ROZDZIAŁ 44

Leniwa flirciara

Solem

Jęczałam, wijąc się, gdy Severus językiem penetrował moje najbardziej intymne miejsca. Delikatnie i powolnie lizał wilgotną kobiecość, co i rusz trącając nabrzmiałą łechtaczkę. Mocno zacisnęłam palce na jego włosach, kiedy zassał najwrażliwszy punkt i zagryzłam dolną wargę, by nie krzyczeć na cały głos. Nie zdołałam się powstrzymać, gdy do pieszczot dołożył palce i szybkimi ruchami pompował w moim wnętrzu.

– O, tak, Severus, nie przestawaj – krzyczałam z rozkoszy. Pierwsza fala orgazmu przeszyła moje ciało, odchyliłam głowę i po chwili poczułam w sobie nabrzmiały penis Severusa. Byłam bliska eksplozji, gdy zaczął poruszać się z dużą prędkością. Moim ciałem wstrząsały kolejne dreszcze, a kiedy ekstaza osiągnęła kulminację, zwolnił i spojrzał prosto w moje zielone oczy. Uśmiechnął się przekornie i pocałował mnie z niezwykłą czułością i namiętnością. Wsunął palce pod plecy i przekręcił się ze mną na łóżku, sadzając na swych biodrach.

Wyprostowałam się i opierając dłonie na jego klatce piersiowej, powoli unosiłam swoje ciało, nadziewając na jego sterczącą męskość. Przymknęłam na chwilę powieki i odchyliłam głowę, gdy chwycił piersi w dłonie i delikatnie pieścił sterczące sutki. Przyspieszyłam ruchy i z każdym kolejnym czułam, jak członek mojego męża wbija się w coraz głębiej, dosięgając najgłębszych zakamarków wilgotnej szparki. Unosiłam się i opadałam. Piersi falowały w rytm ruchów. Severus chwycił mnie za biodra i zaczął nadawać coraz większe tempo. Widziałam w jego oczach ekstazę i niesamowite podniecenie. Moje miłosne soki spływały nie tylko po jego twardym członku, ale teraz czułam je także na swoich szeroko rozłożonych udach, którymi mocno obejmowałam biodra mężczyzny, którego bezgranicznie kochałam.

Dość nieoczekiwanie przesunął jedną dłoń i teraz kciukiem pieścił moją wciąż mocno pulsującą łechtaczkę. Po raz kolejny tego wieczora zbliżałam się na szczyt i w szalonym tempie nabijałam się na jego pulsującego kutasa. Każdy ruch sprawiał mi olbrzymią przyjemność i przybliżał do orgazmu. Przestałam panować nad odgłosami i głośno krzycząc jego imię, doszłam po raz kolejny. Delikatne mięśnie pochwy mocno zacisnęły się na twardej erekcji męża, a całym ciałem wstrząsały dreszcze rozkoszy. Opadłam na niego i z całą mocą wpiłam się w jego usta. Mój język prawie siłą wdarł się w wysuszone wargi i po chwili penetrowałam nim wnętrze jego ust.

Odetchnęłam i wróciłam do przerwanej czynności. Uniosłam się i powoli nabiłam się na wciąż mocno sterczącą męskość Severusa, by po chwili przyspieszyć. Jęknął głośno z dezaprobatą, gdy w pewnym momencie wypuściłam go ze swojej cipki i nie zamierzałam wpuszczać ponownie. Uśmiechnęłam się do niego zalotnie i powolnymi ruchami opuściłam się w dół, pocałunkami znacząc sobie szlak od sutków przez pępek, aż do kępki włosków poniżej. Kątem oka dostrzegłam, jak zaciska palce na prześcieradle i z trudem utrzymywał ciało na łóżku, gdy bez ostrzeżenia chwyciłam jego penisa w usta i zaczęła mocno ssać. Pieściłam go palcami i przyspieszałam ruchy głową. Głośne jęki i moje imię szeptane z ekstazą były najwspanialszą melodią dla mych uszu. Przyłożyłam się do pieszczot jeszcze bardziej i teraz członek Severusa prawie w całości znikał w moich ustach. Co i rusz wypuszczałam go, by leciutko masować go samym językiem i po chwili ponownie brałam go między swe wargi.

– Solem – warknął głośno, mocno napiął mięśnie i wystrzelił białym nasieniem. – Solem – powtórzył już nieco ciszej i po chwili mocno tulił mnie do siebie, próbując odzyskać oddech. Jeszcze przez chwilę dłonią masowałam jego męskość, uwalniając z niej ostatnie białe krople. – Jesteś boska – wymruczał z zadowoleniem.

– Wiem – odparłam z przekorą i pocałowałam go w nos. – Potrzebuję prysznica – wymruczałam i zaczęła wyplątywać się z miłosnego uścisku.

– Nie tak prędko, kobieto – zatrzymał mnie, mocno przyciskając do swego boku. – Chyba nie myślałaś, że puszczę cię samą.

– Oczywiście, że nie – odparłam i uśmiechnęłam się szeroko. Severus bez namysłu pocałował mnie w usta i po chwili poderwał się z łóżka razem ze mną. Całując się, z lekkimi potknięciami doszliśmy do łazienki, a i tam przez cały czas staraliśmy się od siebie nie oderwać. – Nie puszczaj mnie – wyszeptałam, przytulając głowę do klatki piersiowej męża.

– Nigdy, najdroższa. Nigdy cię nie puszczę – odpowiedział i śmiejąc się, chwycił ręcznik, wytarł nas oboje i wciąż przyciśnięci do siebie ruszyliśmy do sypialni. – Nie mam siły cię nieść – rzekł jakby na usprawiedliwienie nieco niezdarnego spaceru do łóżka.

– Och, oczywiście. Jeden szybki numerek, a ty już narzekasz na brak sił – prychnęłam.

– Szybki? Kobieto, kochaliśmy bez przerwy dwie godziny.

– Z przerwą.

– Yhy, pięć minut. Nie dałaś mu dłużej odpoczywać. – Severus zmrużył oczy, chwycił mnie w pasie i rzucił na łóżko. – Rozochociłaś go tymi przytulankami pod prysznicem. – Spojrzał wymownie na swoją erekcję.

– Żartujesz? Brałeś coś? – zaśmiałam się i przyciągnęłam go do siebie.

– Wyobraź sobie, moja droga, że póki co, wszystko czego mu trzeba to widok ciebie zupełnie nagiej – odparł i otarł swym penisem wilgotną szparkę. – A jak się tak dobrze zastanowię to często nawet nie musisz być naga.

Severus

– Pokłóciłam się dziś z tatą – wyszeptała cichutko, sprawdzając, czy przypadkiem nie zasnąłem.

– Z tatą? – zdziwiłem się i położyłem głowę na jej poduszce, dając znać, że mogła spokojnie kontynuować.

– Tata jest zdania, że potrzebujemy nowych maszyn, a ja uważam, że to po pierwsze strata pieniędzy, a po drugie instalowanie nowego sprzętu pochłonie bardzo dużo czasu – odparła. – Maszyny do klejenia i składnia, które mamy nie są może pierwszej młodości i normalnie byłabym za tym, żeby je wymienić. Jednak te są regularnie konserwowane, nie pamiętam, żeby któraś się zepsuła, a do tego na wszystkie są nałożone skomplikowane zaklęcia modyfikujące. Nie kupimy nowych z tymi usprawnieniami jakie są na starych. Na jakiś czas będziemy musieli się cofnąć. Nowe maszyny wiążą się z nowymi zaklęciami. Te, które rzucałam wcześniej będą bezużyteczne, bo sprzęt, który tata chce zakupić różni się dość znacznie od tego. Gdyby chociaż chciał to zrobić za jednym zamachem. Można by wówczas zamknąć drukarnie na kilka dni i wszystko sobie jakoś poukładać, zmodernizować nowe maszyny, przeszkolić pracowników i jakoś by było, ale tata chce wymieniać wszystko stopniowo. Za każdym razem będziemy musieli wstrzymywać druk, a ja na długie tygodnie ugrzęznę w drukarni zamiast w pracowni ilustratorskiej. – Odetchnęła z rezygnacją. – Wkurza mnie, wciągając w te dyskusje, pyta o zdanie, słucha co mam do powiedzenia i kłóci ze mną, chociaż i tak sam podejmie decyzję.

– Niekoniecznie – odparłem, podnosząc się nieco i opierając plecami o wezgłowie łóżka. – Pamiętasz, jak szukaliście nowego edytora rok temu? – Przytaknęła. – Było mu strasznie głupio, bo zaangażował cię do tej pracy, ty się naszukałaś odpowiednich ludzi, podsunęłaś mu kilkoro świetnych kandydatów, a on i tak zatrudnił kogoś, kogo miał na oku od dawna. Co gorsza ten facet okazał się zwykłym grafomanem.

– Nie przypominaj mi – jęknęła. – Trzy dni się do mnie nie odzywał po kłótni jaką wówczas odbyliśmy. Merlinie, żeby przesłuchać do pracy jednego z tych czarodziejów musiałam pojechać mugolskim pociągiem. Mieszka w jakimś dziwnie obwarowanym miejscu, gdzie nie można się teleportować. Straciłam cały dzień na sam dojazd tam i uwierz było warto, bo facet był idealny, a po powrocie twój ojciec mówi mi, że już kogoś zatrudnił. – Z czułością pogładziłem ją po włosach i przyciągnąłem do swego ramienia.

– W każdym razie, ojciec chyba zrozumiał swój błąd, bo po tym niewypale jaki zatrudnił podzielił swój pakiet udziałowy – kontynuowałem po chwili. – Oddał po piętnaście procent matce i mnie. Z formalnego punktu widzenia, teraz ty masz pakiet większościowy.

– Dlaczego? – zdziwiła się. – Merlinie, a ja mu tak nagadałam. Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?

– Chciał uniknąć takich sytuacji, jak wtedy – odparłem. – Przyznał, że zatrudnił tamtego edytora na wyrost i było mu wstyd, jak dotarło do niego, że zmarnował kawał twojej pracy. Nie chciał, żeby taka sytuacja się powtórzyła, a z tego co wiem, nie był to pierwszy raz, że ojciec powierza ci jakieś zadanie, a później bez słowa sam podejmuje decyzje. Teraz żadne z was nie może podjąć samodzielnej decyzji.

– Ale dlaczego mi nic nie powiedzieliście? – ponowiła pytanie. – Mogłam oddać część swoich udziałów, nie musiał rezygnować z większości.

– Ale chyba chciał. – Wzruszyłem ramionami. – Wiesz, że chce przekazać wydawnictwo tobie. Właśnie dlatego chciał, byś nie wiedziała tak długo, jak to możliwe. Nie zgodziłabyś się, protestowała albo sama oddała któremuś z nas udziały.

– Severus, to wydawnictwo taty, ja nie chcę tam robić niczego wbrew jego woli – jęknęła. – Teraz czuję się jak kretynka.

– Mocno się pokłóciliście?

– Dość – odpowiedziała strapiona. – Ja naprawdę nie chcę robić czegoś przeciwko niemu.

– Nie robisz, słoneczko. – Z czułością pogładziłem ją po włosach. – I ty, i tata dbacie o wydawnictwo. Obydwoje poświęcacie mu dużo uwagi i pracy, ale wasze poglądy czasem się różnią i to chyba normalne. Niekiedy trzeba na problem spojrzeć z innej perspektywy i to dlatego tata dał udziały mnie i matce.

– Źle się teraz czuję. Jak intruz. – Spojrzała na mnie ze smutkiem.

– Solem, dobrze wiesz, że to nieprawda. Przecież nie chodzi o to, żebyś tam pracowała i godziła się na wszystkie nawet najbardziej absurdalne propozycje taty.

– Nie, ale …

– Sol, kochanie, jesteś częścią tego wydawnictwa. Przecież to co robisz, robisz z myślą o tym, żeby lepiej prosperowało, prawda? Wiem, że w trudnym okresie oddałaś swoje wynagrodzenie, żeby nie zwalniać ludzi. Robisz wszystko z myślą, żeby ludziom tam pracowało się lepiej, żeby wydawnictwo zarabiało i miało lepszą renomę. Więc nie masz prawa mieć do siebie pretensji, tak samo jak i ojciec nie ma do tego prawa, a ma jeszcze mniejsze prawo, by odwiedzać nas o drugiej w nocy. Co on sobie do cholery myśli? – Poderwałem się z łóżka i z wyciągniętą różdżką powędrowałem do salonu, gdzie zostały naruszone bariery ochronne. – Wpadłeś na śniadanie? Bo na kolację się nieco spóźniłeś – krzyknąłem, a Tobias o mało nie wyskoczył z butów.

– Merlinie, Severus. – Starszy czarodziej aż usiadł z przerażenia. – Cicho bądź, bo obudzisz Solem.

– Okradasz nas? – Nie kryłem rozbawienia, widząc ojca z dziwnym pakunkiem w rękach.

– Oczywiście, przecież wiesz, że zawsze podobała mi się wasza zastawa ślubna, ta ze złotymi paseczkami – sarknął. – Całe życie o takiej marzyłem, a dziś w nocy zapragnąłem napić się z niej herbaty.

– Co tu robisz, tato? – Usiadłem na kanapie i zapaliłem kilka świec.

– Nie mogłem spać – wyznał nieco zrezygnowanym tonem.

– I uznałeś, że na naszej kanapie będziesz mógł? – spytałem z ironią.

– Pokłóciłem się z Solem.

– Wiem, bo ona też nie może spać – odparłem zrezygnowany.

– Ale ja mam powód, a ona nie. – Popatrzyliśmy sobie prosto w oczy. – Powiedziałem coś, po czym nie powinna się więcej odezwać do mnie.

– Nic nie wspominała o tym, że nie zamierza się do ciebie odzywać, chociaż może jeszcze nie zdążyła do tego dojść – nie mogłem się powstrzymać od sarkazmu.

– Powiedziałem jej, że nie godzi się na zmiany w wydawnictwie, bo jej się nie chce rzucać nowych zaklęć – opowiadał ze skruchą Tobias. – I jeszcze, zarzuciłem, że flirtuje z szefem drukarni.

– A flirtuje? – zaniepokoiłem się.

– Nie, na Merlina, Sev – odparł oburzony ojciec. – Jest dla niego miła, bo jego córka poważnie choruje, a on mimo to przychodzi codziennie do pracy i Solem zaproponowała mu, że może przejąć część jego obowiązków na jakiś czas.

– Który to? – dopytywałem.

– Bernard Holt – wymamrotał. – Taki niski, siwe włosy.

– Ten stary grubas? – Spojrzałem na ojca z odrazą. – I Solem miała z nimi niby flirtować? On jest starszy od ciebie.

– No i to ze dwadzieścia lat.

– Moja żona i ten staruch, no wiesz co? – Nie miałem pojęcia, czy się śmiać z siebie, że uwierzyłem we flirt żony, czy z ojca, że w ogóle wysunął taki argument. – To nadal nie wyjaśnia powodu twojej wizyty o drugiej w nocy.

– Oj, chciałem przeprosić Solem – prychnął.

– Budząc ją? – nie kryłem rozbawienia.

– Nie – warknął. – Chciałem jej zostawić list i prezent.

– Prezent?

– To pióro, którym Solem podpisywała z nami swoją pierwszą umowę. Kiedyś się o nie pytała, ale to było trofeum wydawnictwa i nie bardzo miałem chęć jej je oddać – wyznał.

– Trofeum?

– No Solem jest trofeum, pióro to tylko symbol – wyjaśnił. – Nigdy się do tego przed nią nie przyznałem, ale gdyby nie ona, chyba byśmy upadli. Henry nie wyrabiał z ilustracjami, a nigdzie nie mogliśmy znaleźć dobrego rysownika. Musielibyśmy bardzo ograniczyć druk, gdyby nie ona, a w konsekwencji pewnie zwolnić połowę ludzi.

– I dlatego po piętnastu latach pracy powiedziałeś jej, że jest leniwą flirciarą? – zadrwiłem.

– Mniej więcej. – Tobias westchnął z rezygnacją. – Nie wybaczy mi, nie?

– No, jeśli chcesz się wkupić w jej łaski starym, wyliniałym piórem …

– Oj, przecież mam jeszcze coś – przerwał mi.

– Co? – nie kryłem zaciekawienia. – Książkę? – zdziwiłem się, gdy ojciec wyjął starą księgę z tobołka. – Tak, stare pióro i stara księga – zażartowałem. – A ja głupi zawsze wydaję całą pensję u jubilera, jak coś nabroję.

– Przestań wreszcie i powiedz lepiej, czy jej się spodoba. – Tobias wcisnął mi tom w rękę.

Bez różdżki po Czarnym Lądzie – przeczytałem tytuł i z zaciekawieniem zajrzałem do środka. – Merlinie, tato, skąd to masz?

– Znalazłem u jednego z moich przyjaciół – odparł, wzruszając ramionami. – Miałem jej dać na urodziny, ale …

– Tato, ona się nie gniewa – zaśmiałem się. – Podejrzewam iż jest świadoma tego, że to co powiedziałeś było jedynie nieudolną próbą bycia złośliwym. Solem się martwi, że ty się gniewasz.

– Ja? Ale ona ma sporo racji. Ja się uparłem, bo jest dobra oferta na te maszyny, ale one chyba faktycznie nie są nam potrzebne – wyjaśnił i z rezygnacją opadł na oparcie kanapy. – A jeśli już, to Solem ma rację, że lepiej zrobić modernizację za jednym zamachem, a nie rozwlekać to w czasie. Powiedziałem o tym, że chcę kupować maszyny stopniowo, żeby ją wkurzyć. Nie mam pojęcia dlaczego.

– Zostaw jej list, jeśli chcesz, ale nie sądzę, by przyjęła któryś z prezentów. – Poklepałem ojca po ramieniu. – Wpadnij do nas jutro na kolację. Będzie Teo. Jutro pogadacie, dobrze? – Tobias westchnął mocno zasmucony. – W pokoju gościnnym jest wolne, posłane łóżko – dodałem po chwili.

– Nie, nie. – Mężczyzna poderwał się z kanapy. – Jutro do niej wpadnę, bo wiem, że zamierza ilustrować w domu. Nie będę wam całą noc na głowie siedział.

– To żaden problem. – Stłumiłem ziewnięcie. – Jak chcesz możesz zostać, ja wracam do żony.

– Kocham twoją żonę jak rodzoną córkę. Jest …

– Nieziemska? – podpowiedziałem mu.

– Synową idealną.

– Tato, o co chodzi? – Zaniepokoiłem się strapieniem ojca. – Tęsknisz za mamą?

– Nie – prychnął, wywracając oczami. – Martwię się o Solem. Chodzi jakaś taka bardzo zamyślona i często się zdarza, że jest nieobecna. Ja coś mówię, a ona nie słucha. Ostatnio dziewczynki były z nią w pracy. Malowały w jej pracowni, a ona nawet nie zwróciła uwagi, że zamiast po pergaminie malują po jej krześle. Musiała odlecieć na bardzo długo, bo całe ściany były w rysunkach dziewczynek, a one całe w farbie.

– Musisz przyznać, że Solem ma całkiem sporo powodów do zmartwień. – Z rezygnacją opadłem na oparcie kanapy. – Podejrzewam jednak, że chodzi o coś innego.

– O co? Coś się stało? Jest w ciąży? Kłócicie się? Chyba jej nie zdradziłeś? – Tobias wypluwał z siebie pytania jedno po drugim, a każde kolejne coraz bardziej absurdalne.

– Tato, do cholery zapamiętaj sobie wreszcie, że nie zamierzam zdradzać mojej żony i nie wspominaj o tym przy każdej okazji, gdy się posprzeczamy. To cholernie wkurzające. Czy ja ganiam za innymi? Widziałeś mnie kiedyś z inną? Słyszałeś o innej? – Zirytowany spojrzałem na ojca, a ten lekko pokręcił głową. – Nie jest też w ciąży. Mówiliśmy wam, że nie planujemy więcej dzieci. Mamy czworo i jak na mój gust starczy. Chcecie to zróbcie sobie kolejne sami. Już mi wszystko jedno, bylebyście nie próbowali przekonywać NAS do kolejnych, bo to nudne. Nie kłócimy się, wręcz przeciwnie. Zanim włamałeś się do nas, kochaliśmy się dość …

– Przeszkadzam wam? – Tobias poderwał się z kanapy.

– Nie przeszkadzasz. Spaliśmy już prawie, jak się zakradłeś. – Powoli traciłem cierpliwość. Mój ojciec zachowywał się gorzej niż małe dziecko, a fakt, że w łóżku czekała żona, do której chciałbym się teraz przytulać, a nie prowadzić pogadanki z własnym ojcem wywoływał u mnie jeszcze większą frustrację. – Mieliśmy wam jeszcze nic nie mówić i póki co to tajemnica. Solem nie chciała, żeby mama oszalała, sam wiesz jaka jest jeśli chodzi o jej zdrowie.

– Jest chora …

– Nie przerywaj mi – warknąłem. – Jest chora od blisko jedenastu lat. Philips zaproponował jej rzucanie zaklęć uzdrawiających. Chce przy pomocy jakiegoś nowego czaru wyleczyć jej mózg po źle rzuconym Obliviate i całkowicie wyleczyć jej skrzyżowanie wzrokowe. Zaplanował to za miesiąc, a do tego czasu Sol ma starać się wyciszać i ćwiczyć swoją pamięć. Nakazał jej przypominanie sobie najdawniejszych wspomnień. Budowanie w myślach obrazu dzieciństwa i takie tam. Dlatego czasem odpływa.

– Dlaczego nic nie powiedziała? – zdziwił się. – To świetne wiadomości.

– Nie powiedziała, bo mama by zaczęła wariować. Kazałaby jej leżeć i myśleć.

– No tak, pewnie tak by było – jęknął.

– Poza tym, Solem się trochę martwi. Ja jestem dobrej myśli. Czytałem o tych czarach i wiem, że można je wesprzeć jeszcze eliksirami, ale Solem się trochę boi. Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będzie już można więcej ponowić prób naprawy jej wzroku. Taki stan jak teraz, utrzyma się już prawdopodobnie do końca jej życia. Kolejna ingerencja w umysł może skończyć się całkowitą utratą wzroku albo i gorzej.

– No tak, teraz zrobiłeś ze mnie jeszcze większego drania. – Tobias ze świstem wypuścił powietrze.

– Tato, ona naprawdę się na ciebie nie gniewa. Przyjdź na kolację jutro, sam zobaczysz. Jestem pewien, że z tego flirtowania nieźle się ubawiła – zaśmiałem się.

– Idź spać synku, posiedzę tu sobie jeszcze chwilę.

.: :.

– Spóźniłeś się, Potter – warknąłem ze złością, gdy drzwi mojego gabinetu lekko się uchyliły.

– Przepraszam, panie profesorze – wymruczał ze skruchą chłopiec, delikatnie zamykając dębowe wrota.

Podszedłem do niego pospiesznie i z uśmiechem mocno do siebie przygarnąłem.

– Chodź, mama zaraz przygotuje kolację i mamy dziś jeszcze dodatkowego gościa – rzekłem po krótkim przywitaniu i ruszyłem w stronę przejścia, ale Teo mnie zatrzymał.

– Tato? – zaczął niepewnym głosem. – Ja zrobiłem coś co się tacie nie spodoba – wyznał cichutkim głosem.

– Co się stało, Teo? – Wskazałem krzesło, a sam przysunąłem sobie drugie.

– To ja powiedziałem Hermionie o tym eliksirze tęczowej głowy i ona przeze mnie dostała Wu z tej pracy, którą dziś tata jej oddał, i ja wiem, że o tym nie było w żadnym z podręczników, ale ja jej pożyczyłem książkę, którą dostałem od Leen i ona napisała o tym z mojego podręcznika, i …

– Spokojnie, powoli – przerwałem mu pospiesznie. – Napisałeś tę pracę za pannę Granger? – spytałem spokojnie.

– Nie, ja tylko jej pożyczyłem książkę, której nie ma w programie nauczania, i której nawet nie ma w bibliotece, nawet w dziale ksiąg zakazanych, bo to książka, którą pożyczyła mi Leen, którą dostała od babci z bardzo rzadko warzonymi eliksirami i ja ją pożyczyłem Hermionie, ale nie spytałem nawet czy mogę …

– Teo – Ponownie mu przerwałem. – Leen dała ci książkę o rzadko warzonych eliksirach, w której była wzmianka o eliksirze tęczowej głowy, tak? – Teodor przytaknął pospiesznie. – Ty, wiedząc, że panna Granger ma do napisana pracę o tego typu eliksirach, pożyczyłeś ją jej, tak? – Chłopiec ponownie przytaknął. – Nie napisałeś za nią tej pracy?

– Nie, ja przysięgam – zapewniał gorączkowo. – Hermiona to i tak, by się nie zgodziła. Ona uwielbia pisać eseje i takie tam.

– Dobrze, to teraz mi wyjaśnij powoli co takiego zrobiłeś, co mogłoby mi się nie spodobać? – spytałem, próbując jednocześnie poukładać sobie w głowie wszystko co usłyszałem od syna.

– No pożyczyłem jej tę książkę z tym eliksirem, o którym nie ma nigdzie mowy i ona dostała Wu i punkty dodatkowe – wyjaśnił nieśmiało.

– Dlaczego jej pomogłeś? – spytałem tak łagodnie, jak tylko potrafiłem.

– Bo jest moją przyjaciółką i ona lubi wszystko wiedzieć – wyjaśniał. – Pomyślałem, że sprawię jej przyjemność, jeśli dam do przeczytania książkę o eliksirach, w której jest coś, czego nie ma w podręczniku.

– I uważasz, że jestem na ciebie zły, bo podzieliłeś się swoją wiedzą z przyjaciółką? – Przymknąłem powieki i ponownie głośno odetchnąłem. – Teo, nie zadałem tej pracy pannie Granger za karę, a nawet jeśli, to i tak nie ma większego znaczenia z jakich pomocy korzysta. Chciałem, żeby pan Weasley odrobił swoją karę uczciwie, nie angażując przy tym Hermiony. Dałem jej możliwość bezkonfliktowego wykręcenia się od odwalania pracy za Weasleya i jednocześnie mogła zrobić coś pożytecznego dla siebie. O ile zdążyłem ją dobrze poznać i tak w tym czasie siedziałaby zakopana w książkach. Pomoc i dzielenie się swoją wiedzą z innymi, nieważne czy przyjaciółmi, czy nie, nie jest niczym złym i ja absolutnie tego nie potępiam, a wręcz przeciwnie. Gdybyś napisał za nią ten esej, byłbym niezadowolony, ale jeśli jedynie dałeś jej narzędzie, by wykonała swoją pracę więcej niż solidnie, mogę być z ciebie dumny. Jestem pewien, że panna Granger niejeden raz pomogła ci z pracą domową.

– Wciąż to robi – odparł nieśmiało.

– I uważasz, że robi coś złego? – spytałem z przekorą.

– Nie, ona tylko sprawdza i czasem mówi co powinienem jeszcze napisać. Zawsze podkreśla i się zarzeka, że nie będzie pisać prac domowych za nas, ale zwykle pomaga – wyjaśniał.

– Zwalanie na kogoś pracy domowej jest więcej niż nieuczciwe – tłumaczyłem spokojnie. – Oszukujesz nauczyciela, wykorzystujesz osobę, która pisze za ciebie pracę, a najgorsze jest to, że sam na tym tylko tracisz. Czasem lepiej dostać średnią ocenę za esej, który napisało się samemu niż wybitny za czyjąś pracę.

– Nie gniewa się tata? – wyszeptał ze skruchą.

– Jestem z ciebie dumny – zapewniłem z uśmiechem. – Pomogłeś koleżance, dzięki czemu i mnie całkiem miło sprawdzało się jej pracę. Uwierz mi, gdybym nie miał w zanadrzu pracy panny Granger, nie zdołałbym przeczytać choćby jednego zdania z wypracowania pana Weasleya.

– Ron uważa eliksiry za stratę czasu – mruknął.

– Co cię jeszcze gryzie? – Położyłem zachęcająco dłoń na ramieniu syna.

– To nic takiego, tato – wydukał i zaczął nerwowo przygryzać wargę.

– Nic takiego czy nie chcesz się tym dzielić? – Nieco zaniepokojony spojrzałem na chłopca.

– Nie wiem, jak o tym powiedzieć, czy w ogóle powinienem – wyszeptał cichutko. – Bo Ron, ja myślałem, że on jest moim przyjacielem. Nie mam ich wielu. Właściwie tylko jego i Hermionę, no i Leen, ale ona jest moją siostrą. Inni tylko ciągle pytają o bliznę, o Voldemorta i albo robią ze mnie jakiegoś bohatera, albo się śmieją. I Ron, on … nie wiem, jak to powiedzieć.

– Może spróbuj wprost – zaproponowałem. – Obiecuję ci, że nie zamierzam wykorzystywać naszych rozmów przeciwko twoim przyjaciołom.

– Bo on nie mówi zbyt dobrze o tacie, a mi się to wcale nie podoba, ale nie wiem co zrobić. Nie mogę go przecież pobić – wypalił.

– Teo – nabrałem powietrza i odetchnąłem głęboko – jestem świadom tego, że uczniowie mnie nie lubią i domyślam się, że odgrażają mi się po kątach za każdą ich zdaniem nieuczciwą ocenę i karę. Nie chcę żebyś się tym przejmował i mam dziwne wrażenie, że nie chodzi tylko o to co pan Weasley mówi na mój temat. – Teo spuścił głowę i nerwowo wyłamywał palce. – Chodzi o Leen?

– On jej wciąż dokucza, nawet jak jego bracia go strofują to i tak wciąż na nią naskakuje i gada jakieś głupoty – wybuchnął. – Czasem naprawdę mam ochotę mu przywalić.

– Ani mi się waż – przerwałem mu pospiesznie. – Musiałbym cię wówczas ukarać, a wcale tego nie chcę.

– Chciałem, żeby ją poznał i sam się przekonał jaka jest fajna, ale on nie chce nawet o tym słyszeć. Jest uprzedzony – wyjaśniał swoje oburzenie.

– Jak większość uczniów – westchnąłem. – Są uprzedzeni do niej, zanim jeszcze zaczną ze mną zajęcia. Jest córką nauczyciela, znaczy donosi i jest zła. To nasz coroczny problem. Na szczęście przeważnie docinki i dokuczania względem Leen kończą się dość szybko. Jest mądra, bystra i wyszczekana więc zwykle zgrabnie i grzecznie radzi sobie ze skretyniałymi uczniami. Nie ukrywam jednak, że mnie też się to bardzo nie podoba. Leen nie zasłużyła na to, by ktoś ją tak brzydko traktował. Szczerze mówiąc, nie wiemy z Solem, jak sobie z tym radzić. – Odetchnąłem i spojrzałem na syna zmartwionym wzrokiem. – Leen jest bardzo dzielna. Chociaż dwa razy się zdarzyło, że mama zabierała ją z zamku. Już po dwóch tygodniach od wyprowadzki płakała, żeby wracać, a później odgryzała się każdemu kto jej dokuczał tak bardzo, że doprowadzała niektórych do łez. Słyszałem opinie, że ma bardziej cięty język niż ja i może nie powinienem, ale jestem z niej dumny. Nigdy się nie skarżyła, nie donosiła, a czasem nawet pod presją nie chciała powiedzieć kto jej dokuczył. Trochę się zmieniło odkąd do szkoły przyszli bracia Weasley. Wiem, że knują razem jakieś psoty, ale ona wciąż jest tylko dzieckiem i dopóki zachowuje umiar przymykamy z mamą oko.

– Bliźniacy są super – wtrącił Teo. – Bardzo lubią Leen.

– Chodźmy na kolację, bo mama już pewnie czeka – zaśmiałem się. – Panem Weasleyem postaraj się nie przejmować. Jeśli jest twoim przyjacielem powinien zrozumieć, że przyjaźnisz się z Leen i chociaż ma prawo do tego, żeby jej nie lubić, powinien ją najpierw poznać.

– Hermiona się jej boi – wyznał ośmielony.

– Boi? – zdziwiłem się.

– Boi się, że Leen jest mądrzejsza od niej – zaśmiał się.

– Bo jest – wzruszyłem ramionami i otworzyłem przejście do domu.

– Tato, czy ja nie będę przeszkadzał? – spytał nieco przekornie. – Nie psuję romantycznego wieczoru?

– Teo – wykrzyknąłem oburzony. – Chociaż ty mógłbyś być po mojej stronie i zachować umiar z tym romantyzmem – wyplułem.

– Ale kiedy to jest romantyczne – przekomarzał się ze mną.

– Co niby? – Zmarszczyłem groźnie brwi.

– Tata i mama – odparł z uśmiechem Teodor.

– Naprawdę tak myślisz, czy te dwie wstrętne Eileen tak ci namąciły w głowie? – Zatrzymałem się i spojrzałem uważnie na syna.

– Naprawdę. Czy to coś złego? – odparł i delikatnie przygryzł wargę.

– Nie, Teo – uśmiechnąłem się łagodnie. – To nic złego. Ja tylko tak żartuję. Dziewczynki lubią mi z tego powodu dokuczać i zwykle mają wielką frajdę, jak reaguję alergią na słowo romantyczny, a nie chcę im sprawiać zawodu. Kocham twoją mamę i wcale się tego nie wstydzę.

– Wiem – odpowiedział z uśmiechem. – Nawet gdyby tata chciał zaprzeczyć, to i tak nie uwierzę, że jest inaczej.

– Nigdy nie przyszło mi do głowy zaprzeczanie – zapewniłem. Byłem więcej niż zadowolony z relacji, jaką udało mi się nawiązać z synem. Pomimo poważnych tematów jakie poruszyliśmy rozmowa toczyła się w bardzo przyjacielskiej i pogodnej atmosferze. Teodor powoli przełamywał lody i już bez większego skrępowania mówił co go gryzie, przytulał się spontanicznie i żartował.

– Dokąd pojechały dziewczynki z babcią? – spytał nagle, wyrywając mnie z zadumy.

– W góry, do kuzynki babci. Ma tam jakieś gospodarstwo czy coś takiego. Hoduje pełno dziwnych zwierząt. Jakieś krowy, świnie, konie i takie tam. Jak dla mnie to jedynie smród, bród i kupa na kupie.

– Nie brzmi zachęcająco. – Chłopiec zrobił zniesmaczoną minę.

– A widzisz, twoje siostry są wręcz zachwycone – prychnąłem. – Wciąż się przekrzykują jedna przez drugą, gdy fiuukają. A jak tu ładnie, a duża świnka ma małe świnki, a konik zabrudził stajnię, a krówka daje mleko. Koszmar.

– Dziewczyny są dziwne. – Teo zmarszczył brwi.

– Uwierz mi za dziesięć i za dwadzieścia lat będziesz myślał dokładnie tak samo – roześmiałem się. – Mama chyba jeszcze siedzi w pracowni. Zwykle jadamy bliżej ósmej. Napijesz się herbaty czy jesteś głodny?

– Chętnie się napiję. Wolałbym zjeść z mamą, jeśli to nie problem – odpowiedział grzecznie.

– Żaden. – Otworzyłem dużą szufladę i wyjąłem z niej dwie puszki z różnymi mieszankami. – Mama zrobiła ją dla ciebie. – Postawiłem przed synem parujący napój. – Nie mam pojęcia jak smakuje, ale tutaj jest twoje imię, a uwierz mi, mama doskonale potrafi trafić w gusta smakowe.

– Mama robi świetne herbaty. Ta miętowa z bzem jest pyszna – zapewniał z zapałem.

– Jedna z lepszych – przytaknąłem. – A jak ta ci smakuje? – spytałem, przyglądając się rozmarzonej minie syna.

– Tak, jakbym znalazł właśnie smak, którego poszukiwałem całe życie – westchnął. – Mama jest niezwykła i …

– Słodka? – dodałem.

– Kochana – poprawił mnie. – Zrobiła ją specjalnie dla mnie?

– Dla ciebie, synku. – Solem z uśmiechem weszła do kuchni. – Smakuje ci? – spytała niepewnie.

– Bardzo.

Solem

Podczas przygotowywania kolacji uśmiech nie schodził mi z twarzy. Z czułością przysłuchiwałam się dyskusji jaką prowadził mój mąż z synem i nie mogłam się nadziwić temu, jak szybko udało im się nawiązać przyjaźń. Wszystkie obawy jakie do tej pory miał Severus zdawały się być zupełnie bezpodstawne. Teo z zapałem chłonął każde słowo ojca i z wielkim entuzjazmem reagował na obietnice pokazania mu różnych eliksirów w domowej pracowni. Odnosiło się wrażenie, że chłopiec chciałby już, zaraz nauczyć się wszystkiego. W mgnieniu oka wyciągał różdżkę, gdy tylko któreś z nas wspomniało o jakimś zaklęciu i z niezwykłą dokładnością powtarzał wskazane ruchy.

– Solem? – Tobias nieśmiało wetknął głowę do kuchni.

– Dzień dobry, dziadku – przywitał się z uśmiechem Teodor, ale po chwili nieco spoważniał, widząc brak entuzjazmu z mojej strony.

– Witaj, Teo – wykrzyknął rozradowany dziadek i mocno uścisnął wnuka, po czym wręczył mu malutkie zawiniątko.

– Co to? – zdziwił się chłopiec.

– Pomyślałem, że na misia jesteś trochę za duży, ale pasta do polerowania miotły chyba się przyda, co?

– Dziękuję, ale ja nie mam urodzin – odparł nieco zbity z tropu chłopiec.

– Dość dokładnie pamiętam dzień, a właściwie noc, kiedy przyszedłeś na świat i wiem – zapewnił go dziadek – ale chyba mogę od czasu do czasu przynieść prezent dla wnuka?

– Dziękuję, naprawdę – odpowiedział Teo, rozpakowując prezent. – To pasta samopolerująca – wykrzyknął po chwili. – Jest super. – Uśmiechnęłam się do niego ciepło wciąż nie zaszczycając teścia spojrzeniem. – Nie powinienem jej przyjąć? – spytał szeptem ojca, obserwując jednocześnie mnie i dziadka.

Teodor

– Możesz przyjmować prezenty od dziadka, nawet bez okazji – zapewnił mnie tata. – Mama trochę się gniewa na dziadka – wyjaśnił, widząc moje pytające spojrzenie. Zadrżałem z przerażenia, ale zarówno mama, jak i dziadek zdawali się być spokojni.

– Solem – Tobias podszedł, kiedy wyciągała talerze z szafki. – Przyniosłem wino. Twoje ulubione. Mam też ciekawą książkę dla ciebie.

– Przekupuje mnie tata? – spytała, spoglądając łakomie na trzymaną przez teścia butelkę.

Zerknąłem na ojca, który z rozbawieniem przyglądał się scenie i nieco się uspokoiłem.

– Jest jakaś szansa, że mi się uda? – spytał niepewnie. – Solem, naprawdę mi przykro, wiesz, że wcale tak nie myślę, to co mówiłem …

– I musiał tata powiedzieć Severusowi o panu Bernardzie? – przerwała mu z oburzeniem. – Rozumiem, że musiał mu się tata wyżalić na mnie, ale nie mógł tata sobie darować szczegółów, przez które mam teraz piekło. Chciałam być jedynie miła dla niego. Przeżywa naprawdę ciężkie chwile i chciałam go pocieszyć, a teraz moja uprzejmość odbija mi się czkawką, chodząc za mną i nabijając się ze mnie, udając zazdrość. – Tata uśmiechnął się szeroko i domyślałem się, że to tata dokuczał mamie z jakiegoś powodu, a dziadek się do tego najwyraźniej przyczynił.

– Był zazdrosny? – zdziwił się Tobias. – Przecież mu powiedziałem, że Bernard ma chyba sto lat i waży dwa razy więcej.

– I myśli tata, że to powstrzymało Severusa przed nabijaniem się ze mnie? – Mama zrobiła wyzywającą minę. – Odkąd wrócił w nocy do łóżka słyszę tylko jego biadolenie, że pewnie niebawem go porzucę dla przystojnego menadżera i że lecę na dyrektorskie stołki. Odpłacę się za to tacie. Może być tata pewien, że mama dowie się o nowej pisarce.

– Solem – Tobias spojrzał na nią z oburzeniem. – Ta kobieta, ona … Merlinie, ona ma wąsy.

– Ale nadal jest tata dla niej miły i ostatnio widziałam, jak zaniósł jej tata kawę do biura – odparła z przekąsem.

– Bo jest tak strasznie niezdarna. Pewnie po drodze poparzyłaby połowę biura … nabijasz się ze mnie – stwierdził i spojrzał na nią zmieszany.

– Oczywiście – prychnęła Solem. – Nie zamierzam donosić o taty flircikach w pracy. Może tata otworzyć to wino – mruknęła i wylewitowała z szafki kieliszki. – A jak jeszcze raz będzie tata opowiadał bzdury Severusowi i na mnie donosił, to winem się tata nie wkupi. Co to za książka? – Solem przyjęła od teścia ściskany przez niego tom. – Tata to wie, jak wkupić się w moje łaski, ale nie mogę tego przyjąć.

– Możesz, możesz – zapewnił.

– Tato, wiem, że chciał mi ją tata dać na urodziny – Solem nie potrafiła powstrzymać uśmiechu.

– Ale przyjmij ją na zgodę – poprosił. – Jestem pewien, że w kwestii tych maszyn dojdziemy do porozumienia. Miałaś rację z tym, że jeśli mamy coś zmieniać to wszystko naraz.

– Oczywiście, że miałam – odparła.

Ze zdumieniem przyglądałem się godzącym mamie i dziadkowi. Nie miałem pojęcia o co się posprzeczali, ale najwyraźniej pomimo kłótni, nie czuli do siebie urazy i nawet potrafili z tego żartować. Pamiętałem, jak kilka razy Lupinowie się pokłócili to krzyczeli na siebie przez kilka dni, ale w końcu Lily ustępowała, bo bała się wybuchów męża. Mnie też się nie raz przez to oberwało i zwykle starałem się wówczas schodzić z drogi obojgu. Cieszyłem się, że moja mama nie krzyczy, gdy się z kimś kłóci i wcale nie sprawiała wrażenia, jakby chciała odgrywać się na całym świecie za kłótnie z dziadkiem.

– Przepraszam Teo. – Usiadła obok mnie i delikatnie pogładziła po policzku. – Ja i dziadek czasem mamy odmienne poglądy na prowadzenie wydawnictwa, ale najwyraźniej uda nam się wypracować kompromis.

– To było zabawne – wyznałem bez zastanowienia i po chwili chwyciłem się zawstydzony za usta. Tata parsknął głośnym śmiechem, a dziadek zachichotał.

– Zabawne? – zdziwiła się mama.

– Nie krzyczeliście na siebie – wyjaśnił – tylko sobie żartowaliście, prawda? – Straciłem pewność co do tego czego byłem świadkiem.

– Tak – zaśmiała się. – Raczej nie krzyczę, nawet jak się z kimś kłócę – odpowiedziała i ustawiła półmiski z mięsem i warzywami na stole. – Staramy się ugodowo rozwiązywać wszelkie konflikty, a żarty pomagają rozładować atmosferę. Prezenty nie zaszkodzą – zaśmiała się, wzdychając do nowej książki. – A ja mam już nawet pomysł w jaki sposób uczcimy modernizację wydawnictwa.

– Oczywiście, że masz – prychnął tata i zaczął nakładać solidną porcję kolacji mnie i sobie.

– Dawno niczego nowego nie wprowadzaliśmy – Tobias puścił uwagę syna mimo uszu i zachęcił synową do kontynuacji.

– Opowiem tacie jutro. Nie chcę zanudzać Teodora.

– To musi być bardzo fascynujące – zapewniłem. – Wymyślać nowe rzeczy dla wydawnictwa albo innego przedsiębiorstwa.

– Zapewniam cię, chłopcze, że słuchanie o pomysłach twojej mamy jest bardzo fascynujące – odparł Tobias.

– Czy to ma jakiś związek z Merlinem, o którym mama rozmawiała ostatnio z Lee? – spytałem z zainteresowaniem.

– Myślałam o tym, żeby zebrać wszystkie opowieści, legendy, historie o nim i wydać to w całości – zaczęła zachęcona moją ciekawością. – Jest tego naprawdę dużo, a wszystko przewija się jedynie między innymi opowieściami. Niewiele jest książek o samym Merlinie i jego legendach. Jest trochę w starych opowiastkach braci Took, całkiem sporo w historii magii, nawet w mugolskich opowieściach jest sporo wzmianek, ale żeby coś znaleźć trzeba się przedrzeć przez niejedną historię.

– To świetny pomysł, Sol – wtrącił Tobias – ale to musiałaby być wielka książka, a co za tym idzie koszty wydania byłby ogromne. Nie jestem pewien, czy ktokolwiek kupi dziecku tak drogą książkę.

Uważnie obserwowałem swoją mamę, jak z każdym wypowiadanym słowem jej twarz promieniała. W pewnym momencie pochwyciłem spojrzenie ojca i domyśliłem się, że on czuł dokładnie to samo, patrząc na nią. Mówiła z pasją i zaangażowaniem. Zdawało się, że nie było dla niej rzeczy niemożliwych i na wszystko znajdzie rozwiązanie.

– No pewnie, że nikt nie kupi tak drogiej książki o Merlinie – zaśmiała się. – Dlatego pomyślałam, że można to rozbić w serię kilkudziesięciu książeczek. Do tego można dokładać karty z portretami postaci występujących w danej opowieści, a prenumeratorów obdarzyć dodatkowym prezentem albo rabatem.

– Pomysł mi się podoba, ale skąd weźmiesz ludzi? Musielibyśmy zatrudnić kogoś, kto to zredaguje i …

– Ojciec kolegi Leen jest dziennikarzem w Proroku – przerwała mu. – Pisze całkiem przyjemne felietony i czasem robi reportaże. Jest też wielkim fanem Merlina i wszystkiego co z nim związane. Nie tak dawno stracił żonę i teraz sam opiekuje się dziećmi. Lee jest już w trzeciej klasie, ale jego młodsza siostra ma dopiero pięć lat i wymaga stałej opieki. W gazecie wymagają od niego stałej dyspozycji i z tego co wiem, bo często przychodzi do naszej księgarni, jest mu naprawdę ciężko pogodzić pracę i opiekę nad córką. Gdybyśmy mu zaproponowali pracę nad Merlinem, mógłby sam ustalać swoje godziny pracy, a nawet pracować z domu gdyby chciał.

– Solem, to praca na trzy – cztery lata, a co później z tym człowiekiem? – Tobias spytał z widoczną troską w głosie.

– Jestem pewna, że jeśli się sprawdzi z tym pomysłem to za trzy lata będziemy mieli dla niego kolejne propozycje. – Solem wzruszyła ramionami. – Można zebrać w serię mitologie różnych narodów, zrobić cykle naukowe dla dzieci; o budowie ludzkiego ciała, o historii eliksirów, o zwierzętach magicznych. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pomysł na serię astronomiczną. Legendy opisujące powstanie poszczególnych konstelacji są bardzo ciekawe. Opowieści olbrzymów nigdy nie zostały spisane …

– Solem – przerwał jej dziadek, a tata zaczął uśmiechać się pod nosem. – Powiedzmy, że ten twój znajomy się zgodzi i okaże całkiem dobrym pisarzem, powiedz mi kto zilustruje tę serię o Merlinie?

Na twarzy mamy dostrzegłem nieznaczny rumieniec. Zaczęła nieco nerwowo przygryzać wargę i pospiesznie wstała od stołu, żeby uzupełnić mięso na półmisku.

– Znajdziesz czas? – spytał dziadek z westchnieniem. – Czy na ilustratora też już kogoś znalazłaś? Zaznaczam, że Henry się nie zgodzi.

Policzki mamy przybrały kolor dojrzałego pomidora, rozglądała się na boki, unikając wzroku dziadka i taty, robiła dziwne miny i wyjątkowo mocno zainteresował ją pierścionek na jednej z dłoni. Wyglądała na bardzo zmieszaną. Wydawało mi się, że mama wszystko świetnie planowała i chyba niemożliwe, żeby nie pomyślała o najważniejszym. Nie raz powtarzała mi, że młodsze dzieci nie sięgną po książeczkę bez należytych obrazków, a i te starsze łatwiej przekonać do czytania, gdy kartki zdobiły ładne ilustracje.

– Do ilu z tych książeczek masz szkice? – spytał nagle dziadek, a tata w ostatniej chwili zrobił unik, gdy nad jego ramieniem przeleciała gruba teczka. – Masz poważny problem. – Ze świstem wypuścił powietrze i pochwycił rysunki mamy.

– Od dawna powtarzam to tej leniwej, wiecznie flirtującej istocie – sarknął tata i puścił do mnie oczko, kiedy ze zdumieniem wodziłem wzorkiem po rysunkach mamy. – Oddawaj. – Tata wyciągnął dłoń w stronę Solem.

– Nie – mruknęła, rozglądając się na boki.

Nie byłem pewien o co chodziło ojcu, ale najwyraźniej nie był zadowolony, że mama zrobiła tak dużo ilustracji.

– Oddawaj to, kobieto bez umiaru – nalegał.

– Oddaj mu, Solem, bo cię zwolnię – nakazał dziadek, przeglądając kolorowe obrazki, od których ciężko było oderwać wzrok.

– Hej – krzyknęła – to nie fair. Ja ich potrzebuję do pracy.

– Oddawaj – warknął tata.

Przestraszyłem się, kiedy zmrużył oczy, zrobił groźną minę i warczał pod nosem na mamę. Miałem tylko nadzieję, że to nie początek większej awantury i za chwilę wszyscy się pogodzą. Nie bałem się, że któreś z rodziców wyładuje na mnie gniew, ale nie chciałem, żeby zmusili mnie do opowiedzenia się po jednej ze stron.

– Nie. – Mama posłała mężowi ironiczny uśmiech i wstała do lodówki po wielki, czekoladowy sernik.

– I tak zabiorę ci wszystkie ołówki, więc oddaj lepiej po dobroci. – Tata niezrażony wciąż naciskał na żonę.

– Sev, ja ich naprawdę potrzebuję do pracy. – Kobieta posłała mu błagalne spojrzenie.

– Za dużo pracujesz – odparł już nieco łagodniej, a mnie ulżyło.

– Kochanie, ja i tak muszę to przestudiować, a rysunki to część moich notatek – tłumaczyła się nieco zrezygnowana. – Przysięgam, że nie robię ilustracji nocami. Studiuję książki i jednocześnie robię ilustracje.

– Ten jest piękny – jęknąłem zupełnie bezwiednie.

– Podoba ci się? – Solem posłała mi ciepły uśmiech. – A oni nie pozwalają mi rysować – dodała, udając mocno zasmuconą. Odetchnąłem, widząc, że to kolejne przekomarzanki rodziców, a nie poważna kłótnia. Wciąż odkrywałem w nich coś nowego i powoli poznawałem ich zwyczaje. Byli zupełnie inni niż moja poprzednia rodzina i czasem łapałem się na tym, że oczekuję u nich podobnych reakcji. Jednak ani mama, ani tata nie awanturowali się i nie wyzywali nawzajem. Tata nigdy nie uderzył mamy i nie miałem żadnych wątpliwości, że każdy, kto by się ośmielił podnieść na mamę rękę zostałby jej pozbawiony zanim ta dosięgłaby celu. Żartowali z siebie, sprzeczali i dokuczali sobie, ale w ich relacjach czuć było ciepło i miłość. Bardzo mi się to podobało i coraz trudniej było wieczorami wracać do dormitorium. Chciałem, żeby mój szlaban trwał w nieskończoność. Cudownie było tak siedzieć przy stole z rodzicami i po prostu być częścią tej rodziny.

Fajne było, że ani rodzice, ani dziadek nie traktowali mnie jak gościa, tylko jak domownika. Prowadzili codzienne rozmowy, a nie wypytywali jedynie co u mnie i jak się czuję. Nie próbowali mnie też we wszystkim wyręczać. Kiedy na talerzu skończyło mi się mięso, mama po prostu zachęciła, bym nałożył sobie sam kolejną porcję, a później nawet poprosiła, żebym wyłożył na półmisek więcej warzyw. Lubiłem kuchnię mamy. Wszystko tam było porządne, ładne i czyste. U Lupinów bywało z tym różnie, zwłaszcza, że dość często Lily musiała zaklęciami sklejać delikatne naczynia i naprawiać garnki. W moim poprzednim domu panował porządek, ale brakowało tam tego ciepła, które tutaj czuć było w każdym zakamarku mieszkania. Sporo rodzinnych zdjęć, gustowne bibeloty w umiarkowanej ilości, przepiękne, ręcznie wykonane koce i poduszki. Nawet firanki w oknach mama sama zrobiła. Co mnie już na samym początku zaskoczyło, w całym mieszkaniu nie było choćby jednego magicznego obrazka. Mama mi wytłumaczyła, że to w obawie przez wścibskimi portretami z zamku. Domyślałem się, że dyrektor w ten sposób mógłby wysyłać szpiega do ich kwater i zapamiętałem, by i u siebie w dormitorium nie wieszać niczego przy łóżku.

Mieszkanie państwa Snape było cudowne. Różniło się bardzo mocno od reszty zamku i przekraczając jego próg, odnosiło się wrażenie, że przeszło się w inny wymiar. Z niecierpliwością czekałem, kiedy będę mógł zobaczyć nasz dom w Londynie. Z tego co opowiadał tata, wszystko tam było zrobione przez mamę. Rodzice zamieszkali w tym domku już na studiach, a wówczas z oszczędności urządzali wszystko własnymi siłami, a jak to określił tata, zasadniczo siłami mamy. Solem sama wykańczała każdy pokój, tworzyła ozdoby i podobno nawet utkała dywan. Tata się śmiał, że zajęło jej to więcej czasu niż szukanie dodatkowej pracy i zarobienie na nowy, ale podobno efekt był niesamowity i ciężko byłby kupić coś równie ładnego. W nowym domu widziałem już jak wyglądał mój pokoik i jeśli reszta była choć w połowie tak cudowna, to musiał być najpiękniejszy na świecie dom.

– Solem – Tata spojrzał na mamę z powagą – proszę, żebyś do zabiegu i chociaż tydzień po nim wypoczywała, dobrze? Nie zabiorę ci żadnych przyrządów, ale wiedz, że mam cię na oku i jeśli uznam, że pracujesz za dużo zmuszę cię do dłuższego urlopu. Rozumiesz?

Wciąż nie mogłem oderwać wzroku od oglądanych obrazków i jedynie domyślałem się, że mama przytaknęła.

– Mama będzie miała jakiś zabieg? – spytałem, nagle przytomniejąc. – Mamusia jest chora? – Przestraszyłem się na poważnie.

– Nic mi nie jest, Teo – uspokoiła mnie pospiesznie. – Uzdrowiciel, który zajmuje się mną od czasu … – zawahała się przez chwilę – wypadku uznał, że to już czas, kiedy może całkowicie naprawić mój wzrok.

– Naprawdę? – Ucieszyłem się. – I będzie mama widziała już zawsze?

– Jeśli wszystko się powiedzie. – Uśmiechnęła się szeroko, gdy wstałem i mocno się do niej przytuliłem. Poczułem, że mama się nieco spięła, ale nie pozwoliła mi zbyt szybko opuścić ramion.

– Jestem pewien, że wszystko się uda – szepnąłem do niej i przywarłem jeszcze na chwilę do jej ramienia.

– Mamy dla ciebie niespodziankę. – Rodzice uśmiechnęli się do mnie zachęcająco, gdy wszyscy skończyli już swój posiłek. Mama podeszła i zasłoniła mi oczy, jednocześnie prowadząc przez długi korytarz.

– Pomyśleliśmy, że przyda ci się kąt, gdzie mógłbyś pobyć sam albo odrobić lekcje. Możesz tutaj trzymać swoje rzeczy, których nie chcesz zabierać do dormitorium, a chcesz z nich korzystać – wyjaśniła, pokazując niewielki pokoik.

– Niestety nie dało się wygospodarować niczego większego – dodał tata.

Zaniemówiłem. Pokój, do którego mnie zaprowadzili był nie tylko ze cztery razy większy od tego, który miałem do dyspozycji przez ostatni rok gdy mieszkałem u Lupinów, ale też było w nim wszystko czego potrzebowałem. Granatowe ściany fajnie kontrastowały z kremową podłogą. Łóżko z czterema kolumienkami rozjaśniała jasna pościel w maleńkie gwiazdki, a nad nim zawieszona była miotła, którą dostałem od babci Liwii. Pod oknem stało niewielkie biurko, na którym mama ustawiła część moich rzeczy, które zostawiłem w domu w Dolinie; teleskop, przybory do rysowania i szkicownik kupiony za kieszonkowe. Obok biurka ustawiona była niewysoka biblioteczka z kilkoma książkami, a w rogu na ścianie, w której były osadzone drzwi stała spora szafa pasująca do reszty mebli. Uśmiechnąłem się szeroko, dostrzegając na fotelu koc w barwach Gryffindoru, a nad nim zawieszone chorągiewki z lwem.

– Muszę poszperać w piwnicy – odezwał się dziadek – na pewno znajdę dla ciebie sporo gryffindorowych pamiątek.

– Dziękuję – wyszeptałem, odwracając się do rodziców i mocno objąłem obydwoje.

– Domem nazywamy dom w Dolinie albo ten w Londynie, tutaj jak mawia Leen jest obóz przejściowy, ale każdy z nas ma tu kawałek swojego miejsca, nawet babcia i dziadek. – Tata kucnął przede mną. – Podoba ci się? To mama uparła się na ten dziwny koc, ale jestem pewien, że się nie obrazi, jeśli zmienimy jego kolory.

– Jest super – odparłem. – Chciałby tata, żebym był w Slytherinie? – spytałem nieco zmieszany.

– I miałbym pozbawić Minerwę jedynego atutu jej domu? – prychnął. – Daj spokój, rywalizacja o puchar domów byłaby wówczas straszliwie nudna.

Uściskałem ojca z całej siły i poszedłem oglądać swój nowy pokoik.

– Jak zrobi się trochę cieplej, to pokażę ci jak zainstalować ten teleskop na trójnogu, który stoi na altance – obiecała mama.

– Otwórz kufer – poprosił tata, a ja od razu podbiegłem do skrzyni.

– Kufer warzyciela – wykrzyknąłem z podnieceniem. – Leen mi o nim opowiadała. Rany, tutaj jest wszystko i miejsce na składniki, i jaki piękny moździerz. Chciałem taki, jak szedłem do szkoły, ale … pani Lupin nie chciała mi kupić, a wujek Syriusz powiedział, że to niepotrzebne.

– Możesz być pewien, że jak Black mówi, że coś jest zbędne, to na pewno ci się przyda – mruknął z niezadowoleniem tata.

– Jest super, wszystko tutaj jest super, ale … – zawahałem się – ja nie mam dziś urodzin, a cały czas dostaję prezenty. Nie mam tyle kieszonkowego, żeby za to zapłacić.

Severus

Coraz bardziej przeklinałem w duchu Dumbledore'a, Evans i Lupina i nie mogłem się już doczekać, kiedy odeślę ich do wszystkich diabłów. Żałowałem jedynie, że nie mam podglądu na piekło, by wieczorami siadać ze szklaneczką whiskey i podziwiać jak jedno po drugim bulgoce w kotle. Teodor był jeszcze małym chłopcem, a zamiast cieszyć się z prezentów i pokoju, który przecież mu się należał, zastanawiał się, czy ma wystarczająco oszczędności. Powoli traciłem cierpliwość i miałem ochotę krzyczeć z bezsilności. To co ci ludzie zrobili mojemu synowi wołało o pomstę do nieba. Odebrali mu wszystko, rodziców, rodzeństwo, dziadków, a w zamian nie dali nawet własnego kąta do zabawy i wmówili, że był nic nie wartym, małym gnojkiem, nadającym się jedynie do usługiwania. Ze złością zacisnąłem pięści i stopniowo uspokajałem się, czując, jak Solem siłą wplata swoje malutkie palce w moje mocno ściśnięte. Spojrzała na mnie zaniepokojona i dopiero, gdy utonąłem w jej spojrzeniu nieco się rozluźniłem.

– Skarbie – zaśmiała się, udając beztroski ton – mówiliśmy ci, że o wszystkie pomoce naukowe masz się zwracać do nas, a my w miarę możliwości będziemy kupować co potrzebujesz. Za kieszonkowe możesz sobie kupować coś ekstra. Oprócz kucyka – dodała i mrugnęła do mnie z uśmiechem. – Wolałabym, żebyś nie kupował też innych żywych stworzeń bez konsultacji.

– Zawsze chciałem psa – wyznał cicho Teo.

– Rozczaruję cię, ale w Hogwarcie nie można trzymać psów – jęknęła Solem. – Nie do końca wiem dlaczego, ale domyślam się, że to taka uprzejmość w kierunku profesor McGonagall i pana Filcha.

– Filcha? – zdziwił się chłopiec.

– Wyobrażasz sobie jak wyglądałyby korytarze, gdyby po nich biegały stada psów? – zaśmiała się.

– Też zawsze chciałem psa – wtrącił z zamyśleniem Tobias. – Myślicie, że babcia by się ucieszyła z … – spojrzał wymownie na wnuka.

– Kudłacza? – podpowiedział nieśmiało chłopiec.

– Kudłacza? – zdziwiliśmy się.

– Ja się nie znam na psach – wyznał Teo. – Nie wiem jak się nazywają, ale ostatnio Hermiona pokazywała mi taką książkę ze zdjęciami i tam był taki duży, czarny pies z takimi włosami jak … – chłopiec zamarł, czując, że się zagalopował. Zerknąłem na żonę i wybuchnąłem gromkim śmiechem.

– Mama? – zaśmiewałem się w najlepsze, a Teo nie bardzo wiedział co odpowiedzieć.

– Nie chcę cię martwić, synku – Solem zrobiła nieco naburmuszoną minę – ale tobie na głowie nie rośnie nic lepszego. – Posłała mu groźne spojrzenie, ale po chwili nie wytrzymała i mrugnęła z przekorą. – Jestem pewna, że znakomita część rodziny ucieszy się z kudłacza – prychnęła do teścia. – Ktoś chce herbaty, kawy, ma lekcje do odrobienia?

Solem odwróciła się i udała w stronę kuchni, a ja spojrzałem na syna z szerokim uśmiechem i pokazałem mu dwa kciuki uniesione w górę.

Kolejny rozdział: „Szlaban na pamięć"