ROZDZIAŁ 43
Romantyczny szlaban
Solem
– Severus? – Tuż po obiedzie wpadłam przez kominek do hogwardzkiego mieszkania.
– Jestem w sypialni – krzyknął.
Pogładziłam córkę po włosach i poprosiłam, by ta pobawiła się chwilę w pokoju.
– A mogę pójść przywitać się z ciocią Aurorą? – spytała z błaganiem w oczach.
– Spotkamy się później w bibliotece? – odparłam pytaniem na co dziewczynka z uśmiechem przytaknęła.
Odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę sypialni. Domyślałam się, że dla mojego męża to trudna sytuacja, ale nie spodziewałam się go zastać w kompletnej rozsypce. Leżał rozciągnięty na łóżku z rękami założonymi pod głową i wpatrywał się w niebo przez szklany sufit. Położyłam się obok niego bez słów i po dłuższej chwili mocno do siebie przytuliłam.
– Dlaczego muszę dawać synowi szlaban, żeby się z nim spotkać? To mój syn, Solem – jęknął. – Chcę z nim normalnie rozmawiać.
– Wiem, kochanie – wyszeptałam kojącym głosem. – Wiem.
– Nie chcę, by on czuł się niechciany albo niekochany, chcę by wiedział co do niego czuję. Sol. – Severus mocniej wtulił się w moje piersi i po chwili z trudem hamował łzy.
– Wie, że go kochamy i widzi jak się starasz. Podziwia cię. – Pomasowałam go lekko po plecach i ucałowałam w czubek głowy. – Jest w ciebie zapatrzony. Chce być taki jak ty, jak prawdziwy ty, nie nauczyciel eliksirów i patrolujący korytarze, ale widzi w tobie ojca. Naśladuje cię. Nawet ciuchy chciał kupować tylko czarne, kiedy byliśmy na zakupach. To naprawdę wiele mówi o jego uczuciach. Ufa ci. Obiecał mi, że nie będzie już robił głupot, bo wie, że ty się wszystkim zajmiesz. Wie, że mu zawsze pomożesz i że przy nim jesteś. Nie wiem co zrobiłeś Severusie Snape, ale ten chłopak ufa ci, jak nikomu innemu na świecie. Może to przez to, że byłeś szczery z nim, nie udawałeś kogoś innego w zasadzie nigdy, nie próbowałeś mu się przypodobać słodkimi gestami. Zanim okazało się, że jest naszym synem traktowałeś go, jak jednego z uczniów, który nie jest Ślizgonem. On wie, że to twoja praca. Nawet gdybyś zawsze wiedział, że to twój syn, nadal byłbyś dla niego surowy.
– Tęskniłem za nim tak bardzo – wyznał cicho. – I teraz znowu za nim tęsknię.
– Jutro spędzisz z nim cały wieczór – zapewniłam. – Pomyśl, jakbyś nie uczył w Hogwarcie, spotkalibyśmy go dopiero na Wielkanoc.
– Chyba bym go nie puścił do szkoły – westchnął. Wyswobodził się z mojego uścisku i sam objął mnie ramieniem, mocno tuląc. – Przepraszam, malutka.
– Za co?
– Zachowuję się, jak rozchwiana emocjonalnie panienka – sarknął sam z siebie.
– Zachowujesz się jak ojciec, któremu brakuje dziecka – odparłam łagodnie.
– Jestem szczęśliwy, że go odzyskaliśmy, ale …
– Brakuje ci tych chwil, które straciliśmy? – spytałam gorzko.
– Dokładnie – odparł i ucałował mnie w skroń.
Leżeliśmy dłuższą chwilę w ciszy, każde pogrążone we własnych myślach. Kiedy byłam pewna, że umysł Severusa się nieco oczyścił, opowiedziałam w końcu o przepowiedni, z treścią której zapoznała mnie Lily.
– Wiesz o kogo może chodzić? – spytał, siadając na łóżku.
– Myślę, że chodzi o ciebie – wyznałam. – Chociaż niekoniecznie mi się to podoba.
– No raczej o mnie, moi dziadkowie dokonywali cudów, czyż nie – odparł z przekąsem. – A ten drugi?
– Mam na razie jednego kandydata – mruknęłam pod nosem.
– Nie spodoba mi się, sądząc z twego tonu. – Severus przyjrzał mi się uważnie. – Nie! To jakaś kulawa baba? Minerwa? Ta staruszka z cmentarza? Balbian? – Nie wytrzymałam i roześmiałam się na cały głos.
– Bylibyśmy skończeni. – Posłałam mężowi rozbawione spojrzenie. – Chociaż jak cię znam, to wolisz panią Montgomery z cmentarza niż jedynego mojego wspólnego z Jamesem krewnego.
– Nie trzymaj mnie dłużej w niepewności – warknął groźnie.
– James miał brata – zaczęłam, z trudem kryjąc rozbawienie. – Jego tata i mama mojego bardzo, bardzo, bardzo dalekiego kuzyna … Naprawdę to bardzo daleki kuzyn i nie wiem dlaczego moja twarz jest wymalowana w jego drzewo genealogiczne. Muszę go kiedyś odwiedzić i zrobić z tym porządek. W każdym razie jego mama, ta moja niby ciocia, chyba, bo to tylko on twierdzi, że jesteśmy kuzynami, ta jego mama puściła się z tatą Pottera, gdy mama Pottera była w trzecim miesiącu ciąży.
– Zaraz, zaraz – przerwał mi. – Ten kuzyn z dziwnym drzewem … Merlinie, widziałem kiedyś u jednego z moich bardzo, ale to bardzo nielubianych znajomych coś podobnego … jeśli Potter miał już trzy miesiące tam … to o słodki Merlinie, ktoś w naszym wieku i ja … nie … nie będę z nim walczył. Znajdź kogoś innego. – Severus z oburzeniem podniósł się z łóżka. – Co się tak śmiejesz? Masz naprawdę … dziwną rodzinę.
– Nawet sobie nie wyobrażasz – mruknęłam, wciąż się uśmiechając. – Syriusz ma sporo takich opowieści o kuzynach i cioteczkach.
– Black jest Potterem? – Severus w końcu nie wytrzymał i szczerze się roześmiał.
– Chyba, że ojciec Jamesa, chciał im jedynie zrobić głupi dowcip. Zostawił dla nich list, w tej skrytce Pottera, którą odziedziczył Syriusz.
– Znasz zaklęcie, którym można to sprawdzić? – spytał po chwili z błyskiem w oku.
– Nie, ale pewnie jakieś jest.
– Obiecaj mi, że poszukasz, jak już będzie po wszystkim i będziesz miała nadmiar czasu – poprosił. – Chcę się z niego jawnie nabijać.
– Hej, to mój krewny. – Udałam oburzenie. – Ja to mam jednak pecha, to mój jedyny krewny.
– Miejmy nadzieję, że nie, bo ja już wolę walczyć sam niż z nim – zakomunikował, zakładając ręce na piersi.
– Chociaż w zasadzie to chyba nie jedyny. – Przygryzłam lekko wargę. – Cała jego rodzina to moi krewni. Blackowie? Merlinie złoty, muszę to dokładnie sprawdzić, nie mam pojęcia, od których Blacków pochodzi szanowna cioteczka.
– Twój ojciec był czystej krwi, a przodkowie twojej mamy mieszkali w Anglii, obawiam się, że możesz mieć całkiem sporo pokrewieństwa z Potterami lub Blackami. – Severus posłał mi przekorny uśmieszek.
– Uważaj, bo może się okazać, że James to i twój całkiem bliski kuzyn – odgryzłam się.
– Nie ma takiej opcji – wysyczał i mocno mnie pocałował. – Jesteśmy sami – mruknął na usprawiedliwienie.
– W nocy będziemy sami – wyszeptałam w jego usta i wyswobodziłam się z zaborczych ramion. – Leen po spotkaniu z Teo chciała wrócić do dziadków na noc. Jutro mają iść rano z dziewczynkami do ZOO w Londynie i zgodziłam się. Powiedziałam, że może nie iść na zajęcia i spędzić z dziadkami cały dzień. Gniewasz się?
– Nie – odparł, całując mnie w czubek głowy. – Bardzo przeżyła pożegnanie z Teo. Nie spodziewałem się, że aż tak.
– To prawda. Dlatego pozwoliłam jej się trochę zabawić. – Uśmiechnęłam się do męża. – Zresztą rodzice chyba też potrzebowali pobyć z dziewczynkami. Mama nawet pytała, czy nie może zabrać gdzieś bliźniaczek na wycieczkę.
– Zgodziłaś się? – Chwycił mnie za rękę i poprowadził do kuchni na herbatę.
– Powiedziałam, że się zastanowię. Nie chcę, żeby Leen poczuła się odrzucona, bo ona musi się uczyć, a one nie – wyjaśniłam.
– Dokąd chce je zabrać? – spytał, nalewając napój do szklanek.
– Mówiła coś o górach, śniegu i zwierzętach hodowlanych.
– Długo? – Severus rozsiadł się na krześle ze swoją szklanką.
– Tydzień.
– Myślę, że Davis nie będzie miał nic przeciwko temu. – Spojrzał na mnie uważnie. – Zwłaszcza, że musimy zacząć poszukiwania i on nam się przyda.
– Jutro umówiłam się z Amelią, ma mnie wprowadzić do biblioteki Wizengamotu. Zafiuukasz do mamy i spytasz czy zabierze też Leen?
– A ty nie chcesz z nimi jechać? – spytał od niechcenia.
– I chcesz bym pojechała? – zdziwiłam się.
– Oczywiście, że nie chcę – prychnął. – Mój tydzień rehabilitacyjny był mocno zakłócany przez czwórkę niesfornych dzieciaków, świrniętego profesora i rodziców.
– Więc muszę ci to jakoś wynagrodzić, prawda? – Uśmiechnęłam się zalotnie do męża i usiadłam mu na kolanach, delikatnie całując.
– Filius zaraz tu przyjdzie – westchnął, odrywając mnie od swojej szyi.
– A ja mam spotkanie w bibliotece. – Cmoknęłam męża w policzek i wstałam z jego kolan. – Do wieczora, mój mężu.
W bibliotece dostrzegłam córkę w towarzystwie nie tylko Teodora, ale przysiedli się do nich także bliźniacy Weasley i Jordan. Lubiłam tę trójkę kolegów Leen. Początkowo niepokoiłam mnie ta znajomość, ale po trzech latach przekonałam się, że chłopcy nie chcieli skrzywdzić mojej córki, a jedynie znaleźli między sobą nić porozumienia. Nie pochwalałam ich psot, ale z drugiej strony, Leen potrzebowała towarzystwa i zabawy, jak każdy dzieciak. Dlatego często i ja, i Severus przymykaliśmy oko na ich występki i wynalazki.
Cała piątka usilnie nad czymś pracowała. Na stoliku przed nimi leżał zwinięty w dziwną formę pergamin, a oni co i rusz wskazywali coś palcem i chichotali. Zbliżyłam się do nich po cichu i zamarłam. Mapa Huncwotów. Lupin mi o niej opowiadał i pokazywał kilka razy w szkole. Mapa pokazywała każdego, kto aktualnie przebywa w zamku. Modliłam się w duchu, by wciąż przeglądali parter, a nie drugie piętro, na którym znajdowała się biblioteka. Nie miałam ochoty traktować dzieciaki Obliviate, a musiałabym to zrobić, gdyby zobaczyli, kto siedział z nimi przy stoliku.
– Koniec psot – wyszeptałam i stuknęłam różdżką w pergamin, wyciągając rękę ponad ramieniem Freda albo George'a.
– Pani … pani …
– Snape, Lee. Myślałam, że po tylu latach jesteś w stanie zapamiętać moje nazwisko – zaśmiałam się. – Co tu robicie? – spytałam z błogim uśmiechem, zwijając mapę ze stołu. – Rekwiruję to.
– Ale mamo – zapiszczała Leen.
– Pani Snape … nie może pani … – błagał Fred.
– Mogę. – Wzruszyłam ramionami. – Nie należy do was.
– Znaleźliśmy ją – zaperzył się George.
– Serio? W takim razie zwrócę ją właścicielowi – zaśmiałam się. Leen posłała mi oskarżycielskie spojrzenie i z założonymi na piersi rękoma i zawziętą miną rozsiadła się na krześle.
– Jak się czujesz, Harry? – zwróciłam się z uśmiechem do syna.
– Już dobrze, pani Snape – odparł grzecznie.
– Pani Snape, ja błagam – George Weasley uklęknął przede mną i złożył ręce. – Ta mapa to prawdziwy skarb. Zrobię wszystko, wszyscy zrobimy, co pani tylko zechce. Mogę nawet … mogę … co mogę Fred?
– Nosić panią po całym zamku na rękach – podpowiedział mu brat.
– Niedługo by to trwało raczej. Jakby mnie profesor dopadł to mapa na nic mi się nie zda. – Posłał bratu drwiący uśmieszek. – Będę pokazywał pani pierwszej wszystkie nasze wynalazki.
– Ej – krzyknęła Leen. – Ja miałam być pierwsza. Już więcej nic wam nie podpowiem.
Spojrzałam z ukosa na syna. Chyba pojął o co mi chodziło z mapą i delikatnie kopnął siostrę pod stołem. Dziewczynka posłała mu zabójcze spojrzenie, ale po chwili chyba i ona załapała.
– Co mamy zrobić, mamo? – Leen spojrzała na mnie z uległą miną.
– Jak już wspomniałam, TA mapa nie należy do was – zaczęłam. – Nie powinniście jej używać, ale … w końcu nie jestem tutaj nauczycielem, prawda? – Wszyscy zgodnie przytaknęli. – Lee, interesuje cię historia magii – chłopiec przytaknął niepewnie – chciałabym, żebyś mi w czymś pomógł. Ilustruję teraz sporą serię o Merlinie i potrzebuję wszystkich legend na jego temat.
– Się zrobi, pani Snape. – Jordan wzruszył z uśmiechem ramionami. – Jest tu tego całkiem sporo.
– My też chętnie pomożemy – zapewnili zgodnie bracia Weasley.
– Jeśli mi pomożecie i obiecacie, że tajemnica mapy nie opuści naszego grona, w wakacje pomogę wam zrobić waszą własną mapę – zaproponowałam.
– W wakacje? – Wszyscy głośno wyrazili swoje zdziwienie.
– W wakacje – przytaknęłam. – Zwykle i tak przychodzicie do nas do księgarni bawić się z dzieciakami. Tym razem możemy bawić się trochę inaczej. Jak już macie broić, to chociaż chciałabym, żebyście się czegoś nauczyli. No i jeszcze jeden warunek. Na mapie nie będzie się pojawiało nazwisko Snape, nie bardzo mi się uśmiecha bycie śledzoną przez was.
– To dość istotny mankament mapy, pani Snape. – Fred pokręcił z niezadowoleniem głową.
– To albo nic. – Posłałam im rozbrajający uśmiech.
– A Potter? Da radę i mnie wykreślić? – spytał nieśmiało chłopiec. – Jeśli ta mapa trafiłaby w ręce …
– Wszystko się da. – Uśmiechnęłam się do syna i w myślach dziękowałam za jego bystrość.
– Ale ja i tak w wakacje chyba nie będę mógł – wyszeptał cicho Teo. – Mama mnie pewnie nie puści – dodał smutnym głosem.
– Porozmawiam z twoją mamą – zapewniłam. – Księgarnia jest na tej samej ulicy co wasz dom.
– Stary, coś wymyślimy, nie zostawimy kumpla na całe wakacje, nie? – George walnął Teodora mocno w plecy.
– Moglibyśmy uruchomić produkcję – rozmarzył się Fred. – Wiecie ile taka mapa jest warta?
– Panie Weasley, jeśli każdy będzie posiadał taką mapę, to już wcale nie będzie zbyt wiele warta, a poza tym złożycie mi przysięgę, że nikt inny nie pozna naszej tajemnicy – rozwiałam jego marzenia.
– Oczywiście, pani Snape – zapewnił.
– Zostawiam was, ale będę w pobliżu, więc nie broić mi tu za bardzo. – Uśmiechnęłam się do dzieciaków i ruszyłam na poszukiwania.
– Ekstra babka – westchnął Lee, gdy jak mu się wydawało był poza zasięgiem mojego słuchu.
– Ej, to moja mama – zaperzyła się Leen.
– Nadal jest fajna – droczył się z nią chłopak.
– Powiem tacie – pogroziła dziewczynka.
– Będzie cudowną teściową – przekomarzał się z nią dalej Jordan i po chwili zarobił od Leen książką w głowę.
– Tatuś wówczas będzie twoim teściem – dodała z przekąsem, a Lee wybełkotał jedynie coś pod nosem.
– To może wrócimy do tematu niewidzialnych dłoni.
Z trudem powstrzymałam chichot.
– Profesorek wymyślił, jak można uzyskać efekt niewidzialności na obydwie jednocześnie? – dobiegł mnie jeszcze głos Freda i jedynie już cichutko westchnęłam. Mogłam się domyślić, że profesor Davis uczestniczył w tych projektach. To było bardzo w jego stylu. Obejrzałam się jeszcze na swoje dzieciaki i z uśmiechem pomachałam do siadającego przy oddzielnym stoliku Teodora.
– Jak się czujesz, synku? – napisałam na jego ławce, uprzednio rzucając zaklęcie. Teo rozejrzał się po czytelni zdezorientowany i po chwili nasze spojrzenia skrzyżowały się. Uśmiechnęłam się do syna i mrugnęłam zachęcająco. – Możesz napisać na ławce, pojawi się u mnie, a później zniknie – wyjaśniłam.
– Wszystko dobrze, mamo – odpisał dyskretnie.
– Masz dużo nauki?
– Właściwie to nie, chciałem tylko zobaczyć się z Leen, ale chłopaki się za mną przywlekli z tą mapą – odparł.
– Coś Cię gryzie? – Spojrzałam na zasmuconego chłopca.
– Czy tata jest na mnie zły? – Z trudem ukryłam zdumienie, czytając wiadomość.
– Dlaczego miałby być? Wyglądał raczej na stęsknionego za Tobą – napisałam, udając, że robię notatki do książki.
– Na dziedzińcu szkolnym poruszyłem pewien temat, którego nie powinienem i tata mi dość stanowczo przerwał i chyba był zły, że o to pytałem – wyjaśnił pokrętnie.
– Nie sądzę, żeby był zły na Ciebie. Jeśli Ci szybko przerwał, to może faktycznie było to coś, czego nie powinniście poruszać na takim widoku – odpowiedziałam pospiesznie. Kątem oka dostrzegłam smutek i niepewność na twarzy syna i uśmiechnęłam się pod nosem, widząc postać w czerni. – Myślę, że tata za chwilę sam Ci napisze, że się nie złości. – Poderwałam głowę, gdy mój mąż pochylił się nisko nad moim stolikiem.
– Nudziło mi się.
– Zjawiłeś się w samą porę. – Uśmiechnęłam się do męża i pospiesznie przykryłam pergaminem treść wcześniejszej korespondencji, gdy przy naszym stoliku pojawił się Lee Jordan ze stosem książek.
– To na tę chwilę tyle, co mi się udało znaleźć, pani S... proooofeeeesor. – Chłopak z przerażeniem spojrzał na postać stojącą obok stolika.
– Pan Jordan i panowie Weasley pomagają mi w moim nowym projekcie – usprawiedliwiłam jego nagłe pojawienie się obok.
– Po jednym punkcie dla każdego z was – mruknął pod nosem Severus. Parsknęłam i posłałam mężowi pełne udawanej czułości spojrzenie, dając mu do zrozumienia, jak bardzo podziwiam jego hojność.
– Serio? – Chłopak wybałuszył oczy.
– Za chwilę to będzie żart – odparł z powagą i usiadł obok mnie.
– Dziękuję Lee, jeśli coś jeszcze znajdziecie to możecie mi to zanieść do naszego mieszkania? Leen wyjaśni ci jak tam trafić – poprosiłam.
– Oczywiście, pani Snape – zapewnił z niepewnym uśmiechem. – Pani Snape. – Nastolatek już miał odejść, ale po chwili wahania i wyraźnej walki sam ze sobą, odwrócił się, odetchnął głęboko i cały czas bacznie spoglądając na Severusa, zwrócił się do mnie. – Mój tato ma prawdziwego hopla na punkcie Merlina i jego legend. Ma naprawdę imponujący księgozbiór. Jeśli, by pani chciała mógłbym do niego napisać, na pewno pani udostępni wszystko co pani zechce. Uwielbia dzielić się swoją wiedzą. – Rozpromieniłam na te słowa, a Severus podniósł wzrok znad przeglądanej właśnie książki.
– Może pan patrzeć na moją żonę, jak do niej mówi, panie Jordan – mruknął, wracając wzrokiem do książki. – O ile mi wiadomo nie jest bazyliszkiem, nic ci nie grozi. – Chłopak pospiesznie odwrócił wzrok od profesora i z zażenowaniem spojrzał na mnie.
– Muszę przyznać, że ten temat zaczął mnie poważnie fascynować – odpowiedziałam w końcu. – Byłoby bardzo miło, gdyby kiedyś twój tata zechciał mi udostępnić jakieś ciekawe egzemplarze ze swojego zbioru. Być może projekt okaże się nieco większy niż zakładaliśmy.
– Jeszcze dziś do niego napiszę. – Chłopak uśmiechnął się niepewnie. – Po śmierci mamy dość często przyprowadza moją siostrę do pani księgarni, jestem pewien, że najdalej we wtorek będzie tam na panią czekał spory stosik od niego.
– W takim razie postaram się tam być we wtorek, żeby mu podziękować osobiście. – Uśmiechnęłam się do niego promiennie i o mało nie spadłam z krzesła, gdy Fred i George przewrócili się tuż przede mną, wyrzucając w górę spory stos grubych tomów.
– Weasley i Weasley, nie wystarczy wam, że wasz brat próbował mnie już dziś zabić swoim gadaniem, koniecznie chcecie dokończyć jego dzieła? – Severus w ostatniej chwili chwycił książkę spadającą wprost na moją głowę. – I w dodatku chcecie osierocić doszczętnie moje dzieci, zabijając żonę?
– Profesor … pani Snape my …
– Nic się nie stało – zapewniłam i pomogła zbierać im książki. – Ale jak następnym razem będziecie się tak zachowywać, to pani Pince nas w końcu stąd wyrzuci. Wszystkich – mruknęłam półgębkiem i powędrowałam wzrokiem do bibliotekarki, która pokręciła tylko głową z niezadowoleniem.
– Niezdary – prychnęła Leen, rozsiadając się przy stoliku obok.
Chłopcy pospiesznie pozbierali się z podłogi i wciąż bacznie obserwując Severusa, wycofali się z biblioteki. Zwinęłam wcześniej rozłożone pergaminy i pokazałam mężowi co napisał mi Teodor. Zmarszczył brwi i pokręcił delikatnie głową.
– Synku, oczywiście, że nie jestem zły. Przepraszam, że tak warknąłem, ale widziałem zbliżającą się pannę Granger. Porozmawiamy na ten temat jutro, obiecuję. A Ty, nie jesteś zły na mnie? – spytał ku mojemu zaskoczeniu.
– Nie, skąd. Jak mógłbym? Dlaczego? – Teo wyglądał na wyraźnie zmieszanego.
– W takim razie mnie uspokoiłeś, bałem się, że jesteś zły za moje niezbyt miłe zachowanie – wyjaśnił.
– Ja to rozumiem, tatusiu i bardzo mi przykro za to co powiedział Ron. Ja chciałem go jakoś powstrzymać, ale nie wiedziałem co mam powiedzieć, żeby on się nie domyślił. – Severus głośno westchnął, czytając ostatnie słowa.
– Synku, nie przejmuj się tym co mówi Twój przyjaciel. Ma prawo mnie nie lubić. Porozmawiamy o tym jutro, a teraz pozwól, że pomogę zabrać mamie te stosy książek do mieszkania i nie siedź tu z Leen za długo. Powinieneś odpoczywać. – Severus zerknął na córkę, sprawdzając, czy uważnie mu się przygląda, gdy zdejmował zaklęcie ze stolika i pomógł mi zbierać się do wyjścia.
Teodor
– Co czytasz? – Leen spytała od niechcenia, rozsiadając się wygodniej obok mnie.
– Jutro zaczynam od eliksirów – wyjaśniłem z krzywą miną.
– Poczytaj to. – Otworzyłem usta ze zdumienia, kiedy dziewczynka podała mi niedużą książeczkę na temat zaklęć lewitujących. Miałem ochotę krzyknąć z radości, dostrzegając niewielki pergamin w środku, ale powstrzymałem się w ostatniej chwili. – Uczyłam się ich z tej książki, jest naprawdę dobra.
– Najlepsza książka do zaklęć jaką widziałem – odparłem z uśmiechem.
Mama nie była wielką fanką latania na miotle i dość głośno wyrażała swą niechęć. Z tego co opowiadali mi Leen i tata, sama radziła sobie całkiem nieźle, ale od czasu upadku, gdy złamała obojczyk, stała się na tym punkcie nieco przewrażliwiona. Zwłaszcza, gdy chodziło o jej dzieci. Kiedy dostałem od profesor McGonagall propozycję treningów z drużyną Gryfonów, bardzo się ucieszyłem, ale moja radość nie trwała zbyt długo. Okazało się, że potrzebuję zgody opiekunów, a o takiej wolałem nawet nie wspominać, gdy w domu był pan Lupin. Niedawno napomknąłem o tym przy rodzicach, ale mama wyburczała, że byłem na to za młody i więcej nie próbowałem. Teraz trzymałem w dłoni zgodę podpisaną przez Lily Lupin. Byłem wniebowzięty. Miałem szczerą ochotę pobiec za rodzicami i mocno oboje uściskać, a nie mogłem tego zrobić nawet z siostrą, która posłała mi teraz piękny, szczery uśmiech.
– Idę na swój stoliczek, bo zaraz cioteczka Pince nas wyrzuci – zakomunikowała szeptem i puściła mu oczko.
Pisaliśmy do siebie z Leen jeszcze jakiś czas. O wszystkim, o czym zwykle gadaliśmy. Siostra pisała trochę o metodach profesora Davisa, o tym, jak czasem było naprawdę ciężko pojąć niektóre rzeczy, ale wbrew pozorom, profesor był bardzo cierpliwym człowiekiem i nie robił niczego na siłę. Trochę mnie uspokoiła, pisząc, że nie zmuszał jej do czegoś, czego nie potrafiła zrobić i na wszystko dawał tyle czasu ile jej trzeba, a przy tym był bardzo zabawny i pomagał w wymyślaniu czarodziejskich gadżetów. Eileen pokazała mi w domu swój zeszyt z pomysłami i z uznaniem przyglądałem się niezwykłym projektom. Zdradziła mi, że po profesorze Davisie i rodzicach byłem pierwszą osobą, która to oglądała. Niektóre swoje pomysły opracowywała z bliźniakami Weasley, ale większość to jej własne. Sporo oparła na eliksirach, ale było też kilka takich, do których stworzenia niezbędna będzie starożytna magia.
Byłem pod wielkim wrażeniem wiedzy dziewczynki i tego jak szybko potrafiła się uczyć. Chociaż musiałem przyznać, że mnie wystarczyły dwa tygodnie w towarzystwie rodziców i dużo lepiej pojmowałem magię i czary. Dotychczas nikt mi nie tłumaczył czym faktycznie była magia, o tym jak uwalniać jej esencję stopniowo i jak gromadzić ją przy pomocy różdżki. Rodzice i dziadkowie wiedzieli na ten temat wszystko i przy każdej możliwej okazji pokazywali mi i uczyli o nowych czarach. Dopiero teraz zaczynało do mnie docierać, że to co mama żartobliwie nazywała karą, było faktycznie nauką. Jeśli o mnie chodziło, takie kary mogłem mieć wymierzane nawet codziennie.
– Cała mama – odpisała mu Leen, gdy podzieliłem się z nią tą uwagą. – Udaje groźną i srogą, ciągle czegoś zabrania i strofuje, ale jak przychodzi co do czego, to za karę wyznacza przeczytanie jakiejś fajnej książki albo przygotowanie jakichś ingrediencji w pracowni taty. Kiedyś chciałam pójść za karę do kąta, bo tak ma moja taka koleżanka z Doliny, ale mama się tylko roześmiała i powiedziała: „Żebyś sobie bezczynnie kontemplowała o pierdołach? Co to, to nie", i kazała mi pomóc sobie robić płyny do kąpieli, które sprzedają w sklepie taty. Pozwoliła mi wymyślać nowe zapachy i kombinować samej z różnymi składnikami. Świetnie się bawiłyśmy i bardzo dużo się nauczyłam.
– Dlaczego możesz używać różdżki poza szkołą? – spytałem.
– Dzięki dziekanowi, którego poprosił profesor Davis dostałam zgodę na korzystanie z różdżki ćwiczebnej, ale mogłam jej używać na początku tylko na zajęciach, a teraz mogę jeszcze w domu, no i tutaj. – wyjaśniła. – Oni tam na Uniwersytecie bardzo lubią mamę. Była jedną z najlepszych studentek na swoich wydziałach i nawet korzystają z jej książki, którą napisała o tworzeniu czarów. Nie bardzo to wszystko jeszcze rozumiem, bo tam sporo astronomii i numerologii jest, ale mama powiedziała, że z czasem się nauczę.
Poczułem ukłucie w sercu. Nie miałem żalu do Leen i rodziców, ale gdy docierało do mnie co straciłem przez te wszystkie lata, złość na Dumbledore'a, Lupinów i nawet Jamesa narastała we mnie coraz bardziej. Ciężko mi było sobie nie wyobrażać co by było gdyby, a fakt, że i ja, i moi rodzice zostaliśmy tak bardzo wykorzystani i skrzywdzeni potęgował tę złość.
– Wszystko nadrobisz, Teoś – przeczytałem po chwili. – Wszyscy za Tobą tęskniliśmy, teraz jesteś nasz i już Cię nie oddamy.
Chciałem coś jeszcze napisać, ale kątem oka dostrzegłem, że moja siostra rzuca już zaklęcie kończące czar.
– Czyżby całe stado Snape'ów już wróciło do zamku? – Przy moim stoliku pojawił się Ron i wiedziałem już, dlaczego Leen tak nagle poderwała się do wyjścia. – Nie przeszkadza ci, że ona siedzi tak blisko ciebie? Pewnie donosi staremu …
– Zamknij się, Ron – przerwałem mu i też zacząłem szykować się do wyjścia. – Ona jest w porządku i o czym niby ma donosić? O tym, że uczę się w bibliotece, no faktycznie zapewne Snape tylko na to czeka – sarknąłem.
– Ona jest córką Snape'a – warknął Ron.
– No i co z tego? – krzyknąłem i szybkim krokiem ruszyłem do wieży Gryffindoru.
– To, że to jego córka i już. Jego krew. Jest taka sama jak on. – Weasley zrównał krok ze mną i nie przestawał ubliżać moim najbliższym.
– Ona przynajmniej mnie odwiedziła, gdy leżałem chory w szpitalu. – Odwróciłem się nagle do Rona i spojrzałem na niego wyzywająco.
– Ja … ja chciałem, naprawdę – tłumaczył się pospiesznie Weasley. – Ale tam była twoja mama i w ogóle.
– Moja mama wpadała do szpitala na chwilę, pewnie sprawdzić, czy może przypadkiem ma mnie już z głowy – krzyczałem. – Profesor Snape mnie nawet raz odwiedził po tym, jak już zmienił salę, a gdyby nie Leen, siedziałbym tam całe dnie sam jak palec i nie wmawiaj mi, że nie mogłeś zafiuukać do szpitala. – Kątem oka dostrzegłem zbliżającego się do nas Dumbledore'a i chciałem pospiesznie się ulotnić, ale gdy się odwróciłem wpadłem na Solem i profesor McGonagall.
– Panowie Potter i Weasley jest już dość późno i wypadałoby, żeby panowie zachowywali się nieco ciszej.
– Przepraszam pani profesor – wydukaliśmy jeden po drugim, a ja modliłem się, żeby tylko dyrektorowi nie zebrało się teraz na pogawędki. Widziałem już, jak ten otwiera usta, by o coś zapytać, ale na szczęście mama przyszła mi z pomocą.
– Dyrektorze – wykrzyknęła z radością i chwyciła starszego mężczyznę pod rękę. – Mam dla pana nieco spóźniony prezent gwiazdkowy. – Solem uśmiechnęła się do Dumbledore'a i wyciągnęła z kieszeni ładnie zapakowane serca marcepanowe, które piekła na urodziny taty.
– Nowe słodycze, moja droga? – spytał, łakomie spoglądając na przezroczystą torebkę.
– Najnowszy wynalazek, mój mąż twierdzi, że taką słodycz jest w stanie przełknąć jedynie pan, dyrektorze. – Mrugnęła do nas i pociągnęła mężczyznę w stronę swoich prywatnych kwater. – Mam też dla pana coś specjalnego.
– Nowe próbki dropsów? – Starcowi zapłonęły iskierki w oczach, a ja z ledwością powstrzymałem chichot.
– W rzeczy samej, dyrektorze. – Solem spojrzała na niego marszcząc nosek. – Cytrynowe, ale zrobiłam je zupełnie inaczej niż te poprzednie i liczę, że to nareszcie jest to czego szukamy.
Solem
– Jesteś moją ostatnią nadzieją w kwestii tych dropsów, moja droga. – Dumbledore zrobił rozmarzoną minę. – Czyżby Leen zaprzyjaźniła się z naszym Harrym? – spytał mimochodem po chwili ciszy.
– I Severus jest bardzo zachwycony – sarknęłam. – Zdarzyło mu się ją obronić kilka razy przed wścibskim językiem pana Weasleya i chyba czuje do niego coś w rodzaju wdzięczności.
– Panu Weasleyowi czasem ciężko poskromić swój temperament, mam nadzieję, że Leen nie cierpi za bardzo z tego powodu – westchnął nieco zasmucony.
– Chyba bardziej przeżywa to, że Neville Longbottom zdradził ją, w jej mniemaniu – odparłam dramatycznym tonem. – Jest w porządku dyrektorze – dodałam po chwili już poważnie. – Jak co roku, mniej więcej, a Leen radzi sobie z tym całkiem dobrze. No i ma po swojej stronie bliźniaków.
– To bardzo potężny sojusznik – odparł z powagą Dumbledore.
– W każdym razie, póki co w tym roku odbyło się bez przeprowadzek, a i sama Leen więcej czasu spędza w zamku niż zwykle. – Uśmiechnęłam się do mężczyzny.
– Cieszy mnie to bardzo, zwłaszcza, że ta dziewczynka wciąż daje nam wszystkim wiele radości – odrzekł z miłym uśmiechem. – Nie wiem czy to już do ciebie dotarło, ale od dłuższego czasu wśród nauczycieli trwają zakłady, do którego domu trafi twoja starsza córka.
– O? – zdziwiłam się. – I co przeważa, jak dotychczas?
– Głosy są wciąż mocno podzielone pomiędzy Slytherin i Ravenclaw – odparł, rozkładając ręce. – Chociaż słyszałem też opinie, że nadaje się do Gryffindoru.
– To pewnie profesor McGonagall.
– Zaskoczę cię, ale to jest mój typ, moja droga. – Albus spojrzał na mnie z psotnymi iskierkami w oczach. – Twój ojciec był Gryffonem i ojciec Severusa także. O ile dobrze pamiętam, to wśród twoich przodków przeważa ten właśnie dom. Chyba byłaś pierwszą Krukonką. Nigdy tego nie sprawdzałem, ale może kiedyś, jeśli starczy czasu prześledzę dzieje twojej rodziny. – Roześmiałam się cicho. Zastanawiałam się, czy to zwykła kurtuazja, czy w słowach dyrektora kryło się coś więcej.
– Historia mojej rodziny jest dość skomplikowana, dyrektorze – odparłam, udając rozbawienie. – Moja mama pochodzi z Włoch, więc ciężko prześledzić tę gałąź drzewa.
– Może wcale nie aż tak bardzo – odpowiedział, rozkładając ręce. – Ja sam pamiętam przodków twojej mamy w Hogwarcie.
– Przodkowie mojej mamy kończyli Hogwart? – udałam zaskoczenie.
– I to niejeden.
– Musi kiedyś pan znaleźć dla mnie więcej czasu i o wszystkim opowiedzieć mi ze szczegółami.
– Oczywiście, moja droga, oczywiście. Może jutro wpadniesz z dropsami na herbatkę w południe? Bliźniaczki dadzą ci chwilę wytchnienia? – spytał zachęcająco.
– Jutro w południe, dyrektorze, z prawdziwą przyjemnością wpadnę, ale oprócz dropsów będę miała prośbę. – Spojrzałam błagalnie na mężczyznę.
– Możesz prosić o wszystko, dziecko. – Starzec uśmiechnął się zachęcająco.
– Potrzebuję wszystkiego, co tylko możliwe na temat Merlina, a najlepiej jego zdjęcie. – Roześmiał się na cały głos.
– Z tym może być malutki problem, ale posiadam kilka starych rycin w swej kolekcji, a gdzieś w zamku powinno być kilka jego portretów.
– W takim razie jutro przy herbacie liczę na wskazówki, gdzie ich szukać. – Posłałam mężczyźnie promienny uśmiech, pożegnałam się i skręciłam w korytarz prowadzący do mieszkania. Wywróciłam oczami sama do siebie, gdy już uwolniłam się od niezbyt pożądanego towarzystwa i próbowałam przekląć swój język za to, że wciąż był w stanie tak grzecznie zwracać się do tego starego dziada. Na szczęście już w progu powitał mnie mąż, uśmiechając się zalotnie. Ubrany w białą rozpiętą przy kołnierzyku koszulę, czarne spodnie i z bosymi stopami wyglądał niezwykle seksownie, a trzymane przez niego dwa kieliszki szampana i aromat olejków do kąpieli unoszący się w całym mieszkaniu zapowiadały całkiem miły wieczór i jeszcze milszą noc.
– Co tak długo, kochanie? – spytał, całując mnie w szyję.
– Stary próbował sprawdzić ile wiem na temat przodków mojej mamy – odparłam i lekko przechyliłam głowę, eksponując miejsca, które chciałbym, żeby pieścił.
– Później? – spytał, doskonale wiedząc, że nie mam teraz chęci na podobne rozmowy. Skinęłam delikatnie i przygryzłam dolną wargę.
– Kąpiel, szampan …
– Masaż? – dokończył pytaniem.
– Byłabym wdzięczna – szepnęłam, gdy zaczął rozpinać zamek mojej sukni na plecach. Delikatnie wsunął swe długie palce pod cienki materiał i wpił się w moje usta, wodząc leciutko po gołych plecach. – Może ta kąpiel później? – wyszeptałam wprost w jego usta, gdy zsuwał sukienkę z moich ramion każde obdarzając kilkoma czułymi pocałunkami.
– Jestem za – wymruczał mi do ucha i polizał leciutko jego płatek.
Oparłam dłonie na jego torsie i powoli, nie odrywając swych ust od jego, zaczęłam rozpinać guziczki koszuli. Severus chwycił mnie za pośladki i uniósł, sadzając na swoich biodrach, gdy moja sukienka opadła. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągnęłam do namiętnego pocałunku. Nie oderwaliśmy się od siebie nawet na chwilę przez całą drogę do sypialni i dopiero, gdy ułożył mnie na łóżku, przerwał pocałunek i ściągając rozpiętą już koszulę, pożerał wzrokiem moje ciało.
– Jesteś piękna – wyszeptał, pochylając się nisko, ale nie pozwolił mi się pocałować, tylko chwycił w usta pierś, wciąż okrytą koronkowym stanikiem. Jęknęłam cichutko i oplotłam jego udo swoją nogą, przyciągając bliżej siebie. Niespiesznie zabrałam się za rozpinanie paska jego spodni i równie wolno, guziczek po guziczku odpinałam rozporek. Syknął przeciągle, gdy przez materiał bokserek pomasowałam nabrzmiałą męskość i po chwili uniósł mnie i szybkim ruchem pozbył się mojej bielizny.
Wstał i ściągając spodnie, pochłaniał wzrokiem moje nagie ciało.
Pieściliśmy się i kochaliśmy, głośno dając upust swojej namiętności. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu czuliśmy całkowitą swobodę i w pełni ją wykorzystywaliśmy. Dopiero późno w nocy udało nam się trafić w końcu do wanny i po mokrych igraszkach dopijaliśmy rozpoczętego dawno temu szampana.
– Czyj to był pomysł, żeby Leen została dziś u rodziców? – spytał, całując mnie w kark.
– Chyba mamy, ale pomimo tego, że wiem, jak okropnie zabrzmię, nie bardzo mnie interesowało nic ponadto, że będę z tobą sama – wyznałam. – Potrzebowałam cię, potrzebuję trochę pobyć tylko z tobą.
– Chciałem tylko wiedzieć komu należą się podziękowania za ten pomysł – wyszeptał. – Było nieziemsko.
– Nie pamiętam bym kiedykolwiek tak bardzo się z tobą zgadzała – zaśmiałam się i musnęłam delikatnie jego wargi.
– Ja też tego potrzebowałem. Chętnie bym gdzieś cię zabrał, tylko ciebie. – Odwróciłam się do niego i pocałowałam w nos.
– Pojedziemy gdzieś w wakacje sami? – spytałam nieśmiało.
– Dzięki ci Merlinie, za tę propozycję – wykrzyknął. – Należy nam się, nie?
– Przez tydzień dzieci się jakoś bez nas obędą.
– Nie byliśmy nigdzie sami od czasu podróży po studiach – zamyślił się. – Solem – spoważniał nagle. – Nie zabrałem cię w podróż poślubną. – Nie miałam pojęcia, czy się roześmiać, czy raczej powinnam zachować powagę.
– Zabrałeś w podróż PRZED ślubną, nie pamiętasz? – Spojrzałam na niego, zachowując neutralny wyraz twarzy.
– Pozwolisz mi to nadrobić na piętnastą rocznicę? – Objął mnie mocno i przyciągnął do siebie.
– Piętnastą? – zdziwiłam się.
– Zasadniczo to w wakacje będzie prawie siedemnasta – sprostował.
– No to dość spora różnica, tylko nie bardzo wiem czego ta rocznica dotyczy, chyba się pogubiłam. Jesteśmy dwanaście lat po ślubie, Severusie. Dwanaście i pół – dodałam.
– Jesteśmy razem już szesnaście i pół – odparł.
– Tak to prawie jak okrągła rocznica. – Spojrzałam z powagą na męża.
– Jak doliczymy czas od kiedy się znamy …
– No to faktycznie robi się coraz bardziej okrągło, ale zastanawiam się, ile czasu minęło od chwili, w której poznałeś moje imię. – Z trudem powstrzymywałam rozbawienie.
– Podczas pierwszego spotkania oczywiście – mruknął nieco urażony. – To był pierw... a w zasadzie to poznałem cię wcześniej.
– No tak, poznałeś mnie wcześniej niż pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy. – Pokiwałam z powagą głową. – Zamieniliśmy trzy zdania w księgarni na Pokątnej jakiś miesiąc przed rozpoczęciem roku szkolnego.
– Pamiętasz? – zdziwił się.
– Pewnie, że pamiętam – oburzyłam się. – Tamtego dnia poznałam mężczyznę swojego życia.
– Zakochałem się w tobie tamtego popołudnia – wyszeptał. – Śniłaś mi się później. – Roześmiałam się na cały głos. – Mówię poważnie – zaperzył się. – Śniły mi się twoje włosy – zaśmiał się, obrócił mnie i zanurzył całą w wannie.
– Moje włosy atakowały cię we śnie? – zachichotałam, gdy pozwolił mi nabrać powietrza i po chwili ponownie wpijał się w moje usta.
– Nie, śniło mi się, że zasypiam wtulony w nie – odparł. – Wyobrażałem sobie, jak pachną.
– Miałeś wtedy jedenaście lat, Sev. – Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
– No i co z tego? – Udał zaskoczonego.
– Sev, nigdy się ze mną nie zgodzisz, ale jesteś przesłodkim mężczyzną. – Uśmiechnęłam się do męża, z czułością chwyciłam jego twarz w dłonie i delikatnie pocałowałam.
– Masz rację, nigdy się z tobą nie zgodzę – mruknął, mrużąc oczy.
– Nie możemy po prostu wyjechać na tydzień sami, nie szukając pretekstu? – spytałam łagodnie.
– Możemy, słonko pod warunkiem, że będziemy się przez ten cały czas kochać – odparł, rozkładając się wygodnie w wannie.
– To może dzisiejszej nocy sprawdzimy twoją kondycję – odrzekłam zalotnym tonem, lekko gładząc jego sutek.
– I dziś, i jutro, i pojutrze – wymieniał coraz bardziej podniecony, gdy zaczęłam składać miękkie pocałunki na jego torsie, a dłonie wodziły po twardniejącym penisie. – Ty nienasycona kobieto – wyjęczał głośno, kiedy zanurzyłam głowę pod wodę, by chwycić jego członka w usta.
.: :.
Teodor
Każdy jeden uczeń, bez względu na to czy Ślizgon, czy Gryfon, wchodzący rano do klasy eliksirów otwierał usta ze zdumienia i każdy, gdy tylko zdołał się otrząsnąć, nerwowo zajmował wolne krzesło. Wszyscy kulili się na swoich miejscach oczekując najgorszego. Przystanąłem w połowie drogi do ławki, widząc swojego ojca z błogą miną czytającego poranną gazetę i o zgrozo podgwizdującego. W klasie panowała przerażająca cisza. Gryfoni głośno przełykali ślinę, a Ślizgoni spoglądali po sobie z niepokojem. Nie miałem pojęcia skąd tak dobry humor u taty, ale miałem dziwne przeczucie, że gdyby chodziło o sprawdzian albo jakiś niezapowiedziany test z warzenia, ojciec uprzedziłby mnie wcześniej, dlatego teraz w miarę spokojny wyciągałem swój pergamin i książkę. Nawet nie byłem świadom, kiedy podchwyciłem gwizdaną przez profesora melodię i po chwili w klasie dało się słyszeć także mój gwizd.
– Potter – Snape warknął tuż nad moim uchem i po chwili rolka ze sprawdzonym esejem wylądowała tuż przed moim nosem – o siódmej w moim gabinecie.
– Za co, panie profesorze? – Spojrzałem nieśmiało na nauczyciela.
– Za fałszowanie – odparł zjadliwym tonem.
– Ale kolacja …
– W takim razie siódma piętnaście, codziennie przez kolejny tydzień – przerwał mi z ironiczną miną, a od strony, którą zajmowali Ślizgoni usłyszałem chichoty.
Nic już więcej nie mówiłem, tylko potulnie zająłem swoje miejsce i przygryzając dolną wargę, rozwinąłem pergamin ze swoją pracą. W. Moje pierwsze w życiu W. Nie mogłem w to uwierzyć i bezwiednie zacząłem się uśmiechać pod nosem.
– Panie Malfoy – usłyszałem po chwili – co się stanie, gdy do nalewki z piołunu dodamy sproszkowane kwiaty bzu czarnego?
– Yyy … – Spojrzałem, jak mocno zaskoczony Draco spogląda błagalnie na swojego opiekuna, ale ten niewiele sobie robił ze zmieszania Ślizgona. – Wybuchnie? – wydukał w końcu.
– Owszem, jeśli zanurzysz w tym swój pusty łeb – warknął Snape. – Zabini?
– Cała nalewka wyparuje – odpowiedział pewnie wzywany do odpowiedzi uczeń.
– Na jutro panie Malfoy, znajdzie mi pan dwadzieścia substancji, które dodane do nalewki z piołunu spowodują jego wyparowanie. – Mężczyzna pochylił się nisko nad stolikiem blondyna i posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Ten jedynie lekko przytaknął i spuścił głowę. – A pana co tak śmieszy, panie Weasley? – Snape w mgnieniu oka znalazł się przy stoliku, który zajmował Ron. Ten zbladł i zagryzł wargę. – Tak myślałem – kontynuował Severus. – W takim razie pan, napisze mi dlaczego tak się dzieje. Za dwa dni, dwie rolki na moim biurku, a panna Granger – mężczyzna uśmiechnął się zjadliwie, podchodząc do miejsca Hermiony – w tym samym czasie będzie mogła zarobić dziesięć punktów dla waszego domu i dobrą ocenę na swoje konto, pisząc esej na trzy rolki na temat wywarów o działaniu psychodelicznym, w których skład wchodzi sproszkowany piołun.
– Oczywiście, panie profesorze – odparła dziwnie zadowolona Hermiona.
– Nie możesz się zgodzić – mruknął półgębkiem Ron.
Dostrzegłem, jak wargi ojca lekko uniosły się do góry, gdy usłyszał trwogę w głosie Weasleya.
– Oczywiście, że mogę Ron i zamierzam napisać ten esej – prychnęła Granger. – Gdyby profesor się zgodził chętnie napisałabym na ten temat dłuższą pracę, ale czasu jest trochę mało, a prawdopodobnie już w środę zaczniemy omawiać eliksiry odurzające i wywołujące …
– Wolisz się męczyć z jakąś głupią pracą zamiast pomóc kumplowi? – przerwał jej obrażonym tonem Ron.
– Cisza – warknął na cały głos Snape. Machnął różdżką i na stoliku przed każdym uczniem pojawiły się pęczki kilku suszonych roślin. – Macie przygotować każdą z tych ingrediencji na trzy sposoby. Na koniec lekcji, chcę je wiedzieć utarte, zmiażdżone i posiekane. Jakieś pytania? – Spojrzał po klasie i po chwili nieśmiało zaczęły unosić się ręce.
Nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak nastój ojca szybko się zmieniał podczas zajęć. Bez ostrzeżenia ze stanu błogiego rozmarzenia przeszedł w siejącego postrach szaleńca, by po chwili cierpliwie i sumiennie tłumaczyć na czym polegała trudność w przygotowaniu poszczególnych składników. Tata nie był obecny podczas śniadania w Wielkiej Sali i zacząłem się poważnie zastanawiać nad jego dziwnym nastrojem. Zdarzało mi się widywać Mistrza Eliksirów uśmiechniętego na korytarzu, ale podśpiewujący i podgwizdujący Snape na lekcji, to już zupełna abstrakcja. Stłumiłem chichot i z trudem powstrzymałem uśmiech, uświadamiając sobie, że rodzice byli w domu sami tej nocy. Przypomniałem sobie wszystkie opowieści Leen na temat intymnej strony ich związku i wszelkie sugestie babci, i teraz już zaczynałem rozumieć dobry nastrój ojca. A przynajmniej wydawało mi się, że rozumiem.
– Nie powinnaś się na to godzić, Hermiona. – Ron z niezadowoleniem spoglądał na przyjaciółkę.
– Dlaczego niby nie powinnam się godzić na dodatkową pracę? – Dziewczyna posłała mu ironiczny uśmiech.
– On cię wykorzystuje, ta praca jest niesprawiedliwa – przekonywał Weasley.
– Mi się wydaje całkiem uczciwa. Mam możliwość zarobienia dodatkowych punktów i dobrej oceny na SWOJE konto, nie twoje, Ron – Granger popatrzyła na niego wymownie. Stłumiłem śmiech, widząc głupią minę przyjaciela.
– Powinnaś wspomnieć o wywarze tęczowej głowy – podpowiedziałem jej po chwili zastanowienia. – Jest raczej mało popularny i dodaje się do niego niewielką ilość piołunu, ale to bardzo istotny składnik.
– Skąd o tym wiesz? – zdziwiła się Hermiona.
– Trochę się nudziłem w szpitalu, a dość często odwiedzała mnie Leen, akurat któregoś dnia z biblioteczki babci pożyczyła książkę o eliksirach wywołujących halucynacje i mi ją zostawiła, bo nie miałem co czytać. Później trochę rozmawialiśmy na ten temat.
– Ona sporo wie o eliksirach, prawda? – spytała poważnie.
– Czasem mam wrażenie, że więcej niż Snape – odparłem.
– Profesor Snape, Harry – upomniała mnie koleżanka, a Ron wywrócił oczami. – Harry, ja … – zaczęła nieco zmieszana – odwiedziłabym cię, gdybym mogła, ale nie wiedziałam aż do chwili kiedy do mnie napisałeś, a razem z rodzicami byliśmy we Francji i …
– Daj spokój, Hermiona – przerwałem jej. – Przecież wiem, że nie miałaś, jak mnie odwiedzić.
– Cieszę się, że miałeś towarzystwo. – Dziewczyna posłała mi przepraszające spojrzenie. – Córka pana profesora zdaje się być miła. Chyba ją lubisz, co, Harry? – Hermiona wymownie uniosła brwi, a Ronald zrobił skwaszoną minę i przyspieszył kroku, zostawiając nas w tyle.
– Jest bardzo miła. Też byś ją polubiła i jestem pewien, że znalazłybyście wspólny język – odparłem, nie bardzo wiedząc o co chodziło Hermionie z tym dziwnym podnoszeniem brwi.
– Ona jest córką profesora Snape'a – skrzywiła się dziewczyna. – Chyba bym się bała z nią tak normalnie rozmawiać.
– Uwierz mi ona jest całkiem normalna i nie gryzie – odparłem nieco urażony.
– Źle mnie zrozumiałeś, Harry – usprawiedliwiła się pospiesznie Hermiona. – Nie chodzi mi o to, że z nią jest coś nie tak i nie uważam, tak jak Ron, że donosi tacie o wszystkim co mówimy i robimy. Nie sądzę, by profesor ze swoją rodziną podczas kolacji omawiał to, jak uczniowie spędzają czas wolny. Chodzi o to, że ona z tego co mówisz, jest bardzo mądra i ja bym się trochę obawiała, że mogłabym jej nie sprostać.
– Nie żartuj, Hermiona – zaśmiałem się. – Też jesteś mądra, a skoro ona ma o czym rozmawiać ze mną to z tobą tym bardziej, prawda? – Dziewczyna nieśmiało pokiwała głową. – Leen przyjaźni się z Fredem i Georg'em od ich pierwszego roku tutaj. Ostatnio nawet spotkałem ich w bibliotece i dosiadła się do nas żona profesora. – Hermiona spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Och, ona jest bardzo miła. Raz spotkałam ją w bibliotece i pokazała mi co robiłam źle, gdy ćwiczyłam zaklęcia z jednej książki – opowiedziała Granger. – Kiedyś widziałam, jak szła przez korytarz, szukając drogi przy pomocy różdżki, chyba nie widziała i wyglądała tak bardzo smutno. Chciałam jej pomóc, ale profesor do niej podszedł i jak go chwyciła pod rękę to się tak bardzo rozpromieniła i wcale nie wyglądała jakby nie widziała.
– Leen mówiła, że jej mama dość często nie widzi – westchnąłem.
– Co jej jest? Jest na coś chora? – dopytywała.
– Moja mama mi kiedyś opowiadała, że napadnięto ją, jak odwiedzała z małym synkiem rodziców. – Z trudem odpowiedziałem koleżance. – Wszyscy zginęli. Tylko ona przeżyła. Była bardzo ciężko ranna i straciła wzrok, ale ją uratowali. Dom jej rodziców stał niedaleko mojego domu. Ktoś rzucił zaklęcie zniszczenia czy jakoś tak. Podobno nic nie zostało. Sam popiół. Teraz tam stoi księgarnia dla dzieci. Nigdy tam nie byłem. Pan Lupin mi nie pozwalał, ale z tego co słyszałem to świetne miejsce.
– Kto ich napadł? – dopytywała.
– Nie wiem. – Wzruszyłem ramionami. – Nie wypytywałem. Leen chyba nie bardzo miała chęć o tym opowiadać, a mnie trochę nie wypadało pytać.
– Może coś pisali w Proroku? – Granger spojrzała na mnie z błyskiem w oku.
– Hermiona, odpuść, co? – poprosiłem. – Pani Snape jest naprawdę miła, a to dość delikatna sprawa. Ma prawo, żeby zostawić ją w spokoju.
– Daj spokój, Harry. Jestem tylko ciekawa – upierała się. – Przecież nie wykorzystam tego.
– Ty nie, ale Ron tylko czeka, żeby dokuczyć Leen – westchnąłem cicho. – Jeśli poruszy niewłaściwy temat albo chlapnie coś na eliksirach wszyscy wpadniemy w kłopoty.
.: :.
Severus
– Możesz mi wyjaśnić co to miało znaczyć? – Spojrzałem na syna spod zmrużonych powiek.
– Ja … – jęknął zawstydzony.
Nie bardzo wiedziałem, jak powinienem zareagować na zachowanie syna. Niby umawialiśmy się dziś na szlaban, ale planowałem załatwić go za coś bardziej zwyczajnego.
– Gwizdać? Na mojej lekcji? – obruszyłem się i zrobiłem zniesmaczoną minę. – Skąd ci to przyszło do głowy? – dziwiłem się. Odetchnąłem głęboko i kręcąc głową, opadłem na oparcie fotela.
– Nie mam pojęcia, tato – wydukał. – Nie chciałem, naprawdę. Ja bardzo przepraszam.
– Nie chciałeś? – Popatrzyłem na niego jak na wariata.
– Tata gwizdał i mi się tak samo jakoś wymsknęło – odparł ze skruchą.
– Gwizdałem? – zdziwiłem się jeszcze bardziej.
– Tak – wyszeptał. – Wszyscy byli przerażeni – dodał po chwili.
– Przerażeni?
– Bardzo przerażeni – wyznał Teodor, wciąż stojąc przed biurkiem ze spuszczoną głową.
– Dlaczego? – dopytywałem. – Ty też byłeś przerażony?
– Bo tata gwizdał i wyglądał na bardzo zadowolonego i szczęśliwego – odparł niepewnym głosem.
– I to jest takie przerażające? – Wybuchnąłem śmiechem.
– No trochę – wyszeptał. – To dość nietypowa sytuacja – wyjaśnił. – Ja się tak bardzo nie bałem. Byłem może trochę zaniepokojony. Mam wyczyścić kociołki? – spytał niepewnie, wciąż przyglądając się swoim butom.
– Kociołki? Dlaczego? – Poderwałem się nagle z miejsca i stanąłem naprzeciwko syna, opierając się o biurko.
– Mam szlaban, proszę taty – wydukał.
– Chodź tu, Teo. – Uśmiechnąłem się i przyciągnąłem syna do siebie. – Masz szlaban, na który nie zasłużyłeś. Gwizdałeś zanim jeszcze zaczęły się zajęcia.
– Ale …
– Teo – przerwałem mu pospiesznie – naprawdę chcesz szlaban?
– Nie, proszę taty – odparł niepewnie.
– Nie jadłeś kolacji zdaje mi się. – Odetchnąłem, objąłem syna ramieniem i poprowadziłem w kierunku przejścia do prywatnych kwater. – Mama coś dla nas zostawiła. Miała dziś jakieś spotkanie w wydawnictwie i niestety nie ma jej w domu, ale kolacja pachniała całkiem zachęcająco.
– Mama zawsze smacznie gotuje – odparł nieśmiało.
– Nie była zadowolona, że dałem ci aż tydzień szlabanu i mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły.
– Nie, skąd – Teo odpowiedział pospiesznie. – Normalnie dostałbym pewnie nie tylko tydzień szlabanu, ale dodatkowo szlabanu z panem Filchem.
– Niewykluczone – odparłem. – Dziś raczej nie chciałoby mi się nadzorować szorowania kociołków.
– Tato? – spytał nieśmiało. – Czy coś się stało?
– Stało? Dlaczego tak myślisz? – zdziwiłem się i przy pomocy różdżki podgrzałem naczynia z kolacją.
– Nie zadał tata pracy domowej, uśmiechał się przez cały ranek i gwizdał wesołe melodie – wymienił, a ja wybuchnąłem gromkim śmiechem.
– Wszystko jest w porządku – uspokoiłem syna i rozłożyłem na stole talerze. – Po prostu … – zawahałem się. Tak jak sobie postanowiłem na samym początku, pragnąłem być dla Teo nie tylko ojcem, ale i przyjacielem. A żeby tego dokonać sam musiałem rozpocząć te przyjacielskie relacje. Nie chciałem przesadzić z zagłębianiem się w życie intymne moje i Solem. Nie zamierzałem zawstydzać syna, ale chciałem mu dać jedynie do zrozumienia, że mogliśmy rozmawiać o wszystkim bez skrępowania. – Spędziliśmy wczoraj z mamą miły wieczór – wyznałem z nieśmiałym uśmiechem. – Ostatnio nieczęsto nam się zdarza mieć spokój.
– Och – jęknął – ja nie wiedziałem, nie chciałem przeszkadzać. Ja … może ja posiedzę w gabinecie u taty albo w klasie. Mogę wyczyścić kociołki …
– Teo, Teo – uspokoiłem go pospiesznie. Nie takiej reakcji się spodziewałem i teraz nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć. – Ani mi się waż stąd ruszać. Nikomu nie przeszkadzasz. Gdyby tak było, to poprosiłbym cię o spotkanie jutro. Uwierz mi, nic tak bardzo mnie nie cieszy, jak możliwość spędzenia tego i kolejnych wieczorów z tobą. – Przysunąłem jedno z krzeseł bliżej syna i usiadłem, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Teo, ja i mama lubimy spędzić czasem wieczór tylko w swoim towarzystwie, ale to nie oznacza, że jak ty albo dziewczynki jesteście w domu, to przeszkadzacie, rozumiesz? – Chłopiec niepewnie pokiwał głową. – O wiele milej jest mieć całą rodzinę obok siebie.
– Czy to był romantyczny wieczór? – Z trudem powstrzymałem śmiech i spojrzałem na syna, robiąc groźną minę. – Ja, przepraszam – Teo chwycił się za usta. – Nie chciałem o to spytać, tylko …
– To był bardzo MIŁY wieczór, Teo – mruknąłem. – Ja nie spędzam wieczorów ROMANTYCZNIE. Leen i babcia nawygadywały ci bzdur. W ogóle skąd ci przyszło do głowy to słowo. Chyba coś ze mną nie tak – westchnąłem i pokręciłem z rezygnacją głową.
– Dlaczego, tata tak myśli? – Spojrzał zaskoczony.
– Mama wczoraj ośmieliła się stwierdzić, że jestem słodki – wyplułem, wywracając oczami. – SŁODKI – powtórzyłem, a chłopiec parsknął śmiechem. – No śmieszne, doprawdy – prychnąłem. – Lubisz jagnięcinę? – spytałem, spoglądając na bulgoczącą potrawę.
– Bardzo – odparł i zaczerwienił się, gdy w jego brzuchu głośno zaburczało.
– A pieczone ziemniaki z ziołowym sosem?
– Uwielbiam – wykrzyknął nastolatek.
– Mama będzie szczęśliwa, że zrobiła coś co lubisz. – Z uśmiechem nałożyłem dwie solidne porcje kolacji.
– Mhm – mruknął z zadowoleniem Teodor. – To najpyszniejsze kotleciki jakie jadłem w życiu.
– Solem przeszła samą siebie – odrzekłem z błogą miną. – I jak ja mam się jutro rano nie uśmiechać? – spytałem przekornie.
– Nie da się – chłopiec pokręcił z rezygnacją głową.
Odetchnąłem nieco, widząc, jak z każdą chwilą mój syn się rozluźniał i powoli zaczynał żartować razem ze mną. Wciąż nie byłem pewien swoich metod. Przeważnie Teo potrzebował chwili czasu, żeby się przy mnie odprężyć i dość często początek luźnej rozmowy o niczym przeradzał się w prostowanie żartów albo zapewnienia, że wszystko było w porządku. Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie przesadzałem z otwartością w stosunku do syna, ale teraz już chyba było za późno na zmianę taktyki dotarcia do niego.
– Teo, czy ja cię onieśmielam? – spytałem nagle, spoglądając z uwagą na syna.
– Nie, tato. Tylko ja się boję, że powiem coś nie tak, że tata będzie na mnie zły – odparł szczerze. – Nie boję się kary, ale … – Spojrzał ze strachem w oczach.
– Co się stało, synku? – Zmarszczyłem brwi i ponownie zająłem miejsce obok chłopca.
– Boję się, że zrobię albo powiem coś tak bardzo nieodpowiedniego, że mnie nie będziecie chcieli – wyznał i pochylił zawstydzony głowę.
– Teo, synku. – Nabrałem głęboko powietrza i pogładziłem chłopca po włosach. – Nie ma takiej możliwości byśmy cię nie chcieli – zapewniłem. – Chociaż muszę przyznać, że świetnie cię rozumiem. Ja mam podobne obawy.
– Boi się tata, że mama i dziewczynki nie będą taty chciały?
– Nie, Teo. Wiem, że zarówno mama, jak i dziewczynki nigdy nie pozwoliłyby mi się czuć niechcianym i wiem, że zawsze będziemy razem – zacząłem z powagą. – A wiesz skąd to wiem? – Teo niepewnie pokręcił głową. – Bo się kochamy. Kocham moją rodzinę ponad życie i czuję się kochany. Synku, jesteś częścią naszej rodziny i każde z nas kocha ciebie całym sercem. Nigdy, przenigdy nie pozwolimy ci od nas odejść. Zawsze będziesz częścią nas. Bardzo cię kocham, synku. Nie zapominaj o tym – poprosiłem. – Chciałbym, żebyś był sobą. Nie musisz się cały czas kontrolować, pilnować i obawiać. Powiedz mi, co mam zrobić, żebyś poczuł się częścią nas? Żebyś poczuł naszą troskę i miłość? – spytałem błagalnie.
Teo spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami i mocno się przytulił.
– Ja to czuję, tato – wyznał. – Czuję się z tatą bezpieczny i kochany, jak jeszcze nigdy przedtem. I czuję to wszystko. Tylko czasem coś powiem albo zrobię i nie jestem pewien, czy to jest odpowiednie.
– Teo, nawet jeśli czasem powiesz coś nieodpowiedniego, to nic się nie stanie. Ja też czasem mówię nieodpowiednie rzeczy albo mama, nazywając mnie słodkim – burknąłem, a Teo głośno się roześmiał.
– To było bardzo nieodpowiednie – zażartował, a ja odetchnąłem w duchu.
Kolejny rozdział: „Leniwa flirciara"
