ROZDZIAŁ 32
Zepsuta niespodzianka
Severus
– Amelia? Co się u licha stało? – spytałem, chwytając ją pod ramiona i poprowadziłem na kanapę.
– Sol? – wyszeptała ze łzami w oczach i ciężko opadła na siedzenie.
– Nie ma jej. – Kobieta drżała na całym ciele, wpatrywała się przed siebie tępym wzrokiem i zdawała się kurczyć z każdym ciężkim oddechem. Wyglądała naprawdę kiepsko. Usiadłem obok i z całych sił postarałem się o wyjątkowo przyjazny wygląd. – Amelia, co się stało? – ponowiłem pytanie tonem tak łagodnym, że aż poczułem cukier w ustach.
– Nie ma? To co ja mam zrobić? – Spojrzała na mnie błagalnie.
– Solem wróci niedługo, mogę wysłać do niej wiadomość … Amelia, co się stało? – Delikatnie położyłem dłoń na jej ramieniu i leciutko pogładziłem. Przyjaciółka żony była dość twardą i silną kobietą. Nie wydało mi się prawdopodobne, by jakaś błahostka doprowadziła ją do takiego stanu. Szybko wykluczyłem zerwanie z Blackiem, niechcianą ciążę i wyrzucenie z pracy. To zdecydowanie wyglądało o wiele poważniej.
– Co mam zrobić? – powtórzyła, a łzy potoczyły się po jej policzkach. Szybkim machnięciem różdżki przywołałem eliksiry uspokajające i na wszelki wypadek Słodkiego Snu. – Muszę zająć się Susan. Ja nie umiem, Sev. Jak mam się nią zająć, jak nie umiem. To jeszcze dzieciak.
– Amelia, o czym ty mówisz? – westchnąłem. – Spójrz na mnie i powiedz mi co się stało. – Odkorkowałem jedną z fiolek i podałem roztrzęsionej kobiecie.
– Sąsiadka znalazła ich martwych, oboje – zaszlochała i wypiła podany jej eliksir. – Ernest i jego żona. Mój brat nie żyje. – Zamarłem i po chwili mocno przyciągnąłem do siebie przyjaciółkę. – Znalazła ich rano sąsiadka. Byli martwi, cali pokąsani przez jakieś stworzenie, nie wiadomo co to było. Co ja mam zrobić? Oni nie żyją.
– Amelia, co z Susan? – Odetchnąłem głęboko. Pamiętałem Ernesta, brata bliźniaka Amelii, ze szkoły. Był w Huffelpufie i wkurzał mnie, bo zawsze uśmiechał się głupkowato do Solem, a w pierwsze nasze wspólne Święta Bożego Narodzenia, podarował jej ogromny prezent. Sol tłumaczyła mi, że byli tylko przyjaciółmi, ale dobrze wiedziałem, że Ernest liczył na coś więcej. Zresztą sama Amelia nieraz niby w żartach wspominała o umizgach jej brata do swojej przyjaciółki. Wkurzały mnie te opowieści z dzieciństwa. Nie byłem wówczas obecny w życiu żony i czułem zazdrość, że jakiś inny mężczyzna mógł z nią wówczas obcować. Mimo zazdrości musiałem jednak przyznać, że Bones był miłym i uczciwym facetem. Odkąd zaręczyliśmy się z Solem, chłopak wycofał się i nigdy nie próbował nawet wejść mi w paradę.
– Susan? – Amelia oderwała się od mojego ramienia i spojrzała pełnymi bólu oczami. – Była … jest u rodziców. Mama i tata z nią są teraz. Nie może u nich zostać. Co ja mam zrobić, Sev? Ja się nie znam na dzieciach. Jak mam ją wychować? Moje mieszkanie jest małe. Nawet nie mam pokoju dla niej.
– Amelia – westchnąłem i ponownie przytuliłem płaczącą kobietę – dasz sobie radę. Susan to duża i mądra dziewczyna.
– Ale ja mam pracę Severus i moje mieszkanie to klitka – szlochała. – Jak mam zapewnić jej dobry dom. Nie mam męża, nie umiem być matką …
– Poradzisz sobie – pocieszałem ją. Często droczyłem się z tą kobietą i często obydwoje, ku irytacji Solem, pozwalaliśmy sobie na bardzo niewybredne żarty, ale tak naprawdę bardzo ją lubiłem. Dopingowała mnie na początku związku z Solem, była przy nas, gdy zginęli teściowie, a my byliśmy przekonani także o stracie syna, pomagała, gdy moja żona traciła wzrok i była naprawdę dobrą ciotką dla Eileen. – Pomożemy ci, Amelia. Nie jesteś sama. – Przytuliłem ją i pozwoliłem jej się wypłakać. Nie miałem pojęcia, co stało się Ernestowi i jego żonie, ale nie chciałem teraz zadawać zbyt wielu pytań. Z doświadczenia wiedziałem, że najlepiej po prostu pozwolić na łzy. Kołysałem lekko kobietę, gładząc ją po plecach i szeptałem uspokajające słowa. Przeleciało mi przez głowę, że Solem chyba po raz pierwszy byłaby dumna z tego, jak zachowałem się w stosunku do jej bliskiej przyjaciółki i miałem właśnie wysłać Patronusa do niej, gdy poczułem jak ciało Amelii zwiotczało nagle w moich ramionach, a płacz ustał. Wciąż oddychała ciężko, ale miarowo. Westchnąłem głęboko i najdelikatniej jak tylko umiałem, uniosłem kobietę i zaniosłem do gościnnej sypialni. Przykryłem ją kocem i sam udałem się do salonu, żeby uprzedzić Solem, by w miarę możliwości pozbyła się Leen na wieczór.
Ledwie zdążyłem wysłać wiadomość do żony i zafiuukać do domu rodziców z prośbą o zajęcie się córką, gdy usłyszałem walenie do drzwi.
– Black – warknąłem, widząc przestraszonego mężczyznę na progu.
– Amelia. Jest tu? Szukam jej. W domu jej nie ma. Nie mogłem do was przyfiuukać – wyrzucał z siebie. – Jej brat. Amelii. Nie żyje. Dowiedziałem się i szukam jej, ale nigdzie jej nie ma. Byłem u jej rodziców, u Edgara, ale nie ma jej. W pracy się nie pokazała. Jest tu?
– Wejdź. – Odsunąłem się niezbyt chętnie, wpuszczając Syriusza. – Zasnęła przed chwilą.
– Jest z nią Solem? – dopytywał Black.
– Nie – odpowiedziałem. – Byłem sam, gdy się u nas pojawiła. Podałem jej eliksir na uspokojenie i to ją uśpiło. – Gestem nakazałem, by mężczyzna wszedł do salonu.
– Jak ona to zniosła? Jej brat … byli blisko – jęknął Syriusz.
– Martwi się o Susan – odparłem. – Wiesz co się stało? – spytałem po chwili męczącej ciszy.
– Nie wiadomo – mruknął pod nosem. – Jakieś jadowite stworzenie ich pokąsało, ale nie wiadomo dokładnie ani co to, ani jak dostało się do domu. Na szczęście dziewczynka była u dziadków. – Syriusz odetchnął i opadł na kanapę, w miejsce, na którym przed chwilą siedziała Amelia.
– Spróbuję się później czegoś dowiedzieć – bąknąłem do siebie.
– Byłoby miło – odparł Syriusz równie cicho.
– Nie obudzi się pewnie przez kilka godzin … – jęknąłem w duchu, widząc błaganie w oczach Blacka. – Napijesz się czegoś? – Spojrzał na mnie z zaskoczeniem i lekko skinął. – Ognista czy raczej wezwać skrzata, by podał herbatę.
– Ognista, jeśli nie problem – mruknął wciąż niezbyt pewnie.
Cisnęło mi się na usta mnóstwo uwag i docinek, ale powstrzymałem się. Nie chciałem się teraz kłócić z chłopakiem Amelii. Gdy potrzebowałem, otrzymywałem od niej wsparcie i czułem, że teraz sam musiałem się jej odwdzięczyć. Dlatego bez zbędnych słów nalałem dwie szklaneczki whiskey i podałem jedną Blackowi. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy, popijając trunek. Raz jeden, raz drugi nerwowo uderzałem palcami o dzierżoną w dłoni szklankę i chyba obydwaj mieliśmy nadzieję na szybki powrót Solem. Minuty jednak mijały, a ta jak na złość nie przychodziła.
– Jak tam praca w szkole? – zagaił po dobrych kilkunastu minutach ciszy.
– W porządku – mruknąłem.
– Jak się miewa Leen? – spytał po kolejnej chwili.
– Świetnie, jak mniemam – odparłem. – Dolać ci? – Skinięciem wskazałem na pustą już szklankę.
– Chętnie. – Black wyciągnął przed siebie trzymane w dłoniach naczynie. – A co u Solem? Dawno jej nie widziałem.
– Dobrze – odpowiedziałem beznamiętnym głosem.
– Słuchaj – Syriusz spojrzałem na mnie – wiem, że mnie nie lubisz, ale …
– Zapewniam, że nie musimy odbywać tej rozmowy, Black – przerwałem mu. – Amelia jest naszą rodziną i to raczej ja powinienem obawiać się, jak ty się zachowasz.
– Zamierzam przy niej być …
– Czyli chciał nie chciał, będę skazany na twoje urocze towarzystwo – ponownie mu przerwałem.
– Na to wygląda – mruknął z niezadowoleniem.
– Może po prostu się ignorujmy.
– Lepiej bym tego nie ujął. – Syriusz wyraźnie odetchnął, a ja ostentacyjnie sięgnąłem po leżącą na stoliku książkę, jednak ignorowanie siedzącego obok mężczyzny wcale nie przychodziło łatwo, a widziałem, że i Black kręcił się niecierpliwie na kanapie.
– Ciasteczko? – Wyciągnąłem do niego talerz ze słodyczami.
– To nie wypali – jęknął po chwili.
– Zdecydowanie muszę się z tobą zgodzić – odparłem i na moje szczęście po chwili do mieszkania wpadła Solem.
– Gdzie ona jest? – spytała, spoglądając niepewnie w stronę Blacka.
– Zasnęła – westchnąłem, podchodząc do żony. Solem wtuliła się w moje ramiona i z trudem stłumiła płacz. – Podałem jej eliksir i pośpi jakiś czas. Położyłem ją w gościnnym. – Kobieta leciutko potaknęła.
– Bardzo z nią źle? – spytała po chwili. – Zawsze byli tak blisko – załkała. – Ernest, był dobrym człowiekiem, to co się stało … Merlinie. Zaprowadziłam Leen do szpitala, do mamy. Kończyła właśnie dyżur i miały razem iść do rodziców do domu. Spotkałam tam Edgara. Załatwiał jakieś formalności. – Poprowadziłem żonę na kanapę i podałem szklankę wody. – Mówił, że to jakiś wąż, że musiał być ogromny. Dziury po zębach jadowych … – Solem nie była w stanie dokończyć, wtuliła się w moje ramiona i rozpłakała. – Był dla mnie jak brat. Dzięki niemu i Amelii nigdy nie czułam się jak jedynaczka, zawsze miałam ich dwoje. Jak byli dziećmi, byli nierozłączni. Nawet, jak bawiłyśmy się z Amelią lalkami to Ernest był w pobliżu. – Solem odetchnęła głęboko i otarła spływające łzy. – Jej mama, Amelii … Edgar mówił, że Susan jest wciąż u nich, ale Amelia będzie pewnie chciała zabrać ją do siebie … biedna Susan. Obiecałam Edgarowi, że zajmiemy się Amelią.
– Zajmiemy się nią – zapewniłem, przytulając do siebie żonę. Solem westchnęła i spojrzała na milczącego Blacka.
– Pijecie? – zdziwiła się.
– Twój mąż był tak uprzejmy – odparł.
– Zajrzę do niej. – Solem ucałowała mnie leciutko w policzek i poszła zobaczyć co z przyjaciółką.
Zakląłem w myślach, że ponownie musiałem zostać sam z gościem, z którym kompletnie nie wiedziałem, jak rozmawiać, a już na pewno, jak rozmawiać, nie obrażając się nawzajem.
– Amelia mi mówiła, że rozmawiałeś z dyrektorem na temat Harry'ego – odezwał się niespodziewanie Black.
– Harry'ego? – udałem zdziwienie.
– Syna Jamesa, Harry Potter – wyjaśnił.
– Tak, Solem mnie prosiła.
– Słyszałem inną wersję. – Syriusz uśmiechnął się pod nosem.
– To najwyraźniej źle słyszałeś.
– Muszę przyznać, Severusie, że nadal nie daje mi to spokoju – kontynuowała Black. – Remus zachowuje się dziwnie.
– To twój przyjaciel, nie mój. Jak dla mnie powinno się go trzymać z dala od wszystkich dzieciaków – odpowiedziałem obojętnym tonem.
– Nie sądzisz chyba, że Remus byłby zdolny kogoś pogryźć – odrzekł bez przekonania.
– Jak już wspomniałem; to twój przyjaciel, nie mój – mruknąłem. – Jeśli się dowiem, że jakiekolwiek dziecko zostało skrzywdzone przez wilkołaka, osobiście na niego doniosę.
– Remus nigdy …
– Mam ci przypomnieć, jak bliski tego był kilka razy w szkole? – Posłałem mężczyźnie ironiczne spojrzenie. – Może Solem mogłaby coś więcej powiedzieć na ten temat. Gwarantuję ci, że gdyby nie wymogła na mnie wówczas tej przysięgi … twój przyjaciel nie stanowiłby już zagrożenia dla dzieciaka. W szkole miał was, ciebie i Pottera, a na dokładkę jeszcze tego śmierdzącego szczura, żebyście go trzymali w ryzach, teraz jest sam.
– Zażywa wywar tojadowy – uniósł się Syriusz, ale po chwili opadł zrezygnowany na kanapę. – Nie boję się, że zarazi dzieciaka. Raczej panuje nad swoją drugą naturą.
– Lupin … myślisz, że …
– Nie – wykrzyknął Black. – Na Merlina, Snape, nie myślisz chyba, że Remus … że mógłby …
– Jak już powiedziałem; to twój przyjaciel, nie mój.
– Nie, nie podejrzewam, by Remus molestował dzieci – westchnął z rezygnacją. – Nie w taki sposób, jak sugerujesz.
– Z jakiegoś powodu mojej żonie leży na sercu dobro tego dzieciaka i wciąż wierci mi dziurę w brzuchu, bym znalazł sposób, by do niego dotrzeć – zacząłem niezadowolonym tonem. – Ty zdajesz się mieć największy z nim kontakt.
– Widziałem go ze cztery razy, góra – prychnął.
– Myślisz, że Lupin się nad nim znęca? – spytałem otwarcie.
– I Lily mu na to pozwala – jęknął zrezygnowany.
– Co masz na myśli? – Spojrzałem zaskoczony na swojego gościa.
– Ten dzieciak jest cały czas zamknięty w domu – odparł Black z rozgoryczeniem. – Kiedy się urodził … nie była zbyt dobrą matką od samego początku. James był na nią okropnie zły. Sam praktycznie zajmował się dzieciakiem. Po jego śmierci chciałem się zaopiekować nią i Harrym, ale ona oczekiwała, że się z nią ożenię, a ja … – Spojrzałem na niego nieco rozbawiony tą wylewnością. – Kochałem Amelię, zadowolony?
– W pewnym sensie – mruknąłem z krzywym uśmieszkiem.
– Byłem gotów pomagać Lily, ale na bogów, nic do niej nie czułem i nie mógłbym z nią być nawet gdyby nie Amelia – kontynuował pomimo zażenowania. – Zbyt dobrze ją znam.
– Znalazła sobie jednak innego opiekuna.
– Zawsze coś ich łączyło. Już w szkole – syknął z niezadowoleniem. – Nie mam pojęcia, jak James mógł się na to nabrać. Od początku chodziło jej o jego pieniądze. Choć z trudem to przyznaję, okazałeś się dużo mądrzejszy. – Prychnąłem głośno. – Z drugiej strony to dziwne, że i tobie, i Jamesowi podobały się te same dziewczyny – zakpił dla równowagi, czym zasłużył sobie na złowrogie spojrzenie. – Sam wiesz, jak było – uspokoił mnie po chwili. – Właściwie … – zamyślił się – zaczęło się od tego, że chcieliśmy pobudzić Remusa do działania. Zawsze podobała mu się Solem, ale zawsze coś go powstrzymywało. Skończyło się tak, że James chciał się na niej koniecznie odegrać, a ja …
– Co ty? – wysyczałem, pochylając się nad nim nisko.
– Podobała mi się. – Black wzruszył ramionami. – Ta jej zadziorność i … nie patrz tak. Wolałbyś bym powiedział, że twoja żona jest brzydką jędzą?
– Wolałbym, byś wcale nie mówił o mojej żonie, psie.
– Kocham Amelię, nie musisz się martwić – odparł niezrażony moim zachowaniem. – Dobra już się zamykam.
– Co z tym dzieciakiem? – odezwałem się po chwili ciszy.
– Nie mam pojęcia – westchnął z rezygnacją Syriusz. – Widuję się z Remusem, ale ten zwykle nalega, by spotkać się na mieście. Jak wpadam do nich czasem to bardzo rzadko widzę Harry'ego, a jak już to ucieka do piwnicy.
– Do piwnicy?
– Piwnica to takie pomiesz...
– Black – warknąłem.
– Dobra, dobra, do piwnicy. Dobrze usłyszałeś – odparł lekko rozbawiony, że udało mu się mnie zdenerwować. – Gdyby szedł do pokoju to może nie wzbudziłoby moich podejrzeń, ale piwnica? Za każdym razem? – Westchnąłem w duchu, przypominając sobie, że ja jako dziecko także sporo czasu spędzałem w piwnicy, ale z całą pewnością schodziłem tam dla przyjemności. Matka zawsze się o to wściekała, ale tylko tam miałem wystarczającą ilość miejsca, by urządzić laboratorium. W końcu oboje z ojcem odpuścili i sami pomogli mi odpowiednio urządzić pomieszczenie. – Nie mam dowodów, że go krzywdzą, ale … nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś jest nie tak z tym dzieciakiem. Chociaż może bardziej trafnym byłoby sformułowanie, że to z nimi coś jest nie tak.
– Masz jakiś pomysł w jaki sposób to sprawdzić?
– Amelia mi zasugerowała, żebym jakoś ich wywabił z domu i poszedł tam, gdy Harry będzie sam – odpowiedział, robiąc krzywą minę.
– Nie wpuści cię, ale sprawdzenie domu podczas ich nieobecności to niegłupi pomysł.
– Zapewne zakładają dziesiątki blokad.
– A ty oczywiście nie masz zielonego pojęcia, jak je złamać – westchnąłem poirytowany.
– Mam – mruknął pod nosem Black. – Tak jakby … trochę … no dobrze nie znam się na tym tak dobrze jak ty.
– I przypomnij mi dlaczego mam ci niby pomóc? – spytałem, wykrzywiając usta.
– Bo kochasz Solem? – odpowiedział bez namysłu.
– To zdaje się wystarczający powód. – Odetchnąłem głęboko i zerknąłem w kierunku dużych przeszklonych drzwi na taras, gdzie dostrzegłem żonę przytulającą Amelię. – Obudziła się – szepnąłem i położyłem dłoń na ramieniu Blacka, gdy ten natychmiast podniósł się z miejsca. – Myślę, że powinieneś chwilę zaczekać. Solem wie co robi.
Solem
– Wypij to, Amelio. – Podałam przyjaciółce ziołowej herbaty, którą przed chwilą zaparzyła Ropuszka. Obudziła się chwilę temu i z trudem udało mi się ją namówić, by wyszła na świeże powietrze. Zaduch dawno niewietrzonej sypialni dla gości nie mógł działać kojąco.
– Dziękuję – wyszeptała i przyjęła parujący napój.
– Mogę coś zrobić, skarbie? – spytałam, leciutko gładząc ramię przyjaciółki.
– Był mi najbliższą osobą, zaraz po tobie. – Spojrzała na mnie ze łzami w oczach. – Byliśmy nierozłączni kiedyś, pamiętasz? – Przytaknęłam. – Był dobrym człowiekiem.
– Bardzo – wyszeptałam, wspominając brata przyjaciółki.
– Co ja mam teraz zrobić? Nie wiem gdzie pójść. Nie chcę być sama – szlochała Bones.
– Nie jesteś sama. – Przytuliłam przyjaciółkę. – Możesz zostać u nas tak długo, jak zechcesz. Nie jesteś sama – powtórzyłam. – Syriusz czeka w salonie i Severus martwi się o ciebie.
– Och, przytuliłam się do twojego męża. – Amelia spojrzała zmieszana.
– Prawda, że kojąco? – Uśmiechnęłam się smutno. – Jesteś dla naszej trójki bardzo bliska, dla niego też, chociaż rzadko daje to po sobie poznać.
– Wiem, wy też jesteście mi bardzo bliscy. Powinnam porozmawiać z Syriuszem?
– Tylko, jeśli chcesz. – Westchnęłam cichutko, widząc łzy płynące po policzkach przyjaciółki.
– Powinnam pójść do rodziców – jęknęła po chwili. – Susan … co ja mam zrobić, Sol? Ty jesteś matką, ja tylko ciotką. Zawsze tak było, nawet jak bawiłyśmy się lalkami, pamiętasz? – Lekko przytaknęłam. – Ja byłam matką chrzestną, ty mamą, a Ernest … uzdrowicielem.
– Pamiętam – wyszeptałam.
– Bawił się z nami, chociaż wcale nie lubił tych zabaw – zaszlochała. – Co ja mam zrobić? Nie wiem, jak mam się zająć dzieckiem. To ty byłaś od zmieniania pieluch, ja miałam być w najwyższej radzie Wizengamotu i robić karierę.
– Susan jest bardzo samodzielną i mądrą dziewczynką. Amelio, bycie matką to bardzo odpowiedzialne zajęcie, a bycie matką dziecka, które straciło rodziców wymaga dużej cierpliwości i wyrozumiałości. Możesz na nas zawsze liczyć, zawsze ci pomożemy, wam obu, ale to wy; ty i Susan musicie podjąć decyzję. Jestem pewna, że będziesz dobrą opiekunką i wcale nie musisz rezygnować z marzeń o Wizengamocie. Ona cierpi, bardziej niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Cierpi nie tylko dlatego, że straciła rodziców; cierpi, bo nie zna swojej przyszłości, nie wie co z nią będzie.
– Myślisz, że to zły pomysł, by pozwolić jej zdecydować?
– Myślę, że jest na tyle duża, że powinna móc zdecydować. Chociaż tyle możesz dla niej zrobić. Chyba obie wiemy co wybierze, prawda?
– Perspektywa pozostania z moimi rodzicami musi ją przerażać – westchnęła Amelia. – Moje mieszkanie, Sol. Ono się nie nadaje do mieszkania z dzieckiem i … Syriusz.
– Syriuszem się nie przejmuj na razie. Myślę, że on poradzi sobie z tą sytuacją – zapewniłam. – Mieszkanie możesz kupić większe i nie musisz przecież tego robić już dziś. Wiem, że dobrze zarabiasz, ale jeśli potrzebujesz …
– Dzięki Sol, myślę, że mogę pozwolić sobie na jeszcze jeden pokój – Bones odetchnęła głęboko.
– Jeśli nie chcesz zabierać Susan do tej swojej kliteczki, możecie zamieszkać w naszym domu, w Londynie jakiś czas. Chociaż ja byłabym szczęśliwa, gdybyście gościły tutaj. Miejsca jest sporo, a ten zamek bywa całkiem kojącym miejscem. Nie wiem co będzie lepsze dla Susan. Może i w tym temacie powinna móc podjąć decyzję razem z tobą.
– Mogłabym tutaj z nią zostać? Chociaż kilka dni – poprosiła. – Ubóstwiam wasz dom, ale boję się, że jak tam zamieszkam to braknie mi mobilizacji do szukania własnego.
– Tak długo, jak zechcesz. Najwyżej mój mąż się wyprowadzi – puściłam oczko do przyjaciółki.
– A nauka? Co mam jej powiedzieć? Matka ją uczyła w domu. – Amelia spojrzała błagalnie.
– Myślę, że z podjęciem decyzji co dalej z jej lekcjami, możesz zaczekać jakiś czas – odparłam.
– A praca? Muszę pracować – Amelia ponownie się rozpłakała. – Nie mogę z nią zostać na całe dnie.
– Amelia, skarbie – uspokajałam ją. – Pomożemy ci i zapewniam, że Susan nie zostanie bez opieki, gdy ty pójdziesz do pracy.
– Wiem, że masz tak wiele spraw na głowie, ale … – Bones spojrzała błagalnie – pójdziesz ze mną do rodziców? Oni tak bardzo cię lubią.
– Mam dziś zupełnie wolne popołudnie – odparłam.
Rozum podpowiadał mi, że Amelia powinna zabrać Susan do siebie; dać dziewczynce bezpieczny dom i pewność, że będzie przy niej bez względu na wszystko. Serce jednak krzyczało, że Amelia potrzebowała teraz takiego samego oparcia i troski, jak jej mała bratanica. Przyjaciółka była silną kobietą i miałam pewność, że szybko się pozbiera po stracie brata i bratowej, i jeszcze szybciej ogarnie sytuację z dzieckiem, którym musiała się zaopiekować, ale teraz potrzebowała wsparcia i spokoju, by na swój sposób przeżyć żałobę. Później przyjdzie czas na ważne decyzje i nie miałam wątpliwości, że obydwie z Susan podejmą właściwe.
Severus
Nie martwiłem się o Bones. Była silną kobietą i mimo wiecznego roztargnienia twardo stąpała po ziemi. Przerażała mnie myśl o jej gościnie, ale na moje szczęście zaraz po pogrzebie Amelia z uśmiechem oznajmiła, że właśnie wzięła w pracy miesięczny urlop i razem z Susan rozpoczęły szukanie małego domku. Przeliczyła oszczędności i gdyby udało jej się szybko sprzedać mieszkanie, mogłaby sobie pozwolić na niewielki dom w dobrej dzielnicy Londynu. Po kilku dniach tłumienia w sobie wszelkich kąśliwości i Bones, i ja w końcu zaczęliśmy wyrzucać z siebie hamowane uczucia.
– Mogę wiedzieć czego szukasz w moim składziku z eliksirami? – spytałem, widząc blondynkę przeszukującą mój magazynek.
– A, takie tam – odparła, spoglądając wyzywająco.
– Czego szukasz w moim składziku? – Wciąż miałem na uwadze jej świeże rany i starałem się hamować, ale byłem u kresu i chyba para powoli wydobywała się z moich uszu.
– Eliksiru szukam, to chyba oczywiste – prychnęła, wzruszając ramionami.
– Wystawiasz moją cierpliwość na próbę, Bones.
– Oj, szukam czegoś, no – Amelia chaotycznie przestawiała fiolki.
– Robisz bałagan, kretynko – krzyknąłem, tracąc panowanie. W ostatniej chwili złapałem spadającą buteleczkę i o mały włos nie rozbiłbym jej na pustej blond głowie. – Chcesz nas zabić, idiotko? – wysyczałem, mrużąc oczy. – To jedna z najbardziej wybuchowych mikstur na świecie.
– I trzymasz to tak sobie w składziku? – Spojrzała na mnie zaskoczona.
– Owszem, w zamkniętym i obwarowanym zaklęciami – warknąłem, pochylając się nad nią nisko. – Nie zwróciłaś uwagi, gdy tu właziłaś?
– Myślałam, że to przed Leen – tłumaczyła się.
– Leen, w przeciwieństwie do ciebie, bardzo dobrze wie, które mikstury są niebezpieczne i ich nie dotyka – odparłem, próbując odzyskać panowanie. – Czego szukasz?
– O! Co to? – Amelia sięgnęła po niewielkie płaskie pudełko ukryte na jednej z półek.
– Zostaw – krzyknąłem, wyrywając je z jej dłoni.
– Co tam masz?
– Nic dla ciebie – warknąłem wściekły.
– Pokaż – nalegała, wyciągając rękę. – Bo powiem Solem, że coś tutaj ukrywasz.
– Wtedy pozbawisz ją niespodzianki na urodziny – odparowałem, unosząc brew.
– To twoja niespodzianka, nie moja. Pokazuj. – Kobieta nie dawała za wygraną.
– Nie. To nie dla twoich oczu. I wynocha mi stąd. – Zbliżyłem się do drzwi i otworzyłem je szeroko, gestem wskazując kierunek, w którym powinna się udać.
– Widzę, że wszystko wróciło do normy. – W pracowni pojawiła się Solem, a ja niezdarnie próbowałem ukryć trzymane w dłoni pudełko.
– Tak jakby. – Uśmiechnąłem się przymilnie do żony.
– Co tam masz? – spytała, podchodząc bliżej. – A ty dlaczego siedzisz w składziku? – Zdziwiła się, widząc swoją przyjaciółkę na jednym ze szczebli drabiny.
– Nic – mruknąłem, próbując wcisnąć pudełko do kieszeni, ale moja żona była szybsza.
– To moje – próbowała ratować sytuację Amelia. – Zostaw. – Zeskoczyła z drabiny i chciała odebrać aksamitne pudełko, ale Solem już uniosła jego wieczko.
– Podarowałeś Amelii naszyjnik po prababci? – Głośno przełknąłem, gdy żona spojrzała na mnie z wyrzutem. – Uzupełniłeś brakujące kamienie … – Solem przeniosła wzrok na przyjaciółkę, która próbowała coś powiedzieć, ale kompletnie zabrakło jej słów. Zatrzasnęła wieczko i wręczyła pudełko przyjaciółce. Obróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając nas oniemiałych.
– Dziękuję, Amelio – mruknąłem z wyrzutem i poszedł za żoną.
Leen
– Mówiłam ci, ciociu, że wchodzenie do składzika tatusia to bardzo zły pomysł. – Wyszłam zza półki, za którą zdążyłam się ukryć przed ojcem.
– Następnym razem cię posłucham – jęknęła Amelia. – A ty już mi więcej nie otwieraj zamkniętych zaklęciami drzwi, choćbym cię błagała.
– Możesz być pewna – odpowiedziałam z krzywym uśmiechem. Wyciągnęłam z rąk ciotki trzymane pudełeczko i otworzyłam, by obejrzeć zawartość. – No, no – mruknęłam z uznaniem. – Tata się postarał. Mama kiedyś widziała ten naszyjnik na jednym ze zdjęć prababci i zawsze podziwiała jego urodę. Prababcia miała go podobno po swojej prababci, która dostała go w prezencie ślubnym od męża. Już na zdjęciu brakowało kilku kamieni, ale tata się szarpnął. Zobacz to czarny diament. – Podsunęłam ciotce pudełeczko z biżuterią.
– Co mam zrobić? – spytała z zatroskaną miną, a mnie zrobiło się jej żal. Przez moment nawet obawiałam się, że będzie musiała się wyprowadzić, a ja bardzo lubiłam dzielić pokój z Susan, ale to chyba jednak nieuzasadnione obawy. Mama nigdy nie pozwoliłaby cioci się wyprowadzić, zwłaszcza teraz, gdy sprzedała już swoje mieszkanie i właściwie nie miała dokąd pójść.
– Ja bym nazrywała kwiatków i przeprosiła – poradziłam. – Tata czasami załatwia tort marcepanowy, gdy chce mamę udobruchać, ale nie wiem, co ty mogłabyś zrobić.
– Myślisz, że jest bardzo zła? Chyba nie sądzi, że Severus naprawdę dał mnie ten naszyjnik? – Uśmiechnęłam się ironicznie w odpowiedzi na to pytanie.
– Nie, chyba nie. – Wzruszyłam ramionami. – Myślę, że nie jest zła, tylko jest jej przykro. Mama naprawdę lubi niespodzianki i nigdy nie podgląda prezentów. Zawsze czeka do dnia urodzin albo gwiazdki. Tata to czasem szpera i ja też, ale mama nigdy. Nie pamiętam, żeby nie była zaskoczona. Trochę dziwne, że nie chce zobaczyć co dostanie, nie? – Amelia przytaknęła. – Tata jej zawsze kupuje ładne prezenty.
– Pomożesz mi z tym tortem i kwiatami? – Amelia westchnęła głęboko i dała się pociągnąć na błonia.
.: :.
Severus
– Nie lubię, kiedy się kłócicie – westchnęła, gdy dołączyłem do niej na wieży astronomicznej. – Zwłaszcza przy Leen.
– Nie było …
– Za półką. – Uśmiechnęła się. – Amelia w życiu nie dałaby rady złamać twoich zabezpieczeń, a Leen bardzo dobrze wie, jakie zaklęcia stosujesz.
– Twoja przyjaciółka bywa niezwykle irytująca – mruknąłem cicho. – Przepraszam. Nie chciałem się z nią kłócić, ale ona mnie prowokuje. Przepraszam, kochanie.
– Za co? – Wzruszyła ramionami. – Za to, że podarowałeś najpiękniejszy naszyjnik świata innej? – zaśmiała się, a po chwili w jej oczach pojawiły się łzy.
– Słonko, chyba nie myślisz, że … wiesz, że to prezent na urodziny dla ciebie, prawda? – Chwyciłem twarz żony i spojrzałem jej prosto w oczy. – Kupię coś innego, naszyjnik dostaniesz bez okazji. – Przytuliłem ją i stałem zagubiony, gdy zaczęła cichutko płakać. Lubiła niespodzianki, a ja lubiłem ją zaskakiwać. Miałem w zanadrzu jeszcze kilka pomysłów i nie powinna tak bardzo się przejąć odkrytym naszyjnikiem. Po latach wyrzeczeń, oszczędzania i zaciskania pasa mogliśmy teraz pozwolić sobie na najpiękniejsze klejnoty świata, a znała mnie już na tyle dobrze, by wiedzieć, że naprawię zepsuty prezent. – Solem, kochanie, co się stało? – Pogładziłem ją delikatnie po plecach. – Postaram się hamować, obiecuję.
– Nie, nie musisz mi nic kupować, naprawdę. – Uśmiechnęła się pomimo wciąż spływających łez. – Udam, że go nie widziałam.
– Nie wiem, co się dzieje. – Starłem z jej policzka mokry ślad. – Dlaczego płaczesz? Coś się stało, promyczku?
– Chciałam jeden eliksir z twojego składzika, ten … ten, który opracowałeś dwa lata temu. – Przygryzła wargę i nieśmiało uniosła oczy.
– TEN eliksir? – Spojrzałem na nią, nie dowierzając, a ona leciutko pokiwała głową.
– Już tydzień się spóźniam – wyznała i mocno wtuliła się w moje rozłożone ramiona. – Wiem, że to nie musi nic oznaczać, ale … – Nie pozwoliłem jej dokończyć; chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem z czułością.
– Co mam z nim zrobić? – dopytywała, gdy wręczyłem jej niewielką buteleczkę z przezroczystym płynem.
– Nasikać – powtórzyłem po raz kolejny, powoli tracąc cierpliwość.
– Jak nasikać? – Z powątpiewaniem obróciła w dłoniach małą fiolkę.
– Normalnie, do dziurki – objaśniłem jej.
– Do tej małej? Zwariowałeś? – Uniosła buteleczkę i prawie wetknęła mi ją do oka.
– Przytknij gdzie trzeba i już. – Przymknąłem na chwilę powieki, by nie wybuchnąć.
– A nie masz większych dziurek? – Nie dawała za wygraną. – Nie mogę jej powiększyć?
– Sol, ile razy mam ci powtarzać, że nie rzuca się zaklęć na fiolki wypełnionymi eliksirami testującymi, ten jest testujący! – zirytowałem się. – Jest pełna i jak rozszerzysz zaklęciem szkło, możesz wylać eliksir do toalety. Na nic się już nie przyda, a na pewno nie poda ci prawidłowego wyniku.
– I co mi da, że tam nasikam? – Sol przyglądała się miksturze pod światło. – Ej, chyba nie muszę tego później pić? – Spojrzała na mnie, udając zniesmaczenie. Wyczuła, że właśnie to miałem na końcu języka i roześmiała się głośno. – Dobra już, niech ci będzie. Sikam. – Odetchnęła głęboko i spojrzała ponaglająco, gdy wciąż stałem opartego o umywalkę. – Będę siusiać, Sev.
– Tak masz zrobić – zapewniłem.
– Severus, do cholery – warknęła poirytowana brakiem odpowiedniej reakcji. – Jest wpół do trzeciej w nocy. Kazałeś wstać mi tak wcześnie albo późno, wmawiając, że sikanie o tej porze da najbardziej wiarygodny wynik. Jakbym nie mogła tego zrobić za kilka godzin. Nie dość, że nie dałeś mi się wyspać, każesz załatwić się do tego małego otworka, to jeszcze sterczysz nade mną. Chcesz mi pomóc?
– Mam wyjść? – zdziwiłem się, a Solem posłała mi pełen kpiny uśmiech. – Ale ja chcę zobaczyć wynik razem z tobą.
– To odwróć się chociaż – mruknęła niechętnie.
Jakbym nigdy nie widział jak sikała.
– Jaki ma być kolor? – spytała, nagle przytomniejąc, gdy staliśmy pochyleni nad malutką fiolką z białego szkła.
– Jeśli oczekujesz ciąży – błękitny – wyjaśniłem – różowy oznacza brak ciąży.
– A granatowy? – Solem spojrzała niepewnie, a ja wciąż wpatrywałem się w zawartość fiolki ze zdezorientowaną miną. Po raz pierwszy w życiu nie miałem pojęcia co oznacza kolor eliksiru, w dodatku takiego, który sam opracowałem. Najwyraźniej nasikała nieprawidłowo albo w jej moczu było coś, co zaburzało wynik.
– Nie jestem pewien – odparłem. – Przynieść jeszcze jedną fiolkę?
– Nie chce mi się już sikać – jęknęła. – Mogłeś mówić, że mam robić na raty. Zatrzymałabym trochę – sarknęła.
Solem
– Znowu każesz mi sikać, Sev? – warknęłam, gdy lekko potrząsał mnie za ramię.
– Nie inaczej – mruknął.
– Żartujesz, prawda? – Otworzyłam jedno oko i posłałam mu piorunujące spojrzenie. – Powiedz, że obudziłeś mnie, bo ci się bzykać zachciało albo że się pali, wali, nie wiem, wymyśl coś porządnego na swoje usprawiedliwienie.
– Wstawaj. Wiele mnie kosztowało zdobycie tego mugolskiego testu. W instrukcji napisali, że najbardziej wiarygodny wynik uzyskasz, gdy wykonasz test podczas pierwszego siusiania – warknął mi do ucha. – Nie masz pojęcia, jak niewiele nocnych aptek jest czynnych w Londynie.
– Merlinie, wracasz teraz z zakupów? – Otworzyłam szeroko oczy.
– Chociaż raz chciałbym móc dowiedzieć się, że zostanę ojcem przed moją matką – odparłem z poirytowaniem, a ja nie mogłam uwierzyć, jaki był słodki i lekko pogładziłam go po policzku.
– Skoro już mnie obudziłeś to mogę ewentualnie się załatwić – westchnęłam i powoli wstałam z łóżka. – W co mam to zrobić tym razem?
– Na ten pasek – Wyjął z opakowania podłużny test ciążowy i wskazał nim moje krocze.
– Bez urazy, ale to prostsze niż twój eliksir – mruknęłam pod nosem.
– Mój eliksir warzy się w pięć minut i stosuje do niego składniki, jakie każda kobieta ma w kuchni – odparł nieco urażony.
– Niech ci będzie, jest za rano, żeby się kłócić. – Wywróciłam oczami i zajęłam się testem. – Co teraz? – spytałam, podając mu próbnik.
– Musimy poczekać pięć minut – odpowiedział i nie czekając na mnie wyszedł z łazienki.
– Ej – krzyknęłam za nim. – Oddawaj – mruknęłam już do siebie, gdy zniknął w swoim gabinecie, zamykając drzwi zaklęciem. – Severus – zapukałam cicho, tak żeby nikogo nie obudzić. – Wpuszczaj mnie.
– Jak odczytam wynik – odparł z wyższością. – Chcę wiedzieć pierwszy.
Stałam pod drzwiami, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Nie byłam pewna, czy bardziej złościło czy śmieszyło mnie zachowanie męża i po chwili zaczęłam się z niego śmiać. Nie minęło pięć minut, a drzwi delikatnie się przede mną uchyliły. Severus siedział rozłożony w swoim fotelu za biurkiem z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Zdałam, panie profesorze? – spytałam niepewnie.
– Cóż, pani Snape. – Odetchnął głęboko. – Będziemy mieli dziecko – wyszeptał, podchodząc do mnie.
– Kradniesz mi kwestie – mruknęłam cicho i mocno wtuliłam się w ramiona męża. Byłam szczęśliwa.
Severus chwycił moją twarz w dłonie i pocałował z czułością. Oparł swe czoło o moje i utonęłam w czarnych źrenicach, w których widziałam jedynie szczęście. Po chwili zalała mnie fala niepewności. Łzy napłynęły pod powieki i zadrżałam.
– Promyczku? Coś nie tak? – spytał niepewnie. – Chyba nie jesteś zła, że zabrałem ten test?
– Nie – odparłam. – Tylko … Sev … nie przestaniemy go szukać, prawda? Nie przestaniemy, obiecaj.
– Słonko, nigdy nie przestanę – zapewnił. – Choćby urodził nam się jeszcze tuzin dzieciaków, choćbym miał sprawdzić każde dziecko i choćbym miał obejść cały świat na pieszo, znajdziemy go.
– Kocham cię. – Objęłam jego twarz dłońmi i leciutko pogładziłam po policzkach.
– Powiemy Leen? – spytał z uśmiechem. – Wciąż czeka na brata albo siostrzyczkę.
– Daj spokój, odkąd ma tego swojego lunaballa … nie mogę się doczekać kiedy jej powiemy – westchnęłam. – Myślisz, że to pewne? Te urządzenia?
– Urządzeniu może bym nie zaufał, ale mojemu eliksirowi ufam bezgranicznie – zapewnił.
– Ale miał być błękitny, a był granatowy – skrzywiłam.
– Myślałem o tym i sprawdziłem dokładnie właściwości kolendry białej, muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić, ale jestem pewien, że błękitny kolor uzyskuje eliksir jeśli jest to początek ciąży i stężenie hormonów jest niskie – wyjaśnił. – W fazie dalszej niż czwarty tydzień kolor staje się coraz bardziej intensywny.
– Merlinie, chcesz mi powiedzieć, że lada dzień urodzę? – Spojrzałam na męża z rozbawieniem. – Chyba mam skurcze – żartowałam.
– Chcę ci powiedzieć, że to co najmniej piąty, a nie trzeci tydzień – odparł.
– Ale jak? Miałam przecież … aaa, to się faktycznie zdarza, przecież wciąż biorę ten eliksir i on pewnie wywołał krwawienie. – Zamyśliłam się. – Ale nie wymiotuję.
– A przedwczoraj, jak myślałaś, że zaszkodziła ci ryba? – zauważył.
– No tak – przyznałam. – I tydzień temu też. Jestem w ciąży, mężu.
– Jesteś w ciąży, moja droga żono.
– Udało się – zaszlochałam w jego ramionach.
.: :.
Severus
– Bawimy się w skrzata? – Amelia nie mogła oprzeć się przed złośliwością, widząc mnie smażącego naleśniki.
– Znowu zaczynasz? – mruknąłem z niezadowoleniem. Obiecałem Solem, że postaram się panować nad sobą w obecności Amelii i chociaż ta bardzo mnie ostatnio irytowała, dziś nie zamierzałem psuć sobie nastroju. Po dość sporym wysiłku do jakiego zmusiła mnie żona, żeby uczcić nas prokreacyjny sukces, ona zasnęła spokojnie jak dziecko, a ja wstałem jeszcze przed wszystkimi, żeby w spokoju przygotować dla niej śniadanie. Na szczęście powoli kończyłem i niechciane towarzystwo nie było już zagrożeniem dla naleśników albo, co bardziej prawdopodobne, naleśniki i gorąca patelnia nie były zagrożeniem dla towarzystwa.
– Sam chcesz to wszystko zjeść? – spytała zaskoczona, widząc tacę pełną jedzenia.
– Coś ci się nie podoba? – Posłałem znajomej wyzywający uśmieszek.
– Nie, wszystko wygląda bardzo ładnie, ale skoro ostatnio podarowałeś mi taki śliczny naszyjnik pomyślałam, że może i śniadaniem się podzielisz – odpaliła Bones, nim w porę ugryzła się w język.
– Widzę, że najwyraźniej jesteś bardzo zadowolona ze zniszczenia niespodzianki mojej żonie – warknąłem, nalewając herbatę do dzbanka.
– Głupio z tym wyszło, przepraszam – odparła zawstydzona. – Naszyjnik jest naprawdę przepiękny. Ej, no nie gniewaj się już – jęknęła, gdy nie zareagowałem. – Co mam zrobić, żebyś mi wybaczył?
– Nie mam pojęcia, po jasną cholerę właziłaś do mojego schowka, ale wiedz, że będę się świetnie bawił, gdy moja córka, którą z jakiegoś powodu wciągnęłaś …
– Wiedziałeś, że tam była? – wykrzyknęła.
– Owszem, nie jestem idiotą – odburknąłem. – Ale najwyraźniej ty postradałaś rozum. Eileen ma dzięki tobie zakaz wchodzenia do laboratorium, a zaklęcia rzucałem i ja, i Solem. Nie złamie ich nawet sam Merlin.
– Severus, ja ją do tego namówiłam, ona nie chciała tam wchodzić – jęczała Amelia. – Powiedziałam, że potrzebuję jeden eliksir, a nie mogę cię znaleźć.
– Nadal nie powinna była włamywać się do mojego schowka – odparłem. – Leen będzie mogła skorzystać z laboratorium dopiero, jak uznam, że jest wystarczająco dorosła.
– Czyli spodziewany czas to nigdy – sarknęła Bones.
– Sama do tego doprowadziłaś. Najwyraźniej ani jej, ani ciebie nie można traktować poważnie – odpowiedziałem, marszcząc brwi.
– Ok, co mam zrobić? – westchnęła zrezygnowana Amelia.
– Niech ci będzie. – Wywróciłem oczami. – Śniadanie mi stygnie i nie mam czasu na te gierki. Jutro są urodziny Sol – zacząłem obojętnie. – Lubi niespodzianki, a ja dzięki TOBIE żadnej nie mam. Nie mam też czasu, żeby latać po sklepach. Przelecisz się dziś po wszystkich butikach jubilerskich w kraju i znajdziesz mi do kompletu jedną z tych babskich pierdół.
– Kolczyki, bransoletka i pierścionek? – spytała Amelia z entuzjazmem.
– Powiedziałem jedną, ale niech będzie – odparłem, wzdychając.
– Czarne diamenty? – dopytywała.
– Cena nie gra roli – dodałem, widząc pytanie w jej oczach.
– Fiu, fiu … to będzie majątek. – Spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami.
– Uważasz, że moja żona na to nie zasługuje?
– No wiesz … oczywiście, że zasługuje – zaperzyła się Amelia. – Jest taka … Merlinie, ona udaje przez cały czas, że nic się nie stało, a wiem, że sprawiłam jej przykrość i w dodatku to ja cię wciągnęłam w tę kłótnię wtedy.
– Nie zamierzam uciszać twego sumienia, więc daruj sobie te sceny – prychnąłem. – To nie wszystko. Załatwisz dla mnie coś jeszcze. – Wyciągnąłem z szafki mały zwitek pergaminu i zanotowałem na nim adres i wiadomość. – Ten mężczyzna miał to dla mnie sprowadzić. Mam nadzieję, że mu się to udało. Jeśli nie, sama masz to zdobyć.
– Ej, ja nawet nie wiem co to jest – oburzyła się. – I mam tylko jeden dzień.
– To na co czekasz? – syknąłem, wywracając oczami.
Kolejny rozdział: „Niespodzianki miłe i trochę mniej"
