ROZDZIAŁ 26

Proste zaklęcia

Severus

Dość nieoczekiwanie zaczęła nerwowo rozglądać się po pokoju.

– Pożyczysz mi majtki? – spytała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – I koszulę? I spodnie? – Chwyciła w dwa palce skrawki jedwabnej koszulki i zaczęła się śmiać. – Jest już bardzo późno i raczej nie powinniśmy nikogo spotkać na korytarzu, ale mimo wszystko … Merlinie, te durne portrety porozwieszane po całym zamku. Kiedyś zostanę tu dyrektorem i wszystkie pousuwam.

– Mógłbym ci oddać część mojej garderoby, ale chyba nie mam ochoty na docinki matki, gdy zobaczy mnie bez spodni – odparłem z rozbawieniem.

– Wolisz, żeby cały zamek oglądał mnie na golasa? – odrzekła z wyrzutem. – Miałam na sobie tylko to, a nie mogę rzucić na siebie kameleona, kiedy nie mam nic.

– Sugerujesz, że mam iść po jakieś ciuchy dla ciebie? – Spojrzałem na nią z powątpiewaniem. – Zwariowałaś? Przed chwilą wycisnęłaś ze mnie wszystkie siły, nie chce mi się latać w te i z powrotem – żartowałem, udając padniętego.

– Mam tu zostać aż nabierzesz sił? – jęknęła. – Merlinie, mam nadzieję, że nie stanę się pilną potrzebą jakiegoś nastolatka. – Spojrzałem na nią groźnie i miałem już właśnie powiedzieć co myślałem o potrzebach nastolatków, ale nie dała mi dojść do głosu. – Może starczy ci jednak trochę siły na naprawienie mojej koszulki? Nie mam różdżki, Sev – dodała, widząc moje zdziwienie.

– I nie mogłaś po prostu powiedzieć, żebym ci to naprawił od razu, tylko musiałaś mnie torturować wizją, jak przechadzasz się naga po zamku albo co gorsza wchodzi tu jakiś napalony gówniarz? – Skrzywiłem się i wywracając oczami, rzuciłem zaklęcie naprawiające ubranie.

– Dziękuję – bąknęła i wciągnęła na siebie koszulkę.

– Sol. – Chwyciłem ją za rękę, zatrzymując na poduszkach. – Nie podoba mi się to, że nie masz przy sobie różdżki. W zamku jest bezpiecznie, ale …

– Sev, potrafię obronić się bez różdżki. – Spojrzała na mnie jak na idiotę.

– Doprawdy? – odparłem z powątpiewaniem.

– Oj, przecież rzuciłam na siebie kameleona, jak szłam tutaj, a to o wiele bardziej skomplikowane od zaklęć obronnych. – Wzruszyła ramionami i ponownie chciała wstać, ale wciąż jej nie pozwoliłem.

– Możesz mi wyjaśnić, jak niby chcesz się obronić bez różdżki? Kameleonem?

– Jest kilka zaklęć obronnych, który uczył mnie Davis – odpowiedziała. – Nic trudnego.

– Nigdy nie mówiłaś, że uczył cię też magii bezróżdżkowej – zdziwiłem się. – Owszem wspominałaś, że starożytna magia jej nie potrzebuje, ale nie pamiętam byś mówiła, że czarujesz bez różdżki.

– Bo ja tak nie umiem na zawołanie, tak już. To się samo czasem dzieje – usprawiedliwiała się. – I nie wiem, jak zreperować piżamę.

– Ale wiesz, jak się obronić? – Spojrzałem sceptycznie.

– No, wiem. – Solem lekko się zmieszała. Wiedziałem, że nie lubiła mówić o swoich zdolnościach i nie chciałem nigdy jej ciągnąć za język, ale wciąż uważałem ją za zbyt skromną i starałem się przekonywać, że była nieprzeciętna, tak ona, jak i jej magia.

– Davis cię tego uczył?

– Nie do końca – mruknęła cicho. – On chyba wiedział, że ja to umiem. Nie wiem skąd, sama o tym nie wiedziałam.

– Opowiedz mi o tym – poprosiłem.

– Sev, tu nie ma o czym gadać, chodź, jest już późno – marudziła

– Jak mi opowiesz – nalegałem.

– Ojeju – westchnęła. – Kiedyś, jak weszłam do niego na zajęcia to zabrał mi różdżki, wszystkie. Nie wiem skąd wiedział, że mam ich tyle. Zabrał je i rzucił na mnie Crucio. Tyle opowieści. Chodź.

– Co rzucił? – Poderwałem się przerażony – Zabiję …

– Przestań, nikogo nie zabijesz. – Wywróciła oczami. – Odbiłam je w niego – dodała zawstydzona.

– Trafiłaś go Crucio bez różdżki? – Spojrzałem na nią, nie dowierzając.

– Nie ja trafiłam tylko sam się trafił – warknęła.

– Merlinie, Sol. – Przytuliłem ją mocno, wyrzucając sobie w duchu, że pozwoliłem jej chodzić na zajęcia do psychopaty. – Nie skrzywdził cię?

– Nie – burknęła oburzona. – Przecież ci mówię, że odbiło się na niego to zaklęcie.

– I nie wściekł się na ciebie? Nie należy do miłych ludzi. – Wciąż przyciskałem ją tak mocno, jakby ktoś rzucił w nią klątwą przed chwilą.

– Nie, jak zdjęłam z niego zaklęcie to się śmiał jak jakiś idiota i wtedy zaproponował, że będzie mnie uczył do końca studiów – odparła. – Sev, chodź już, bo Eileen się obudzi.

– Jesteś niezwykła. – Nie potrafiłem ukryć podziwu.

– A ty mocno przesadzasz – mruknęła. – Nie zawsze mi wychodzi bezróżdżkowa. Davis mówił mi żebym ćwiczyła, ale ja lubię swoje różdżki i tak szczerze, to ja trochę nad tym nie panuję. To samo tak z siebie. To nic specjalnego, uwierz.

– Nie przesadzam. Sol, ilu znasz czarodziejów, którzy odbili Crucio bez różdżki?

– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami. – Pewnie znam kilku albo nawet kilkunastu, ale raczej nikt się tym nie chwali. Chociaż w sumie znam pewnie niewielu, którzy mieli okazję tym dostać.

– Nikt się nie chwali, bo nikt tego nie potrafi – westchnąłem.

– Przesadzasz. Ty na pewno potrafisz, tylko nie wiesz, że potrafisz – odparła.

– Nie potrafię, uwierz mi. Ani ja, ani Dumbledore, ani nawet Czarny Pan. – Solem popukała się palcem w czoło i wybuchnęła śmiechem.

– Rozbawiłeś mnie, pośmiałeś się ze mnie, idziemy – nakazała.

– Ja się z ciebie nie śmieję, Sol. Jesteś jedyną osobą, jaką znam, która rzuca tak skomplikowane czary bez różdżki. To nie jest Lumos, czy Nox. Sol, zaklęcia obronne są …

– Najbardziej złożonymi zaklęciami. Dzielą się na zaklęcia odbijające, maskujące i transformujące. Do najtrudniejszych należą …

– Przestań, Solem, kochanie. – Podszedłem do niej i ująłem jej twarz w dłonie. – Jesteś potężną, silną i malutką wiedźmą. – Pochyliłem się nad nią nisko i ucałowałem w mały nos.

– Nie śmiej się ze mnie, Sev. – Spojrzała na mnie zasmucona. Westchnąłem głośno.

– Nie śmieję. Nigdy się z ciebie nie śmieję – zapewniłem. – Słonko, chciałbym po prostu, byś uwierzyła wreszcie, jak bardzo niezwykła jesteś.

– Jestem twoją żoną. – Wzruszyła ramionami. – Musisz tak mówić.

– Jesteś moją żoną, bo cię szczerze pokochałem. – Pogładziłem ją po policzku. – Pokochałem cię, bo jesteś niezwykła.

– To nic trudnego, Sev. To tylko magia. – Nie miałem już siły odpowiadać jej, że to coś więcej. Odetchnąłem i po chwili z podziwem przyglądałem się, jak znikąd spływało na nią zaklęcie kameleona.

– Tylko magia – mruknąłem pod nosem, wymachując swoją różdżką.

.: :.

– Sol, dam sobie radę. Idź się wreszcie połóż. Musisz odpocząć przed rzuceniem tego zaklęcia. – Korzystając z mojego wolnego weekendu, uzdrowiciel Philips zaplanował kolejne podejście Solem do zaklęcia sondującego. Wciąż miała sporo wątpliwości, czy powinna zostawić córkę na cały dzień pod opieką ojca i babci, ale w końcu po długich namowach ustąpiła. W piątek wieczorem, byłem umówiony z Mikiem w naszym sklepie i zamierzałem zabrać ze sobą Eileen. To miało być nasze pierwsze wyjście tylko we dwoje i Solem zaczynała się nieco denerwować.

– Masz jeszcze jedną czapeczkę, jakby ta …

– Na wypadek, gdyby dwie poprzednie porwały czapeczkowe potwory? – zakpiłem.

– Masz butelkę z mlekiem? – pytała, gdy stałem już w progu.

– Mam – odparłem krótko i zacisnąłem powieki, żeby nie wybuchnąć.

– Wziąłeś pieluszki na zmianę? – Nerwowo otworzyła niemowlęcą torbę.

– Wydaje mi się, że pięć pieluszek na dwugodzinne wyjście powinno wystarczyć – burknąłem. – Mam też sweterek, śpioszki i chusteczkę na szyję. Nie zapomnę, żeby w razie, gdy się zaplami nie używać na niej czarów tylko przebrać. Sol – warknąłem ostrzegawczo, gdy próbowała szperać w rzeczach, które uszykowałem dla Eileen.

– Weź tego zielonego misia, tego różowego nie lubi. – Pobiegła do pokoiku Eileen i zamieniła maskotki. – O i nie wziąłeś śliniaczka. – Chciała wrócić się do pokoju, ale zatrzymałem ją, chwytając za nadgarstek.

– Chcesz iść z nami? – spytałem, wzdychając.

– Nie będę wam przeszkadzać? Naprawdę? – Jej twarz momentalnie się rozpromieniła. Objąłem ją delikatnie wolnym ramieniem i ucałowałem w czubek głowy.

– Nie będziesz, nie chciałem byś szła, bo powinnaś odpocząć – odparłem. – O czwartej nad ranem masz być w szpitalu.

– Daj spokój, przecież ja tam będę leżeć przez dwanaście godzin, odpocznę – mruknęła i wzięła od mnie torbę Eileen. Widziałem, że w pierwszym odruchu chciała wyjąć dziecko z moich ramion, ale powstrzymała się.

– Solem – syknąłem. – Ubierz coś, jest chłodno. – Posłałem jej mordercze spojrzenie, widząc, że próbuje wyjść w samej sukience. Zawstydziła się i z przepraszającym uśmiechem wróciła po szatę. – Co się dzieje? – spytałem, gładząc ją po włosach. – Ostatnio jesteś strasznie roztargniona.

– To nic – mruknęła.

– Yhy, jak nic to gadaj – nakazałem, rzucając zaklęcia na drzwi naszych kwater.

– Trochę się denerwuję tym badaniem jutro – odparła. – Nie wiem dlaczego.

– Wszystko będzie dobrze, kotku – pocieszałem ją. – Potter – warknąłem, gdy przebiegający mężczyzna o mały włos nie przewrócił mojej żony.

– Przepraszam, Solem. – James zatrzymał się nagle, gdy wycelowałem w niego różdżkę.

– Sev, nic mi nie jest – uspokoiła mnie żona i pociągnęła za rękę, bym opuścił różdżkę. – Coś stało, James? – zwróciła się do Pottera.

– Wszystko w porządku, Solem. Przepraszam raz jeszcze. – Przyjrzałem się dokładnie nauczycielowi Obrony. Wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego. Przekładał Harry'ego z jednej ręki do drugiej i zdawało mi się, że miał szatę ubraną na lewą stronę.

– Na pewno wszystko dobrze? – Pani Snape także zauważyła dziwne zachowanie sąsiada.

– Tak, tak. Przepraszam. – Skinął głową i ruszył nieco wolniej w kierunku wyjścia, ale nagły płacz Harry'ego ponownie go zatrzymał.

– No to się doigrałeś, Potter – mruknąłem pod nosem.

– Och – Solem momentalnie znalazła się przy chłopcu wyrywającym się z objęć ojca. – Jakie ty masz śliczne oczka, Harry – zaszczebiotała i pogładziła dziecko po włosach. Przestał na chwilę płakać. Przyjrzał się jej uważnie, ale po chwili znowu zaczął krzyczeć i się wyrywać. – Daj mi go – poprosiła i nie czekając na reakcję Jamesa, chwyciła chłopca w objęcia. Mężczyzna, najwyraźniej spieszący się gdzieś, próbował protestować, ale Sol była głucha i ślepa na jego działania. Usiadła z malcem na jednej z ławek i zaczęła swoją uspokajającą gadkę. Sprawdziła, czy Harry'emu nie było za gorąco albo za zimno, spytała czy nie chce siusiu, a gdy zadała pytanie czy zjadłby coś, odniosłem wrażenie, że gotowa była nakarmić go piersią.

Kochałem żonę nad życie. Uwielbiałem czułość i troskę jaką mnie otaczała, ale po porodzie te dwie cechy urosły w niej do niebezpiecznych rozmiarów. Naturalnym było, że martwiła się o Eileen, że ją pielęgnowała i próbowała zapewnić wszystko, czego dziewczynce było trzeba, ale na Merlina, ja zwykle sam dbałem o swoje potrzeby. Potrafiłem już sam wiązać szalik i nawet rękawiczki sam wciągałem na pięć palców. Gorsze od jej nadopiekuńczości, były docinki matki. Śmiała się ze mnie, gdy żona sprawdzała co ubrałem albo czy zjadłem śniadanie. Na szczęście trwało to do czasu, aż sama padła jej ofiarą i teraz zastanawiałem się, jak szybko matka wróci na cały etat do pracy. Eileen zapewniała, że to normalne po ciąży i zwalała wszystko na hormony. Wszystko miało wrócić do normy w przeciągu kilku tygodni, ale odnosiłem wrażenie, że z każdym kolejnym było tylko coraz gorzej. Być może musiało nastąpić jakieś przesilenie i dopiero wówczas się poprawiać, jednak powoli zaczynałem wątpić, czy kiedykolwiek wyrwę się spod jej matczynych skrzydeł i zacząłem już nawet obmyślać recepturę eliksiru przywracającego równowagę hormonalną.

– James, on jest cały spocony – krzyknęła z oburzeniem i zaczęła przebierać dzieciaka. Potter spojrzał na mnie w poszukiwaniu ratunku, ale ja uśmiechnąłem się jedynie zjadliwie i usiadłem obok żony, zabawiając małą Eileen. – Gdzie masz czapeczkę? – spytała po chwili Harry'ego, a ten w odpowiedzi uśmiechnął się do niej ukazując swoje niepełne uzębienie.

– Nie ma czapeczki – mruknął pod nosem Potter.

– James, już prawie listopad – obruszyła się i wymownie uniosła brwi. Zawahałem się przez chwilę, ale widząc błaganie w oczach mężczyzny, który najwyraźniej nie miał pojęcia, czy w mieszkaniu ma odpowiednie nakrycie głowy, wyjąłem jedną z zapakowanych czapek dla Eileen. Machnąłem różdżką, by nieco ją powiększyć i podałem żonie. Z premedytacją wybrałem tę, na której była przerażająca liczba kwiatuszków i uśmiechnąłem się, dobierając najbardziej zjadliwy grymas ze swojej kolekcji.

Solem jeszcze przez chwilę mówiła do chłopca i wciskając mu w rączki samochód, który Potter trzymał w kieszeni, puściła na nogi. Ku mojej uciesze, Harry zaczął niezdarnie uciekać ojcu i głośno protestował, gdy ten chciał zabrać go na ręce. Pożegnał się pospiesznie i udał do wyjścia.

Sol posłała mi zaniepokojone spojrzenie, dostrzegając, jak mężczyzna przekracza bramę szkoły i wciąga na siebie pelerynę niewidkę. Wydawało mi się, że przez chwilę chciała nawet krzyknąć i zatrzymać go, ale powstrzymała się.

.: :.

Solem

Byłam kłębkiem nerwów, docierając do szpitala. Severus był cudownym ojcem i nie powinnam się martwić, zostawiając Eileen pod jego opieką nawet na dłużej niż jeden dzień, ale wciąż nie mogłam przestać zadręczać się myślą, że była za malutka na tyle godzin bez mamy. Stresowało mnie też samo badanie. Niby wiedziałam co mnie czeka, przeczytałam chyba każdą możliwą książkę i publikację na ten temat, ale i tak nic nie pomagało. Udawałam odważną, ale w środku kipiałam z niepokoju. Tym razem wszystkie dopuszczające badania przeszłam pomyślnie i w niewielkiej sali czekałam na uzdrowiciela Philipsa. Po krótkiej pogawędce odetchnął głęboko i rozpoczął procedurę rzucania zaklęcia. Brakowało mi Severusa, zawsze w takich chwilach był przy mnie i chciałam, żeby chociaż do chwili utraty świadomości mógł trzymać mnie za rękę, ale było bardzo wcześnie rano i musiałabym poprosić o pomoc teściową, a i jej należało się trochę odpoczynku. Wystarczyło, że miała zostać z Leen wieczorem, tak by Severus mógł odebrać mnie ze szpitala. Mocno ścisnęłam Amelię, która uparła się mi towarzyszyć, za rękę, uśmiechnęłam się wdzięcznie do przyjaciółki i po chwili dryfowałam w nicości.

– Pani Snape. – Jakby z oddali dobiegł do mnie głos uzdrowiciela. – Pani Snape – powtórzył spokojnie. – Solem, wróć do nas – zaśmiał się Philips.

– Solem, wiem, że się teraz wygłupiasz. – Severus i mocno ścisnął moją rękę.

– Teraz mogę się już obudzić. – Otworzyłam z uśmiechem oczy i głęboko odetchnęłam.

– Jak było?

– Błogo – odparłam z rozmarzoną miną. – Jak Eileen?

– Stęskniona za tobą – odpowiedział, gładząc mój policzek. – Sol. – Spoważniał i chwycił mnie mocniej. – Muszę …

– Panie Snape – przerwał mu twardo uzdrowiciel. – Najpierw muszę zbadać pańską małżonkę i odczytać wynik sondowania. Później o wszystkim jej pan opowie. – Severus lekko skinął i odsunął się ode mnie, pozwalając Philipsowi dokończyć procedurę.

– Sev …

– Pani Snape, za chwilę – zganił mnie medyk. Mężczyzna westchnął i zaczął badanie przy pomocy nieznanego mi urządzenia. Przymknęłam powieki i próbowałam się odprężyć, ale pióro skrobiące po pergaminie strasznie zaczynało irytować. Otworzyłam oczy, gdy usłyszałam, jak uzdrowiciel sięga po zapisaną kartkę i po chwili ponownie poczułam ciepły dotyk męża na dłoni.

– Może się pani teraz ubrać i za chwilę zapraszam do gabinetu – nakazał z poważną miną.

– Czy coś …

– Za chwilę, dobrze? – Philips spojrzał na nas uspokajająco. – Muszę to dokładnie przeczytać. Oczekuję państwa za piętnaście minut.

– Sev, co się dzieje? Jest jakoś dziwnie. On był dziwny i ty też. – Usiadłam na łóżku i zmartwiona spojrzałam na męża.

– Sol – zaczął, podając mi czyste szaty. – Usiądź – nakazał po chwili, a ja bez słów wykonałam polecenie.

– Mówże co się stało – ponagliłam go, widząc, że nie wie jak zacząć.

– Czarny Pan, wczoraj w nocy … – zawahał się i usiadł na krześle naprzeciwko – zniknął.

– Jak zniknął? Co to znaczy?

– Pamiętasz, jak wczoraj wieczorem spotkaliśmy Pottera? – Przybliżył się do mnie i chwycił za ręce.

– Oczywiście, że pamiętam.

– Teleportował się do ich domu w Dolinie Godryka. – Odetchnął głęboko. – Evans tam na niego czekała. Dumbledore zlecił jej zadanie. Miała dostać się do Departamentu Tajemnic. Nie mam pojęcia o co dokładnie chodzi, ale potrzebowała peleryny Jamesa. Potter nie żyje, Sol. – Otworzyłam usta ze zdumienia i wpatrywałam się w męża tępym wzrokiem. – Czekał w domu na Lily. Ktoś doniósł o tym Czarnemu Panu. – Zadrżałam. Severus usiadł na łóżku obok mnie i mocno przytulił. – Jego ciało znaleziono tuż przed łóżeczkiem chłopca. Prawdopodobnie przelał za niego krew, ochronił go. – Po moich policzkach popłynęły łzy.

– Co z … – załkałam w ramionach męża.

– Sam-Wiesz-Kto rzucił w Harry'ego Avadę, ale dzięki ofierze Pottera zaklęcie odbiło się od chłopca i prawdopodobnie trafiło jego. – Przycisnął mnie mocno do siebie i pozwolił się wypłakać. – Nie znaleziono jego ciała, a to oznacza, że nie wiadomo czy …

– Zginął – dokończyłam za męża. – Przepraszał mnie – łkałam. – Przepraszał, a ja nie pamiętam, czy powiedziałam, że mu wybaczyłam. Nie pamiętam.

– Jestem pewien, że on wiedział. – Przytulił mnie jeszcze mocniej i pogładził delikatnie po plecach.

– Powiedział mi coś dziwnego kilka dni temu. – Odetchnęłam głęboko i oparłam głowę na ramieniu Severusa. – Chciał zrobić coś, żeby jego ojciec był z niego dumny, żeby nie widział w nim tylko rozczarowania. Chciał pomścić śmierć rodziców i zrobić coś dobrego. Dlatego przyłączył się do Dumbledore'a, ale … powiedział, że to nie było dobre, że czuje się oszukany i wykorzystany, a teraz jeszcze bardziej musi się starać, żeby odkupić winy. To było dziwne. To co mówił.

– Chyba nie wiodło mu się najlepiej po skończeniu szkoły – westchnął Severus. – Evans okazała się nie najlepszym wyborem. Nie dostał się na kurs aurorski.

– Wydawał się szczęśliwy w ogródku z Harrym. – Po moich policzkach ponownie popłynęły łzy.

– Pewnie był.

– A ty, jak się czujesz? – spytałam nagle, podrywając głowę. – Nie piecze cię znamię? Nie boli cię?

– Powinno?

– Raczej tak – odparłam. – Później to obejrzymy, dobrze? W bibliotece, w Dziale Ksiąg Zakazanych znalazłam księgę o tego rodzaju znamionach, trochę o tym czytałam.

– Ja nic nie mogłem znaleźć – zdziwił się.

– Mimo wszystko spędzam w bibliotece trochę więcej czasu niż ty, a tej księgi nie znajdziesz przy pomocy magii. Później się tym zajmiemy, skoro nic cię nie boli. Nic, prawda? – Spojrzałam na niego z troską i delikatnie pogładziłam po policzku.

– Nic, kochanie.

– Państwo Snape, proszę. – Philips wskazał na dwa wygodne fotele ustawione przy małym stoliku, sam zajmując trzeci. Usiadłam i mocno chwyciłam Severusa za rękę. – Szczerze mówiąc, moje obawy częściowo się potwierdziły. Tak, jak już państwu mówiłem, nie wykluczałem uszkodzenia spowodowanego źle rzuconym zaklęciem. Spodziewałem się, że będzie to któreś z niewybaczalnych albo jakieś silne zaklęcie ofensywne, które zostało częściowo przez panią odbite, ale … – zawahał się i po chwili położył przed nami pergamin z wynikiem badania. – Rzucono na panią zaklęcie Obliviate i próbowano zmodyfikować pamięć. – Zbladłam i mocno ścisnęłam dłoń męża. Philips podsunął mi szklankę wody. – Prawidłowo rzucone powinno zadziałać w taki sposób, by lukę w pani pamięci wypełniała modyfikacja napastnika. U pani pozostała jedynie dziura po Obliviate. Na szczęście był to dość krótki obraz w pamięci.

– Co teraz? Da się to jakoś naprawić? – spytałam ze łzami w oczach i po chwili zalała mnie ciemność. – Cholera – zaklęłam cicho, gdy niechcący strąciłam szklankę ze stolika.

– Nic się nie stało, słonko. – Severus pospiesznie wysuszył moją szatę zaklęciem.

– Jak często to się dzieje? – spytał Philips.

– Po porodzie dość często – westchnęłam z rezygnacją. – Różnie, czasem widzę przez cały tydzień, a później tracę wzrok na kilka dni. W ciąży to były krótkie okresy. Wystarczyło, że chwilę odpoczęłam i mijało. Teraz … – Oczy zaszły mi łzami i po chwili jedna po drugiej zaczęły tworzyć mokre ślady na bladych policzkach.

– Pani Snape – zaczął ze współczuciem. – Niewiele możemy teraz zrobić. – Łzy jeszcze mocniej popłynęły spod moich powiek. – Uszkodzenie da się wyleczyć jeśli wypełni pani luki w pamięci. Dopiero wówczas możemy skutecznie przywrócić pani wzrok.

– Jak? Jak mam je wypełnić? – Severus objął mnie i mocno przytulił.

– Nie jest to niemożliwe, ale to bardzo długi proces. – Mężczyzna przywołał paczkę chusteczek, które podsunął w naszą stronę. – To poważne uszkodzenia pani Snape i każdy zły ruch, każde zbyt silne zaklęcie naprawcze, może doprowadzić do jeszcze poważniejszych dysfunkcji mózgu. Po pierwsze, żeby w ogóle zacząć, musimy mieć jakiś punkt zaczepienia. Musi pani sama coś sobie przypomnieć.

– Jak?

– Mówiła pani, że ma koszmary. – Mężczyzna odetchnął. – Wbrew pozorom, one mogą być bardzo przydatne. Jeśli wiążą się ze wspomnieniami, które pani usunięto mogą pomóc coś odnaleźć. Obliviate zawsze pozostawia po sobie jakiś ślad. Nigdy nie da się wymazać wspomnień całkowicie, zawsze pozostaje jakaś rysa i musi pani do tej rysy się dostać. To może być cokolwiek. Smak herbaty, którą piła pani tamtego popołudnia, kolor butów napastnika, słowa jakie pani wypowiedziała. Cokolwiek, ale musi to pani odnaleźć w pamięci. Nie może być to coś, na co naprowadziła panią logika lub czytane akta. Pani Snape – Philips wstał i sięgnął po dość grubą księgę – pożyczę pani tę publikację na temat Obliviate. Proszę to sobie przestudiować. Jest pani dość biegła w zaklęciach i wierzę, że szersze zagłębienie się w to zaklęcie pomoże pani poznać dokładny proces jego działania. Sama pani odnajdzie drogę. Ostrzegam jednak, że to niełatwe i może trwać latami. Być może jutro obudzi się pani i będzie wszystko pamiętać, a być może nigdy nie uda się pani tego odnaleźć. – Przytaknęłam i mocno ścisnęłam ofiarowaną książkę.

– Co jeśli uda mi się odnaleźć coś w pamięci?

– Wówczas będziemy mogli wokół tego wspomnienia budować to co zostało wymazane – odparł. – Pani Snape, w całej swojej karierze nie spotkałem się z takim przypadkiem. Nie chodzi mi o źle rzucone zaklęcie, bo to niestety dość powszechne, ale to jak pani sobie z tym radzi. Dokonuje pani rzeczy niemożliwych. Wyzdrowiała pani, pomimo tego, że nie dawano pani szans, można powiedzieć, że częściowo odzyskała pani wzrok, urodziła pani śliczną córkę, chociaż nie powinna w ogóle zajść w ciążę. Proszę być dobrej myśli, ale proszę nie poświęcać życia na próby przypomnienia sobie. To tak nie działa. Nie zrobi pani tego na siłę. Ważne, że wiemy już w czym problem i dlaczego tak źle reagowała pani na eliksiry.

– Dziękuję – wyszeptałam.

Severus mocno mnie przytulił, gdy tylko opuściliśmy pokój Philipsa.

– Możemy wrócić do domu przez gabinet mamy, dała mi klucz i hasło – powiedział po chwili.

– A moglibyśmy jeszcze na chwilę pójść do domu? – spytałam wciąż drżącym głosem. – Potrzebuję kilku książek i moje notatki ze studiów. Chciałabym zafiuukać też do profesora Davisa, a nie mogę tego zrobić z Hogwartu. Nie wiem dlaczego, ale ma zablokowany kominek na Hogwart. Może mógłby jakoś pomóc z tym Obliviate. Nie znam nikogo bardziej biegłego w zaklęciach niż on.

– Oczywiście, że możemy pójść, gdzie tylko chcesz, słonko. – Objął mnie i poprowadził w stronę wyjścia.

– Jestem zmęczona – szepnęłam, gdy po krótkim spacerze dotarliśmy do domu.

– Wiem, Solem. – Przyciągnął mnie i przytulił z całej siły. – Chcesz się tutaj położyć na chwilę? Jestem pewien, że mama zostanie z Eileen nawet do rana.

– Nie, stęskniłam się za nią. Chcę ją już przytulić.

– Weźmy co trzeba i wracajmy do niej. – Chwycił moją twarz i delikatnie ucałował prosto w usta.

.: :.

Severus

– Mogę? – Solem nieśmiało zajrzała do mojego szkolnego gabinetu.

– Oczywiście, słonko. – Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej. – Dawno wróciłaś?

– Przed chwilą – odparła i usiadła na jednym z krzeseł dla uczniów. – Rozmawiałam z Davisem, nie tylko na temat Obliviate. – Solem machnęła różdżką w kierunku drzwi, rzucając na nie zaklęcie wyciszające. – Spytałam go o mroczny znak.

– Powiedziałaś mu? – Spojrzałem na nią z oburzeniem i przez moment miałem chęć ją przekląć jakąś paskudną klątwą zamykającą usta.

– Nic mu nie powiedziałam – odparła, wywracając oczami. – Kiedyś poruszaliśmy temat podobnych znaków podczas zajęć i po prostu udałam, że mnie to interesuje w związku z ostatnimi zatrzymaniami śmierciożerców.

– Co powiedział? – spytałem nieco uspokojony.

– To co przypuszczałam. – Sol wzruszyła ramionami. – Wypalając mroczny znak, Sam-Wiesz-Kto użył zaklęcia opierającego się na magii krwi i przelaniu mocy. Jego całkowite unicestwienie przeżyłbyś bardzo boleśnie, a z dużym prawdopodobieństwem znak paliłby cię aż do śmierci.

– Żartujesz? – Na wspomnienie żaru, który przeszywał moją rękę za każdym razem, gdy Czarny Pan mnie do siebie wzywał, oblał mnie zimny pot. Kochałem moją żonę i córkę, chciałem dla nich wszystkiego co najlepsze, ale chyba nie umiałbym żyć z takim bólem. – Czyli musimy liczyć się z tym, że on żyje. – Nie wiem, czy mi ulżyło, czy wręcz przeciwnie.

– Wszelkie zaklęcia, jakie rzuciłam na twoje znamię i cała moja wiedza na ten temat, wskazuje na to, że żyje – westchnęła.

– Sol – Pobladłem – czyli jeśli kiedyś on wróci i uda się komuś go pozbyć na zawsze, mój znak będzie mnie palił przez resztę życia? Merlinie, co jeśli Leen kiedyś zobaczy go na moim ręku? – Zdenerwowany przetarłem twarz dłońmi. Wyciągnąłem z biurka butelką Ognistej Whiskey i nalałem sobie szklaneczkę. – Co? – Prychnąłem na żonę, gdy ta przyglądała mi się z wysoko uniesionymi brwiami. – Karmisz piersią, więc cię nie częstuję – burknąłem i upiłem łyk. – No co? – mruknąłem z pretensją w głosie, widząc, że wciąż przygląda mi się z kpiącym uśmieszkiem. – Wiesz co ja muszę przeżywać tutaj, sprawdzając prace tych idiotów? To ja będę musiał znosić ból do końca życia. Pieprzony Dumbledore. Na samą myśl moje ciało płonie.

– O czym ty mówisz, Sev? – Solem zmarszczyła czoło.

– A o czym rozmawiamy przez cały czas? – Wywróciłem oczami i upiłem kolejny łyk whiskey.

– O mrocznym znaku, który nosisz na lewym przedramieniu – odparła spokojnie. – Tylko nie wiem w czym problem. Usuń go i po sprawie.

– Mam odciąć sobie rękę? – Spojrzałem na nią jak na kretynkę.

– Po co? – Wzruszyła sobie beztrosko ramionami i wciąż się idiotycznie uśmiechała. Jeszcze chwila, a mnie popamięta, wiedźma.

– To jak mam go usunąć? – Zaczynałem wątpić w zdrowie psychiczne żony.

– No normalnie, tak jak każdy inny; zaklęciem – odparła, spoglądając na mnie uważnie. – Nie za dużo pijesz?

– Zaklęciem – prychnąłem. – Jakim? Czary mary znaku zniknij?

– Możesz spróbować, ale to chyba nie zadziała – sarknęła.

– W takim razie oświeć mnie; co zadziała? – Opadłem na oparcie fotela i spojrzałem na nią, unosząc brew.

– Zaklęcie zwrócenia mocy – odparła, zakładając ręce na piersi.

– Czego? – Sięgnąłem po szklankę, ale po chwili wahania i karnym spojrzeniu żony, odstawiłem ją z powrotem. Poczekam aż sobie pójdzie.

– Możesz mi powiedzieć coś ty robił na zajęciach z teorii zaklęć wiążących? – ironizowała. – Może bardziej trafnym wyborem byłyby zaklęcia dla opornych?

– Jak zawsze dowcipna – mruknąłem. – Co z tym zaklęciem, mądralo?

– Możesz go użyć teraz, zwracając mu cząstkę mocy, ale to trochę ryzykowane, możesz przypadkiem dać mu to, czego teraz potrzebuje – wyjaśniła. – Skoro zniknął i nie ma go już od kilku dni, to może oznaczać, że stracił swą moc. Minie sporo czasu, zanim ją odzyska, a zwracając mu tę cząstkę możesz przypadkiem wyciągnąć go z tarapatów.

– Jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że on powróci, to i tak nie mogę się pozbyć znaku – mruknąłem nieco urażony.

– Jeśli będziesz musiał go wciąż szpiegować to nie.

– A jeśli byłbym gotów użyć tego zaklęcia? – spytałem po chwili zastanowienia. – Załóżmy, że nie chcę już dłużej szpiegować.

– Najlepiej rzucić zaklęcie w momencie połączenia, czyli wtedy, gdy cię będzie wzywał – tłumaczyła. – Wówczas on dość boleśnie odczuje oddanie mocy i rozdzielenie więzów. Reasumując, jeśli nie będziesz chciał odpowiedzieć na wezwanie, możesz mu w ten sposób przekazać informację o treści: „Spędzam wieczór z żoną, więc nie zawracaj mi dupy, Tom". – Uśmiechnąłem się na te słowa i złość na żonę uleciała. Może jednak nie była złą wiedźmą.

– Potrafisz je rzucić? – spytałem z powagą. – Magia krwi to silna więź.

– Przecież to proste zaklęcie – mruknęła, robiąc krzywą minę.

– Proste? To wytłumacz mi, kobieto, dlaczego do tej pory nikt nie pozbył się mrocznego znaku?

– Może nikt nie chciał się go pozbyć? Skąd mam wiedzieć?

– Rozpisz mi to zaklęcie w numerologicznej formie – poprosiłem i podałem jej rolkę pergaminu i pióro.

Solem wywróciła oczami i szybko zaczęła rozpisywać najpierw formułę, a później ruchy różdżką. Zamyśliła się przez chwilę i nakreśliła kilka złożonych równań. Przeleciała po treści końcówką pióra, machnęła różdżką, wypowiadając zaklęcie sprawdzające poprawność i położyła na moim biurku.

– Jesteś kopnięta, Snape. – Spojrzałem na rolkę zapisaną maleńkim cyframi. – To jedno z bardziej skomplikowanych zaklęć, jakie widziałem. Zobacz tylko tutaj – wskazałem palcem ciąg liczb – ten ruch, jest praktycznie niewykonalny.

– Niewykonalny srowalny – burknęła. – Oczywiście, że jest wykonalny. Nie mam na czym ci zademonstrować. – Westchnęła głośno. – Szczur – krzyknęła po chwili z triumfem. – Oznaczymy szczura podobnym znamieniem, a później je usuniemy.

– Zwariowałaś? – Spojrzałem na nią z powątpiewaniem. – Zaklęcie magii krwi w połączeniu z przelaniem mocy, jest jeszcze bardziej skomplikowane od tego co tu rozpisałaś.

– Tylko trochę – odparła. – Dawaj szczura – nakazała.

– Sol. – Wstałem z fotela i podszedłem do żony. – Naprawdę będę mógł pozbyć się tego? – Ukucnąłem przy niej, mocno chwytając ją za dłonie.

– Naprawdę, to nic trudnego – odparła i lekko ścisnęła moje palce. – Pokaż tę rękę – poprosiła.

– Po co? – zdziwiłem się. – Solem, nie mogę się go teraz pozbyć, jeśli on …

– Sev – przerwała mi – rozumiem, że noszenie go wcale nie napawa cię dumą i nie chcesz, żeby ktokolwiek go widział. Sam-Wiesz-Kto przepadł, podejrzewam, że nie pojawi się w przeciągu roku, może nawet dłużej. Jeśli utracił moc bądź jego ciało zostało zniszczone przez Avadę, a to też możliwe, jeśli … nie, to w praktyce chyba niemożliwe, ty się znasz na Czarnej Magii, w każdym razie, jego odrodzenie zajmie miesiące, może lata. Do tego czasu możemy ukryć twój znak.

– Merlinie słodki, kobieto – westchnąłem ze zwątpieniem. – Usunąć, ukryć … Sol, nie ma takich zaklęć, które to ukr … – urwałem, widząc, jak błękitny promień z różdżki żony delikatnie oplótł moje przedramię, powoli zagłębiając się pod skórę. Poczułem lekkie łaskotanie, gdy zaczął dość szybko wirować wokół. Po chwili zmienił kolor na granatowy, a później nagle na czerwony, by ponownie stać się błękitnym. Patrzyłem na swoją rękę oniemiały. Z różdżki Solem wystrzeliły zielone iskry i lekko osiadły na moim mrocznym znaku, delikatnie wnikając pod skórę. Nie mogłem oderwać wzroku, przyglądając się, jak znak powoli znika.

– Zaczynam się zastanawiać, Sev, coś ty robił, gdy mówiłeś mi, że idziesz do biblioteki szukać czegoś na temat tego znaku – mruknęła. – Podejrzewam, że to nie pierwsza butelka Ognistej, którą tutaj opróżniasz.

– Jesteś genialna – odparłem i chwyciłem ją w ramiona, namiętnie całując.

– Po prostu uważałam na wykładach.

.: :.

Solem

– Witaj, Alicjo. – Severus wpadł do salonu i rozsiadł się wygodnie na fotelu obok mnie. – O, Amelia, ty znowu tutaj? – Spojrzał z krzywym uśmiechem na drugą przyjaciółkę.

– Witaj, Severusie – przywitała się Alicja.

– Wprowadzam się do was na jakiś czas – odparła ze słodkim uśmiechem Amelia.

– Yhy, na pewno – odburknął. – Po moim trupie.

– Mogę nawet w tej chwili – odgryzła się Bones.

– Spróbuj. – Spojrzał na nią wyzywająco. – Będę mógł z czystym sumieniem się obronić i posłać w ciebie coś, po czym już więcej nie będziesz zabawiać nas swoim uroczym towarzystwem. Mam aurora za świadka, że pierwsza …

– Severus. – Rzuciłam w niego pluszowym misiem Eileen. – Zachowuj się.

– No właśnie, Severus – sarknęła Amelia, po czym zarobiła ode mnie poduszką.

– Ty też, Bones, się zachowuj albo wyrzucę was do ogrodu – warknęłam na nich. – Amelię wywalili z mieszkania – zwróciłam się spokojnie do męża.

– Oj, jak mi przykro – Severus błaznując, udawał współczucie, a mnie zalewała krew.

– Zaproponowałam, żeby do czasu aż znajdzie coś odpowiedniego, mieszkała u nas w Londynie. – Puściłam uwagę męża mimo uszu.

– Po moim …

– Severus – warknęłam. – Możecie się zachowywać? Mamy gościa. Wybacz, Alicjo. – Spojrzałam przepraszająco na rozbawioną aurorkę.

– Oni tak zawsze?

– Nie, zwykle są na siebie obrażeni i w ogóle nie rozmawiają – odparłam z powagą. – Teraz najwyraźniej popisują się przed tobą. Musisz im wybaczyć, oboje zatrzymali się w rozwoju na trzeciej klasie. – Severus wykrzywił się w odpowiedzi, a Amelia pokazała język. – Sama widzisz.

– Ruszysz choćby jedną moją rzecz, a pourywam ci łapy, zrozumiano? – Severus warknął w stronę panny Bones. – I nie waż się spać w naszej sypialni.

– Amelia zajmie pokój gościnny – uspokoiłam go, wyprzedzając przyjaciółkę, która najwyraźniej miała inne zdanie w tej kwestii. – Sypialnia, gabinety, laboratorium i pokój … pokoiki na górze są zabezpieczone i do nich nie wejdziesz. I nie marudź, nie potrzebujesz tam włazić. – Severus popatrzył na nią z rozbawieniem.

– Co się tak szczerzysz? – burknęła Amelia. – I co ci tak gorąco się zrobiło nagle? Świecisz tymi gołymi bicepsami. – Kobieta otaksowała Snape'a, który chyba po raz pierwszy od ponad roku założył koszulę z krótkim rękawem.

– W przeciwieństwie do ciebie mam czym … – urwał, widząc moje karcące spojrzenie.

Poprosiłam męża, żeby zaprowadził Amelię do londyńskiego domu, a sama mogłam w końcu porozmawiać z Alicją.

– Przepraszam za nich.

– Daj spokój, znam oboje od lat. – Pani Longbottom nie kryła rozbawienia zachowaniem Severusa i przyjaciółki. – Muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie wynikami tego badania. Wciąż mam wrażenie, że drepczę w miejscu. Coś mi umyka, a teraz to. Z jednej strony ktoś rzuca niezwykle silne bariery, przełamuje twoje tarcze i posyła na dom jedno z najtrudniejszych do wykonania zaklęć, w dodatku robi to perfekcyjnie, a jednocześnie ten ktoś schrzanił Obliviate? – Dziwiła się Alicja. – Wiem na pewno, że ktokolwiek to był, zależało mu żebyś przeżyła. Jestem też przekonana, że to ktoś kogo znasz i albo nie chciał, żebyś wiedziała, że jest śmierciożercą, albo nim wcale nie jest. Może przyszedł po coś i nie chciał byś wiedziała co zabrał?

Sama już niewiele rozumiałam. Próbowałam zapełnić lukę w pamięci, ale wszystko na nic. Jak bardzo się nie starałam, nic pewnego nie wracało.

– Miałam nadzieję, że na coś wpadniesz – westchnęłam.

– Próbuję, uwierz mi.

– Wiem, Alicja i bardzo ci dziękuję.

– Mamy teraz naprawdę sporo roboty – westchnęła zmęczona kobieta. – Praktycznie całe dnie wypełniają nam aresztowania śmierciożerców i poszukiwania ciała Sama-Wiesz-Kogo.

– Ciała? – zdziwiłam się.

– Nie powiesz nikomu, prawda? – Alicja spytała konspiracyjnym szeptem.

– Oczywiście, że nie.

– Na miejscu, jedynym dowodem na to, że Sama-Wiesz-Kto tam był, była blizna na czole syna Potterów – objaśniała Longbottom. – Zostawił na niej dość wyraźny ślad. Jednak nie było nic więcej. Nic. Ani ciała, ani śladów jego mocy, kompletnie nic. Jakby się rozpłynął w powietrzu. Studiowałaś zaklęcia, więc pewnie wiesz, że jeśli trafiło go zaklęcie zabijające, powinno coś po nim zostać. Domyślam się, że ciało, jeśli zginął albo ta część mocy, która utrzymała go przy życiu, jeśli udało mu się przeżyć i uciec, a tam nic. Nie mam pojęcia, jak to możliwe.

– Możliwe – szepnęłam z przerażeniem. – To co powiem, nie opuści tego pomieszczenia?

– Masz moje słowo. – Alicja przybliżyła się do mnie i nadstawiła ucho.

– Mój tata był bibliotekarzem, to wiesz. – Longbottom przytaknęła. – Miał prawdziwego hopla na punkcie starodruków. Badał je od ukończenia studiów. Nie zawsze pracował jako bibliotekarz. Na początku, jeszcze zanim poznał mamę, brał czynny udział w przeszukiwaniach podziemi Watykańskich, ale wiem, że te badania były prowadzone też na terenie Rzymu. Cała tamtejsza magia, była, a właściwie jest, ukryta bardzo głęboko pod ziemią. Niewielu miało okazję tam być, ale tata mi dużo opowiadał. Jest tam ukryty i wciąż jeszcze niezbadany starożytny świat magii. Ale to teraz mało istotne. Tylko błagam nie mów nikomu, przysięgasz?

– Przysięgam – zapewniła Alicja.

– Tata zabrał stamtąd kilka starych pergaminów. – Lekko się zarumieniłam. – Wiem, wiem co sobie myślisz. Tata był Angolem z krwi i kości, a do tego ubóstwiał wszystko co stare, zwłaszcza księgi. Włosi wszelkie badania prowadzili bardzo pobieżnie, nie zagłębiali się ani w starodruki, ani w znalezione artefakty. Jak nie było zaklęcia identyfikującego, to albo przedmiot był niszczony, albo trafiał do magazynów. Tata uratował te zwoje z zamiarem zbadania ich tutaj, w kraju. Tyle, że później poznał mamę, ożenił się, urodziłam się ja i jakoś nigdy nie znalazł dostatecznie dużo czasu. Wiem, że do nich wracał w pewnym momencie, ale do czasu aż ja dorosłam na tyle, by wyciągnąć po nie swoje ciekawskie pazurki.

– Jak cię znam, to było, jak miałaś trzy lata? – zażartowała Alicja.

– No może trzy i pół – zaśmiałam się. – Ojciec nakrył mnie kiedyś jak rozwinęłam jedną z rolek i razem z misiem sobie czytaliśmy schowani pod biurkiem. To był chyba jedyny raz, gdy tata wściekł się na mnie. Naprawdę się wściekł i później przeniósł wszystkie te rolki do skrytki w banku. Zapomniałam o nich kompletnie.

– No dobra, a jak to się ma do sprawy? – spytała po chwili Longbottom.

– No tak, Vol... Sam-Wiesz-Kto. Niedużo zdążyliśmy przeczytać z misiem. Dopiero zaczynałam uczyć się łaciny, niemniej pamiętam, że był tam opis tego, jak zachować swoją duszę, jeśli umrze ciało. W jednym fragmencie napisane było, że jeśli wykona się ten rytuał, to w przypadku śmierci dusza przetrwa, a ciało się rozpłynie. Pamiętam to dokładnie, bo strasznie mnie to rozśmieszyło i wciąż dopytywałam tatę o co chodzi z tym pływaniem ciała. Nakrzyczał na mnie i zakazał mi kiedykolwiek o tym wspominać komukolwiek. Mam nadzieję, że nie jest teraz zły, że ci mówię.

– Możliwe, że ktoś chciał ukraść wówczas te pergaminy? – spytała.

– Nie, raczej nikt o nich nie wiedział, a nawet jeśli to wiem, że ojciec trzymał je w banku, przynajmniej do czasu, aż się od nich wyprowadziłam na dobre. – Zamyśliłam się przez chwilę, próbując przywrócić w pamięci obraz gabinetu taty i naszą małą bibliotekę, ale nie mogłam przypomnieć sobie, czy widziałam tam stare rolki pergaminu na krótko przed ich śmiercią.

– Więc jednak możliwe, że to z ich powodu był ten atak – odparła Longbottom.

– Jeśli były w domu … tylko po co ktoś miałby mnie zostawić przy życiu?

– Może uznał, że tylko ty potrafisz je doczytać? – dociekała Alicja.

– Wiesz, miałam wybitny z łaciny, ale bez przesady, nie tylko ja – sarknęłam.

– No tak – mruknęła aurorka. – Szkoda, że nie ma możliwości sprawdzić czy zginęły.

– Jeśli tata zabrał je ze skrytki to faktycznie nie ma, ale jeśli są wciąż w skrytce …

Kolejny rozdział: „W ramionach do gwiazd"