ROZDZIAŁ 34
Miłosne wyznanie wg Syriusza
Severus
– Nie ma ich. – Niepewnie zajrzałem do salonu w naszym nowym domu. Początkowo Solem nie chciała się tam przeprowadzać do czasu odnalezienia Teo, ale ostatecznie to miejsce uznaliśmy za najbardziej odpowiednie do przygotowywania się na nadejście dzieci. Dom znajdował się w sąsiedztwie rodziców i stąd miała blisko zarówno do wydawnictwa, jak i do księgarni. Duży wpływ na jej decyzję miały także solidne, bardzo trudne do sforsowania bariery ochronne i czary kamuflujące. Mogła też bez większego problemu korzystać z teleportacji Ropuszki. Pomimo przeczytania każdej możliwej książki na ten temat, każdego opracowania i wywiadu wśród hogwardzkich skrzatów, Solem wciąż nie była przekonana, czy to w stu procentach bezpieczne i z takiego sposobu przemieszczania korzystała niezwykle rzadko.
Ropuszka na szczęście była bardzo cierpliwym stworzeniem, a tego w ostatnich dniach potrzeba było każdemu, kto choć chwilę przebywał w towarzystwie Solem. Nie tylko była przewrażliwiona pod każdym jednym względem, ale też z niesamowitą wręcz subtelnością przechodziła od stanu silnego wzruszenia do prawdziwej furii. Nie było sensu próbować rozgryźć klucz jakim się kierowała moja żona w wyładowywaniu na mnie złości. Zaciskałem zęby i w myślach obdarzając ją najgorszymi epitetami, czekałem aż skończy tyradę i rzuci mi się w ramiona z płaczem. Zwykle targana wyrzutami sumienia za niesprawiedliwe inwektywy i krzyki, wynagradzała mi to w dość przyjemny sposób. Po tym jak Solem uczyniła ze mnie ofiarę rodzinnej przemocy nie miałem żadnych skrupułów, by wykorzystywać jej nagłe chęci do rekompensowania mi krzywd i oddawałem się jej bez marudzenia. Nie miałem sumienia odmawiać ciężarnej przyjemności.
– Co im powiemy? – Syriusz z zaciekawieniem rozglądał się po nowym salonie. – Dobrze ci tam płacą w Hogwarcie.
– Nie narzekam. Ognista?
– Podwójna? – Black z nadzieją spojrzał na rząd ustawionych na małym stoliku kryształowych karafek.
– Co proponujesz? – Podałem mu szklankę wypełnioną bursztynowym płynem i sam upiłem łyk z drugiej.
– Całkowite minimum – odpowiedział bez wahania.
– Najlepiej się nie odzywaj. – Spojrzałem na gościa z krzywym uśmieszkiem.
– Wtedy od razu się połapią, że coś ukrywamy. – Black odpowiedział równie ironiczną miną. – To nie wypali. Amelia może łyknie, ale Solem od razu się domyśli, że coś jest nie tak.
– O, tego możesz być pewien, że się domyśli – prychnąłem. – Musimy być przekonujący. Oddaj whiskey.
– Co? – Black cofnął dłoń, w której trzymał szklankę. – Nie oddam. Przeżywam szok pourazowy.
– Oddawaj – warknąłem. – Jak zobaczą, że razem sobie popijamy to od razu się domyślą.
– Fakt – jęknął Syriusz. – Daj mi dopić.
Właśnie ten moment, gdy obydwaj wyrywaliśmy sobie naczynie wybrały Solem i Amelia, by wrócić do domu.
– Doprawdy nie możecie żyć w zgodzie chociaż pięciu minut? – Solem stanęła na progu z założonymi rękoma.
– Zabiera mi szklankę – tłumaczył się pospiesznie Black. – Jestem gościem.
– Nie jesteś żadnym gościem. Przybłąkałeś się tu za mną nie wiadomo dlaczego i po co – warknąłem wciąż wyrywając szklankę z jego brudnych łap. Solem spojrzała zniesmaczona najpierw na nas, a później na swoją przyjaciółkę.
– To przez ciebie – warknęła z pretensją na zdezorientowaną kobietę.
– Co? – Amelia schowała głowę w ramionach i pod wpływem spojrzenia mojej żony skurczyła się do rozmiaru skrzata domowego.
– Przez ciebie za niego wyszłam – odparła, spoglądając na nas jakbyśmy byli najbardziej obrzydliwymi robakami. A jednak pośrednio i mnie musiało się oberwać.
– Nie kazałam ci – próbowała się bronić Bones.
– Nie? Mam ci przypomnieć? – syknęła, zaciskając usta ze złością.
Z niewinnym uśmieszkiem rozsiadłem się na kanapie i sączyłem swoją whiskey, rozkoszując się chwilą, kiedy to po raz pierwszy nie ja szedłem na pierwszy ogień hormonalnego buntu żony. Początkowo Amelia próbowała odpierać ataki, ale odwagi starczyło jej jedynie na dwa krótkie zdania.
– No … ale … on, Severus nie jest taki zły – mruknęła w końcu. – Zobacz jak grzecznie siedzi. – Bones spojrzała na mnie błagalnie, ale nie zamierzałem jej pomagać. Nie zważając na nieproszonych gości z nonszalancką miną nalałem sobie kolejnego drinka. – Ja mam gorzej – krzyknęła, nagle doznając olśnienia. – Mój nawet nie potrafi walczyć o swoją whiskey.
Solem spojrzała na Blacka z politowaniem i z wyrazu jej twarzy wnioskowałem, że uznała rację przyjaciółki.
– Niech ci będzie – bąknęła pod nosem, a Syriusz nawet nie próbował się bronić. – Słucham. – Solem rozsiadła się wygodnie w fotelu, oczekując zapewne szczegółowego raportu z naszej tajnej misji.
– Nic szczególnego – zaczął Black.
– Ta kretynka posadziła róże na tyłach domu, jestem cały …
– Severus – warknęła ostrzegawczo. – Myślicie, że nie wiem co knujecie? Jestem w ciąży, mam wyostrzone zmysły.
– To pewnie czujesz na mnie te parszywe róże – odparłem z niewinną miną.
– Severus, dobrze wiesz, że jeśli nie powiesz mi sam po dobroci, wszyściutko, a nawet więcej wyciągnę z niego – wskazała palcem Blacka.
– Więcej? – przestraszył się Syriusz.
– Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć, Black – mruknąłem. – Kochanie, Lupin i Evans nie są najlepszymi rodzicami pod słońcem – zacząłem niepewnie – ale obiecuję ci, że ja i Black wszystkim się zajmiemy.
– Tak? – Syriusz przełknął głośno i posłał mi zaskoczone spojrzenie. Idiota.
– Biją go, prawda? – Solem wbiła we mnie błagalne spojrzenie. Nie miałem pojęcia co jej odpowiedzieć. Sprawa wyglądała naprawdę poważnie i wiedziałem, że każde owijanie w bawełnę nie ma najmniejszego sensu. Łzy w oczach żony wcale nie ułatwiały sprawy. Podszedłem do fotela, na którym usiadła, uniosłem ją i posadziłem na swoich kolanach.
– Nie wiemy dokładnie – westchnąłem. – Ale to nie wygląda wesoło. – Kątem oka dostrzegłem, jak Amelia nalewa sobie solidnego drinka.
– Zajmiemy się tym z Severusem – wtrącił nieśmiało Syriusz.
– Tak bardzo źle? – Solem spojrzała na mnie z rozpaczą. – Opowiedz. – Objąłem ją i przyciągnąłem jej głowę do ramienia. Chciałem mieć dla niej chociaż odrobinę optymistyczne wieści, ale życie Harry'ego Pottera było piekłem, jakie sam z trudem mogłem sobie wyobrazić. Nie mogłem powiedzieć jej prawdy.
– Drzwi, które Black wziął za wejście do piwnicy, to komórka. – Odetchnąłem głęboko. – W środku stało niewielkie łóżko … – zawahałem się, zatapiając nos we włosach żony – a nad nim, do ściany były wmurowane … kajdany.
– Lupin się tam zamyka? – zdziwiła się Amelia. – Byłam przekonana, że wciąż korzysta z Wrzeszczącej Chaty.
– Były zdecydowanie za małe, jak na dorosłego – odparł Syriusz. – Łóżko też.
Solem z przerażeniem wodziła wzrokiem między nami. Mocno zacisnęła palce na mojej szacie i zadrżała. Odstawiłem Ognistą i jeszcze mocniej przycisnąłem ją do swojej piersi.
– Myślicie, że Lupin go zaraził? Że dlatego go tam zamykają? – spytała niepewnie.
– Nie wiemy – westchnąłem z rezygnacją. Bardzo chciałem oszczędzić żonie szczegółów i próbowałem wpaść na jakąś wiarygodną historyjkę, ale nie mogłem zbyt mocno koloryzować. Musiałem podsunąć jej chociaż kilka nieprzyjemnych detali, by móc spokojnie ominąć te najgorsze. Nigdy nie pałałem sympatią do Pottera i wszystkiego co z nim związane, ale nawet mnie nie chciała przejść przez gardło opowieść o wydrapanej w drzwiach dziurze i malutkiej klapce, przez którą pewnie dostarczano mu jedzenie. Solem miała dużo bardziej rozwiniętą wyobraźnię, była pełna empatii i wrażliwa i mocniej niż każde z nas przeżyłaby opowieść o małym chłopcu. Na całe szczęście Black dość dobrze stosował się do mojego planu. – W całym tym … pokoiku były rozwieszone dziwne rysunki.
– Rysunki? – zdziwiła się Amelia.
– Całe czarne kartki z żółtymi plamkami – odpowiedział Syriusz.
Wahałem się czy wspominać o jedynych zabawkach, jakie tam znaleźliśmy, kilka ludzików zrobionych z kasztanów i żołędzi i stary, zdezelowany samochodzik.
– Ma sporo książek. Nie dla dzieci – dodałem pospiesznie. – Ale całkiem sporo czyta.
– Och, jakie to szlachetne – jęknęła Solem. – Pozwalają mu czytać. – Przestała panować nad łzami i mocno szlochając, wtuliła się w moje ramiona.
– Niedługo Harry idzie do Hogwartu. – Syriusz odezwał się niepewnie. – Jeszcze dziś zamierzam odwiedzić państwa Lupin i zażądać widzenia z chłopcem. Zabiorę go stamtąd.
– Dobrze wiesz, że nie dasz rady – warknąłem ze złością. – Na domu jest zaklęcie przywiązania. Bardzo silne. Dzieciak nie może wyjść stamtąd bez Evans albo Lupina. Nie wiem, którego z nich.
– Spróbuję porozmawiać z Lily na osobności – odrzekł nieco zrezygnowany Black. – Jest jego matką, może Remus ją jakoś zastraszył, nie wiem. Może ona też potrzebuje pomocy.
Solem i Amelia wymieniły pełne powątpiewania spojrzenia. Znałem Evans i podobnie, jak moja żona, wiedziałem, że to jedynie pobożne życzenia Syriusza.
– Dlaczego Dumbledore na to pozwala? – spytała nagle Solem. – Przecież powiedział nam, że jest w porządku.
– A dyrektor to przecież taki porządny facet – sarknęła Amelia.
– Musimy coś zrobić, Severus – odetchnęła, otarła łzy i spojrzała na mnie twardo.
Na osobności, kochanie. – Spojrzałem jej prosto w oczy i najdelikatniej, jak tylko mogłem posłałem wiadomość wprost do umysłu.
.: :.
– Chcesz ich wtajemniczyć we wszystko? – zdziwiła się Solem.
– Blacka? Zwariowałaś? – Skrzywiłem się.
– Przez moment tak mi się wydawało. – Odetchnęła głęboko i ciężko opadła na miękki materac łóżka.
– Amelia wie o skrytce, prawda? – Sol lekko przytaknęła. – Davis, rodzice, ktoś jeszcze?
– Pewnie ktoś w Ministerstwie. – Wzruszyła ramionami. – Nie było mnie na przyznaniu spadku, pamiętasz?
– Nikt nie wie – mruknąłem. – Ilość, zawartość i rozmieszczenie skrytek są tajemnicą banku. Zgodnie z brakiem testamentu złożonego w Ministerstwie zostaliśmy jedynymi spadkobiercami twoich rodziców. Dopiero, gdy w banku otrzymałem kluczyki, dowiedziałem się, że skrytki są dwie – wyjaśniłem jej.
– Czyli nie wie o niej nikt niepożądany. – Solem zamyśliła się przez chwilę. – Z jakiegoś powodu James zapisał jedną ze swoich skrytek Syriuszowi, ale były tam jedynie pieniądze, złoto i kilka pamiątek po jego rodzicach. Dlaczego to zrobił? Syriuszowi nie brak pieniędzy.
– Może nie ufał do końca Evans i uznał, że to jedyny sposób, by zabezpieczyć chłopca, zostawić mu coś po sobie – spekulowałem. – Możliwe też, że Black coś przeoczył. Może jest tam coś jeszcze?
– Może – westchnęła. – Ale to nieistotne teraz, to już nie nasza sprawa.
– Jestem po prostu ciekaw.
– Spytasz się go, jak już nam się uda wyciągnąć go od Lupinów – odburknęła. – Może pozwoli ci do niej wejść.
– Mam oglądać graty Pottera?
– Sev, ten plan jest … delikatnie mówiąc, bardzo, bardzo, ale to bardzo naciągany.
– Co ci w nim nie pasuje? – Skrzywiłem się i rozłożyłem bezradnie ręce. Śmiało mogła wymyślić coś lepszego, ale wolała krytykować, wiedźma.
– Wszystko – bąknęła. – Ja bym od razu się połapała, że coś jest nie tak.
– Bo ty, moja droga, nie byłabyś zaślepiona skrytką pełną złota.
– Myślisz, że Evans nie rozpozna listu od Jamesa? – Solem spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
– Obawiam się, że nie. – Przez jakiś czas miałem nieprzyjemność obserwować małżeństwo państwa Potter. Ani przez chwilę nie dostrzegłem między nimi choćby cienia więzi, śladów miłości, odrobiny ciepła. Wątpiłem, by Evans kiedykolwiek napisała list do męża i raczej nie na listy od niego liczyła.
– Kocham cię, Severusie Snape. – Jakby przeczuwając moje myśli, Solem przysunęła się bliżej i wtuliła we mnie.
– Byłaś dziś okropna dla mnie – westchnąłem zbolałym głosem, otaczając ją ramionami.
– Nie byłam – zaoponowała. – Byłam? Znowu? – Poczułem wyrzuty sumienia, gdy w jej oczach zaszkliły się łzy. – Nie chciałam. Naprawdę. Bardzo, bardzo przepraszam. Sama nie wiem, jak to się dzieje, że wszystko mnie tak denerwuje. – Z przerażeniem obserwowałem łzy spływające po jej policzkach. Mogłem to przewidzieć i siedzieć cicho, ale ja jak zawsze musiałem coś chlapnąć.
– Solem, kochanie … żartowałem – próbowałem ją uspokoić. – Jesteś cudowna, zawsze. Nawet jak na mnie krzyczysz. – Nie wyglądała na przekonaną. Ukryła twarz w dłoniach i cichutko szlochała. – Nawet jak wylewasz do zlewu moją ognistą, jak rzucasz we mnie poduszkami i … szklankami.
– Ja nie chciałam, naprawdę ta szklanka … – Zakląłem cicho, gdy zalała się łzami i mocniej przygarnąłem ją do siebie. Zachciało mi się bliźniaczej ciąży, no to miałem bliźniaczki ukryte w hormonalnej bombie.
– Sol, promyczku, ja naprawdę żartuję.
– Nie chcę być okropna. – Wydęła wargi i zatrzepotała niewinnie rzęsami.
– Jesteś cudowna. – Uśmiechnąłem się i musnąłem jej maleńki nosek. – Kocham cię, Solem Snape, najcudowniejsza istoto na ziemi.
.: :.
– A skąd niby weźmiemy list od Jamesa? – Black podszedł do stolika z alkoholem i kręcąc nosem, sprawdzał zawartość karafek. Bez mała każdy czuł się u nas, jak u siebie i powoli zaczynało mnie to denerwować. Tolerowałem rodziców i z trudem zaakceptowałem ciągłą obecność Amelii, ale moja gościnność nie obejmowała zwierząt, z jakimi się prowadzała.
– Nie przypominam sobie, bym cię częstował – warknąłem, a po chwili Solem ze złością nalała po drinku dla mnie i gościom.
– List spreparujemy oczywiście – odparła spokojnie. – Mogę go odpowiednio postarzyć, skopiować charakter pisma, ale nie bardzo wiem jakich słów użyłby James.
– Daj spokój, Lupin sprawdzi zapewne, czy to było pisane ręką Jamesa – powątpiewał Black.
– Może sobie sprawdzać – mruknęła Solem. – Nie ma zaklęć, których nie potrafię ominąć.
– Mhm, czyżby moja mała przyjaciółeczka skrywała jakieś mroczne tajemnice? – Amelia uniosła brwi w zdziwieniu. – Jakieś fałszerstwo? Chyba całkiem konkretne skoro stać was na ten dom i jeszcze wykupiliście skrytkę w banku w najdroższej jego części.
– Serio, Amelia, chcesz dyskutować na temat naszych finansów? – Sol pokręciła głową z niezadowoleniem. – Czy ja ci wchodzę do portfela, sprawdzam ile zarabiasz? A skrytkę odziedziczyliśmy – syknęła.
– Dobra już dobra, jestem poważna. – Amelia westchnęła, gdy posłałem jej ostrzegawcze spojrzenie i zasznurowała usta.
– Napiszesz list od Jamesa, ja go zaniosę Lupinom i będę się modlił, żeby to łyknęli, tak? – Black spojrzał wyczekująco na Solem.
– Część z modlitwą możesz sobie darować – burknęła pani Snape. – Gwarantuję ci, że znam czary, którymi zdołam oszukać Remusa, Evans, a nawet samego Jamesa, gdyby żył.
– James napomknie w tym liście, że ja mam zaprowadzić Harry'ego do kolejnej skrytki, tej waszej, starej, ale otworzy się ona dopiero wówczas, gdy pod moim okiem Harry zdobędzie miano prawdziwego Huncwota, nauczy się animagii i dobrze zda SUM'y, tak? – upewnił się Syriusz.
– Mniej więcej – mruknąłem.
– To w sumie w stylu Rogacza, ale dlaczego niby to mnie wyznaczył na to stanowisko, a nie Remusa? – Black uśmiechnął się z przekąsem, myśląc że odkrył wielką dziurę w planie.
– Bo Lupin nie jest animagiem? – Wyszczerzyłem się z triumfem.
– No tak – mruknął pod nosem Black. – A jak wytłumaczę, dlaczego teraz dopiero z tym do nich przychodzę?
– Powiesz im, że przeszukiwałeś skrytkę Jamesa, żeby móc dać coś Harry'emu po ojcu, zanim pójdzie do Hogwartu – objaśniała Solem.
– Co będzie w tej drugiej skrytce? – spytał po chwili namysłu.
– Nic – odrzekła. – Nie otworzy się przed tobą ani Potterem.
– Wiecie, że zgodnie z prawem, to Evans będzie dysponować majątkiem z tej skrytki – wtrąciła Amelia.
– Oczywiście, ale przecież ta skrytka nie należy do Pottera – odpowiedziałem.
– Sol – Amelia wzięła głęboki wdech – jeśli to się wyda …
– Oni znęcają się nad nim, Amelia – przerwała jej pani Snape. – Jeśli to się wyda, żadne z nich tego nie zgłosi. Najważniejsze, żeby chociaż przez ten rok się nie połapali o co chodzi. Jeśli Syriusz będzie miał oko na niego, jestem pewna, że Lupin i Evans go nie skrzywdzą. Nie sądzę, że zgodzą się, by Harry zamieszkał z ojcem chrzestnym, ale … – Solem próbowała zapanować nad płaczem, ale po chwili po jej policzkach popłynęły łzy.
– Słonko. – Momentalnie znalazłem się przy niej i mocno przytuliłem, błagając Merlina o cierpliwość.
– Sol, wszyscy się o niego martwimy i … masz rację, musimy zrobić co tylko w naszej mocy, żeby ten dzieciak nie spędził reszty życia w komórce pod schodami – zreflektowała się Amelia, która wcisnęła się dość brutalnie między Solem a moje ramiona.
– Co jest w tej skrytce, do której mam zaprowadzić Harry'ego, macie tam coś cennego? – spytał po chwili Black.
– Sterta kości do ogryzienia – prychnąłem.
.: :.
Solem
– Severus, przytulisz mnie? – Nie byłam pewna, czy przypadkiem już nie zasnął. Bez słów wyprostował swoje ramię i po chwili mocno do siebie przycisnął. – Ten chłopiec, o którym mówiła mama, ten wychowywany w mugolskiej rodzinie, myślisz że …
– Nie wiem, kochanie – wyszeptał.
Nieustannie myślałam o chłopcach, których wciąż mieliśmy na liście i próbowałam któregoś dopasować do naszego Teodora. Kilka dni temu, mama jakimś cudem zdobyła adresy magicznych chłopców wychowanych w mugolskich rodzinach, którzy urodzili się w osiemdziesiątym roku. Po rzuceniu czarów na jednego z nich, okazało się, że w jego żyłach płynie krew czarodziejów. Eileen dość dokładnie przyjrzała się tym ludziom i po rzuceniu na nich zaklęć, żadne w najmniejszym stopniu nie posiadało domieszki czarodziejskiej krwi. Chłopiec z całą pewnością nie był ich biologicznym synem. Warunki w jakich dziecko dorastało także pozostawiały wiele do życzenia i to tym bardziej dało nam do myślenia.
Mogli adoptować dziecko i nie było w tym nic dziwnego, ale jacy rodzice z własnej woli przyjmujący na wychowanie obcego chłopca pozwoliliby, żeby wychowywał się w tak karygodnych warunkach? Chyba, że to nie było z własnej woli. Kompletny chaos zapanował w mojej głowie, a poszukiwania mojego synka stawały się coraz bardziej dołujące. Przełknęłam, starając się powstrzymać łzy, ale Severus wyczuł wilgoć pod moimi powiekami i mocniej przycisnął mnie do boku, starając się ukryć mnie przed całym złym światem.
– Sev, gdzie jest nasz syn? Gdzie on jest? – wyszeptałam, przymykając powieki.
– Nie wiem, najdroższa, ale czuję, że jesteśmy blisko – wyznał.
– Widziałam prawie wszystkich chłopców z listy. – Odetchnęłam, biorąc się w garść. – Większość ma się dobrze. Wyglądają na szczęśliwych.
– Większość – westchnął.
– Malfoy to wcielenie zła wszelkiego, Longbottom jest jak zastraszone zwierzątko …
– Potter jest maltretowany, podobnie jak ten chłopiec z mugolskiej rodziny – dopowiedział. – I jeszcze ten mały, nie pamiętam jak się nazywa, co zawsze siedzi w kącie w księgarni. Matka przyprowadza go tam, żeby mieć go z głowy na kilka godzin. Nawet nie potrafi czytać i pisać.
– Już potrafi. – Uśmiechnęłam się. – Leen go uczy.
– Leen? – zdziwił się.
– Mamy niezwykle mądrą i uroczą córkę, Severusie i ma dobre serce. W każdym widzi coś pozytywnego.
– I to mnie martwi najbardziej – westchnął.
– Mamo, tato. Na pomoc.
Severus zerwał się na równe nogi, gdy zza drzwi dobiegł nas krzyk małej Eileen.
– Skarbie, gdzie jesteś? – krzyknęłam, gramoląc się za mężem. – Leen – krzyczałam.
– Tutaj, mamusiu, na pomoc.
Severus wyciągnął przed siebie różdżkę, drugim ramieniem zagarnął mnie za siebie i wolnym krokiem ruszył za głosem córki.
– Leen, odzywaj się – nakazał.
– Tatku, nic nie widzę – szlochała dziewczynka.
– Severus. – Chwyciłam kurczowo rękaw męża. – Tam – krzyknęłam, wskazując stare, drewniane schody prowadzące na strych. Wiedzieliśmy, że na górze coś jeszcze jest, ale żadne z nas nie potrafiło znaleźć tam wejścia. Najwyraźniej Leen się to udało. Ostrzegałam córkę wielokrotnie, żeby nie próbowała na własną rękę szukać w domu ukrytych pomieszczeń, nie wchodziła do komnat, które nie zostały jeszcze przez nas sprawdzone i nie naciskała żadnych ukrytych przycisków w ścianie. Rozumiałam ciekawość córki, dlatego, jak tylko mogłam prosiłam, by Leen pomogła mi sprawdzać dom i razem zwiedzałyśmy kolejno wszystkie pomieszczenia, ale dziewczynce to widać nie wystarczało. Ogarnęła mnie furia na myśl, że córka kompletnie zignorowała zakaz, ale uczucie niepokoju i strachu wzięło górę. Odetchnęłam i przy pomocy zaklęć pomogłam Severusowi sprawdzić wejście na górę. Schody na szczęście były wolne od klątw.
– Wejdę pierwszy – zakomunikował Severus i ruszył przed siebie. – Lumos. – Usłyszałam cicho rzuconą klątwę, a po chwili głośny krzyk.
– Severus – zawołałam za nim i początkowo chciałam szybko wbiec na górę, ale odetchnęłam głęboko i zaczęłam ostrożnie stawiać kroki. Przy pomocy zaklęcia rozświetliłam sobie drogę, bez trudu ominęłam wszelkie zdradzieckie miejsca i oniemiałam, gdy w końcu udało mi się dotrzeć na górę. – Ja cię … – jęknęłam. – Ile książek. – Z zachwytem rozglądałam się dookoła, podziwiając półki uginające się od najróżniejszych ksiąg i zwojów. – O rany, teleskop … jaki wielki – wykrzyknęłam i poleciałam do urządzenia. – O, ktoś tu podglądał sąsiadów – zaśmiałam się, wpatrując w okular.
Od razu, gdy tylko dotarłam na miejsce zauważyłam uwięzionych męża i córkę. Kątem oka dostrzegłam rośliny do jakich przywarli i uznając, że nie groziło im żadne niebezpieczeństwo postanowiłam się nie spieszyć z uwalnianiem ich. Mieli na co zasłużyli. Udając, że wciąż ich nie widziałam, przechadzałam się po strychu, podziwiając stare księgi. Ziewnęłam i z uśmiechem pogładziłam swój odstający brzuszek.
– Idziemy spać, maleństwa – wyszeptałam na tyle głośno, by zarówno Leen, jak i Severus usłyszeli. – Ciekawe, które z nich pierwsze wpadnie na pomysł jak się uwolnić – mówiłam wciąż do brzucha, kierując się w stronę wyjścia. – Mistrzowie eliksirów od siedmiu boleści – mruczałam pod nosem i ogarniała mnie coraz większa frustracja. Mój mąż, zarozumialec jakich mało, nie umiał poradzić sobie z jedną malutką roślinką. Pnącze mądrości chwytało swoje ofiary, gdy nieopatrznie wdepnęły, na któryś z pędów. Najpierw rozbrajało, unieruchamiało i stopniowo pozbawiało możliwości wykonania ruchu, łącznie z otwieraniem ust. Dziękowałam bogom za to, że Severus wpadł w sidła dłuższy czas po Leen i teraz roślina działała na niego błyskawicznie. Mogłam sobie wyobrazić, co mąż właśnie próbował mi powiedzieć i zastanawiałam się przez chwilę, czy nie przetrzymać go do rana. Szkoda mi jednak było córki, chociaż dla niej byłaby to podwójna kara. Za nieuwagę podczas lekcji i za łamanie zakazu. Zasadniczo niewiele mogłam zrobić. Ofiary pnącza musiały pomóc sobie same. Lekarstwem było wyrecytowanie w myślach przepisu na eliksir Słodkiego Snu. Wówczas roślina zasypiała. Uczyliśmy się o tym na jednych z pierwszych zajęć z zielarstwa, Severus często używał pnącza mądrości jako ingrediencji, a wciąż jeszcze nie potrafił się uwolnić.
– Chyba zapadnę dziś w słodziutki sen. – Stanęłam przed nimi z założonymi na piersi rękoma i jasno dałam zrozumienia, że nie zamierzam im niczego ułatwiać. Eileen miała wystraszoną minę i to nie było śmieszne, ale wyraz twarzy Severusa, który zamarł wykrzykując zapewne miłe uwagi pod moim adresem, wprawiał mnie w prawdziwe rozbawienie. – Nie mogę się powstrzymać – parsknęłam i przy pomocy zaklęcia przywołałam aparat. Żałowałam, że wyraz twarzy roślinnych ofiar nie może się zmienić i mogłam sobie tylko wyobrazić grymas, który Severus chciał mi posłać. – No serio? – Westchnęłam z irytacją. – Ciągle nie wiecie, jak z tego wyjść? Snape – palcem wskazała na dziewczynkę – co potrzebujesz, by uwarzyć eliksir Słodkiego Snu? – Zamilkłam na chwilę i spojrzałam na męża. – Zakładam, że twoja córka to wie. Teraz ty – szturchnęłam go palcem – przepis.
Wywróciłam oczami, widząc jak złośliwe pnącza powoli uwalniają swoje ofiary.
– Coś ty sobie do cholery myślała, kobieto? – warknął Severus, zaciskając usta. Wyciągnął rękę i pociągnął jedno z pnączy wyszarpując różdżkę. – Porozmawiamy sobie na ten temat później, teraz jestem za bardzo na ciebie zły. A ty, młoda damo – zwrócił się do córki – przez resztę wakacji będziesz studiowała podręczniki o magicznych roślinach.
Miałam mu właśnie nawtykać, że i on powinien je przestudiować, gdy Leen z krzywą miną wskazała na coś za moimi plecami.
– Pająk, mamusiu – wyszeptała.
– Yhy, i ja mam się na to nabrać?
– To naprawdę spory okaz, mamo – zapewniła. – Chyba wyszedł z tego pudełka, które przewróciło się, gdy jeden z pędów odskoczył od taty różdżki.
– Leen nie żartuje, Sol. Lepiej się nie ruszaj. – Severus posłał mi kpiący uśmieszek. – To chyba akromanula pręgowana, w dodatku samiczka. – Głośno przełknęłam ślinę. Stałam, z przerażeniem wpatrując się w męża. Byłam pewna, że sobie ze mnie żartowali, ale i tak coś powstrzymywało mnie przed odwróceniem głowy. – Leen, zobacz jakie ma wyraziste paski, jest bardzo stara.
– Ale ma owłosione nogi – zapiszczała dziewczynka. – Zaraz cię połechta, mamo – ostrzegła.
Czułam jak krew odpływa z mojej twarzy, kolana uginały się pode mną, a dłonie mocno drżały. Kompletnie mnie sparaliżowało. Łzy zapiekły pod powiekami, a w ustach momentalnie wyschło na wiór. W pamięci przeszukiwałam wszelkich wiadomości na temat pręgowanych akromantuli i wiedziałam na pewno, że był to bardzo rzadki okaz. Jak wszystkie była jadowitym pająkiem, a ukąszenie nawet przy minimalnej dawce jadu było bardzo bolesne. Jednak nie ból przerażał mnie najbardziej. Nie mogłam znieść myśli o włochatych odnóżach sunących po moim ciele odzianym jedynie w jedwabną piżamę.
– Leen, wycofaj się do swojego pokoju – nakazał Severus, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło.
Severus
W pierwszym odruchu, gdy dostrzegłem pająka, miałem nadzieję na szybkie odegranie się na żonie za brak natychmiastowej reakcji na moje uwięzienie, ale w duchu przyznałem jej rację. Kompletnie straciłem głowę i zamiast pomyśleć złorzeczyłem na nią w myślach. Jedno spojrzenie w jej oczy i cała złość i chęć zemsty uleciały. Akromantula w istocie skradała się za nią, ale pozostawała w bezpiecznej odległości. Wiedziałem też, że jeden zbyt gwałtowny ruch i musiałbym zaklęciem unicestwić stworzenie, które wówczas nie nadawałoby się już do niczego, a w głowie obmyślałem już receptury na nowe mikstury z użyciem świeżo zdobytej, rzadkiej ingrediencji. – Podejdź do mnie powoli, słonko – poprosiłem, wyciągając do niej dłoń.
– Nie mogę się ruszyć. – Mocno zaniepokoiły mnie słowa żony. Bała się pająków, ale jej strach nigdy nie był aż tak silny.
– Nic ci nie będzie, kochanie. Ona jest bardzo daleko – zapewniłem. – Nawet nie patrzy w twoim kierunku.
– Sev … on … Teo … wydaje mi się, że on lubi pająki – wyszeptała cichutko. Zmartwiałem jeszcze bardziej. Nigdy nie rozmawialiśmy na temat możliwego charakteru i upodobań syna. Sol bardzo pilnowała, żeby żadne z nas nie starało się stworzyć wizji kogoś, kogo chcemy w nim zobaczyć, a kochać takiego, jaki był naprawdę. Miłość do pająków nie wydała mi się jednak cechą, którą Solem mogła wyobrazić sobie u syna, jako tę pożądaną. Była matką, związała go ze sobą zaklęciem i możliwe, że jej przeczucia były prawdziwe. – Nie pozwól jej na mnie wejść – poprosiła.
– Nie pozwolę – obiecałem i delikatnie przesunąłem się w jej kierunku. Powoli machnąłem różdżką i zacząłem lewitować pudełko, z którego wyszła akromantula. Leciutko je obróciłem i zwinnym ruchem nakryłem nim pająk. Byłem zaskoczony, kiedy skrzyneczka sama się obróciła i zatrzasnęła wieczko. – Już dobrze – wyszeptałem, mocno ją do siebie przyciągając. – Już nic ci nie grozi. – Pogładziłem ją po plecach, ale wciąż nie rozluźniała mięśni. – Słonko, już jej nie ma, przysięgam.
– Jestem pewna, że lubi pająki – wyszeptała drżącym głosem. – Lubi pająki i boi się ciemności. Co oni mu robią, Severus? – zaszlochała i wtuliła się w moje ramiona. Chciałem ją zapewnić, że Teodorowi nie działa się krzywda, ale coś w mojej głowie podpowiadało, że byłoby to kłamstwo.
– Chodź, kochanie – poprosiłem i powoli skierowałem w stronę wyjścia. – Jutro we dwoje weźmiemy się za dokładne sprawdzenie tego domu, dobrze? Jad tej akromantuli nie jest śmiertelny. Zabiłbym ją od razu, gdyby groziło ci jakieś niebezpieczeństwo.
– Wiem – odparła cichutko. – Przepraszam, że tak długo was nie uwalniałam.
– Należało mi się – mruknąłem.
.: :.
Solem
– Napisałeś? – Bez wstępnych grzeczności powitałam Syriusza na progu domu.
– Ciebie też miło widzieć, Solem. – Black z krzywym uśmiechem wszedł do salonu. – Mhm, nareszcie sami – prawie wykrzyczał.
– Daruj sobie – burknęłam. – Severusa nie ma. – Pokręciłam głową i wywróciłam oczami.
– Dokuczanie mu, kiedy tego nie słyszy jest mało zabawne – odparł, wzruszając ramionami.
– Nie rozsiadaj się, tylko dawaj co masz. – Wyciągnęłam rękę w oczekiwaniu na pergamin.
– Nie mam. – Syriusz nerwowo rozejrzał się po pomieszczeniu.
– Syriusz – wykrzyknęłam z pretensją. – Jutro idziesz do Lupina …
– Sol – przerwał mi – znasz go tak samo dobrze jak ja albo i lepiej. Myślisz, że jest zdolny, by skrzywdzić dziecko, syna Jamesa?
Odetchnęłam głęboko i z cichym westchnieniem usiadłam na fotelu.
– Myślę o tym odkąd dowiedziałam się o Harrym – wyznałam. – Na początku wydawało mi się, że to niemożliwe. Przecież Remus zawsze był łagodny, jedynie w te dni stawał się trochę bardziej pobudzony, ale później … – zawahałam się. – Pamiętasz jaki się robił, gdy nie dostał tego czego chciał?
– Był zaborczy, to fakt – odparł Black.
– Obsesyjnie – dodałam. – Nie mam pojęcia jakim cudem udało mi się powstrzymać Severusa przed zrobieniem mu poważnej krzywdy, jak chodziliśmy jeszcze do szkoły. Wciąż się mnie czepiał. Nawet wówczas, jak wy już daliście sobie spokój, wciąż czegoś ode mnie chciał. Łaził za mną, był napastliwy, a czasem brutalny. Ukrywałam to przed Severusem, jak tylko mogłam. Chciałam dać szansę Remusowi na skończenie szkoły i normalne życie.
– Skrzywdził cię? – zdziwił się. – Staraliśmy się go nie odstępować …
– Nie zrobił mi nic poważnego, ale sama słowna konfrontacja z nim była bardzo nieprzyjemna – wyjaśniłam. – Obrażał mnie i moich bliskich. Nie robiło to na mnie większego wrażenia, ale jedyne czego wtedy chciałam, to uwolnić się wreszcie od niego. Byliśmy kiedyś przyjaciółmi, naprawdę był mi bliską osobą i trudno mi było pojąć, jak zmienny w stosunku do mnie potrafił być. Jednego dnia martwił się o mnie, a na drugiego próbował zgwałcić. Gdyby nie James … Wciąż go pilnowaliście, prawda?
– Musieliśmy – odpowiedział ze smutną miną Black. – Podobnie jak ty, uważaliśmy go za przyjaciela i dobrego człowieka. Nie mam pojęcia, kiedy zaszła w nim taka zmiana, ale czasem zachowywał się tak, jakby mieszkały w nim dwie różne osoby. Dopiero na ostatnim roku zauważyliśmy, że ma prawdziwą obsesję na twoim punkcie. Uważał cię za swoją własność, nawet jak już wszyscy wiedzieli, że jesteś z Severusem. Te mapy, wtedy – mężczyzna spojrzał na mnie zmieszany – to jego pomysł. Chciał cię nimi szantażować, ale Lily miała inny plan. Solem, przy…
– Daj spokój, to już przeszłość – przerwałam mu z uśmiechem. – Niemniej, myślę że Remus jest zazdrosny o to, że Harry jest synem Jamesa, a nie jego. Ma Lily, ale nie może się pogodzić z myślą, że James miał ją pierwszy, dlatego odgrywa się na chłopcu.
– A Lily? Dlaczego nie reaguje? – Syriusz wypuścił ze świstem powietrze.
– Jeszcze zanim odszedł James, nie była najlepszą matką. Miałam wrażenie, że dziecko w ogóle jej nie interesuje. Była zupełnie obojętna. Może nic się nie zmieniło.
– To jej syn – jęknął Black.
– Nie wiem, Syriusz. To jedynie spekulacje, niemniej chłopiec nie jest tam szczęśliwy. Merlinie, jak sobie pomyślę, że oni go tam zamykają samego. Ciemno, zimno i pełno pająków. – Wzdrygnęłam się. – Na szczęście wiemy, że nie jest likantropem. Nie wiem jak Davisowi udało się wtedy rzucić na niego to zaklęcie. Z tego co mówił to nawet nie pozwolili mu odejść na krok.
– Założę się, że to Remus przy nim warował – prychnął Black. – Jestem pewien, że jak Lily tylko miała w zasięgu ręki darmowe zakupy, rzuciła wszystko.
– Nie sądziłam, że się połaszczą na darmowe ciuchy – zdziwiłam się. – Przecież mają pieniądze po Potterach.
– Nie do końca – odparł z uśmiechem Syriusz. – James był zapobiegliwy. Większość majątku zabezpieczył dla syna. Lily będzie mogła korzystać ze złota dopiero po siedemnastych urodzinach chłopaka. Do tej pory dostaje jedynie miesięczną wypłatę, która ma zapewnić jej i Harry'emu normalne życie.
– Szkoda, że James nie podkreślił, że ma to być szczęśliwe siedemnaście lat – westchnęłam. – Skoro nie napisałeś listu, bierzmy się do pracy. – Wstałam z uśmiechem i poprowadziłam gościa do gabinetu.
– Nieźle. – Po godzinie Syriusz podziwiał owoc naszej pracy.
– Mówiłam ci, że jestem w tym dobra.
– To gdzie się podziewa reszta Snape'ów? – spytał uwodzicielskim tonem, opierając się o framugę drzwi.
– Zdaję sobie niestety sprawę z faktu, że zagadnienie to jest ci obce, ale większość dorosłych za dnia chodzi do pracy. – Spojrzałam na Blacka z politowaniem.
– Większość. – Black uśmiechnął się pod nosem. – Na szczęście niektórzy nie muszą. Amelia ze mną zerwała – wypalił nagle.
– Co? Co jej zrobiłeś? – Uniosłam się i wyciągnęłam różdżkę, mierząc nią w stronę gościa.
– Ja jej? – odparł z oburzeniem. – To ona mnie rzuciła – dodał z pretensją. – Wyrzuciła na zbity pysk, dosłownie.
– Zapewne miała powód – wrzasnęłam.
– Zawiniłem jedynie tym, że powiedziałem jej o dziecku – obruszył się.
– Jakim dziecku? – Nie dowierzałam. Zaufałam mu, a ten zapchlony kundel zdradził moją przyjaciółkę. – Ty, parszywy, śmierdzący burku, zrobiłeś dziecko innej? Zabiję cię – warknęłam, wyciągając przed siebie różdżkę.
– Zwariowałaś, Sol? Jakie dziecko? – prychnął.
– Przecież sam powiedziałeś, że rzuciła cię przez dziecko.
– Z nią dziecko. – Syriusz pokręcił głową z rezygnacją.
– Amelia jest w ciąży? – Niepewnie opuściłam broń.
– No właśnie nie – mruknął pod nosem. – Chciałem mieć z nią dziecko. Wcześniej o tym nie rozmawialiśmy, bo w sumie nie chciałem, ale ty jesteś w ciąży i to wydaje się być takie odpowiednie dla ciebie i Severusa. Wygląda na szczęśliwego i …
– Severus ma racje – westchnęłam z rezygnacją. – Jesteś skończonym idiotą.
– Co zrobiłem nie tak? – obruszył się.
– Wszystko – burknęłam. – Syriusz, jak mogłeś od tego zacząć? I to teraz, kiedy jej się dopiero zaczęło tak dobrze układać z Susan. Nie pomyślałeś, że może ona wolałaby urodzić dziecko swojego męża?
– Męża? Amelia ma męża? – Black spojrzał na mnie jak na kretynkę. – A – mruknął, gdy nagle dotarł do niego sens moich słów. – Ale ona mi mówiła, że nie chce wychodzić za mąż.
– Yhy, dziesięć lat temu tak ci mówiła, prawda? – Posłałam mu pełne politowania spojrzenie. Mężczyźni byli kretynami.
– Co się zmieniło? – spytał niepewnie.
– Dorosła, ma stabilną pozycję w pracy, lada dzień pewnie zostanie członkiem Wizengamotu, ma córkę i chłopaka od dziesięciu lat. Jest trzydziestolatką z chłopakiem. – Wywróciłam oczami. – Syriusz, ona dopiero poskładała swoje życie na nowo. Ma teraz Susan i to o niej myśli przede wszystkim. A ty wpadasz do niej i pytasz, czy może ma ochotę na dziecko z tobą. – Syriusz pokiwał głową, dając do zrozumienia, że było dokładnie tak, jak mówiłam. – Jeszcze rok temu pewnie, by się na to zgodziła, ale teraz … myślę, że ona potrzebuje trochę więcej zaangażowania z twojej strony. Nie tylko w jej życie, ale też w życie Susan.
– Susan mnie nie lubi – mruknął.
– Dziwisz się jej? – Nalałam herbatę do dwóch filiżanek. – Spotykasz się z jej ciotką od lat, a nigdy tak naprawdę nie miała okazji cię poznać. Co jej kupiłeś na urodziny? Misia? Też bym cię nie lubiła. Nawet nie zadałeś sobie trudu, żeby się dowiedzieć czym się interesuje, a chcesz zrobić dziecko jej … matce. Amelia nie jest już tylko Amelią. Zwłaszcza teraz powinieneś wspierać je obydwie.
– Byłem z nimi cały czas …
– Byłeś z Amelią – westchnęłam. – Dzieci cię lubią. Leen za tobą szaleje, dzieciaki w księgarni też, ale jeśli chcesz dziecka z Amelią musisz być ojcem dla Susan; nie tylko dobrym wujkiem.
– Wyrzuciła mnie – jęknął. – Jak psa.
– I dobrze zrobiła.
– Jak mam ją przeprosić? – Spojrzał z nadzieją.
– Na pewno nie zaczynałabym od kupowania pierścionka. – Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc po jego minie, że właśnie to zamierzał. – Przeprosiny to marny powód do oświadczyn. Nie mam pojęcia, Syriusz. Porozmawiaj z nią na początek, może zaproś gdzieś je obydwie. Naprawdę chcesz się oświadczyć czy chcesz żeby do ciebie wróciła?
– Jedno i drugie – szepnął Black.
– Powiedz jej co czujesz, ale jeśli nie chcesz, żeby Susan była obecna w twoim życiu w równym stopniu co Amelia, to odpuść sobie. Nie zawracaj im głowy.
– Susan to cudowna dziewczyna – odparł. – Nie mówię, że od razu będę super ojcem, ale chciałbym byśmy mogli stworzyć rodzinę, taką prawdziwą.
– Powiedz im o tym, Amelii i Susan. Porozmawiaj z nimi. Amelia jest miękka, wybaczy ci, ale z propozycją ciąży zaczekałabym na twoim miejscu jakiś czas. Tydzień czy dwa. – Roześmiałam się, widząc zdziwioną minę Blacka. – Swoją drogą to dlaczego nie zrobiłeś jej po prostu dziecka. Znasz Amelię; jak jej coś takiego zaproponujesz przedstawi ci setki argumentów za, setki przeciw i będzie się latami zastanawiać.
– Fakt – przyznał Syriusz. – Solem? – Black spojrzał na mnie z uwagą. – Myślisz, że nadaję się na ojca?
– Nie, kompletnie się do tego nie nadajesz i właśnie dlatego będziesz świetnym ojcem.
– Doprawdy, Snape, ciężko za tobą trafić – zaśmiał się. – Sol, pomożesz mi? – spytał z powagą. – Gdybym coś robił nie tak, powiesz mi o tym?
– Nie pozwolę byś skrzywdził Amelię, Susan ani żadne z waszych dzieci – odpowiedziałam. – Spadaj już, bo Severus zaraz wróci – prawie krzyknęłam, słysząc wchodzącego do domu męża.
– Wyjdę tylnymi drzwiami, żeby go przypadkiem nie spotkać na gościńcu – Syriusz uśmiechnął się wdzięcznie i zaczął zbierać do wyjścia. – Całus na pożegnanie?
– Jak ci zaraz dam całusa to ci wszystkie pchły do tyłka wskoczą – warknął Severus.
– Zły dzień, Severusku? – Syriusz spojrzał na niego, udając troskę.
– Nie gorszy niż twój za chwilę będzie – syknął.
– Poczekajcie, przyniosę sobie coś do picia i będziecie kontynuować – wykrzyknęłam z uśmiechem. – Jesteście tacy rozkoszni. – Podeszłam do stojących naprzeciw siebie mężczyzn i złapałam jednego i drugiego za policzek.
– Masz list? – Severus posłał Syriuszowi pełne wyższości spojrzenie, całując mnie w policzek i uśmiechnął się z przekąsem, dotykając ciążowego brzucha.
– Ta – burknął Black i podał mu postarzony pergamin.
– Nie powiedziałem, że chcę go oglądać, tylko się zastanawiam co tu jeszcze robisz skoro masz już to po co przyszedłeś – sarknął.
– Chciałem sobie popatrzeć na dekolt twojej żone... – Pięść Severusa na jego szczęce, skutecznie przerwała mu paplaninę.
– Kurwa – zaklął Black, przygryzając krwawiącą wargę. – Przecież żartowałem.
– Doprawdy? – Severus udał zaskoczonego.
– No nie – jęknęłam, wchodząc do salonu z butelką wody. – Bijecie się i nie poczekaliście?
– Nie się, tylko on mnie bije – odparł z pretensją Syriusz.
– Widać miał powód. – Wzruszyłam ramionami. Miałam kompletnie dość dziecinnego zachowania obydwu mężczyzn. Nie byłam specjalną fanką Blacka, ale kochałam Amelię i starałam się jak mogłam zaakceptować jego towarzystwo. Ostatnio nawet byłam bliska stwierdzeniu, że zaczynam go trochę lubić i nabierałam do niego coraz większego szacunku po tym, jak bardzo zaangażował się w pomoc Harry'emu. Zaskoczyła mnie jego rozcięta warga. Severus nie krył swojej niechęci do Blacka, ale nigdy nie posunął się do rękoczynów. Jeśli już, to korzystał z różdżki i dokuczał Blackowi przykrymi zaklęciami.
– Dawaj ten list – nakazał po chwili milczenia. Black zmierzył go nieufnym spojrzeniem i bez słów ponownie wyjął pergamin z kieszeni. – Jakich zaklęć użyłaś? – spytał, siadając obok mnie.
– Tych samych – odparłam enigmatycznie. Założyłam, że skoro w Ministerstwie nikt nie połapał się, że przedłożyłam spreparowane zapiski ojca, także w tym przypadku nie powinno być problemów.
Severus rzucił na rolkę pergaminu kilka czarów sprawdzających i z uśmiechem ucałował mnie w usta.
– Dobra robota.
– Dlaczego go uderzyłeś? – spytałam po chwili, gdy ciekawość w końcu wzięła górę.
– Bo mnie wku …
– Sprowokowałem go – odpowiedział Black. – Nie sądziłem, że wali tak celnie i bez ostrzeżenia.
– Jest jakaś szansa, że zaczniecie się tolerować? – spytałam, wzdychając.
– Nie – odparli zgodnie.
– Tak myślałam – westchnęłam teatralnie. – Amelia to moja przyjaciółka – zaczęłam, spoglądając na nich poważnie. – Jeśli przyjmie cię z powrotem będziemy rodziną.
– Z powrotem? – Severus uśmiechnął się szeroko.
– Zerwała z nim. – Wywróciłam oczami, słysząc gromki śmiech męża. – Nie ciesz się – mruknęłam. – Jestem pewna, że jeszcze dziś do siebie wrócą, a co gorsza, ten … on … będzie niczym twój szwagier. O jasna cholera … i ja sama doradziłam ci co zrobić.
– Namawiałaś go, żeby się oświadczył twojej przyjaciółce? – Severus nie krył oburzenia.
– A co za różnica? I tak się spotykali.
– Sypiali ze sobą, to wszystko – uniósł się Snape. – Teraz będą rodziną, cholera jasna, Sol. Będę go musiał znosić w każde święta, udawać, że go lubię i jeszcze kupować prezent na urodziny.
– Co ja narobiłam? – jęknęłam, teatralnie zakrywając usta.
– Te prezenty to możemy sobie darować – mruknął Syriusz. – Uścisk w święta wystarczy.
– Trzymaj łapy przy sobie – warknął Severus. – A jak zobaczę, że zerkasz na moją żonę, przysięgam, będziesz błagał, bym zabił cię w humanitarny sposób.
– Będę ją ścis... ok … nieważne – urwał Black, spoglądając na mnie przepraszająco i profilaktycznie zrobił unik przed Severusem.
– Nie interesuje mnie jak, macie się polubić – zakomunikowałam po chwili.
– Niby jak? – Obydwaj posłali mi krzywe uśmieszki.
– Znajdźcie wspólny cel, skupcie swą wrogość na Lupinie na przykład – odparłam.
– Mógłbym, ewentualnie – burknął pod nosem Severus.
– To nie wydaje się takie głupie – dodał Syriusz.
Pokręciłam głową z nie dowierzaniem nad dziecinnym zachowaniem obydwu mężczyzn. Jakbyśmy wciąż byli w Hogwarcie. Te same głupie odzywki, idiotyczne miny i ciągłe odgrażanie.
– Moglibyśmy dorwać go kiedyś we Wrzeszczącej Chacie – odezwał się po chwili Syriusz.
– Możemy się tam dostać tunelem spod Bijącej Wierzby – dodał Severus. – Myślisz, że jak bardzo będzie zdziwiony, kiedy przeczyta list od Pottera?
– Wolałbym pokazać go jedynie Lily – wyznał Syriusz.
Przyglądałam się im, marszcząc czoło. Nie mogłam uwierzyć, że tak niewiele im do szczęścia potrzeba. Wspólny wróg, zapowiedź bójki i od razu przyjaźń kwitła.
– Masz dziś szansę – odpowiedział Snape. – Pełnia. Spóźnisz się pół godziny i Lupina nie będzie w domu.
– Z samą Lily poszłoby łatwo – mruknął Black. – Znasz jakiegoś porządnego jubilera?
Zaniemówiłam. Oczekiwałam, że mój mąż w najlepsze wykpi chłopaka przyjaciółki, a ten jak gdyby nigdy nic, wyjął kawałek pergaminu i zanotował na nim adres sklepu. Mruknął coś pod nosem i westchnął.
– Właściciel sklepu zaopatruje się u nas w eliksiry do polerowania metali i kamieni. Powiedz, że jesteś moim przyja... znajomym, to dostaniesz rabat.
– Zawołajcie mnie, jak zaczniecie piec wspólnie ciasteczka – poprosiłam. – Mam nadzieję, że się nie obrazisz – zwróciłam się do Syriusza. – Nie czuję się najlepiej … – jęknęłam, gdy tępy ból przeszył moją czaszkę. Zrezygnowana odszukałam dłoń męża i mocno zacisnęłam na niej swoje palce. – Pomożesz mi? – spytałam szeptem.
Severus
– Na mnie już pora – odezwał się po chwili ciszy Syriusz. Byłem mu wdzięczny za odpowiednią reakcję. Solem zwykle nie czuła się komfortowo, tracąc nagle wzrok przy kimś obcym. Skinąłem do niego i kierowany jakąś magiczną siłą, wyciągnąłem do niego rękę.
– Możesz później dać znać, jak poszło? – poprosiła Solem. – Z Amelią i Lupinami.
– Mogę później zajrzeć? – spytał niepewnie.
– Amelia ma odebrać Susan i Eileen od mamy, może wpadniecie później razem? – Posłała Blackowi słaby uśmiech. Objąłem ją i delikatnie pogładziłem ramię. – Zrobię kolację, moglibyście zanocować u nas, Susan i Leen bardzo się lubią.
– Solem, jeśli ode mnie, by to zależało …
– Założysz się, że teraz siedzi w domu i czeka na ciebie? – Sol uśmiechnęła się krzepiąco, spoglądając w pustą przestrzeń. Serce mi pękało na ten widok. Od ostatniego razu, gdy zapadła w ciemność, minęło tyle czasu, że teraz z trudem przyswajałem fakt, że moja żona była niewidoma. Miałem nadzieję, że odzyska wzrok po drzemce, jak to zwykle bywało, gdy była w ciąży z Leen, ale liczyłem się też z tym, że taki stan utrzyma się dłużej.
Kolejny rozdział: „Spotkania"
