ROZDZIAŁ 35

Spotkania

Severus

– Myślisz, że tak właśnie wygląda nasz syn? – Objąłem Solem stojącą przed portretem Teodora od tyłu i oparłem brodę na jej ramieniu.

– Nie wiem – odparła, lekko przechylając głowę. – To tylko portret na podstawie wiodących cech fizycznych jego przodków.

– Ma twoje oczy – szepnąłem jej do ucha – i włosy – zaśmiałem się smutno.

– I twój szlachecki nos – dodała. – Nie sądzę, że wiele z niego zostawili. Nie przypomina żadnego z tych chłopców – westchnęła. – Gdybym choć podejrzewała dlaczego go zabrali, ale nie mam zielonego pojęcia. Ci ludzie, rodzice tych dzieci, wydają się tacy normalni, mili.

– Niektórzy pewnie są mili, ale pomyśl – odparłem, obracając ją przodem do siebie – gdybyś ty skrywała mroczny sekret próbowałabyś właśnie taka być. – Solem przytaknęła. – Starałbyś się nie zwracać na siebie uwagi, ani nadmierną troską o dziecko ani zaniedbaniem.

– Na szczęście Harry ma się trochę lepiej – odetchnęła.

– Ci mugole też chyba oprzytomnieli – dodałem. – Matka nie chce powiedzieć co im zrobiła, ale z tego co widziałem nawet kupili chłopcu nowy rower.

– A pani Longbottom nie może się nadziwić, jak bardzo Neville stał się otwarty. – Uśmiechnęła się.

– Nie jestem zachwycony tym, że Leen spędza z nim czas – mruknąłem.

– Daj spokój. Bawi się z nim raz w miesiącu, Sev.

– Jakby nie mogła bawić się tylko z Susan – burknąłem pod nosem.

– A jeśli on … jeśli nie będzie nas chciał? – spytała nagle łamiącym się głosem i popatrzyła przerażonymi oczami.

– Słonko, skupmy się na tym, żeby był bezpieczny i szczęśliwy – odpowiedziałem, przytulając ją mocno do siebie. – Później będziemy starali się go do nas przekonać.

– Chciałabym porozmawiać z Davisem – wyznała po chwili. – Myślę, że on wie, Severus. Nie mam pojęcia skąd, ale wie. Nie do końca rozumiem niuanse tego zaklęcia naznaczenia. Nie jestem też pewna w jaki sposób sprawdzić czy jest ono nałożone na łańcuszek. Jest w nim magia, ale nie mogę jej odczytać – jęknęła z rezygnacją i głośno wypuściła powietrze. – Chyba urodzę. – Pogładziła leciutko brzuch i uśmiechnęła się.

– Najwyższy czas – mruknąłem, pomagając jej usiąść.

.: :.

Solem

– Mamo, a jak my je odróżnimy? Są takie same – dziwiła się Eileen pochylona nad swoimi siostrami.

– Chyba musimy je jakoś oznaczyć – zaśmiałam się, unosząc lekko na szpitalnym łóżku.

– Naprawdę mogę im je założyć? – Przytaknęłam z uśmiechem, kiedy Leen spojrzała z nadzieją. Dziewczynka pospiesznie wyciągnęła z kieszeni dwie utkane przez siebie bransoletki i nałożyła na nadgarstki swoich sióstr. – Susan mi pomogła je zrobić.

– Są śliczne – pochwaliłam ją.

– Naprawdę ci się podobają? – spytała niepewnie.

– Bardzo.

– To dobrze, bo mam też dla ciebie i dla siebie. – Wyciągnęła jeszcze dwie bransoletki i jedną z nich oplotła mój nadgarstek. – Tacie nie zrobiłam, bo i tak nie chciałby nosić – mruknęła z krzywą miną.

– Pewnie by nosił, ale jego mina jasno dałaby ci do zrozumienia co myśli o tego typu prezencie dla mężczyzny. – Roześmiałyśmy się, a po chwili Leen wtuliła się w mój bok.

– Tęsknię za nim, mamusiu – szepnęła cichutko ze łzami w oczach.

– Jeszcze troszkę, córuniu. – Pogładziłam dziewczynkę po włosach i mocniej ją do siebie przycisnęłam. – Za dwa tygodnie wrócimy we cztery do Hogwartu i będziesz miała tatusia na co dzień.

Ja też coraz bardziej tęskniłam za Severusem. Odkąd wakacje dobiegły końca widywaliśmy się jedynie w weekendy, a i te dość często były przerywane przez uczniów jego domu. Szczęśliwie udało się mu być podczas porodu, ale chwilę później musiał już wracać do pracy. Byłam zła, kiedy Dumbledore nie zgodził się na choćby kilkudniowy urlop. Pogrywał z nami, próbując w ten sposób zmusić mnie do uległości i pracy na rzecz Zakonu, ale nie zamierzałam stać się jedną z jego marionetek. Już dawno postanowiliśmy z mężem, że jego praca w Hogwarcie skończy się z chwilą wygaśnięcia umowy i teraz nie miałam już wątpliwości, że to będzie słuszna decyzja.

Czułam, że powrót Voldemorta był bliski i Severus nie mógł zrezygnować ze szpiegowania. Naraziłby się obydwu stronom i ani Dumbledore, ani Czarny Pan nie byłby skory tak po prostu mu odpuścić. Bałam się nie tylko o niego, ale także o dzieci i wiedziałam, że dopóki Lord Voldemort będzie chodził wolny po świecie, nie zaznamy spokoju. Jęknęłam w duchu, uświadamiając sobie, że to Harry Potter według przepowiedni ma zabić czarnoksiężnika. Mały, niepozorny chłopiec, przez lata krzywdzony przez swoją matkę i ojczyma miał być nadzieją czarodziejskiego świata.

Wciąż zastanawiało mnie zachowanie Evans. Remus był przyszywanym rodzicem, ale Lily była jego rodzoną matką. To co spotkało chłopca nie było zwykłym zaniedbaniem i nie mieściło mi się w głowie, jak ktoś mógł świadomie skazywać dziecko na taki los. Na szczęście nasz plan się powiódł i pod bacznym okiem Syriusza Harry zaczynał w miarę normalnie funkcjonować. Lupinowie nie pozwalali mu zabierać dzieciaka z domu, ale przynajmniej dostał mały pokoik i Black mógł go raz w tygodniu odwiedzać, by przekazywać wiedzę na temat animagii. Przygotowałam dla niego spory stos podręczników, z których nauczałam Eileen i ku mojej uldze, Lily pozwoliła mu się z nich uczyć. Oprócz Syriusza nie miał żadnych nauczycieli, ale z tego co mówił, nauka jedynie z książek przychodziła mu bez większego trudu.

Black narzekał, że chłopiec nie chciał się przed nim otworzyć. Owszem słuchał wszystkiego co miał mu do powiedzenia z uwagą i skrupulatnie wykonywał polecenia, ale prawie wcale nie odzywał się z własnej woli. Zasięgnęłam rady specjalistów ze szpitala, ale ci zgodnie twierdzili, że potrzeba sporo czasu i cierpliwości, by dziecko, nad którym znęcano się psychicznie, a z dużym prawdopodobieństwem także fizycznie, chciało się otworzyć. Ciągłe przebywanie pod jednym dachem ze swym oprawcą i bark poczucia bezpieczeństwa na pewno utrudniały sprawę, ale w tej chwili ani ja, ani Syriusz niewiele mogliśmy zrobić. Z trudem udało się przekonać Blacka do powolnego i rozważnego działania. Uciekanie się do gróźb pod adresem Lupinów, a tym bardziej próby odebrania im chłopca mogłyby przynieść odwrotny efekt. Baliśmy się, że w momencie zagrożenia Lily i Remus ponownie wyjadą z Anglii bez pożegnania i nic w sprawie Harry'ego nie będziemy już mogli zrobić.

Sprawa Teodora także nie dawała mi spokoju. Poruszaliśmy się do przodu bardzo małymi kroczkami, a przez większość czasu wydawało się, że dreptaliśmy w miejscu. Nic nie brałam za pewnik i wszystko starałam się dokładnie sprawdzać. Lista chłopców, których skrupulatnie sprawdzaliśmy co prawda zmniejszała się z miesiąca na miesiąc, ale coraz trudniej było godzić się z tym, że wśród dziewięciu, których wciąż nie mogliśmy wykluczyć był mój syn. Pocieszałam się myślą, że większość żyła w szczęśliwych rodzinach i starałam się dokładać starań, by pozostałym; Harry'emu, Neville'owi, Terry'emu z mugolskiej rodziny i Ernie'emu nie działa się krzywda.

Wspomnienia powracały bardzo powoli, ale do nich starałam się raczej podchodzić z dystansem. Uzdrowiciel na sesjach terapeutycznych skupiał się na wypełnianiu luk i naprawie wzroku, bazując na tym co mi się przypomniało, ale wciąż napominał, żeby nie ufać tym wspomnieniom bezgranicznie. Podkreślał, że dopiero jak cała dziura w pamięci zostanie wypełniona będzie można z powodzeniem cofnąć zaklęcie i wówczas okaże się, czy to co do mnie wraca to prawdziwe wspomnienia, czy modyfikacja napastnika.

Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc śpiącą przy moim boku córkę i najdelikatniej, jak tylko mogłam wstała z łóżka, by pozwolić jej na spokojny sen. Eileen była przy mnie przez cały poród i chyba w końcu emocje z niej uleciały, ustępując miejsca zmęczeniu. Usiadłam na szpitalnym fotelu ustawionym przy łóżeczku bliźniaczek i z nostalgią przyglądałam się swoim trzem, śpiącym pociechom, gdy i moje powieki powoli zaczęły opadać

– Solem, skarbeńku. – Teściowa delikatnie potrząsnęła moim ramieniem. – Ja przy nich posiedzę, a ty połóż się na drugim łóżku. – Z uśmiechem wskazała nowy mebel w pokoju.

– Zasnęłam?

– Nie sądzę, by spanie w tej pozycji było wygodne – zaśmiała się pani Snape. – Połóż się do łóżka.

– Nie cierpię szpitalnych łóżek – westchnęłam.

– Wiem, dziecinko – wyszeptała starsza kobieta. – Jutro rano zabierzemy was z Tobiasem do nas, ale dziś już wolałabym żebyście zostały tutaj, dobrze? – Przytaknęłam leciutko – Przykro mi, że Severus musiał wrócić do pracy. Powinien być teraz z wami.

– To dlatego, że popadłam w niełaskę dyrektora – mruknęłam, marszcząc nos.

– Nie sądziłam, że jest takim …

– Starym, zawziętym, mściwym draniem? – wyplułam.

– Lepiej bym tego nie ujęła – zaśmiała się. – Merlinie, one są takie śliczne. Wszystkie trzy. Podobne do Severusa, a jednak śliczne.

– Uważa mama, że Severus nie jest przystojnym mężczyzną? – zdziwiłam się.

– Na pewno nie jest śliczny – zapewniła teściowa.

– Mnie się podoba. – Wzruszyłam ramionami.

– Naprawdę uważasz mojego syna za przystojnego mężczyznę? – Eileen spojrzała z zaskoczoną miną.

– Jest wysoki, dobrze zbudowany i ma takie męskie rysy – odparłam. – Ma cudowne dłonie, silne, a jednocześnie delikatne i oczy. Najpiękniejsze oczy na świecie – westchnęłam. – Mógłby obciąć włosy, ale do nich się już chyba przyzwyczaiłam. – Teściowa pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Co cię w nim urzekło? – spytała po chwili z zaciekawieniem. – Niekonwencjonalna uroda?

– Pewnie trochę też, ale chyba zanim ją dostrzegłam, zwróciłam uwagę na jego dłonie. – Uśmiechnęłam się zawstydzona, gdy teściowa usiadła wygodnie na fotelu obok, oczekując dalszej opowieści. – Naprawdę dużo o nim mówiły. Pasja i skupienie z jaką warzył eliksiry, to chyba mnie pierwsze oszołomiło. Tamtego dnia stanął w mojej obronie, dwa razy. I wyleczył bąble od jadu tentakuli na moich dłoniach. Chyba nawet nie starał się odgrywać przede mną zimnego drania. Był opiekuńczy i troskliwy od naszego pierwszego spotkania. Kilka dni wcześniej – zawahałam się – słyszałam, jak Evans z nim zerwała. Był taki … zawiedziony. Nie było mi szkoda, że go rzuciła, ale wiedziałam, że nie zasłużył na takie potraktowanie, nie zasługiwała na niego. Wykorzystała go i rzuciła, gdy nie był jej już potrzebny. Nawet nie próbowała udawać, że jej na nim zależało. To głupie, ale … chciałam go wtedy przytulić. – Zaczerwieniłam się. – Urzekła mnie w nim jego gotowość do poświęcenia, zasadniczość i delikatność w stosunku do tego co dla niego ważne. Na początku nie przypuszczałam, że on … że mógłby się mną zainteresować. – Eileen roześmiała się cicho na te słowa.

– Ja wiedziałam od razu, że mu się podobasz – odparła ze śmiechem. – Bardzo się starał, żeby list, który do mnie wówczas napisał brzmiał obojętnie, ale kompletnie mu to nie wyszło. Martwił się o ciebie. Naprawdę się o ciebie wówczas martwił. Byłam zaskoczona. Nie tym, że się tobą zainteresował, ale to co pisał wówczas było zupełnie inne od tego co pisał mi kiedyś o – Eileen zawahała się przez chwilę – o Lily Evans. – Spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem, dając do zrozumienia, żeby kontynuowała. – Kiedy o niej pisał, zawsze miałam wrażenie, że ona go krzywdzi. Nigdy nie pisał o randkach, spotkaniach czy wspólnym spędzaniu czasu tylko wciąż o tym, że pomógł Lily napisać esej, że przygotował za nią eliksir i takie tam. Z tobą od pierwszego listu było inaczej. Opisał cię jako dziewczynę, która umila mu naukę w bibliotece. – Spłoniłam się jeszcze bardziej. Później się dowiedziałam, że pocałowaliście się pierwszy raz właśnie tam, ale to chyba było już po tym, jak napisał ten list. – Eileen uśmiechała się szeroko, widząc rumieniec na moich policzkach.

– Uciekłam – mruknęłam pod nosem. – Dałam mu buziaka w policzek, a on mnie pocałował i uciekłam. Zostawiłam wszystkie swoje rzeczy i wybiegłam.

– Jest pierwszym, którego pocałowałaś?

– Tak, pierwszym i jedynym – odparłam.

– Severus jest szczęściarzem. – Eileen pogładziła mnie po ramieniu.

– Zabawne, ja się czuję dokładnie tak samo, gdy o nim myślę i patrzę na te trzy małe istotki. – Westchnęłam smutno. Brakowało mi go, jego ramion i cichego, kojącego szeptu, pocałunków i bicia serca na policzku przytulonym do jego mocnej klatki piersiowej. Z nim byłam bezpieczna, bez niego traciłam oddech.

– Wszystko się ułoży, dziecko – zapewniła.

.: :.

– Jasna cholera – zaklęłam pod nosem, zaciskając wargi.

– Co się stało? – Severus i jego rodzice spojrzeli na mnie z zaciekawieniem.

Było już naszą rodzinną tradycją, że ferie świąteczne spędzaliśmy w domku letniskowym po pradziadkach i tak też było w pierwsze święta bliźniaczek. Wszystkie trzy dziewczynki smacznie już spały, a my zmęczeni po całym dniu wodnych zbaw odpoczywaliśmy w salonie, popijając wino, a w moim przypadku, studiując kolejne książki z zaklęciami.

– Mam dość – jęknęłam. – Pożyczyłam od Davisa książkę o zaklęciach modyfikujących i jest tutaj cała masa czarów, których nie da się zidentyfikować przy pomocy zaklęcia sprawdzającego. Jeśli zostały zmienione cechy odziedziczone po jednym z rodziców, sprawdzenie jest praktycznie niemożliwe.

– Czyli wszystko od początku? – zapiszczała przerażona Eileen.

– Gorzej mamo – westchnęłam. – Ja nie wiem w jaki sposób sprawdzić, czy na któreś z dzieci nałożony jest czar modyfikujący. Można rzucać przeciwzaklęcia, ale są ich dziesiątki albo setki.

– Czyli jedynym skutecznym sposobem, by przekonać się, czy wśród czystokrwistych jest nasz syn jest sprawdzenie DNA. – Severus głośno wypuścił powietrze i pogładził mnie po kolanie.

– Nie mam już pomysłów co możemy zrobić – jęknęłam zrezygnowana.

– Nie możemy być zbyt natarczywi – odezwał się Tobias. – Jeśli ktoś zorientuje się co robimy, zabierze go gdzieś daleko. – Zamyślił się przez chwilę. – Wydaje mi się jednak, że powinniśmy póki co iść według tego planu i sprawdzić resztę dzieci, a dopiero później zastanowić się, który z chłopców nie posiada cech żadnego z was.

– Na początek możemy pokierować się portretem – zaczęła Eileen, pokrzepiająco klepiąc mnie po dłoni. – Czy któreś z dzieci ma cechy fizyczne Severusa? – Zmarszczyłam czoło, próbując przywołać obraz małych czarodziejów.

– Jeden ma naprawdę duży nos – wykrzyknęłam z triumfem, czym zasłużyłam sobie na gromiące spojrzenie teścia i męża. – No co? Czterech ma kudłate włosy – dodałam.

– Widzisz, nie będzie tak źle – pocieszyła Eileen.

– To wszystko jest takie niepewne. – Odetchnęłam głęboko. – Niby mamy jeszcze zaklęcie naznaczenia, ale nie mamy pewności, że zostało ono poprawnie rzucone.

– Jak właściwie ono działa? – spytała teściowa.

– Jeśli Teo dotknie łańcuszka, na jego nadgarstku pojawi się wierna kopia widoczna jedynie dla mnie – wyjaśniłam. – Nalejesz mi kieliszek wina? – poprosiłam męża.

– Karmisz – burknął.

– No to idę na spacer. – Posłałam mężowi, gromiące spojrzenie i z cichym westchnieniem wyszłam na plażę.

.: :.

Severus

– Co to znowu za wynalazek ten Quirrell? – Solem ze zniesmaczoną miną obejrzała się za mężczyzną, którego przed chwilą przedstawiłem jej jako nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią.

– Nowy pupil Dumbledore'a, piękniejszy niż wszyscy inni – mruknąłem z niezadowoleniem.

– Co on nosi na głowie? – spytała, biorąc na ręce jedną z bliźniaczek.

– Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć – odparłem, sadzając sobie drugą na biodrze. – Możesz mi wyjaśnić dlaczego idę tam razem z tobą? – burknąłem pod nosem. – Nie mógłbym zostać z dziewczynkami w domu? – Zrobiłem bardzo zbolałą minę.

– Nie – odparła krótko. – I przestań robić z siebie cierpiętnika.

– Ostrzegam tylko, że nie powstrzymasz mnie tym razem przed zrobieniem krzywdy Lupinowi – mruknąłem. – Jeśli ci się wydaje, że obecność dzieci jakoś na mnie wypłynie, to się nie mylisz. Wpłynie na mnie i to bardzo, ale to bardzo mobilizująco, by go unicestwić jednym ruchem różdżki.

– Wyjechał. Nie będzie go. – Wywróciła oczami i burknęła coś pod nosem.

– Z Evans, mam nadzieję, i tym przeklętym bachorem Pottera? – spytałem z nadzieją.

– Nie – odparła z przekąsem. – Harry za tydzień zjawi się w Hogwarcie. Ale z tego co mówiła Amelia, Evans się czymś tam wykręciła.

Od ponad roku byłem zmuszany do częstych spotkań z Blackiem. Wciąż czegoś oczekiwał ode mnie albo Solem w związku z Harrym i miałem już serdecznie dość, zarówno jego, jak i dzieciaka. Mały Potter wciąż traktował Syriusza z dużym dystansem i ten za wszelką cenę starał się do niego dotrzeć. Z opowieści wynikało, że pokazał mu chyba wszystkie możliwości, jakie niesie za sobą magia, ale to zdawało się kompletnie nie interesować chłopca. Słuchał uważnie i czytał wszystko co Syriusz mu podsunął pod nos, ale nie wykazywał za grosz entuzjazmu. Dopiero, gdy Solem zasugerowała mu, żeby zamiast o magii zaczął opowiadać o Hogwarcie, możliwościach jakie niesie za sobą mieszkanie w zamku i przyjaznych mu ludziach, których tam spotka, Harry zaczął się nieco otwierać. Początkowo nieśmiało zadawał pytania, a po miesiącu takiej terapii, z nieukrywaną radością zaczął wyczekiwać wyjazdu do szkoły.

Spośród dwunastu chłopców czystej krwi urodzonych w osiemdziesiątym roku dzięki próbkom krwi zdobytym przez matkę, udało się wyeliminować pięciu z nich. Po chwilowym okresie rezygnacji Solem i moim strachu, że ponownie zapadnie na depresję, skrócenie listy dzieci do siedmiorga dało nam nowy zapał do poszukiwań. Kilku z nich miało od września rozpocząć naukę, ale to tak naprawdę niewiele ułatwiało. Nie mogliśmy zbyt swobodnie rzucać na dzieci zaklęć sprawdzających ani tym bardziej żadnych przeciwzaklęć kończących czary modyfikujące.

Początkowo zdesperowana Solem chciała poprosić o pomoc Dumbledore'a, ale ostatecznie Davis, który nie raz dał nam jasno do zrozumienia, że o wszystkim wiedział i wciąż pokazywał, że pomimo swoich dziwactw był człowiekiem, któremu mogliśmy zaufać, odwiódł nas od tego. Sam, jakby przeczuwając zamiary swojej dawnej studentki, zaoferował swoją pomoc. Nie tylko podsuwał przydatne zaklęcia i książki, ale na jedną z sesji Leen, zaprosił profesora Flitwicka, swojego byłego ucznia i przyjaciela. Filius, który uczestniczył w rzucaniu silnych zaklęć na szczątki domu państwa Stanley, tak by ich prochy można było złożyć w rodzinnym grobowcu, nie krył zdumienia i wciąż przepraszając nas za niedopatrzenie, zaoferował pomoc.

Profesor Flitwick, był jednym z tych, którym Solem zawsze ufała. Jeszcze w czasie jej nauki w Hogwarcie zawarli przyjaźń i ciche porozumienie, a teraz po latach okazało się, że Filius od samego początku szykował ją na uczennicę swojego byłego mentora, Davisa. Kobieta początkowo próbowała udawać obrażoną na obydwu czarodziejów, ale ostatecznie ciężko jej było ukryć rozbawianie. Zaśmiewała się z nas na cały głos, że to jednak nie talent ją wyróżnił, a protekcja. Wszyscy trzej patrzyliśmy na nią z politowaniem, gdy po raz kolejny wątpiła w swoje nieprzeciętne umiejętności. Już nawet Davis machnął zrezygnowany ręką i nie próbował rzucać na nią żadnych bolesnych klątw, które zwykle stosował, by sprowadzić ją na ziemię i zademonstrować jej własne umiejętności.

– Wiele ostatnio razem przeszliśmy. – Wzdrygnąłem się, słysząc tuż przy uchu znienawidzony głos. – Amelia i twoja żona uważają, że to dobry pomysł, więc błagam uśmiechaj się i udawaj zachwyconego.

– Czego chcesz? – warknąłem na Syriusza, uśmiechając się głupkowato.

– Błagam, zrobię wszystko czego sobie zażyczysz – prawie skamlał Black.

– Za mój uśmiech? – Posłałem odświętnie ubranemu durniowi swój najbardziej kpiący uśmieszek.

– Jeśli się zgodzisz – szeptał Syriusz.

– Na co?

– Błagam no zgódź się, dla Solem – prosił.

– Na co mam się zgodzić? – wycedziłem, wywracając oczami.

– Amelia i twoja żona uznały, że to wspaniały pomysł, byś … byś … kurwa, Snape, nie zamierzasz mi tego ułatwić, co? – Syriusz z rezygnacją opuścił ramiona.

– Uwierz mi, Black, nie mam pojęcia o co ci chodzi. Czego chcą te dwie tym razem. Już nie wystarczy, że tu przyszedłem? Mam wam sypać kwiatki, podać obrączki na różowej poduszeczce, pocałować pannę młodą? – wyplułem ostatnie słowa z odrazą.

– Tak jakby to drugie – wyjąkał Black. Popatrzyłem na niego z tępym wyrazem twarzy. – Wymyśliły, że to wspaniały pomysł, byś był moim świadkiem – kontynuował po chwili zachęcony brakiem reakcji. – Podobno jesteśmy prawie przyjaciółmi. – Wciąż nie reagowałem, uznając to za cholernie mało śmieszny żart. – Wiesz, pomogłeś mi z Amelią i pierścionkiem dla niej, pomagasz z Harrym, a to syn James'a, gdyby żył poprosiłbym jego, Amelia jest jak siostra dla twojej żony, jest twoją szwagierką, tak jakby. Zabrałem ostatnio Leen do ZOO, będziesz ojcem chrzestnym mojego dziecka, będziemy razem spędzali święta i inne duperele. Kupię ci coś fajnego na urodziny. Mam ci zapłacić? – wyrzucił z siebie zdesperowanym tonem.

– To cholernie smutne, Black, że najbardziej popularny w szkole chłopak, prosi na świadka tego, którego przez lata prześladował – odparłem spokojnie. Początkowo miałem ochotę przekląć czymś Blacka, zabrać swoje córki i wyjść z całej tej śmiesznej uroczystości, ale Solem spojrzała na mnie tak bardzo smutnym wzrokiem, przekazując mi tym samym wszystko co czuła względem Syriusza, całe współczucie dla niego i prośbę o szczęśliwy dzień dla przyjaciółki, że nie mogłem odmówić cholernej wiedźmie, ale nie byłbym sobą, gdybym zgodził się tak po prostu. Zbyt wiele niechęci wciąż czułem w środku.

– Prawda? – Syriusz spojrzał na mnie z powagą.

– Gapią się na nas, więc udawaj, że ja się nie chcę zgodzić, a ty prosisz – odparłem po chwili.

– Czyli się zgadzasz? – zdziwił się Black.

– A mam wyjście? – odburknąłem. – Ale nie za darmo – dodałem po chwili.

– Za ile? – mruknął półgębkiem pan młody.

– Za informacje – odparłem z ironicznym uśmiechem, odgrywając rolę trudnego do zdobycia świadka.

– Informacje? – Black z trudem ukrył zdziwienie.

– Na temat Zakonu Feniksa – odpowiedziałem, poważniejąc.

– Co chcesz wiedzieć? Przecież sam …

– Za dużo tu ludzi – przerwałem mu. – Jutro w moim sklepie na Pokątnej o szóstej. Nikt nam nie przeszkodzi.

– Zwariowałeś, to mój miodowy …

– Nie chrzań, Amelia z Susan, moją żoną i córkami są umówione na zakupy. Nie sądzę, żeby skończyły przed wieczorem. – Posłałem mu krzywy uśmiech.

– Serio? Nic mi nie mówiła – oburzył się szczerze.

– Widocznie uznała, że nie musi – zakpiłem. – Przywyknij, Black.

– Niech ci będzie – mruknął.

– No daj spokój, tak łatwo sprzedajesz przyjaciół? – Nie kryłem oburzenia.

– Sam stwierdziłeś, że to smutne, że ciebie muszę prosić na świadka – odparł. – Czas najwyższy rozważniej dobierać sobie przyjaciół. – Po chwili Syriusz przywdział na twarz szeroki uśmiech i podał mi dwie obrączki. Mała czarnowłosa wiedźma będzie musiała mi to wynagrodzić po trzykroć dziś w nocy.

Solem

– Dużo go to będzie kosztowało? – spytałam rozbawiona, wplatając dłoń w ramię męża.

– Nie mam ceny, moja droga. – Severus wzruszył ramionami. – Robię to charytatywnie.

– Jasne – zaśmiałam się. – Dziękuję – dodałam i lekko cmoknęłam go w policzek.

– Widzisz, jednak coś z tego mam – odparł i przyciągnął mnie do głębszego pocałunku. – Wytłumacz mi tylko jeszcze, dlaczego zaraz po tym idiotycznym ślubie nie możemy iść sobie do domu? Zapomniałaś, że mamy małe dzieci?

– Severus, rozchmurz się troszkę. Nasze małe dzieci nie są już takie małe i mama z tatą na pewno świetnie się nimi zaopiekują, a ty mógłbyś nie udawać i się trochę pouśmiechać dla odmiany.

– Rozejrzyj się, kobieto – prychnął. – Mam się uśmiechać do tej bandy idiotów?

– Wystarczy, jak będziesz śmiał się do mnie – odparłam z powagą.

– Ewentualnie mógłbym, ale nie będę się wdzięczył do … Merlinie, to … nie oglądaj się teraz za siebie – szepnął. – Chwyć Asterię, ja wezmę Severusię …

– Ona ma na imię Selene – warknęłam.

– Nieważne, wezmę tę drugą i Leen, i uciekamy. – Severus chwycił mnie za łokieć i skierował do stojących niedaleko rodziców zajmujących się naszymi córkami.

– Zwariowałeś, Sev? – Spojrzałam na męża z oburzeniem, a po chwili obejrzałam się, żeby sprawdzić, który z gości tak bardzo wyprowadził go z równowagi. – O Merlinie, ja wezmę bliźniaczki, ty weź na ręce Leen.

– A wy dokąd? – Zatrzymał nas głos Amelii, a co gorsza jej ręka zacisnęła się na drugim moim ramieniu. – Jeśli ciągniesz swoją żonę na numerek, Severusie, to już nie zdążysz. Zaczynamy za piętnaście minut.

– Zdążę – zakomunikował i pociągnął mnie w kierunku córek.

– Nie zgadzam się. – Amelia stanęła nam na drodze. – Chcecie uciec? – Spojrzała na nas ze łzami w oczach. – To dlatego, że Syriusz nie miał świadka? Nie chciałeś się zgodzić, prawda? Solem cię zmusiła, a teraz …

– Och, zamknij się, bo cię usłyszą – warknął Severus.

– Państwo Snape? – Posłałam przyjaciółce mordercze spojrzenie, gdy tuż za sobą usłyszałam głos Balbiana Blagojevica.

– Pan Blagojevic. – Odwróciłam się z uśmiechem do byłego nauczyciela Obrony. – I panna de Burbon, dobrze pamiętam? – Spojrzałam na kuso ubraną kobietę trzymaną w uścisku przez mężczyznę. – Severusie, to Rennes, poznajesz? – Trąciłam męża w bok, gdy ten nie zareagował. Pannę de Burbon spotkałam jedynie dwa razy w życiu i miałam nadzieję, że więcej nie będę miała okazji. Myliłam się jednak. Podczas naszego pierwszego spotkania nie mogłam się jej przyjrzeć i bazowałam jedynie na opowieściach Severusa i Narcyzy Malfoy. Za drugim razem, Severus pokazał mi Rennes, na Pokątnej i wówczas udało nam się uniknąć konfrontacji, tym razem nie mieliśmy tego szczęścia.

– Nie przypominam sobie, byśmy mieli okazję się już spotkać. – Severus odwrócił się z zaskoczonym wyrazem twarzy i pociągnął Amelię za rękę, gdy ta próbowała odejść.

– Och, daj spokój – zaszczebiotała Rennes. – Na przyjęciu u Malfoyów, ale ty nie widziałaś, a widzisz już?

– Tak się złożyło – mruknęłam. – Co u ciebie Balbianie? Nie widziałam cię od czasu, gdy odszedłeś z Hogwartu.

– Po tym co mnie tam spotkało musiałem wyjechać – westchnął. – Naprawdę nie wiem, jak wy znosicie mieszkanie tam. Wciąż jeszcze dochodzę do siebie i gdybym nie spotkał Rennes. – Mężczyzna objął swoją partnerkę i wtulając się w jej bok, przymknął powieki.

– Skąd się znacie? – Zwróciłam się do Amelii.

– Nie znamy – odburknęła przyszła pani Black.

– Nie jesteśmy gośćmi. – Blagojevic spojrzał przepraszająco na pannę młodą.

– Za miesiąc bierzemy tutaj ślub z Balbusiem – wyjaśniała Rennes – i postanowiliśmy się dobrze przygotować. Chodzimy sobie na śluby. Nie ma pani nic przeciwko, prawda?

– Myślę, że jednak musimy was poprosić o wyjście – wtrącił pospiesznie Severus, widząc niepewną minę Amelii.

– To ma być bardzo kameralna uroczystość, tylko najbliżsi – dodałam. – Pan młody, jest trochę … taki …

– Niewidomy? – dokończyła panna de Burbon.

– Nieśmiały – wyjaśniłam.

– Nieśmiały? – zdziwiła się Rennes. – Jak to?

– Tak to – warknął Severus i gestem wskazał drzwi. Blagojevic chciał coś jeszcze powiedzieć, ale dłoń mojego męża zaciśnięta na różdżce skutecznie odebrała mu mowę.

– Kto to u licha był? – Amelia spojrzała na nas zszokowana.

– Na szczęście nie twoi znajomi. – Odetchnęłam z ulgą i zabrałam przyjaciółkę do prywatnego pomieszczenia, w którym ta mogła ostatecznie przygotować się do ślubu.

– Solem? – spytała niepewnym głosem, gdy poprawiałam jej fryzurę. – Czy to na pewno niczego nie zmieni?

– Pewnie, że zmieni – zaśmiałam się. – Będzie rozkładał po całym domu swoje brudne ciuchy, będzie brudził w łazience, zostawiał resztki jedzenia na kuchennym stole. Spiskował przeciwko tobie z Susan i zajmował twoją część łóżka. Będzie też cię całował każdego ranka na dzień dobry i wieczorem na dobranoc, będzie cię słuchał, gdy będziesz potrzebowała się wypłakać i przytuli, gdy będzie ci źle. Zrobi zakupy, kiedy zachorujesz i ugotuje obiad, gdy nie będziesz się czuła najlepiej. Zaparzy herbatę wieczorem, rozmasuje stopy, gdy wrócisz zmęczona do domu i będzie się cholernie martwił, gdy spóźnisz się chociaż minutę.

– A między nami, Sol? Czy coś się zmieni? – spytała, z trudem hamując łzy. – Nie gniewasz się, że za niego wychodzę?

– Gniewać? Amelia, dlaczego miałabym się gniewać? – Spojrzałam zaskoczona na przyjaciółkę.

– Skrzywdził cię – wyszeptała. – Nie powinnam się z nim umawiać.

– Oczywiście, że powinnaś. – Chwyciłam ją mocno za ramiona. – Przeprosił mnie jako jedyny tamtego dnia. Już dawno wybaczyłam mu, że zabrał moje mapy z dormitorium. Amelia, każdy zasługuje na drugą szansę, a Syriusz naprawdę dojrzał. Jestem szczęśliwa, bo wiem, że moja najlepsza przyjaciółka za chwilę wyjdzie za mąż za porządnego faceta, który będzie o nią dbał. Będę spokojna, bo wiem, że masz kogoś kto cię obroni i nie pozwoli skrzywdzić. To wbrew pozorom mądry, dojrzały mężczyzna. Zgrywa się czasem, ale wiem, że cię kocha i zależy mu na was, na tobie i Susan. I nawet jeśli czułabym do niego uraz, to niczego nie zmienia. W moich oczach jest mężczyzną, który uszczęśliwia kochaną przeze mnie osobę i to najważniejsze.

– Kocham cię, Solem. – Amelia chwyciła mnie za szyję i mocno przytuliła.

– Ja ciebie też kocham. Gotowa? – Bones mocno odetchnęła i pokiwała głową.

.: :.

– No dobra, co przeskrobałeś? – Od dłuższej chwili przyglądałam się mężowi, który z nienaturalnie szerokim uśmiechem spożywał kolację.

– Nie mam pojęcia, o co ci chodzi – odparł, wykrzywiając się do mnie ironicznie.

– Przecież dobrze wiem, że czujesz potrzebę podzielenia się tymi rewelacjami, no dalej. – Ręka z widelcem Severusa zamarła w powietrzu, gdy dość stanowczo odsunęłam od niego talerz.

– Wróciłem do domu po ciężkim dniu pełnym zajęć – warknął. – Daj mi zjeść, kobieto.

– Jak powiesz dlaczego się tak uśmiechasz – odrzekłam z wysoko uniesioną brwią.

– Popsułaś mi humor i już się nie uśmiecham. Oddaj moją kolację – syknął, mrużąc oczy.

– Tatuś znowu komuś dokuczał? – Eileen wpadła do kuchni i z impetem wskoczyła ojcu na kolana.

– Tatuś nikomu nie dokuczał – mruknął Severus z niezadowoloną miną. – Odczepcie się ode mnie – dodał, udając groźną minę.

– No to komu tatku? – drążyła dziewczynka. – Może temu ryżemu co mi dokuczał ostatnio w bibliotece?

– Ktoś ci dokuczał, skarbie? – Posłałam córce zmartwione spojrzenie i wywracając oczami, oddałam kolację mężowi.

– Taki jeden, ale ten w okularach mu powiedział, żeby się mnie nie czepiał – wyjaśniła Leen.

– Mogę wiedzieć co dokładnie masz na myśli, mówiąc, że ktoś ci dokuczał? – zaniepokoił się Severus.

– Oj, nic takiego, tatusiu. – Dziewczynka próbowała się wymigać i chciała odejść do swojego pokoju, ale natychmiast ją zatrzymałam i gestem nakazałam usiąść przy stole. Severus odłożył na chwilę widelec i oboje wymierzyliśmy w córkę ponaglające spojrzenia. – Taki rudy chłopak przyszedł do biblioteki z takim w okularach i usiedli przy stoliku obok mnie, i mówił temu w okularach, że Neville mu powiedział, że jestem twoją córką.

– I? – Ponownie posadziłam córkę na krześle, gdy ta próbowała udawać opowieść za zakończoną.

– I ja już nie lubię Neville'a. – Leen zasmucona spuściła głowę.

– Dlaczego? – spytałam łagodnie.

– Bo on powiedział temu ryżemu, że Gryfoni dostaną na zajęciach eliksirów dodatnie punkty tylko wtedy, gdy ja trafię do ich domu – wyrzuciła jednym tchem. – To obciach być Gryfonem i ja wcale nie chcę, żeby tata mnie nagradzał tylko dlatego, że jestem jego córką – mruknęła pod nosem. – I ten ryży szczur, tłumaczył temu w okularach, tak żebym ja też słyszała, że ja na pewno trafię do Slytherinu, tak jak tatuś i zostanę śmierciojadem, tak jak on. – Leen pochyliła głowę. Wymieniliśmy z Severusem zaniepokojone spojrzenia. – Ten w okularach mnie bronił – szepnęła dziewczynka. – Uśmiechnął się do mnie i powiedział, że nie wyglądam na seryjnego zabójcę, a on się podobno dobrze na tym zna, bo sam pokonał jednego czarnoksiężnika, gdy miał rok. Ten w okularach jest miły – dodała cichutko.

– Już ja sobie porozmawiam z …

– Severus – uspokoiłam go pospiesznie. – Skarbie. – Przysunęłam się do córki i objęłam ją delikatnie ramieniem. – Ja bym się za bardzo nie przejmowała tym, co mówi ten chłopiec. To bardzo nieładnie oceniać kogoś zanim się go pozna i nie jest ważne do jakiego domu ktoś należy. To nie ma znaczenia, uwierz mi. – Odetchnęłam głęboko. – Jesteś mądrą dziewczynką i Neville powinien to zauważyć już dawno, jeśli tego nie dostrzegł i uważa, że twoje zdobycze punktowe, jak już zaczniesz naukę w Hogwarcie, będą zasługą jedynie tego, że jesteś córką profesora eliksirów, to znaczy, że sam jest chłopcem o bardzo małym rozumku.

– Jak wujek Syriusz? – Eileen posłała ojcu rozbawione spojrzenie.

– Mniej więcej i jak tatuś czasami. – Udałam złość, ale po chwili uśmiechnęłam się do córki.

– Ja myślę, że Neville się na mnie złości, bo tata mu odjął dużo punktów – powiedziała po chwili dziewczynka, ale nie było czuć w jej głosie pretensji do ojca.

– Odjąłem też punkty i dałem szlaban Potterowi, temu w okularach, a nadal był dla ciebie miły, prawda? Co tylko potwierdza teorię mamusi – odparł Severus, wysoko unosząc brwi.

– I stąd ten dobry humorek? – zakpiłam. – Leen, to nie pierwszy raz, gdy ktoś ci dokucza i pewnie nie ostatni. To przez Neville'a tak cię to ruszyło?

– Nie – mruknęła pod nosem dziewczynka. – Naprawdę ten w okularach jest miły i ma taką koleżankę z włosami bardziej roztrzepanymi od twoich i ona siedzi w bibliotece chyba na każdej przerwie, aż ciocia Irma kręci głową, jak ją widzi, i ja myślałam, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić, tak jak z Susan, ale ten ryży im na mnie nagadał i Neville pewnie też, a jeszcze ten dupek Dracon się do mnie doczepił i oni to widzieli, i teraz już chyba nie będą mnie lubili.

– Wolniej byłoby wskazane. – Severus spojrzał nieco zdezorientowany na córkę.

– Leen, jeśli oni nie chcą się z tobą zaprzyjaźnić tylko dlatego, że ktoś coś im powiedział, to chyba nie są warci twojego czasu, prawda? – Co roku odbywałam z Eileen podobną rozmowę i powoli przestawałam bawić się w piękne słowa o przyjaźni i przekonywaniu, że każdemu należy dać szansę. Severus nie raz powtarzał mi, żebym uświadomiła w końcu córkę, że znakomita większość uczniów to banda idiotów i coraz bardziej skłaniałam się ku temu. – Jeśli ten chłopiec – z trudem powstrzymałam się przed nazwaniem rudzielca po imieniu – ten rudy, który ci dokuczał będzie nadal to robił i to tylko dlatego, że nie układa mu się z eliksirów, możesz …

– To Weasley – wtrącił Severus.

– Nie, tato to niemożliwe. – Leen posłała ojcu pełne powątpiewania spojrzenie.

– Zapewniam, że to Weasley – upierał się Snape.

– I ma coś wspólnego z George'em i Fredem? – zdziwiła się dziewczynka.

– Rodziców – mruknął Severus.

– To niemożliwe tatku, żeby Fred i George mieli takiego brata. – Eileen zrobiła zniesmaczoną minę.

Wywróciłam oczami na to zachowanie. Miałam wrażenie, że czegokolwiek nie powiem rudy dzieciak Weasleyów i tak będzie dokuczał mojej córce, a ona prędzej czy później zacznie mu się odgryzać, a w skrajnym przypadku potraktuje jakąś klątwą albo pięścią.

– Niestety – westchnął Severus.

– Nie uwierzę – zaśmiewała się dziewczynka. – A wiesz mamo – zwróciła się po chwili do mnie – Fred i George chcą się ożenić z Asterią i Selene. Pokazywałam im ostatnio zdjęcia …

– Wszystko dobrze, kochanie? – Gestem przerwałam córce i z niepokojem pochyliłam się nad mężem, który dostał nagłego ataku kaszlu. Najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale nieopatrzenie zaczął robić to z pełną buzią. A tyle razy powtarzałam, żeby najpierw spokojnie i powoli przełknąć. Puknęłam go delikatnie, odkaszlnął, chrząknął, przełknął i stopniowo wracał do siebie.

– Pokazywałam im zdjęcia i oni są zachwyceni – kontynuowała panna Snape. – Pasowaliby do siebie, co? – Z trudem pohamowałam śmiech, przytakując córce.

– Po moim trupie – wycharczał Severus. – Masz przestać zadawać się z tymi … tymi … tymi łobuzami – wykrzyknął, przełykając ostatni kęs.

– Tylko sobie żartowałam, tatku. – Leen z rozbrajającą miną podeszła do ojca i klepnęła go jeszcze raz w plecy. – Przecież są za starzy, ale tak sobie ostatnio myślałam, że Jordan ma takie podobne imię do mojego i się go już pytałam i on powiedział, że chce się ze mną ożenić. Lee i Leen Jordan, ładnie tatku, prawda? – Severus ze złością zacisnął wargi. Z rozbawieniem wyczekiwałam chwili, kiedy para wyleci mu z uszu.

– Jeszcze dziś skontaktuję się z profesorem Davisem – zaczął spokojnie Severus. – Zaczniesz u niego naukę wcześniej. Myślę, że poniedziałek będzie w sam raz.

– Super, tato – zapiszczała dziewczynka. – Lee niedługo skończy Hogwart to razem będziemy sobie studiowali, bo on chce studiować dziennikarstwo, wiedziałeś?

– Skarbie, myślę że już wystarczy tatusiowi. – Widząc pasję malującą się na twarzy męża, przystopowałam nieco żarciki córki w obawie przed życiem niektórych Gryfonów.

– Tatuś. – Leen z uśmiechem wskoczyła ojcu na kolana. – Myślałam, że ty wiesz, że jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu. – Ucałowała go w policzek i mocno objęła za szyję.

– Z kim to ja jutro od rana mam zajęcia? – Severus udał, że się zastanawia. – Myślę, że przynajmniej trójka Gryfonów skończy na bardzo długim szlabanie. Może do końca życia będą już szorować kociołki i puchary u Filcha. Żaden nie będzie miał czasu na studiowanie i żeniaczkę.

– Jesteś taki zabawny, tatku – zaśmiała się Leen. – I wcale niegroźny. Nie mogę się doczekać lekcji z tobą.

– Ja też – odparł, unosząc do góry brwi. – W końcu będę miał porządnie wyczyszczoną pracownię, kociołki będą lśnić, tak samo jak Izba Pamięci, a w Zakazanym Lesie nie będzie głodne żadne stworzenie.

– Nie dam ci tej możliwości, żebyś mógł mi wlepić choćby jeden szlabanik – zachichotała dziewczynka. Ucałowała nas i pobiegła do swojego pokoju.

– Za co oberwał Harry? – spytałam, gdy zostaliśmy ponownie sami w jadalni.

– Notował – burknął pod nosem i pospiesznie zaczął sprzątać ze stołu.

– Serio? – Teatralnie zakryłam usta. – Proszę powiedz mi, że to żart.

– Notował, zamiast słuchać i nie znał odpowiedzi na żadne z moich pytań – odparł z oburzeniem. – Tak samo potraktowałbym Eileen i każdego innego dzieciaka – tłumaczył się.

– O, jestem pewna, że Leen mocno by oberwała, gdyby nie znała odpowiedzi na jakieś pytanie i to tylko dlatego, że jest twoją córką, ale jesteś pewien, że każdego innego dzieciaka potraktowałbyś tak samo jak Pottera? – Posłałam mężowi zawiedzione spojrzenie i nie czekając na odpowiedź, wyszłam.

– Solem? – Severus delikatnie przysunął się do mnie, gdy leżeliśmy już w łóżku. – Potraktowałem go niesprawiedliwie, przyznaję – wyszeptał. – Ale naprawdę myślałem, że on nie uważa, gdy zaczął robić notatki. Nikt nigdy nie notował bez uprzedniego, wyraźnego nakazu. Byłem pewien, że bazgrze po pergaminie jakieś głupoty. Dopiero, gdy już wlepiałem mu szlaban podszedłem na tyle blisko, by dostrzec co zanotował.

– Powinieneś przeprosić – mruknęłam cicho, na co Severus prychnął pod nosem. – Naprawdę tak bardzo go nie lubisz? Tylko dlatego, że to syn Lily?

– To nie tak – odparł, przymykając powieki. – Tak cholernie przypomina Jamesa. Wziąłem go za takiego samego aroganckiego dupka.

– Jest nim? – spytałam, odwracając się do niego przodem.

– Nie wiem – odparł szczerze.

– Czyli niczym nie różnisz się od tego ryżego dupka, który dokucza naszej córce – stwierdziłam smutnym głosem i cicho westchnęłam.

– Masz rację – mruknął skruszony. – Wystarczy, jak obiecam poprawę?

– Na przeprosiny nie ma co liczyć, więc dobre i to – odparłam i lekko się do niego uśmiechnęłam. – Ale ryżemu nie odpuszczaj – dodałam, przygryzając dolną wargę. – Co roku to samo. Na szczęście od czasu do czasu znajdują się uczniowie pokroju jego braci. Sev? – Spojrzałam na niego uważnie. – O czym myślisz?

– A tak rozmyślam …

– Severus – warknęłam.

– Co? Sama przyznaj, że ta dwójka z tym Jordanem już dawno zasłużyła sobie na wydalenie – usprawiedliwił głośno swoje myśli.

– Jeśli będziesz coś kombinował, to osobiście wydalę cię z sypialni – syknęłam.

– Żartuję, słonko. – Odetchnął głęboko i przyciągnął mnie do ramienia. – Oczywiście jeśli któryś z nich posunie się w tej dziwnej przyjaźni z Leen za daleko, to gorzko mnie popamięta, ale póki co masz rację, są dla niej podejrzanie mili.

– Biorąc pod uwagę fakt, że ty dla nich ani trochę, to może jednak ich sympatia jest szczera – odparłam.

– Jak myślisz, czemu się z nią kumplują? – spytał podejrzliwie. – Jest dla nich dzieckiem, gówniarą o trzy lata młodszą.

– Nie mam pojęcia dlaczego, ale ona ich lubi i w wakacje często odwiedzali naszą księgarnię. Kilka razy nawet pomogli. Nie wiem, może naprawdę ją lubią, ale przysięgam ci, że jeśli któremuś z nich chodzi po głowie, żeby ją wykorzystać …

– Zabiję, jeśli któryś ją tknie …

– Wykorzystać do tych swoich eksperymentów, zwłaszcza z eliksirami – dokończyłam – to zabiję. Merlinie, Severus, czy ty wszystko musisz kojarzyć z seksualnością? To dzieci.

– Yhy, dobrze pamiętam ich starszego brata – odparł z powagą.

– Aaaa, pamiętam – doznałam olśnienia. – Nigdy go chyba nie poznałam.

– Poznałaś – odparł z niezadowoloną miną.

– Nie – zaprzeczyłam – nie pamiętam.

– Poznałaś – upierał się. – Później miał szlaban przez miesiąc, więc możliwe, że tylko raz go spotkałaś.

– Miał szlaban, bo go poznałam?

– Miał szlaban, bo był idiotą, który myślał, że załatwi sobie lepsze oceny, prawiąc ci komplementy – burknął.

– Uważasz, że były nieszczere? – spytałam, marszcząc czoło.

– Uważam, że posunął się za daleko i skończmy już temat facetów, którzy cię podrywali – syknął.

– Podrywał mnie? – Nie kryłam rozbawienia.

– Pani Snape, namaluje mi pani swój portret? – przypomniał mi.

– A, to był Weasley? – zdziwiłam się i szczerze roześmiałam. – Miał gadane chłopak. Co z nim? Nigdy go już nie spotkałam później.

– Podobno wyjechał do Rumunii studiować Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami.

– Ciekawe – mruknęłam pod nosem, a mąż zmierzył mnie zawistnym spojrzeniem.

– Przestań już gadać o tych przeklętych Weasleyach – syknął i z zachłannością wpił się w moje wargi.

.: :.

– Harry? Harry Potter? – Z uśmiechem podeszłam do siedzącego pod drzewem chłopaka.

– To ja – odburknął. – Przyszła pani zobaczyć bliznę?

Spojrzałam na niego zasmuconym wzrokiem. Z opowieści Eileen i Severusa wynikało, że to dość grzeczny chłopiec, a tymczasem dla mnie był wyjątkowo nieprzyjemny i opryskliwy.

– Nie, mam swoją – odparłam, wzruszając ramionami. – Też na czole, więc twoja nie robi na mnie wrażenia.

Harry uniósł nieco głowę i spojrzał na mnie oczami pełnymi łez.

– Wszystkich interesuje tylko ta przeklęta blizna – mruknął z goryczą.

– Mnie niespecjalnie, ale zająłeś moje ulubione miejsce – wyjaśniłam. – Zwykle moje córki ucinają sobie drzemkę pod tym drzewem. – Wskazałam na dwie niezdarnie biegające w pobliżu dziewczynki.

– Przepraszam – zreflektował się Potter. – Nie sądziłem, że można mieć tutaj swoje drzewo. – Spojrzał na mnie nieco przestraszony i podniósł się pospiesznie z ziemi.

– Siedź – przystopowałam go. – Zdziwiłam się, bo zwykle to drzewo nie ma zbyt wielu amatorów.

– Jest daleko i można tu posiedzieć w samotności – wyszeptał, spuszczając głowę.

– Pozwolisz, że się przysiądę? – spytałam z uśmiechem, na co on wzruszył jedynie ramionami. Rozłożyłam w pobliżu duży koc, położyłam dwie poduszeczki i zawołałam dziewczynki, dając znać, że nadeszła pora drzemki.

– A jeść? – Asteria złapała się pod boki i spojrzała na mnie, marszcząc brwi. Z udawanym przerażeniem chwyciłam się za twarz i po chwili z szerokim uśmiechem wyciągnęłam z koszyka stosik malutkich kanapek.

– Częstuj się – zachęciłam przyglądającego się nam chłopca.

Selene zmarszczyła czoło, obserwując wędrującą do talerzyka z kanapkami rękę Pottera i ze złością zacisnęła maleńkie usteczka.

– Selene, Harry podzielił się z nami miejscem, to chyba możemy się podzielić z nim naszym lunchem? – spojrzałam karcąco na córkę.

– Mam imię Severia – mruknęła pod nosem nieco naburmuszona dziewczynka.

– Nie, masz na imię Selene, choćby tata nie wiem, jak bardzo przekonywał cię, że jest inaczej, faktów nie zmienisz. – Pokręciłam głową, wywracając oczami i wyciągnęłam pudełko, które podsunęłam bliżej Harry'ego.

– Co to jest? – zdziwił się, oglądając kolorową sałatkę. – Nigdy nie jadłem czegoś takiego.

– Spróbuj, to tylko owoce – wyjaśniłam. – Mango, kiwi, ananas – wskazywałam widelcem poszczególne kawałki. – Jak ci się mieszka w Hogwarcie?

– Dobrze, tylko … – chłopiec spojrzał na mnie nieco zbolałym wzrokiem – spodziewałem się czegoś innego.

– Czego się spodziewałeś? – spytałam łagodnym tonem.

– Nie myślałem, że wszyscy będą mnie tutaj znali – mruknął pod nosem. – To męczące, gdy każdy chce oglądać moją bliznę. Pani bliznę też każdy ogląda?

– Moja chyba nie jest tak znana jak twoja – odparłam z uśmiechem.

– Mam wrażenie, że każdy albo mnie lubi albo nie tylko dlatego, że ją mam – wyznał i pochylił skruszony głowę.

– Mogę ci zdradzić sekret? – spytałam szeptem, nisko pochylając się w jego kierunku, a Harry mocno pokiwał głową. – Moja starsza córka spotkała cię jakiś czas temu w bibliotece i powiedziała mi, że cię lubi, bo jesteś miły. Chyba nawet nie do końca wie o twojej bliźnie.

– Pani córka mnie zna? – zdziwił się, a po chwili otworzył szeroko oczy z przerażenia. – Już po mnie. Profesor Snape mnie zabije.

– Dlaczego? – Popatrzyłam na niego zaskoczona.

– Profesor Snape to pani mąż, prawda? – Przytaknęłam. – O, nie już po mnie. Ja naprawdę nie wiedziałem, że pani lubi siadać w tym miejscu, przysięgam. Gdybym wiedział, nigdy bym się nie odważył.

– Harry – starałam się go uspokoić. – Harry spokojnie. Severus nic złego ci nie zrobi, a to miejsce nie jest moją własnością. Chętnie się nim z tobą podzielę, a ty zdajesz się być naprawdę miłym towarzystwem. Dlaczego mój mąż miałby ci coś zrobić?

– Oni mi powiedzieli, bracia mojego kolegi, Rona, że ich starszy brat, kilka lat temu rozmawiał z panią i skończył w Rumunii ze smokami – wyrzucił jednym tchem.

– Harry, naprawdę uważasz, że należy wierzyć we wszystko co panowie Weasley, Weasley i Jordan powiedzą? – spytałam z uśmiechem.

– Nie wiem – odparł ze skruchą, a po chwili ponownie spojrzał na mnie wielkimi oczami. – To od pani Syriusz przynosił mi książki?

– Za każdym razem strasznie marudził i próbował mnie przekonywać, że powinieneś czytać jedynie powieści przygodowe – zaśmiałam się i z cichym westchnieniem okryłam śpiące już córki.

– Mama mu pozwalała dawać mi tylko te, z których mogłem się uczyć – wyznał – ale on czasem zostawiał mi coś jeszcze, po kryjomu przed mamą. – Pochylił zawstydzony głowę. – Profesor Snape naprawdę nie odeśle mnie do Rumunii?

– Przysięgam, że nie zrobi ci krzywdy ani za rozmowy ze mną, ani Eileen – zapewniłam.

– Dziękuję, pani Snape – wszeptał cichutko.

– To ja ci dziękuję – odparłam.

– Za co? – zdziwił się.

– Dużą przyjemność sprawiają mi dzieci, które czytają z własnej woli – opowiedziałam.

– Ale ja lubię te przygodowe czytać najbardziej – wyznał ze skruchą. – Te do nauki, które mi przynosił Syriusz czytałem, ale nie interesowały mnie tak bardzo jak powieści.

– Harry, uwierz mi, ja też wolę książki fabularne od naukowych – zaśmiałam się. – Co jeszcze cię interesuje? – zagadnęłam po chwili ciszy.

– Nic szczególnego, proszę pani.

– Jestem pewna, że cokolwiek cię interesuje, to musi być coś szczególnego. – Spojrzałam na niego z zachęcającym uśmiechem.

– To naprawdę nic takiego – migał się chłopiec.

– Mam nadzieję, że kiedyś zdradzisz mi ten sekret – wyszeptałam. – Ja jak byłam w twoim wieku, to interesowałam się wszystkim, dosłownie. Później, jak zaczęłam się uczyć w Hogwarcie zainteresowałem się poważniej astronomią, ale odkąd pamiętam, zawsze uwielbiałam rysować.

– Rysować? – zdziwił się. – Ja też lubię ryso... – urwał, chwytając się za usta.

– Lubisz rysować? – Uśmiechnęłam się.

– Tak, ale proszę nie mówić nikomu, dobrze? – poprosił. – Jakby chłopaki z dormitorium się dowiedzieli, to by się ze mnie naśmiewali.

– Dlaczego?

– Pan Lupin, mój ojczym, zawsze się ze mnie śmiał, jak prosiłem mamę o kredki – wyznał cichutko. – Mówił, że to zajęcie dla małych, głupich dziewczyn.

– Myślę, że Remus bardzo się mylił – odparłam, marszcząc brwi. – Czy ja wyglądam na małą, głupią dziewczynkę?

– Nie, proszę pani – odpowiedział pospiesznie.

– Widzisz, a wciąż uwielbiam rysować i nawet pracuję jako rysownik – odrzekłam z uśmiechem. – Pokażesz mi kiedyś swoje rysunki?

– Nie są ładne – mruknął, przygryzając dolną wargę, a po chwili pospiesznie, jakby w obawie, że się rozmyśli, wyciągnął małą książeczkę dla dzieci. – Chciałbym kiedyś nauczyć się tak rysować. – Wskazał na jedną z kolorowych ilustracji.

Głośno przełknęłam ślinę i otworzyłam usta ze zdumienia.

– Skąd masz tę książeczkę?

– Dostałem ją od taty, krótko przed jego śmiercią – wyznał. – Mama mi kiedyś powiedziała, że tata często mi ją czytał.

– To pierwsza książeczka, którą ilustrowałam. – Z westchnieniem pogładziłam kolorową okładkę.

Kolejny rozdział: „Gwiezdne znaki"