ROZDZIAŁ 56
Wakacje
Solem
– Dokąd jedziemy? – spytał Teo z ciekawością i po raz kolejny pomacał się po nosie.
– Nie mam zielonego pojęcia, synku – odparłam wesoło.
– Jak znam babcię, to pewnie zawlecze nas w miejsce blisko plaży i do tego jeszcze trzeba będzie coś zwiedzać – wtrącił z niesmakiem Severus. – Nie licz, że odpoczniesz.
– Zwiedzać? – spytał z entuzjazmem. – Będę zwiedzać?
– Pamiętaj – Severus przystanął i chwycił chłopca za ramiona – będziesz tylko, jeśli masz na to ochotę. Zawsze możesz zostać ze mną.
– To tata nie będzie zwiedzał? – Teo się nieco zasępił. – Myślałem, że wszyscy razem spędzimy ten urlop.
– Mogę zwiedzać, ewentualnie – mruknął. – Pod warunkiem, że wy pójdziecie ze mną do magicznej części tego czegoś, dokąd zabiera nas babcia i poszperacie ze mną po aptece i może po księgarni.
– Masz jakieś podejrzenia? – Spojrzałam uważnie na męża, gdy wolnym krokiem przechadzaliśmy się ulicą Pokątną w kierunku naszego sklepu. Nie mogliśmy zamknąć interesów i po prostu wyjechać. Zbyt dużo ludzi było zatrudnionych w warzelni i zbyt dużo liczyło na eliksiry, dlatego po raz kolejny postanowiliśmy wykorzystać zapał Mike'a i zwalić na niego nieco więcej pracy.
– Jak już mówiłem – zaczął Severus – jestem przekonany, że matka zgotuje nam prawdziwe piekło w postaci upałów, zabytków i plaży pełnych napalonych lowelasów, gapiących się na ciebie i twoje … – urwał, zanim na dobre się rozkręcił i spojrzał groźnie na syna, który teraz zaśmiewał się z zazdrości ojca.
– Duże miałeś powodzenie u dziewczyn w szkole, tato? – Teo ponownie obmacał swoją nową twarz.
– Owszem – prychnął Severus – kobiety stadami mnie podrywały. Leciały na moją inteligencję – podkreślił ostatnie słowo.
– A mama? – Teo spojrzał na mnie uważnie.
– A mama poleciała na jego urodę – odparłam z ironią.
– Mam nadzieję, że Mike jeszcze nie śpi – westchnął Severus, pukając do mieszkania nad sklepem.
– Nie śpi, nie śpi, panie Snape – dobiegł nas głos młodego mężczyzny. – Udało mi się, udało – wykrzyknął, otwierając drzwi i po chwili zaniemówił, mierząc wzrokiem naszą trójkę.
– Co ci się udało? – spytał obojętnym tonem Snape.
– Zdałem egzamin i macie przed sobą pełnoprawnego Mistrza Eliksirów. – Mike wypiął z dumą pierś.
Podeszłam pospiesznie mocno go uściskać.
– Egzamin? Nic nie mówiłeś, że będziesz go zdawał – odparł oburzony Severus.
– Chciałem … ja … – zaczął zmieszany mężczyzna – chciałem … niespodziankę zrobić, panu. Pan tak dużo mnie uczył przez te wszystkie lata i pozwalał przychodzić do Hogwartu … myślałem, że … to będzie dla pana niespodzianka. Nie chciałem robić nic …
– Mike – uspokoił go – to jest niespodzianka i to bardzo miła. Gratuluję. – Uścisnął mocno dłoń swojego ucznia. – Jestem z ciebie dumny – dodał, klepiąc go po ramieniu.
– Obydwoje jesteśmy – wtrąciłam.
– Chyba będziemy musieli porozmawiać o podwyżce – mruknął Severus, udając niezadowolenie.
– No co pan, panie Snape – zaperzył się Mike. – Ja …
– Zapewniam, że należy ci się i porozmawiamy o tym po moich wakacjach – przerwał mu. – Właściwie dlatego tu jesteśmy – westchnął.
– Przecież już ustaliliśmy, że pojedzie pan z rodziną na dwa albo nawet trzy tygodnie, a ja się wszystkim zajmę – zdziwił się Mike.
– Tyle, że chcieliśmy jechać już dziś na noc – odparłam.
– I tak nie miałem nic do roboty jutro. Chętnie zajmę się sklepem w Dolinie, a tutaj zostawię panią Vacne. Ten chłopak, Lee, jest bardzo pomocny. Od razu widać, że to pana uczeń. – Wzrok Mike'a powędrował do Teodora. – Czy to kolejny, który ma pomagać w sklepie?
– Mike – odetchnęłam głęboko – chcieliśmy przedstawić ci naszego syna.
– Syna? – zdziwił się Agler. – Była pani … byłaś w ciąży?
– To jest nasz syn. – Severus objął ramieniem Teodora.
– Ale to nie jest niemowlak. – Mike z osłupieniem patrzył na nastolatka.
– Trafne spostrzeżenie – sarknął Severus, a Teo się zreflektował i wyciągnął dłoń do zszokowanego mężczyzny.
– Teodor Snape – przedstawił się grzecznie.
– Teodor? Ale … – Mike wpatrywał się teraz we mnie z niezbyt mądrym wyrazem twarzy.
Odetchnęłam i w skrócie opowiedziałam mu całą historię. Spieszyliśmy się do domu, ale nie mogliśmy tak po prostu zostawić przyjaciela bez odpowiedzi.
– Pomógłbym, gdybyście mi powiedzieli – odparł nieco wzruszony mężczyzna. – Pan wie, panie Snape, że zrobiłbym … wszystko. Za to co państwo dla mnie zrobiliście. To mieszkanie i praca, i ten egzamin. Nie miałbym szans go zdać, gdyby pan nie pozwolił mi się uczyć, gdyby pan mnie nie uczył.
– Wiemy – zapewniłam go – ale nie mogliśmy nikomu powiedzieć.
– Rozumiem – westchnął Mike i uśmiechnął się do Teodora. – Witaj z powrotem Teo. Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy ulało ci się na moją nową szatę …
– Obiecuję, że teraz tego nie zrobię – zaśmiał się Teodor i pozwolił, by Mike go uścisnął.
– Nie zasnę dziś w nocy – mruknął jakby do siebie młodszy mężczyzna. – A myślałem, że to ja będę miał dla was dobre wieści – roześmiał się głośno. – Zajmę się tutaj wszystkim – obiecał, odprowadzając nas do drzwi. – Niech się pan nie martwi, panie Snape.
– Nie martwię się – zapewnił Severus.
– Pani Snape – Mike zatrzymał mnie już w progu. – Solem, myślisz, że może pani Liwia …
– Nie, Mike – przerwałam mu. – Moja mama … moja mama nie żyje.
– Przepraszam – szepnął. Miło mi było usłyszeć, że choć krótko znał moją matkę, wciąż o niej pamiętał.
– Nie masz za co – odszepnęłam i udałam się za mężem do kominka w sklepie.
Severus
– Severus – matka odciągnęła mnie na bok, gdy Solem poszła dopakować jeszcze trochę rzeczy do kufrów bliźniaczek. – Jak byliście u Amelii, rozmawiałam z Owidiuszem – zaczęła konspiracyjnym szeptem. – Nakazał nam pilnować Solem.
– Pilnować? Co się dzieje, mamo? – Przełknąłem głośno ślinę.
– Opowiedziałam mu co się stało z jej magią, a on kategorycznie zabronił jej teraz czarować – szeptała Eileen. – Pod żadnym pozorem nie może się teleportować i rzucać zaklęć, nawet tych słabych.
– Ale przecież rzucała już zaklęcia i nic złego się nie działo – zdziwiłem się.
– Owidiusz wytłumaczył mi, że ten ból głowy nie był spowodowany przez brak mocy, ale jej nadmiar – wyjaśniała. – Solem ma jej zbyt wiele, by mogła czarować normalnie, to dlatego okna się otworzyły, gdy lewitowała. Może jej się stać krzywda i może przypadkiem zrobić krzywdę komuś. To może się nawet wymknąć spod kontroli. Nakazał na nią uważać.
– Nadal nie rozumiem, dlaczego nie mogła w takim układzie rzucić zwykłych, prostych zaklęć – dziwiłem się.
– Profesor mówił, że magia dopiero w niej osiadała z powrotem czy coś takiego – szeptała dalej. – Kiedy absorbowała wszystko z tej księgi i później przelewała swą magię i uczucia na ojca jej moc się rozproszyła po całym domu. Była wszędzie …
– Widziałem – mruknąłem cicho.
– No i później to do niej wracało powoli – kontynuowała Eileen. – Proste czary na początku nie działały, bo jej magia była za silna. To tak jakby rzucała Lumos, a jej magia chciała rozświetlić całą planetę. Rozumiesz?
– Mniej więcej – westchnąłem. – Długo to w niej będzie? Ma się uczyć panowania nad magią na nowo?
– Nie – prychnęła matka. – Owidiusz mówił, że najwyżej trzy – cztery tygodnie. Musi się wypalić, czy coś. Nie wiem. Wiesz, że się na tym nie znam, a Owidiusz jak zacznie gadać to już w ogóle nic nie wiem. Sam z nim porozmawiasz to się dowiesz dokładnie o co chodzi. Mówił tylko, że to samo przejdzie i że on to skontroluje jakoś.
– Rozumiem – przytaknąłem. – A dlaczego nie możemy jej o tym powiedzieć, tylko ja mam jej pilnować?
– No … nie wiem. – Wzruszyła ramionami.
– Raczej ciężko będzie to przed nią ukryć, skoro nawet w toalecie nie będzie …
– No tak – przerwała mi matka. – Znasz ją – westchnęła Eileen. – Boję się, że to zlekceważy. Znowu uzna, że robimy sobie żarciki z jej magii. Niemniej masz rację – spojrzała na schody, nerwowo przygryzając wargę – powiedz jej wszystko, ale bardzo delikatnie i bądź poważny.
– Dlaczego ja? – wykrzyknąłem oburzony.
– Powiesz jej albo ją pilnuj – nakazała matka i mamrocząc pod nosem, że to przecież moja żona nie jej, odeszła podziwiać nową twarz swojego wnuka. Nie dałem za wygraną i pociągnąłem matkę za rękę.
– Boisz się jej. – Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
– Zgłupiałeś? – Eileen spojrzała na mnie z oburzeniem. – To Solem. Nie boję … – Kobieta zawahała się.
– Przyznaj, że się boisz. – Mój uśmieszek się poszerzył. – Myślisz teraz gorączkowo, jak wycofać się z tego wyjazdu i jak trzymać się z daleka od Solem przez kolejny miesiąc. Już masz pewnie cały plan, jak wysłać nas samych …
– Kretyn – warknęła Eileen i popukała się w czoło. – Nie boję się Solem.
– Udowodnij. – Spojrzałem na matkę spod zmrużonych powiek.
– Dobrze wiem, co próbujesz zrobić – prychnęła. – Nie ze mną te numery. Mogę ewentualnie się zgodzić, że powiemy jej razem. I nawet nie myśl, że teraz puszczę was gdzieś samych. To znaczy wy możecie sobie jechać, ale dzieci zostają ze mną. – Wyszczerzyła się i podeszła w końcu to siedzącego na kufrze wnuka.
– Sam jej powiem – burknąłem i wolnym krokiem, mrucząc pod nosem, udałem się na górę do żony.
Solem
Severus nie posiadał się z radości, gdy matka co i rusz kuliła przede mną głowę, kiedy wyciągałam swoją różdżkę i dopiero po chwili z roztargnieniem machałam ręką, chowając ją z powrotem w rękaw.
– Oddawaj – warknęła w końcu i patrząc na mnie ze złością, wyciągnęła różdżkę z mojej ręki.
– Mam jeszcze dwie – mruknęłam i z uśmiechem wyciągnęłam kolejną z drugiego rękawa. Zarobiłam karcące spojrzenie od Eileen i zmiękłam. – Czuję się trochę nieswojo, wiedząc, że mama się mnie boi. Naprawdę to co jest we mnie, jest takie niebezpieczne? – zastanowiłam się głośno. – Może … powinnam zostać? – Na początku uznałam to za zabawne, że przez najbliższe tygodnie moja rodzina będzie zmuszona wyręczać mnie w czarach i zamierzałam to dość mocno wykorzystać. Wywoływanie strachu w oczach teściowej też wydało się dobrą zabawą, ale gdy Eileen zaczęła zakrywać przede mną dzieci zrobiło się nieprzyjemnie.
– Nie – wykrzyknęli wszyscy chórem.
– Nie, na Salazara, dziecinko – prychnęła ze złością teściowa. – Po prostu nie machaj tym i będzie dobrze. Wiem, że to on cię namówił do tych żartów – swoją różdżką wskazała na Severusa – ale … nic nam nie grozi. Trochę przesadzam.
– Trochę? – krzyknął z oburzeniem Tobias. – Zachowujesz się, jakby Solem miała strzelać z armaty.
Eileen popatrzyła na resztę rodziny, a każdy jeden gorliwie przytaknął dziadkowi.
– Przepraszam, mamo – jęknęłam i podała teściowej pozostałe swoje różdżki. – Nie powinnam dać się wciągnąć w tę infantylną gierkę Severusa. – Uśmiechnęłam się przepraszająco. – Niech się mama nie martwi. Rzadko używam magii bezróżdżkowej, zwykle odruchowo sięgam po różdżkę, a jak nie będę jej miała pod ręką to będę pamiętać.
– To ja przepraszam – mruknęła i mocno mnie uścisnęła. – Zagrałam w tę samą gierkę co ty. Trochę przesadzałam, żeby utrzeć ci nosa, gdy tak machałaś tą różdżką. To wszystko jego wina – wskazała oskarżycielsko na swojego syna, który teraz robił niewinną minę. – Napuścił mnie trochę na ciebie, ale jak się domyślam z tobą zrobił dokładnie to samo. Gorzej niż dziecko. – Pokręciła głową z dezaprobatą.
Dzieciaki chichotały po kątach, Severus wciąż wpatrywał się z niewinną miną w matkę i we mnie, aż w końcu zniecierpliwiony Tobias wyciągnął z kieszeni złamany ołówek i wyszedł przed dom.
– Idziecie czy sam mam urlopować? – krzyknął z progu.
Byłam zaskoczona, gdy nagle poczułam mocne szarpnięcie i Severus przycisnął mnie mocno do siebie, pozwalając reszcie rodziny nas wyprzedzić.
– Czy łóżko na górze nie wydaje ci się bardziej zachęcające od noszenia tego zbyt skąpego stroju kąpielowego? – mruknął mi do ucha. – Dwa tygodnie bez dzieci – szeptał zmysłowym głosem, delikatnie muskając ustami moją szyję. – Bez zahamowań. Sami – kusił. – Wystarczy, że nie chwycisz tego świstoklika wystarczająco mocno. W końcu ołówek jest dość krótki, jak na naszą ósemkę.
– Kocham cię. – Z uśmiechem oderwałam się od męża. – Perspektywa spędzenia z tobą dwóch tygodni na miłosnych igraszkach i możliwości jakie daje ilość pokoi w tym domu, schodów, schowków i pomieszczeń jest bardzo kusząca, ale wiem, że i ja, i ty będziemy już rano w podskokach pędzili za dzieciakami.
– Przypomnij mi ile jeszcze lat zostało, żeby posłać te małe diablice do szkoły i może … może jeśli uznam, że dam radę wytrzymać puszczę cię teraz z nimi – odparł, udając poważnego.
– Pójdą do szkoły szybciej niż byśmy sobie tego życzyli, Severusie – odpowiedziałam ze smutnym uśmiechem. – I nie narzekaj, mama i tak często je zabiera byśmy mogli pobyć sami – dodałam i pociągnęłam go za rękę do reszty rodziny.
– Ale ja chcę ciebie teraz – mruknął tonem obrażonego dziecka. – To bardzo miłe uczucie – szepnął, przytulając mnie jeszcze na progu.
– Co? – zdziwiłam się, spoglądając mu w oczy.
– Czuć się przez nich wszystkich kochanym, potrzebny każdemu z nich – odpowiedział z cichym westchnieniem.
– Już myślałem się, że się was nie doczekam – warknął poirytowany profesor Davis. – Eileen, mieliście być jakieś trzy godziny temu. Stary jestem już, myślisz, że o której chodzę spać? I co to za jeden? – Spojrzał wymownie na Teodora.
– Daj spokój, Owidiuszu. – Kobieta machnęła ręką. – Lepiej prowadź, bo dziewczynki są nieco zmęczone.
Staliśmy osłupiali pośrodku gaju oliwnego i wpatrywaliśmy się skonsternowani w rodziców i Davisa. Eileen nagle rozpromieniła się i mocno przytuliła do starego czarodzieja, który z westchnieniem rezygnacji odwzajemnił uścisk.
– Puść mnie, wstrętna babo – syknął, próbując odnaleźć nonszalancki ton, ale ponad jej ramieniem posłał mi pełne ulgi i troski spojrzenie.
– Gdzie jesteśmy? – zapytała Leen i rozejrzała się z zaciekawieniem po okolicy. – Gorąco tu.
– No – przytaknął Teodor – i dziwnie pachnie – dodał.
– To przez twój duży nochal – prychnął Davis i podszedł do niego, z trudem powstrzymując uśmiech. – Chyba już wiem, co zajęło wam tak dużo czasu. – Chwycił chłopca za ramiona i zmusił, by ten wykonał przed nim pełen obrót. – No, teraz dużo lepiej. – Zmierzył go oceniającym wzrokiem. – Nie wyglądasz już jak zniewieściały chłoptaś, tylko przypominasz dorastającego mężczyznę. Za mną – nakazał i po chwili wszyscy ruszyli w stronę niewielkiego domku.
– Dowiemy się gdzie jesteśmy? – Spojrzałam na Tobiasa, bo najwyraźniej ani matka, ani mój były profesor nie mieli zamiaru odpowiedzieć.
– Niedaleko Rzymu, nie wiem dokładnie gdzie – wyjaśnił mężczyzna.
– Włochy – ucieszyły się bliźniaczki i nagle ich zmęczenie gdzieś opadło.
– A co to za dom? – dopytywałam.
– Mój – odpowiedział Davis. – A tam – wskazał na horyzont – stoi rodzinny dom twojej matki. Nikt tam teraz nie mieszka.
– Daleko stąd do plaży? – spytała wesoło Leen.
– Plaża jest po drugiej stronie domu – wyjaśnił jej Owidiusz, po czym przeniósł spojrzenie na mnie. Zwolniłam i wpatrywałam się w niego przenikliwie.
– Przestanie mnie pan w końcu okłamywać? – wyszeptałam, gdy podszedł bliżej. – Profesorze, jestem wdzięczna za wszystko co pan dla nas robi, ale … wciąż pan wyskakuje z jakimiś rewelacjami na temat naszych wspólnych relacji. Proszę mi powiedzieć prawdę.
– Jestem ojcem chrzestnym twojej matki – wypalił, a ja przystanęłam.
Severus pogładził moje ramię i ruszył przodem, odciągając dzieci od rozmowy dorosłych. Na moje szczęście matka postanowiła wyjątkowo być dyskretna i pomimo widocznej na twarzy ciekawości także ruszyła szybciej, razem z nimi.
– Byłem przyjacielem twojego dziadka, a jego wuj, był mężem mojej siostry – zaczął, widząc moje błagalne spojrzenie. – Dziadek zmarł tuż przed ślubem twoich rodziców – westchnął. – Nie pochwalał tego związku i ja nie mogłem się pogodzić z tym, że Liwia wychodzi za starszego, mrocznego faceta. Nie byłem przekonany co do niego. Czuć było od niego Czarną Magię i dopiero po latach, gdy było już za późno, dowiedziałem się dlaczego. Nie utrzymywałem kontaktów z twoją matką, nawet gdy przebywałem w Anglii. Ani ona się do tego nie garnęła, ani ja specjalnie nie miałem ochoty na wizyty towarzyskie, ale miałem ją na oku, na wypadek gdyby Modest okazał się gorszy niż zakładałem. Wiedziałem, gdzie mieszkała i ona wiedziała, gdzie znaleźć mnie. Odpuściłem, gdy pojawiłaś się na świecie. Jak mi się wydawało, Modest złagodniał i Czarna Magia była u niego praktycznie niewyczuwalna. Później, kiedy trafiłaś do Hogwartu i Filius wpadł do mnie z rewelacjami o nieprzeciętnie uzdolnionej uczennicy, jakoś wiedziałem, że chodzi o ciebie. Byłem dumny, jakbyś była moją wnuczką, a jednocześnie czułem ulgę, że nie ma w tobie mroku, który widziałem u twojego ojca. Dopiero po latach dowiedziałem się czym naprawdę zajmował się Modest. Badał Czarną Magię i walczył z nią, a nie próbował wchłonąć. Było za późno, by naprawić cokolwiek. Choć jeden Merlin wie, jak bardzo mógłbym mu pomóc.
– To pan – pisnęłam. – To pan nauczył mamę tych zaklęć.
– Przyszła do mnie krótko przed śmiercią – westchnął zrezygnowany. – Mówiła o przeczuciach, jakie ją dopadły w chwili narodzin Teodora. Wiedziała, że zginie i potrzebowała czarów, które pozwolą jej ochronić rodzinę. Merlin jeden wie, jak bardzo prosiłem ją, by pozwoliła sobie pomóc, by pozwoliła mi być w pobliżu. I chciałem, Solem. Chciałem tam być, ale … okłamała mnie. Albo sama dokładnie nie wiedziała, gdzie to się wydarzy. Prosiła, bym miał na oku twój dom w Londynie, bym miał na oku ciebie. Nauczyłem ją tych zaklęć ochronnych, ale wciąż miałem nadzieję, że sam zdołam ocalić was wszystkich.
Dopiero teraz zorientowałam się, że staliśmy na ganku szarego domu, a wokół nas zebrała się dorosła część rodziny. Selene i Asteria smacznie spały w ramionach ojca i dziadka, a Teodor i Leen zwiedzali już wnętrze.
– Dlaczego mama mi nic nie powiedziała, kiedy zaczęłam studia u pana? – zdziwiłam się.
– Nie miała pojęcia, że uczysz się u mnie – zaśmiał się Davis. – Opowiadałaś jej o swoich wykładowcach? Byłaś pochłonięta sztukami plastycznymi i domyślam się, że o tym pytlowałaś, spotykając się z nią. O tym i o ukochanym. – Przytaknęłam z krzywym uśmiechem. – Tak, wiem co myślisz. Pewnie mogłem ci powiedzieć prawdę od razu, a przynajmniej już po śmierci rodziców, ale … coś mnie powstrzymywało. Bałem się, że mnie znienawidzisz, że nie wybaczysz mi, że jej nie ochroniłem. Poza tym, chyba nigdy nie skłamałem. Nie uczyłem cię dlatego, że byłaś córką Liwii, uczyłbym cię, nawet gdybyś była córką Dumbledore'a. Twój potencjał … Wybacz mi dziecko, że jej nie uratowałem …
– Uratował pan mojego syna – wyszeptałam ze łzami w oczach, po czym uśmiechnęłam się nieśmiało. – Nie mam czego panu wybaczać. To nie pan ich zabił. Zrobił pan wszystko, by ich … by nas chronić. Tak myślę.
– Chciałbym móc zrobić więcej. Gdyby nie niechęć do twojego ojca …
– Nie bardzo to rozumiem – westchnęłam. – Był miłym i dobrym człowiekiem.
– Sądzę, że to ma coś wspólnego z tym, że Liwia była jedyną, ukochaną córeczką tatusia, w dodatku była wyczekiwanym przez lata dzieckiem i jej narodziny były prawdziwym cudem dla twych dziadków. Twoja babcia miała już pięćdziesiąt lat. Traktowałem ją jak swoją własną wnuczkę – zaśmiał się gorzko. – Była taka młoda, gdy wychodziła za twojego ojca, a on … był już po trzydziestce.
– Jest pan moim … wujkiem? – spytałam niepewnie.
– Gdybym utrzymywał kontakty z twoimi rodzicami, pewnie tak byś mnie nazywała – odparł z miłym uśmiechem. – Ten profesor jest … a pan … znamy się tyle lat. Gdybym lubił swoje imię …
– Owidiusz … Wuj … – Nie kryłam rozbawienia. Od dawna podejrzewałam, że profesor ukrywał coś przede mną i nie pomyliłam się. Nie przypuszczałam, że był tak blisko z moją rodziną, ale zawsze tak bardzo o mnie dbał, że w sumie to co powiedział nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem.
– Jakaś kolacja jest … wujeczku? – zadrwił Severus, widząc, że rewelacje nie popsuły mojego nastroju. Starszy mężczyzna posłał mu gromiące spojrzenie.
– Jak sobie ugotujesz – prychnął.
– My to sobie jeszcze później porozmawiamy, profesorze – warknął z groźną miną.
– Pewnie nie raz – mruknął uśmiechnięty Owidiusz. – Skrzat przygotował dla was pokoje na górze – dodał, spoglądając na wtulone w ramiona mężczyzn bliźniaczki. – Mam nadzieję, że kolację też już skończył. – Odetchnął głęboko i poprowadził nas do domu.
– Mamo – krzyknęła Leen. – Tutaj jest świetnie. Widziałaś widok z tarasu na piętrze?
– Nie, nie widziałam. A ty spytaj profe … wujka – poprawiłam się z krzywą miną – gdzie jest twój pokój i maszeruj do spania. Gdzie jest Teo?
– Wciąż na tarasie – odparła. – Mamo, mogę jeszcze nie spać? Jestem głodna – dodała pospiesznie, widząc moje wahanie. – Na pewno babcia ugotowała coś włoskiego. Coś pysznego …
– Babcia nie gotowała kolacji – wtrąciła Eileen z niezadowoleniem. – Tu jest skrzat – burknęła, patrząc na Owidiusza z obrzydzeniem.
– Nie mam nic przeciwko, żebyś gotowała od jutrzejszego śniadania – odburknął. – Przewidziałem, że się spóźnicie, a nie miałem zamiaru czekać na kolację nie wiadomo jak długo. – Wzruszył ramionami i pociągnął Leen na górę. – Przygotowałem dla ciebie ekstra pokój. – Uśmiechnął się porozumiewawczo do dziewczynki i machnął na nas, byśmy poszły za nim.
– Czy to się dzieje naprawdę, mamo? – Teodor spojrzał z nadzieją, gdy delikatnie dotknęłam jego ramienia.
Westchnęłam z rozkoszą, gdy ciepłe morskie powietrze uderzyło w moje nozdrza.
– Ostatnio przeżywałam tak dziwne sny, że teraz sama mam wątpliwości – wyznałam. – Jesteśmy tu razem, prawda? Bezpieczni.
– Razem – wyszeptał Teo i z uśmiechem rzucił mi się w ramiona. – To wciąż do mnie nie dociera i chyba nie miałem czasu, żeby się nacieszyć i … Już nie muszę udawać? – spytał nieśmiało.
– Nie, nie musisz – odpowiedziałam spokojnie i mocniej go przytuliłam. – Żadne z nas nie musi.
– Mamo, Susan, ona była … cały czas się śmiała i wyglądało na to, że jest w porządku, że cieszy się, że tata jest moim tatą, ale wiem, że Ron i Hermiona … oni nie przyjmą tego tak spokojnie.
– Synku – westchnęłam i pociągnęłam go na ławkę ustawioną na tarasie. – Wiem, że będzie trudno powiedzieć im o tym, a im trudno będzie to przyswoić, zaakceptować. Niemniej uważam, że to dobrzy przyjaciele i lubią cię za to jaki jesteś, nie za to czyim synem.
– No nie wiem – mruknął Teodor. – Wszyscy uważali mnie za Wybrańca, Tego-Który-Przeżył.
– Ale tak jest – zaśmiałam się gorzko. – To ty przeżyłeś spotkanie z Voldemortem. Nie Harry. Co i tak nie ma najmniejszego znaczenia dla twoich przyjaciół.
– Dowiedzą się z gazet – jęknął po chwili zrozpaczony.
– Jest już późno i powinnam pogonić cię do szybkiej kolacji i spania, ale … myślę, że jeśli jednego wieczoru pójdziesz spać nieco później, to nic się nie stanie. Nie musimy jutro wstawać wcześnie. To znaczy ty nie musisz, ja pewnie zostanę wyrwana ze snu w środku nocy przez wyspane bliźniaczki w strojach kąpielowych – posłałam mu krzywy uśmieszek. – Nie możemy teraz spotkać się z twoimi przyjaciółmi, ale chyba z listu wyjaśniającego się ucieszą. A później, jak już wrócimy, to może zaprosimy ich do nas?
– I Hermionę też? – spytał z entuzjazmem.
– Będę musiała udać się najpierw do jej rodziców, ale jeśli o mnie chodzi, to żaden problem.
– Powinienem napisać do każdego Weasleya osobno, czy jeden list wystarczy? – Teo popatrzył z krzywą miną.
– Myślę, że możesz napisać mniej więcej to samo do każdego, ale będzie im miło, jeśli każdy z twoich rudych przyjaciół dostanie swój list – odparłam. – Możesz użyć zaklęcia kopiowania na tę część, którą chcesz napisać do każdego.
– Lee i bliźniacy słyszeli wczoraj jak się wydzieram do babci – uświadomił sobie po chwili.
– Tym bardziej powinieneś napisać do nich wyczerpujący list. Także są twoimi przyjaciółmi, prawda? – Teo przytaknął.
– A reszta chłopaków z dormitorium? I koledzy z Gryffindoru?
– Myślę, że dzisiejszego wieczoru możesz ograniczyć korespondencję do przyjaciół – zaśmiałam się. – A później, możesz napisać do reszty kolegów.
– Co mam napisać? – spytał, kierując się do wejścia.
– Prawdę, Teo – odparłam. – Ale tylko tyle, ile chcesz im powiedzieć.
– O, Merlinie – wykrzyknął nagle uradowanym głosem. – Nigdy więcej szlabanów na eliksirach.
– Tego nie byłbym taki pewien, panie Snape. – Tuż obok nas pojawił się Severus najwyraźniej zniecierpliwiony czekaniem przy stole.
– Twoje skrzaty, Owidiuszu, są bardzo opieszałe. – Eileen ze zniecierpliwieniem zaczęła bębnic w talerz do zupy. – Mówiłam ci, że sama szybciej przygotuję kolację. Co to? – Przeniosła wzrok na mnie i gestem wskazała na papierową gwiazdkę, która unosiła się tuż nad moim nakryciem. Zaskoczona spojrzałam na męża, a ten jedynie uśmiechnął się i po chwili wokół gwiazdy zaczęły unosić się kolorowe planety.
– Tandeta – prychnął cicho Davis, ale z ciekawością przyglądał się tańczącym planetom.
Po chwili, tak samo jak za pierwszym razem, pergamin, z którego była zrobiona gwiazdka rozwinął się, a planety wybuchły tworząc napis: „Cały świat kręci się wokół Ciebie, najjaśniejszej, ślicznej Solem". Eileen zaszlochała cichutko, że to takie romantyczne i nawet Tobias westchnął z rozmarzeniem, a dzieciaki zapiszczały z zachwytu. Davis ponownie prychał coś o tandecie, a ja z otwartymi ustami wpatrywałam się w pergamin, który po rozłożeniu się gwiazdy wsunął się w moje dłonie. Łzy popłynęły mi po policzkach i nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
– To najwspanialszy prezent – wyszeptałam, opierając głowę na ramieniu męża. – Nie myślałam o tym od skończenia szkoły. Ale … jak ja znajdę czas?
– Kochanie, to tylko trzy semestry – zaśmiał się. – Leen i Teo będą w Hogwarcie, a dziewczynkami … jeśli się zgodzisz, mogłaby zajmować się mama. Tata na pewno przejmie twoje obowiązki w wydawnictwie.
– To tylko trzy godziny dziennie – prychnął Davis, wyciągnąwszy pergamin z mojej dłoni. – Oczywiście, że znajdziesz czas. A jak cię znam to pewnie skończysz go przed czasem. Gdybyś chciała, moglibyśmy to połączyć z jakimiś zaklęciami. A te dwie spryciule, mogą przychodzić na zajęcia do wujaszka, jeśli Eileen nie znajdzie czasu.
– Bo Eileen ma przecież tyle zajęć – syknęła ze złością starsza pani Snape. – Oczywiście moja droga, że możesz na mnie liczyć. Wiesz jak bardzo … bardzo bym chciała zajmować się dziewczynkami.
– Ale część z tych zajęć odbywa się nocą. – Puściłam uwagi rodziny mimo uszu i spojrzałam zmartwiona na męża.
– Dowiadywałem się i to tylko trzy godziny w tygodniu – odparł z uśmiechem. – W dodatku zaczynają się o dziesiątej, więc nie będziesz zawalała więcej nocy niż zwykle zawalasz.
– Ale co to jest? – spytała z oburzeniem Leen. – Co dostałaś? – Davis podał dzieciakom pergamin. – I z tego się cieszysz? Że będziesz musiała się znowu uczyć? Astronomia? Tato, nie mogłeś kupić mamie czegoś ładnego? – Dziewczynka z obrzydzeniem wpatrywała się w papier, który upoważniał mnie do wzięcia udziału w kursie astronomicznym na uniwersytecie.
– Kupiłem też nowy teleskop, ale przezornie zostawiłem w domu – westchnął. – Wiem, że marzyłaś o tym, a ja …
Cała rodzina wpatrywała się we mnie z wyczekiwaniem. Popatrzyłam najpierw na teściową, która z szerokim uśmiechem przytaknęła, a po chwili przeniosłam wzrok na teścia.
– Myślę, że starczy ci czasu na serię o Merlinie. Resztą się nie martw, ostatecznie profesor Davis pomoże z zaklęciami – odparł, widząc moje pytające spojrzenie.
– Bo przecież Davis nie ma nic lepszego do roboty – mruknął starszy czarodziej. – Mam już nawet kilka pomysłów – dodał po chwili z entuzjazmem. – Jestem bliski utworzeniu … – urwał i klasnął w dłonie, by skrzaty podały kolację. – Później wam powiem.
– Dziękuję – wyszeptałam wprost do ucha męża i obdarzyłam go czułym całusem.
– Później mi podziękujesz – mruknął, trącając nosem w płatek mojego ucha.
– Możesz być pewien – odparłam z przekornym uśmieszkiem.
Reszta wakacji upłynęła nam na beztroskim leniuchowaniu. Z coraz większym trudem powstrzymywałam się od magii, ale przesadzone groźby jakie roztaczał nade mną Davis skłaniały do odłożenia różdżki. Młodsze dziewczynki uwielbiały bawić się na plaży i spędzać czas na wyprawach do parków rozrywki, starsze dzieci, zwłaszcza Teodor, rozkoszowały się przechadzkami po zabytkowych miasteczkach. Nasz syn był wniebowzięty mogąc swobodnie spacerować po magicznych miejscach. Nikt nie zwracał na nas uwagi i nawet jeśli słyszano tutaj o Voldemorcie i słynnym Harrym Potterze, to nikt i tak go nie rozpoznawał. Udało nam się z Severusem wykroić troszkę czasu tylko dla siebie. Davis długo kręcił nosem, ale w końcu matce udało się namówić także i jego na trzydniowy rejs. Wysyłając rodzinę na wycieczkę, sami nie zamierzaliśmy zajmować się zwiedzaniem ani leżeniem na plaży. Zajęliśmy się tylko sobą i przez trzy dni nawet przez chwilę nie potrzebowałam użyć magii.
Prorok Codzienny szalał z wiadomościami na nasz temat. Wypytywano sąsiadów, kolegów z pracy, pracowników. Czytając kolejny wywiad z kolejną przyjaciółką z dzieciństwa i sąsiadkami, z których każda jedna wierzyła w cudowne ocalenie małego Teodora, kipiałam ze złości. Nagle mieliśmy całkiem pokaźne grono przyjaciół, którzy pomagali nam przeżyć ciężkie chwile po śmierci rodziców, a później w poszukiwaniach chłopca. Po tygodniu rewelacji gazeta nieprzeczytana lądowała w kominku. Cieszyliśmy się, że nasi prawdziwi przyjaciele i współpracownicy milczeli na ten temat. Nie było wywiadów z Amelią i Syriuszem, uczniowie z Hogwartu byli jedynie anonimowymi kolegami Harry'ego Pottera i nawet Lily jedyne co miała do powiedzenia, to prośba by zostawiono Snape'ów i ją w spokoju. Byłam zaskoczona, że ani razu nie wspomniano o Voldemorcie i jego unicestwieniu, nawet masowe aresztowania śmierciożerców nie wzbudziły tak dużego zainteresowania gazety, jak nasza rodzina, ale Severus utrzymywał, że prawdopodobnie Ministerstwo i Biuro Aurorów milczało na temat okoliczności tych aresztowań.
Teodor martwił się brakiem odpowiedzi na swoje listy. Zapewne każde z jego przyjaciół potrzebowało przemyśleć sprawę, zanim odpowiedzą, ale po blisko dwóch tygodniach zaczynał się bardzo niecierpliwić. Niepokoił mnie nastrój syna, a i nie podobało mi się, jak został potraktowany przez kolegów. Nie spodziewałam się, że każde z nich przyjmie z radością nasze oszustwa, ale jako przyjaciele powinni wykazać się większą wyrozumiałością, zwłaszcza, że cała ta sytuacja nie była winą Teodora. Severus był już tak zły, że tuż po powrocie zamierzał złożyć wizytę u państwa Weasley i powiedzieć do słuchu niby przyjaciołom syna. W zaciszu sypialni pomstował na Granger i nie omieszkał w każdym zdaniu kpić z jej inteligencji. Początkowo próbowałam go uspokajać, ale musiałam przyznać, że sama także, przynajmniej po Hermionie, spodziewałam się czegoś dojrzalszego. Nie oczekiwaliśmy, że pogodzą się z sytuacją od razu, ale chociaż krótką odpowiedź każde z nich powinno przysłać.
– Co tam masz? – Severus spojrzał podejrzliwie na córkę, która z dziwną miną odbierała przesyłkę od sowy.
– To do mnie – mruknęła i pospiesznie schowała list do kieszeni.
– To pewnie liścik miłosny od … – zaczęła z niewinnym uśmiechem Asteria, ale starsza siostra uciszyła ją gromiącym spojrzeniem.
– Odpowiedz ojcu na pytanie, Leen – skarciłam ją.
– Ale to naprawdę do mnie – zaperzyła się.
– Nie każę ci tego czytać na głos, ale mamy prawo wiedzieć, kto do ciebie pisze – odparłam spokojnie.
– Lee – burknęła – zadowoleni? – dodała szeptem.
– Nie, niezadowoleni – odpowiedział jej Severus. – Jednak nie widzę powodu, byś musiała ukrywać przed nami fakt, iż korespondujesz z przyjaciółmi – dodał, widząc moje wymowne spojrzenie. Po czym uśmiechnął się w równie niewinny sposób, jak przed chwilą jego córka.
– Jakbym ci powiedziała, że to od Lee, to zaraz byś się czepiał. – Leen ze złością zaczęła smarować tosta.
– Wiem już, że to od pana Jordana i jak widzisz nie czepiam się – odparł, siląc się na spokój.
Nie miałam pojęcia co ugryzło starszą córkę i po skończonym śniadaniu zaprosiłam ją na dłuższy spacer do domu moich przodków.
– Naprawdę chcesz MNIE tam zabrać? – zdziwiła się dziewczynka. – Myślałam, że z tatą raczej będziesz chciała go najpierw odwiedzić.
– Pomyślałam, że babskie towarzystwo lepiej mi zrobi – zaśmiałam się. – Tam mieszkała babcia Liwia i podejrzewam, że znajdziemy więcej tych cudeniek jakie tworzyła z biżuterii. – Znacząco uniosłam brwi i objęłam córkę, prowadząc do wyjścia.
– Będę mogła sobie coś wybrać, jeśli coś znajdziemy po babci? – spytała z nadzieją.
– Pod warunkiem, że nie będziesz zmieniała wyglądu w szkole – obiecałam.
– Nie mówię tylko o biżuterii, mamo – odparła poważnie. – Tam na pewno jest sporo innych pamiątek. Wiesz, mamo – zaczęła cichym głosem – nie miałam szansy poznać babci, ale czasem mi się wydaje, że ona jest blisko nas i czuję jakbym ją bardzo dobrze znała. Chciałabym mieć coś, co było jej. Coś co mogłabym mieć przy sobie cały czas. Przykro mi, że nie mogłam jej poznać.
– Mnie też, córeczko – westchnęłam i jeszcze mocniej objęłam dziewczynkę. – Na pewno znajdziemy coś, co będzie ci o niej przypominać. – Przez dłuższy czas szłyśmy w ciszy, każda pogrążona w swoich myślach. – Powiesz mi co cię tak zdenerwowało rano? Źle spałaś? A może tęsknisz za domem?
– Nie, mamo nie tęsknię – zaśmiała się. – Tu jest naprawdę fajnie i bardzo się cieszę, że w końcu mam jakieś normalne rodzeństwo, a nie te dwie … czasem mnie denerwują.
– Bliźniaczki ci jakoś dopiekły?
– Nie, tylko … one wciąż się śmieją z Lee i jak przyszedł ten list, to nie chciałam mówić przy nich, że to od niego – odparła.
– Porozmawiam z nimi, ale przypominam ci tylko, że ty byłaś całkiem podobna w ich wieku i ostatnio dość mocno sama im dokuczyłaś. – Poluzowałam uścisk i spojrzałam z rozbawieniem na córkę.
– Wiem – burknęła. – Odgrywają się wciąż na mnie za to, że potopiłam im kilka dni temu misie, ale ja nie wiedziałam, że ich się nie wysuszy, że … że to mugolskie zabawki i pełno w nich tych kabelków w środku. Skąd mogłam wiedzieć, że nie będą już śpiewać?
– Może powinnaś pomyśleć, zanim w ogóle zabrałaś się za ich ulubione zabawki? – zadrwiłam.
– Przeproszę je – burknęła.
– To nie wszystko, prawda? – Popatrzyłam zmartwiona na córkę.
– Nie – szepnęła. – Jestem naprawdę, naprawdę zła na Lee i na bliźniaków, na nich wszystkich. Nikt nie napisał do Teodora nawet słowa. Chodzi smutny i chyba wciąż wypatruje sowy. Aż mi się nie chce czytać tego listu. Nie – okrzyknęła ze złością. – Nie będę czytała jego radosnej twórczości, podczas gdy Teo cierpi z jego powodu.
– Może Lee ma na ten temat coś do powiedzenia w liście? – zastanawiałam się. – Mnie też bardzo się nie podoba, że żadne z nich się nie odezwało do Teo. Powinni.
– Niech ci będzie, ale ostrzegam – mruknęła – jeśli napisał coś, co mi się nie spodoba na temat Teosia, to słowo ci daję, po powrocie obrzucę go sporą liczbą dotkliwych klątw i nie obchodzi mnie, że nie mogę używać różdżki poza Uniwersytetem i Hogwartem.
– Przypominam ci tylko, że jeszcze nie masz swojej różdżki – zaśmiałam się i spojrzałam na list, który wyciągnęła tak, byśmy mogły czytać razem.
– Nie pomyślałam o tym, że Teo nie napisał im jak adresować listy do niego – jęknęłam.
– No, ale do mnie list doszedł, to dlaczego nie do Teo? – zdziwiła się dziewczynka.
– Sowa Lee zna cię i szukała ciebie, a nie miejsca – odparłam z westchnieniem. – Listy, które pisali do Teodora były bez adresu i sowy głupiały. Nie miały pojęcia kogo szukać. Nie sądziłam, że Teo nie napisał im adresu zwrotnego, ale pisał listy zaraz po przyjeździe i chyba sam jeszcze nie wiedział gdzie dokładnie jesteśmy.
– Więcej już nie musisz czytać. – Leen nagle zabrała pergamin sprzed moich oczu.
– Teraz jestem ciekawa – zaperzyłam się, ale po chwili zaśmiałam się wesoło. – Pisze, że tęskni? – dokuczałam córce.
– Nie interesuj się – prychnęła, ale po chwili sama wybuchnęła śmiechem. – Napisał, że tęskni za nami wszystkimi, nawet za tatą. Wspomniał, że Mike jest dla niego bardzo dobry i pozwolił zobaczyć warzelnię w Londynie. Tata będzie zły?
– Nie sądzę – odparłam. – Chyba, że Mike pokazał mu jakieś tajne projekty taty.
– Nie, pisze, że pracował tylko przy tych sprzedawanych w aptece i pyta, także w imieniu Mike'a, czy może zobaczyć, jak pani Vance tworzy twoje płyny do kąpieli – opowiadała dziewczynka. – Wspomina o Teo, że bardzo się ucieszył z listu i wciąż nie może wyjść ze zdumienia, że Harry to Teo. Chyba nie jest zły. Pyta, czy wiedziałam i podkreśla, że nie jest zły ma mnie za tajemnice, że rozumie i nie może się już doczekać, kiedy mu sama wszystko opowiem. Napisał, że bliźniacy szykują dla Teosia prawdziwe piekło, a Ron wciąż chodzi i jęczy coś w stylu: Snape ojcem mojego najlepszego kumpla, paranoja – zaśmiała się dziewczynka. – Wspomina, że musimy porozmawiać na temat złych mocy, które odeszły, chyba o Voldemorta mu chodzi, ale to jak się spotkamy. Na koniec to już takie tam, trochę o eliksirach, bo czasem o nich gadamy i o jakichś wynalazkach bliźniaków. Podobno tworzą jakieś nowe słodycze. – Uśmiechnęłam się serdecznie do córki. – No dobra – dodała, wiedząc, że bardzo dobrze wiem w jakim tonie był list. – Napisał, że nie może się mnie doczekać i że tęskni za moim towarzystwem i moimi pomysłami na eliksiry. I … i … załączył pierwszy rozdział powieści, którą pisze. – Mruknęłam ze zdumieniem. – Tak, Lee nie jest tylko głupim dowcipnisiem – burknęła Leen. – Robi czasem coś poważnego, a powieść, z tego co mi opowiadał też nie będzie jakimś głupim pomysłem w stylu bliźniaków, zadowolona?
– Bardzo – odparłam z uśmiechem. – I nigdy nie uważałam Lee za głupiego – dodałam poważnie. – Cieszę się, że twój przyjaciel jest mądrym i poukładanym, a jednocześnie wesołym chłopcem.
– Przepraszam, mamo – zmieszała się. – Lee, zawsze mi się zwierzał i ja jemu też, i jak odnaleźliśmy Teo, to tak trudno mi było mu nic nie mówić. Trochę się bałam, że będzie na mnie obrażony, że już nie będzie mnie taktował jak przyjaciółkę.
– Czy ta powieść Lee, to bardzo osobista sprawa? Tajemnica? – spytałam po chwili.
– Nie wiem, mamo. – Wzruszyła ramionami. – Zawsze mi mówił, że wiem o wszystkim pierwsza. Nie wiem, czy komuś jeszcze o niej mówił. I chyba to nic osobistego. Nie wiem ile mogę ci zdradzić, ale to ma być wesoła książka, chociaż pisana na poważnie.
– Nie chcę żebyś mi zdradzała tajemnice pana Jordana, ale pomyślałam, że może ucieszyłby się z kilku obrazków do swojej powieści? Mogłabyś mu coś namalować – zaproponowałam.
– Ale ja … wiesz, że … to ty jesteś od malowania … moje rysunki to bardziej gryzmoły … myślisz, że mu się spodoba? – spytała w końcu z nadzieją. – Nie maluję tak ładnie, jak ty albo Teodor.
– Myślę, że bardzo mu się spodoba, a malujesz całkiem ładnie – odparłam poważnie.
– A pomożesz mi? – poprosiła.
– Oczywiście, gwiazdeczko – zapewniłam.
– To ma być o dwójce przyjaciół – zaczęła wesoło dziewczynka. – Poznali się, gdy jedno z nich potajemnie warzyło eliksir w nieużywanej klasie, a drugie uciekało przed złym nauczycielem i przeżywają razem różne niebezpieczne przygody. Na początek mieli zmierzyć się z wielką kałamarnicą, która porwała ulubioną zabawkę młodszej siostry jednego z nich i ta siostra nie mogła bez niej spać. – Eileen z zapałem opowiadała o planach pisarskich swojego przyjaciela, a ja nie mogłam się nadziwić nad wyobraźnią chłopca. – Tylko nie chce mi powiedzieć, jak to się skończy – jęknęła Leen.
– Może jeszcze sam nie wie – odparłam z zamyśleniem. – A może chce cię zaskoczyć?
Dom, do którego dotarłyśmy chwilę później w istocie był wypełniony pamiątkami. Liwia mieszkała tam dopóki nie wyszła za mąż za mojego tatę i panna Snape znalazła całkiem sporo rzeczy po swojej babci. Dopiero po przekroczeniu progu uświadomiłam sobie, dlaczego tak bardzo chciałam przyjść tu za pierwszym razem z mężem. Dom był w bardzo dobrym stanie, ale w środku ciężko było poruszać się tak, by nie wpaść w jakąś pajęczynę.
– Mogłabyś rzucić zaklęcie. – Leen spojrzała na mnie z troską.
– Wtedy tata nie znajdzie niczego ciekawego dla siebie – mruknęłam, rozglądając się na boki.
– Pająki, dziwne zamiłowanie mojego ojca – wzdrygnęła się dziewczynka. – Wiedziałaś, że babcia kupiła mu kiedyś jednego na chowańca? – Przytaknęłam z obrzydzeniem. – Pokroił go – dodała ze śmiechem Leen.
– Słyszałam tę historię. Wyobraź sobie, jaki tata był z siebie dumny, że tak nabrał babcię.
Ze wzruszeniem zwiedzałam dom swoich przodków. Był skromnie urządzony, ale całkiem sporo w nim było magicznych ulepszeń. Domyślałam się, że któreś z moich dziadków musiało być bardzo biegłe w tego typu czarach. Od dnia przyjazdu do Włoch, profesor Davis sporo mi o nich opowiadał. Lubiłam słuchać o nich i swojej matce, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Dziwiłam się dlaczego nigdy nie nauczył jej starożytnej magii, ale on tłumaczył, że moja matka nie miała aż takiego talentu jak ja, a poza tym w wieku lat dziesięciu wysłano ją do szkoły w Mediolanie, a on już wówczas nauczał w Londynie.
– Co tam masz? – Zerknęłam Leen przez ramie, kiedy przeszukiwała stary kufer.
– Śliczne. – Dziewczynka wyjęła ze środka kilka magicznych lalek. – Myślisz, że te małe pchły się ucieszą, jak je im zaniosę?
– Myślę, że staniesz się obiektem ich uwielbienia, jeśli im je podarujesz – zaśmiałam się. – Tam masz do nich ubranka – wskazałam dłonią malutką szafę.
– Ja cie … zobacz – Leen z zapartym tchem wyciągała kolejne maleńkie sukieneczki dla lalek.
– Wydaje mi się, że szyła je twoja prababcia. – Wzięłam do ręki jedno z ubranek. – Przez tyle lat w ogóle się nie zniszczyły. Aż sama z przyjemnością pobawiłabym się tymi lalkami. – Dziewczynka wybuchła gromkim śmiechem, widząc jak wygłupiam się zabawkami.
– Mogę dać to wszystko dziewczynom? – spytała, przygryzając dolną wargę.
– Myślę, że Teo nie będzie miał nic przeciwko temu – odparłam z powagą i pomogłam córce spakować wszystko do kufra. – Nie mam różdżki – jęknęłam po chwili. – Nie ma jak tego zmniejszyć.
– Podejrzewam, że to wcale nie takie ciężkie – zapewniła Leen, próbując unieść skrzynię. – Damy radę we dwie.
– Wybrałaś coś dla siebie? – spytałam po chwili, gdy córka z przejęciem przeglądała zawartość szafy.
– Te ubrania … mamo są przepiękne – jęczała, wyciągając kolejne sukienki.
– Podejrzewam, że moja babka musiała mieć niesamowity talent do szycia. – Z zachwytem spoglądałam na stroje pokazywane przez córkę. Po chwili zamarłam ze strachu i cichym głosem kazałam córce powoli odejść od szafy.
– Co … – zaczęła Leen, ale po chwili sama dostrzegła niewielkiego, zielonego węża chowającego się w narożniku. – Zostawimy go tam? – spytała nieco przestraszona, odchodząc na bezpieczną odległość. – Wygląda na jadowitego.
– Nie wiem, nie znam się na wężach, gwiazdeczko – odparłam spokojnie, ale przez cały czas wpatrywałam się w gada, który natarczywie odwzajemniał moje spojrzenie. – To chyba jakieś magiczne stworzenie – oceniłam, gdy ten wysunął nierozwidlony język. – Albo kaleka – mruknęłam szeptem do córki. – Nie mam różdżki, wolałabym, żebyśmy stąd po prostu wyszły. Wrócimy tu z tatu... – Nie zdążyłam dokończyć, gdy wąż zaczął z niebywałą prędkością poruszać się w naszym kierunku. W pierwszym odruchu sięgnęłam do rękawa, ale już po chwili oprzytomniałam i skupiłam całą swoją moc w dłoni. Osłoniłam siebie i córkę magiczną barierą, od której zwierzę odbiło się z niezwykłą siłą. Pociągnęłam Leen za swoje plecy i nakazałam biec do domu. Dziewczynka wahała się przez chwilę, ale moje twarde spojrzenie i dziwny jęk, jaki wydał z siebie wąż dodały jej sił, by ruszyć się z miejsca i to bardzo szybko. Zielony gad spoglądał teraz na mnie z lekkim wyrzutem, przechylając lekko łebek. Ukucnęłam i wciąż magicznie osłonięta zbliżyłam się nieco do niego.
– Solem. – Severus wpadł do domku niczym tornado i stanął jak zamurowany, widząc, jak z czułością przytulam małego wężyka. – Zwariowałaś? Może być jadowity.
– To nie wąż, Severusie – wyjaśniłam. – To maleńki kraken. Utknął tutaj w swoim przejściowym stadium. Podejrzewam, że jest w drodze do morza.
– Kraken? – zdziwił się mężczyzna i podszedł bliżej.
– Dokładnie – odezwał się nagle zza naszych pleców Davis. – Ten maleńki kraken utknął w swoim drugim stadium przemiany ponad pół wieku temu – tłumaczył. Ukucnął obok i z czułością pogładził jego zimny ogonek. – Dawno temu znalazłem go na swoim podwórku. Próbowałem mu pomóc i magicznie przekształcić jego formę w dorosłą, ale nie udało mi się. Liwia była nim zachwycona i od razu zapaliła się do opieki. Nie sądziłem, że przetrwał sam tyle lat. Przychodziłem tutaj czasem, gdy zjeżdżałem na lato, ale nigdy nie udało mi się go znaleźć.
– Bo nie grzebałeś w szafach, profesorciu – zaśmiała się Leen, która także zdołała już do nas dołączyć.
– Dobrze się czujesz? – Severus spojrzał z troską. – Z relacji Leen wnioskuję, że użyłaś dość silnego czaru ochronnego.
– Nic mi nie jest – odparłam szeptem. – To zdumiewające, że to maleńkie stworzonko przetrwało tyle lat. Samo.
– Chyba cię lubi – zaśmiała się dziewczynka.
– Masz prezent dla sióstr, może chciałabyś też mieć prezent dla brata? – Spojrzałam z uśmiechem na córkę i wskazałam gestem zielone stworzonko.
– Będzie wniebowzięty – ucieszyła się dziewczynka. – Jak i reszta Gryfonów, gdy zabierze go do dormitorium – dodała z przekąsem. – Dla ciebie też coś znalazłam, tatusiu – zapewniła, spoglądającego na nią ojca i wyciągnęła z kieszeni małe jajeczko.
– Na Salazara, skąd to masz? – Severus zabrał jajo z dłoni córki. – To jajeczko boomslanga czarnego. Skąd to masz? – spytał z powagą.
– Było tam – wskazała dziewczynka. – Tato – dodała uspokajającym tonem – samiczka nie żyje. To jajo jest opuszczone. Nie jestem głupią smarkulą – oburzyła się. – Wiem, kiedy nie należy wkładać łapy do jadowitego gniazda. Myślałam, że się ucieszysz. Bałam się, że ktoś może je zgnieść jak tutaj wejdzie.
Severus westchnął cicho i objął mocno córkę ramieniem.
– Oczywiście, że jesteś mądrą dziewczynką – szepnął, przytulając ją.
– Od czasu, jak uwięziło nas na strychu, codziennie czytam o magicznych stworzeniach i roślinach. Wiem o nich więcej niż sam Hagrid i ciocia Pomona – mruknęła Leen i niepewnie spojrzała na ojca.
– Przestraszyłem się, przepraszam – wytłumaczył swój wybuch. – Samiczka tam jest?
– Blisko gniazda – wyjaśniła dziewczynka. – Zobaczyłam najpierw ją i się przestraszyłam, ale była martwa. I leży tam spora skórka – dodała z przekąsem.
– Skórka powiadasz. Skórka czarnego boomslanga – zamyślił się. Już wiedziałam, że właśnie tworzy listę eliksirów, do których będzie mógł jej użyć. – Solem, kochanie, masz jeszcze jakieś stare domy w zanadrzu?
– Tatku, widziałeś te pajęczyny? – zwróciła mu uwagę Leen, a Severus dopiero teraz zaczął się uważnie rozglądać. – Zobacz tam – wskazała na jednego dorodnego pająka i po chwili obydwoje z zachwytem podziwiali okaz. Spojrzałam na Davisa z obrzydzeniem i popukałam się w głowę, wskazując na męża i córkę.
– Idioci – mruknęłam mu do ucha, na co on ochoczo przytaknął.
– Byłaś w piwnicy? – spytał po chwili.
– Nie i raczej się tam nie wybiorę dopóki mój mąż nie uprzątnie stąd wszystkich paskudnych stworzeń – odpowiedziałam głośno.
– Na dole jest pracownia twojej babki – wyjaśnił. – Oprócz tego, że pięknie szyła, tworzyła magiczne przedmioty. To ona mnie do tego zaraziła – wyjaśnił. – Prawdziwe cuda. Te bransolety, które masz po matce, to pomysł twojej babki.
Zaopatrzona w różdżkę, którą oddał mi Davis, ruszyłam z lekką obawą na dół i zamarłam na progu. Piwnica była pełna skrzyń wypełnionych najróżniejszymi materiałami. Kamienie szlachetne, najróżniejsze metale i rodzaje drewna, ale także sporo piór, sierści i włosów magicznych stworzeń. Rozglądałam się z zaciekawieniem i nie mogłam wyjść z podziwu, przeglądając księgę z projektami babki.
– Znalazłaś coś ciekawego? – spytał profesor z nadzieją.
– Nie oglądałeś tego, wujku? – To słowo w moich ustach wypadało nieco sztucznie, ale ten człowiek był tak bliski mojej rodzinie, że nie mogłam nazywać go już jedynie profesorem. Miałam nadzieję, że z czasem stanie się to dla nas obojga zupełnie normalne, a my sobie jeszcze bliżsi.
– Uwierzysz, że nigdy nie śmiałem tu szperać – zaśmiał się.
– Ciężko, ale chyba muszę uwierzyć – odparłam wesoło.
– Twoja babka była bardzo surową, chociaż dobrą kobietą. Bałem się jej – udał zatrwożenie, zerkając mi przez ramię. – Przychodziłem tutaj tylko doglądać i sprawdzać, czy czary ochronne działają – wyjaśnił. – Nigdy nie grzebałem w rzeczach twoich dziadków.
– Babcia często wspomina tutaj o tobie. – Wskazałam mu na kilka fragmentów w księdze. – Owidiusz i ja … Owidiusz jest przekonany … Może ten amulet pobudzi tę dziewczynę do miłości do Owidiusza, jest taki w niej zakochany … pobudził? – zaśmiałam się, cytując niektóre fragmenty.
– Zadziałał idealnie, za idealnie – mruknął niezadowolony, że odkryto jego sekrety. – Chodziła do Hogwartu w tym samym czasie co ja – wyjaśnił, widząc pytające spojrzenie. – Po latach przyjechała w te okolice na wakacje.
– I? – drążyłam.
– Jak w końcu coś w niej drgnęło, ja zacząłem odkrywać w niej coraz więcej głupoty – mruknął. – Była śliczna, to fakt, ale głupia jak … – prychnął Owidiusz. – Ciężko mi znaleźć porównanie.
– Cóż, miłość bywa ślepa – westchnęłam teatralnie.
– I mówi to kobieta, która wyszła za faceta uganiającego się za pająkami – bąknął.
– I założę się, że zaraz któreś z nich będzie płakać – zaśmiałam się. – Za każdym razem, któreś zostaje ugryzione.
– Tu nie ma jadowitych pająków – wyjaśnił Davis.
– Wiem, ale im się zawsze wydaje, że znaleźli jakiś unikat. Niezwykle jadowity i pożądany. Później okazuje się, że to zwykły owad upaćkany farbą. – Nie mogłam się powstrzymać przed żartami z męża i córki. – Proszę to przyjąć. Nie znałam jej, ale myślę, że chciałaby, aby ktoś dokończył jej dzieło. Ja się na tym nie znam, Severus też.
– Naprawdę? – zdziwił się. – Twoja babcia była naprawdę zdolna. Jej magiczne przedmioty zamawiali najbardziej szanowani czarodzieje nie tylko z Włoch …
– Naprawdę – zapewniłam z uśmiechem.
– Domyślam się, że nie masz nic przeciwko, by twój wujaszek popracował nad tym tutaj? – spytał z przekornym uśmieszkiem.
– Dzieciaki nie dają ci spokoju? – zmartwiłam się.
– I absolutnie mi to nie przeszkadza – zaperzył się. – Twój mąż jest jeszcze znośny, bo sam unika mojego towarzystwa, ale twoja teściowa i jej ciągłe zjadłeś coś? zaczyna mnie wykańczać. Nawet nie wiesz z jaką ulgą przyjąłem, że pojechała dziś z resztą dzieci do Neapolu.
– Pewnie przywiezie coś do jedzenia – zaśmiałam się. – Dobrze, że cię nie swata.
– Nie? – oburzył się mężczyzna. – A to ciągłe pytanie o kobiety z wioski? A te docinki na temat portretu Minerwy, który sobie spokojnie leżał w szufladzie w salonie? A głośne zastanawianie się nad moim gustem? – krzyczał z oburzeniem. – Owidiuszu, zobacz tę panią w bikini, Owidiuszu, może zaprosisz tę w czarnym na kolację … nie, całkowicie nie miesza się w moje życie prywatne. A pomyśleć, że kiedyś ją szczerze lubiłem.
– Przeszkadzamy ci – jęknęłam.
– Przeszkadzacie? Na Merlina, dziewczyno, zwariowałaś? – prychnął. – Sam was tutaj zaprosiłem i jestem niezwykle rad z waszego towarzystwa. Gdyby nie Eileen, nie miałbym co jeść. Wiesz, że nie znoszę jak skrzaty gotują.
– Nie musisz udawać – zapewniłam.
– Nie udaję, idiotko – odparł, wywracając oczami. – A jeśli wpadniesz na jakiś głupi pomysł, że się przeniesiecie do hotelu albo wyjedziecie gdzieś indziej, pojadę za wami.
– Ałłłł, tata, tata, ugryzła mnie – z góry dobiegł krzyk Leen.
– A podobno codziennie czytasz o magicznych stworzeniach, nie widzisz, że to zwykły korniczak? – warczał Severus, oglądając rękę Leen.
– Nie widziałam co to – oburzyła się dziewczynka.
– A mówiłaś, że jesteś ostrożna i nie wkładasz rąk do jadowitego gniazda – zadrwił.
– A tobie co się przyczepiło do włosów? – Dziewczynka przyglądała mu się spod zmrużonych powiek. – Tato, to … akromantula nieparzystna.
– Odsuń się Leen i powiedz, gdzie dokładnie jest – nakazał, starając się nie ruszać głową.
Davis z trudem powstrzymując śmiech, podszedł do młodszego mężczyzny i ściągnął z niego pająka bez jednej nogi.
– Mówiłam, że tracą rozum, jak widzą robale – zaśmiałam się do Owidiusza i wywróciłam oczami, widząc oburzoną minę męża i córki.
Kolejny rozdział: „Nie wszyscy wracają do domu"
