ROZDZIAŁ 30

Gotowi do działania

Solem

Dokładnie przestudiowałam książki dotyczące stosowanych zabezpieczeń na skrytki bankowe, ale wszystko co udało mi się dotychczas osiągnąć, to pewność, że ostatni raz ktoś był w skrytce koło dziesięciu lat temu. Nie dopatrzyłam się też śladów klątw ani wrogich uroków, ale nadal nie chciałam ryzykować, by Eileen przekręciła klucz. Sprawa schowka bankowego nie była priorytetem. Wciąż stopniowo odzyskiwałam pamięć, a maleńkie fragmenty, które powracały przyprawiały mnie o bolesne migreny i częste, długotrwałe utraty wzroku. Zbyt wiele oboje mieliśmy na głowie, by szukać sposobów na otwarcie skrytki. Wracaliśmy do tego zwykle, gdy wpadła nam w ręce jakaś publikacja albo nowy pomysł do głowy.

Zaskoczyło mnie odkrycie, że skrytka była odziedziczona po przodkach matki. Liwia i jej rodzice pochodzili z Włoch i założyłam, że tak było od stuleci. Nigdy specjalnie nie interesowałam się swoimi korzeniami i teraz troszkę tego żałowałam. Moja matka była niezwykłą wiedźmą. Nie posiadała specjalnej siły magicznej i na pierwszy rzut oka, zdawała się być zwykłą czarodziejką, jakich wiele. Posiadała jednak niezwykłą umiejętność legilimencji. Potrafiła wejść w umysł prawie każdej osoby, bez potrzeby wypowiadania inkantacji. Uczyła tej sztuki także mnie i Severusa. Mój mąż okazał się być bardzo pojętnym uczniem, ja niestety nie za bardzo. Dużo lepiej szło mi blokowanie umysłu i budowanie barier niż legilimencja. Liwia, o czym dowiedziałam się dopiero po jej śmierci, podobnie jak ja, miała talent do starożytnych zaklęć. Nie miała tyle szczęścia, żeby studiować u najlepszych, ale z zapisków, jakie po sobie zostawiła, wynikało, że z pomocą ojca zdołała w niewielkim stopniu zgłębić tę wiedzę. Zresztą inkantacja, jaką wypowiadała w chwilę przed śmiercią świadczyła o nieprzeciętnych umiejętności w tej dziedzinie.

W drugiej ze skrytek schowano sporo pamiątek. Większość pochodziła z czasów mojego dzieciństwa. Znalazłam swoją pierwszą miotełkę i dziecięcy teleskop, a co mnie bardzo zdziwiło, w jednej ze skrzyń schowany był stary kalendarz księżycowy, który przez lata zdobił salon domu rodziców. Nawet nie wiedziałam kiedy go stamtąd zabrali. Byłam przekonana, że widziałam go tam, gdy byłam w rodzinnym domu po raz ostatni, ale najwyraźniej się pomyliłam. Cieszyły mnie te pamiątki. Przez długie miesiące byłam pewna, że wszystko przepadło wraz z zaklęciem zniszczenia rzuconym na dom, ale na szczęście część wspomnień rodzice chowali w bezpiecznej skrytce.

Nie wszystko byłam w stanie przejrzeć od razu. Śmierć rodziców wciąż mocno mi ciążyła. Nie rozumiałam dlaczego musieli zginąć, kiedy ja przeżyłam. Nie byłam też pewna co stało się z Teodorem. Chciałam wierzyć, że przeżył i wciąż żył, ale oprócz tych niewiele znaczących incydentów sprzed ośmiu lat, nic na to nie wskazywało. Nie znajdowałam motywu, dla którego odebrano mi go wówczas. Nikt nigdy nie zażądał niczego w zamian, chociaż byłam gotowa oddać wszystko co miałam, a nawet pójść do piekła po wszystko inne. Nie rozumiałam, dlaczego ktoś chciałby zabić miesięczne dziecko i nie miałam pomysłu w jaki sposób sprawdzić, czy nadal żył. Kusiła mnie rozmowa z Daviesem albo Dumbledorem. Byli znacznie bardziej doświadczeni i posiadali wiedzę, o której ja nawet nie śniłam. Wiele dlaczego kołatało się po mojej głowie od lat i coraz bardziej bałam się, że nigdy nie poznam odpowiedzi.

– Teo byłby spadkobiercą – szepnęłam, nie będąc przekonaną, czy Severus już śpi.

– Yhy – mruknął.

– Teo byłby spadkobiercą – powtórzyłam.

– Słonko, rano mam zaję... Teo byłby spadkobiercą. – Poderwał się nagle.

– Teo jest spadkobiercą? – spytałam niepewnie.

– Kochanie. – Severus objął mnie ramionami. – Merlinie – westchnął.

– Sev, najdroższy. – Odetchnęła głęboko w jego ramionach. – Boję się o tym rozmawiać.

– Wiem, wiem, promyczku – wyszeptał mi do ucha. – Nie chcę byś robiła sobie jakieś nadzieje. Minęło prawie dziewięć lat. Sol, martwię się o ciebie.

– Sprawdzałeś sam tę teorię, prawda? – Spojrzałam na niego smutnymi oczami.

– Po tym, jak odzyskałaś częściowo pamięć trochę o tym rozmyślałem – wyznał. – Wcześniej … byłaś w ciąży, nie widziałaś przez ponad rok; nie chciałem cię tym martwić.

– Możemy o tym porozmawiać?

– Obiecaj mi, że jeśli to zrobi się dla ciebie zbyt trudne, zatrzymasz się i odpoczniesz. Obiecaj, że jeśli wszystko będzie wskazywało na to, że nasz syn zginął tamtego dnia, zostawisz to i nie będziesz próbowała naginać faktów – poprosił. – I proszę, niech Eileen na tym nie ucierpi.

– Obiecuję – wyszeptałam, a Severus przyciągnął mnie do siebie i leciutko ucałował w skroń.

– Sol, być może przyjdzie taki moment, że będziemy musieli podważyć to co pamiętasz. – Przytaknęłam.

– Wiem, Severus. Pan Philips uprzedzał. Jestem świadoma możliwości, że to co pamiętam nie jest faktycznie tym co się wydarzyło, ale modyfikacją, jaką chciał po sobie zostawić napastnik. Nie do końca ufam tym wspomnieniom.

– To dobrze, kochanie. – Severus usiadł, opierając się o wezgłowie łóżka. – Wydaje mi się, że możemy zrobić to na dwa sposoby. Po pierwsze, sprawdzić wszystkie dowody na to, że zginął, co próbowałem już robić. Po drugie, spróbować go znaleźć.

– Znaleźć? – spytałam z nadzieją, a on przytaknął, łapiąc mnie w pół, kiedy podrywałam się z łóżka.

– Musimy też zastanowić się, dlaczego ktoś mógłby go zabrać – kontynuował. – To może nam pomóc.

– Myślisz to samo co ja? – Popatrzyłam z uwagą na męża.

– Że chodzi o dostęp do tej skrytki? – Severus uniósł brew.

– Jeśli ktoś chce dostępu do niej, potrzebuje Teodora i nas – rozmyślałam na głos. – Jeśli pozbyłby się naszej trójki nadal nie wszedłby do środka, bo zawsze pozostają inni, Eileen, dalsza rodzina, przyjaciele no i możliwość pozostawienia testamentu, ale gdyby zabił jedynie nas, a Teo …

– Chociaż to trudne, musimy wziąć taką ewentualność pod uwagę, ale biorąc to na chłodno; czy ktoś próbował pozbyć się nas od tamtego czasu?

– Nie wiem – mruknęłam. – Po wypadku przystąpiłeś do Voldemorta. Może się wystraszył?

– Nie jestem pewien, ale nie wykluczam, że tak jest – zastanawiał się Severus.

– Sev, co możemy jeszcze zrobić? – Spojrzałam błagalnie na męża. – Może ten pukiel włosów mógłby jakoś pomóc? Może udałoby się znaleźć jakieś zaklęcia identyfikujące właścicieli skrytki albo takie, którymi można … zaklęcie naznaczenia. Może to jakoś pomoże? A gdybyśmy powiedzieli o wszystkim mamie? Mogłaby …

– Znaleźć właściciela włosów – dokończył. – Pod warunkiem, że trafiłby do Munga. – Severus odetchnął głęboko i pogładził mnie po plecach. – Po tym, jak odebrałem przesyłkę z puklem włosów, zbadałem go dość dokładnie. Szukałem zaklęć i eliksirów, które mogą zmienić DNA i sygnaturę magiczną. Znalazłem jedno, bardzo trudne zaklęcie, ale nie potrafiłem sprawdzić, czy jest ono nałożone na ten pukiel. Wówczas byłem pewien, że tak. Dlatego zwlekałem tak długo, by ci o nim powiedzieć.

– Postaram się to jakoś sprawdzić. – Uśmiechnęłam się nieśmiało do męża. Bałam się mieć nadzieję i bałam się dać ją jemu. – Spróbuję stworzyć jego magiczny portret. Jest takie zaklęcie, które stopniowo postarza osobę na portrecie. Nigdy go nie stosowałam, bo rzucanie zaklęć i malowanie odbywa się na wielu płaszczyznach. Trzeba namalować portret danej osoby i jego krewnych, im większa liczba, tym bardziej dokładne podobieństwo będzie po latach. Niestety będzie to trwało kilka tygodni, a później trzeba będzie odczekać, aż portret się postarzeje. No i musimy założyć, że jego cechy fizyczne zostały zmienione – kontynuowałam z coraz większym zapałem. – Mogę dokładnie sprawdzić jakie czary można z powodzeniem rzucić na tak długi czas i przeanalizować długość trwania każdego z nich. Każdy czar modyfikujący wyczerpuje się po jakimś czasie. Niewiele jest takich, które trwają dłużej niż dziesięć lat, a nie jest możliwe odtworzenie dokładnie takiej samej modyfikacji; coś zawsze zostaje zmienione. Jednak ciężko zaobserwować różnicę, gdy nie widzi się tego kogoś wystarczająco często. No i dzieci zwykle zmieniają się, dorastając.

– Solem – Severus popatrzył na mnie z powagą – nie ufaj w tej sprawie nikomu.

– Tylko rodzice i ty.

– Nikomu o tym nie wspominaj, a jeśli będziesz potrzebowała konsultacji, upewnij się, że masz dobrą wymówkę – nakazał.

– Dobrze – przytaknęłam. – Musimy też uważać, żeby Eileen niczego nie zauważyła. Jest zbyt przyjacielska. Nie chcę by nieopacznie powiedziała komuś, że mama bada czary modyfikujące albo maluje portret Teo.

– Sprawdzę w eliksirach i postaram się poszperać w Dziale Ksiąg Zakazanych. – Severus uśmiechnął się lekko. – Może znajdę coś, co pomoże sprawdzić żyjących krewnych. Zrobisz dla mnie coś teraz? – spytał, chwytając moją twarz w dłonie.

– Co?

– Wypijesz eliksir słodkiego snu i zaśniesz spokojnie – poprosił.

– Dobrze. – Uśmiechnęłam się i leciutko musnęłam ustami jego ciepłe wargi. – Po południu Leen umówiła się z ojcem; mają latać razem na miotle. Wtedy mogę przygotować dokładny plan działania. – Severus przytaknął. – Jeśli żyje, zrobię wszystko, żeby go odzyskać, Severus. Wszystko.

– Wiem, ja też, kochanie i obiecuję ci, jeśli nasz syn żyje, odzyskamy go. Przysięgam, nie spocznę, nim go nie znajdę, choćby był na końcu świata – zapewnił i po chwili przywołał małą fiolkę z eliksirem.

– Dziękuję – mruknęłam. – Nie zasnęłabym bez tego spokojnie.

– Wiem – zaśmiał się. – Solem – odezwał się po chwili – kocham cię i jestem bardzo szczęśliwy. To się nie zmieni, bez względu na to czego się dowiemy. Lubię nasze życie i będę jeszcze szczęśliwszy jeśli odzyskamy Teo, ale jeśli … jeśli on nie żyje, kochanie … w moim życiu nic się nie zmieni. Nadal będę za nim tęsknił, ale nadal też będę szczęśliwy z tego co mam.

– Kocham cię, najdroższy – wyszeptałam, głośno ziewając. – Bez względu na wszystko, co wydarzyło się w naszym życiu, uważam nasze życie za pełne szczęścia. Dzięki tobie i dzięki Eileen. Jeśli pojawi się w nim jeszcze Teo, nie będę mogła być już bardziej szczęśliwa, ale jeśli … to nic się już nie zmieni. Nie będę się czuła rozczarowana, jestem na to przygotowana. Pogodziłam się już z tym i nie zapomnę, że mamy nasz mały cud, o tobie też nie zapooomnę, kochany mój – szeptałam coraz ciszej, a moje powieki powoli opadały.

– Słodkich snów – mruknął mi do ucha.

.: :.

Severus

Razem z żoną ułożyliśmy dokładny plan działania. Rozdzieliliśmy między siebie zadania i staraliśmy się w miarę możliwości zbyt wiele nie rozmawiać na ten temat. Każde, pozornie zajmowało się swoimi sprawami. Korzystając z uwielbienia Amelii do sprawiania niespodzianek małej Eileen, pozwoliliśmy jej spędzić z dziewczynką cały weekend, a sami zabraliśmy rodziców do domku w Szkocji, gdzie jak nam się wydawało mogliśmy bez dziesiątek zabezpieczeń porozmawiać z nimi na temat Teodora. Minęło już dziewięć lat od tamtych wydarzeń, a każdemu z nas wciąż z trudem przychodziło mówienie na temat tego co się wówczas stało.

Widziałem, jak ojcu ciężko szło opowiadanie o tym, co zobaczył, gdy dotarł na miejsce wypadku, ale jeśli mieliśmy poznać prawdę i odnaleźć syna musieliśmy przeanalizować każdy szczegół. Tobias, pomimo wyraźnego zdenerwowania starał się sobie przypomnieć najmniejszy drobiazg. Sam siebie zmuszał do mówienia głośno o wszystkim co wówczas zobaczył. Płakał, gdy opowiadał ze szczegółami, jak wyglądała Solem, co leżało wokół niej i jak ona sama była ułożona. Jedynie on widział wszystko takim, jakie było tuż po wybuchu i jego wspomnienia tego dnia były chyba najtrudniejsze.

– Tato – przerwała mu Solem. – Nie musi tata …

– Solem, jeśli istnieje jakaś, choćby minimalna szansa, że mój wnuk żyje, zrobię wszystko. Wszystko. – Tobias spojrzał na nią twardym wzrokiem. – Wówczas, tamtego wieczora, ciężko mi było zebrać myśli i przez bardzo długi czas próbowałem wymazać tamte widoki z pamięci. Gdybym wtedy wiedział, to co wiemy teraz, starałbym się szukać Teo od razu, sprawdziłbym każdą możliwość. Kiedy nie znaleźli jego … – Mężczyzna urwał, próbując się uspokoić.

– Tato, to nie jest taty wina – powiedziała twardo Solem. – Wszyscy tak wówczas myśleliśmy i wciąż musimy zakładać, że tak się stało. – Byłem nieco zaskoczony postawą żony. Obawiałem się, że będzie podchodziła do całej sprawy bardzo emocjonalnie, próbując znaleźć za wszelką cenę chłopca. Ona jednak zdawała się działać racjonalnie i nie robiła ani sobie, ani innym złudnych nadziei. Przygotowała dokładny plan i nim się kierowała. Nie podejrzewałem, że było to dla niej proste, nie mogło być, jednak starała się zachować spokój. Sam także nie robiłem sobie wielkich nadziei na to, że nasz syn żyje. Nie mówiłem tego głośno, ale po cichu liczyłem, że dzięki poszukiwaniom śladów życia Teodora, uda się znaleźć tych, którzy odpowiedzialni są za tragiczne zdarzenie sprzed lat.

– Gdybym od razu sprawdził tę bransoletkę … – załkał Tobias.

– To i tak niczego by nie zmieniło – uspokajała go Solem.

– Mogłem coś zrobić … – próbował przekonywać mężczyzna.

– Skupił się jednak tata, żeby uratować moje życie – krzyknęła Solem, skupiając na sobie spojrzenia reszty rodziny. – Czytałam raport aurorów – wyznała, pochylając głowę. – Alicja mi wszystko pokazała. Gdyby nie tata … aurorzy uznali mnie za martwą i nie chcieli początkowo nawet wzywać medyków. To tata ich wezwał. – Solem spojrzała głęboko w oczy swojemu teściowi. – Uratował mi tata życie.

– Przestań, żyłaś … – odparł, kręcąc głową. – Miałem pozwolić, żeby … nie mógłbym, dziecko. Sam musiałem sprawdzić wszystko. Ci aurorzy, którzy tam przybyli tamtego dnia; jeden z nich ledwie skończył szkołę, a drugi myślami był już na emeryturze. Ten stary ledwie spojrzał … nawet nie wiedział z jakim zaklęciem ma do czynienia, a ja … pamiętałem, jak Eileen opowiadała mi o nowej torturującej klątwie i śpiewnych przeciwzaklęciach. Nie wiem w jaki sposób udało mi się je na ciebie rzucić, ale udało mi się częściowo to zatrzymać. – Eileen położyła dłoń na ramieniu męża. – Nie miałbym nadziei, gdyby krew przestała płynąć, ale … twoje serce wciąż biło. Jak mogłem im pozwolić cię zabrać.

– Gdyby szukał tata jakichś śladów … nie zauważyłby, że jeszcze żyję. – Solem podeszła do Tobiasa i przytuliła go z całej siły. – Dziękuję – wyszeptała przez łzy.

– Zaufałem aurorom, którzy przeszukiwali teren – jęknął.

– Jak my wszyscy, tato – westchnąłem głośno.

– Proponuję przerwę na herbatę. – Eileen poklepała męża po ramieniu, a wszyscy odetchnęli z ulgą.

Solem

Severus objął mnie mocno, gdy rodzice wyszli razem do kuchni. Oddałam się jego ramionom i z rozkoszą wdychałam ukochany zapach.

– Tak wiele wam zawdzięczam – wyszeptałam.

– Nie więcej niż my tobie, Solem – odparł, chwytając moją twarz w dłonie. Spojrzał mi głęboko w oczy i zbliżył swe wargi do moich, czule całując. Nawet nie wiedziałam kiedy, jego niewinny całus przeistoczył się w namiętny pocałunek. Zapominając o reszcie świata, ułożył mnie delikatnie na kanapie i całował bez pamięci. Mruczałam cichutko, gdy językiem penetrował moje usta i mocno wplatałam palce w jego włosy, zmuszając, by pogłębił pocałunek.

– Chyba przeszkadzamy, Eileen. – Poderwaliśmy się, gdy z progu dobiegł do nas śmiech ojca.

– Oni są tacy romantyczni, Tobias – westchnęła pani Snape i wtuliła się w bok męża. – Tyle lat po ślubie, a oni całują się jak nastolatki. – Eileen spojrzała na nas z rozmarzeniem. Zarumieniłam się mocno i schowałam twarz w ramionach Severusa.

– Czy my też kiedyś tacy byliśmy? – Tobias spojrzał na swoją żonę z zamyśleniem.

– Nie – odparła krótko. – Gdy byliśmy młodzi, ty myślałeś jedynie o miejscach, w których mógłbyś uprawiać ze mną seks, a ja głupia przytakiwałam z entuzjazmem na każdy twój pomysł. Nawet sowiarnia o świcie wydawała się dobra – mówiła z pretensją do męża.

– Solem, błagam powiedz mi, że to jest tylko zły sen. Błagam, jeśli mnie kochasz, spraw, by to co powiedziała przed chwilą moja matka nigdy nie dobiegło do moich uszu. – Severus spojrzał na mnie błagalnie.

– Myślę, że to nie w sowiarnii zostałeś poczęty. – Spojrzałam na niego ze współczuciem.

– Jest jeszcze gorzej? – skrzywił się.

– Myślę, że twoje pierwotne przypuszczenia są bardzo prawdopodobne – uspokoiłam go.

– Co konkretnie masz na myśli, skarbeńku? – spytała Eileen, siadając obok. Tobias wciąż lewitując tacę z herbatą, nie bardzo wiedział co zrobić. Miał ochotę się wycofać pospiesznie, ale jednak ciekawość, do jakich wniosków doszedł jego syn, zwyciężyła.

– Severus był przekonany, że proces poczęcia jego jakże skromnej osoby, odbywał się w pokoju życzeń – odpowiedziałam. – Mówiła mi kiedyś mama, że odkryliście go będąc na ostatnim roku, zaraz na początku, więc nie podejrzewam, żebyście … no … skoro znaliście ten pokój, to sowiarnia …

– Coś nie tak z sowiarnią? – udała zdziwienie Eileen.

– Co kto lubi. – Wzruszyłam ramionami. – Jednak podejrzewam, że sowiarnia to był jedynie pierwszy przystanek. Niech zgadnę, było to w tym malutkim schowku z tymi niziutkimi drzwiczkami, do którego nie zaglądał żaden nauczyciel do czasu aż Severus nim został.

– Skąd wiesz? – wykrzyknął z zaskoczeniem Tobias. – Eileen, mówiłaś o takich rzeczach? No wiesz?

– Nic nie mówiłam – zaperzyła się kobieta. – Nie mam pojęcia skąd Solem o tym wie.

– Zapewniam, że to wcale nie jest takie interesujące skąd Sol o tym wie i co w tej sowiarnii się działo. – Severus spojrzał zniesmaczony na swoich rodziców. – Póki co mieszkam w Hogwarcie, pracuję tam i muszę przechadzać się po korytarzach w poszukiwaniu takich … takich jak wy, więc błagam, oszczędźcie mi trochę i darujcie opowieści na temat wszelkich zakamarków, w których można uprawiać seks.

– W sowiarnii tata wyznał mamie miłość, prawda? – kontynuowałam niezrażona wywodem męża. Państwo Snape wymienili czułe spojrzenia i uśmiechnęli się do mnie. – Żadne miejsce, które tata znalazł, koniec końców nie nadawało się, żeby … mhm … skonsumować związek. Dopiero pokój życzeń. Mylę się?

– Skąd wiesz? – Eileen była zaskoczona.

– Jak was poznałam, w pierwszym momencie pomyślałam, że jesteście jedną z tych kłótliwych par, które są ze sobą jedynie z przyzwyczajenia – zaczęłam z przepraszającym wyrazem twarzy. – Ale dość szybko przekonałam się, że jest zupełnie inaczej. Chociaż obydwoje bardzo staracie się to ukryć, trudno nie zauważyć czułości i troski jaką się obdarzacie. Tata był szczery, wyznając mamie miłość w sowiarnii. Wystarczy spojrzeć na wasze Patronusy. Kochał mamę już wtedy bardzo mocno i jestem pewna, że nie naraziłby mamy, na przyłapanie przez jakiegoś nauczyciela. Dlatego posuwał się jedynie tak daleko, na ile pozwala zaklęcie kameleona. Dopóki mama nie zdjęła ostatniego kawałka ubrania …

– Dość – przerwał mi stanowczo Severus. – Wiemy już wystarczająco dużo. – Wybuchnęliśmy śmiechem, widząc oburzenie mojego męża. – Mamy sprawy, prawda? Nie interesuje mnie, kiedy ściągaliście z siebie … kiedy ty … Merlinie, nie interesuje mnie, kiedy uprawialiście seks ani po raz pierwszy, ani tym bardziej ostatni. Cicho. – Spojrzał na mnie twardo, gdy otwierałam usta. – O jasny Salazarze, dlatego powiedziałaś mi o tym pokoju – wykrzyknął po chwili.

– No wiesz, synku? – Eileen udała wzburzenie. – Wszystkie badania wskazują, że najlepszy czas na rozpoczęcie współżycia przez mężczyznę, to siedemnaście lat. Powiedziałam ci o nim na twoim szóstym roku. Nie chciałam, żebyś szukał kątów albo unikał intymnych kontaktów z dziewczyną, a tym bardziej, żeby napięcie seksualne przeszkadzało ci w nauce. Zresztą dla dziewczyny to też najlepszy okres na rozpoczęcie życia seksualnego i …

– Ani mi się waż mówić o tym pokoju Leen – wykrzyknął, wstając z kanapy.

– Może być mama teraz pewna, że Severus przedłuży kontrakt w szkole do czasu aż Leen jej nie skończy – westchnęłam. – Szkoda tylko, że wszystkie noce będzie spędzał z dala od żony. O nie, będziesz mnie zmuszał, żebym nocowała w pokoju życzeń … ale nie, wtedy Leen będzie miała wolną chatę …

– Po coś tu przyszliśmy, prawda – warknął Severus, przerywając moje ironiczne spekulacje.

– Mamo – zwróciłam się do teściowej, poważniejąc – potrzebuję bezpiecznego miejsca do przetestowania kilku zaklęć i malowania portretu Teodora. Czy mogłabym korzystać z tego domku? Jest bezpieczny. Niewielu ludzi o nim wie, jego bariery są bardzo silne, a magia nie pozwala na inwigilację, nawet gdy sieć fiuu jest otwarta.

– Oczywiście, że tak – oburzyła się Eileen. – Skarbeńku, możecie korzystać z tego domku ile chcecie i nie pytaj się głupio o pozwolenie.

– Każde z nas ma coś do sprawdzenia w tej sprawie – zaczął Severus. – Myślę, że tutaj powinniśmy zbierać wyniki naszej pracy. Jeśli Teo żyje, jestem pewien, że ten kto go porwał, wciąż nas obserwuje. Nie możemy dać po sobie poznać, że coś podejrzewamy. Lepiej będzie, jeśli poza tym domkiem żadne z nas nie będzie rozmawiało na ten temat. Proponuję, żeby wszelkie spostrzeżenia udostępniać między sobą w formie notatek. Solem korzysta ze szkicowników, które są zaklęte w taki sposób, bym tylko ja i tata mógł przeglądać ich zawartość. Nie możemy się tutaj spotykać wszyscy razem zbyt często, dlatego lepiej będzie stworzyć taki szkicownik dla każdego, by zostawiał w nim wiadomości dla reszty.

– Mamo. – Zmarszczyłam brwi, spoglądając na teściową. – Ma mama jakiś pomysł, w jaki sposób możemy zdobyć spis chłopców urodzonych w tamtym roku? Znalazłam kilka czarów, które mogą zmienić fizyczne cechy w taki sposób, by czarodziej wydawał się młodszy albo starszy, ale nie znam takiego, które modyfikuje datę urodzenia. Nie da się tego zrobić. Zresztą czary postarzające są bardzo nietrwałe i prostym zaklęciem można zweryfikować rok urodzenia. Niestety, nie znalazłam niczego co wskazuje pełną datę, być może takie zaklęcie nie istnieje.

– Mogę zdobyć spis tych, którzy urodzili się w szpitalu albo pod opieką medyczną szpitala, ale sporo dzieci rodzi się w domu, w asyście rodziny bądź akuszerki – rozpatrywała na głos Eileen. – Chyba jedynym miejscem, w którym można zdobyć dokładny spis dzieci urodzonych tamtego roku jest Ministerstwo.

– Albo Hogwart – wtrącił Tobias. – Tam chyba nawet bardziej dokładny niż ten w Ministerstwie. Wysyłają przecież listy do dzieci nie tylko urodzonych w Wielkiej Brytanii, ale i tych poczętych tutaj, nawet tych, które urodziły się poza Wyspami. Do tego mają też spis magicznych dzieci urodzonych w mugolskich rodzinach i w rodzinach czarodziejów, którzy nie korzystają z magii, a tym samym nie są pod kontrolą Ministerstwa.

– Nie możemy spytać o to Dumbledore'a – jęknęłam.

– Minerwa zajmuje się rekrutacją dzieciaków do szkoły. – Severus chwycił mnie za rękę. – Ona jest odpowiedzialna za sprawdzenie ich magicznie i odrzuca ewentualnych charłaków albo mugolskie dzieciaki, u których pojawienie się magii to jednorazowy incydent.

– Mogę ją dyskretnie wypytać, ale przecież nie poproszę o listę dzieci – westchnęłam. – Nie chcę wtajemniczać Amelii tak długo, jak się da. Jest jedyną osobą w Ministerstwie, której ufam, ale powiemy jej dopiero, gdy to będzie konieczne. – Severus uniósł brwi ze zdziwienia, słysząc to oznajmienie. Bones była mi bardzo bliska i zapewne nie oponowałby, gdybym chciała jej o wszystkim powiedzieć, ale miałam maleńkie wątpliwości, które najwyraźniej dostrzegł, bo patrzył wyczekująco. – Nie patrz tak. Kocham Amelię jak siostrę, ale nie możemy ufać w tej sprawie nikomu. Czym mniej osób wie, tym lepiej. Nie chcę ryzykować, że coś powie albo zapyta w nieodpowiedni sposób. Nie ma w niej nic ze Ślizgona, jest czytelna niczym otwarta księga. Wiem, że nie zdradziłaby nas, ale …

– Masz rację, kochanie. – Severus ucałował mnie delikatnie w skroń.

– Och – zapiszczała Eileen. – To jest takie …

– Merlinie, kobieto, tak, oni są romantyczni – przerwał jej Tobias. – Nie zauważyłaś jeszcze, że większość tych czułości jest po to, żeby wywołać właśnie tę reakcję u ciebie albo odwrócić twoją uwagę od czegoś? – spytał z rozbawieniem.

– To było spontaniczne – zaperzył się Severus.

– A wcześniej? – Eileen zrobiła zawiedzioną minę. – Tata ma rację? Nie lubisz być czuły dla żony? Robisz to tylko mi na złość?

– Jest czuły nawet, a właściwie zwłaszcza wówczas, gdy jesteśmy sami, mamo – uspokoiłam ją. – Ale dobrze mama wie, że tępi każdy przejaw uczuć okazywanych publicznie. Czasem faktycznie lubimy mamę sprowokować – zaśmiałam się.

– Jesteście jeszcze bardziej romantyczni niż myślałam – westchnęła Eileen, czym wywołała obrzydzenie na twarzy Severusa.

– Nie będę cię już więcej całował. – Zmierzył mnie z niesmakiem.

– Puszczając chwilowo w niepamięć wasz jakże ujmujący romantyzm, powiedzcie mi, co nam da taka lista? – spytał Tobias, wracając do poszukiwań.

– Musimy założyć, że lista mogła zostać sfałszowana. – Severus spojrzał na mnie, nie dowierzając.

– Nie podejrzewałem cię o zdolności detektywistyczne – mruknął.

– O wiele rzeczy mnie nie podejrzewałeś – odburknęłam. – Dokładnie to sobie przeanalizowałam. Brałam pod uwagę każdą ewentualność; od teorii, że odpowiedzialni są śmierciożercy po samego Ministra Magii. Nie znam motywu, więc nie mogę wykluczyć nikogo. Wiem jednak, że uczestniczył w tym ktoś o dużej mocy magicznej. Podejrzewam też, że musiał mieć spore wpływy w Ministerstwie. Jeśli porwano naszego syna, niełatwo coś takiego zatuszować, jeśli dziecko miałoby normalnie funkcjonować w społeczeństwie – wyjaśniłam mężowi. – Jeśli będziemy mieli listę, możemy być pewni, że Teo na niej będzie pod zmienionym nazwiskiem. Możemy spróbować dotrzeć do tych chłopców z listy i sprawdzić przy pomocy czarów.

– Będziesz pukała do drzwi i rzucała zaklęcia na mieszkające tam dzieci? – spytał sceptycznie Severus.

– Nie, ale jeśli będziemy znali nazwiska rodzin, możemy ich obserwować. Przecież chyba wychodzą z domu z dziećmi. Chociażby w naszej księgarni, w Dolinie Godryka. Przychodzi tam regularnie co najmniej trójka urodzonych w osiemdziesiątym roku – wyjaśniłam. – Nie damy rady na ulicy czy w sklepie rzucić jakiegoś skomplikowanego zaklęcia, ale to sprawdzające status krwi jest niewerbalne. Mogę je rzucić bez różdżki. W ten sposób zawęzimy krąg do tych czystej krwi.

– Rocznie do Hogwartu jest przyjmowanych około trzydziestu czarodziejów czystej bądź półkrwi. Jednak i mugoli nie możemy wykluczyć – westchnął Severus. – Możliwe, że ktoś umieścił go w mugolskiej rodzinie.

– Nie pomyślałam o tym.

– Dlatego masz mnie. – Severus uśmiechnął się z triumfem.

– Sprawdzenie mugolskich dzieci będzie o wiele trudniejsze.

– Nie sądzę – uspokoił mnie mąż. – Jeśli uda nam się zdobyć listę tych dzieci, dużo prościej będzie rzucić na nie zaklęcie niż na dziecko czarodziejów. Mugole są mniej ostrożni, nie potrafią rzucić tarczy ochronnej ani utrzymać zaklęć modyfikujących. Istnieje jednak ryzyko, że jego opiekunem jest jakiś niezarejestrowany w naszym Ministerstwie lub niekorzystający z magii czarodziej, ktoś z innego kraju, charłak. Też trochę o tym myślałem – odparł, widząc moje zaskoczone spojrzenie.

– Czyli reasumując, musimy sprawdzić każde dziecko, które za dwa bądź trzy lat dostanie list z Hogwartu – mruknął Tobias.

– Spróbuję podpytać Minerwę w jaki sposób się to odbywa.

– Ja postaram się o listę dzieci urodzonych w Mungu – odparła nieco zmartwiona Eileen. – Będziemy mieli od czego zacząć. Severusie, chciałabym też ten pukiel włosów. Mogę spróbować poddać go analizom. Nie będzie to proste, ale może się czegoś dowiemy. Przy ich pomocy można też szukać chłopca. W szpitalu wciąż jest obecny pergamin medyczny Teodora. Nie jest już w systemie, ale mogłabym go dyskretnie tam przerzucić albo zabrać do swojego gabinetu, tak bym mogła jego wszystkie dane sprawdzać od razu z danymi każdego chłopca przyjętego do szpitala. Jeśli ktoś to u mnie znajdzie nie będzie raczej szczególnie zaskoczony, w końcu to mój wnuk.

– Jak jeszcze możemy pomóc? – spytał Tobias.

– Potrzebuję dostępu do wszystkich możliwych ksiąg z czarami – odparłam. – Nie wiem w jaki sposób dotrzeć do starodruków w bibliotece ministerialnej. Nie znam tego mężczyzny, którego zatrudniono na miejsce taty.

– Twoje prace na temat zaklęć są dość powszechnie znane – zaczął Tobias. – Może spróbujemy to jakoś wykorzystać? Nie wiem, może wystąpimy do Ministerstwa o pełen dostęp do biblioteki dla ciebie w związku z badaniami na temat starożytnej magii? Znasz lepontyjski, twój ojciec zajmował się starodrukami; to bardzo poważny argument. Moglibyśmy spreparować jakąś rozpoczętą pracę, udając, że to praca Modesta. Jestem pewien, że Ministerstwo będzie zainteresowane, jeśli będziesz chciała dokończyć dzieło ojca. – Severus nie potrafił stłumić uśmiechu na wspomnienie o lepontyjskim. Dotychczas sądził, że to kompletnie nieprzydatny język i wciąż mi jęczał, bym uczyła naszą córkę bardziej powszechnej wiedzy. Bez przerwy używał jednego argumentu i gadał o ilości przeczytanych przez siebie lektur w wielu językach, ale nigdy nie natrafił na coś po lepontyjsku, nawet wzmianki na ten temat gdziekolwiek i podejrzewał, że to język stworzony przez mojego ojca.

– Moi pradziadkowie interesowali się starożytnymi zaklęciami – wtrąciła Eileen. – Jestem pewna, że gdzieś muszą być jakieś ich notatki albo księgi z tymi zaklęciami. Po śmierci dziadków liczyłam znaleźć coś w ich skrytce albo domu. Miałam nadzieję na jakieś nowe czary leczące, ale niestety nie udało mi się. Podejrzewam, że może gdzieś tutaj są ukryte. Mieszkali tutaj przez kilkadziesiąt lat i tutaj głównie praktykowali swoją magię – opowiadała. – Mnie jakoś nigdy nie starczyło zapału, by szukać, a i rzucać zaklęć odpowiednich nie potrafię, ale jeśli chcesz to możesz dokładnie zbadać ten domek i teren dookoła.

– Och, ja nigdy nie śmiałam o nie spytać – jęknęłam zawstydzona.

– Doprawdy, czasem jesteś taka … taka … niepoważna – odparła zniesmaczona Eileen. – Mnie to kompletnie wyleciało z głowy, przecież powiedziałabym ci od razu, że możesz szukać.

– Przestań się rozglądać – mruknął Severus.

– Nie mogę się powstrzymać – szepnęłam. – W tych ścianach mogą być ukryte naprawdę potężne czary. Magia zamiany pór roku ociera się o czarną magię.

– Naprawdę? – spytał z zainteresowaniem. – Myślisz, że gdzie mogą być ukryte?

– Serio, syneczku, jesteś jak dziecko – wtrąciła z oburzeniem Eileen. – Po pierwsze, wcale nie jestem pewna, czy coś takiego istnieje, to tylko moje podejrzenia. Po drugie, twój pradziad badał dość dogłębnie ten dział magii. Był na nią wyjątkowo mocno odporny. Pomimo swoich zainteresowań był niezwykle dobrym i miłosiernym człowiekiem. Każde stworzone przez niego zaklęcie, bo był także Mistrzem Zaklęć, służyło ludziom. Teraz to oczywiście zbyteczne czary, ale wymyślił czar uzdatniający wodę i nawadniający pola uprawne, chociaż sam nie miał nic wspólnego z rolnictwem.

– Mhm – prychnęłam – to u ciebie rodzinne, to znaczy odporność na czarną magię, z tym miłosierdziem to różnie akurat. – Severus posłał mi kpiący uśmieszek, a państwo Snape wybuchnęli śmiechem.

– Wieczorem pokażę ci jak mało miłosierdzia jest we mnie; będziesz błagała o litość, kobieto – syknął mi do ucha.

– Muszę was o coś poprosić. – Wyprostowałam się na swoim miejscu i z powagą spojrzałam na każdego po kolei. – Muszę was prosić o złożenie przysięgi.

– Skarbeńku, oczywiście – zaczęła Eileen. – Możesz być pewna, że nikomu nic nie powiemy.

– Nie o to chodzi, mamo – odparłam. – Ufam wam w tej kwestii.

– O co więc chodzi? – zdziwił się Tobias.

– Solem … – jęknął Severus. – Nie możesz mnie o to prosić – warknął.

– Mogę, Sev. – Spojrzałam na niego z błaganiem w oczach. – Nie interesuje mnie zemsta na tych ludziach. Najważniejsze jest dobro mojej rodziny, odzyskanie Teo i szczęście Eileen. Pomyśl o niej, Severus. Sama nie zawahałabym się ich pozabijać, gdyby nie ona. Jak będzie się czuła, jeśli poświęcimy życie dla zemsty? Jeśli któreś z nas skończy w Azkabanie? Jak będzie się czuł Teo, kiedy go odzyskamy, a chwilę później znikniemy z jego życia na zawsze? Po to chcesz go szukać?

– Nie – szepnął. – Chcę go odzyskać, Sol. Tak samo mocno, jak ty, ale …

– Proszę tylko, żebyś … żeby żadne z was nie wymierzało sprawiedliwości. – Spojrzałam na rodzinę ze łzami w oczach. – Znajdziemy sposób, żeby się zemścić, ale Avada nie jest rozwiązaniem.

– A …

– Inne zabijające zaklęcia też – warknęłam.

– Solem ma rację – westchnął Tobias. – Sam chcę usłyszeć taką przysięgę od ciebie, synku i od ciebie, Sol. Znajdziemy sposób, żeby się zemścić, nie musimy ich zabijać.

– Sol, wiesz kto to? Kto jest za to odpowiedzialny? – Eileen spojrzała na mnie z uwagą.

– Nie, ale każdego dnia pamiętam coraz więcej – przyznałam. – Jednak, jeśli pamięć wróci mi całkowicie, a wy nie złożycie przysięgi, nie zdradzę wam kto za tym stoi. – Severus zacisnął usta ze złością i z ociąganiem wyciągnął swoją różdżkę. Rodzice po chwili poszli w jego ślady.

Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że najbardziej niezadowoloną ze złożonej przysięgi osobą była Eileen. Podejrzewałam, że teściowa będzie próbowała wymierzać sprawiedliwość jeszcze, zanim Severus zdobyłby się na ten krok. Byłam niemal pewna, że chciała wyprzedzić swojego syna, w jakiś pokręcony sposób ochraniając go przed więzieniem bądź śmiercią. Zastanawiałam się tylko, czy i Tobiasowi chodziło po głowie coś podobnego. Zwykle wydawał się obojętny i zdystansowany, ale jeśli sprawa dotyczyła jego bliskich, wiedziałam, że mógłby być bezwzględny. Byłam też pewna, że pomimo złożonej przez każdego z nas przysięgi, sprawcy śmierci moich bliskich nie będą mieli łatwego życia i prędzej czy później sami poproszą o śmierć. Nie zależało mi na sprawiedliwym procesie, nie miałam w sobie ani grama miłosierdzia dla nich, ale ponad wszystko chciałam ochronić swoją córkę przed tragedią, do jakiej mogłaby doprowadzić bezwzględna, nieprzemyślana zemsta.

.: :.

Leen

– Nie mam pojęcia, jak to się stało, że ja mu pozwalam jeszcze chodzić po świecie żywym – warczał Syriusz, wchodząc do mieszkania Amelii. – Na dodatek zmuszam się, by być miłym dla tej padliny.

– Syriusz, mamy gościa – uspokoiła go kobieta.

– Cześć, kund... Syriusz – krzyknęłam rozradowana. Uśmiechnęłam się na widok mężczyzny całującego przyjaciółkę mojej mamy w policzek. Nie miałam pojęcia, dlaczego tato tak bardzo go nie lubił. Był zabawny, a mama wciąż mu powtarzała, że ma dobry wpływ na Amelię i przy nim ciotka zdawała się być szczęśliwa, ale tata i tak nie był przekonany. Wiedziałam, że często się kłócili z ciocią i mama na niego później krzyczała, ale tak naprawdę tata lubił Amelię i często pozwalał mi się z nią bawić. Oprócz dziadków była jedyną osobą, z którą tata zostawiał mnie samą nawet bez Ropuszki.

Uwielbiałam pannę Bones, jak często nazywał ją tata. Zabierała mnie w fajne miejsca w Londynie i pokazywała mugolskie wynalazki. Kilka razy zabrała mnie nawet do swojego biura w Ministerstwie. Nie było tak fajne, jak u mamusi w wydawnictwie i nie umywało się do laboratorium ojca albo gabinetu babci, ale można tam było znaleźć kilka ciekawych rzeczy i super książki. Przywitałam się z Syriuszem i wróciłam do malowania obrazka dla rodziców.

– Co się stało? – Amelia spytała szeptem, prowadząc gościa do kuchni.

– Ten … ta … ci … – warczał Black. – Byłem u Lupinów – wypluł w końcu.

– Widziałeś się z Harrym? – spytała podnieconym głosem Bones.

– Z Harrym to chyba za dużo powiedziane – mruknął tak cicho, że musiałam bardziej nadstawić uszu, żeby czegokolwiek się dowiedzieć. Słyszałam już kilka razy rozmowy rodziców i ciotki o tym Harrym i domyślałam się, że to jakiś chłopiec w podobnym do mojego wieku i miałam nadzieję, że będę mogła się z nim kiedyś pobawić, ale nigdy nie miałam okazji go spotkać. Mama kiedyś nawet się popłakała, gdy ciotka Amelia opowiadała jej o jednej z wizyt Syriusza u tego chłopca. Wujek podejrzewał, że Harry źle się odżywia i obydwie chciały mu jakoś pomóc, aż w końcu tata się wkurzył i poszedł porozmawiać z wujciem dyrektorem, ale z tego co później mówił mamusi, to Syriusz wyciągnął zbyt pochopne wnioski. Wujcio dyrektor zapewnił tatusia, że Harry ma się dobrze i Lupin o niego dba jak o własnego syna. Nie miałam pojęcia, kim był ten Lupin, ale chyba przyjacielem wujcia Syriusza i mężem jakiejś Evans, chyba mamy tego Harry'ego. Rodzice mało o nim mówili, a jak któreś zaczynało, to zwykle później się kłócili, gdy myśleli, że już śpię. Słyszałam raz, jak tata nazwał go pierwotnym dzikusem. Byłam jeszcze mała i dużo czasu mi zajęło, żeby posprawdzać w książkach kto to jest pierwotny dzikus i do dziś nie byłam pewna o co chodziło tatusiowi. – Widziałem Harry'ego. Amelia, ten dzieciak jest chudszy niż twoja przyjaciółka. – Domyślałam się, że chodziło o moją mamę. Mama była naprawdę bardzo chuda i często ciocia razem z babcią na nią krzyczały z tego powodu, ale ja wiedziałam, że mamusia starała się jeść więcej i tatuś też wiedział, dlatego nigdy jej nie strofował, tylko zawsze bronił. Ani babunia, ani Amelia nie wiedziały, jak bardzo mamusię boli głowa, gdy traci wzrok. Przede mną też próbowała to ukrywać, ale byłam już na tyle duża, żeby zauważyć, gdy działo się coś niedobrego. Na szczęście tatuś dobrze się nią opiekował i nawet zrobił specjalny eliksir, żeby bóle szybko ustąpiły.

– Syriusz, czy ty naprawdę myślisz, że oni go głodzą? Rozmawiałeś z nim? – dopytywała.

– Próbowałem – odparł z rezygnacją. – Mówiłem im, że masz bratanicę w jego wieku, że mogliby się razem pobawić, gdyby pozwolili mi go zabrać na weekend, ale oni idą w zaparte, że Harry jest nieśmiały i niezbyt dobrze znosi obcych. Na Merlina, Amelia, to syn Jamesa. Jak, do cholery, może być nieśmiały? Nie pozwolili mi z nim porozmawiać, a jak chciałem dać mu prezent, to Remus mnie zapewnił, że mu później odda, bo teraz dzieciak się uczy z nauczycielem.

– Ma nauczyciela? – zdziwiła się Amelia.

– Myślę, że to tylko wymówka – westchnął Syriusz. – Siedziałem tam dość długo, a później czekałem jeszcze pod domem przez ponad dwie godziny i nikt nie wyszedł. – Kundel głośno jęknął. – Co mam zrobić?

– Zdołałeś rzucić na niego ten czar sondujący?

– Nie, widziałem go tylko przez chwilę – mruknął. – Wpadł na chwilę do salonu i od razu został przepędzony przez Lily.

– A może spróbujemy ich jakoś wywabić z domu? Tak, żeby Harry został sam i wtedy go odwiedzisz? – kombinowała Amelia.

– Myślisz, że mnie wpuści? – Spojrzał na nią z powątpiewaniem.

– Nie wiem, możemy coś wymyślić.

– Ciociu, ciociu skończyłam – zawołałam z salonu.

– Ślicznie jak zawsze. – Amelia chwyciła delikatnie rysunek namalowany mugolskimi farbami. – Teraz musimy poczekać aż wyschnie.

– Mogę pokazać mamie te farby? – spytałam z entuzjazmem.

– Oczywiście, ale tata niech lepiej nie ogląda, na pewno będzie kręcił nosem – odparła, a Syriusz parsknął głośno.

– Czyżby Snape nie lubił malować? – zakpił.

– Maluje na pewno ładniej niż ty – odburknęłam.

– O, tego jestem pewien – zaśmiał się Black, widząc oburzenie na mojej twarzy. – Ale nie umie zrobić tak. – Syriusz pokazał mi język i przemienił się w psa.

– Tata miałby być zapchlonym kundlem? – prychnęłam, a Amelia roześmiała się na cały głos. – Jak ty to wytrzymujesz, ciociu. Mogę ci uwarzyć eliksir przeciw pchłom, tata mi na pewno pokaże jak. – Mężczyzna powrócił do swojej ludzkiej postaci i skrzywił się, widząc, że sztuczka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. – Ciocia Minerwa robi kota, a dziadziuś zmienia się w panterkę, a profesorek Davis w jastrzębia, kun... pies to nic specjalnego. Chciałam się nauczyć zmieniać, ale mama powiedziała mi, że jestem jeszcze za mała i jak podrosnę to mogę spróbować. Ja będę słoniem albo żyrafą, albo pchłą i będę cię gryzła. – Roześmiałam się na cały głos, gdy Syriusz chwycił mnie w pół i zaczął łaskotać.

Solem

– Mamusia. – Eileen rzuciła mi się na szyję, gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania Amelii.

– Hej, maluchu. – Z radością chwyciłam ją w ramiona i obróciłam dookoła.

– Sama jesteś maluch – burknęła. – Jestem już tak duża, że sama mogłabym cię nosić.

– Pokaż no się. – Postawiłam ją na nóżki i z uwagą się przyglądałam. – Mhm – prychnęłam. – Faktycznie, jakbyś była nieco wyższa. Ciocia dała ci jakiś eliksir na wzrost?

– Ta – bąknęła Amelia. – Brokuły i marchewkę.

– I zjadłam wszystko – zakomunikowała z dumą.

– No i widzisz, od razu widać efekt – odparłam z uznaniem i pogładziłam ją po czarnej czuprynce.

– Mamo? – Rozsiadła się u mnie na kolanach, gdy Amelia rozlewała kawę do kubków.

– Tak? – Spojrzałam na nią uważnie.

– Mogłybyśmy pójść jutro w południe do naszej księgarni? – spytała z niewinną miną.

– Jutro w południe, o ile mnie pamięć nie myli, masz jeszcze lekcje.

– Ale mogłybyśmy przecież pouczyć się później, po obiedzie. Proszę. – Zrobiła błagalną minę. Zmarszczyłam brwi, spoglądając na swoją przyjaciółkę, która teraz podejrzanie rozglądała się po pokoju.

– Co ma być jutro w południe? – spytałam, mierząc raz córkę raz jej ciocię.

– Jak ci powiem to się nie zgodzisz – mruknęła.

– Jak mi nie powiesz to tym bardziej się nie zgodzę.

– Zaprosiłam tam kogoś na głośne czytanie i teatrzyk – wymamrotała pod nosem.

– Kwiatuszku, ale ciocia Irma jutro przecież pracuje w bibliotece. – Westchnęłam głośno. – Nie może przyjść do księgarni czytać. Tak samo ciocia Aurora i Pomona.

– Ale ty byś mogła i babcia ma jutro wolne, i ciocia Amelia też, i nawet wujek Syriusz coś mówił, że może czasem poczytać dzieciakom, chociaż nie wiem czy on umie – zachichotała.

– Eileen. – Zganiłam ją, grożąc palcem.

– No co? Tata mówił, że wujkowi nie najlepiej z tym idzie …

– A ty oczywiście nie wiesz, kiedy nie należy powtarzać żartów tatusia – zirytowałam się.

– Wujek powiedział, że tata cię zdobył przez Amortencję, a ja dobrze wiem co to Amortencja, a on chyba nie skoro tak myśli, to może i czytać nie potrafi – mruknęła obrażona. Przymknęłam powieki i odetchnęłam głęboko. Wspólne docinki Severusa z Syriuszem, powoli zaczynały mnie męczyć, zwłaszcza, że w większości droczyli się, przekazując je sobie przez Eileen. Dziesiątki razy powtarzałam Severusowi, żeby hamował przy córce swój język, ale ten zdawał się mnie nie słyszeć, a później Black robił dokładnie to samo co on.

– Będę musiała sobie porozmawiać z wujkiem – westchnęłam i posłałam Amelii wymowne spojrzenie.

– Ja już mu wytłumaczyłam czym jest Amortencja, nie musisz z nim rozmawiać – odparła z uśmiechem Eileen. – Powiedziałam mu też, że tatuś wcale cię nie zdobył, bo bardzo go kochasz za coś czego on nie ma – dodała z niewinnym wyrazem twarzy.

– Aż się boję spytać – mruknęłam do siebie.

– To chyba oczywiste, prawda? – Leen posłała Amelii pytające spojrzenie. – Co ma tata, a nie ma Syriusz? – Dziewczynka wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że to prosta zagadka.

– Co? – Bones nie mogła na nic wpaść, a ja nie zamierzałam jej tego uświadamiać.

– Rozum, ciociu – zaśmiała się Leen. – Tata mówi, że wujek ma co najwyżej rozumek. O taki – zachichotała, pokazując palcami, jak mały był rozum Blacka.

– Trudno się nie zgodzić – odparła półgębkiem Amelia.

– No dobra, co z tą księgarnią? Kogo tam zaprosiłaś?

– Ciocia Amelia zgodziła się już poczytać i ja powiedziałam, że też przyjdę i będziemy się mogli razem pobawić kukiełkami, i …

– Leen, kogo zaprosiłaś? – przerwałam jej.

– Evila – bąknęła pod nosem.

– Kogo?

– Neville'a Longbottoma – wyjaśniła Amelia.

– Byłyśmy wczoraj z ciocią u tej chorej pani Alicji i on tam był z babcią – tłumaczyła dziewczynka. – Zaprosiłam go na sobotę, tak jak inne dzieci przychodzą i on bardo chciał, ale wtedy jego babcia powiedziała, że w soboty nie może, bo w soboty przychodzi do niego jakaś ciotka, która go uczy, a tylko w soboty może, bo w tygodniu pracuje, a nie mają pieniędzy na nauczyciela, a ona jest już za stara i też musi jeszcze pracować na pół czegoś tam. I ja wtedy powiedziałam, że to nie szkodzi, że jak przyjdzie w jakiś inny dzień to też będziemy mogli się bawić i poczytać, i nawet porysować. Proszę, mamo. On jest bardzo fajny i powiedział mi, że ma ropuchę. Taką dużą – Eileen rozłożyła szeroko ręce. – Obiecuję, że jak tylko wrócimy z księgarni to będę się uczyła, nawet cały wieczór.

– Dobrze – odparłam zrezygnowanym tonem.

– Dziękuję, mamuniu. – Leen rzuciła mi się na szyję.

– Ale – spojrzałam na nią, wzdychając – pouczysz się po południu z babcią, bo ja muszę iść do pracy. Jeśli pani Longbottom się zgodzi, możecie pouczyć się razem z Nevillem w księgarni.

– Mógłby? Naprawdę? – Dziewczynka otworzyła szeroko oczy.

– Tylko jeśli jego babcia się zgodzi – wyjaśniłam. – Porozmawiam z nią na ten temat i jeśli on nie może przychodzić do nas w weekendy, to zapytam, czy mógłby się z tobą bawić w jakiś inny dzień i coś spróbujemy wykombinować. Jeśli chcesz.

– Bardzo, mamo. On jest naprawdę fajny. – Dziewczynka mocno wtuliła się w moje ramiona.

– Jutro mam faktycznie wolne, więc z przyjemnością przyjdę się z wami pobawić. – Uśmiechnęła się Amelia. – Bez Syriusza – dodała po chwili.

– Mamo? Dostanę kucyka? – spytała Eileen z rozbrajającym uśmiechem.

– Nie – odpowiedziałam krótko.

– Masz chyba dobry humor, warto było spróbować – zaśmiała się dziewczynka. – Kiedyś mi się uda.

– Jak przyjdzie to kiedyś, to gwarantuję ci, że będziesz już za duża na kucyka, co najwyżej małego słonika – zaśmiałam się.

– Spróbuję z dziadziem, on mi nigdy niczego nie odmawia. – Eileen usiadła z przebiegłym uśmieszkiem obok mnie i unosząc głowę, chwyciła filiżankę z herbatą.

– Uważaj, moja panno, bo sama zaraz zmienię cię w kucyka – pogroziłam jej palcem.

Kolejny rozdział: „Zagadkowy testament"