ROZDZIAŁ 27
W ramionach do gwiazd
Solem
– Alicjo, znasz kogoś z Departamentu Zaklęć, Klątw i Uroków? – spytałam, żegnając się z przyjaciółką.
– Znam nawet dobrze szefową, a o co chodzi?
– Potrzebuję zatwierdzić jedno opracowanie. Nie mam teraz zbyt wiele czasu na chodzenie po departamentach i wypełnianie miliona druczków, a potrzebuję zatwierdzenia, by móc to wydać.
– Zdradzisz coś więcej? – Alicja spojrzała na mnie z zaciekawieniem. – Będzie to coś podobnego do książek z zaklęciami, które wydałaś? – spytała z błyskiem w oku.
– Nie, to zupełnie coś innego i na razie wolałabym o tym nie mówić – wyszeptałam, słysząc, że Severus wrócił już do domu. – Opowiem ci, jak się spotkamy. Myślę, że jutro rano uda mi się wyjść do Gringotta.
– A dasz radę jeszcze jutro spotkać się ze mną? – spytała z błagalną miną. – W porze lunchu mogłabym przyprowadzić Judy Otton, szefową Zaklęć.
– Myślę, że wygospodaruję dwie godzinki – zapewniłam z uśmiechem. – Jednak wolałabym nie pokazywać tych zwojów przy tej Judy ani w ogóle gdzieś w miejscach publicznych.
– Oczywiście, że nie. – Alicja spojrzała ze zrozumieniem. – Dasz mi tylko znać, czy je masz, a później zastanowimy się co dalej. Podejrzewam, że to jakieś mroczne zaklęcia skoro ojciec ukrywał je przed tobą.
– Pewnie tak – odparłam z zafrasowaną miną. – Jutro o pierwszej, w tej kafejce na kampusie uniwersyteckim, może być? Mam jeszcze sprawę do jednego z profesorów, załatwiłabym od razu.
– Czyli bez względu na wiadomości, jutro o pierwszej. – Uśmiechnęła się Alicja. – Będzie nawet bliżej niż na Pokątną.
Uściskałyśmy się i po chwili przyjaciółka zniknęła w kominku.
.: :.
– Pani Snape? – Nerwowo rozglądałam się po kawiarni, gdy nagle podeszła do mnie wysoka, starsza kobieta.
– Zgadza się …
– Jestem Judy Otton. – Wyciągnęłam do niej rękę i uśmiechnęłam się wdzięcznie.
– A Alicja? – spytałam zaskoczona brakiem przyjaciółki.
– Wczoraj po południu, Alicja poprosiła mnie o spotkanie z panią tutaj … dziś rano … – Kobieta wstrzymała oddech i spojrzała ze łzami w oczach. – Pani Snape, Alicja dużo mi o pani opowiadała. Wiem, że się przyjaźnicie i uznałam, że właściwe będzie jeśli przekażę to pani osobiście.
– Co takiego? – Zdenerwowana opadłam na jedno z krzeseł przy stoliku.
– Alicja i jej mąż, dziś rano zostali przetransportowani do szpitala z poważnymi zaburzeniami psychicznymi spowodowanymi długotrwałym działaniem klątwy Cruciatus – odparła Judy ze łzami w oczach. Jęknęłam przerażona i mocno chwyciłam się krawędzi stolika. – Wczoraj wieczorem udała się z Frankiem zbadać doniesienie o ukrywających się śmierciożercach – kontynuowała po chwili. – Kazano im od razu wkraczać, zamiast czekać na wsparcie. To była zasadzka. Zostali pojmani przez kilkoro z tych ścierw. – Położyłam dłoń na ustach w nadziei, że to jakoś powstrzyma łzy, które zebrały się pod moimi powiekami. – Torturowali ich przez całą noc, dopiero nad ranem, matka Franka zaniepokojona, szukała syna i synowej, bo Neville, ich syn mocno gorączkował … – Kobieta nie była w stanie dokończyć, tylko rozpłakała się chowając twarz w dłoniach. – Pomyślałam, że lepiej będzie jeśli pani … jeśli nie przeczyta o tym w gazetach. Alicja tak bardzo panią lubi … – Ledwo docierały do mnie kolejne słowa kobiety. Nie byłam w stanie nic z siebie wydusić Spoglądałam tępo w przestrzeń przed siebie i wciąż przelatywał mi przed oczami obraz uśmiechniętej przyjaciółki. Po krótkiej chwili podziękowałam Judy, poprosiłam o przełożenie spotkania i wyszłam z kawiarni. Nie miałam pojęcia, jak dotarłam pod dom. Amelii nie było, ale stamtąd mogłam bez problemów dostać się do Hogwartu.
– Masz jeszcze tą Ognistą? – spytałam, wchodząc bez pukania do gabinetu męża.
– Sol, kochanie. – Severus natychmiast znalazł się przy mnie.
– Masz? – Przytaknął i poprowadził mnie na swój fotel. Wyciągnął trunek i nalał ledwie na dno szklanki. Chwyciłam butelkę i upiłam z niej solidny łyk whiskey. Severus jęknął zniesmaczony na ten widok i sam przechylił płyn ze szklaneczki.
– Powiesz co się stało? – spytał, gdy łzy popłynęły po moich policzkach.
– Nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół – szepnęłam. – Niewielu, którym mogę zaufać. Alicja … – Rzuciłam się Severusowi na szyję i mocno rozpłakałam. – Obiecaj, że ciebie mi nie zabiorą. Obiecaj – szlochałam. Przytulił mnie z całej siły i szeptał kojące słowa. Wyciągnął z szafki eliksir na uspokojenie i dopiero po jego wypiciu, byłam w stanie opowiedzieć mu co zaszło.
– Chodź do domu – poprosił, gdy skończyłam opowiadać. – Podam ci eliksir słodkiego snu, musisz odpocząć. – Pokiwałam głową na zgodę i pozwoliłam zaprowadzić się do mieszkania tajnym przejściem.
Severus
– Severusie? – Eileen nieśmiało wetknęła głowę do naszej sypialni.
– Nie śpię, mamo. Chciałem tylko poleżeć chwilę przy niej. – Przykryłem szczelniej śpiącą Solem i wyszedł do mamy.
– Dyrektor fiuukał i prosił, żebym ci przekazała, żebyś już dziś nie przychodził na zajęcia, że zajmie się twoimi uczniami. – Eileen poszła za mną do salonu, gdzie na dywanie bawiła się moja córka. – Fiuukałam też do szpitala. – Spojrzała smutnym wzrokiem. – Wciąż są poddawani testom, ale Ralph nie rokuje zbyt optymistycznie. Obydwoje byli poddawani tym samym torturom, głównie Crucio. Fizycznie nie jest najgorzej, ale układ nerwowy obojga jest w opłakanym stanie. Ich umysły … są w innej rzeczywistości, jakby ktoś odebrał im cały rozum. – Chwyciłem matkę za ręce i mocno je uścisnąłem. – Lubiłam tę dziewczynę. Merlinie, przychodziła tu co tydzień, gdy Solem była w ciąży i zawsze potrafiła ją rozweselić, pocieszyć. Po wypadku, gdy Solem ledwie odzyskała przytomność, nie pozwalała wejść do jej sali żadnemu aurorowi, nawet tym z wyższą rangą. Siedziała na korytarzu i pilnowała, żeby nikt jej nie niepokoił, aż w końcu dali spokój i kazali samej się zgłosić, jak będzie już lepiej. – Kobieta wstała i wzięła wnuczkę na ręce. – Zabiorę Leen na spacer po błoniach, odpocznij z żoną, synku.
– Powinienem zafiuukać jeszcze do Amelii, przyjaźniły się. – Ucałowałem córkę w maleńką główkę, westchnąłem i poszedłem do kominka w gabinecie. Na szczęście przyjaciółka żony nie rozpoczęła rozmowy od plucia jadem i w miarę spokojnie przyjęła wiadomość o stanie znajomych. W przypływie dobroci, zaproponowałem, żeby przyfiuukała do nas i została na noc, ale na szczęście Amelia miała inne plany.
– Jak się czujesz, słonko? – spytałem, delikatnie gładząc żonę po włosach.
– W porządku – odparła zasmucona. – Gdzie Leen? – Podniosła się, ale zatrzymałem ją na łóżku.
– Mama była z nią na spacerze, teraz śpi.
Odetchnęła głęboko. Przytuliła się i przymknęła na chwilę powieki, głośno wzdychając.
– Byłam dziś u Gringotta – zaczęła po chwili.
– Znalazłaś te pergaminy?
– Tak, kazałam też zlikwidować tę skrytkę i wszystko przenieść do naszej.
– Powiesz mi co jest w tych starodrukach? – Ucałowałem ją leciutko w czubek głowy i pogładziłem po plecach. Nie chciałem jej teraz męczyć, ale liczyłem, że może badając te starodruki, nieco oderwie się od myślenia o przyjaciołach.
– Coś, co mój ojciec powinien był zniszczyć – odparła twardo.
– Jaśniej? – ponagliłem jeszcze bardziej zaciekawiony.
– Przepis na nieśmiertelność, Severusie. – Oparła się na łokciu i spojrzała mi w oczy.
– Wyjaśnisz mi? – poprosiłem z nieco zbyt dużym zainteresowaniem.
– Nie czytałam tego dokładnie, nie miałam czasu, a poza tym to …
– Czarna magia? – dokończyłem za nią.
– Bardziej już chyba być nie może – mruknęła. – Powinniśmy to zniszczyć.
– Chciałbym to najpierw obejrzeć, Sol.
– Oczywiście – przytaknęła, gładząc mój policzek.
– Czytałam o tym kiedyś, dawno, chyba na pierwszym roku w Hogwarcie – wyznała po chwili. – Zakradłam się do Działu Ksiąg Zakazanych, nawet nie pamiętam po co, ale schowałam się przed panią Pince w najdalszym kąciku i sięgnęłam po tę książkę z ciekawości; wyróżniała się na tle innych, bo była jedynie dziurą na książkę, jakby była niewidzialna. Nigdy później jej już nie widziałam. Przeczytałam jedynie kilka stron, myślałam, że to bzdury, jakieś teorie niesprawdzone w praktyce, ale z tego co powiedziała mi Alicja i z tego co dziś przeczytałam mogę wnioskować, że to jednak możliwe.
– Znowu to robisz – westchnąłem.
– Co? – zdziwiła się.
– Zakładasz, że wiem o czym mówisz – odparłem z uśmiechem i ucałowałem ją w usta. Była przesłodka, kiedy tak się zapominała i mówiła o potężnej magii w tak swobodny sposób.
– Chodź, zaparzymy herbatę, zajrzymy do Eileen i porozmawiamy. – Podniosła się z łóżka i pociągnęła mnie za rękę.
– Ciasta? – spytałem, otwierając lodówkę i wskazując dłonią na wielki tort marcepanowy. Uwielbiała go i byłem naprawdę gotów na wiele, by go dla niej zdobyć. Na szczęście tym razem nie musiałem łaskotać gruszek, jabłuszek ani innych bananów.
– Upiekłeś mi ciasto? – roześmiała się.
– Wyobraź sobie, że Ropuszka zapytała mnie czy może zrobić dla ciebie coś miłego. Pomyślałem, że trochę marcepana ci nie zaszkodzi. – Postawiłem przed nią ciasto i ukroiłem kawałek.
– Rozpieszczasz mnie – mruknęła i usiadła mi na kolanach. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pogładziłem lekko po policzku. Oplotłem palcami szyję i przyciągnąłem do pocałunku. Smakowała wybornie i dłuższą chwilę nie mogłem się od niej oderwać.
– Chciałbym ci dać wszystko czego pragniesz – wyszeptałem w jej usta.
– Mam wszystko, Severusie. – Wtuliła się w moje ramiona z ufnością.
– Sol, czyli według twojej teorii – westchnąłem i wróciłem do wcześniejszej rozmowy – Czarny Pan mógł przetrwać, korzystając z czarnej magii? Rozszczepił swoją duszę?
– Nie wiem, Sev – odparła. – Jak czytałam tę książkę, miałam jedenaście lat. Pamiętałam tylko, że można coś takiego zrobić, może wówczas łączyłam to z tymi pergaminami taty, które dopadłam jak byłam mała. To było dawno temu, ale jak zobaczyłam dziś te zwoje … wszystko nabrało sensu.
– Żeby móc to zrobić, musiał kogoś zabić, dobrze zrozumiałem? – Spojrzałem na nią z uniesioną brwią.
– No tak, bo to takie do niego niepodobne – sarknęła.
– Niech ci będzie. O, Merlinie – jęknąłem z przerażeniem po chwili zastanowienia. – Jeśli on rozszczepił duszę na tyle części ile razy zdołał zabić …
– To można śmiało powiedzieć, że jest niezniszczalny – dokończyła. – Chociaż, nie wydaje mi się, by było to takie proste, Severus. Nie może dzielić duszy w nieskończoność. Zniszczenie każdej cząstki pozbawia go części mocy i czyni go słabszym. Duża ilość części … nie wiem. Nie znam się, ale zbyt wiele części duszy wydaje mi się ryzykowne. Łatwiej je znaleźć i zniszczyć. Podejrzewam, że z każdym rozdarciem duszy człowiek staje się mniej ludzki.
– Jak można przechowywać części duszy?
– Czy ja ci wyglądam na eksperta? – Spojrzała na mnie z wysoko uniesionymi brwiami. – Sto lat temu przejrzałam książkę na ten temat i dziś rano zajrzałam do pergaminu, w którym opisany był cały proces tworzenia … – Solem zrobiła krzywą minę. – Zapomniałam, jak to tam nazwali. Trzeba mieć coś lub kogoś. Ktoś wydaje się bardzo ryzykowny, bo ktosia można zabić lub zranić, a wówczas umrze i część tej rozszczepionej duszy. Merlinie, to takie …
– Absurdalne?
– Dokładnie – odparła. – Po co to robić? Nie rozumiem.
– Wyobraź sobie, moja droga, że całkiem spora część ludzkości, chciałaby żyć wiecznie.
– Ale co to za życie, kiedy twoja dusz błąka się po … po … no wiesz … nie wiadomo gdzie? – Solem wzruszyła ramionami. – Po co żyć, kiedy przestajesz być człowiekiem? Tracisz zdolność do miłości, do radości, do szczęścia. Jesteś tylko czymś co oddycha. Czymś.
– Jeśli człowiek, który rozszczepił swoją duszę, staje się tylko bezlitosnym, oddychającym tworem, to z całą pewnością Czarny Pan dokonał tego rozszczepienia – wtrąciłem i nałożyłem sobie spory kawał ciasta.
– Myślisz, że da się to jakoś sprawdzić? Czy on to zrobił? – spytała, sięgając wargami po łyżeczkę, którą zamierzał włożyć sobie do ust. – No co? – prychnęła, gdy zmarszczyłem czoło. – To moje ciasto.
– Ten kawałek jest mój – warknąłem. – I nie mam pojęcia, jak to sprawdzić. Zajrzę do tych pergaminów, ale chętnie skorzystam z tego zaklęcia, o którym rozmawialiśmy jakiś czas temu.
– Oczywiście. – Solem uśmiechnęła się i podała mi kęs ciasta ze swojego talerzyka. – Moglibyśmy też poszukać tej książki.
– Sol, proszę, byś nikomu nie wspominała słowem na ten temat. – Spojrzałem z powagą na żonę. – Nikomu, słonko. Amelii, mamie, ojcu, dyrektorowi, nikomu. Ani o książce, ani o pergaminach. Nic, dobrze? Staraj się nie snuć przy nikim teorii na temat śmierci Czarnego Pana, a jeśli już ktoś będzie rozmawiał z tobą na ten temat, to nie wspominaj o niczym, o czym dziś rozmawialiśmy. I czasem mogłabyś poudawać głupszą. Nie zaszkodzi.
– Oczywiście, Sev. – Solem obdarzyła mnie kpiącym uśmieszkiem. – Zrozumiałam o co ci chodzi już po pierwszym zdaniu.
– Wolałem się upewnić – mruknąłem i porwałem z jej talerza ostatni kawałek.
– Ej – krzyknęła oburzona i puknęła mnie pięścią w ramię. – Teraz muszę sobie ukroić cały, nowy kawał.
– Ani mi się waż – warknąłem groźnie. – Objesz się słodkiego, a później Eileen nie będzie chciała spać z nadmiaru cukru.
– Trzeba było nie zjadać mojego kawałka – mruknęła i ostentacyjnie nałożyła sobie sporej wielkości kawał ciasta. Wbiła w niego łyżeczkę i mrużąc oczy zbliżała go do swych ust. Tym razem to ja byłem szybszy i sprzątnąłem go jej sprzed nosa, całując po chwili w usta.
– Jedyne słodycze na jakie ci dziś jeszcze pozwolę to słodycz mych ust, najdroższa – zakpiłem i zabrałem talerz z ciastem. Solem założyła ręce na piersi i z obrażoną miną opadła na oparcie krzesła.
– Byłam gdzieś jeszcze, ale nie powiem ci gdzie – odezwała się po chwili, wstała z miejsca i wolnym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Zamknęła drzwi i powoli szykowała się do kąpieli. – Hej, zajęte – krzyknęła, gdy z rozmachem otworzyłem drzwi.
– Teraz będziesz udawała, że się mnie wstydzisz? – sarknąłem. – Wezmę tylko prysznic. Nie będę ci przeszkadzał.
– Owszem, będziesz.
– W czym? – Uniosłem brew.
– W kąpieli.
– Nie będę patrzył – burknąłem i zacząłem się rozbierać z krzywym uśmieszkiem.
– Właśnie to robisz.
– Ja się tylko rozbieram pod prysznic i nie rozumiem co takiego będziesz robiła w tej kąpieli, czego się tak bardzo wstydzisz. – Rozpiąłem rozporek i z drwiącą miną zlustrowałem jej ciało.
– Nie twoja sprawa, co będę robiła – odpowiedziała i spoglądając mi prosto w oczy, rozpięła spódnicę. Pozwoliła jej swobodnie opaść wokół kostek i przygryzając dolną wargę, rozpięła guziczki bluzki. Jeden po drugim, leniwie przeciskała przez maleńkie dziurki, odsłaniając biel koronkowego stanika.
– Pobudziłaś moją ciekawość – syknąłem jej wprost do ucha. – Teraz nie będę mógł się powstrzymać, by nie patrzeć.
– Tylko ciekawość? – Solem z przekąsem spojrzała na mojego sterczącego członka.
– Zawsze taki jest.
– To musi być uciążliwe – westchnęła ze współczuciem.
– Przyzwyczaiłem się – odparłem i z trudem powstrzymałem się, by nie wziąć go w dłoń, gdy moja żona zaczęła zmysłowym ruchem ściągać stanik. Odwróciła się tyłem i nachylając nisko nad wanną, odkręciła kurki z wodą. Przechyliłem głowę i przez chwilę wpatrywałem się w jej wypiętą pupę, jak jakiś uczniak. Miała piękne, jędrne pośladki i z trudem zdusiłem w sobie pokusę, by jej nie ugryźć. – Coś cię boli? – spytała z udawaną troską, gdy cichy jęk wyrwał się z mojego gardła.
– Owszem, głowa – westchnąłem z udręką.
– To pewnie od słodkiego. Moje biedactwo. – Pogładziła mnie czule po policzku. – Weź szybki prysznic i się połóż. – Ponownie odwróciła się tyłem i wsuwając palce pod gumkę majtek, zaczęła je z siebie zsuwać powolnym ruchem.
– Zmieniłem zdanie – mruknąłem. – Wezmę kąpiel – zakomunikowałem i wyprzedzając ją, wszedłem do wanny.
– To nie było miłe – oburzyła się i chciała odejść w stronę kabiny prysznicowej, ale chwyciłem ją za biodra i przyciągnąłem jej łono do swych ust. Przejechałem językiem po łechtaczce, a ona bezwiednie wplotła palce w moje włosy.
– A to? – spytałem, odrywając się od niej.
– Całkiem miłe – szepnęła i jęknęła głośno, gdy ponownie zbliżyłem twarz do jej kobiecości. Rozszerzyła lekko uda i pozwoliła na pogłębienie pieszczoty. Delikatnie wodziłem językiem po jej guziczku rozkoszy, wywołując u niej przyjemne dreszcze, a po chwili wsunąłem w nią palce. Mocno przyciągnęła moją głowę jedną ręką, a drugą chwyciła się ściany. Przestała nad sobą panować i głośno jęczała, gdy szybko wirowałem językiem między jej dolnymi wargami, co i rusz zagłębiając go w jej mokrej cipce. Nie potrzebowała dużo czasu. Mocniej zacisnęła palce, a nogi zaczęły się pod nią uginać, gdy mocno pompowałem w niej dłonią. – O, taaak – jęknęła głośno i wbiła paznokcie w nadgarstek mojej ręki, którą doprowadziłem ją na szczyt. Odetchnęła głęboko i pogładziła mnie po włosach. – Chyba już nie potrzebuję kąpieli. Wanna jest twoja – mruknęła i z zadowoleniem wymalowanym na twarzy weszła pod prysznic.
– Wykorzystałaś mnie, podła kobieto – krzyknąłem, rozciągając się w wannie, a Solem uśmiechnęła się jedynie w odpowiedzi i zaczęła zmysłowymi ruchami masować swoje ciało gąbką. Starałem się nie zerkać w jej kierunku, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Mój członek dość boleśnie domagał się uwagi i z trudem powstrzymałem dłonie, by nie zacząć go masować. Zamknąłem oczy, gdy Solem przeciągnęła się, eksponując swoje jędrne piersi i po chwili poczułem jej usta na swoich. Wciągnąłem ją do wanny i pogłębiłem namiętny pocałunek, jakim mnie obdarzyła.
– Cholera – zakląłem głośno, gdy chwilę po tym, jak doszedłem usłyszeliśmy płacz Eileen.
– I przez ciebie nie zdążyłam się wykąpać – mruknęła, próbując łapać oddech.
– Sev – krzyknęła, gdy wciąż mocno ociekając wodą, położyłem się do łóżka, na którym leżała razem z Leen. – Mamy ręczniki. Całkiem duże i miękkie, specjalnie dla ciebie ustawiłam na nich zaklęcie podgrzewające, a ty i tak włazisz do łóżka mokry – dziabała z pretensją.
– Wytarłem się – mruknąłem i ucałowałem małą główkę córki.
– Jasne i jak zwykle zapomniałeś, że podczas kąpieli moczy się całe ciało – mamrotała pod nosem, widząc krople spływające po moich plecach. Podniosłem się obrażony i szybkim ruchem różdżki wysuszyłem lekko wilgotne prześcieradło i swoje plecy. Wielka pani czarownica nie mogła sama tego zrobić, tylko musiała zmuszać mnie do korzystania z jakichś puchatych tkanin.
– Zadowolona?
– Ta – mruknęła i chciała przyciągnąć Eileen do swojego ramienia, ale uprzedziłem ją i położyłem sobie córkę na brzuchu, na co ta głośno się roześmiała i pociągnęła mnie za nos. Była słodziutkim małym cudem i mogła sobie ciągnąć mój nos ile tylko chciała. W ogóle mogła ze mną robić co chciała. Była moim skarbem i bardzo ją kochałem.
– Co? – Spojrzałem na żonę, gdy ta uśmiechnęła się pod nosem.
– Nic – odparła i przygasiła nieco świece.
– Chodź tu, zazdrośnico – zaśmiałem się i wyciągnąłem do niej ramię, mocno ją do siebie przytulając. Odetchnąłem głęboko, zaciągając się zapachem jej włosów. – Mógłbym tak spędzić wieczność. – Solem pogładziła Leen po główce, którą ta z rozkosznym uśmiechem oparła na mojej klatce piersiowej. – Powiesz w końcu? – spytałem, widząc, że zaczyna zasypiać.
– Co? – zdziwiła się.
– Gdzie byłaś?
– A, byłam w tej drugiej skrytce u Gringotta – odparła znudzonym tonem.
– I? – Uniosłem brew w oczekiwaniu na wyjaśnienie.
– Nie zgadniesz – odparła.
– Co tam jest? – Spojrzałem na nią jeszcze bardziej zaciekawiony. – Mów, bo nie mam pojęcia.
– Ja też. – Zachichotała. – Nie otworzyła się przede mną.
– Nie?
– Nie. Goblin powiedział, że takie stare skrytki są czasem dodatkowo zabezpieczane przez właścicieli. Zwykle spadkobiercy dostają instrukcje w testamencie, a ja nie mam pojęcia, gdzie może być testament moich rodziców. Podejrzewam, że był w domu. Goblin wyjaśnił mi, że w większości przypadków, czarodzieje stosują kilka standardowych zabezpieczeń dla spadkobierców, ale nie chciał mi powiedzieć jakich, żeby jak to ujął, na nic mnie nie naprowadzić, bo być może moi rodzice, wcale nie chcieli, żebym tam wchodziła i zostawili instrukcje innym spadkobiercom. Jak powiedziałam, że jestem jedyna, to on mi wymamrotał coś, że nieprawda, bo dobrze wie, że jestem mężatką i masz w tym spadku taki sam udział jak ja.
– Testamentu raczej nie trzyma się w domu. Może jest w tej drugiej skrytce?
– Nie wiem, Sev, ale to też bez sensu, bo jak znaleźć testament, jak się nie ma dostępu do skrytki? – Spojrzała smutnym wzrokiem i jęknęła po chwili, gdy Eileen mocno pociągnęła ją za włosy. – Niemniej nie przeszukiwałam jej, nie miałam czasu.
– Czasu? – spytałem zmartwiony.
– Niech ci będzie, nie miałam na to siły – odparła i wyciągnęła pukiel z malutkiej rączki córki.
– Niedługo zaczynają się ferie. – Złapałem dłoń Eileen, gdy ta ponownie próbowała pociągnąć mamę za włosy i pogroziłem jej palcem. Przez zamiłowanie córki do jej loków, Solem coraz częściej przebąkiwała o próbach skrócenia nieco swojej fryzury. Bardzo lubiłem ją taką wiecznie rozczochraną i chociaż zwykle niczego nie odmawiałem Leen, w tym przypadku musiałem być stanowczy. – Będę miał więcej czasu, zwłaszcza, że ostatnio udawało mi się warzyć eliksiry do sklepu na bieżąco. Mogę przejrzeć to z tobą albo sam, jeśli wolisz. I tak chciałem obejrzeć te pergaminy. – Solem przytaknęła i wtuliła się w moje ramię, ponownie wyciągając włosy z rączki dziewczynki.
– Może pójdziemy tam razem? – spytała po chwili. – Ty sobie obejrzysz pergaminy, a ja sprawdzę co moi rodzice tam jeszcze trzymali. Może uratowały się jakieś pamiątki? Sporo tam było rzeczy. Tęsknię za nimi – szepnęła cichutko, a ja poczułem mokre ślady na ramieniu. Ja też za nimi tęskniłem. Nie znałem ich długo, ale byli wspaniałymi ludźmi. Od pierwszego spotkania traktowali mnie z szacunkiem, troszczyli się o nas oboje i zwykle bezstronnie podchodzili do naszych sporów.
– Nie musisz się z tym spieszyć. – Ucałowałem ją w czubek głowy i przycisnąłem jeszcze mocniej.
.: :.
Solem
– Pani Snape, zapraszam. – Judy Otton z uśmiechem otworzyła drzwi swojego gabinetu.
– Dzień dobry. – Ukłoniłam się i zajęłam wskazane miejsce. – Pani Otton – zaczęłam niepewnie.
– Judy – poprawiła mnie.
– Judy, czuję się trochę tak, jakbym wykorzystywała swoją znajomość z Alicją, żeby obejść wszystkie procedury …
– Daj spokój. – Pani Otton machnęła ręką. – Masz małe dziecko i wiem od Alicji, że poważnie chorujesz, w dodatku jesteś dość twórczym i rzetelnym Mistrzem Zaklęć z bardzo dobrą opinią wśród wszystkich naszych pracowników. Odkąd tutaj pracuję nie miałam do czynienia z kimś o podobnym dorobku. Nie patrz tak. – Judy uśmiechnęła się, widząc zdziwienie na mojej twarzy. – Sprawdzamy wszystkie zaklęcia jakie się pojawiają na rynku, nawet jeśli nie wymagają specjalnych patentów. Czytałam twoje książki i często z nich korzystam, a z tego co mówiła mi Alicja masz coś specjalnego o gotowaniu w zanadrzu.
– Tego raczej nie wydam – zaśmiałam się.
– Dlaczego? – Otton spojrzała na mnie z zawiedzioną miną. – Nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie w domu i szczerze, po tych książkach z czarami domowymi liczyłam na przepisy.
– Przepisy zawsze możesz dostać ode mnie bez wydawania ich w formie książkowej. Zaznaczam, że chętnie się nimi z tobą podzielę, bez względu na to jaką opinię wydasz na temat mojej pracy.
– Pokaż co tam masz, maleńka, bo jestem ciekawa – nakazała szefowa Departamentu Zaklęć, Klątw i Uroków. Położyłam na stole pokaźnych rozmiarów teczkę, a pani Otton od razu zaczęła ją przeglądać. – Solem … – Kobieta spojrzała na mnie z podziwem. – Nie jesteś pierwszą osobą, która próbowała zrobić coś podobnego, ale pierwszą, której najwyraźniej się to udało. W dodatku te starożytne zaklęcia. Merlinie, oczywiście muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić i wysłać do analizy, ale … na pierwszy rzut oka nie mam do czego się doczepić.
– Tutaj są wymagane opinie. – Wyciągnęłam kilka pergaminów. – Od profesorów Flitwicka, Sinistry i Vector z Hogwartu, a także od Davisa, Hurta i Mallinga z Magicznego Uniwersytetu Londyńskiego.
– Znasz Davisa? – spytała zaskoczona.
– Tak, uczył mnie.
– Gratuluję, mnie nie chciał przyjąć. – Judy posłała mi pełne podziwu spojrzenie. – Na kiedy chcesz mieć decyzję?
– Na kiedy mogę?
– Maleńka – zaśmiała się Otton – jestem pewna, że każdy w moim biurze zabierze się za to z prawdziwą rozkoszą jeszcze dziś. Potrzebujemy aż czworo ekspertów.
– Żeby sprawdzić prawidłowość, nie można ich powielić – dodałam smutno.
– To nie ma znaczenia – odparła Judy. – I tak wszyscy muszą pracować razem. Kiedy chcesz to wydać? Masz już wydawcę?
– Żeby w ogóle zacząć rozmowy z wydawcą tego opracowania, potrzebuję waszej pozytywnej opinii, więc nie wiem kiedy uda mi się to wydać. Oprócz opiniodawców, jesteś pierwszą osobą, z którą o tym rozmawiam.
– Ale obiecujesz, że to wydasz, że to opracowanie nie skończy tak, jak twoje przepisy, w szufladzie? – Otton spojrzała na mnie z powagą.
– Obiecuję. Po to tu jestem – zaśmiałam się.
– Możesz przyjść za trzy dni?
– Tak szybko?
– Maleńka, prace najlepszych, mają najwyższy priorytet. – Kobieta uśmiechnęła się promiennie i zanotowała coś w notatniku, stuknęła różdżką, a napis rozświetlił się na czerwono i sam powielił się na kilku małych, latających pergaminach.
– Amelia? – Byłam tak rozpromieniona po spotkaniu z panią Otton, że o mało nie wpadłam na wchodzącą do ministerstwa przyjaciółkę.
– Sol. – Panna Bones zmieszała się nieco i chwyciła mnie za ramiona, odwracając tyłem do drzwi. – Co tu robisz?
– Miałam spotkanie z Judy Otton, a ty czyżbyś była umówiona z tym tam długowłosym … o w mordę … z Blackiem? – Spojrzałam z rozbawieniem na Amelię i pomachałam do Syriusza, który wszedł innymi drzwiami niż spodziewała się przyjaciółka.
– No co? – Bones mruknęła z oburzeniem. – Pijemy sobie czasem kawę. Ty nie masz czasu, żeby się ze mną napić w porze lunchu.
– Ależ mam, chętnie się z tobą napiję – odparłam z powagą. – Powiem Blackowi, że kiedy indziej się umówicie.
– Och, już dobrze, no – warknęła z poirytowaniem. – Bzyknęłam się z nim, zadowolona?
– Eee? – Otworzyłam usta ze zdumienia pomieszanego ze zniesmaczeniem. Nie ingerowałam w życie intymne przyjaciółki, ale słuchanie na schodach Ministerstwa o tym, jak puszczała się z moim największym szkolnym wrogiem nieco mnie szokowało i budziło sprzeciw. Jedynie przez chwilę. Amelia miała prawo do szaleństwa z kim tam sobie tylko chciała, o ile szaleństwem nie był mój mąż.
– Dwa dni temu – odparła zrezygnowanym tonem. – Umówiliśmy się na kawę, później była kolacja i tak jakoś wyszło. Między nami nic nie ma, to tylko znajomość.
– Yhy, przyjacielski seks? – Uniosłam wysoko brwi. – Jest … no wiesz … Podobało ci się?
– Oj, czepiasz się. – Amelia spojrzała na mnie z wyrzutem.
– Nie czepiam. – Chwyciłam koleżankę za ręce. – Jeśli go lubisz i lubisz z nim być, to ja się cieszę. Tylko nie pozwól, żeby cię skrzywdził; inaczej będzie miał ze mną do czynienia.
– Nie skrzywdzi, Sol – odparła. – Nie robię sobie jakichś nadziei na udany związek, więc nie będzie miał okazji skrzywdzić.
– Hej, przestań wygadywać głupoty, Amelia. Jutro, wieczorem oczekuję cię u nas. Ropuszka odkryła się ostatnio z talentem do pieczenia ciast.
– Będę i och, Sol – jęknęła Bones. – Wy za dwa tygodnie zaczynacie ferie, a ja wciąż nie mogę znaleźć nowego mieszkania. Miałam mieszkać przez święta u rodziców, ale brat się do nich zwala, a ja mam pracę i …
– Nie przejmuj się – zaśmiałam się. – Jakoś się zmieścimy we czwórkę, chociaż nie wiem jeszcze czy nie pojedziemy do Szkocji. Coś teść jęczał, że nie ma kiedy nacieszyć się Leen. Niemniej, przygotuję Severusa.
– Och, jutro przyniosę dla Leen coś specjalnego – zapiszczała Amelia.
– Znowu jakieś zabawki? – Spojrzałam na koleżankę, mrużąc groźnie oczy.
– Oj, zazdrościsz jej i już – odparła Bones. – Ale to jest świetne, zobaczysz.
– Co to? – zaniepokoiłam się, wspominając poprzednie prezenciki. – Błagam niech to nie będzie znowu jakiś miś, który rośnie do rozmiarów grizli, Leen bała się później spać.
– Nie, ten misiek to niewypał – bąknęła Amelia. – Kupiłam jej magiczny zestaw do szycia sukienek dla lalek.
– O tak, czteromiesięczne dziecko właśnie na to czekało – zakpiłam. – Może uszyje coś dla mnie?
– To dziecko jest twoje i Severusa, jest zapewne najmądrzejszą czarodziejką na świecie, na pewno szybko się nauczy – tłumaczyła się Bones.
– Jestem pewna, że się ucieszy – uśmiechnęłam się – za pięć lat – dodałam z rozbawieniem.
– Kradniesz mój czas, pani Snape – Syriusz nie wytrzymał i podszedł do nas, kłaniając się nisko.
– Przepraszam, już uciekam.
– Nie dołączysz do nas? – spytał zachęcająco. – Dwie piękne kobiety ze mną przy stoliku, nie często zdarza mi się taka okazja.
– Coś czuję, że byłbyś bardzo rozczarowany, gdybym się zgodziła. – Puściłam mu oczko i ucałowałam przyjaciółkę w policzek na pożegnanie.
.: :.
– Tato? – zdziwiłam się, gdy z kominka oprócz teściowej wyskoczył także Tobias. – Dzień dobry.
– Witaj, córeczko – przywitali się i mężczyzna od razu podleciał do bawiącej się na dywanie wnuczki.
– Wziąłem sobie wolne na cały weekend – wyjaśnił. – Jest co prawda zimno, ale bardzo ładnie i pomyślałem, że może zgodziłabyś się, no wiesz, może chcesz trochę odpocząć albo popracować? – plątał się.
– Chce tata zabrać Leen na spacer? – spytałam z uśmiechem.
– Matka powiedziała, że … to był żart Eileen, prawda? – spojrzał na zaśmiewającą się żonę z gromami w oczach. – Powiedziała mi, że pozwalasz zabierać Leen na spacer dopiero wówczas, gdy zostawi ci mapę z dokładnie oznaczoną trasą przechadzki, a jak chce iść do Hogsmeade, to każesz jej rzucać na siebie zaklęcia monitorujące i wypuszczasz w asyście sześć szkolnych skrzatów.
– Może być tata pewien, że następnym razem, gdy mama będzie zabierała małą na spacer, wyślę za nią Irytka. – Uśmiechnęłam się do teścia. – Możemy porozmawiać chwilę w mojej pracowni? – spytałam po chwili, spoglądając przepraszająco na Eileen.
– Pewnie, Solem. Prowadź.
– Chcesz wiedzieć czy podjęliśmy decyzję? – spytał, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi.
– Dokładnie. Trzymacie mnie w niepewności.
– Sol – westchnął i usiadł w fotelu – kontaktowałem się jeszcze z Judy Otton w sprawie zgody na ewentualne zamieszczenie ich opinii w druku i obydwoje doszliśmy do wniosku, że to niezwykłe opracowanie i sporo wnosi do naszego świata. Nasze wydawnictwo jest małe, słynie z książeczek dla dzieci. Książki naukowe zaczęliśmy drukować dopiero od niedawna i nie mamy żadnej renomy na rynku podobnych publikacji. Jesteś pewna, że chcesz to wydać u nas? Córeczko, zapewniam, że jeśli chodzi o tę książkę, jesteś całkowicie zwolniona ze zobowiązań i możesz wydać ją gdzie chcesz. Jestem pewien, że największe wydawnictwa będą się zabijać. Możesz zarobić na tym fortunę, a po drugie, trafisz do większego grona czytelników. Być może w przyszłości będą wykładać z twojej książki na Uniwersytecie.
– Niech tata nie przesadza, to tylko taki tam dowód i kilka teorii z tworzenia zaklęć, nic więcej – odparłam, czując, jak moją twarz zalewa rumieniec. – Może być tata szczery, jeśli nie chcecie tego wydać to nic nie …
– Zwariowałaś? – wykrzyknął mężczyzna. – To przyniesie nam większą sławę niż te mugolskie baśnie. Na Godryka, to przełom dziewczyno, ale jako twój teść i przyjaciel, mam nadzieję, muszę przede wszystkim myśleć o tym, co najlepsze dla ciebie. Nie wolisz tego przedstawić najpierw na jakimś sympozjum?
Zmarszczyłam nos i pokręciłam głową. Sympozja, konferencje, wykłady to zdecydowanie nie była moja działka.
– To nie dla mnie, ale tata może, jako szef wydawnictwa.
– Naprawdę chcesz to wydać u nas? – spytał z powagą.
– Tylko jeśli to nie stanowi problemu.
– Solem, mogę ci zaproponować sto tysięcy galeonów i trzydzieści procent zysków z książki. – Otworzyła usta ze zdumienia i potrząsnęłam głową. – Jednak jeśli się zgodzisz, te trzydzieści procent z książki, chciałbym zamienić na czterdzieści procent udziałów w wydawnictwie.
Zmarszczyłam czoło i posłałam teściowi bardzo sceptyczne spojrzenie. Często sobie żartowaliśmy, ale naśmiewanie się z mojej pracy nie było przyjemne.
– Od mamy się tata zaraził tymi żarcikami?
– Sol, nie żartuję w sprawie interesów, nigdy – odparł. – Posłuchaj; wydawnictwo wciąż się rozwija, za twoją sprawą w dużej mierze, a ja nie wychodzę już prawie z biura. Zazdroszczę Eileen tego czasu jaki spędza z naszą wnuczką i chciałbym móc poświęcić go jej trochę więcej. Chociaż może powinienem powiedzieć, że chciałbym go po prostu więcej dla siebie. Mogę przerzucić część obowiązków na moich zastępców, ale to rozwiązanie tylko na chwilę. – Tobias podszedł do mnie i ujął delikatnie za ramiona. – Severus jest moim jedynym synem i jedynym spadkobiercą, a umówmy się, raczej nie mam się co łudzić, że pójdzie w moje ślady. Jesteś do tego idealna, Solem. Oczywiście nadal twoim głównym obowiązkiem będzie ilustrowanie, ale z czasem, jak Leen będzie dorastać, chciałbym stopniowo przekazywać ci władzę nad wydawnictwem. Henry odchodzi od stycznia i chciałbym też, żebyś zajęła jego stanowisko. – Patrzyłam w niego z szeroko otwartymi ustami i zaczynałam nabierać obaw, że moja szczęka już nie wróci na swoje miejsce. – Później za dziesięć lat, jak już Leen zacznie szkołę, może obejmiesz moje stanowisko, a ja przejdę na emeryturę?
– Jest tata za młody – odparłam bezmyślnie.
– To może za dziesięć lat podzielimy się po równo obowiązkami, a za dwadzieścia zostaniesz samodzielnym szefem – roześmiał się.
– Mogę pomóc w wydawnictwie, nie musi tata robić ze mnie udziałowca.
– Solem, nie muszę, ale chcę. – Mocniej ścisnął moje ramiona. – To mój sposób, by powiedzieć ci, jak bardzo cię cenię i gwarancja, że pozostawiam po sobie jakieś dziedzictwo dla małej Eileen. Przemyślisz to?
– Mogę porozmawiać o tym z Severusem? Mogę mu już powiedzieć o tej książce, czy to nadal tajemnica? – Nie byłam pewna, co zrobić. Owszem ciężko pracowałam dla wydawnictwa. Nie tylko wykonywałam swoją kontraktową pracę i pisałam książki, ale także opracowałam kilka zmyślnych zaklęć ułatwiających pracę prawie wszystkich działów. Miałam sporo pomysłów na modernizację i polepszenie warunków pracy, które często przedstawiałam mimochodem teściowi, ale nigdy nie sądziłam, że on to bierze na poważnie. Cieszyłam się, kiedy chwalił moje pomysły i zapewniał, że ratowałam mu życie, ale podejrzewałam, że mówił tak tylko z grzeczności i sam miał już mnóstwo pomysłów na zmiany.
– Oczywiście, że tak – zapewnił. – Nie mówiłaś mu jeszcze o książce? – Pokręciłam głową. – To może pokażesz mu od razu to? – spytał, wyciągając z teczki gruby tom. – Próbny wydruk – wyjaśnił. – Wiem, że nie mamy jeszcze umowy, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zobaczyć, jak to wyjdzie w druku. – Otworzył książkę i zademonstrował mi trójwymiarowy obraz. – Myślę, że dedykacja mu się spodoba.
– Dziękuję tato. – Nie wytrzymałam i z płaczem rzuciłam się teściowi na szyję.
– Pozwól, że teraz zabiorę swoją żonę i wnuczkę na spacer, a ty idź pokaż swoje dzieło mężowi. – Chwycił moje dłonie i mocno ścisnął.
– Zostaniecie na kolacji? Ugotuję coś specjalnego.
– A jest jakaś specjalna okazja? – Eileen spojrzała na nas podejrzliwie.
– A musi być? – spytałam przekornie i puściłam oczko do Tobiasa.
– Jesteś w ciąży? I nie zbadałaś się u mnie? Zrobiłaś jeden z tych głupich mugolskich testów, tak? – Eileen spojrzała na mnie z wyrzutem. – I powiedziałaś ojcu pierwszemu? – Kobieta miała łzy w oczach i bliska była wybuchowi płaczu.
– Jesteś w ciąży? – zdziwił się Tobias.
– Nie jestem w ciąży – zaperzyłam się. – Na Merlina, skąd ten pomysł. Dopiero co urodziłam dziecko.
– A – mruknęła cicho Eileen. – To co się stało?
– Będziemy świętować geniusz naszej synowej, kochanie – wyjaśnił jej ogólnie mężczyzna.
– Ale ugotujesz coś dobrego?
– Coś czego nie ma książce.
Wzięłam głęboki oddech i delikatnie zapukałam do laboratorium szkolnego męża.
– Wiesz, że nie musisz pukać – krzyknął.
– Skąd wiedziałeś, że to ja? – spytałam, podchodząc do niego z uśmiechem.
– Pięknie pachniesz – wyszeptał mi do ucha, przyciągając do siebie. – Zaklęcie, które mi przygotowałaś, jak zaczynałem tutaj pracować. Widzę, kto stoi po drugiej stronie drzwi. Wystarczy ruch różdżką.
– Zajęty? – Przejechałam wzrokiem po blacie pełnym roślin.
– Nie tak bardzo, by nie zrobić sobie przerwy na pocałunek od żony. – Objął mnie w talii i delikatnie ucałował. – Muszę posuszyć te rośliny zaklęciami i przygotować w odpowiednie porcje.
– Co to jest? – Oderwałam się nagle od niego i sięgnęłam po rozłożoną na blacie książkę.
– Dałaś mi, nie pamiętasz? – zdziwił się.
– Wciąż go masz? – Spojrzałam na nie niego zaskoczona, biorąc w ręce ilustrowany przewodnik po magicznych roślinach, który przygotowałam mu na urodziny, które jako pierwsze spędzaliśmy razem. – Merlinie, to … najgorszy prezent, jaki ci dałam – jęknęłam i chciałam go schować, ale wyrwał mi.
– Hej, to najcudowniejszy prezent jaki dostałem w całym swoim życiu, więc wypraszam sobie – warknął, odkładając książkę poza zasięg moich rąk.
– Daj spokój, namalowałam ci kwiatuszki, listeczki i gałązki – wykrzywiłam się. – Co ja sobie myślałam? Merlinie, miałam trzy lata? Kwiatuszki?
– Zamknij się już, kobieto. – Severus pokręcił głową z niedowierzaniem. – Pomijając te piękne i niezwykle dokładne ilustracje, to najlepszy przewodnik tego typu, jaki znam. Nie ma tu żadnych niepotrzebnych pierdół, tylko to z czego mogę korzystać przy eliksirach i z czego mógłbym, gdybym znalazł zastosowanie, co mi się nawiasem mówiąc, udało już przy kilku eliksirach. Poza tym, jeśli nie ta książka musiałbym korzystać z kilku grubych, beznadziejnie napisanych tomów. Zanim bym coś znalazł, to już dawno zapomniałbym czego szukam.
– Przyznaj się. – Spojrzałam na niego spod zmrużonych powiek. – Potrzebujesz starego pergaminu, pokrytego starą farbą akwarelową do jakiegoś eliksiru. Jestem pewna, że już brakuje tam kilku kartek. – Ominęłam go i ponownie sięgnęłam po książkę.
– Puknij się w czoło i zostaw, bo go zniszczysz – warknął groźnie i wyjął książkę z mojej ręki.
– Sev, dałam ci go, bo spłukałam się wówczas na prezent gwiazdkowy dla ciebie – wyznałam. – Chciałam błysnąć w nasze pierwsze, wspólne święta tak bardzo, że zapomniałam, że zaraz po nich masz urodziny.
– To była dobra inwestycja – odparł z uśmiechem. – Wciąż używam tych rękawic, a od tamtych świąt nie mam już problemów z brudnymi łapami.
– Evans się o nie wkurzała, prawda? – Spojrzałam na niego ze smutnym uśmiechem. – Dlatego miałeś na tym punkcie taką obsesję. Wciąż je pocierałeś albo chowałeś do kieszeni, gdy cię widywałam.
– Nie dlatego czyszczę ręce twoim zaklęciem – odparł, spoglądając mi w oczy.
– Wiem …
– Nie czułem się dobrze dotykając cię …
– Wiem …
– Jesteś pierwszą, Solem. Pod każdym względem. – Chwycił moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy.
– Lubię twoje dłonie i nigdy nie przeszkadzało mi, że są poplamione – odparłam. – Jak zobaczyłam po raz pierwszy, podczas szlabanu, ciebie przy pracy, twoje dłonie wydały mi się takie delikatne, chciałam, żebyś mnie dotknął.
– Kocham cię, Solem. – Severus pochylił się i czule mnie pocałował.
– Rodzice zostają dziś na uroczystej kolacji – powiedziałam po chwili.
– A co świętujemy? – spytał, unosząc brew. – Jesteś w ciąży? – przeraził się.
– Najwyraźniej to nie byłby dla ciebie powód do świętowania – skrzywiłam się, patrząc na jego przerażoną minę.
– Sol, przecież dobrze wiesz, że nie chodzi o to, że nie chcę więcej dzieci, ale to niebezpieczne dla ciebie – wyjaśnił.
– Nie jestem w ciąży i nie wiem skąd wszystkim to przychodzi do głowy, zażywam eliksir – odparłam, wywracając oczami. – Jeszcze nie do końca wiem ile świętujemy, na razie to. – Wręczyłam mu do ręki próbny wydruk swojej książki. Severus chwycił ją niepewnie i rozłożył na pustym blacie. Stuknęłam różdżką w pierwszą mapę i po chwili ukazało się nad nami przedstawione na niej nocne niebo. – Dlatego nie mogłam wykorzystać wówczas kopii – szepnęłam. – Nie dało się z nich odtworzyć trójwymiaru. Do ich kopiowania potrzeba specjalistycznej aparatury używanej w wydawnictwach, tak jak do magicznych obrazków.
– O cholera – wydusił z siebie Severus. – Jesteś … o kurwa, dodałaś też dowód na podstawie starożytnych zaklęć? Kiedy to zrobiłaś, kobieto? – Przewracał kolejne strony, podziwiając moją pracę.
– Zaczęłam zaraz po tym, jak odzyskałam wzrok – odpowiedziałam. – Nie musiałam korzystać z nocnego nieba. Wystarczyło odtworzyć mapy z tych kopii, które miałam, przy pomocy zaklęć, których nauczyłam się podczas studiów. Część dowodów już miałam, właściwie zrobiłam tylko starożytne zaklęcia.
– O kur...
– Nie klnij już, bo nie wiem co myślisz …
– Żartujesz? – Uniósł głowę znad książki i spojrzał na mnie z uznaniem. – Nic innego nie jestem w stanie powiedzieć. To co napisała tutaj szefowa Departamentu Zaklęć mówi już wszystko, Sol. Jesteś geniuszem.
– Gdybym była geniuszem, wydałabym to już dawno temu – mruknęłam. – Pracowałam nad tym ponad dziesięć lat.
– Solem, jesteś kretynką – obruszył się.
– A ty najwyraźniej mocno niezdecydowany – sarknęłam.
– Przestań wygadywać te bzdury, Sol. – Severus wrócił do przeglądania książki. – Obydwoje dobrze wiemy, że całość była gotowa, gdy miałaś siedemnaście lat. Później studiowałaś, byłaś chora, urodziłaś dziecko … Solem, na Merlina, pokaż mi innego tak genialnego czarodzieja.
– Jest …
– Przestań wymyślać i nie wmawiaj mi, że każde zaklęcie dla każdego czarodzieja to pestka – przerwał mi, gdy szykowałam się do wymieniania znanych ogólnie nazwisk. – Przyznaj w końcu, że to przełomowe odkrycie. – Przytaknęłam delikatnie głową.
– Może troszkę – wyszeptałam. Severus objął mnie i dalej wertował książkę dowodzącą wpływ ułożenia gwiazd na rzucanie i tworzenie zaklęć.
– Mężowi, którego ramiona niosą mnie do gwiazd, żona – przeczytał, gdy zamykając książkę zatrzymał się na pierwszej kartce. Zamknął ją z lekkim trzaskiem, obrócił się w moją stronę i pocałował z niezwykłą czułością. – To jest jak najlepszy powód do świętowania – wymruczał w moje usta.
– To nie wszystko, Sev. – Głośno odetchnęłam i odsunęłam się nieco od męża. – Myślę, że jeśli się zgodzisz, to będę potrzebowała sporych zakupów.
– Czego ci trzeba, kochanie? – spytał z troską. – Wiesz, że mamy sporo pieniędzy w skrytce. Sklep prosperuje dobrze, moje eliksiry lecznicze sprzedają się w aptekach i szpitalach. Kup co potrzebujesz, słonko. Nie musisz pytać.
– Potrzebuję naprawdę sporo nowych ciuchów, ale tylko jeśli się zgodzisz …
– Ciuchów? – zdziwił się. – Sol, powinienem spytać po co ci nowe ciuchy? Jesteś w ciąży? – spytał tym razem rozbawiony.
– Mówiłam ci, że przez pocałunek można zajść w ciążę; musiałeś mnie tak mocno całować? – żartowała. – Jeśli się zgodzisz – zaczęła poważnie – w ramach honorarium za tę publikację, otrzymamy czterdzieści procent udziałów w wydawnictwie.
– Chcą cię oszukać? – obruszył się Severus. – Nie zgadzam się, mają ci normalnie zapłacić, a nie zwalać na ciebie więcej obowiązków.
– Sev – roześmiałam się – dostanę sto tysięcy za tę książkę.
– O kur...
– Sev – krzyknęłam, zanim dokończył.
– Nie dziwię się w sumie – mruknął. – Muszą ci sypnąć sporą sumką, skoro chcą żebyś dla nich tyrała jeszcze więcej.
– Severus. – Nie mogłam powstrzymać śmiechu, widząc oburzenie męża. – Na razie nie przybędzie mi zbyt wiele obowiązków. Od stycznia dostanę posadę szefa grafików. Poza tym wciąż przecież coś modyfikuję w wydawnictwie, teraz będę to robić jako współudziałowiec. Tylko ja nie wiem, czy to uczciwe. Twój tata pracował na to całe życie, a ja mam mu to odebrać tak …
– Przecież i tak to odziedziczymy – mruknął. – Żartuję, słoneczko. – Podszedł do mnie i mocno przytulił. – Ojciec chce ci w ten sposób pokazać, jak bardzo mu na tobie zależy i jak bardzo cię ceni, pozwól mu. Gratuluję. Zapracowałaś na to, promyczku i ani mi się waż myśleć inaczej. Niczego nikomu nie odbierasz. Pomagasz tam odkąd skończyłaś Hogwart, właściwie, od swojej pierwszej wizyty tam. Pamiętasz? – Spojrzał na mnie z wysoko uniesioną brwią. – Jak tata nas tam zabrał, żeby ci wszystko pokazać? Już wtedy zmodyfikowałaś zaklęcie składające książki.
– Daj spokój, to jakieś pierdoły – bąknęłam.
– Jasne – westchnął. – Tylko tych pierdół były dziesiątki, a dzięki tym pierdołom zyski wydawnictwa pomnożyły się kilkakrotnie. Zasłużyłaś na to, zapracowałaś, Sol. Mogę cię teraz zabrać do gwiazd? – Przytaknęłam z uśmiechem. Otulił mnie swoimi ramionami i przytulił z całej siły. – Jestem z ciebie dumny – szepnął – i oni też, bardzo.
– Nie zrobiłabym tego bez ciebie.
Kolejny rozdział: „Koszmarny biwak"
