ROZDZIAŁ 46

Ona paskudna i paskudny on. Meblujemy

Solem

Od tygodni gromadziłam wszelkie informacje na temat Merlina. Skupiłam się na jego broni i wzmiankach o jej ukryciu po jego śmierci, ale póki co wciąż jedna legenda wykluczała kolejną i tak bez końca. Miałam już cały zeszyt ze szkicami jego różdżek, lasek i kijów, a w jednej z książek znalazłam nawet historię o jego łuku i tarczy. Bardzo pomocny okazał się pan Jordan, któremu wystarczyło jedynie piętnaście minut na podjęcie decyzji o zmianie pracy i powoli zaczynał przygotowywać wstępne plany kolejnych książek. W całości udostępnił mi swoje zbiory, a dodatkowo służył wieloma zasłyszanymi opowieściami, do spisania których mocno go namawiałam.

Uśmiechnęłam się pod nosem, dostrzegając wchodzącego do biblioteki Teodora i mrugnęłam do niego, kiedy kierował się do działu archiwum. Domyślałam się czego będzie tam szukał i zaczęłam się zastanawiać, czy znajdzie jakieś informacje na mój temat. Specjalnie się tym nie interesowałam i chyba nigdy tam nie zaglądałam. Miałam nadzieję, że w moim roczniku nie było jakichś kompromitujących zdjęć albo zawstydzających opinii kolegów. Na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech i po chwili wędrował do stolika z całym naręczem albumów szkolnych. Jęknęłam w duchu, widząc na jednym datę ukończenia przeze mnie szkoły. Udałam do syna niezbyt zadowoloną minę i wróciłam do swojej pracy.

Oderwałam się na chwilę od laski Merlina i skupiłam na jego życiu. Im więcej czytałam, tym więcej zauważałam podobieństw między nami. Pierwszym udanym zaklęciem czarodzieja, podobnie jak moim, było Silencio. Pamiętała, dokładnie, gdy jako mała dziewczynka uciszyłam kobiety plotkujące w czytelni taty. Miałam, wówczas jakieś cztery lata i ledwo pojmowałam czym jest magia, ale czytać już wówczas uwielbiałam, a ojciec często zabierał mnie ze sobą do pracy, gdzie mogłam oddawać się swojej pasji. Zawsze jednak starałam się zachowywać grzecznie i nie cierpiałam, gdy inni nie bardzo potrafili odnaleźć się w bibliotecznej ciszy. Wystarczyło mi wówczas, że posłałam niezadowolone spojrzenie w kierunku szepczących zbyt głośno pań i te uciszyły się na resztę dnia. Tata początkowo udawał złego, ale po pracy zabrał mnie do księgarni i pozwolił wybrać sobie książkę na pamiątkę pierwszego rzuconego z rozmysłem czaru. Nie zastanawiałam się długo, w moje ręce od razu wpadła wielka księga gwiazd, a ojciec nawet nie marudził, że była za droga.

Inną dość często powtarzaną w legendach wiadomością, była zemsta na zabójcach ukochanej osoby, której dokonał wraz z resztą rodziny. To nie do końca nas łączyło, ale miałam nadzieję, że niebawem i ja będę mogła pomścić śmierć bliskich. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie, że Merlin przez dziesięć lat był niewidomy. Chociaż wzywałam go bezmyślnie tysiące razy, nigdy specjalnie nie interesowałam się jego życiem. Teraz poczułam jakąś dziwną nić sympatii i porozumienia między nami. Zapatrzyłam się na jeden z jego portretów w książce i przez jedną krótką chwilę wydawało mi się, że czarodziej się uśmiechał, a gdy wpadłam na pomysł, że miał tak samo roztrzepane włosy, jak ja uznałam, że zaczyna mi uderzać nadmiar przyswojonych wiadomości. Schowałam twarz w dłoniach i zaśmiałam się sama z siebie.

– Harry, wszędzie cię szukam – usłyszała dziewczęcy głos. – Myślałam, że się uczysz – zganiła go po chwili.

– Nie, chciałem znaleźć coś na temat moich dziadków – odburknął Teo. Wyglądało na to, że mój syn zabezpieczył się na podobny wypadek i zabrał także albumy roczników państwa Potter.

– Znalazłeś? – Tym razem z zaciekawieniem odezwał się jego kolega. – Moi starzy mi trochę opowiadali o twoim tacie i dziadkach. Podobno zginęli z rąk śmierciożerców.

– Podobno – mruknął od niechcenia Teo.

– O, tu jest twoja mama – ucieszyła się Hermiona. – Ładna – dodała.

– Ta – odburknął Teodor.

– I twój tata tutaj jest. – Z trudem panowałam nad sobą, żeby nie wyjrzeć i nie sprawdzić, które dokładnie zdjęcia oglądali.

– Yhy – przytaknął chłopiec – z wujkiem Syriuszem i … Lupinem – dodał z niezadowoleniem.

– A ten? – Dobiegł do mnie zniesmaczony głos Rona. – To Snape?

– Profesor Snape – poprawiła go dziewczyna. – Z narzeczoną. – Hermiona wyraźnie się ucieszyła.

– Narzeczoną? Tak tam napisali? – zdziwił się Weasley. – Dziwne, zwykle czarodzieje czekają do ukończenia szkoły z oświadczynami.

– Może profesor nie miał powodów, by czekać. Jego żona już wtedy była bardzo ładna – odrzekła z wyższością Granger, a ja poczułam rumieniec na policzkach.

– E, tam – prychnął Ron – mnie się nie podoba. Pasują do siebie. On paskudny i ona paskudna.

– Jest bardzo ładna – zaperzył się Teo. Zbladłam, słysząc złość w jego głosie. Zaczęłam dość poważnie się obawiać o cierpliwość i opanowanie syna.

– Ma włosy gorsze niż Hermiona – drwił Weasley.

– Słucham? – Dziewczynie najwyraźniej nie spodobała się ta uwaga. – Pani Snape ma bardzo piękne włosy. Przynajmniej nie świecą jak żarówka. Tak jak twoje – wypluła.

– Kiedyś był u moich starych Dumbledore, nie mam pojęcia po co – Ron najwyraźniej puścił jej uwagę mimo uszu – ale razem z braćmi trochę podsłuchiwaliśmy i słyszałem, jak żalił się rodzicom, że ona, żona Snape'a nie chce stanąć po jakiejś stronie i do czegoś tam mu się dołączyć. Mama mu mówiła, że to pewnie przez to, że się boi po tym, jak zabili jej rodziców. W każdym razie, Dumbledore, mówił, że ona jest Mistrzem Zaklęć, podobno lepszym niż Flitwick.

– Profesor Flitwick – wtrąciła Hermiona.

– Profesor Flitwick – poprawił się Ron. – To skoro ona taka dobra z zaklęć to pewnie i sobie trochę poprawia tu i tam. Naprawdę jest pewnie brzydka jak noc albo jak Snape.

– Odszczekaj to. – Z przerażeniem dostrzegłam, jak mój syn wyciąga różdżkę.

– Przestańcie – krzyknęła Hermiona. – Ron, jesteś po prostu uprzedzony i zazdrosny.

– Zazdrosny? Niby o co? – zdziwił się chłopak.

– Ty nie masz żadnych szans, żeby w tobie zakochała się taka ładna dziewczyna. Zazdrościsz profesorowi – odparła z przekąsem.

– Ona wcale nie jest ładna – powtórzył chłopak. – I pewnie trzyma ze śmierciożercami, skoro nie chciała pomóc Dumbledore'owi.

– Odszczekaj to, ale już – Teodor podniósł się z miejsca i wbił swoją różdżkę w gardło kolegi.

– A ty, co? – Weasley był najwyraźniej zdziwiony agresywną postawą przyjaciela. – Zakochałeś się w niej? Pewnie dlatego Snape tak się na ciebie uwziął. Jest zazdrosny, a może sam specjalnie doprowadzasz do tych szlabanów, bo w jego gabinecie możesz sobie popatrzeć na jej zdjęcie?

– Zamknij się – krzyknął Teodor. Odetchnęłam głęboko. Miałam nadzieję, że pani Pince to szybko przerwie, ale bibliotekarki nie było akurat w miejscu pracy, a jak na złość w pobliżu nie było także żadnego z nauczycieli.

Wyszłam w końcu zza regału. Podeszłam do syna i bez słów opuściła jego dłoń, w której mocno ściskał swoją różdżkę.

– Jestem pewna, że to ci się teraz nie przyda, Harry – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego łagodnie. – Uroda to pojęcie względne. – Spojrzałam na Rona, który głośno przełknął ślinę. – Proszę mi wierzyć, panie Weasley, że nie ona świadczy o naszej atrakcyjności. Muszę powiedzieć mężowi, żeby w gabinecie postawił więcej moich zdjęć, może to zmobilizuje pana, panie Weasley do większej dyscypliny na jego lekcjach i sam zacznie unikać szlabanów. – Puściłam oczko do nieco rozbawionej Hermiony. – Ty również masz śliczne włosy, panno Granger. Jakże wasza dyskusja nie byłaby interesująca, bardzo proszę żebyście zachowywali się nieco ciszej.

– Przepraszam, proszę pani – odparł ze skruchą Teodor, a Hermiona pochyliła głowę.

– Nie będzie nam pani rozkazywać – zaperzył się Ronald.

– Nie zamierzam, panie Weasley. – Posłałam mu gniewne spojrzenie. – Póki co, jedynie proszę, byście byli ciszej. Jeśli nie jesteś w stanie zachowywać się jak należy w bibliotece, z przyjemnością załatwię ci zakaz wstępu do niej przez kilka kolejnych tygodni.

– Nie może pani, nie jest tu pani nauczycielem – chłopak nie dawał za wygraną i coraz bardziej podnosił głos.

– Uwierz, że mogę bardzo dużo, a teraz wybaczcie, ale mam sporo pracy. Harry, Hermiono – ukłoniłam się do nastolatków.

– Nic nam nie zrobi, stara nietoperzyca – prawie wykrzyknął Ronald.

– Minus pięć punktów od Gryffindoru i zakaz korzystania z zasobów biblioteki przez kolejny tydzień, panie Weasley. – Odwróciłam się w jego stronę i posłałam kolejne ostrzegawcze spojrzenie.

– Nie może pani. – Ron uśmiechnął się z wyższością.

– Sprawdź punktację albo spróbuj skorzystać, z którejś książki – odparłam i wróciła do swojej pracy.

Nie byłam z siebie zadowolona. Wcale nie chciałam ukarać żadnego z nastolatków. W pewnym sensie rozumiałam gniew i niechęć do mnie ze strony Weasleya, ale chłopak przekroczył granicę, prowokując mnie. Byłam pewna, że za chwilę natknę się na pełną pretensji Minerwę, ale miałam to w nosie. Rzadko się zdarzało, bym ukarała któregoś z uczniów odjęciem punktów, ale zakaz korzystania z zasobów bibliotecznych kilkoro uczniów już dostało. Na samym początku pobytu w zamku pomagałam pani Pince usprawnić działanie biblioteki, między innymi rzucając na książki zaklęcia, które uniemożliwiały korzystanie z nich uczniom, na których został nałożony zakaz. Wbrew pozorom była to dość dotkliwa kara, bo wówczas uczeń musiał polegać jedynie na podręczniku albo notatkach swoich bądź kolegów. Nie przeszkadzało mi ciche podszeptywanie w czytelni, ale głośne krzyki, kłótnie i ploteczki już tak.

Nawet Leen obrywało się z tego powodu kilka razy. Dziewczynka kłóciła się, że to jedyne miejsce, gdzie mogła spotkać się z kolegami albo Susan, ale kiedy zabrałam ją na długi spacer po zamku, pokazując jej wszelkie możliwe miejsca spotkań, Leen ustąpiła. Nie raz też już proponowałam córce, by zaprosiła znajomych do domu, ale jedynie Susan czasem odważała się nas odwiedzać. Zdążyła dość dobrze poznać Severusa i wiedziała, że z jego strony nic jej nie groziło u nas w domu. Chłopcy wciąż czuli zbyt duży lęk i jak do tej pory odwiedzili nas tylko po to, żeby pomóc Eileen przynieść książki o Merlinie.

Ronald Weasley miał poniekąd rację, nie mogłam wymierzać kar uczniom. Nie należałam do grona pedagogicznego ani nie byłam prefektem, ale biblioteka, wieża astronomiczna i klasy do zajęć z zaklęć i astronomii, odczytywały moją sygnaturę magiczną jako nauczycielską. Przez lata kilka razy zdarzyło się, że zastępowałam panią Pince, profesora Flitwicka albo Sinistrę na zajęciach, dlatego dyrektor rozszerzył moje uprawnienia na niektóre z pomieszczeń.

– Solem. – Wychyliłam się zza naręcza książek.

– Minerwo – przywitałam się grzecznie z byłą profesorką.

– Pan Weasley ma ci coś do powiedzenia. – Starsza kobieta spojrzała wymownie na podopiecznego.

– Przepraszam – wybąkał chłopiec, mocno się czerwieniąc.

– Za co, panie Weasley? – zaśmiałam się. – Nie musi mnie pan przepraszać, ale proszę, żeby następnym razem zachowywał się pan nieco ciszej w bibliotece i może lepiej się trzy razy zastanowić zanim rozpocznie pan kłótnie z przyjaciółmi. A teraz wybaczcie, ale te książki nieco mi ciążą.

– Pan Weasley z przyjemnością pomoże ci zanieść je do mieszkania, prawda panie Weasley? – Minerwa uśmiechnęła się pod nosem, widząc przerażenie na twarzy ucznia.

– Ja … ja … ale ja … oczywiście, że pomogę – wydukał, widząc groźne spojrzenie nauczycielki. Z uśmiechem wręczyłam mu kilka tomów i wskazałam kierunek. – To bajki, książki dla dzieci – Ron ze zdziwieniem spojrzał na grzbiety niesionych książek.

– Tym się między innymi zajmuję – odparłam.

– Moi bracia mi coś o tym wspominali, robi pani obrazki do książek – stwierdził lekceważącym tonem.

– Dokładnie. – Gestem nakazałam mu skręcić w jeden z korytarzy.

– Ja nie chciałem być dla pani niemiły – mruknął cicho Ron. – Poniosło mnie, naprawdę przepraszam.

– Nie przeszkadza mi, że jesteś dla mnie niemiły ani to, że nie podobają ci się moje włosy, ale strasznie nie lubię, gdy ktoś przeszkadza w bibliotece – odrzekłam łagodnie. – Nie musi mnie pan lubić, panie Weasley. Jesteśmy na miejscu. – Uśmiechnęłam się do chłopaka i machnęłam różdżką, żeby otworzyć drzwi. – Mógłbyś zanieść je do mojego gabinetu? – poprosiłam, a Ron lekko przytaknął i ruszył we wskazanym kierunku.

– Ja nie nie lubię pani – wyszeptał. – Tylko … – zawahał się. – Bo … bo moi starsi bracia mi zawsze tak gadali i straszyli, że Sna..., że profesor i jego żona … eee nieważne, nagadali mi głupot i ja w nie uwierzyłem, a oni sobie tylko żartowali – wyznał ku mojemu zaskoczeniu.

– Pamiętam twoich braci. – Uśmiechnęłam się. – To pewnie Bill nieco cię nastraszył, co? Był pierwszym uczniem, który dostał zakaz korzystania z książek – zaśmiałam się i wskazałam dłonią miejsce, gdzie chciałabym, żeby położył książki.

– Jesteś, kochanie. – Severus objął mnie w talii i chciał pocałować, ale nagle stanął jak wryty. – Weasley, co ty tu robisz? Zgłosiłeś się na ochotnika do czyszczenia kociołków czy może masz mi coś do powiedzenia na temat zachowania w bibliotece?

– Ja … ale ja … – Ron stanął oniemiały, a wszystkie trzymane przez niego książki runęły na podłogę. Rozejrzał się na boki, ale jak na złość, na każdej z możliwych dróg ucieczki stało jedno ze Snape'ów.

– Pan Weasley przyszedł mnie przeprosić i zaoferował swą pomoc – odpowiedziałam pospiesznie. – Widzę, że wieści o naszym małym nieporozumieniu szybko się rozeszły. – Posłałam mężowi rozbawione spojrzenie.

– Nic się przede mną nie ukryje – wycedził, spoglądając uważnie na pobladłego Ronalda.

– Może pan iść, panie Weasley – skinęłam do chłopca. – Dziękuję za pomoc – dodałam, ale nie ruszyłam się z miejsca, żeby odprowadzić ucznia do drzwi.

– Tędy, panie Weasley. – Severus niezbyt pewny tego co się stało wyręczył mnie w roli gospodarza. – Obiecuję ci Weasley, że jeśli jeszcze raz, dotrą do mnie słuchy, że w jakikolwiek sposób obraziłeś moją żonę albo córkę, będziesz błagał o wydalenie ze szkoły i świstoklik do Rumunii – wysyczał mu tuż nad głową. – Zrozumiałeś?

– Nie chciałem obrazić pani Snape, profesorze – wymruczał Ron. – Wcale tak nie uważam. Pani Snape jest ładna – wypalił i zrobił przerażoną minę, gdy dotarło do niego co i do kogo właśnie powiedział.

– Słucham? – Severus pochylił się tak nisko, że niemal wbijał swój nos w nos Ronalda.

– Pani Snape jest miła i ma ładne włosy, ja tylko tak mówiłem głupoty – pogrążał się chłopak.

– Wynoś się stąd, Weasley, i nie waż się nawet myśleć o mojej żonie – krzyknął i z rozmachem otworzył drzwi.

Zastanawiałam się, jak szybko Gryfon dobiegnie do swojej wieży i gdybym była odrobinę bardziej złośliwa, namówiłabym męża na spacer tajnym przejściem, żeby przeciął mu drogę tuż przed wejściem do dormitorium.

– Słonko? – Podszedł do mnie i chwycił za dłonie.

– Nie wiedzę, Sev – wyszeptałam, tłumiąc łzy. – Nic nie widzę.

– Chodź tu. – Pociągnął mnie za nadgarstki i przytulił do siebie z całej siły. – Kochanie, wiesz, że to nic nie musi oznaczać. Philips ostrzegał, że dopóki pamięć całkowicie nie wróci może się tak dziać. Minęło dopiero pięć dni. – Przytaknęłam leciutko i utonęłam w jego ramionach. Odetchnął głęboko, chwycił mnie na ręce i zaniósł do sypialni.

– Nie mów dzieciom, dobrze? – poprosiłam.

– Nie powiem, bo jestem pewien, że nie ma o czym – zapewnił i delikatnie ułożył mnie w łóżku. – Odpocznij – nakazał i położył się obok.

.: :.

– Solem! Solem! – Z ociąganiem odłożyłam szkicownik i ruszyłam powoli do salonu, z którego nawoływała przyjaciółka. W progu posłałam młodszym córkom ostrzegawcze spojrzenie, a te odwzajemniły się słodkim uśmiechem, dając znać, że dobrze wiedzą co je czeka jeśli oprócz swoich kredek zajmą się moimi kredkami.

– Amelia – ucieszyłam się, widząc szczęśliwą koleżankę.

– Nie zgadniesz co się wczoraj stało. Fiuukałam, ale cię nie było, a nie mogłam się wyrwać, a później świętowaliśmy z Syriuszem … nie zgadniesz – wyrzucała z siebie Amelia.

– Chodzi ci o to, że zostałaś członkiem Wizengamotu? – roześmiałam się.

– Skąd wiesz? – Pani Black wyglądała na nieco zawiedzioną. – Sama chciałam ci powiedzieć.

– Dobre wieści szybko się rozchodzą. – Mocno ścisnęłam Amelię. – Profesor Flitwick skądś się dowiedział i trąbił o tym po całym zamku. Nie było mnie wczoraj, bo świętowaliśmy razem z Krukonami. W pokoju wspólnym wisi twoje wielkie zdjęcie i nawet Szara Dama zaszczyciła nas swoją obecnością.

– Żartujesz? – zdziwiła się.

– Wisisz na tablicy wielkich Krukonów – oznajmiłam jej z dumną miną.

– Naprawdę? – Amelia spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Flitwick jest teraz najbardziej napuszonym nauczycielem w zamku. Chodzi z podniesioną głową i wszystkich wypytuje z tajemniczą miną, czy wiedzą co się wczoraj stało – zaśmiałam się. – Nie płacz, głuptasie. – Objęłam przyjaciółkę.

– Wiszę obok ciebie? – Black nie mogła powstrzymać łez wzruszenia.

– Niestety – mruknęłam. – Nasze zdjęcia rozdziela ten facet, który kończył szkołę jakieś dwa lata przed nami. Anatol jakiśtam, nie pamiętam, ten co jako pierwszy transmutował zwierzę w inne zwierzę. Jak wróci Severus to możemy pójść do naszej wieży. Dzieciaki się ucieszą. Merlinie, Amelia, tak się cieszę. – Nie mogłam przestać ściskać przyjaciółki, a po chwili do salonu, z zaciekawieniem wpadły Asteria i Selene. Black wyściskała dziewczynki, ale te chyba nie widziały powodu do wielkiej radości. Ciocia robiła karierę i tyle z tego do nich dotarło. Popatrzyły na siebie z krzywymi minami i wróciły do zabawy.

– Myślisz, że mogłabym zobaczyć się z Susan? – spytała niepewnie.

– Jeśli zostaniesz u nas na kolacji. Poprosiłam Pomonę, żeby zgodziła się na jej wyjście wieczorem. Pomyślałam, że będziecie chciały wspólnie to uczcić.

– Jesteś najcudowniejszą przyjaciółką na świecie – zapiszczała z przejęcia. – Dziękuję – dodała już nieco poważniej.

Bardzo ucieszyłam się z sukcesu przyjaciółki. Amelia pracowała na niego bardzo ciężko i w pełni sobie zasłużyła. Na szczęście nie przeczuwała tego, co czekało ją wieczorem. Zaraz po tym, jak ogłoszono jej awans, skontaktował się ze mną Syriusz i wspólnie z profesorem Flitwickiem i Krukonami obmyśliliśmy plan przyjęcia dla niej. Zaproponowałam swój salon, ale dzieciaki z Ravenclaw były tak bardzo zawiedzione, że nie będą mogły poznać Amelii, że w końcu Filius zgodził się na kolację w pokoju wspólnym. Zaproszono też gości z innych domów. Susan była dość oczywista, ale ku mojej uldze i uciesze, Syriusz dość głośno upierał się przy Teo.

– Syriusz ma dziecko i chce kochankę – wypaliła nagle ze łzami, tym razem rozpaczy.

– Yyy? – Spojrzałam na nią skonsternowana. – Z kim ma dziecko i dlaczego u diabła poinformował cię, że potrzeba mu kochanki?

– Chce dziecko i ma kochankę – poprawiła się.

– Skąd to wiesz?

– Wczoraj wspomniał o adopcji, wiesz, że staramy się już tak długo …

– Skąd wiesz, że ma kochankę? Skąd ten pomysł? – przerwałam jej.

– Znika czasem wieczorami i wczoraj nie było go dość długo, a jak wrócił to pachniał perfumami. – Modliłam się w duchu, by przyjaciółka przypadkiem nie rozpoznała zapachu, który używałam i starałam się dyskretnie wyczuć, czy mam je jeszcze na sobie od wczoraj. – Pachniały znajomo, ale nie mam pojęcia czyje to – dodała ze złością. – Może wywąchasz go dzisiaj, masz czulszy nos. Będziesz wiedziała czyje to.

– Przecież Syriusz czasami pracuje też popołudniami i raczej nie wybiera sobie jedynie klientów płci męskiej – odparłam z powagą. Black od ślubu z Amelią zabrał się za poważną pracę i razem z jakimś kolegą ze studiów założyli firmę, która specjalizowała się w odwracaniu nieudanej transmutacji. – Z jego opowieści wynika, że to raczej kobiety częściej go wzywają.

– Na pewno ma inną – biadoliła. – Wiesz jak długo staramy się o dziecko. Pewnie znalazł taką, która może mu je urodzić. – Amelia była bliska płaczu, a mnie zrobiło się szczerze żal przyjaciółki. Wiedziałam, że Syriusz nie ma żadnej kochanki, ale fakt, że nie mogła zajść w ciążę najwyraźniej zaczynał jej dość mocno doskwierać. – Praktycznie od ślubu się nie zabezpieczam i nie mogę zajść – żaliła się.

Severus

– Twoja wina czy jego? – spytałem bez ogródek, wchodząc do salonu.

– Severus – wykrzyknęła z oburzeniem Solem, a w oczach Amelii zaszkliły łzy.

– Co? – Spojrzałem na nią krzywo. – Pytam z jakiego powodu twoja przyjaciółka nie może zajść w ciążę – dodałem, a Amelia zaniosła się płaczem.

– Jesteś świnia, Snape – wyszlochała.

– Merlinie złoty, Amelia, pytam, bo nie wiem, jaki eliksir mam ci uwarzyć – prychnąłem i rozsiadłem się w fotelu.

– Eliksir? – zdziwiły się.

– Jestem Mistrzem Eliksirów, pamiętacie? – Popatrzyłem na nie z kpiącym uśmieszkiem i wywróciłem oczami. – Jeśli to wina kundla nie będzie z tym żadnego problemu, z tobą różnie – wyjaśniałem. – Naprawdę niezbyt chętnie rozmawiam z tobą na te tematy. Osobiście uważam przedłużanie rodu Blacków za idiotyzm, ale … obiecaj, że nie nazwiesz go Severus.

– Sev, o czym ty mówisz? – Solem popatrzyła na mnie uważnie.

– Pamiętasz, jak nie mogłaś zajść w ciążę? – Ponownie wywróciłem oczami. – Opracowałem wówczas sporo eliksirów. Wszystkie były nieskuteczne, bo tak naprawdę nie chodziło o przyczyny fizyczne. Jednak eliksiry zostały. Kilka eliksirów wspomagających płodność funkcjonuje już od wielu lat, ale musimy wiedzieć komu go zrobić. Tobie czy Blackowi – zwróciłem się do Amelii.

– Nie wiem – odparła cichym głosem.

– Od miesięcy nie możesz zajść w ciążę i się nie przebadałaś? – Byłem zniesmaczony.

– Jak kiedyś wspomniałam Syriuszowi …

– Możesz nie kończyć. – Machnąłem rękę. – Umów się z moją matką, ale zastrzeż sobie, że robisz badanie w tajemnicy. Inaczej przy każdej zbiorowej okazji będzie macać twój brzuch i debatować na temat twojej płodności. Jeśli okaże się, że jesteś zdrowa uwarzymy coś dla Azora.

– Naprawdę mógłbyś to zrobić? – Amelia z radości chciała rzucić mi się na szyję, ale powstrzymałem ją w ostatniej chwili, odsuwając się od niej z odrazą.

– Jeśli obiecasz tak nie reagować – mruknąłem.

– Dziękuję, Severus – wyszeptała i po chwili zaniosła się płaczem. – Ale jeśli on ma kochankę to po co mi to?

– Kretynka – prychnąłem. – Jaka inna idiotka chciałaby do łóżka zapchlone zwierzę.

– Taka, której perfumy pachną wetiwerią – wykrzyknęła i po chwili oboje spojrzeliśmy na moją małżonkę.

– No co? – Zrobiła zrezygnowaną minę. – Spotkałam się z nim wczoraj wieczorem, przyznaję. Nie mogę ci powiedzieć dlaczego, ale dobrze wiecie, że nie znoszę zapachu psiej sierści. – Wybuchnąłem gromkim śmiechem, a Amelia niezbyt przekonana lustrowała ją spod zmrużonych powiek. – Amelia – warknęła na nią i z obrażoną miną wstała z kanapy.

– Zawsze mu się podobałaś – mruknęła pod nosem pani Black. – Wciąż uważa, że jesteś ładna, ciągle to powtarza i jest taki miły dla ciebie …

– Zamknij się. – Solem ze złością spojrzała na przyjaciółkę. – Jeśli to żarty, to bardzo mało zabawne, ale jeśli na serio tak myślisz, to wyjdź. – Popatrzyłem na nią z powagą. Nigdy nie widziałem, by kłóciły się z Amelią. Nie przypominałem też sobie, by kiedykolwiek złościła się na przyjaciółkę. Solem obrzuciła kobietę zawistnym spojrzeniem, odwróciła się i wyszła z salonu. Odetchnąłem głęboko i zostawiając Black samą, ruszyłem za żoną.

– Co się stało, słonko? – spytałem, obejmując ją od tyłu.

– Nigdy cię nie zdradziłam, Sev. Nigdy – odparła z żalem. – Nigdy nie zrobiłam niczego, żeby ktoś mógł tak pomyśleć. Nawet do głowy mi to nie przyszło.

– Wiem – szepnąłem, całując ją w ucho.

– Spotkałam się z Syriuszem wczoraj, żeby zorganizować dla Amelii to przyjęcie – westchnęła i przytuliła się do mnie.

– Zostawisz nas same? – Amelia stanęła w progu kuchni. Ucałowałem żonę w czubek głowy i posyłając przyjaciółce groźne spojrzenie, wyszedłem. – Przepraszam, Sol – wyszeptała, podchodząc bliżej. – To był idiotyczny żart.

Solem

– To twój mąż, Amelia. – Posłałam jej oburzone spojrzenie. – Jak możesz tak żartować? To wcale nie było śmieszne.

– Sol, ja i Syriusz, nie kochamy się tak, jak ty i Severus. – Black z westchnieniem usiadła na krześle. – Kochamy, ale to nie jest takie jak u was. Zdarza mi się myśleć o innych facetach i wiem, że on myśli czasem o innych. Przepraszam, naprawdę. To było bardzo głupie. Syriusz nie jest mi tak bliski, jak Severus tobie i myśl o zdradzie nie przeraża mnie tak bardzo, jak ciebie. Przepraszam, Solem. Wiem, że zdradę uważasz za coś obrzydliwego i wiem, że nigdy nie zniżyłabyś się do czegoś tak podłego, żeby w ogóle o tym myśleć.

– Myślałam, że jesteście szczęśliwi. – Nie kryłam zaskoczenia, słysząc wyznanie przyjaciółki.

– Jesteśmy, ale dobrze wiesz, że to co jest między nami to żadna wielka miłość – tłumaczyła się. – Mam w nim oparcie i cieszę się, że nie wracam wieczorami do pustego domu. Jestem szczęśliwa, ale potrafię sobie wyobrazić życie bez Syriusza.

Popatrzyłam smutno na przyjaciółkę. Nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiałam; po prostu przyjmowałam za pewnik, że wszyscy ludzie, którzy się kochają, kochają się taką miłością, jaką ja i Severus obdarzamy siebie nawzajem. Nie wyobrażałam sobie przeżyć choćby jeden dzień bez ukochanego. Gdyby odszedł, odeszłabym i ja, byłam tego pewna i poczułam, jak wielkie mam szczęście.

– Przepraszam – wyszeptałam w końcu. – Wiesz, że nie mam dystansu do tego typu spraw.

– Wiem i ja to szanuję, Sol. Nie powinnam żartować. – Uśmiechnęłyśmy się do siebie i mocno przytuliłyśmy.

– Pójdę do dziewczynek, a ty się stąd nigdzie nie ruszaj – nakazałam jej.

Severus

– Jeszcze tu jesteś? – spytałem z drwiną, wchodząc ponownie do kuchni.

– Przepraszam, Severus – mruknęła. – Nie powinnam tak żartować. Solem nigdy, by cię nie zdradziła. Z nikim.

– Wiem – odparłem, parząc sobie herbatę. – Moja żona różni się od ciebie w tych sprawach dość znacznie – sarknąłem, a Amelia odetchnęła głęboko.

– Powiedziałeś jej? – spytała z niepokojem.

– Obiecałem ci, że nikomu nie powiem – odburknąłem w odpowiedzi.

– Sev, to był jeden raz …

– Amelia, nie interesuje mnie to – przerwałem jej. – Solem, by tego nie pochwaliła, ale jestem pewien, że podobnie jak ja uznałaby, że to nie jej sprawa z kim sypiasz. Nie powiem jej, obiecałem. Dziwi mnie jednak, że bardziej boisz się reakcji mojej żony niż swojego męża.

– Rozmawiałeś z nim o tym? – oburzyła się.

– Nie, trzymam to na specjalną okazję – zaśmiałem się z kpiną.

– Severus, proszę …

– Oj, przestań. Nie powiem nikomu, to nie są moje sprawy – powtórzyłem. – I nie rozumiem skąd u ciebie ta potrzeba usprawiedliwiania się przede mną.

– Emil jest twoim przyjacielem …

– Kolegą – poprawiłem ją. – I na twoim miejscu zastanowiłbym się dwa razy, zanim poszedłbym akurat z nim do łóżka. Raczej nie jest dyskretny.

– To był tylko raz – tłumaczyła się. – Przespałam się z nim, bo Syriusz … ze wszystkich kobiet na świecie musiał dać się zaciągnąć najgorszej.

– Nie pozostałaś mu więc dłużna – sarknąłem, a kobieta skruszona pochyliła głowę. – Amelia, nie powiem Solem, nie martw się. Nie powiem też Syriuszowi, ani nie napiszę felietonu do Proroka. Jeśli jednak nie daje ci to spokoju sama porozmawiaj z mężem albo z Solem. A najlepiej z jednym i z drugim. O ile zdążyłem się zorientować, Black wyznał ci swoje grzeszki, a skoro poważnie myślisz o powiększaniu rodziny …

– Syriusz wie, tylko nie powiedziałam mu z kim. Wybaczył mi. W sumie nie miał wyjścia. – Wywróciłem oczami. Podboje miłosne i seks na boku obojga przyjaciół średnio mnie interesowały. Kochałem Solem i sam nigdy nie zniżyłbym się do czegoś tak podłego. Nie czułem potrzeby szukania kogoś na boku i sprawdzania się z innymi kobietami. Miałem wszystko, czego potrzebowałem, a nawet więcej, od kobiety, którą kochałem nad życie. Nie wyobrażałem sobie nawet, jak mógłbym być z kimś innym. Solem była dla mnie wszystkim. Gdyby cierpiała przeze mnie, nigdy już nie mógłbym spojrzeć w lustro. Nie umiałbym bez niej żyć, nie umiałby i nie chciał. Gdyby odeszła, tak jak była bliska prawie dwanaście lat temu, odszedłbym razem z nią. Moja dusza, by umarła. Wiedziałem to. Ze smutkiem popatrzyłem na Amelię i uświadomiłem sobie, jak wielkie mam szczęście.

– Nie miałem okazji ci jeszcze pogratulować – odezwałem się po dłuższej chwili. – Zasłużyłaś na to. – Uśmiechnąłem się do niej łagodnie pomimo napięcia, jakie zapanowało między nami. – Zastanów się dobrze, czy chcesz ten eliksir, Amelia – dodałem po chwili z powagą.

.: :.

Teodor

– To jest pokój taty? – Z uśmiechem rozglądałem się po dużej komnacie.

– Twój tata tutaj dorastał – wyjaśniła babcia. – Od czasu, gdy poszedł do Hogwartu niewiele już tutaj zmienił. Przybyło chyba jedynie kilka zdjęć mamy. – Wskazała dłonią na komodę, na której ustawione były fotografie oprawione w drewniane ramki. Tylko na jednym rodzice byli razem. Na każdym innym mama sama uśmiechała się do obiektywu albo robiła niezadowoloną minę.

– Mama chyba nie lubi zdjęć – stwierdziłem, przyglądając się kolejnym.

– Solem jest skromną kobietą, zawsze taka była – zaśmiała się Eileen. – Uważała, że szkoda na nią filmu w aparacie. Wszyscy mamy piękne portrety zrobione przez nią. Całe albumy, ale żadne z nas nie potrafi namalować jej, a szkoda.

– To byłby najpiękniejszy obraz na świecie – pisnąłem z entuzjazmem.

– Prawda? – Kobieta potaknęła. – Ona jednak nigdy sama się nie namaluje ani nie pozwoli na to komuś innemu. Chociaż sama rysuje nas ukradkiem.

– A to? Kto? – Podszedłem do małego zdjęcia, na którym mała dziewczynka stała w objęciach mężczyzny i kobiety.

– Twoi dziadkowie z mamą – odparła. – Merlinie, nie wiedziałam, że ono wciąż tutaj jest – westchnęła. – Twoja mam bardzo ubolewała, że straciła wszystkie zdjęcia z dzieciństwa. Teraz mi się przypomniało, że Severus kiedyś dostał kilka od Liwii z małą Solem.

– Myśli babcia to samo co ja? – spytałem niepewnie.

– Pomożesz mi ich szukać? – Uśmiechnęła się szeroko. – Jestem pewna, że mocno się wzruszy, ale będzie szczęśliwa.

– Ale to pokój taty – zwróciłem uwagę niezbyt pewnym głosem, gdy babcia otworzyła jedną z szuflad.

– To prawda. – Eileen znieruchomiała z ręką wyciągnięta nad jednym z pudełek ułożonych w środku. – Powinniśmy go najpierw spytać, sam może zresztą wie, gdzie są.

– Gdzie to jest zrobione? – spytałem, wskazując na zdjęcie, na którym mama i tata się całowali.

– W rodzinnym domu twojej mamy – odparła z powagą. – To był dzień ich oficjalnych zaręczyn.

– Mój kolega mówił, że to dziwne, że rodzice zaręczyli się jeszcze w szkole. – Spojrzałem pytająco na babcię. – Według niego zwykle czarodzieje pobierają się dość młodo, ale rzadko się zdarza, żeby oświadczali się tak szybko. Dlaczego tata nie poczekał do ukończenia szkoły?

– Twoja mama nie była w ciąży ani nie zostali też przez nikogo zawstydzeni jako kochankowie, jeśli o to ci chodzi – wyjaśniała z uśmiechem. – Byli zakochani i chcieli zaraz po szkole rozpocząć wspólne życie. Tata mi się kiedyś zwierzył, że chce jak najszybciej ożenić się z mamą, bo nie wyobrażał sobie życia bez niej. Ostatecznie namówiliśmy, a właściwie to rodzice Solem namówili ich, by trochę poczekali. Spotykali się ledwie kilka miesięcy i w sumie rozsądnym było, żeby trochę zwolnili. Nie pobrali się po ukończeniu szkoły, ale jako narzeczeni mogli bez łamania konwenansów zamieszkać razem. Może to nie ma dzisiaj takiego wielkiego znaczenia, ale Severus nie chciał narażać Solem na nieprzyjemne plotki i dogadywanie. Szanował ją, zawsze.

– Bardzo żałuję, że nie mogłem z nimi być zawsze – wyszeptałem cichutko.

– Jak my wszyscy, skarbie – westchnęła. – To teraz powiedz mi, kochanie co byś chciał tutaj zmienić i zabieramy się za czary, bo raczej te kolory i plakaty jakichś rzekomo znanych alchemików nie są w twoim guście – zaśmiała się.

– Zmienić? Dlaczego mamy zmieniać taty pokój? Tata nie lubi, jak się przestawia jego rzeczy, babciu – zdziwiłem się.

– Zmieniamy, bo to już nie jest pokój taty. – Uśmiechnęła się pogodnie. – Teraz to twój pokoik – wyjaśniła. – Dziewczynki mają swoje pokoje u nas, rodzice zajmują gościnny, bo ten jest dla nich nieco za mały, więc tobie przypadł stary pokój taty.

– Następny pokój? – Nie kryłem zdumienia.

– Mieliśmy z dziadkiem nadzieję, że będziesz chciał pobyć od czasu do czasu u nas, może czasem odwiedzisz nas na weekend, a skoro mieszkacie teraz niedaleko to nawet nie musisz na noc wpadać, tylko po prostu możesz mieć u nas kąt. – Pani Snape spojrzała niepewnie i przygryzła wargę. – Dziewczynki niekiedy u nas nocują.

– Naprawdę chcielibyście, żebym tu bywał? – Mocno objąłem babcię, a ta odetchnęła z ulgą.

– Skarbie, oczywiście, że byśmy chcieli. Jesteś naszym wnusiem, kochamy cię z dziadkiem – odparła i przycisnęła mnie do siebie z całej siły.

– Ale to taty pokój. – Przygryzłem wargę.

– Od dziś twój. – Tata z uśmiechem stanął na progu pomieszczenia.

– Solem, Skarbeńku. – Babcia natychmiast podeszła do synowej. – Co powiedział uzdrowiciel? Wykonał wszystkie badania? Nie kazał ci zostać w szpitalu? Mów natychmiast. Tak się denerwuję, dziecinko. Cały ranek nie mogłam miejsca sobie znaleźć. Gdyby Teo nie dotrzymywał mi towarzystwa chyba bym oszalała. Doprawdy nie wiem, dlaczego nie mogłam z wami iść do szpitala.

– Właśnie dlatego – sarknął tata i spojrzał ze współczuciem na osaczoną żonę. – Jeśli dasz dojść do głosu Solem, to może uspokoi twoje nerwy. – Uśmiechnął się do mnie. – Może nawet ma dla ciebie całkiem wesołe nowiny.

– O Merlinie – wykrzyknęła Eileen, wciąż nie dopuszczając do głosu synowej. – Jesteś w ciąży! Ale się cieszę. Kolejne maleństwo. Nie mogę się doczekać. Słyszałeś Teo, będziesz miał brata albo siostrę. – Mama rozłożyła ręce w geście rozpaczy i spojrzała na mnie z rozbawieniem, gdy jej teściowa chwyciła Severusa w żelazny uścisk i swoim zwyczajem zaczęła całować.

– To jedna z niewielu wad twojej babci. – Mama usiadła obok i zaśmiała się, widząc, jak tata z obrzydzeniem wyciera policzki.

– Nie całuj mnie – warknął.

– Trzeba cierpliwie przeczekać, w końcu zabraknie babci tchu i będzie można się wcisnąć – szeptała, chichocząc razem ze mną. – Nie będziesz miał więcej rodzeństwa. To jakaś obsesja twojej babci.

– Nie? – Eileen odsunęła się od syna z zawiedzioną miną. – Dlaczego? W takim razie co to za nowiny? Udało się? – spytała niepewnie.

– Pan Philips zdziwił się, że podczas tego tygodnia, gdy odzyskiwałam pamięć tylko na kilka godzin straciłam wzrok – odparła Solem. – Powiedział, że spodziewał się więcej ataków i że to było normalne. Sprawdził dokładnie wszystkie moje nerwy, skrzyżowanie, pamięć i powiedział, że problemy z widzeniem powinny się skończyć. – Rzuciłem się jej na szyję, a babcia głośno odetchnęła i opadła na łóżko obok nas.

– Tak się cieszę, dziecinko. – Objęła ją i przytuliła nas oboje.

– Czekają cię pracowite święta, synku. – Mama popatrzyła na mnie ze współczuciem.

– Dlaczego, mamo? – zdziwiłem się. – Mam ci w czymś pomóc? Bardzo chętnie, jeśli potrzebujesz pomocy. – Kątem oka dostrzegłem, jak tata zacisnął pięści i wyszedł z pokoju, a chwilę za nim ruszyła babcia. Nie byłem pewien, co go tak rozzłościło i miałem nadzieję, że to nie przeze mnie. Nie potrzebowałem kolejnego pokoju i tata wcale nie musiał oddawać mi swojego. Mogłem spać na kanapie, odwiedzając dziadków. Dla mnie to nie był żaden problem.

Severus

– Synku? – Zacisnąłem pięści i starałem się nie stracić panowania. Za każdym razem, gdy widziałem podobne zachowanie u syna wzbierała we mnie złość i coraz trudniej sobie z tym radziłem.

– Co oni mu zrobili? – Spojrzałem na matkę zbolałym wzrokiem. – Gdzie zwyczajowe dla jego wieku: Mamo, przecież mam ferie? Powinien się buntować przed pracą, a on wciąż chce nas wyręczać. Nawet za Ropuszkę czasem stara się coś robić. Sprząta swój pokój pomimo tego, że rzadko tam bywa, zmywa po kolacji, a ostatnio nawet w salonie coś odkurzał.

– Severus – uspokajała mnie matka. – Nie zachowuj się tak, bo on pomyśli, że robi coś złego. Jest grzeczny, chce się nam wszystkim przypodobać, dba o nas, tak samo, jak my dbamy o niego. Teo jest wciąż bardzo niepewny tego co przyniesie przyszłość i musisz go wspierać. Możliwe, że zachowuje się tak ze strachu przed karą albo boi się, że … że jeśli zrobi coś nie tak, to go oddacie.

– Bywają dni, że przychodzi do mnie do gabinetu na szlaban i zachowuje się podobnie, jak Leen. – Wziąłem głęboki oddech. – Żartuje, przekomarza się ze mną, nawet mi raz dokuczył podmieniając atrament na taki znikający. Obydwaj się wówczas dobrze bawimy. Co mam zrobić, żeby on czuł się przez nas chciany, żeby był częścią naszej rodziny? Przecież wie, że nie oddamy żadnej z dziewczynek, dlaczego sądzi, że jego możemy nie chcieć albo skrzywdzić?

– Severus, on potrzebuje czasu – tłumaczyła. – Nie zostawiaj Solem z tym samej, tak jak teraz.

– Wiem – mruknąłem z niezadowoleniem. – Po prostu czasem mam ochotę na niego nakrzyczeć.

– Za to, że jest grzeczny? – zdziwiła się Eileen.

– Nie, nie za to – prychnąłem. – Czasem, jak coś zbroi naprawdę.

– To zrób to. – Wzruszyła ramionami. – Może powinieneś. Czy są sytuacje, że nakrzyczałbyś na Leen, a jemu odpuszczasz? – Przytaknąłem. – W takim razie zacznij go traktować jak inne swoje dzieci. Niech czuje się częścią was.

– Masz rację. – Odetchnąłem głęboko i nieco się rozluźniłem.

– Severus, nie pomyślałeś, że on po prostu taki jest? – spytała po chwili namysłu.

– Co masz na myśli?

– Grzeczny, uczynny, uprzejmy – wyjaśniła. – Jego matka też taka jest. Zawsze była.

– Narzekam na zbyt grzeczne dziecko? – zadrwiłem z siebie. – Czy ja oszalałem?

– Tak mi się wydawało – zaśmiała się i poklepała mnie przyjacielsko po plecach. – Powiedz mi co się działo w szpitalu.

– Solem już wszystko powiedziała, co chcesz jeszcze wiedzieć? – Spojrzałem zdziwiony.

– Naprawdę wszystko w porządku? – dopytywała. – Solem zdaje mi się być trochę przygaszona.

– Jest w porządku, posprzeczała się z Amelią wczoraj wieczorem, to pewnie przez to – wyjaśniłem. – Solem będzie widziała mamo i to teraz ważne. Ciesz się razem z nami.

– Oczywiście, że się cieszę. – Spojrzała oburzona. – Bardzo się cieszę. Nie skaczę z radości, bo w sumie tego się spodziewałam. – Wzruszyła ramionami. – Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. Martwiłam się, jak ona by to zniosła. Musimy to uczcić – wykrzyknęła nagle i biegiem ruszyła do kuchni, zostawiając mnie oniemiałego.

– Ten pokój jest bardzo ładny.

Uśmiechnąłem się już całkowicie rozluźniony, gdy Teo kręcił się po moim starym pokoju.

– Naprawdę chcesz mieć w pokoju na ścianie plakat przedstawiający jakiegoś starego, dziwnie wyglądającego dziada? – Solem spojrzała z niesmakiem na ścianę pełną wizerunków sławnych alchemików. – Nie mogłam na nich patrzeć, jak odwiedzałam Severusa. –

Parsknąłem na cały głos, przypominając sobie, chwile jakie tu razem spędziliśmy. Rzadko bywało, że Solem mogła patrzeć na cokolwiek co było na ścianach. Zwykle przez większość czasu miała zamknięte oczy, gdy całowałem jej usta.

– Nie chciałbym pozbawiać taty jego pokoju – wyznał cicho.

– Jeśli o mnie chodzi, to dawno z niego wyrosłem – odezwałem się beztroskim tonem. – O Merlinie, te twarze są faktycznie dość … odrażające. Powiedz mi, kochanie, dlaczego ja to tu powiesiłem?

– Żebym cię rzadko odwiedzała? – sarknęła.

– Co ty na to, Teo, żebyśmy we dwóch urządzili ten pokój po męsku, a mamę i babcię wyprawimy na zakupy do Londynu? – zwróciłem się z uśmiechem do syna, na co ten spojrzał mocno zaskoczony. – Dziewczyny są wciąż z dziadkiem w wydawnictwie, a z tego co wiem, mama ma całkiem sporą listę zakupów do twojego pokoju w naszym domu. Myślę, że możesz jej zaufać w tej kwestii. Jestem pewien, że nie kupi niczego, co ci się nie spodoba.

– Tata chciałby ze mną urządzać ten pokój? – Chłopiec nie dowierzał.

– Uwierz mi jestem równie dobry z zaklęć co z eliksirów. Poradzę sobie – zapewniłem. – Może nie tak dobrze jak mama, ale obiecuję, że wszystko będzie tak, jak ty chcesz. No chyba, że wolisz łażenie po sklepach z mamą.

– Nie – prawie krzyknął. – To znaczy, sklepy z meblami to chyba nie jest … – zawahał się.

– Fajne? – dopowiedziałem za niego, a chłopiec przytaknął. – No to załatwione. Jak szybko się z tym uwiniemy, to później razem z dziadkiem możemy sobie polatać w ogrodzie.

– Ale ja … to chyba …

– Zabezpieczymy ogród – wtrąciła się Solem. – Nic się nie martw. Potrzebujecie czegoś ze sklepu? – spytała z uśmiechem.

– Moje pióro się mocno stępiło, a nie da się go już zatemperować – wyszeptał nieśmiało Teodor.

– Pióra dla Teo, coś jeszcze synku? Pergaminy, atrament, szaty? – dopytywała.

– Ja … bo … moje wiosenne buty, one są trochę za małe – odparł zawstydzony.

– Dawaj nogę, zmierzymy – poleciła. – Ty ze swoich nie wyrosłeś? – zwróciła się z rozbawieniem do mnie.

– Jeszcze nie, ale możesz mi kupić nowe i kilka par skarpet nie zaszkodzi – odparłem, a kobieta spojrzała z naganą na syna, gdy ten zdjął buty.

– A ty oczywiście nie potrzebujesz nowych skarpet? – zadrwiła, wskazując dziurę na placu. – Jak je babcia zobaczy, to mnie prześwięci. Ściągaj je, ale już – nakazała, po czym szybko naprawiła zepsucie. – Rośniesz, jak na drożdżach. Następnym razem, jak noga ci urośnie to nie czekaj, aż palce wyrwą dziury w skarpetach tylko wołaj nowe – zganiła chłopca. – Jesteś już za duży, żebym sama kontrolowała twoją garderobę.

– Dobrze – przytaknął zawstydzony.

– A do tego pokoju coś potrzeba? – zwróciła się ponownie do syna.

– Na pewno nowy materac do łóżka, ten pamięta czasy, gdy byłem naprawdę małym chłopcem – odpowiedziałem, rozkładając się wygodnie na swoim starym łóżku.

– I krzesło – dodała Solem. – Wolisz takie obrotowe czy normalne? – spytała syna.

– Ale to jest dobre, mamo. Nie trzeba – odparł skromnie.

– Trzeba, trzeba. – Pokręciła głową. – To jest zepsute odkąd pamiętam i za żadne czary nie chce się naprawić.

– Mogłoby być obrotowe? – spytał nieśmiało.

– Pewnie, na kółkach, z oparciem, które tak leciutko masuje plecy? – Solem uśmiechnęła się do niego, a mnie posłała karcące spojrzenie, kiedy coraz wygodniej rozkładałem się na łóżku. – Zabieraj się do pracy, Sev – warknęła z udawaną złością. – Inaczej całe ferie wielkanocne spędzimy na meblowaniu, a przypominam ci, że czeka nas jeszcze praca na strychu.

– Nas? Jakich nas? – Spojrzałem na nią z krzywą miną. – Ja pomagam jedynie Teodorowi, ty sobie radź sama. Mi tam nic nie trzeba z tego strychu.

– To się jeszcze zobaczy, czy nic ci nie trzeba – odparła z uniesioną brwią.

– Pomogę ci, jak dostanę takie samo krzesło, jak Teo – odrzekłem z manierą rozkapryszonego dziecka. – Też chcę, żeby mi coś masowało plecy.

– Zastanowię się – mruknęła i pocałowała mnie w nos.

Solem

– Ubrania dla Teo chciałabym kupić w mugolskim sklepie, nie chcę ryzykować. – Wyskoczyłam z kominka naszego londyńskiego domu tuż za teściową. – Meble raczej musimy na Pokątnej. Mugole byliby nieco zaskoczeni, gdybyśmy kupiły materac do łóżka i spakowały do torebki. – Eileen parsknęła śmiechem.

– Mówiłaś, że Amelia z nami nie idzie. – Mama wyjrzała zaskoczona przez okno.

– Nie sądziłam, że przyjdzie – odparłam, obserwując kręcącą się przed domem przyjaciółkę.

– Pokłóciłyście się? Coś poważnego?

– Nie wiem, mamo – westchnęłam. – Nie chcę plotkować na jej temat. Nie jestem pewna, czy chciałaby się tym z kimś innym dzielić.

– Rozumiem – odpowiedziała Eileen.

– Czy ja jestem dziwna? – spytałam, zanim jeszcze otworzyłam drzwi. – Czy jestem dziwna, że nie myślę o innych mężczyznach w łóżku? Że nie wybaczyłabym, gdyby Severus zrobił coś takiego?

– Skarbeńku, skąd taki pomysł? – Teściowa spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.

– Czasem mogę i nawet lubię pożartować o innych facetach, ale jeśli ktoś przekracza w tym granice, to już nie bardzo mi się to podoba – tłumaczyłam. – Czy to dziwne? Czy jestem jakaś zacofana?

– Nie jesteś, dziecinko. – Eileen podeszła do mnie i pogładziła po policzku. – O to się pokłóciłyście? – Przytaknęłam. – Nie będę pytała o szczegóły, bo to nie moja sprawa, ale to, że nie tolerujesz zdrady czy sypiania z kim popadnie nie czyni z ciebie dziwnej osoby. Ja wiem, że dziś sporo ludzi żyje w wolnych związkach. Przygodny seks jest dla nich czymś normalnym, ale to nie jest normalne, Sol. Amelia uważa, że jesteś zacofana, bo nie zdradzasz męża?

– Mniej więcej – westchnęłam. – Zarzuciła mi, że jestem nieżyciowa i nie mam zielonego pojęcia o normalnych związkach. Że żyję w świecie fantazji, z doskonałym mężem i doskonałym życiem. Tak, jakby udany seks był tego wyznacznikiem.

– Skarbeńku – jęknęła Eileen. – To bardzo niesprawiedliwe stwierdzenie w stosunku do was. I ty, i Severus wciąż ciężko pracujecie na szczęście. Nic nie spadło wam z nieba, wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że Amelia nie myśli tak naprawdę. Mój syn, przyznaję, sprawia wrażenie dobrego męża i jestem pod tym względem z niego naprawdę dumna, ale łatwy we współżyciu nie jest, to wiem nawet ja, a twoja przyjaciółka powinna tym bardziej. – Nie wytrzymałam i uśmiechnęłam się do teściowej.

– Jest po prostu rozpieszczony – sarknęłam i wyszłam do przyjaciółki.

– Myślałam, że nie będziesz chciała iść z nami na zakupy – przywitałam ją przy furtce.

– Umawiałyśmy się – mruknęła pod nosem Amelia. – Solem, przepraszam. To co gadałam to jakieś bzdury, a ty miałaś rację. Jestem zwykłą zdzirą.

– Nie jesteś – zaoponowałam. – Przepraszam, przesadziłam wczoraj, ale … zszokowałaś mnie. To nie moja sprawa, jak żyjecie z Syriuszem. Jeśli jesteś szczęśliwa, to ja też.

– Jestem, Sol, naprawdę. Chociaż poczułam się zraniona, gdy mnie zdradził – wyznała. – Zachowałam się jak dziecko lecąc w ramiona innego.

– No – przytaknęłam. – Emil? – dodałam z obrzydzeniem.

– No co? Zawsze mi się podobał – odparła, wzruszając ramionami.

– Naprawdę jesteś szczęśliwa? – spytałam z troską.

– Jestem – odparła z przekonaniem Amelia. – Nigdy nie było moim marzeniem mieć wielką rodzinę z kochającym mężusiem. Ja nawet gotować nie potrafię i nie lubię. Marzyłam o Wizengamocie, a Syriusz jest miłym dodatkiem.

– Ja marzyłam, żeby polecieć na księżyc, ale za nic w świecie nie oddałbym za to marzenie tego co mam. – Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i mocno się uściskałyśmy. – Pomożesz nam wybrać jakieś super dodatki do pokoju Teodora?

– Widziałam w tym sklepie na rogu, tym mugolskim niedaleko Munga, świetne młodzieżowe ciuchy – zaczęła z entuzjazmem. – Trochę drogie, ale wszystko jest z naturalnych materiałów bez dodatków tego mugolskiego badziewia i można w razie czego dopasować rozmiar. A w tym na Pokątnej są nowe dywany. Same regulują temperaturę w pomieszczeniu. I kupiłam mu kilka fajnych płyt z muzyką.

– Czyli rozumiem, że musimy jeszcze wejść do sklepu ze sprzętem muzycznym. – Zrobiłam skwaszoną minę.

– No co ty, kupiłam już – prychnęła i po krótkim przywitaniu z Eileen wyłożyła wszystko na stół w kuchni.

– Zwariowałaś? – Z niedowierzaniem patrzyłam na stos płyt i nowiutki odtwarzacz.

– A faktycznie – mruknęła Black i zaczęła grzebać w torebce – są przecież jeszcze głośniki. – Z uśmiechem postawiła spory karton na blacie.

– Rozpieszczasz go – jęknęłam, a Eileen zaśmiała się pod nosem.

– Sroty pierdoty. Trochę lat do nadrobienia ma ciociunia, nie? – burknęła. – Mam też coś dla dziewczyn – dodała i wróciła do wyciągania prezentów. – I dla ciebie – podała mi stosik książęk przewiązanych wstążką. – Dla pani – Eileen zaskoczona przyjęła śliczną apaszkę.

– Zwariowałaś?

– Nie, dostałam podwyżkę – odparła z uśmiechem.

– Jak powiesz, że masz coś dla Sev...

– A jakżeby inaczej. – Amelia przewróciła oczami i wyciągnęła z małego zawiniątka szklaną fiolkę.

– Merlinie, to łuski syren? – zdziwiłam się.

– Yhy – przytaknęła Black. – Znalazłam to w starym domu Syriusza. Książki dla ciebie zresztą też – wyjaśniła. – A to dla pana Tobiasa, żeby mu smutno nie było. – Amelia z uśmiechem pokazała nowe etui na okulary.

– Jesteś w ciąży? – spytała nagle Eileen.

– Nie – wykrzyknęła kobieta. – Ja … my … ja i Syriusz … chyba trochę z tym zaczekamy – odparła. – Chyba nie jestem na to gotowa – wyznała.

– Amelia. – Chwyciłam ją za rękę.

– Nie, Sol. – Black uśmiechnęła się. – Mi nawet ulżyło, gdy Syriusz to zaproponował.

Odetchnęłam głęboko i mocno przytuliłam przyjaciółkę.

.: :.

– Teo. – Z przerażeniem poderwałam się z łóżka i biegiem ruszyłam do sypialni syna. – Teo, kochanie, co się dzieje? – Usiadłam przy chłopcu i mocno przyciągnęłam go do siebie. – Synku, co się stało? – Ledwie zdążyliśmy się z Severusem położyć do łóżka, gdy usłyszałam donośne krzyki Teodora. Niewiele myśląc, przybiegłam do niego, ale nie wyglądało na to, by cokolwiek było nie w porządku.

– Chyba miałem zły sen – odparł słabym głosem.

Kątem oka dostrzegłam, jak Severus wyprowadza dziewczynki z pokoju brata i po chwili także on pojawił się przy nim.

– Już wszystko w porządku, syneczku – zapewniłam, gładząc go po plecach.

– On znowu prześladował mnie we śnie – zaszlochał przestraszony.

– On? – zdziwił się Severus. – Kogo masz na myśli?

– On, pan Lupin – wyznał słabym głosem.

– Często masz te koszmary? – Z niepokojem spojrzałam w oczy syna.

– Kiedyś często, teraz mniej, mamo – przyznał z rozpaczą. – Znowu mnie zamknął w komórce i zabrał światło – płakał.

– Już jest jasno, synku – uspokajałam go. – Nikt cię już nie skrzywdzi. Nie pozwolimy na to. – Ponownie mocno przytuliłam chłopca. – Ubierz szlafrok i chodź – poprosiłam. – Mieliśmy jeszcze z tatą napić się gorącej czekolady przed snem, a że jutro nikt nie musi wcześnie wstawać możemy troszkę jeszcze posiedzieć razem. – Teo wyraźnie odetchnął i słaby uśmiech pojawił się na jego twarzy.

Już wcześniej Teodor miał koszmary. Nigdy nie chciał o nich rozmawiać, a ani ja, ani Severus nie naciskaliśmy. Po raz pierwszy chłopiec przyznał, że to Lupin śnił mu się po nocach i nawet nie chciałam sobie wyobrażać co robił mu ten mężczyzna. Rozmawiałam na ten temat z psychomedykiem i póki co ten zalecił jedynie cierpliwość. Teo powoli dochodził do siebie po traumie jaką przeszedł, a koszmary były dość częstym objawem ciężkich przeżyć. Sama zresztą tego doświadczyłam i jeszcze po latach zmagałam się z nocnymi marami. Bałam się, że mój syn przeżywa katusze podczas nocy w dormitorium, ale gdy dyskretnie pytałam, zapewniał, że to nie dzieje się już zbyt często i całkiem dobrze sobie radził.

– Czy ja mogę spać przy otwartych drzwiach? – spytał, gdy odprowadzaliśmy go do sypialni.

– Pewnie, że tak – zapewniłam. – My też zostawimy otwarte – dodałam z uśmiechem.

– A … ja wiem, że jestem już duży i … i … czy …

– Chcesz zostawić światło? Mnie to pomaga – odgadłam jego kolejne pytanie.

– Mógłbym? – spytał nieśmiało.

– Oczywiście, Teo – odparł Severus. – Sam zdecyduj, jak bardzo jasno chcesz w pokoju i jak długo ma się świecić. Jutro nauczę cię zaklęcia, dzięki któremu będziesz mógł sobie rozpalić światło w dormitorium za kotarami tak, żeby nie widział tego nikt inny.

– Jest takie? – zdziwił się chłopiec.

– Jest – zaśmiał się Severus i usiadł na łóżku Teodora, opierając się o jego wezgłowie.

Teodor

Byłem na siebie zły, że po raz kolejny nie udało mi się zapanować nad krzykiem w nocy. Koszmary prześladowały mnie coraz rzadziej, ale im było ich mniej, tym bardziej przerażały. Wiedziałem, że nic mi już nie groziło i rodzice nie pozwolą Lupinowi, ani nikomu innemu mnie skrzywdzić, ale nie mogłem nic poradzić na to co działo się podczas snu.

Bardzo kochałem mamę i uwielbiałem spędzać z nią każdą chwilę, ale teraz byłem jej szczerze wdzięczny, że udała ziewnięcie i zostawiła mnie samego z tatą. Ojciec nie był aż tak bardzo przewrażliwiony i kiedy miałem koszmary podczas ferii, uspokajał mnie fajnymi opowieściami na dobranoc. Opowiadał dużo o mamie, dziewczynkach i dziadkach, a nawet czasem o cioci Amelii coś wspominał. Zwykle były to dość wesołe historie i dość szybko zapominałem co wyrwało mnie ze snu. Tej nocy nie było inaczej. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnęliśmy obaj, a rankiem obudziła nas mama, przynosząc tacie aromatyczną kawę, a mnie kakao.

Ferie wiosenne były chyba jeszcze fajniejsze niże te zimowe. Najpierw tata u dziadków, a później mama u nas w domu, nauczyli mnie wielu fajnych zaklęć podczas meblowanie pokoików. I jeden, i drugi zresztą finalnie wyglądały wspaniale. W starym pokoju taty aż tak dużo nie zmieniłem. Rozjaśniliśmy ściany, odnowiliśmy meble, a na ścianach zawisły stare gryffindorowe pamiątki dziadka. Ten w naszym domu urządziłem już całkowicie po swojemu. Początkowo nie chciałem narażać rodziców na wydatki, ale kiedy mama zaprowadziła mnie na strych pełen niesamowitych mebli i zapewniła, że może je zmienić przy pomocy zaklęć w takie, jak tylko będę chciał to już z czystym sumieniem zabrałem się razem z mamą do roboty. Z trudem powstrzymywałem wybuchy śmiechu, gdy ojciec udawał niezadowolenie z powodu ciągłych próśb o pomoc, ale zauważyłem, że nawet kiedy mama go nie wołała on i tak siedział cały czas w pokoju, który urządzaliśmy.

Najbardziej podobała mi się jedna ze ścian, na której mama wydzieliła sporej szerokości pas do malowania. Mogłem tam spokojnie ćwiczyć z farbami, atramentem czy kredkami i wszystko co mi się podobało mama przenosiła przy pomocy magii na papier, a jak było to coś zupełnie nieudanego zmazywałem to jednym zaklęciem. Z mojego pokoju było wyjście na niewielki balkonik i rodzice obiecali, że latem ustawią tam teleskop, jeśli będę chciał. Z domu w Londynie mama pozwoliła mi zabrać wszystko co tylko chciałem i gdy tak stałem w progu swojego pierwszego pokoju miałem ochotę przenieść go w całości. Był naprawdę piękny.

Tata opowiadał mi o dniu, w którym dowiedzieli się o ciąży mamy i o tym, jak wielką niespodzianką dla nich byłem. Zupełnie niepodobne do ojca wydało się zostawienie mamy bez słowa, ale gdy dodał, że wybiegł z domu, żeby wykupić dla niej wszystkie róże w Londynie, zaśmiewałem się na cały głos. Nie mogłem sobie wyobrazić taty tak rozanielonego i rozradowanego, ale gdy patrzyłem na to cudowne pomieszczenie, wiedziałem że rodzice bardzo mnie kochali i czekali na mnie. We wszystkich ubrankach, jakie uszyła mama, w meblach, które sama tworzyła i zabawkach, jakich nigdy nie spotkałem w żadnym sklepie czuć było magiczną miłość. Po raz pierwszy dotarło do mnie, jak bardzo oni musieli cierpieć, gdy odebrano im malutkie dziecko. Podziwiałem ich za to, że się nie poddali i szukali swojego szczęścia. Gdyby po tym co ich spotkało zgorzknieli i trwali jedynie w poszukiwaniu zemsty, prawdopodobnie jeszcze długi czas nie dowiedzieliby się o tym, że żyłem. Być może nigdy nie odzyskałbym swojej prawdziwej rodziny. Uśmiechnąłem się do siebie i spakowałem kilka zabawek dla młodszych sióstr. Dla Leen zapakowałem cudowną narzutę na łóżko, a sobie zostawiłem szmacianego misia, który głaskał mnie po policzku, gdy się do niego przytulałem. Spojrzałem na mamę, która kiwała do mnie z aprobatą, gdy pakowałem kolejne rzeczy i postanowiłem, że nigdy już nie pozwolę, żeby cierpiała.

Kolejny rozdział: „Mężczyźni"