ROZDZIAŁ 49

Teodor, Harry, Terry

Solem

– Pamiętasz mnie jeszcze? – Severus z krzywym uśmieszkiem wetknął głowę do mojego gabinetu w domu.

– Sev? – zdziwiłam się.

– Pamiętasz moje imię – stwierdził. – Czyli nie jest najgorzej. Pamiętasz, że masz rodzinę? Dzieci? Że trzeba czasem się przespać? Coś zjeść? – wypytywał, nie szczędząc mi sarkazmu, ale w jego głosie z każdym słowem zaczynała przeważać troska.

– Która godzina? – Spojrzałam na niego przestraszona.

– Pierwsza – westchnął.

– O bogowie – jęknęłam. – Przepraszam. Siedziałam w pracy do późna, w czasie lunchu przyszła Amelia i przyniosła mi to, ale musiałam dokończyć robotę. Chciałam przed kolacją tutaj wpaść obejrzeć tylko to szybciutko i … przepraszam.

– Martwiłem się. – Podszedł do sztalugi, na której ustawiony był portret Morgan. – Zamknęłaś sieć fiuu – dodał z pretensją.

Przymknęłam powieki, przeklinając pod nosem.

– Nie zamknęłam, tylko w ogóle nie otworzyłam. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem i zrobiłam sobie spacer z biura do domu – wytłumaczyłam się. – Kochanie … przepraszam. Co w domu?

– Powiedziałem dziewczynkom, że masz sporo pracy i chciałaś dziś wszystko skończyć, żeby mieć jutro cały dzień dla nich – odparł z krzywym uśmiechem, wciąż przyglądając się badanemu przeze mnie obrazowi. – Byłaś u Malfoyów?

– Nie. – Pokręciłam głową i spojrzałam na męża z ukosa. – To prezent od Amelii. Znalazła go na strychu w domu rodzinnym Syriusza – dodałam, uprzedzając pytanie.

– Podobny – mruknął zaskoczony. – To kopia? – Zaprzeczyłam ruchem głowy.

– Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, ale to jest prawie taki sam obraz – odpowiedziałam. – Muszę zobaczyć ten u Malfoyów. Wydaje mi się, że ten namalowany jest przez kogoś innego. Różni je też jeden z fragmentów misy, ale możliwe, że ja coś pomyliłam przy próbie jej odtworzenia.

– Myślisz, że to jakaś wskazówka?

– Tak – odparłam cichutko, a Severus pociągnął mnie do salonu. Przywołał skrzatkę i nakazał podanie herbaty i kilku kanapek.

– Nie jadałaś kolacji – wyjaśnił z uśmiechem i lekko musnął moją skroń. – Jedz i opowiadaj mi wszystko do czego doszłaś. Ostatnio prawie nic nie mówiłaś tylko ślęczałaś nad książkami i obrazkami.

– Wszystko co wiem to jedynie przypuszczenia, Sev – westchnęłam. – Nic nie wiem na pewno.

– Minęło troszkę czasu od śmierci Merlina – prychnął i zachęcił mnie do mówienia.

– Merlin był jednym z największych czarodziejów w ogóle, to wiemy na pewno – zaczęłam. – Według tego co mi przekazałeś musimy odnaleźć jego różdżkę, laskę, bo tego używał do kumulowania i wydobywania mocy. Większość modyfikacji starożytnych czarów, ale też tych, których używamy dziś, to jego zasługa i podejrzewam, że on był pierwszym, który podzielił duszę, dlatego to właśnie jego broni potrzebujemy do niszczenia horkruksów.

– Skąd ten wniosek? – spytał, marszcząc brwi.

– Według kilku legend, Merlin zmienił się i uzyskał większą moc po tym, jak zabił ludzi, którzy byli odpowiedzialni za śmierć jego ukochanej – wyjaśniłam swój tok rozumowania. – Podejrzewam, że nie dzielił duszy z rozmysłem, a nieśmiertelność nie była jego celem. Chciał pomścić śmierć swojej wybranki, ale jednocześnie reprezentował siły dobra, dlatego jego dusza nie mogła poradzić sobie z zabójstwem. Nie chciał tworzyć horkruksów, więc siłą rzeczy nie skierował duszy do innego naczynia tylko zamykał ją w swojej lasce. – Bezwiednie zaczęłam szkicować broń Merlina w leżącym na stoliku notatniku.

– Sugerujesz, że Merlin gdzieś żyje? – Severus spojrzał zaskoczony na szkicowany rysunek.

– Nie. Jego celem nigdy nie była nieśmiertelność. Wierzył, że po śmierci odnajdzie szczęście i spokój, i do tego dążył. Nie jestem pewna, czy go zaznał, bo pomimo … wiem, że to pokręcone, ale ja w to naprawdę wierzę … że te części jego duszy przetrwały w jego różdżce, pomimo tego, że on sam nie żyje. Myślę, że Merlin potrafił odwrócić zło, zwrócić je przeciwko sobie. Dzięki swojej mocy i niezwykłej białej magii, jaką potrafił się posługiwać, to co zrobił w swoim życiu wbrew prawom natury potrafił przemianować w broń przeciwko podobnemu złu. Rozumiesz?

– Mniej więcej – odparł niezbyt pewnie. – Sugerujesz, że stworzył horkruksy zupełnie nieświadomie, ale gdy zorientował się czego dokonał uczynił z nich broń przeciwko nieśmiertelności?

– Coś w tym stylu. – Uśmiechnęłam się do męża, podając mu rysunek.

– Co to jest? – spytał. – Tego szukamy?

– Nie do końca – wyjaśniłam. – Zdaje mi się, że tak wyglądała laska Merlina, wciąż coś mnie zmusza do rysowania tego. Jutro ci pokażę więcej.

– Co się z nią stało? – Przyjrzał się obrazkowi. – Dobrze, że mamy krótsze. Ciężko ją ukryć w rękawie – mruknął pod nosem.

– Nie jestem pewna, co dokładnie się z nią stało, ale wiem, że po jego śmierci została podzielona na części, tak zresztą wynika też z tych starodruków, które ty badałeś – wyjaśniałam.

– Dobra, mów dalej – zachęcił, odkładając rysunek.

– Morgan, o której wciąż mowa w legendach arturiańskich jest jeszcze bardziej tajemniczą postacią niż Merlin – kontynuowała nalewając sobie herbaty. – Każda opowieść o niej przedstawia ją inaczej.

– Masz jakąś teorię na jej temat – stwierdził Severus.

– W istocie – mruknęłam. – Uważam, że Morgan to Pani Jezior, jedyna prawdziwa przyjaciółka i bratnia dusza Merlina. Przedstawiana jest w różny sposób, bo w różny sposób się ukazywała. To ona jest na tych obrazach i to ona jest odpowiedzialna za ukrycie i podzielenie laski Merlina. Nie jestem pewna, dlaczego to zrobiła. Podejrzewam, że moc w niej zaklęta była zbyt silna i zbyt kusząca. Merlin chciał obrócić zło w dobro, ale równie dobrze można było czynić nią jeszcze więcej zła, no i była kluczem do nieśmiertelności.

– Znalazłaś jakieś wskazówki? – spytał z nadzieją.

– Owszem, tak mi się wydaje. Wszystko to tylko moje przypuszczenia, nie ma nic pewnego.

– Domyślam się – westchnął i lekko przyciągnął mnie do ramienia. – Chcę jednak posłuchać.

– Laska Merlina została połączona w jedność z laską Morgan, Pani Jeziora. – Ułożyłam się wygodniej na kanapie. – Chciała w ten sposób zamknąć w niej białą magię i podejrzewam, że jej się udało, chociaż ona sama nie była tego pewna, dlatego podzieliła ją na dziesięć, jak mniemam, części. Portal, o którym czytałeś w starodrukach nie jest prawdziwym portalem międzywymiarowym. Według wszelkich źródeł i logiki nie istnieje coś takiego. Myślę, że jeśli wejdzie się w niego w odpowiedni sposób, to jest to miejsce wywołujące coś w rodzaju mirażu, transu. Nie wiem, może wytwarza halucynacje albo jakieś wizje. Niemniej w mniemaniu osoby znajdującej się w tym portalu wszystko dzieje się w innych wymiarach. Możliwe, że nawet czas rzeczywisty zostaje nagięty, nie wiem. Muszę to jeszcze zbadać.

– Co dają te wizje? – spytał z zainteresowaniem. – Wskazują miejsca poszczególnych części?

– Obawiam się, że to nie takie proste. Żeby móc dostać się w ten portal, żeby klątwa wywołująca te wizje zadziałała trzeba spełnić odpowiednie warunki. Dwoje ludzi musi w niego wejść jednocześnie, dwoje sobie bliskich, przyjaciół, druhów, dwoje sobie szczerze oddanych, kobieta i mężczyzna. Dwoje posiadających jeden cel, naprawić zło czynione przez czarną magię.

– To z kobietą i mężczyzną wymyśliłaś, prawda? – Posłał mi sceptyczne spojrzenie.

– Nie. – Pokręciłam głową. – Kobieta ma symbolizować Panią Jezior, mężczyzna – Merlina. Tylko w taki sposób można otrzymać części laski. Mężczyzna chwyta jedną, kobieta drugą. Biel i czerń. Chociaż myślę, że biel w tym przypadku to mężczyzna.

– Niech ci będzie – burknął. – Czyli wejdziemy razem w ten portal, wypowiemy zaklęcie czy co tam trzeba i już? – zdziwił się.

– Jasne – prychnęłam. – Dziesięć części, dziesięć miraży, dziesięć wizji, dziesięć zadań.

– Zadań? Co mam niby robić? Coś jak czyszczenie stajni Augiasza? – zadrwił.

– Coś w tym stylu – zaśmiałam się. – Nie wiem dokładnie co nas tam czeka. W tych książkach od Amelii znalazłam informacje o portalu i kilka sugestii, a jeśli się nie mylę te obrazy też zawierają wskazówki. Według książek na wyprawę można zabrać swoją broń, ale można z niej korzystać tylko do pomocy, nie do walki i coś, co towarzyszy nam przez całe życie, co dawało i daje nam radość. W portalu, podczas wizji, spotkamy przyjaciół i wrogów z dzieciństwa. Nie każdy przyjaciel okaże się kumplem, a nie każdy wróg chce twej zguby. Morgan nakazuje kierować się wspomnieniami, a nie siłą. Mądrością, ale niekoniecznie tą życiową. W jej słowach o śmierci Merlina, wciąż przewija się dziecięce szczęście. Nakazuje pamiętać, co wywoływało uśmiech i co uczyniło nas mądrzejszymi. Każe pamiętać o dziecięcych wędrówkach, o przygodach z młodych lat. Nie pamiętam dokładnych słów, ale było tam coś w stylu: przypomnij sobie ich ciepło i zapach, drżenie w sercu i obraz ze snów na jawie. Jak krok po kroku wysysałeś ich życie, jak ich życie stawało się twoim. Uczynili z ciebie herosa, boga albo nimfę, sam mogłeś wybrać kim chcesz się stać. Zamknij oczy i śnij, zostań słowem, nie żyj, ale śnij, pomóż odnaleźć czego im brak, a w zamian otrzymasz czarodziejski dar.

– Ta Pani Jezior czy tam Morgan, ona jest duchem? – spytał nagle.

– Tak mi się wydaje. Sev, musimy trochę zaryzykować, nie mam pojęcia co nas tam czeka, a nie sądzę byśmy mieli więcej niż jedną próbę wejścia w portal. Morgan, to dobry duch. Nie skrzywdzi nas, nawet, jeśli nam się nie powiedzie.

– Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam wrócić stamtąd z całą męską częścią tej laski – odparł z nonszalancją. – Wspomniałaś coś wcześniej o wskazówkach na obrazie.

– Obrazach – poprawiłam go. – Potrzebuję obrazu Malfoyów, żeby to dokładnie sprawdzić. W Hogwarcie mam książkę, w której jest jego zdjęcie. Muszę je porównać.

– Malfoyowie mają do ciebie słabość, lubią cię oboje – burknął pod nosem. – Jestem pewien, że jeśli poprosisz, pożyczą ci go.

– Chciałam uniknąć zwracania uwagi na moje zbyt duże zainteresowanie tym tematem, ale chyba tak zrobię. – Z trudem stłumiłam ziewnięcie.

– Nie powiedziałaś jeszcze o wskazówkach. – Severus spojrzał z troską. – Jutro?

– Nie, dam radę – zaśmiałam się. – Pamiętasz te ryciny w książkach od Amelii?

– Każda różniła się w jednej z książek – przypomniał.

– Te różnice wskazywały zdania w tekście, których nie było w innych tomach – wyjaśniłam. – To stąd wiem o tym co nas czeka za portalem. Są sprytnie wplecione w tekst i gdybyś czytał każdą z osobna nie zwróciłbyś na to uwagi, ale połączone dają te wskazówki, o których mówiłam. Jeśli dobrze pamiętam, obraz Malfoyów różni się od obrazu Blacków jednym z kawałków misy. Możliwe, że jest więcej różnic. Muszę je porównać – jęknęłam.

– Zostawmy to na razie i wracajmy do domu. – Przyciągnął mnie do siebie i ucałował w skroń. – Musisz odpocząć.

– Tylko troszkę – odetchnęłam głęboko, a łzy zmęczenia pojawiły mi się w oczach.

– Dobra robota, kochanie – pochwalił mnie i przytulił z całej siły.

– Mam coś dla ciebie. – Oderwałam się od jego ramion i z uśmiechem wręczyłam pergamin od Amelii.

– Może przestanę jej dokuczać przez jakiś czas – mruknął pod nosem.

– Sev – zganiłam go.

– Przepraszam – zreflektował się. – To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Prosiłaś ją o to?

– Nie, sama to załatwiła, sama z siebie – wyznałam.

– Możesz być pewna, że jej tego nie zapomnę – zapewnił. – I obiecuję, podziękuję jej osobiście.

– Dziękuję – szepnęłam i ucałowałam go z czułością w usta.

.: :.

Teodor

Byłem mocno zaniepokojony tym co usłyszałem od bliźniaków i Rona. Nie podobało mi się, że dyrektor próbował szpiegować moich rodziców. Bałem się, że jeśli Dumbledore domyśli się, że Snape'owie znają prawdę na temat mojego pochodzenia zabierze mnie od nich na zawsze. Starałem się ukrywać swój lęk i nawet stałem się bardziej arogancki na lekcjach eliksirów co początkowo mocno zaskoczyło ojca, ale z czasem chyba domyślił się o co chodziło i nawet nie wspominał o tym, gdy byliśmy sami. Raz pozwoliłem sobie na kłótnie z Leen, a i mamie się oberwało, gdy próbowała się wtrącić w moją pracę domową, którą odrabiałem w bibliotece. Hermiona, która wówczas siedziała przy stoliku obok posłała mi tak karcące spojrzenie, gdy warknąłem na kobietę, że poczułem, jak od stóp do głów zalewa mnie rumieniec i chciałem natychmiast rzucić się na szyję Solem i błagać o przebaczenie. Na szczęście mama była wyrozumiała i z uśmiechem powiedziała, że w razie, gdybym miał jakieś wątpliwości na temat zaklęć naprawczych, ona jeszcze jakiś czas będzie siedziała w bibliotece.

Przeczytałem pracę jeszcze raz i dopiero wówczas domyśliłem się, że mama starała się zwrócić moją uwagą na braki w eseju. Miałem opisać dwadzieścia zaklęć naprawczych, a wciąż brakowało mi trzech. Odetchnąłem głęboko i kierowałem się właśnie do matki, ale ta kompletnie nie zwracała na mnie uwagi pogrążona w korepetycjach z Terrym Bottem. Zatrzęsło mną w środku i czułem nieodpartą ochotę, by przyłożyć Puchonowi. Byłem zazdrosny tym bardziej, że wiedziałem o prawdziwym pochodzeniu chłopca i przez dłuższą chwilę zastanawiałem się ile Terry wiedział. Wpatrywałem się w nieco zażenowanego obecnością żony profesora kolegę i poczułem palący wstyd. Ani Solem Snape, ani Severus nie byli moją własnością. Okazywali mi troskę i czułość na każdym kroku i jako rodzicom nie mogłem im nic zarzucić. Byli idealni pod każdym względem, a mimo to poczułem ukłucie żalu, że mama pomagała komuś innemu. Zastanawiałem się, czy rozmawiała z Terrym tak jak ze mną, czy otaczała go troską, a może nawet potajemnie przekazywała mu wiadomości od Lily? Zbliżały się wakacje i Bott miał udać się do miejsca, gdzie otoczony był przez ludzi, którzy nienawidzili go tak, jak mnie nienawidził Lupin. Zrobiło mi się żal kolegi i w duchu, pomimo całej obojętności dla Lily, miałem nadzieję, że uda im się dojść do porozumienia. Nigdy specjalnie się nie przyjaźniliśmy, ale Terry wyglądał na porządnego chłopaka, a do tego był synem mężczyzny, który poświęcił swoje życie dla ratowania mojego. Z każdą kolejną myślą czułem coraz większy wstyd. Przez ostatnie pół roku nawet ułamka myśli nie poświęciłem temu chłopcu. A przecież był tak samo skrzywdzony, jak ja. Możliwe, że cała ta maskarada była tylko po to, by chronić jego, ale w ostatecznym rozrachunku, przecież i on miał stać się narzędziem w rękach dyrektora Dumbledore'a.

Terry Bott, czy może Harry Potter nie miał tyle szczęścia co ja. Jego ojciec zginął, poświęcając swe życie dla dobra sprawy, chroniąc nas obu, a matce zawsze brakowało odwagi. Zarówno, by postawić się Dumbledore'owi, jak też później, by chronić mnie i siebie przed Lupinem. Teraz też robiła tylko to, co nakazywali jej rodzice albo Syriusz. Była słaba, a w najbliższym czasie miała przejąć całkowitą kontrolę nad tym chłopcem. Nie miałem wątpliwości, że Lily będzie się starała dobrze opiekować swoim synem, ale nie byłem już taki pewien, jak dobrze jej to wyjdzie. Początkowo miałem szczerą nadzieję, że już po wszystkim więcej jej nie zobaczę, że może gdzieś wyjedzie razem z Harrym i nigdy nie wróci, ale teraz kiedy spoglądałem z coraz większym współczuciem na małego, zaniedbanego Puchona, zaczynałem nabierać przekonania, że chciałbym im jakoś pomóc. Smutno było patrzeć na swoje odbicie w chłopcu, który teraz pokornie wysłuchiwał wszystkich uwag mojej matki.

– Powinieneś podejść i przeprosić, Harry. – Z zamyślenia wyrwała mnie Hermiona i dopiero po chwili zorientowałem się, że przez cały czas wpatrywałem się w Solem i Terry'ego.

– Wiem – mruknąłem, wywracając oczami. – Masz już skończoną całą pracę? – spytałem z krzywą miną.

– Oczywiście – prychnęła dziewczyna. – Pani Snape pokazała mi jeszcze kilka, których nie ma w standardowych podręcznikach. Nie opisałam ich wszystkich w eseju, bo byłoby to zbyt wiele, ale muszę przyznać, że kusi mnie teraz, żeby poprosić profesora Flitwicka o dodatkową pracę. Może pani Snape zgodziłaby się pokazać mi ich więcej. Jest naprawdę świetna z zaklęć. Śmiała się, że jeszcze w czasie jej studiów, gdy wszystkie pieniądze jakie zarabiali z profesorem szły na utrzymanie, musiała często coś naprawiać. Byłam zaskoczona, kiedy tłumaczyła mi w jaki sposób modyfikować czary. Jak pewnie wiesz, czary naprawcze są różne w zależności od przeznaczenia. – Wywróciłem w duchu oczami, ale udawałem, że słucham z zainteresowaniem. – Pani Snape, pokazała mi równanie, dzięki któremu można zmodyfikować zaklęcie do naprawy mugolskiego sprzętu. Do tej pory myślałam, że to niewykonalne. Idź i przeproś, panią Snape. Chciała ci jedynie pomóc, a dobrze wie, że większość uczniów boi się podejść i spytać, gdy ma jakiś problem. Chociaż nawet pani Pince zachęca, by z problemami udawać się do niej, gdy jest w bibliotece. Raz chcia...

– Pójdę przeprosić – przerwałem jej pospiesznie i podreptałem ze spuszczoną głową do matki.

Pani Snape oderwała się od notatek Terry'ego Botta i miłym uśmiechem zachęciła mnie, bym usiadł przy ich stoliku. Rozszerzyła zaklęcie wyciszające i szybko wyjaśniła co tłumaczyła właśnie chłopcu.

– Jeśli już znasz zaklęcia, które tłumaczę Terry'emu, możesz zaczekać – dodała po chwili. – Za chwilę skończę i pomogę ci z twoim esejem.

– Chętnie posłucham – odparłem niepewnie i z zaskoczeniem dostrzegłem dosiadających się do nas także Rona i Susan Bones. Solem westchnęła i rozszerzyła wyciszenie jeszcze bardziej. Opowiadała o czarach naprawczych, tłumaczyła zawiłości bardziej skomplikowanych i pokazywała trudne ruchy różdżką. Byłem tak zapatrzony i zasłuchany, że dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że zapomniałem o robieniu notatek. Moja mama odpowiadała na pytania, a grono jej słuchaczy powiększało się z każdą chwilą.

– Muszę wspomnieć mężowi, że uczniowie pierwszego roku mają zdecydowanie za mało zadawane. – Z rozbawieniem rozejrzała się po skupionych twarzach dzieciaków.

– Mężowi? – spytała jedna z uczennic.

– Snape – wyjaśnił jej ktoś szeptem.

– Pani jest … o matuś, już nie żyjemy – jęknęła przerażona dziewczynka. – Teraz profesor, jak nam zada to do wakacji stąd nie wyjdziemy.

– Żartowałam – uspokoiła ją. – Miło, że chcecie mnie słuchać, ale czary naprawcze to raczej nudny temat, a profesor Flitwick zwykle mówi na lekcji o najważniejszych.

– Hermiona mówiła, że pani jej tłumaczyła takie co naprawiają sprzęt mugolski, a profesor nam powiedział na lekcji, że nie zna takich czarów i też wspomniał nam o pani – wytłumaczyła jedna z Krukonek.

– W takim razie następnym razem zaproszę na korepetycję także profesora – zaśmiała się i z cichym westchnieniem zaczęła zbierać swoje rzeczy. – Harry, pomożesz mi z tymi książkami? – zwróciła się do mnie.

– Pomóc? – zdziwiłem się. – Ale profesor … oczywiście, proszę pani – dodałem ku rozbawieniu matki, a jakiś wysoki Ślizgon poklepał mnie ze współczuciem po plecach.

– Może Terry mógłby zabrać resztę? – poprosiła, gdy książki na moich ramionach przestały się mieścić.

– A nie ma zaklęć, które mogłyby to zanieść? – spytała Susan.

– Są, ale lewitowanie takiej ilości bywa niebezpieczne – wyjaśniła i uśmiechnęła się do Terry'ego, który ochoczo zabrał się do pomocy.

Solem

Zamrugałam z niedowierzaniem, gdy wychodząc z biblioteki, przy jednym ze stolików dostrzegłam córkę z Lee Jordanem, który dyskretnie, między krzesełkami trzymał ją za rękę. Pochwycił moje spojrzenie i przez chwilę był gotów oderwać się od koleżanki, ale łagodnym uśmiechem dałam znać, że pożyje jeszcze trochę, przynajmniej do czasu, aż to profesor Snape nakryje go na ściskaniu dłoni jego córki.

– Teo – zaczęłam niepewnie, gdy przekroczyliśmy próg mieszkania. – Zanim się do nas dosiadłeś rozmawiałam z Terrym o tym, co go czeka w wakacje. Miałam nadzieję, że od początku będziesz chciał uczestniczyć w tej rozmowie, ale chyba ci przeszkodziłam.

– Przepraszam, mamo. – Teodor mocno się zarumienił i spojrzał niepewnie na kolegę.

– Nic nie szkodzi – zaśmiałam się. – Terry wie od Świąt Wielkanocnych – wyjaśniłam.

– Miałem nadzieję … i pani Snape mi to poleciła … myślałem, że ty … Harry mi bardzo przykro. – Bott pochylił głowę i ze łzami w oczach przyglądał się swoim butom. – Moja mama odwiedziła mnie w ferie i powiedziała mi o wszystkim. Przyznała się do wszystkiego. Ja … gdyby to ode mnie zależało … Pani Snape rozmawiała z nami, ze mną i z moją mamą, ale … moja ciotka i wuj, oni są straszni. Dopiero, jak ta pani z opieki przyszła … teraz wiem, że to twoja babcia, to oni dopiero zaczęli … dali mi pokoik i nawet zabawki, ale teraz jak moja prawdziwa mama się znalazła i ona … słyszałem plotki na twój temat, że niezbyt dobrze cię traktowali i …

– Pani Lupin nie jest taka zła – przerwał mu Teodor. – Tylko jej mąż – jęknął. – Ale go nie ma teraz i …

– Terry, twojego ojczyma nie będzie w czasie wakacji – obiecałam mu i gestem nakazałam obydwu chłopcom wejście do salonu.

– Pro... pro... pro... – Młody Puchon zrobił wielkie oczy i zaczął się jąkać na widok Severusa siedzącego wygodnie w fotelu z książką na kolanach.

– Dobry wieczór, panie Bott. – Snape podniósł wzrok znad lektury i przywitał się z uczniem. – Teo – skinął do syna i uśmiechnął się, zachęcając by usiadł obok niego.

– Profesorze … – wyjąkał po chwili chłopiec, ale nie odważył się wejść dalej.

– Usiądź Terry – zaproponowałam.

– Proszę usiąść, panie Bott – zareagował Severus, gdy dzieciak nie ruszył się nawet o milimetr. – Nie ugryzę pana – dodał, siląc się na łagodny ton.

– Terry, pani Lupin nie jest taka zła – zaczął ponownie Teodor. – Nie będę cię oszukiwał i mówił ci, że była super matką dla mnie, nie była. Ale teraz już lepiej to rozumiem. Ona tęskniła za tobą, a jak patrzyła codziennie na mnie … – Severus położył dłoń na ramieniu syna, dodając mu otuchy.

– Zostawiła mnie – jęknął Terry. – Nie walczyła o mnie. A moja ciotka … – słowa ugrzęzły chłopcu w gardle i po chwili oprzytomniał, spoglądając ze strachem na swojego nauczyciela eliksirów.

– Sprawdzę co u dziewczynek – odezwał się po chwili ciszy Severus i zostawił nas.

– Twoja mama bała się o ciebie – westchnęłam cicho. – Nic nie usprawiedliwia tego co zrobiła i ja wcale nie namawiam cię, byś dał jej szansę. To do ciebie należy decyzja, czy chcesz z nią być. Chcę tylko byś wiedział, że cokolwiek postanowisz, nie pozwolimy, by stała ci się krzywda. Chyba poznałeś już moją teściową jakiś czas temu. – Uśmiechnęłam się.

– Ciocia Petunia wciąż się boi o to, że sąsiedzi zobaczą, jak do nas przychodzi. – Terry rozpogodził się nieznacznie.

– Poczujesz się pewniej, jeśli obiecam, że przynajmniej raz w tygodniu ktoś was odwiedzi? – zaproponowałam.

– Nie chciałbym sprawiać problemów, proszę pani – odpowiedział pospiesznie Bott. – Gorzej niż z ciotką i wujem chyba nie będzie – dodał.

– Nie sprawiasz – zapewniłam. – Będziemy mieli na ciebie oko. I tak muszę co jakiś czas spotykać się z twoją mamą – wyjaśniłam nieco rozluźnionemu chłopcu.

– Jak chcesz, to mogę ci opowiedzieć trochę o twojej mamie – zaproponował Teo. – Ale chyba powinniśmy unikać pokazywania się razem. Nie chciałbym, żeby dyrektor nas zobaczył.

– Teo, dyrektor nie będzie nas już niepokoił przynajmniej do końca wakacji – przerwałam mu z powagą. – Możesz się widywać z Terrym, jak często i gdzie chcesz. – Obydwaj chłopcy wyraźnie odetchnęli.

– Mamo – Teo zawahał się, stojąc już w progu i spojrzał błagalnie na Terry'ego.

– To ja już pójdę, proszę pani. – Bott natychmiast pojął o co chodzi koledze i grzecznie się pożegnał, zostawiając go samego z rodzicami.

– Mamo, gniewa się mama? – Teodor spuścił głowę z pokorą.

– Nie gniewam. – Uśmiechnęłam się do syna. – Chcesz jeszcze chwilę zostać? Możesz powiedzieć kolegom, że miałeś jeszcze jakieś pytania do mnie.

– Mógłbym napić się czekolady z cynamonem? – spytał niepewnie.

– Jeśli pomożesz przygotować mi ją dla wszystkich – mruknęłam od niechcenia, a po chwili objęłam go i poprowadziłam do kuchni.

– Nie chciałem być niemiły w bibliotece. – Teo wciąż czuł wyrzuty sumienia za nieprzyjemne zachowanie.

– Domyślam się dlaczego tak się zachowałeś i nie mam ci niczego za złe, naprawdę – zapewniłam ciepłym głosem.

– Sześć kubków? – spytał, otwierając szafkę z naczyniami.

– Sześć, dla taty ten …

– Tak wiem, czarny – dokończył, śmiejąc się. – Dziewczyny z puchatym uchwytem, Leen ten w kształcie kociołka, dla mamy ten kolorowy, a dla mnie … mogę ten z gwiazdkami?

– Jest twój, kochanie – zapewniłam i lekko pogładziłam syna po włosach. – Sproszkujesz cynamon? – poprosiłam po chwili.

– Ktoś tutaj przygotowuje się do warzenia czekolady – mruknął stojący w progu Severus.

– Tak, kochanie warzymy czekoladę – sarknęłam, a Teodor parsknął pod nosem.

– Mamo – odezwał się po chwili poważnym głosem. – Czy dyrektor, czy on … wyjechał gdzieś?

Severus głośno westchnął i ciężko opadł na krzesło w kuchni.

– Synku – zaczął, wyręczając mnie – masz jakieś plany na sobotę? – Chłopiec zaprzeczył ruchem głowy. – W takim razie możesz do nas wpaść po śniadaniu? Bliźniaczki z Leen będą u dziadków. Wówczas będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Jesteś już duży i wiele rozumiesz, ale Asteria i Selene …

– Wiem tato – przerwał mu Teodor. – Będę w sobotę i postaram się przy siostrach nic nie wspominać.

Teodor

Reszta wieczoru upłynęła nam w wesołej atmosferze i z niechęcią wracałem do dormitorium, ale czekały mnie już ostatnie dni nauki, egzaminy i nareszcie będę mógł spędzać ze swoją rodziną tyle czasu ile tylko zapragnę. Cieszyłem się, że zarówno tata, jak i mama obiecali pokazać mi gdzie pracują, chociaż to wcale nie było łatwe przedsięwzięcie. Wiedziałem, że dla rodziców to będą bardzo trudne wakacje. Leen od września zacznie naukę w Hogwarcie, ale rozstanie z nią póki co było ich najmniejszym zmartwieniem. Nie rozmawiali ze mną na ten temat, ale domyślałem się, że będą chcieli zakończyć sprawę z Voldemortem tego lata.

Byłem bardzo ciekaw co stało się z dyrektorem Hogwartu i z niecierpliwością oczekiwałem umówionej godziny. Z roztargnienia zapomniałem o pelerynie niewidce i dopiero, gdy pod drzwiami mieszkania rodziców ujrzałem profesor McGonagall oprzytomniałem. Chciałem pospiesznie wrócić, ale było już za późno.

– Teo, czemu nie wchodzisz? – Mama otworzyła drzwi i zamarła ze zdumienia, widząc obok mnie profesor od transmutacji. – Minerwa. – Solem pobladła.

– To Teo? – krzyknął z oddali Severus i po chwili sam ze zaskoczoną miną stanął naprzeciwko koleżanki z pracy. – Minerwa?

– Jesteś z panem Potterem po imieniu? – zdziwiła się starsza kobieta. – I wyjaśni mi pan wreszcie, panie Potter co pan tutaj robi? To prywatne komnaty profesora Snape'a, ale zdaje się dobrze o tym wiesz. – Tata i mama popatrzyli na siebie z rezygnacją.

– Wejdźcie, proszę. – Solem odsunęła się i zaprosiła nas do salonu. – Minerwo, jesteś naszą przyjaciółką, prawda? – zaczęła niepewnie.

– Oczywiście. Sol, jak możesz w to wątpić po dwunastu latach? – McGonagall zrobiła nieco zawiedzioną minę.

– Gdybym wątpiła – odrzekła – nie zaczynałabym tej rozmowy w ogóle.

– Niemniej oczekujemy od ciebie, że po wysłuchaniu nas złożysz przysięgę – wtrącił tata. – Albo będziemy musieli rzucić na ciebie Obliviate.

– Obliviate? Severusie? – McGonagall otworzyła usta ze zdumienia. – Najwyraźniej was i pana Poterra łączy jakaś tajemnica i obiecuję jej dochować. Złożę przysięgę, ale jeśli nie uważacie mnie za godną waszej przyjaźni i zaufania, po prostu wyjdę.

– Minie – powstrzymała ją mama. – Chodzi o życie naszych dzieci – jęknęła z rozpaczą. – Wiemy, że dobrowolnie nie wyjawisz nikomu naszej tajemnicy, ale jeśli … Wystarczyłoby zwykłe Veritaserum. Przysięga pozwoli zachować ci tajemnicę ponad wszystko.

– Przepraszam. – McGonagall opadła ciężko na kanapę. – To wydaje się poważne. Myślałam, że chodzi o pana Pottera i waszą córkę – wyznała ciężko kobieta.

– O Leen? – zdziwił się tata.

– Och, spędzają ze sobą sporo czasu – usprawiedliwiała się profesorka. – Pomyślałam, że wy i Lily, że się jakoś dogadaliście i … Przepraszam. Po szkole krążą plotki i ja … tak mi wstyd.

– To zdecydowanie nie o to chodzi. – Mama zrobiła zniesmaczoną minę, a tata ku uldze żony zaczął opowiadać co dokładnie nas łączy. Z każdym kolejnym zdaniem po policzkach starszej kobiety spływały łzy i z trudem przyjmowała nowe fakty z życia Harry'ego Pottera, Terry'ego Botta i Teodora Snape'a. Na jej twarzy malowała się rozpacz, zawód i rezygnacja, ale gdy ojciec skończył i mocno mnie przytulił, w oczach profesor transmutacji zaiskrzyło coś jeszcze. Determinacja. Pozwoliła, by ostatnia łza spłynęła z jej policzka, zacisnęła zęby, wyprostowała się i spojrzała z zaciętością na swoich przyjaciół mocno tulących mnie między sobą.

– Zapłaci mi za to – warknęła. – Okłamywał mnie. Przez całe lata mnie okłamywał. Jak mógł? Twój ojciec. Modest. Tak bardzo lubiłam tego chłopaka, gdy się tutaj uczył. – Pani profesor odetchnęła, powstrzymując łzy. – Gdy pojawiłaś się w szkole … Miałam nadzieję, że trafisz do Gryffindoru, a później … Byłaś chyba w piątej klasie. Po kilku incydentach z panami Potterem, Blackiem, Pettigrew i Lupinem, chciałam wezwać twojego ojca, porozmawiać z nim, ale Albus przekonał mnie, że to bezcelowe. Powiedział mi, że podejrzewa cię o zainteresowanie czarną magią i rodzice nic tu nie pomogą. Nie chciałam mu wierzyć, ale … to dlatego nie miałam żadnych skrupułów, by sprawdzać twoja różdżkę. Jaka byłam głupia. Byłaś tylko niewinnym dzieciakiem, nawet James i Syriusz, dokuczali ci, a ja … wtedy bałam się, że używasz na nich czarnej magii. Wiedziałam, że Modest pracował ze starodrukami, że badał podziemia w Watykanie. Widziałam twój zapał do czytania wszystkiego w każdej możliwej chwili i to znikanie na wieży astronomicznej, a później razem z Severusem … Byłam przekonana, że uprawiacie zakazane czary. – Zaśmiała się gorzko. – A wy po prostu … byliście zakochaną parą. Po latach, gdy tu wróciliście, gdy w końcu zdobyłam się na odwagę, by cię poznać tak naprawdę, wiedziałam, że to wszystko co robiłam przeciw tobie w szkole to bzdury. I Remus. Wciąż obwiniał o coś Severusa, ale na szczęście jego ojciec zagroził, że wyda tajemnicę Lupina, jeśli jego synowi stanie się krzywda. Myślałam, że Albus po prostu pomylił się w stosunku do was, tak jak ja. Że zatrudnił Severusa, bo chciał wam pomóc, że chciał dopaść tych drani … – Kobieta załamała się, a słowa ugrzęzły jej w gardle. – Tak bardzo mi przykro, Harry. Zapłaci mi za te wszystkie kłamstwa, za to, że zrobił ze mnie taką … wiedźmę. – Mama odetchnęła głęboko i przesiadła się na kanapę obok przyjaciółki.

– Chyba nie będziesz miała okazji – mruknęła pod nosem.

– Co masz na myśli? Czy Albus … czy on … pojedynkował się z Owidiuszem? – Minerwa uśmiechnęła się pod nosem. – Nienawidzą się odkąd pamiętam, a wy zdaje mi się z nim przyjaźnicie. Z tego co słysz...

– Nie – przerwała jej poważnym tonem mama. – Profesor Davis nie zabił Dumbledore'a. – Wzięła głęboki oddech i po chwili kontynuowała. – Od jakiegoś czasu interesował się naszą skrytką, którą odziedziczyliśmy po mojej mamie. Nie wiem skąd, ale wiedział, że mój ojciec ukrywa tam starodruki. Część z nich to bardzo czarne zwoje, Minerwo i ja nawet nie odważyłam się do nich zbliżyć. Nie mówiliśmy o nich nikomu, ale on wiedział, że moi rodzice ukryli coś takiego. Podejrzewam, że nie jest do końca pewien co to jest, ale ma nadzieję, że to pomoże mu w walce z Sama-Wiesz-Kim. Teo nie powinien tego słuchać – zreflektowała się nagle.

– Mamo – jęknąłem. – I tak wiem, że coś kombinujecie z tatą – bąknąłem pod nosem, a McGonagall uśmiechnęła się pod nosem, widząc uległą minę na twarzy swojego młodszego kolegi.

– I tak planowaliśmy powiedzieć mu o wszystkim – westchnął do żony, a ta jedynie przytaknęła z niezadowoloną miną.

– Dyrektor zaczął za bardzo węszyć – kontynuowała Solem. – Namawiał naszych przyjaciół do szpiegowania nas. Podjudzał przeciw nam kolegów Leen i ją wypytywał o nas. Zmusił Billa Weasleya, żeby wyniósł wszelkie możliwe informacje na temat tej skrytki. To bardzo stara skrytka po pradziadkach mojej mamy – wyjaśniła. – Otwarcie jej mogło nastąpić jedynie w obecności wszystkich spadkobierców. Tak domyśleliśmy się, że Teo żyje. Dumbledore wiedział, że nie możemy się do niej dostać, ale nie wiedział dlaczego, a w pewnym momencie był przekonany, że coś przed nim ukrywam. Myślę, że wiedział, że tam weszłam. Z pomocą Billa zmieniliśmy zabezpieczenia. Do skrytki mogłam wejść ja i Remus Lupin. Byliśmy przyjaciółmi jako dzieci i moi rodzice … – Mama z bólem przymknęła powieki. – Przepraszam. – Spojrzała na gościa ze łzami w oczach i wyszła z salonu.

– Remus zabił jej rodziców – wytłumaczył żonę tata. – Od chwili, gdy został pogryziony, moi teściowie starali się znaleźć dla niego lekarstwo. Modest przetrząsał biblioteki całego świata, Liwia przynosiła dla niego wywar tojadowy. Wiem, że uczyła się go nawet tworzyć i kilka razy, gdy Lupinowie nie byli w stanie go kupić udało jej się go uwarzyć. Stanleyowie ufali mu. Nie jestem pewien, ale Solem chyba nigdy nie powiedziała im prawdy o tym, jak Lupin ją traktował. Zmusiła mnie bym milczał, gdy … – słowa ugrzęzły mu w gardle.

– Złamał mi rękę – dokończyła w progu mama. – Nie sądziłam, że ta przysięga jeszcze działa.

– Przysiągłem też nie szkodzić mu w szkole – dodał. – Na całe szczęście jedynie w szkole. Niemniej Remus, jako jeden ze spadkobierców Liwii był wiarygodny. Zwłaszcza, że w środku zostawiliśmy spory zapas wywaru tojadowego, przepis na jego udoskonaloną wersję i bransoletkę, która hamuje wilkołacze instynkty. Liwia kochała magiczne ozdoby, bransolety w szczególności. Klucz do naszej skrytki zniknął kilka dni temu. Normalnie trzymamy go w dość mocno zabezpieczonym miejscu w domu, ale byłem tam jakiś czas temu i przypadkiem zostawiłem go w swoim gabinecie, biadoląc głośno na teściów, którzy nie chcą podzielić się ze mną swoim majątkiem. – Tata uśmiechnął się krzywo i wstał do żony. Przytulił ją i poprowadził na kanapę sadzając obok mnie. Sam wyciągnął butelkę whiskey i trzy szklanki z szafki. Solem otwierała już usta, spoglądając wymownie na zegar, ale jego ostre spojrzenie i uległe McGonagall skutecznie ją uciszyło.

– Ukradł wam klucz do skrytki? – zdziwiła się pani profesor. – Ale te starodruki …

– Wynieśliśmy wszystko stamtąd, jak tylko Bill nas ostrzegł – wyjaśniła Solem.

– Nie wszystko – mruknął Severus. – Zostawiliśmy trochę śladów po Lupinie. No i nie dało się zatrzeć śladów, że czarnomagiczne zwoje tam były.

– Albus jest przekonany, że to Remus je zabrał – jęknęła Minerwa i uśmiechnęła się, oddychając z ulgą. – On … Albus, czy on szuka Lupina?

– Nie, jeszcze nie – odpowiedziała mama. – Włamał się do naszej skrytki. Miał klucz, ale nie miał magicznego zezwolenia na wejście. Będzie tam siedział dopóki ktoś go nie uwolni. Na całe szczęście mamy jeszcze dwa klucze – westchnęła teatralnie.

– Jak długo chcecie go tam przetrzymać? – McGonagall spojrzała na nich uważnie.

– Co najmniej do wakacji – odparł tata, a kobieta odetchnęła.

– Należy wam się trochę spokoju z dziećmi i nawet Lily … pewnie nie zasłużyła na ten czas z synem, ale ten dzieciak … Terry – jęczała profesor transmutacji.

– Jestem pewna, że Terry wróci we wrześniu szczęśliwy – wyznała Solem. – Po tym co go spotkało ze strony wujostwa, nic nie może być gorsze.

– Pozwólcie mi się tym zająć – poprosiła McGonagall. – Lily i jej synem. Nikt się nie dowie, przysięgam. Czuję się za nią odpowiedzialna. To poniekąd moja wina … byli moimi uczniami. Panna Evans i pan Lupin.

– To nie twoja wina – usprawiedliwiła ją mama. – Ale rozumiem, że wciąż czujesz się odpowiedzialna za swoich byłych uczniów, a Evans … myślę, że się ucieszy z twojego zainteresowania. Jest mocno zagubiona i chyba sama potrzebuje opieki. Syriusz jej pomaga, ale ciężko mu jest wykrzesać dla niej odrobinę współczucia. Kochał Jamesa, jak … brata.

– Czy ktoś jeszcze wie o Harrym? – spytała nieśmiało Minerwa.

– Rodzice, dziewczynki, Amelia i Syriusz, Davis i Filius – wymieniła mama.

– Filius? – zdziwiła się McGonagall. – No tak, był uczniem Owidiusza, twoim wychowawcą. Zawsze łączyła was specyficzna więź. Te starodruki, czy studiowaliście je? Czy w nich jest to, o czym myślał Albus? – spytała niepewnie.

– Tak – odparł krótko tata.

– Ale chyba wy … wy nie chcecie …

– Chcemy – odpowiedziała mama. – I proszę, żebyś zachowała to w tajemnicy, i ty też Teo. Wie tylko profesor Davis. Reszta nie bardzo wie w czym pomaga.

– A ja? Mogę jakoś pomóc? – spytała z nadzieją Minerwa.

– Jeśli będzie coś takiego, dam ci znać. – Mama uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Owidiusz? Jesteście po imieniu? – zdziwiła się po chwili. – Skąd się znacie? – Pani profesor mocno się zaczerwieniła i nerwowo rozejrzała się na boki.

– Teo, nie wiem jak ty, ale ja raczej nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie – prychnął zdegustowany Severus i poprowadził mnie do kuchni.

Solem

– Podobał mi się – wyszeptała Minerwa. – Gdy byłam uczennicą, on i Albus byli jeszcze przyjaciółmi. Uczył zaklęć, Albus transmutacji. Później dopiero się poróżnili.

– Kochałaś się w nauczycielu? – nie kryłam zdumienia. – O, nie – krzyknęłam, gdy starsza kobieta zaczerwieniła się jeszcze bardziej. – To dlatego stracił posadę w Hogwarcie, nie z powodu kłótni z Dumbledorem.

– Jak … skąd ci to przyszło do głowy? – Minerwa zmieszała się mocno.

– Daj spokój Minie, to nic strasznego podkochiwać się w nauczycielu, ale on jest chyba milion lat starszy … i on … w uczennicy? – Zrobiłam zamyśloną minę.

– Jest tylko dwadzieścia lat starszy – prychnęła McGonagall, a ja z trudem kryłam rozbawienie. Chciałam jeszcze chwilę pożartować z koleżanki, ale smutek w jej oczach skutecznie mnie powstrzymał.

– Co się więc stało? – spytałam poważnie. – Skoro zrezygnował z pracy i wyjechał z Anglii na długi czas z tego co wiem, a ty skończyłaś …

– Wszystko się skomplikowało, gdy zginęła jego siostra – wyjaśniła. – On i Albus stali się zajadłymi wrogami, a ja … ja głupia stanęłam murem za …

– On doskonale wie w jaki sposób manipulować ludźmi, Minerwo. – Usiadłam obok przyjaciółki i położyłam dłoń na jej ramieniu.

– Zniszczył moje życie – westchnęła. – Ufałam mu. Miał nas uratować … Solem, wasza tajemnica jest u mnie bezpieczna. Możesz być pewna, że Albus niczego się nawet nie domyśli.

.: :.

Severus

– Wakacje – Solem mruknęła mi do ucha.

– Yhy, masz jakieś plany, podstępna kobieto? – spytałem, przewracając się przodem do niej.

– Chwilowo mam plany na najbliższą noc – szepnęła zmysłowym głosem.

– Brzmi interesująco – odparłem z przekorną miną. – Kontynuuj.

– Młodsze nocują dziś u dziadków, starsze są na uniwersytecie z profesorem. – Solem przygryzła zalotnie wargę. – Jutro cała hałastra wróci do domu. Dziewczynki będą się kłóciły o duchy ze strychu, Teodor i Leen będą marudzili, żeby jak najdłużej nie iść spać. Obydwoje pewnie będą okupować twoje laboratorium albo wyciągać mnie do teleskopu. Położymy się do łóżka zmęczeni i …

– Zamknij się i pocałuj mnie wreszcie – warknąłem z udawaną złością i zachłannie pocałowałem żonę.

Nie miałem pojęcia, jak długo kochaliśmy się tej nocy, ale odniosłem wrażenie, że trwało to długie godziny. Ani ja, ani moja żona nie zamierzaliśmy przestać. Kosztowaliśmy się nawzajem, jakbyśmy mieli rozstać się na długie miesiące albo lata, a nie tylko wykorzystywali nieobecność dzieci na noc. Czułem, że Solem starała się w ten sposób oderwać od niechcianych myśli, od naszego postanowienia, że bez względu na to czego zdołamy się dowiedzieć o lasce Merlina zaczniemy jej poszukiwania najpóźniej w drugim tygodniu wakacji. Przez ten czas chcieliśmy jeszcze nacieszyć się dziećmi.

Nie wiedzieliśmy, jak dużo czasu zajmie nam ta dziwna wyprawa. Według zwojów, które badałem w skrytce, portal albo jak to ujęła Solem miejsce spotkania z duchem Pani Jezior, znajduje się w Stonehenge, w Salisbury, a tam, prawdopodobnie w kręgu kamiennym musimy wypowiedzieć słowa przysięgi i zaklęcie. Dopiero wówczas, gdy Morgan uzna nas za godnych, pozwoli nam przekroczyć granice Avalonu. Według badań Solem, mityczny Avalon był niczym innym jak wyspą Man znajdująca się na Morzu Irlandzkim, ale tak naprawdę niczego nie mogliśmy być pewni.

Zdawało mi się, że nie byliśmy do tego w ogóle przygotowani, ale profesor Davis i Solem przekonywali, że tak naprawdę nigdy nie będziemy. Wskazówki, jakie znalazła moja żona mogły być przydatne, ale mógł być to równie dobrze wymysł autora książek, żart wydawcy albo nic nieznacząca zagadka. Na wszelki jednak wypadek przygotowaliśmy się już tak, jakbyśmy mieli wyruszyć jutro. Uszykowałem swój ulubiony kociołek, przybornik do warzenia i sakiewki z ingrediencjami. Nie wpadłem na nic innego, co towarzyszyło mi przez całe życie. Solem spakowała szkicownik, ołówki i kredki. Wahała się przed spakowaniem teleskopu, ale ostatecznie zdecydowała się na jedną ze swoich pasji. Nie chciała być niewiarygodna przed duchem.

– Sev. – Z zamyślenia wyrwał mnie zaspany głos żony. – Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, w księgarni?

– Yhy – mruknąłem, przyciągając ją mocniej. – Latem przed pójściem do Hogwartu.

– Co wówczas kupowałeś? – spytała z wciąż zamkniętymi oczami. – Pamiętam, że kłóciłeś się o to z ojcem, strasznie mnie to rozśmieszyło, bo i ja się kłóciłam ze swoim.

– Ta – prychnąłem. – Nie chciał mi kupić kolejnego wydania mitologii greckiej.

– Kolejnego? – Solem poderwała się i usiadła na łóżku.

– Miałem już chyba kilkanaście, nie pamiętam, ale wówczas miałem na tym punkcie prawdziwą obsesję. Coś się stało? – zdziwiłem się jej zachowaniem.

– Nie, tylko … obraziłam się na ojca, bo … nie chciał mi jej kupić tamtego dnia. Powiedział, że dostanę na gwiazdkę, ale ja się uparłam – odparła.

– Mitologii? – Spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczami. – Serio?

– Serio – odpowiedziała z zamyśleniem. – Dziwne – dodała i ponownie wtuliła się w moje ramię.

– Kupił ci? – spytałem po chwili.

– Yhy, wciąż ją mam – mruknęła. – Jest w naszej biblioteczce.

– Moja też. – Tym razem to ja usiadłem zdumiony na łóżku i po chwili obydwoje ruszyliśmy na dół do pomieszczenia pełnego książek.

– Mam – krzyknęła z triumfem.

– Ha, mamy dwie. – Zamachałem swoim egzemplarzem.

– Masz moją czy swoją?

Udałem, że zaciąga się zapachem książki.

– Twoja – odparłem z ironią, a Sol wzdychając, uniosła skórzaną oprawę.

– Masz moją – prychnęła, wywracając oczami.

– Merlinie, podpisałaś książkę?

– Przypłaciłam ją kłótnią z tatą – warknęła urażona.

– Proszę. – Uśmiechnąłem się do niej łagodnie i wyciągnąłem przed siebie trzymany tom.

– Nie, weź moją, a ja wezmę twoją – odparła, podchodząc bliżej.

– Talizman? – spytałem cichym głosem.

– Niech przyniosą nas bezpiecznie do domu – wyszeptała.

Z cichym westchnieniem zapakowałem książkę do swoich rzeczy i położyłem się do łóżka z nadzieją, że już nic nie zakłóci mojego snu. Nie miałem pojęcia, że tego wieczoru nie byliśmy sami w domu.

Stary czarodziej przez chwilę przyglądał się twarzom młodych ludzi. Spali spokojnie, wtuleni w siebie. On mocno ją obejmował, ona oparł głowę na jego piersi. Uniósł różdżkę i cichutko, z ciężkim sercem wyszeptał zaklęcie.

– Dalej musicie radzić sobie sami i … mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie – powiedział do siebie i mocno zacisnął powieki, gdy śpiącą parę spowiła zielona mgła.

Kolejny rozdział: „Grecja"