejna pieprzona sztuczka.

- Czy to naprawdę jest złe? - zapytał lekko blondyn. - Im więcej sprzedasz albumów, tym więcej będziesz mógł stworzyć. Gdybyś nie osiągał sukcesów, kto chciałby podpisać z tobą kontrakt? Pieniądze rządzą światem, Severusie. Myślałem, że zdajesz sobie z tego sprawę.

Severus przez chwilę mu się przyglądał, lecz w końcu skinął głową. Wiedział to. Jednak to wciąż nie znaczyło, że nie miał prawa być wkurzonym na swojego przyjaciela za wplątywanie go w sytuację, w której nie czuł się komfortowo. Czyż Lucjusz nie był uważany za jednego z najlepszych agentów w branży, zdobywającego to, czego pragnie każdy artysta? Niestety, Voldemort był znany z tego, że dostawał to, czego chciał.

Niestety, dwa samce alfa stanęły do pojedynku, i to Voldemort zatriumfował.

- Zdaje się, że w takim razie naprawdę nie mam wyboru – skomentował sucho Snape, chociaż w jego czarnych niczym noc oczach nie było ani śladu humoru.

Potrząsając głową, Lucjusz przeniósł wzrok w miejsce, gdzie w milczeniu stał Harry.

- Gala jest w ten weekend. Czy chciałbyś wybrać się tam jako gość Severusa?

Harry zamrugał. A potem zamrugał raz jeszcze. Czy pan Malfoy poważnie proponował mu wzięcie udziału w prestiżowej gali rozdania nagród, największej w Wielkiej Brytanii?

- Czy chciałbym? - Harry nabrał powietrza, z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Oczywiście, że tak!

Obaj Malfoyowie uśmiechnęli się, widząc jego zdumienie. Nawet Minerva nie mogła powstrzymać uśmiechu wpływającego na jej twarz przez zaraźliwą radość Harry'ego. Severus przewrócił oczami, jednak tylko po to, aby nie zepsuć swojego wizerunku. Czy on sam był kiedykolwiek tak beztroski i radosny jak ten młodzieniec? Nie, nie sądził. Chociaż nie potrafił wyobrazić sobie siebie tak wyraźnie okazującego emocje, w głębi serca w pewnym sensie zazdrościł chłopakowi tej umiejętności. Dlaczego to zawsze było dla niego tak nieosiągalne?

Widząc znajomy groźny wyraz pojawiający się ponownie na twarzy Severusa, Lucjusz stwierdził, że rozsądnie byłoby zapytać temperamentnego artystę o zgodę. Celowe denerwowanie Severusa nigdy nie przynosiło nic dobrego.

- Co o tym sądzisz? - zapytał uprzejmie Lucjusz. - Czy Harry może pojechać z tobą na rozdanie nagród?

Severus wiedział, do czego dążył Lucjusz. Gdyby Harry udał się tam razem z nim, byłoby to dla niego bardzo korzystne. Dzięki temu przez jakiś nie musiałby pokazywać się na żadnych publicznych wydarzeniach i miałby spokój od reklamowych sztuczek. Lucjusz był dla chłopaka tak dobroduszny tylko dlatego, że widział w tym korzyść.

- Tak – mruknął. - Oczywiście.

- Świetnie – odpowiedział Lucjusz. Jego srebrzyste oczy przeniosły się na syna, który ledwo powstrzymywał uśmiech. - Oczywiście, musimy przygotować Harry'ego. W końcu rzadko kiedy ma się okazję być w telewizji, przed tysiącami ludzi, prawda?

- Nie – pociągnął Draco spoglądając na Harry'ego. - Nie codziennie jest się ocenianym przez publiczne oko. A to oznacza – przesunął wzrokiem po sylwetce chłopaka – że będziesz potrzebował zupełnie nowego wyglądu. Zajmę się tym. Nie możesz iść na galę wyglądając w ten sposób. Wyglądasz świetnie, ale musisz stać się zabójczo przystojny. Jestem idealną osobą, aby ci w tym pomóc.

Uśmiechnął się i wyciągnął rękę w stronę Lucjusza.

- Karta kredytowa, ojcze?

o-o-o

- Nie patrz na mnie w ten sposób – powiedział z rozdrażnieniem Draco, wysuwając z tylnej kieszeni kartę kredytową, którą dał mu jego ojciec. - Powinieneś się uśmiechać, masz okazję zrobić pożytek z nieograniczonej ilości pieniędzy Severusa. Dobrze wiesz, że go na to stać. Ma tony pieniędzy. Nawet duże kwoty to dla niego tylko drobne wydatki. Jeśli to wciąż cię nie przekonuje, możesz uznać to jako zasłużoną karę za to, co wcześniej zrobił.

- Nie musi za mnie płacić – mruknął cicho Harry, wyjmując z kieszeni platynową kartę. - Mogę sam to zrobić. Rodzice dali mi swoją kartę kredytową, żebym mógł pokryć wszystkie potrzebne koszty.

Draco powoli i niespiesznie potrząsnął głową, zabierając Harry'emu kartę i wkładając ją z powrotem do kieszeni chłopaka.

- Jesteś jego gościem – powiedział stanowczo blondyn. - Severus zapłaci za wszystko, co uznam za odpowiednie, aby podrasować twój nowy wygląd. Tymczasem usiądź, zrelaksuj się i pozwól mistrzowi czynić jego magię. Chcesz zaimponować Severusowi, prawda?

Draco doskonale wiedział, że tak było. Widział spojrzenia, którymi wymieniali się Severus i Harry przez ostatnią godzinę, podczas dyskusji muzyka i Lucjusza. Niestety, nie patrzyli na siebie w tym samym czasie, co według Draco było niefortunne. Zabawnie byłoby zobaczyć ich zaskoczenie, gdyby zorientowali się, że byli sobą wzajemnie zainteresowani.

Mimo że Draco nie był zainteresowany swoją płcią, nie miał nic przeciwko takim osobom. Cholera, jego ojciec był jedną z tych osób, nawet jeśli kochał i ożenił się z jego matką. Z drugiej strony, Malfoyowie zawsze wydawali się być otwarci na różne rzeczy. Mieli także tendencję do bycia aroganckimi i wywyższania się.

Draco się uśmiechnął. Sprawianie, że wygląd Harry'ego będzie zapierał dech w piersiach może być całkiem zabawne. Nie mógł się doczekać reakcji Severusa. Doprawdy, to będzie niesamowite.

- Proszę skręcić w lewo – skierował kierowcę taksówki. - Chcemy dostać się do centrum handlowego. Wie pan, gdzie znajdują się wszystkie eleganckie sklepy?

Kierowca przytaknął.

- Niech nas pan tam zabierze.

Nie minęło dużo czasu, kiedy taksówka zaparkowała naprzeciwko gmachu prestiżowej alei znanej z niebotycznych cen i modnych, ekskluzywnych ubrań. Budynki emanowały stylem. W całym Londynie nie było takiego miejsca jak to. Draco miał ochotę się zaśmiać, widząc jak Harry w oszołomieniu się rozgląda. Najwyższy czas, żeby zmienić tego młodzieńca w wyrafinowanego młodego mężczyznę, do tego stopnia, aby Severusowi opadła szczęka.

- Przestań gapić się w sposób, w jaki małe dziecko patrzy się na ogromnego lizaka i chodź za mną – mruknął Draco z udawaną niecierpliwością, jednak błysk rozbawienia w jego oczach go zdradzał. - Czas znaleźć dla ciebie zupełnie nowy styl. - Chwycił chłopaka za rękę i pociągnął w stronę pierwszego sklepu, Marc Jacobs.

Kiedy Harry próbował coś wybrać, sięgał głównie po stroje, które – chociaż gustowne – były zwyczajnie nudne. Draco potrząsnął głową i zmusił Harry'ego, by usiadł.

- Zwracasz uwagę na jakość i masz do niej oko – przyznał. - Ale jesteś zbyt sztywny w swoich wyborach. Musisz się rozluźnić, Harry.

Czarnowłosy rzucił mu puste spojrzenie i Draco teatralnie westchnął.

- Po prostu pozwól mi sobie pomóc, w porządku?

Harry wzruszył ramionami. W końcu to nie były jego pieniądze. Nie rozumiał jednak co było nie tak z ubraniami, na które zwracał uwagę. Faktycznie, może i nie były szczególnie modne czy też przyciągające oko, ale były wygodne i swobodne. Co w tym złego? Z drugiej strony, Draco wyglądał świetnie i z pewnością miał talent do dobierania ubrań. Jego wygląd przykuwał uwagę. Nic dziwnego, że Draco – łagodnie, ale jednak – go krytykował. W porównaniu z nim, Potter wyglądał nudnie.

- W porządku – zgodził się. - Wybieraj.

Uśmiech, który pojawił się na twarzy Draco zapierał dech w piersiach. Harry przyłapał się na ponownym podziwianiu blondyna. Cholerna szkoda, że Malfoy jest niepodważalnie heteroseksualny, pomyślał. Zauważył, że oczy Draco dyskretnie wędrowały po każdej godnej uwagi kobiecie, jaka pojawiała się w ich pobliżu.

- Świetnie – stwierdził blondyn. - Obiecuję ci, nie będziesz tego żałował.

Och, Harry nie miał ku temu najmniejszych wątpliwości. Nowy wygląd mógł być niezłym pomysłem. Jego matka zawsze próbowała nauczyć go wybierania bardziej stylowych ubrań. Lecz, niestety, odziedziczył po ojcu rozsądny gust modowy. To było typowe dla Potterów. Nawet modna Evans nie potrafiła tego wyprzeć.

- Podejdź tu – zawołał Draco. Z zamyśleniem na twarzy siedział na jednym ze skórzanych krzeseł. - Przymierz to – powiedział i wskazał Harry'emu ubrania.

Chłopak z szeroko otwartymi oczami patrzył na stroje. Skórzane spodnie, niesamowite prążkowane koszule, wytarte jeansy, zamszowe kurtki, czarne, sznurowane buty, jasne jedwabne koszule.

- No dalej, przymierzaj.

Jego oczy wciąż były otwarte z wrażenia. Od którego ubrania powinien zacząć? Wyglądało na to, że Draco miał rację – jego wahanie nie wynikało z braku gustu, lecz z nadmiaru opcji. Ubrania, które blondyn dla niego wybrał były stylowe, ale Harry nie miał pojęcia, czy będą wyglądały tak dobrze jak na Malfoyu.

- Proszę – powiedział Draco, wyciągając ze stosu spodnie i koszulę. - Zacznij od tego.

Harry wziął od niego ubrania. Elegancki starszy mężczyzna zaprowadził go w stronę przymierzalni i, po rzuceniu spojrzenia w stronę blondyna, zaczął doradzać mu najlepiej jak potrafił. Brunet nie robił na nim takiego wrażenia, jednak nie zamierzał narzekać na to, kto nosi ubrania ze sklepu. Ktokolwiek je kupował, miał z tego niezłą prowizję.

Przymierzanie tych strojów sprawiało, że Harry czuł się dziwnie. Jedwabisty dotyk koszuli był zaskakująco zmysłowy. Skórzane spodnie były cudownie ciasne, nadawały jego nogom zgrabny kształt. Przełknął ślinę, kiedy przejrzał się w długim, pionowym lustrze. Z lekkim uśmiechem pomyślał, że jego mama byłaby zachwycona. Koniecznie musiał założyć coś takiego, kiedy spotka ją w Heathrow przed lotem do Nowego Jorku.

Od zawsze chciała, żeby ubierał się w taki sposób. W sposób, który pozwoliłby mu wyróżniać się z tłumu, w przeciwieństwie do nudnych ubrań, w których czuł się wygodnie i komfortowo. Jednak te stroje nie były niewygodne, ale po prostu inne. Już wiedział, dlaczego Severus zawsze wyglądał tak smakowicie. Nic dziwnego, że wyglądał tak seksownie, skoro ubierali go Malfoyowie.

- Zamierzasz stamtąd wyjść i się pokazać? - zapytał Draco z rozbawieniem w głosie. - Czy może będę musiał odciągać cię od tego cholernego lustra?

Harry się zaczerwienił. Skąd chłopak wiedział, że przeglądał się w lustrze? Wziął głęboki oddech i wreszcie wyszedł z przebieralni. Jego ręce nerwowo bawiły się brzegami koszuli; wydawało mu się, że wygląda dobrze, jednak to opinia Draco miała większe znaczenie. W końcu to on wybrał dla niego takie ubrania.

- W takich momentach zaczynam żałować, że jestem hetero – sapnął z podziwem. - Przez ciebie mam ochotę zmienić orientacje.

To dobrze? Harry spojrzał na twarz chłopaka, żeby upewnić się, czy ten aby na pewno nie żartuje. Chociaż czytanie z jego twarzy nie było łatwe, po zrelaksowanych rysach twarzy przekonał się, że Draco był szczery. Nie było na nim ani krztyny kłamstwa. Niesamowite.

- Czyli... Wyglądam dobrze? - zapytał niepewnie.

Draco się uśmiechnął.

- Harry, wyglądasz cholernie niesamowicie. Nie mogę się doczekać, kiedy pokażę cię Severusowi.

o-o-o

- Wiesz przecież, że prędzej czy później będziemy musieli się z nim spotkać – przypomniał Lucjusz – więc równie dobrze możemy zrobić to teraz, kiedy Draco nie ma w domu, bo zabrał Harry'ego na małe zakupy.

- Nie rozumiem, dlaczego musimy sprawić, aby to wszystko było wygodne dla Voldemorta, kiedy absolutnie nie jest wygodne dla mnie – warknął Severus.

Lucjusz uspokajająco wzruszył ramionami.

- Praca z Voldemortem nie jest łatwa. Lubi, kiedy rzeczy idą po jego myśli i potrafi sprawić, aby było tak jak zechce, dopóki to on jest osobą, która ci płaci, Severusie. Pieniądze przemawiają, a my tańczymy jak nam Voldemort zagra. Zrobisz więc to, czego od ciebie oczekuje, bo to on ma ostatnie słowo.

- Kogo obchodzą pieniądze? - Severus uśmiechnął się drwiąco. - Mam ich wystarczającą ilość. Nie potrzebuję ani grosza więcej.

Słysząc to, jego najlepszy przyjaciel lekko zachichotał.

- Piętnaście lat temu, kiedy byłeś młodym, początkującym muzykiem, miałeś w zwyczaju mówić coś innego – zauważył znacząco Lucjusz. - Mówiłeś, że mógłbyś robić cokolwiek, byleby zarabiać wystarczającą by przetrwać ilość pieniędzy. Wszyscy kiedyś tak twierdziliśmy. Niesamowite, jak bardzo zmieniliśmy się przez te piętnaście lat.

Severus burknął, jednak wiedział, że blondyn ma rację. Dlaczego Lucjusz zawsze musiał być tak cholernie poprawny?

- Dobrze. Miejmy to już za sobą – mruknął.

- Wspaniale – odrzekł Lucjusz, odwracając się do recepcjonistki i kierując w jej stronę czarujący uśmiech. - O piętnastej trzydzieści mamy spotkanie z Voldemortem.

Recepcjonistka skinęła głową i zadzwoniła do głównego biura, informując, że goście przybyli. Odłożyła telefon, po czym zwróciła się do mężczyzn.

- Mogą panowie iść. Proszę kierować się do korytarza po lewej stronie. Voldemort czeka w swoim apartamencie.

Lucjusz krótko jej podziękował i udali się z Severusem do znajdującej się na tyłach budynku windy, która prowadziła prosto do ich celu.

Wieżowiec ten był nieco inny niż zwykłe biurowce, ponieważ na jego szczycie znajdował się apartament. Voldemort dodał tu mieszkania, aby nie musiał opuszczać miejsca pracy w razie potrzeby snu.

Blondyn osobiście uważał, że Voldemort miał w pewnym stopniu obsesję, jednak ostatecznie przecież dzięki temu osiągnął tak ogromny sukces. Nic dziwnego, że nikt nie miał szansy konkurować z tym człowiekiem. Któż mógłby pokonać mężczyznę, który nigdy nie opuszczał biura? Lucjusz pokręcił głową i mentalnie przygotował się na spotkanie z jedynym człowiekiem, z którym przegrywał słowne potyczki, w których przecież był tak dobry.

- Voldemort – przywitał się, nieznacznie pochylając głowę. - Dobrze cię znowu widzieć.

Kiedy Severus ujrzał błyszczące, zielone oczy, przemykające od niego do Lucjusza, po jego kręgosłupie przeszły ciarki. Nic dziwnego, że oczy Harry'ego go zafascynowały, miały ten sam odcień co Voldemorta. Jednak podczas gdy spojrzenie Voldemorta było zimne i wyrachowane, oczy Harry'ego miały w sobie ciepło i delikatność. Interesująca, a jednocześnie niezwykle istotna różnica. Severus zdał sobie sprawę, że Harry także może skończyć z takim spojrzeniem, kiedy będzie w średnim wieku. Ich kolorystyka i obwódki były niezwykle podobne.

- Cieszę się, że obaj do mnie przybyliście – odpowiedział Voldemort chłodnym głosem. - Musimy porozmawiać o twoim zbliżającym się występie, Severusie. Pierwszym problemem jest brak nowego materiału. Co prawda mógłbyś wykonać jedną z twoich starszych piosenek, wierzę jednak, że nigdy nie przestaniesz pisać muzyki. Jestem pewien, że mógłbyś dokończyć któryś z utworów, które masz zaczęte? To byłby świetny sposób na rozpoczęcie jej promowania bez ponoszenia żadnych zbędnych kosztów.

Pieniądze. Zawsze chodzi o pieniądze, pomyślał z rozgoryczeniem Snape. Całe życie opierało się na pieniądzach, a w szczególności show biznes. Pieniądz jest królem, który głośno przemawia. Severus naprawdę nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się przetrwać w tym morderczym interesie. Biznes był surowy, okrutny i złośliwy. Miał ogromne szczęście, że trafił na agenta, który miał na względzie jego najlepsze interesy i był wystarczająco sprytny, by wykorzystać sztuczki świata rozrywki na ich korzyść.

Nic dziwnego, że Lucjusz został jego najlepszym przyjacielem. Byli razem jako biznesowi partnerzy przez ponad piętnaście lat. Byli przyjaciółmi nawet wcześniej, jednak naprawdę zżyli się dopiero po śmierci Narcyzy i po tym, jak Severus został wydziedziczony przez rodzinę. Postanowili wtedy ruszyć przed siebie i stawić czoła niemożliwemu. To było jak przejażdżka kolejką górską, prowadzącą przez cały glob. Draco Malfoya ukształtowało to wszystko – ich ciągłe podróże i ich sukces.

- Mam kilka piosenek, które zacząłem pisać – przyznał niechętnie Severus. - Jednak nie są nawet bliskie ukończeniu. To praktycznie niemożliwe, żeby udało mi się dokończyć którąkolwiek z nich. Większość jest napisana tylko w połowie. Potrzebuję czegoś, co mnie zainspiruje.

- Więc będziemy musieli nad tym popracować, czyż nie? - Voldemort bardziej stwierdził niż zapytał.

Severus zmrużył oczy, zanim przypomniał sobie o tym, co wcześniej mówił Lucjusz – tak długo, jak Voldemort kontrolował pieniądze i umowę, kontrolował także jego.

- To nie będzie łatwe.

- Nic nigdy nie jest łatwe – warknął Voldemort. - Nie obchodzi mnie, co będziesz musiał zrobić. Skończysz nową piosenkę przed galą i wykonasz ją jako pierwszy singiel nadchodzącego albumu. Rozumiemy się, Severusie?

Och, Snape rozumiał doskonale. Nie miał wyboru. Nienawidził, kiedy był do czegokolwiek zmuszany. Właśnie to próbowała robić jego rodzina przez całe lata – jego bunt był więc kwestią czasu. Cholerna rodzinna odpowiedzialność!

Poczuł na ramieniu alarmującą rękę przyjaciela, mówiącą mu, aby nie powiedział lub zrobił czegoś, czego by potem żałował.

- Rozumie – odpowiedział gładko Lucjusz za Severusa. - Rozumiemy obaj. Piosenka będzie na czas. Obiecuję.

- Świetnie – odrzekł Voldemort z lekkim uśmiechem. - Do zobaczenia na gali. Wierzę, że traficie do wyjścia?