ROZDZIAŁ 48
Stary znowu knuje
Severus
– Nie puszczę cię tam samej, Solem – upierałem się. – Nawet nie ma mowy. Pójdę tam i sprawdzę kto to i co wie na temat naszej skrytki.
– Sev, jeśli ty się tam pojawisz to on się nie pokaże. – Starała się zachować spokój. – Nic mi się nie stanie.
– Nie ma mowy, Sol. – Nie dawałem za wygraną. – Nie mamy pojęcia kto to i czego chce.
– Domyślam się kto to – przekonywała spokojnym tonem.
– Oświeć mnie – odparłem, unosząc brwi.
– Pójdziemy tam razem, sam zobaczysz – zaśmiała się. – Tylko żadnych pochopnych ruchów. Jeśli to jakiś uczeń, nakażesz pójście do twojego gabinetu i przejdziemy do naszego mieszkania. Tutaj będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
– Mam rzucić na siebie kameleona?
– Dokładnie. – Sol wywróciła oczami.
– Niech ci będzie, ale jak tylko zobaczę coś podejrzanego, nie będę się zastanawiał dwa razy – ostrzegłem i mamrocząc pod nosem, ruszyłem w stronę wyjścia. – Idziesz? – ponagliłem ją.
Solem
– Harry? – Ze zdumieniem popatrzyłam na syna zdejmującego pelerynę niewidkę. Domyślałam się, że nie był sam, skoro wyznaczył mi to dziwne spotkanie zamiast przyjść do domu, dlatego starałam się zachować dystans.
– Pani Snape … ja … my … bo my … – jąkał się i w tym momencie do wieży weszli jego przyjaciele; trzech braci Weasley i Jordan. Spojrzałam na nich z uniesionymi ze zdziwienia brwiami i pospiesznie nakazałam milczenie, przystawiając palec do ust. Chłopcy na szczęście zrozumieli i nieco niepewnie patrzyli na ujawniającego swą obecność profesora eliksirów.
– No proszę – powiedział z przekąsem. – Moi ulubieni uczniowie w komplecie. Jakież ja mam dziś szczęście. Do mojego gabinetu, ale już – warknął, ale na jego twarzy nie było zwyczajowego grymasu. Wyglądał raczej na mocno zaniepokojonego.
Piątka chłopców wolnym krokiem podreptała za mną i swoim nauczycielem.
– Ale my nic złego nie robiliśmy, panie profesorze – dość przytomnie zaczął tłumaczyć się Fred.
– Nic, a nic. Jak zawsze grzeczni – zawtórował mu brat bliźniak.
– Jest już późno i … może pójdziemy już spać? – spytał z nadzieją w głosie Lee.
– Oczywiście, że pójdziecie spać, panie Jordan – odparł zjadliwie Severus. – Jak tylko odbędziemy stosowną do pory dnia, a właściwie nocy, pogadankę, wyznaczę wam szlaban i odejmę kilka punktów. Może nawet jeszcze dziś pozwolę wam odbyć swoją karę.
Resztę drogi przemierzyliśmy w ciszy. Każdy jeden spoglądał na mnie z zawodem, a ja z każdym takim spojrzeniem czułam się coraz gorzej. Nie mogłam jednak dopuścić do rozmowy na wieży astronomicznej. Dyrektor podsłuchiwał dormitoria, o czym wiedział też Teodor, a ani ja, ani Severus nie mieliśmy pewności, czy przypadkiem inne części zamku nie były inwigilowane. Wolałam zachować ostrożność i porozmawiać z chłopcami w bardziej dyskretnym miejscu.
– Profesorze, my naprawdę nie chcieliśmy nic złego – tłumaczył się pospiesznie George tuż po przekroczeniu progu gabinetu.
– Oczywiście, że nie panie Weasley – odparł Severus i otworzył tajne przejście do prywatnych kwater.
Uczniowie spojrzeli na siebie niepewnie, ale po chwili jeden po drugim weszli do korytarza.
– Napijecie się herbaty, kakao czy czekolady? – spytałam łagodnym tonem, gdy chłopcy nieśmiało zajęli miejsca w salonie. Wezwałam Ropuszkę i kazałam każdemu przygotować co tylko sobie życzy. Z Severusem dopijaliśmy otwartą wcześniej butelkę wina.
– Pani Snape – jęknął z rozpaczą George. – My nie chcieliśmy nic złego, naprawdę.
– Usłyszeliśmy coś i musieliśmy się tym z panią podzielić – dodał Fred.
– Spokojnie – uspokoiłam ich. – Nic wam nie grozi. Chyba domyślam się co usłyszeliście. – Spojrzałam z uśmiechem na męża.
– Mamusiu? Tatku? Coś się stało? – Do salonu weszła nieco zaspana Leen i po chwili otrzeźwiała, widząc swoich kolegów na kanapie. – Co się stało? – Spojrzała zaniepokojona.
– Nic, kochanie, wracaj do łóżka – odparłam spokojnie.
– Nie zasnę – marudziła i widząc rezygnację na mojej twarzy, wgramoliła się ojcu na kolana. Przytuliła się do jego ramienia i zmarszczyła brwi, widząc zdziwienie na twarzach Gryfonów. – No co się tak gapicie? To mój tata – warknęła. – Wasz was nie przytula?
– Nie – odpowiedział jej z uśmiechem Fred.
– To masz pecha. Mój przytula najlepiej na świecie. – Leen prowokacyjnie ucałowała ojca w policzek.
– Leen – mruknął pod nosem Severus i posłał jej złowrogie spojrzenie, jednocześnie mocniej do siebie tuląc.
– Powiecie w końcu co takiego usłyszeliście i od kogo? – spytałam z westchnieniem.
– Pani profesorowo – zaczął niepewnie George – ferie wielkanocne spędziliśmy w domu, ja i moi bracia.
– W środę odwiedził nas ktoś – wtrącił Fred.
– Profesor Dumbledore – wyjaśnił Ron i pozwolił bliźniakom dokończyć całą opowieść.
– Ktoś wam już mówił, że nieładnie podsłuchiwać? – sarknął Severus.
– My … no … jakby to powiedzieć … nie chcieliśmy – tłumaczyli się jeden przez drugiego.
– Rozmawiałam już z waszym bratem – przerwałam pospiesznie. – Nie mógł mi niestety powiedzieć wszystkiego. Właściwie to dowiedziałam się niewiele. Nie mógł nawet powiedzieć kto go skłonił do tej rozmowy i przypuszczam, że to przez jakieś zaklęcie. Domyślałam się kto namówił go do tej dziwnej rozmowy, ale i tak jestem wam niezmiernie wdzięczna, że narażając się na nieprzyjemności, postanowiliście mnie ostrzec. Dziękuję. – Uśmiechnęłam się do chłopców. – Skrytka po moich rodzicach, to moja prywatna sprawa. Moja i mojej rodziny. Bardzo nie lubię, gdy ktoś narusza moją prywatność i zakłóca mój spokój. Mogę się wam jakoś odwdzięczyć? – spytałam z uśmiechem.
– No, to nic takiego, pani Snape – zaoponował Jordan.
– Musieliśmy powiedzieć o tym – wtrącił George.
– Wiemy, że to niezbyt ładnie podsłuchiwać, ale … nie mogliśmy się oprzeć – dodał Fred.
– Pani zawsze była dla nas miła – mruknął pod nosem Lee i nieco zawstydzony zerknął na Leen. – Nie mogliśmy przejść obok tego obojętnie.
– Rozumiem – odparłam. – Profesor Dumbledore nie powinien wykorzystywać waszego brata do szpiegowania. Zapewniam was, że jeśli byłabym w posiadaniu czegoś, co mogłoby pomóc dyrektorowi i byłabym pewna, że potrafi to należycie wykorzystać, pomogłabym mu.
– Pani Snape? – Fred posłał mi niepewne spojrzenie. – Czy on, czy Sami-Wiecie-Kto, czy on wrócił? – Popatrzyłam ze smutkiem na dzieciaki, a cała szóstka wpatrywała się we mnie i Severusa z nadzieję.
– Jeszcze nie – odpowiedział spokojnie Severus. – Ale obawiam się, że to kwestia czasu. Pan Potter ma, zdaje się, jakieś doświadczenia w tym temacie – westchnął.
– Możecie być pewni, że zrobimy wszystko, żeby nie stała wam się krzywda – dodałam. – Poczęstujecie się ciastkami? – zaproponowałam po chwili, a Leen jako pierwsza sięgnęła po wielkie, oblane błękitnym lukrem słodycze. – Ty, gwiazdeczko, zmiataj do łóżka. – Posłałam groźne spojrzenie córce.
– No, jak tylko coś przekąszę – mruknęła z pełnymi ustami, a chłopcy z jeszcze większym zdziwieniem patrzyli jak wciska jedno z ciastek ojcu do usta. – Dobre, jedzcie – zachęciła kolegów. – Możecie spać spokojnie, jak rodzice mówią, że nic wam nie grozi, to nic wam nie grozi. Mama jest Mistrzem Zaklęć, najlepszym na świecie – zapewniła. – No co? – burknęła, gdy wywróciłam oczami. – Profesorek Davis mówi, że jest najlepsza to jest. Ostatnio mówił mi na lekcji, że mama mogłaby każdego załatwić nawet bez różdżki, gdyby tylko chciała, a zapewniam, że jeśli chodzi o Sami-Wiecie-Kogo, chce. Tata też jest niezły, no i też jest Mistrzem Zaklęć. Nie zna takich zaklęć jak mama …
– Leen – warknął ostrzegawczo Severus.
– Ale …
– Leen – przerwał jej, a ona jedynie posyłała kolegom porozumiewawcze spojrzenia.
– No dobra, no już nic nie mówię – burknęła pod nosem. – Nie wiedziałam, że to jakieś tajemnice.
– Myślałem, że pani robi obrazki. – Ron zrobił zaskoczoną minę.
– Tak, braciszku, tak – Fred spojrzał z politowaniem na brata. – Obrazki.
Przez większość czasu, jaki uczniowie spędzili w naszym mieszkaniu, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że przez jednego byłam obserwowana dużo baczniej niż przez resztę. Jednak za każdym razem, gdy sama zerkałam w jego stronę ten natychmiast odwracał wzrok.
– To niezbyt rozważne próbować porozumiewać się ze mną spojrzeniem w towarzystwie mojego męża. – Z poważną miną podeszłam do skrywającego się w cieniu drzewa chłopca.
– Chciałem tylko porozmawiać z panią na osobności – wyznał mocno strapiony. – Bez kolegów. Nie sądziłem, by udało się to ukryć przed profesorem bez względu na to, w jaki sposób próbowałbym to pani przekazać. Profesor jest z panią? – spytał niepewnie.
– Nie – zaśmiałam się. – Uznał, że w pojedynkę aż tak bardzo mi nie zagrażasz.
– Będę miał problemy? – Spojrzał nieco przestraszony.
– Lee, domyślamy się i ja, i Severus, że to coś ważnego skoro wyciągnąłeś mnie w środku nocy z zamku, aż nad jezioro, a w dodatku najwyraźniej starasz się ukryć to przed kolegami – zaczęłam rozważnie. – A nawet jeśli potrzebujesz jedynie rozmowy, nie widzę powodów, by Severus miał cię karać.
– Coś się dzieje, pani Snape, prawda? – Nastolatek spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. – Chłopacy ciągle żartują, ale ja wiem, że to poważniejsze. On wróci i to niebawem, prawda? A dyrektor ani ministerstwo nie mają pojęcia, jak z nim walczyć. Proszę mi powiedzieć, pani Snape. – Odetchnęłam głęboko i chciałam go jakoś uspokoić, ale chłopiec kontynuował. – On przychodzi też do mojego ojca. Kazał panią szpiegować. Kazał, nie prosił. Tata jest bardzo zły. Lubi panią i swoją nową pracę. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby robił coś z takim entuzjazmem. I Megan, moja siostra jest w końcu szczęśliwa. Dzięki pani. Moja mama, ona też mu nie ufała. Często to powtarzała. Nie wiem dlaczego. Byłem mały, gdy skończyła się pierwsza wojna, ale nie ufała mu. Nie lubiła, jak odwiedzał tatę. Wciąż czegoś chciał, nigdy niczego nie dał w zamian. Jak umarła mama … nawet nie przyszedł na jej pogrzeb. – Chłopiec pochylił nisko głowę. – Pani Snape, mój tata, on wciąż coś robi dla Dumbledore'a. Boję się, że … jeśli Sam-Wiesz-Kto wróci. Pani wie, jak się go pozbyć, prawda? Pani i pan profesor. Leen nie kłamała, gdy mówiła, że sobie poradzicie, prawda? Czy mój tata, czy on też jakoś pani pomaga? – Jordan spoglądał na mnie z nadzieją i przerażeniem jednocześnie. – Moja siostra ma tylko pięć lat. Co mam zrobić? Mogę pani jakoś pomóc?
– Lee – podeszłam bliżej – nie mogę obiecać, że wszystko będzie dobrze, ale obiecuję, że zrobię wszystko, by ON nikomu nie zrobił krzywdy.
– Mój tata – chłopiec głęboko odetchnął – on czasem jest taki roztargniony, lekkomyślny. Powiedział dyrektorowi nad czym dla pani pracuje. Wiem, że redaguje te książki o Merlinie, ale mam przeczucie, że to nie tylko książki, prawda?
– Czy dyrektor ma takie samo przeczucie? – spytałam łagodnym tonem.
– Chyba nie – odparł i uśmiechnął się pod nosem. – Był zawiedziony, gdy tata pokazywał mu nad czym pracuje. I miał kilka pani ilustracji. Zasypał go dziesiątkami opowieści i rozwodził się nad każdym obrazkiem. Szkoda, że nie widziała pani miny dyrektora. – Uśmiechnęłam się na samą myśl.
– Nie wykorzystuję twojego taty, Lee. – Westchnęłam. – I nie mogę ci zbyt wiele powiedzieć na temat tego co wiem, ale muszę przyznać, że masz niezwykle dobrą intuicję.
– Chciałbym jakoś pomóc … Pani Snape, mój tata będzie miał problemy w pracy? – Chłopiec przygryzł nerwowo wargę.
– Dlaczego miałby mieć?
– No za to co powiedział profesorowi …
– Lee – zaśmiałam się – twój tata powiedział prawdę. Naprawdę redaguje dla mnie te książki o Merlinie i nic ponadto. Nie zrobię nic, co mogłoby zagrozić twojemu tacie – obiecałam.
– Wiem, pani Snape – odparł gorliwie. – Ja tylko się boję, że to co on powiedział mogło jakoś pani zaszkodzić. – Spojrzałam z czułością na chłopca i lekko pogładziłam go po ramieniu.
– To niezwykle miłe, że tak się o mnie martwicie, ty i twoi przyjaciele – wyznałam. – Dziękuję. Nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłam na tę troskę z waszej strony.
– Żartuje pani? – Chłopiec spojrzał na mnie zaskoczony. – Jest pani super. Zawsze pozwalała pani nam siedzieć w księgarni tyle ile chcieliśmy. Szkoda, że nie było księgarni, gdy byłem młodszy, ale i tak teraz wciąż lubię tam siedzieć. I Megan może się tam dużo nauczyć i wiem, że siostra bliźniaków też tam przychodzi. No i robi pani świetne obrazki. Jak byłem mały to tata przyniósł mi taki wielki plakat, który promował książkę o muszkieterach. Chciałem być jednym z nich. Do tej pory ją uwielbiam, a ten plakat wciąż wisi w moim pokoju. I pani Snape, mama profesora … była z moją mamą, gdy była chora. Przez cały czas nie odchodziła od niej … jest pani super, pani Snape i wszyscy panią lubią. I Leen jest świetna. Jest najlepszą przyjaciółką – wyrzucał z siebie zapewnienia, a mnie pękało serce. Tak bardzo chciałam zapewnić te dzieciaki, że nic im nie grozi. Obiecać, że będą mogły dorastać w dobrym świecie. Bardzo nie chciałam zawieść ich zaufania, ale obawiałam się, że pokładają we mnie zbyt wielkie nadzieje.
– Dziękuję – wyszeptałam. – Lee, na twoim miejscu dziękowałabym wszystkim bogom, że to ja przejęłam list do mojej córki, a nie Severus. Nie sądzisz, że jesteście trochę za młodzi na nocne randki? – wypaliłam naprędce i na szczęście i tym razem chłopiec wykazał się trzeźwym umysłem.
– Pani Snape, ja tylko chciałem pokazać Leen nową gwiazdę, o tam. – Wskazał palcem na niebo.
– To Jowisz, Lee, nie żadna nowa gwiazda – odparłam ze złością.
– Solem i … pan Jordan? – Dumbledore podszedł do nas mocno zaskoczony. – Nie za późna pora na pana? – Spojrzał na ucznia.
– Proszę sobie wyobrazić, profesorze, że pan Jordan próbował wyciągnąć Leen, na nocne spoglądanie w gwiazdy. – Nie kryłam oburzenia.
– Ja tylko chciałem tę jedną jej pokazać …
– To Jowisz – warknęłam ze złością. – Panie Jordan, jeśli za dziesięć lat zaprosisz moja córkę na randkę, być może się zgodzę. Być może – podkreśliłam. – Ale póki co możecie widywać się jedynie za dnia i tylko pod nadzorem dorosłych.
– Pani Snape – odparł z przerażeniem chłopiec. – Na randkę? Z Leen? Byłbym martwy – jęknął, a dyrektor przysłuchujący się rozmowie parsknął śmiechem.
– Obawiam się, że ma pan rację, panie Jordan – pokiwał głową ze współczuciem.
– Nocny spacer, dyrektorze? – Uśmiechnęłam się do starszego mężczyzny.
– Niestety, moja droga – westchnął. – Jakieś problemy w Zakazanym Lesie.
– W takim razie, jeśli pan pozwoli odprowadzę pana Jordana do jego dormitorium – odparłam. – Chyba, że uważa pan, że zasługuje na karę.
– Karę? – Lee zrobił przerażoną minę.
– Jakże mógłbym karać za młodzieńcze porywy serca, moja droga – zaśmiał się Albus. – Byłbym jednak wdzięczny, gdybyś dopilnowała, żeby pan Jordan trafił bezpiecznie do swojej wieży.
– Oczywiście – przytaknęłam i gestem nakazałam chłopcu ruszyć w stronę zamku. – A pan nie potrzebuje pomocy, profesorze? – spytałam z troską.
– Nie moja droga, ja i Hagrid poradzimy sobie – odparł z uśmiechem i podgwizdując, ruszył do lasu.
– Przepraszam – szepnęłam, gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości. – Nic lepszego nie przyszło mi do głowy.
– Dopiero za dziesięć lat? – spytał z przekornym uśmieszkiem.
– I to tylko jeśli nie boisz się podjąć ryzyka – odparłam, udając powagę.
– Jeśli i tak mam zginąć, to co mi szkodzi zaryzykować wcześniej. – Lee przystanął przed portretem grubej damy i uniósł brwi w wyzywającym geście.
– Naprawdę ją lubisz, co? – Z uwagą przyjrzałam się przyjacielowi córki.
– Nie skrzywdzę jej, pani Snape – obiecał z powagą.
– Ja niestety nie mogę ci obiecać, że nie zostaniesz skrzywdzony, jeśli kiedyś spróbujesz zaprosić ją na randkę – westchnęłam.
– Ożenię się z nią i sprawię, że będzie szczęśliwa – odpalił z zaciętością w głosie.
Było coś rozczulającego w postawie chłopca i z trudem ukryłam wzruszenie. Czternastolatek, dorastający chłopiec właśnie zapewniał, że moja córka będzie jego żoną. I pomimo komiczności sytuacji, odnosiłam wrażenie, że na tę chwilę, był ze mną całkowicie szczery.
– Odważny z ciebie człowiek – odparłam z uznaniem. Uśmiechnęłam się do chłopca i lekko skinęłam na pożegnanie.
– Co ty na to żebyśmy pokazali temu staremu idiocie co jest w naszej skrytce? – spytałam, wślizgując się do łóżka obok męża.
– Co masz na myśli, bo raczej nie to co właśnie powiedziałaś – mruknął, przyciągając mnie do siebie.
– Musimy się go pozbyć, przynajmniej na jakiś czas – odparłam.
– Co przeskrobał tym razem? – Severus zatopił nos w moich włosach. – Gdzie byłaś? Ładnie pachną.
– Nad jeziorem – wybąkałam z niezadowoleniem. – Dyrektor kazał, KAZAŁ szpiegować mnie panu Jordanowi.
– To nieładnie z jego strony – zażartował.
– I uważasz, że to zabawne?
– Nie, kochanie – westchnął. – Ale to nic co mnie zaskoczyło. Ciebie chyba też nie bardzo.
– Nie – mruknęłam. – Wkurza mnie, że on buntuje te dzieciaki przeciwko mnie.
– Na szczęście są mądrzejsze niż on – odparł z uśmiechem.
– Dobrze wie, że chłopcy podsłuchiwali zarówno Billa, jak i Lee swojego ojca – warknęłam. – Specjalnie podkreśla z każdym słowem, jaka to ja jestem zła i nie chcę pomóc zabić Sam-Wiesz-Kogo. Straszy te biedne dzieciaki i robi ze mnie potwora. Lee – odetchnęłam głęboko – był taki wystraszony. Przerażony. Bał się, że jego ojciec robi coś niebezpiecznego. Boi się, że zostanie z siostrą sam. Jak mam mu obiecać, że będzie bezpieczny? Nie mogę, nie wiem, czy będzie. Nie wiem czego chce od niego ten stary kretyn. Nie chcę, żeby te dzieciaki wpakowały się w jakieś kłopoty. Powinny trzymać się od tego z daleka. Tylko czekać, aż i z nich będzie chciał stworzyć swoją małą armię. Armia Dumbledore'a – prychnęłam.
– Sol, kochanie – Severus pogładził mnie po ramieniu – spokojnie. Nie dopuścimy do tego. O co chodzi z tą skrytką? – spytał, gdy nieco się uspokoiłam.
– Potrzebuję spokoju – odparłam. – A ten idiota za dużo węszy.
– Skrytka, ha? – parsknął. – Będziemy musieli porozmawiać z panem Weasleyem.
– Najpierw ją dokładnie opróżnię – mruknęłam. – Nie będzie oglądał moich pamiątek po mamie. Nie chcę, żeby dotykał czegokolwiek co do niej należało.
– Zajmę się tym – zapewnił.
– Dziękuję – szepnęłam i mocno się w niego wtuliłam.
– Coś nowego? – spytał po chwili.
– Potrzebuję ten głupi obraz od Malfoyów – warknęłam, a Severus poważnie zastanawiał się nad kontynuacją rozmowy.
– Mam go dla ciebie ukraść? – spróbował zażartować.
– Mógłbyś? – Spojrzałam na niego błagalnie.
– Pewnie – mruknął i delikatnie przygryzł płatek mojego ucha. – Zajmę się tym zaraz po tym, jak uziemię dyrektora.
– Zostaw mu coś do jedzenia. Nie chcę żeby tam śmierdziało, jak jego szczątki zaczną gnić – syknęłam ze złością.
– Hej, kochanie, co się dzieje? – spytał z troską.
– Nic, przepraszam – odparłam.
– Prześpij się – poprosił. – Jutro porozmawiamy na spokojnie. – Przytaknęłam i mocno się do niego przytuliłam.
.: :.
Z lekkim rozbawieniem przyglądałam się dwójce młodych uczniów buszujących w szklonym składziku z eliksirami. Szeptali cichutko i delikatnie przestawiali fiolki, uważając, żeby za dużo nie nabałaganić. Oparłam plecy o futrynę i zastanawiałam się, kiedy mnie dostrzegą.
– Jesteś pewien, że profesora nie ma w zamku? – dopytywała nieco przestraszona uczennica.
– Tak – odburknął chłopiec. – Widziałem, jak przechodził przez bramę.
– Jak nas tu złapią, to możesz być pewny, że wylecimy – mruknęła z niezadowoleniem dziewczynka.
– Jak to wygląda?
– Nie mam pojęcia, Ron – warknęła Hermiona. – Nigdy tego nie warzyłam. To eliksir, który przerabia się dopiero na czwartym roku, ale z tego co przeczytałam powinien być biały.
– To ci ułatwienie – prychnął Weasley.
– Możesz sam go uwarzyć, jak jesteś taki mądry – zaperzyła się.
– Dobra już dobra, musimy coś zrobić, bo Harry tak długo nie pociągnie. – Zaniepokoiłam się na te słowa i postanowiłam jeszcze przez chwilę podsłuchać co ciekawego dzieciaki mają do powiedzenia na temat mojego syna.
– Jest aż tak źle? – Granger spojrzała na przyjaciela zmartwionym wzrokiem.
– Prawie nie śpi – odpowiedział spokojnie Ronald. – Po dwóch, góra trzech godzinach budzi się z krzykiem.
– Może powinniśmy wysłać go do Madame Pomfrey?
– Mówiłem mu, ale on udaje, że to nic takiego. – Chłopiec był wyraźnie zaniepokojony.
– Myślisz, że się nie domyśli, że dodajemy mu eliksir bezsennego snu do soku z dyni? – Granger westchnęła i wróciła do poszukiwań.
– Na drugiej półce od góry, trzeci rząd. – Ze wściekłą miną wskazałam na właściwe fiolki. – I zapraszam do gabinetu męża.
– Pani Snape – zaczęła niepewnie Hermiona – nie chcieliśmy nic ukraść, przysięgam.
– To nie jej wina. – Ron stanął przed swoją przyjaciółką. – To ja ją do tego namówiłem.
– Szlachetne, panie Weasley – westchnęłam i gestem nakazałam im usiąść na krzesłach przed biurkiem, a sama zajęłam miejsce Severusa. – Powiecie mi od razu prawdę czy chcecie zaczekać na mojego męża? – Zmierzyłam obydwoje groźnym spojrzeniem. – Słucham, po co wam eliksir bezsennego snu? – spytałam z powagą. – Panno Granger?
– Bo my … my … nie chcieliśmy nic złego, przysięgam – zapewniała dziewczynka.
– Dobrze, skoro wolicie rozmawiać z profesorem – westchnęłam zrezygnowana.
– Nie – krzyknął Weasley. – Pani Snape …
– Harry'ego dręczą koszmary. – Hermiona opadła zrezygnowana na oparcie krzesła. – Chcieliśmy mu pomóc.
– Usypiając go na wieki? – Zacisnęłam zęby ze złości.
– Nie – odparła dziewczyna. – Chcieliśmy mu go podać tylko trochę, dopuszczalną dawkę.
– Jaka to jest dopuszczalna dawka, według pani, panno Granger? – Odetchnęłam, próbując się uspokoić.
– Trzy krople, proszę pani – odpowiedziała gorliwie uczennica.
– Trzy krople – powtórzyłam. – W jaki sposób chcieliście podać mu ten eliksir?
– Z sokiem – mruknął pod nosem Ron.
– Jakim sokiem? – dopytywałam.
– Z dyni, proszę pani – odparła Hermiona. – To ulubiony sok Harry'ego.
– Zna pani skład eliksiru bezsennego snu, panno Granger? – Zacisnęłam palce na różdżce i z trudem zapanowałam nad nerwami.
– Tak, proszę pani.
– Jaki jest główny składnik? – Przymknęłam powieki i głośno wypuściłam powietrze.
– Waleriana – Hermiona odpowiedziała bez zastanowienia.
– Która zawiera spore ilości izoprenoidów – dodałam. – Z czym nie wolno ich łączyć? – Mój wzrok przez cały czas utkwiony był w uczennicy.
– Z beta–karotenem – wydukała przestraszona dziewczynka.
– Czego głównym składnikiem jest beta–karoten, panie Weasley? – Uniosłam nieco głowę i spojrzałam prosto w oczy przyjaciela syna.
– Yyy … eee … marchwi – odpalił.
– Dyni, Ron – podpowiedziała mu koleżanka i obydwoje spojrzeli na siebie szeroko otwartymi oczami.
– Co wam strzeliło do głowy, żeby robić coś tak idiotycznego – warknęłam ze złością. – Już samo włamanie się do składziku grozi wydaleniem ze szkoły. Podawać potajemnie eliksir innemu uczniowi? Powariowaliście? – Z rezygnacją i zawodem wypisanym na twarzy opadłam na oparcie fotela. – Mogliście go zabić – wyszeptałam. Po policzku Hermiony zaczęły spływać łzy. – Jeśli uważacie się za szczęściarzy, że nie zostaliście przyłapani przez mojego męża …
– Nie, pani Snape – przerwała jej Granger. – To szczęście, że zostaliśmy przyłapani w ogóle.
– Cieszę się, że tak myślisz – odparłam już nieco spokojniej. – Od jak dawna Harry źle sypia? – zwróciłam się do chłopca.
– Praktycznie od początku – wyszeptał przestraszony Ron. – Później, po tym całym wypadku z kamieniem filozoficznym było lepiej, ale teraz znowu. To chyba przez tę bliznę, proszę pani. Harry przez sen mamrocze, że go to boli. Wylecimy?
– Nie – mruknęłam pod nosem. – Przynajmniej ja nie zamierzam do tego przyłożyć ręki, ale musicie mi obiecać, przyrzec, że już nigdy nie będziecie próbowali poić kogokolwiek eliksirami, przynajmniej do czasu, aż nie będzie to zgodne z waszym wykształceniem. Jeśli kiedyś … Naprawdę czasem lepiej zaufać dorosłym – dodałam już łagodnie.
– Chcieliśmy mu pomóc – wyszeptała cichutko Hermiona.
– Wiem – zapewniłam i stanęłam naprzeciwko dwójki uczniów.
– Pomoże mu pani? – spytała błagalnie dziewczyna.
– Postaram się – zapewniłam i po chwili milczenia poprosiłam, by przysłali do mnie Harry'ego.
– Mamo? – Teo nie krył zaskoczenia, przekraczając próg gabinetu ojca.
– Chodź do domu, synku – poprosiłam i otworzyłam drzwi do tajnego przejścia.
– Czy coś się stało tatusiowi? – zaniepokoił się chłopiec.
– Nie, synku. Wszystko w porządku – zapewniłam. – Twoi przyjaciele nie powiedzieli ci dlaczego chcę się z tobą widzieć?
– Przepraszali mnie jedynie, ale nie mam pojęcia za co – odparł. – Mam jakieś kłopoty?
– Nie, syneczku. – Starałam się uśmiechnąć do syna. – Przyjaciele chcieli ci pomóc, ale zabrali się do tego w niewłaściwy sposób i o mało sami nie wpadli w bardzo poważne kłopoty.
– Teoś – wykrzyknęła Asteria, rzucając się z impetem na brata, gdy tylko przekroczył próg mieszkania. – Sel, Sel to Teoś – wołała do siostry, a ja jedynie rozłożyłam bezradnie ręce.
– Udusicie go – mruknęłam, gdy próbował wyswobodzić się z uścisku sióstr.
– Się tylko witamy – prychnęła jedna z dziewczynek i chciała od razu zaciągnąć brata do ich pokoju.
– Skarby, Teo przyszedł do nas, bo muszę z nim poważnie porozmawiać – zatrzymałam je. – To bardzo ważna sprawa i chciałabym z nim porozmawiać na osobności. Później, jeśli wasz brat będzie miał chęć i jeśli nie ma innych planów możecie go poprosić o pół godziny zabawy, ale …
– Hura – wykrzyknęły i zaczęły się głośno zastanawiać w co się bawić.
– Tylko jeśli ma na to chęć – dokończyłam. – Proszę, żebyście zrozumiały, jeśli musi wracać do nauki albo innych zajęć.
– Naprawdę mógłbym chwilę zostać? – spytał z nadzieją, a dziewczynki rozradowane rzuciły mu się na szyję.
– Możesz, zawsze możesz tu przychodzić i siedzieć tak długo ile ci potrzeba – odparłam łagodnym tonem. – A teraz chodź do mojej pracowni. Musimy poważnie porozmawiać.
– Mamo, co zrobiłem? – spytał, gdy dłuższą chwilę stałam w milczeniu, przyglądając mu się.
– Och – jęknęłam, gdy wybił mnie z zamyślenia – przepraszam. – Z uśmiechem usiadłam na kanapie obok syna i przywołałam Ropuszkę, by podała nam coś do picia i przyniosła talerz z ciastkami dla Teodora. – Teo, nakryłam dziś twoich przyjaciół w szkolnym składziku z eliksirami. Po otwarciu drzwi bez odpowiedniego hasła w domu uruchamia się alarm. Tata nie nakłada na niego specjalnych barier, żeby każdy z dorosłych obecnych w zamku miał do niego w razie potrzeby dostęp. Hasło znają jedynie nieliczni, ale nieczęsto się zdarza, by ktoś inny próbował tam wejść. Dziś panna Granger i pan Weasley uznali, że pilnie potrzebują jednej pozornie niegroźnej mikstury.
– Czy oni … czy coś im grozi? Czego potrzebowali? – zaniepokoił się chłopiec.
– Eliksiru bezsennego snu – wyjaśniłam spokojnie. – Skarbie, twoi przyjaciele martwią się o ciebie, bo podobno prawie wcale nie sypiasz. – Posłałam synowi zatroskane spojrzenie. – Opowiesz mi o tym?
– Nie powinni się wtrącać – mruknął ze złością.
– Martwią się o ciebie – broniłam ich. – Synku, rozumiem jeśli nie chcesz o tym ze mną rozmawiać. Chciałabym ci jakoś pomóc, ale być może wolisz porozmawiać z kimś innym albo …
– Nic mi nie jest – przerwał mi nieco oburzony. – To nie jest ich sprawa, jak sypiam. – Westchnęłam, spoglądając na syna ze smutkiem.
– Nie musisz mi mówić o tych koszmarach, jeśli nie chcesz – odparłam spokojnie. – Być może wolisz porozmawiać z kimś innym, a jeśli nie, jeśli chcesz zatrzymać je dla siebie, rozumiem. Nie mogę jednak być obojętna na to, że słabo sypiasz.
– Śnią mi się koszmary, jak każdemu. To nic wielkiego – upierał się z zaciętością.
– Teo, jeśli jest tak jak mówi pan Weasley, to poważna sprawa. – Starałam się zachować spokój. Nie spodziewałam się, że pójdzie łatwo. Od samego początku unikał rozmów o dręczących go koszmarach, ale liczyłam, że będzie starał się chociaż trochę ułatwić mi życie. Żałowałam, że nie było teraz w domu Severusa, chociaż nie chciałam wiedzieć, jak on zareagowałby na gości w magazynku.
– W takim razie poproszę o ten eliksir. – Chłopiec spojrzał z nieco zrezygnowaną miną, ale w jego głosie wciąż można było wyczuć złość.
– To nie takie proste, synku – westchnęłam. – Eliksir niczego nie rozwiąże. Nie możesz go zażywać w nieskończoność. Tydzień, góra dziesięć dni. Może tata mógłby uwarzyć coś słabszego, ale problem nadal pozostaje nierozwiązany. Nie chcę cię zmuszać do zwierzeń z czegoś, o czym najwyraźniej nie chcesz rozmawiać, ale choćbyś miał się na mnie obrazić to i tak nie pozwolę byś nie sypiał albo o zgrozo uzależnił się od eliksirów.
– To naprawdę nic takiego – wyszeptał cichutko. – Nie chcę żeby mama się martwiła.
– Wolisz porozmawiać z tatą albo z kimś innym? – spytałam z rezygnacją.
– Nie – odparł cichutko. – Ja chciałbym, żeby on przestał mnie prześladować, żeby zostawił mnie w spokoju – krzyknął z rozpaczą i spojrzał zbolałym wzrokiem. Bez namysłu przytuliłam chłopca.
– Kto, kochanie? – spytałam z troską, ale Teodor jedynie mocno wtulił się w moje ramiona i najwyraźniej nie miał odwagi wyznać prawdy. – Teo, syneczku, czy to ma związek z twoją blizną? Czy ona cię boli?
– Boli? – zdziwił się chłopiec. – Nie mamusiu, blizna mnie nie boli. Trochę mnie swędzi czasem, ale nie boli. Powinna mnie boleć?
– Nie, kotku. – Uśmiechnęłam się nieznacznie. – Tylko twój kolega mówił, że wspominasz o bólu przez sen. – Teodor spojrzał przestraszony i z lękiem wypisanym na twarzy zarzucił ręce na mojej szyi. – Kochanie, nikt cię nie skrzywdzi, nie pozwolę – zapewniłam. – Proszę, powiedz, kto cię krzywdzi we śnie. Chcę ci pomóc.
– Wiem – wyszlochał. – Ale ja nie chcę, żeby mama się martwiła.
– Nic na to nie poradzisz – odparłam. – Teraz też się martwię i to dość poważnie.
– On … on … – zaczął się jąkać. – Jak byłem bardzo niegrzeczny albo jak on wracał do domu po pełni, to on … – Zamarłam. Przez ten cały czas byłam pewna, że to Lord Voldemort dręczy w snach mojego syna, ale najwyraźniej problem był o wiele bardziej przyziemny i wcale nie mniej poważny.
– Już nigdy cię nie skrzywdzi – zapewniłam i mocno go przycisnęłam do siebie.
– On, przypiekał mi tę bliznę różdżką. Mówił coś, że plan był inny, że ja miałem zginąć, że James był głupcem – wyznał w końcu. Przymknęłam powieki i z całej siły przytuliłam syna. Pozwoliłam mu się wypłakać, sama z trudem hamując łzy. – Gdy byłem niegrzeczny albo jak wracał nocami zły. Zawsze był zły. Kłócił się ze swoją żoną i wciąż mówił, że to przez nią jakaś Annie, nie chce z nim być, że mu ucieka i chowa się przed nim. Że jego syn go nie kocha, bo ma mnie. Wyzywał mnie i … – Teo przerwał, głośno szlochając.
– Nie skrzywdzi cię – wyszeptałam. – Nie skrzywdzi, syneczku.
– Mama może zabrać te wspomnienia? Czy mama może na mnie rzucić zaklęcie? Proszę. – Spojrzał błagalnie, a moje serce pękało na miliony kawałków.
– Nie mogę, skarbie – jęknęłam cichutko. – Przepraszam, ale nie mogę ich zabrać od ciebie. Wszystko co mogę zrobić to postarać się, żebyś nie miał więcej złych wspomnień i przysięgam, że się postaram, że zrobię wszystko byś był szczęśliwy. – Z trudem hamowałam płacz. Pogładziłam syna po policzku i otarłam strużkę łez. – Teo, kochanie, czy ta blizna boli cię podczas tych snów? – zastanowiłam się przez chwilę.
– Nie, mamusiu – odparł, ufnie przylegając do mojego boku.
– To dobrze – odetchnęłam. – Czy te koszmary dręczą cię jedynie w nocy? Przez sen? – dopytywałam.
– Tak – krzyknął. – Nie mam … kiedyś, wcześniej zdarzały mi się przywidzenia. Wydawało mi się, że widzę pana Lupina. Ale już nie, przysięgam, przysięgam, że nic takiego już nie widzę. Nie jestem nienormalny.
– Syneczku, oczywiście, że nie jesteś – przerwałam mu pospiesznie. – Po tym co przeszedłeś to całkiem normalne reakcje.
– Przysięgam, już nic takiego nie widzę i nie czuję bólu, jak mi się to śni – zapewniał.
– Wierzę ci, skarbeńku. – Pogładziłam go po ramieniu. – Pytam jedynie, żeby wiedzieć w jaki sposób ci pomóc.
– One już nie są tak często, mamo. – Starał się uśmiechnąć. – A jak spałem w domu, to prawie w ogóle ich nie miałem. Raz tylko – przyznał.
– Żałuję, że nie możemy zabrać cię teraz do domu – westchnęłam.
– Nic nie szkodzi, mamo. – Chłopiec zrobił pewną siebie minę. – Niedługo wakacje – dodał szeptem.
– Już się nie mogę doczekać – zapewniłam z rozmarzoną miną. – Syneczku, czy jesteś w stanie powiedzieć, kiedy te koszmary pojawiają się częściej? – spytałam niepewnym głosem. – Severus, tata, mówił, że w szpitalu nie spałeś najlepiej, ale później zdawało mi się było już całkiem dobrze.
– Było, mamusiu, naprawdę – przytaknął. – W szpitalu trochę się bałem – wyznał – i później niezbyt dobrze mi się spało, ale tata … jak tata przy mnie był to mijało. I później przez resztę ferii zapomniałem i było dobrze. Nawet po powrocie do szkoły. Ale on znowu do mnie napisał. Groził mi, że mnie zabierze do Holandii i przypominał o tym co ze mną robił. Nie chciałem czytać tych listów, bo wiedziałem, że ani mama, ani tata nie pozwolicie, żeby on mnie zabrał, ale coś mnie zmuszało, żeby je czytać. On grozi …
– Syneczku – jęknęłam i przyciągnęłam ponownie chłopca. – Jak często do ciebie pisze? Masz te listy?
– Spaliłem, zawsze je paliłem, ale te sny i tak do mnie przychodziły. Wszystko o czym pisał – zaszlochał.
– Zajmę się tym – obiecałam, całując syna w czoło. – Przysięgam ci, że jeśli Lupin napisze do ciebie jeszcze jeden list, wszystko, każde słowo odbije się w niego. Podejrzewam, że używa jakiegoś zaklęcia, ale nie ma takiego, którego nie potrafię złamać.
– Nie chcę ich czytać – zapłakał chłopiec. – Tych listów. Ja próbowałem ich nie otwierać, ale to się działo samo, gdy tylko byłem sam.
– Teo, jeśli przyjdzie do ciebie kolejny postaraj się go oddać mnie albo tacie, zanim się otworzy, dobrze? – Chłopiec gorliwie przytaknął. – Te koszmary są wynikiem uroku, nie wiem dokładnie jakiego, dlatego nie mogę rzucić na ciebie przeciwzaklęcia, ale jeśli zobaczę list będzie to dość jasne. Poproszę też tatę, żeby obserwował cię podczas posiłków, gdy przychodzi poczta. Domyślam się, że Lupin korzysta ze swojej sowy. Twoja sowa nie dostarczyłaby ci listu z klątwą. – Teodor ponownie pokiwał głową. – Tata może zastopować dyskretnie jego otwarcie.
– I nie będzie mi się już śniło? – spytał z nadzieją.
– Mam nadzieję, że nie. – Odetchnęłam głęboko. – Ale proszę, jeśli te koszmary nadal będą cię dręczyły, przyjdź z tym do mnie albo do taty.
– Obiecuję. – Chłopiec spojrzał przepraszająco. – Niech się mama nie martwi, dobrze?
– Nie ma szans – odparłam cichutko. – Zawsze będę się o ciebie martwić i … tak mi przykro, syneczku. Tak bardzo chciałabym zabrać od ciebie te wspomnienia, wymazać wszystko co było złe …
– Wiem – odparł słabym głosem. – Wiem, że nie można, ale ja jestem naprawdę szczęśliwy, mamusiu.
– Jesteś? – spytałam z nadzieją.
– Myślę, że nie ma drugiego tak szczęśliwego chłopca na świecie. – Teodor uśmiechnął się promiennie. – Kocham cię, mamusiu – wyszeptał mi do ucha, gdy mocno go tuliłam.
– Ja ciebie też kocham, najbardziej na świecie – wyznałam i westchnęłam teatralnie, wskazując mu na przeszklone drzwi, przed którymi nerwowo krążyły bliźniaczki. – Tęsknią za tobą – odpowiedziałam na nieme pytanie. – Wciąż o ciebie pytają i chyba nie do końca wiedzą dlaczego nie możesz ich częściej odwiedzać.
– Są jeszcze małe, mamo – odparł z powagą. – Lubię się z nimi bawić.
– Zauważyłam – odpowiedziałam z ironią. – Boisz się ich, przyznaj. – Zrobiłam rozbawioną minę.
– Są dość … – zawahał się – przebiegłe, jak na swój wiek.
– Wiesz, że nie musisz im ulegać, kiedy namawiają cię do jakichś psot? – Spojrzałam z uwagą na syna.
– Wiem – wyszeptał cichutko.
– Teo, czy one namawiały cię kiedyś do czegoś, czego nie chciałeś zrobić? – spytałam poważnie.
– Nie – odparł gorliwie. – To znaczy, tak, nie … ja … bo … – Roześmiałam się, widząc zmieszanie syna.
– Namawiają cię do złego, ale nie zawsze masz chęć odmówić, zgadza się? – Uśmiechnęłam się wdzięcznie do chłopca, a ten nieśmiało pokiwał głową. – Skarbie, jeszcze się nie zdarzyło, żeby któraś z nich przeskrobała coś poważnego. Mimo wszystko są dość rozsądne i często hamują jedna drugą. Obiecuję, że nic złego cię nie spotka nawet jeśli razem coś spsocicie. Wierzę, że wiesz, kiedy należy przerwać ich zabawę.
– Oczywiście – zapewnił. – Nie pozwolę, by zrobiły krzywdę sobie albo komuś.
– Chcesz się z nimi pobawić? – spytałam łagodnie na co z uśmiechem przytaknął. – Ale później prosto do biblioteki i do lekcji, dobrze?
– Co mam powiedzieć Hermionie i Ronowi? – Teodor zatrzymał się tuż przed drzwiami.
– Jak dużo wiedzą o Lupinie? – spytałam zamyślona.
– Wiedzą, że mnie nienawidzi – mruknął pod nosem. – Że niezbyt dobrze mnie traktował.
– To może spróbuj powiedzieć im chociaż część prawdy – westchnęłam. – Martwią się o ciebie. Zaryzykowali wydaleniem ze szkoły i poważną karą.
– Czy mama powie tacie, że ich tam nakryła? – spytał niepewnie.
– Powiem, muszę. Muszę też wspomnieć o tych listach, żeby miał oko na ciebie.
– Coś im grozi? – Chłopiec nerwowo przygryzł wargę.
– Postaram się, żeby nie spotkało ich nic strasznego. – Skrzywiłam się. – Synku, musisz zrozumieć, że to co zrobili twoi przyjaciele, chociaż ich zamiary były szlachetne, było poważnym naruszeniem. I nie mówię tu tylko o włamaniu, ale o zamiarze podania innemu uczniowi eliksiru. Podejrzewam, że tata zada im coś na temat jego wrzenia. Zwykle staram się nie wtrącać w jego metody.
– Ale nie wyrzuci ich? – Teodor mocno się zmartwił.
– Nie, to ci mogę zapewnić – obiecałam. – Podejrzewam, że będzie to coś, co nie przykuje uwagi dyrektora i profesor McGonagall. Nie sądzę, byś musiał martwić się o przyjaciół. A jeśli chodzi o to, co im powiedzieć, to możesz przyznać, że to przez listy masz te koszmary i że ci pomagam. Możesz nic nie mówić. Nie masz obowiązku zwierzania się komukolwiek, a twoi przyjaciele powinni to zrozumieć.
– Należy im się prawda – wyszeptał, przygryzając wargę.
– Zgadzam się z tobą i … przykro mi, że nie o wszystkim możesz im powiedzieć.
– Myśli mama, że jak już im powiem, to nadal będą chcieli być moimi przyjaciółmi? – spytał niepewnym głosem.
– Jestem pewna, że to niczego nie zmieni w waszej przyjaźni. Naprawdę się o ciebie martwią i zależy im na tobie. – Uśmiechnęłam się pokrzepiająco i mocno uścisnęłam syna, zanim ten poszedł pobawić się z siostrami.
.: :.
Kolejne tygodnie upłynęły mi na dalszych badaniach nad Merlinem. Dość szybko udało nam się przechwycić kolejny list od Lupina do Teodora i bez problemów zdjęłam klątwę z syna. Dzięki pomocy profesora Davisa udało nam się zakląć wiadomości od wilkołaka w taki sposób, by urok odbijał się teraz na nim. Obawialiśmy się, że Remus może się wszystkiego domyśleć, ale z pomocą przyszedł nam Syriusz, który sam zaproponował napisanie listu do dawnego przyjaciela, ostrzegając go, że jeśli nie da spokoju jego chrześniakowi spotka go o wiele gorsza kara. Severus, ku mojemu i Teodora zaskoczeniu, był mocno wyrozumiały dla panny Granger i pana Weasleya. Nie byłam pewna, czy to z wdzięczności za troskę o Teodora, czy może robił się miękki na starość, a możliwe, że po prostu trafiły do niego w końcu moje tyrady i zaczął w nieco bardziej pedagogiczny sposób podchodzić do uczniów, bo kara jaką im wymierzył przypominała jedną z tych, które dostawały zwykle dziewczynki. Uczniowie mieli napisać prace na temat eliksirów nasennych, a na koniec wspólnie przygotowali zapas eliksiru bezsennego snu.
– Amelia? – Zdziwiona powitałam przyjaciółkę w swoim biurze w wydawnictwie. – Coś się stało?
– Nie – prychnęła. – Tylko mam to, a nie bardzo wiem, czy mogę to wnieść do Hogwartu. Severus powiedział mi, że dziś pracujesz. W sobotę? – dodała oburzona.
– Taaa – jęknęłam i gestem wskazałam na stos piętrzących się pergaminów. – Muszę to wszystko podpisać w trybie natychmiastowym. Ojciec od miesiąca suszy mi głowę za bałagan w papierach – burknęłam z odrazą. – Myślę, że już bardziej zły nie będzie, jeśli to poczeka jeszcze kilka godzin. – Posłałam przyjaciółce niewinne spojrzenie.
– Tylko mu nie mów, że to ja cię odciągam od tego jakże pasjonującego zajęcia – odparła Black i ochoczo rozsiadła się na kanapie, nalewając kawę do filiżanek.
– To co tam dla mnie masz? – Wyciągnęłam szyję, by zajrzeć koleżance do torebki.
– O nie, nie, nie – zaprotestowała Amelia. – Najpierw kawa i ploteczki, a dopiero później prezenty. Jak dam ci to teraz to stracę cię na resztę dnia. Chociaż, jak patrzę na ten stos to nie jestem pewna czy powinnam odrywać cię od pracy.
– To tylko pensje pracowników do podpisania – prychnęłam lekceważąco, wywracając oczami.
– I ci biedni ludzie nie dostaną kasy, jak tego nie podpiszesz? – zdziwiła się.
– Obijają się, więc i ja się mogę poobijać – mruknęłam.
– Ej, idą wakacje … będą chcieli zabrać gdzieś swoje dzie...
– Amelia – przerwałam jej ze śmiechem – żadna pensja nie zostanie wstrzymana, przysięgam – zapewniłam. – Papiery do banku podpisuję na bieżąco.
– Już się wystraszyłam, że jakieś złe moce cię dopadły. – Wyraźnie odetchnęła. – To na pewno nic ważnego? – upewniła się.
– Nic co nie może poczekać jeszcze kilku chwil. Czeka już tak długo …
– Sol – zganiła mnie.
– Daj spokój, żartuję – zaśmiałam się.
– Spotkałam się z Emilem – zaczęła, rozglądając się nerwowo po biurze.
– Amelia – zganiłam ją.
– Ej, tyko się spotkaliśmy i to przypadkiem – zaoponowała. – Przysięgam – dodała, widząc zwątpienie w moich oczach.
– Już ci mówiłam, że to nie moje sprawy, chociaż jestem trochę zła, że go wtedy do mnie przysłałaś – odparłam, udając obojętną minę.
– Było mi go żal – jęknęła ze skruchą.
– Amelia – wykrzyknęłam – nie możesz przysyłać do mnie ludzi, żebym stosowała na nich nielegalne czary, tylko dlatego, że ci ich żal.
– Wiem, ale przecież to Emil i nie powiedziałam mu po co ma iść, tylko że ma iść do ciebie. Sam wiedział zresztą, że Severus nie ma znaku – burknęła pod nosem.
– A nie wpadłaś na to, że być może Sev wcale go nie miał? – spytałam z pretensją.
– Ale przecież …
– Nie każdemu Sama-Wiesz-Kto wypalał znamię – wyjaśniłam. – Nieważne. – Machnęłam ręką, dając znać, że nie chcę o tym rozmawiać. – Co u niego? Dali mu spokój w Biurze Aurorów?
– Właściwie … to z innego powodu go tam wezwali. – Bones zrobiła niewinną minę. – Widziałam tylko wezwanie do niego. Nie mogłam sprawdzać czego dokładnie od niego chcą. Nie moja wina, że on ciągle kręci się w podejrzanych miejscach. No … ktoś mu ukradł sakiewkę ze złotem jakiś czas temu i w tej sprawie go wzywali. – Wybuchnęłam gromkim śmiechem.
– I sam na to nie wpadł? – zaśmiewałam się.
– No nie – mruknęła i po chwili sama zaczęła się śmiać. – Jak ktoś ma za uszami tyle co Mulciber to wcale nie dziwne, że trzęsie portkami przy każdym zainteresowaniu przez aurorów. Dziwię się, że w ogóle zgłosił tę kradzież. – Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a Black spoglądała na mnie z coraz większym politowaniem. – Z czego tak rżysz, na Merlina. Z tego, że ktoś go okradł?
– Nie ktoś, tylko pewnie jedna z jego … – ugryzłam się w język i spojrzałam przepraszająco na przyjaciółkę – panienek – dodałam cicho.
– Śmiało, poużywaj sobie na mnie. Nie krępuj się – prychnęła zdegustowana.
– Sama jesteś sobie winna i nie zaczynaj kłótni – odburknęłam. – Śmieję się, że w końcu oberwało się Emilowi. Zawsze sypiał i zadawał się z kim popadnie. I nie mówię tutaj o tobie – podkreśliłam. – Szkoda, że nie widziałaś go tamtego dnia. Wyglądał tak żałośnie, że byłam gotowa pomóc mu od razu. – Nie wytrzymałam i ponownie wybuchnęłam śmiechem, ale tym razem przyjaciółka dołączyła do mnie. – To co tam masz? – spytałam po dłuższej wymianie plotek.
– Obiecaj, że zanim zaczniesz to oglądać, najpierw skończysz wszystko podpisywać. – Black posłała wymowne spojrzenie na stosik piętrzących się papierów.
– Obiecuję – uroczyście uniosłam dwa palce.
– W takim razie pokażę ci, a później odeślę to do twojego domu – odparła z przekorną miną.
– Niech ci będzie … O Merlinie, skąd go masz? Okradłaś Malfoyów? – zdziwiłam się na widok portretu Morgan.
– Nie mam pojęcia co widzisz w tym kiczowatym obrazku, ale znalazłam go u Syriusza w domu na strychu – odrzekła. – Ciągle biadoliłaś o tym obrazie z ich biblioteki i mi się przypomniało, że widziałam coś podobnego u Blacków, jak sprzątaliśmy dom. Ej, obiecałaś się nie przyglądać …
– Spójrz … – Pochyliłam się nad płótnem.
– Nie – krzyknęła Amelia i przy pomocy zaklęcia odesłała portret do naszego domu.
– Świnia – mruknęłam i z rezygnacją spojrzałam na czekającą robotę.
– Nie chcę mieć później problemów z twoim teściem. – Zaśmiała się, widząc złość na mojej twarzy. – Mam dla ciebie coś jeszcze – dodała już poważnym tonem. – Miałam z tym zaczekać i dać wam wieczorem, tobie i Severusowi, ale raczej nie wpadniemy dziś na kolację z Syriuszem, a i ty będziesz pewnie ślęczeć nad tym obrazkiem. – Amelia odetchnęła głęboko i wręczyła mi zwinięty pergamin.
– Jak? Amelia … to … Merlinie, dziękuję. – Nie kryłam zdumienia. – Skąd wiedziałaś? Jakim cudem ci się to udało? – Mocno ścisnęłam trzymany dokument i po chwili z całej siły przyciągnęłam przyjaciółkę. – Jak ci się odwdzięczę? – wyszeptałam. – Bałam się, że Dumbledore będzie chciał jakoś zaszkodzić Severusowi już zgładzeniu Sama-Wiesz-Kogo. Merlinie, z tym nic mu nie zrobią. Nie zrobią, prawda?
– Nie, Sol – zapewniła. – Myślałam o tym od dawna – wyznała. – Właściwie od chwili, gdy wyszły na jaw przestępstwa Dumbledore'a. Nie było to aż takie trudne. Wbrew pozorom w Wizengamocie ma sporo przeciwników. Zdobyłam zeznanie Evans, które było najbardziej istotne. Bill Weasley, pan Artur, pani Vance, Syriusz, ale to chyba oczywiste, pani Longbottom, Minerwa McGonagall, Flitwick. Sporo członków Zakonu Feniksa złożyło zeznanie pod przysięgą tajności. Nikt nie może nikomu powiedzieć, że coś takiego zeznał, więc Dumbledore się nie dowie, że coś knujecie, a w razie gdyby próbował później zrobić z Severusa jednego ze śmierciożerców wpadnie we własne sidła. Chociaż jak znam twojego męża, pożegnamy pana dyrektora na wieki wieków już niebawem.
– Bill ma mu dostarczyć bardzo ważne informacje na temat naszej skrytki – wyznałam. – Amelia, jak ci się za to odwdzięczę?
– Przestań, Sol – westchnęła. – Twój mąż nie robił nic złego, wręcz przeciwnie. Ten stary głupiec wciągnął go do tego podstępem to raz, a dwa, to przecież to wszystko prawda. Szpiegował dla Zakonu, zawsze był po dobrej stronie. Solem, ja naprawdę lubię Severusa. To porządny facet. Mimo naszych ciągłych kłótni traktuję go jak rodzinę, jak przyjaciela. Jest, gdy go potrzebuję i zawsze wie co ma powiedzieć i … jesteśmy rodziną.
– Dziękuję – wyszeptałam wzruszona.
Byłam wdzięczna przyjaciółce, że sama zadbała o bezpieczeństwo mojej rodziny. Nigdy o nic podobnego nie śmiałam nawet prosić, chociaż sytuacja Severusa spędzała mi sen z powiek. Obawiałam się, że jeśli zaszkodzimy dyrektorowi on w końcu zemści się i wyda mojego męża jako zdrajcę, a nie, pomimo przysięgi, będzie bronił jako szpiega Zakonu. Albus Dumbledore był bezwzględnym człowiekiem i byłam przekonana, że nic go nie powstrzyma, jeśli będzie próbował się na nas mścić. Ulżyło mi i poczułam nowy przypływ sił. Chciałam od razu lecieć do domu oglądać portret Morgan, ale kątem oka dostrzegłam uśmiechające się dokumenty i z cichym westchnieniem usiadłam za biurkiem.
Kolejny rozdział: „Teodor, Harry, Terry"
