ROZDZIAŁ 57

Nie wszyscy wracają do domu

Severus

Reszta wakacji minęła nam spokojnie. Teodor doczekał się listów od przyjaciół, do których uprzednio napisał z adresem zwrotnym. Tak jak przewidywałem, Granger cieszyła się jego szczęściem bez względu na to jakim uczuciem sama darzyła profesora od eliksirów, a Weasley przez większą część listu współczuł mu i jednocześnie nie omieszkał zastanawiać się, czy przypadkiem teraz jego kumplowi nie zmieni się także charakter i nie stanie podobny do ojca. Niemniej na koniec, chyba zganiony przez swoją matkę, która dość widocznie maczała palce w korespondencji syna, wyraził chęć spotkania i liczył na szczerą przyjaźń. Żegnając się, dodał, że tak naprawdę nie obchodzi go, kto jest jego ojcem i nie z jego ojcem zamierza się przyjaźnić. To już zupełnie uspokoiło chłopca i z roztargnienia sięgnął po jedną z czekoladek, które przysłali mu bliźniacy.

Solem przestraszyła się nie na żarty, gdy jej syn przybrał zieloną barwę, a na twarzy zaczęły wyskakiwać mu różowe, pulsujące wypryski, z nerwów głośno odejmowałem dziesiątki punktów Gryfonom, a Davis o mało nie upadł ze śmiechu. Dziewczynki od razu wyciągnęły ręce do bombonierki Weasleyów i tylko szybka interwencja Tobiasa uchroniła rodzinę przed epidemią. Na całe szczęście oprócz poważnych zmian w wyglądzie, Teodor nie ucierpiał. Eileen, która już dość dobrze poznała psoty bliźniaków podczas ich dorywczych prac w księgarni, chciała początkowo zostawić tak wnuka na kilka dni, ale w końcu uległa i usunęła skutki działania cukierka przy pomocy jednego z leczących czarów.

Czas powrotu zbliżał się nieubłaganie. Po sielance ostatnich tygodni żadne z nas nie miało najmniejszej ochoty wracać do rzeczywistości. Na starszych czekały już niestety obowiązki zawodowe, a dzieci, chociaż namawiane przez Davisa, nie mogły zostać z nim same na resztę wakacji. Razem z Solem wyruszyliśmy do domu cztery dni przed resztą. Po cichu liczyliśmy, że dziennikarze dali sobie spokój z wystawaniem pod naszym domem i sklepem, ale bez względu na wszystko musieliśmy się z tym zmierzyć. Chcieliśmy oszczędzić dzieciom przykrych doświadczeń, dlatego postanowiliśmy porozmawiać z prasą i opowiedzieć, jak dokładnie wyglądała sprawa.

W imieniu swoim i żony, wymieniłem z kierownictwem najpoczytniejszych gazet korespondencję i ku naszej uldze, zobligowali się dać spokój naszej rodzinie w zamian za wyczerpujący wywiad. Liczyliśmy tym samym uciąć wszelkie plotki i spędzić resztę lata w sympatycznej atmosferze. Solem, chociaż mocno zdenerwowana, musiała przyznać, że nasz plan, przynajmniej jeśli chodzi o media powiódł się doskonale. Nie spodziewała się, że czarodziejski świat przestanie nagle o nas szeptać, ale znając prawdę, nikt już nie snuł niepotrzebnych domysłów.

Czekało nas teraz najważniejsze wydarzenie tego lata i obydwoje, korzystając z nieobecności syna, dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik.

– Wytłumacz mi wstrętna kobieta, dlaczego niby muszę iść do domu tej irytującej Granger? – Pochyliłem się nisko nad żoną i ze złością wpatrywałem się prosto w jej oczy.

– Nie tak dawno wspominałeś coś, że jest niezwykle inteligentna – odparła niezrażona moim tonem.

– To nie zmienia faktu, że jej nie znoszę – warknąłem.

– Idziemy tam razem – westchnęła. – Skoro zamierzamy zaprosić ją do nas na kilka dni, jej rodzice powinni nas znać.

– Jestem jej nauczycielem – odparłem z powagą. – Wydaje się to trochę nieetyczne, żebym odwiedzał uczennicę w sprawach prywatnych.

– Jesteś też nauczycielem Teodora, a jakoś niespecjalnie ci to przeszkadzało, gdy zapraszałeś go na lewe szlabany – odparowała mała żmija. – Pójdziemy tam razem, tak samo, jak do państwa Weasley i ciesz się, że Teodor niezbyt przepada za Nevillem.

– Do tej starej wiedźmy z całą pewnością bym nie poszedł – prychnąłem. – Nie myśl jednak, że zamierzam znosić towarzystwo tej rudej bandy. Do nich wystarczy wysłać sowę.

– Nie, Severusie, nie wystarczy – zapewniła z przesłodzonym uśmiechem. – Uprzejmość nakazuje, żebyśmy przedstawili się jako rodzice Teodora.

– Przecież ci ludzie nas znają – syknąłem. – Nie mam zamiaru tam iść. Wciąż mam świeżo w pamięci Molly Weasley wydzierającą się na swojego najstarszego syna za, jak to określiła, chędożenie ze starszymi koleżankami po ciszy nocnej. Co najmniej, jakby seks z młodszymi przed ciszą nocną nie był niczym nagannym dla nastolatka. Do tej pory żałuję, że nie zwaliłem całej sprawy na Minerwę. – Mnie trafiał szlag, a Solem w najlepsze chichotała na wspomnienie oburzenia z jakim odnosiłem się do młodego Charliego. – Nalegałem, by usunięto szczeniaka ze szkoły, ale oczywiście ten stary dureń nie widział niczego złego w zachowaniu młodzieży. Młodzieży – prychnąłem. – Był niewiele starszy od Teodora. – Głośno odetchnąłem i zamyśliłem się przez chwilę. – Nie opuszczę szkoły aż ostatnia z naszych córek jej nie skończy – zakomunikowałem.

– Uważasz nasze dzieci za tak nierozsądne, źle wychowane i niemoralne, że sądzisz iż należy strzec ich cnoty nieustannie? – odparła z oburzeniem. – Uważasz, że jestem na tyle złą matką, by nie wpoić naszym córkom poszanowania dla swojego dziewictwa? Że jak tylko stracimy je z oczu puszczą się z pierwszym lepszym chłopcem? Za kogo ty mnie masz, Severusie? – krzyczała.

– Nie krzycz na mnie, kobieto – syknąłem ze złością. – Ufam naszym córkom, ale w żadnym wypadku nie ufam wszelkim Weasleyom i Jordanom wciąż uczącym się w tej szkole. Ani żadnemu innemu kretynowi.

– Jeśli zostaniesz w tej szkole chociaż jeden dzień dłużej niż to konieczne, nie licz, że ja albo któraś z twoich młodszych pociech zostaniemy tam razem z tobą – warknęła ze złością. – Mieszkaj sobie sam i szpieguj do woli. Tylko nie mieszaj mnie w swoje chore gierki z naszymi dziećmi – krzyknęła. – A jeśli sądzisz, że jeśli wywołasz kłótnię i w gniewie odpuszczę ci wizyty u rodziców przyjaciół naszego syna, to jesteś w grubym błędzie. Przez ciebie mam potworną migrenę i zamierzam zostać w domu, podczas gdy ty spotkasz się z państwem Granger i przetransportujesz ich córkę do nas, a następnie SAM udasz się do państwa Weasley i poprosisz, by ich syn zjawił się u nas w sobotę koło południa. – Okręciła się na pięcie i chciała wyjść z pokoju.

Z coraz większym rozbawieniem patrzyłem na denerwującą się małżonkę, chwyciłem ją w pasie i mocno do siebie przyciągnąłem.

– Jesteś niezwykle uroczą istotą, gdy się tak na mnie denerwujesz – szepnąłem i pocałowałem ją z całą mocą.

– A ty najbardziej irytującym mężczyzną z jakim się kiedykolwiek całowałam – odparła, z trudem powstrzymując uśmiech. – Pomimo zabiegów uświadamiających twojej mamy, nasze córki są dobrze wychowanymi, młodymi dziewczętami. Gwarantuję ci, że żadna z nich nie odda swojej cnoty byle komu.

– Słowo cnota w twoich ustach brzmi niezwykle seksownie – mruknąłem wciąż mocno rozbawiony, a Solem wywróciła oczami.

– Nie zamierzam ich szpiegować ani nakładać na nie zaklęć pasa cnoty czy czegoś podobnego – dodała stanowczo.

– Jest takie zaklęcie? – Próbowałem ukryć podniecenie, ale moje oczy zaświeciły zbyt mocno.

– Nie rzucisz go na nasze dzieci – odparła stanowczo. – Jeśli chcesz być dobrym ojcem to zadbaj, by nasze dzieci mogły być w tej kwestii z nami zupełnie szczere, a kiedy przyjdzie na to czas zapewnij każdemu z nich dostęp do odpowiednich eliksirów.

– Po ślubie to chyba nie będzie konieczne – mruknąłem pod nosem.

– I nie bądź obłudny – dodała. – Jeśli uważasz seks przedmałżeński za coś nagannego …

– Nie uważam, dobrze wiesz – przerwałem jej pospiesznie, wiedząc do czego zmierzała. Nie chciałem wszczynać kolejnej kłótni, a jeszcze bardziej nie chciałem powiedzieć nieopacznie czegoś, co mogłoby ją zranić. Chociaż na zewnątrz sprawiałem wrażenie człowieka, który najchętniej widziałby swoje córki wiecznymi dziewicami, wiedziałem, że to nigdy się nie spełni. Bliskość dawała mnie i Solem bardzo dużo szczęścia i prawdę powiedziawszy, nie chciałem tego szczęścia pozbawiać swoich dzieci, rzucając na nie jakieś głupie zaklęcia. Liczyłem jedynie, że cała czwórka znajdzie sobie partnerów jedynych na całe życie. Będąc z sobą całkowicie szczerym, nie miałem nawet nic przeciwko panu Jordanowi, który tylko jak mnie zobaczył w sklepie, szukał pretekstów do wyjścia do księgarni w nadziei na spotkanie z Leen. Chociaż oboje byli stanowczo za młodzi na głębokie uczucia, to wyczuwałem między nimi więź silniejszą niż przyjaźń, a ku mojej irytacji, gdy wspomniałem kiedyś o tym Solem, ta z uśmiechem przyznała mi rację. Niełatwo przyjdzie mi zaakceptować jakiegokolwiek młodzieńca na zięcia, ale miałem na to jeszcze trochę czasu i nadzieję, że moje kochane córki będą wprowadzać mnie w ten świat małymi kroczkami i żadna nie wpadnie na głupi pomysł przedstawienia mi jakiegoś kretyna jako swojego JUŻ narzeczonego. Z niechęcią przyznałem, że Solem miała rację. Jedyne co teraz mogłem zrobić to zaufać swoim dzieciom, a dając im razem z ich matką przykład dobrego, zgodnego i kochającego się małżeństwa, nie miałem wątpliwości, że i moje dzieci będą dążyć do trwałego i stabilnego szczęścia. Za dwadzieścia, może trzydzieści lat – uśmiechnąłem się przekornie do własnych myśli.

– Co się tak szczerzysz? – Solem popatrzyła na mnie podejrzliwie.

– Uśmiecham się do ciebie – odparłem z oburzeniem. – Mam warzyć naszym dzieciom eliksir antykoncepcyjny? – Spojrzałem na nią, gdy dotarł do mnie sens jej wcześniejszych słów.

– Nie, ale masz zrobić wszystko, by nasze dzieci wiedziały iż bez strachu mogą się o takowy do ciebie zwrócić, gdy przyjdzie na to czas – odparła, wywracając oczami. – Zdaje mi się, twoja mama była na to gotowa zanim ty sam byłeś, więc nie widzę w tym nic dziwnego. Przerażające jest to, że czeka nas jeszcze jakieś piętnaście lat tego typu kłótni.

W pierwszym odruchu miałem ochotę krzyknąć na żonę, ale ostatecznie odetchnąłem głęboko i mocno ją przytuliłem. Dla niej dorastanie dzieci było w rzeczywistości dużo trudniejsze niż dla mnie. To na niej od ich urodzenia spoczywał obowiązek wychowania i kształcenia dzieci. Chociaż starałem się spędzać z nim tyle czasu ile tylko mogłem, to ona była z nimi przez większość dnia i to na nią spadał obowiązek poważnych rozmów, podczas gdy ja głównie się z nimi bawiłem i prawiłem na temat eliksirów. Pomimo zmęczenia, jakie niesie za sobą wychowanie trójki dziewczynek, Solem starała się łapać każdą chwilę, póki były jeszcze małe i mogły przebywać razem dopóki nie zacznie się ich nauka w szkole. Starała się to ukryć, ale nie była szczęśliwa, gdy matka zaproponowała swoją pomoc w nauce i pilnowaniu wnuczek. Dzielenie z Eileen opieki nad dziewczynkami skazywało ją na mniejszą ilość wymówek od pracy w wydawnictwie, a co za tym idzie ograniczony czas zabawy z nimi. Lubiła zabierać je ze sobą do biura i dzielić z nimi swoimi doświadczeniami. Teraz została tego częściowo pozbawiona.

– Oni wszyscy kiedyś dorosną, prawda? – Spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.

– Owszem, ale pomyśl tylko; jeśli każde będzie tak płodne jak my …

– To wcale nie jest pocieszające – mruknęła, a jedna ogromna łza spłynęła po jej policzku.

– Solem, nasze dzieci cię kochają, bardzo – przycisnąłem ją do siebie mocniej – i nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie uczestniczysz w ich codziennym życiu. Nawet, gdy będą już stare i będą miały własne wnuki, nadal pozostaniesz ich ukochaną matką.

– Nie chcę się wyprowadzać z Hogwartu – rozpłakała się rzewnymi łzami. – Nie będę się mogła widywać z Leen i Teo – szlochała. Zamurowało mnie. Pogładziłem ją delikatnie po plecach, ale kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. – Jak ona sobie poradzi? A jak znowu od obrony trafi się jakiś idiota? Albo jak ktoś im będzie dokuczał, a ciebie już tam nie będzie i nikt nie będzie nad nimi czuwał.

– Chcesz … chcesz bym uczył w Hogwarcie? – spytałem niepewnie.

– Nie – pokręciła gorliwie głową. – Chcę żeby nasze dzieci zostały z nami na zawsze. Żeby były małe i … i … żeby mnie potrzebowały. Chcę je przytulać i zabierać do tych wszystkich miejsc dla dzieci. Chcę kupować im zabawki i robić pikniki w ogrodzie i …

– Kochanie – uspokajałem ją.

– Jestem głupia – jęknęła. – Prawię ci kazania, a sama chętnie zatrzymałabym je w domu na zawsze.

– Nie jesteś głupia – zapewniłem. – Będziemy w Hogwarcie do końca roku, a jak Minerwa nikogo nie znajdzie to do kolejnych wakacji. Sama zobaczysz, jak Leen sobie świetnie radzi, a później, jestem pewien, obydwoje będą do ciebie codziennie pisać. A odwiedzać ich możesz kiedy zechcesz, nawet wówczas, gdy nie będziemy tam mieszkali. Zawsze możesz udawać, że odwiedzasz Aurorę albo panią Pince. – Solem nie przestawała płakać i zaczynałem chwytać się brzytwy. – Chcesz, chcesz kolejnego dziecka? – spytałem niepewnie. Spojrzała na mnie ze złością, wyrwała się z moich objęć i uciekła do sypialni. – Jesteś w ciąży? – szepnąłem już do siebie.

Przeklinałem się w myślach. Oczywiście cieszyłbym się z kolejnego dziecka, ale miałem też nadzieję, że wysyłając bliźniaczki do szkoły, będziemy mieli trochę czasu tylko dla siebie, by spokojnie podróżować po świecie i spełnić marzenia z czasów studiów. Chociaż teraz, gdy nie wisiało już nad nami widmo Voldemorta, mogliśmy być bardziej swobodni, a podróżowanie, nawet w najdalsze zakątki świata, z trójką małych dzieci nie stanowiło tak przerażającej wizji. Zastanawiałem się co nas podkusiło kilka miesięcy temu, żeby całkowicie zrezygnować z eliksiru. Początkowo, po narodzinach bliźniaczek, Solem miała się zabezpieczać jedynie przez rok, a dalszą prokreację chcieliśmy pozostawić losowi, ale w końcu obydwoje mieliśmy tak mało czasu dla siebie, że ostatecznie postanowiliśmy nie starać się o więcej potomstwa. Przeszło mi przez głowę, że to zapewne przez ciągłe gadanie i narzekanie matki na małą liczbę wnuków. Jakby sama była dobrym przykładem.

Rozumiałem poddenerwowanie żony. Od września miała rozpocząć kurs astronomii, a ciąża i noworodek skutecznie by jej to utrudniły. Zajęć na uczelni było niewiele, a część z obowiązkowych wykładów i ćwiczeń miała zaliczone z poprzednich studiów, ale nadal nie była to komfortowa sytuacja do nauki. Nie potrzebowała kończyć tych kursów w celach zawodowych, ale bardzo chciałem, by spełniła marzenia z dzieciństwa, nawet jeśli były tylko fanaberią. Teraz bałem się, że prezent stanie się przekleństwem, a Solem dzień w dzień będzie padała ze zmęczenia, dzieląc czas między noworodka, naukę, pracę, bliźniaczki i … Dotarło do mnie, jak wiele na głowie ma moja żona, a jeszcze doglądała księgarni i sklepu z eliksirami, gdy miałem egzaminy w szkole, gotowała każdego dnia pyszną kolację, a wieczorami nie szczędziła mi czułości. Nie miałem zielonego pojęcia co począć. Westchnąłem i niespiesznie podreptałem do sypialni, w której się zamknęła.

– Kochanie – zacząłem niepewnie i usiadłem obok niej na łóżku – dotychczas dość dobrze dzieliłem czas między szkołę, warzelnię i sklep. Hogwart pochłaniał całkiem sporo mojego czasu i myślę, że jeśli przestanę uczyć, zacznę cierpieć na nadmiar wolnego. Co ty na to, żebym to ja zajął się kolejnym dzieckiem? Pieluchami, karmieniem, ząbkowaniem i innymi trudnymi rzeczami? – mówiłem spokojnym głosem wcześniej przygotowaną formułkę.

– Będziesz też wymiotował, masował sobie spuchnięte kostki i obolałe plecy, a później cierpiał w za ciasnych biustonoszach? – spytała zachrypniętym od płaczu głosem.

– No tego niestety nie mogę wziąć na siebie – westchnąłem.

– A obiecasz, że zapobiegniesz uświadamiania go przez matkę i sam zrobisz to w stosownym czasie? – Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.

– I będę wstawał do niego każdej nocy i może nie mieć na imię Severus – zapewniłem.

– I nie będziemy czekali aż dorośnie, żeby zwiedzić Azję? – Na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech.

– I Afrykę, resztę Europy i obydwie Ameryki – dodałem.

– A Australia? – spytała, pogłębiając uśmiech.

– I nawet Nowa Zelandia. – Objąłem żonę i mocno przytuliłem.

– A …

– Zabiorę cię w każde miejsce na świecie i obiecuję, że razem z tobą będę podziwiał nocne niebo i liczył gwiazdy – mówiłem za nią.

– I kochał się ze mną każdej nocy? – spytała cicho.

– Każdej – odpowiedziałem.

– To chłopiec i może mieć na imię Severus – wyszeptała wprost w moje usta, gdy z czułością do niej przywarłem.

.: :.

Hermiona Granger miała przybyć do naszego domu w czwartek wieczorem. Jej rodzice zaplanowali weekend, a nie chcieliśmy, by z naszego powodu rezygnowali z wyjazdu całkowicie. Solem jęczała coś o wyrzutach sumienia z powodu porwania ich córki na kilka cennych dni, biadoliła na temat tęsknoty przez kilka miesięcy i szkoły, w której nawet nie mogli jej odwiedzić, a ja z idiotycznym uśmiechem udawałem równie skruszonego. Zaprosiła ich oczywiście razem z nią, ale na szczęście grzecznie odmówili, zapewniając, że może pod koniec wakacji, kiedy Hermiona będzie powracać do szkoły, zdecydują się bliżej poznać czarodziejski świat. Nie chcieliśmy, żeby przez prawie dwa dni, przyjaciółka syna była skazana jedynie na nasze towarzystwo, dlatego ku irytacji Leen, podstępem ściągnęliśmy ją do domu wcześniej. Starsza córka była tak zaskoczona gościem, że przez dłuższą chwilę nie wiedziała co powiedzieć. Lubiła Hermionę, dlatego nie mieliśmy oporów, by poprosić ją, by zajęła się koleżanką brata i wyglądało na to, że ucieszyła się z wcześniejszego powrotu.

Teodor

Nie byłem szczęśliwy z obrotu spraw. Liczyłem, że całe wakacje spędzę z rodzicami i rodzeństwem, a tymczasem musiałem pozostać z dziadkami i młodszymi siostrami nad morzem, podczas gdy Leen była ponownie z mamą i tatą. Było mi nieco wstyd, ale ciężko było stłamsić w sobie uczucie zazdrości, które zrodziło się tuż po tym, jak mama zafiuukała i nakazała pod jakimś głupim pretekstem powrót swojej najstarszej córki. Cokolwiek chcieli od Eileen, czułem się pominięty. Podejrzewałem, że tata potrzebuje pomocy w sklepie i dlatego skrócili wakacje siostrze, ale nie rozumiałem dlaczego nie dał szansy mnie. Wciąż nie byłem orłem z eliksirów, ale radziłem sobie coraz lepiej i mogłem chociaż przygotowywać ingrediencje. Nie bałem się pająków i z przyjemnością zająłbym się okazami, które ojciec nałapał we Włoszech.

Goryczy dodawał fakt, że za kilka dni były moje urodziny i zaczynałem się obawiać, że rodzice po tylu latach zapomnieli dokładną datę. Po raz pierwszy miałem obchodzić je tego właśnie dnia, a tak naprawdę miałem obchodzić je w ogóle po raz pierwszy. Lily upiekła mi kiedyś tort, gdy byłem jeszcze mały, ale nie była w tym najlepsza i praktycznie cały trafił do kosza. Pamiętałem, że dostałem od niej wówczas prezent, swoje pierwsze kredki i to by było na tyle jeśli chodzi o prezenty. Później wyszła ponownie za mąż i nikt nawet nie zwracał uwagi na jakże ważną dla mnie datę.

Nie mogłem narzekać na nudę albo powiedzieć, że nie było fajnie. Dziadkowie i profesor bardzo się starali i doceniałem każdy ich gest. Bliźniaczki nie odstępowały mnie na krok, tłumacząc, że przecież niebawem wrócę do szkoły i nie będą mnie widziały przez całe dnie. Obiecałem im, że postaram się je odwiedzać dopóki zostaną z ojcem w Hogwarcie, ale wcale nie byłem pewien, czy mama we wrześniu się tam ponownie przeniesie. Było mi trochę żal, że moja rodzina będzie od nowego roku daleko. Z jednej strony, chciałem uniknąć plotek, że moje oceny były zasługą jedynie ojca, ale z drugiej, nie chciałem być pozbawiony codziennych kontaktów z bliskimi. Martwiłem się też o Leen. Nie miałem wątpliwości, że sobie świetnie poradzi z nauką, ale nie byłem pewien, czy koledzy z domu nie odczytają jej inteligencji jako zarozumialstwa. Była miłą dziewczynką, ale czasami sprawiała wrażenie przemądrzałej i wszystkowiedzącej.

Chyba nie była do końca świadoma tego, jak jej zachowanie było odbierane z boku, gdy starała się wyjaśniać coś dużo starszym od siebie uczniom. Nie chciała uchodzić za małą mądralę ani nie starała się przypodobać komukolwiek, w jej mniemaniu pomoc innym, zwłaszcza dzieciom z mugolskich rodzin, którzy nie mieli zbyt wiele styczności z magią, była czymś naturalnym i traktowała to raczej jako misję niż chęć popisania. W taki też sposób się poznaliśmy, ale gdy inni moi koledzy wściekali się, gdy wskazywała im odpowiednią literaturę w bibliotece, ja czułem wdzięczność i nie miałem nic przeciwko pomocy przy esejach.

Martwiłem się trochę, jak moja siostra zostanie odebrana przez kolegów z roku. Uczniowie, którzy na pierwszych zajęciach dowiadywali się, że jej ojciec uczy eliksirów uprzedzali się, zanim jeszcze zdążyli ją dobrze poznać. Tak było z Ronem, któremu Neville Longbottom, nie wiedzieć czemu, wciąż opowiadał o wyniosłości małej panny Snape. Do pewnego momentu Leen traktowała go jak przyjaciela, ale ten nie doceniał tego ani trochę i wciąż obgadywał dziewczynkę za jej plecami, a plotki szybko docierały do jej uszu. Chciało mi się śmiać, gdy na początku wakacji Neville odwiedził księgarnię babci i próbował nawiązać z nią kontakt, a ta nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem i udawała, że nie pamięta jak miał na imię.

Domyślałem się, że Longbottom przelewa na dziewczynkę swoją nienawiść do profesora. Mogłem tylko podejrzewać, że jako przyjaciel Leen, spodziewał się od ojca łagodnego traktowania. Dla Severusa Snape'a – Mistrza Eliksirów, nepotyzm był jednak czymś obrzydliwym i nie było mowy o faworyzowaniu kogokolwiek, tylko ze względu na przyjaźń z jego córką. Ciężko powiedzieć, że traktował wszystkich równo, ale też nigdy nie skarcił ucznia, gdy mu się nie należało. No może poza tym jednym razem, gdy zaczął się czepiać właśnie mnie na jednych z pierwszych zajęć. Neville nie miał za grosz talentu do eliksirów i czasem nawet koledzy z jego domu pomstowali nad brakiem przykładności. Prawdopodobnie teraz, kiedy wiedział już o moim prawdziwym pochodzeniu i dla mnie nie będzie zbyt przychylny. Ale nie obchodziło mnie to. Moi prawdziwi przyjaciele napisali miłe listy, siostry mnie uwielbiały, a rodzice i dziadkowie dbali, jak nikt inny na świecie. Miałem w nosie, czy reszta kolegów ze szkoły mnie lubi czy nie. Jak często powtarzał dziadek, jeśli nie potrafią lubić cię za to jaki jesteś, a nienawidzą za to, że twój tata uczy ich eliksirów, to nie są warci twojej przyjaźni.

– Jesteś smutny, Teoś? – Z zamyślenia wyrwał mnie słodki głosik jednej z bliźniaczek. Od razu poznałem, że to Asteria. W przeciwieństwie do braci Weasley, moje siostry nie lubiły, gdy ktoś je mylił i robiły wszystko, by tego uniknąć. Podczas gdy, Selene czesała warkoczyk, druga robiła kitkę i nigdy na odwrót. Dla podkreślenia swojego indywidualizmu, jak to mądrze starały się nazywać, nosiły także śliczne broszki z pierwszymi literkami imion, a gdy komuś przez przypadek lub dla żartu wymsknęło się imię tej drugiej z groźnym spojrzeniem stukała palcem w broszkę i z odrazą wołała siostrę.

– Nie jestem – zaprzeczyłem, starając się przywołać uśmiech.

– Na pewno? – Siostra nie dawała za wygraną.

– Na pewno – odparłem rozbawiony jej przenikliwym spojrzeniem.

– Przyznaj no się. – Asteria zmarszczyła brwi i zmierzyła mnie wzrokiem. – Tęsknisz?

– Trochę – przytaknąłem zrezygnowany.

– Za Hermionką? – zaśmiała się dziewczynka, dobrze wiedząc, że myślałem o rodzicach.

– Hermiona jest tylko moją przyjaciółką – odpowiedziałem, wywracając oczami. Moje siostry uwielbiały dokuczać zarówno mnie, jak i Leen z powodu domniemanych romantycznych relacji z przyjaciółmi. Ale podczas gdy Leen mocno się wściekała, ja byłem tym rozbawiony i często złościłem się tylko dlatego, żeby dać satysfakcję siostrom.

– Na razie – mruknęła panna Snape. – Jesteś smutny, bo tęsknisz za mamusią? – spytała po chwili już poważnie.

– Trochę – odparłem ze smutnym wyrazem twarzy.

– Ja też – przyznała dziewczynka. – Babcia jest fajna, ale mama ładniej śpiewa, a babcia ciągle na dobranoc opowiada o jakiś królewnach i królewiczach. Jakby tata usłyszał, to by nas na pewno szybko zabrał – zaśmiała się. – Trochę się martwię, bo mama mówiła, że będzie chodziła do szkoły we wrześniu.

– Dlaczego się martwisz? – zdziwiłem się.

– Bo nie będzie miała już czasu dla mnie – odparła z zafrasowaną miną.

– No coś ty – niemal wykrzyknąłem – mama będzie tam miała bardzo mało zajęć, a dobrze wiesz, że jest tak mądra, że nie będzie potrzebowała się wcale dużo uczyć, żeby wszystko skończyć z najlepszymi wynikami. Tata mówił, że zajęcia będą późno w nocy albo wcześnie rano, więc w sumie to jak mama będzie w szkole to ty będziesz spała. Jestem pewien, że jak będzie wracała do domu to z pewnością pierwsze co będzie robiła to bawiła się z wami.

– Naprawdę? – Dziewczynka spojrzała z nadzieją.

– No jasne – zapewniłem. – A musisz pamiętać, że od nowego roku i tata będzie miał dla was więcej czasu.

– Tata? – Asteria przygryzła wargę z zamyśleniem. – No, chyba masz rację. Myślisz, że namówię go do zabawy lalkami? – Uśmiechnęła się zgryźliwie.

– Jestem pewien, że wam nie odmówi i żałuję, że nie będę mógł tego oglądać – zaśmiałem się.

– Jak chcesz to poproszę mamusię, żeby porobiła mu wtedy trochę zdjęć i będę ci wszystko wysyłała, chcesz? – Dziewczynka wyszczerzyła się wesoło.

– Pewnie – wykrzyknąłem.

– Teoś – Asteria przygryzła dolną wargę i spojrzała na mnie błagalnie – zostałbyś ze mną troszkę na plaży? Jeszcze nie skończyłam zamku, a Selene chce wracać, bo boli ją brzuch, a babcia nie chce mnie zostawić samej z profesorkiem, bo mówi, że on nie będzie na mnie uważał, jak należy i pozwala mi na za dużo, a dziadek też się po coś spieszy, bo coś tam musi w mieście załatwić – wyrzuciła z siebie dziewczynka z prędkością torpedy.

– Mogę jeszcze zostać – zapewniłem. – Jak chcesz to możemy razem pobudować ten zamek.

Asteria

Wyciągnęłam do góry dwa kciuki i z uśmiechem triumfu pokazałam je babci. Wykonałam bardzo ważną misję, jaką mi zadała i byłam z siebie naprawdę dumna. Cieszyłam się też, że w końcu będę mogła spędzić z bratem trochę czasu tylko we dwoje. Jeszcze nigdy nie byłam z nim zupełnie sama i bardzo dużo żab kosztowało mnie przekonanie siostry, że to ja bardziej nadaję się do pilnowania, by Teodor nie chciał wracać za szybko do domku. Nie byłam pewna dlaczego dziadkowie wszelkimi możliwymi sposobami kazali mi zatrzymać tutaj brata, ale to było w sumie mało ważne. Najważniejsze, że miałam z nim godzinę tylko dla siebie. Może opowie mi trochę o lekcjach u cioci Pomony. Mama rzadko zabierała mnie do szklarni w Hogwarcie, chyba że tatuś potrzebował jakichś roślinek do eliksirów, a ja bardzo lubiłam patrzeć, jak ciocia Pomona sadzi i podlewa, i jak rosną roślinki. Mama mi nawet obiecała, że jak już będziemy mieszkali przez cały rok w Dolinie, to wygospodaruje tylko dla mnie kawałek miejsca w ogródku i będę sobie mogła hodować coś swojego. Bardzo chciałam kiedyś wyhodować tak wspaniałe roślinki, żeby tatuś chciał je do swoich miksturek. Miałam tylko nadzieję, że Luciferek, którego teraz bardzo trudno mi było nauczyć, żeby nie niszczył kwiatków mamy w ogrodzie, dorośnie już na tyle, że mi niczego nie zniszczy.

Spojrzałam na brata z ukosa. Znowu patrzył w dal i zdawał się być mocno zamyślony, a mnie zastanowiło co tak naprawdę go smuciło. Mama i tata codziennie do nas fiuukali i przecież mieliśmy się z nimi spotkać już w sobotę. Niemożliwe wydawało mi się, żeby aż tak tęsknił i raczej nie chciał, podobnie jak Leen, kroić teraz karaluchów u taty w sklepie. Pewnie ojciec wybrał ją do pomocy, żeby Lee zobaczył, że nie warto kochać się w utytłanej robalami dziewczynie. Tata jednak nie miał pojęcia, że miłość Lee do Leen była ponad wszelkie paskudne robactwo. Byłam pewna, że cokolwiek ojciec kombinował, jego plan się nie powiedzie. Chociaż Leen zaprzeczała, ja i Selene dobrze wiedziałyśmy co się święci. Babcia nie raz opowiadała nam bajki o miłości i znałyśmy każdy symptom zakochania. Lubiłyśmy Lee. Śmiesznie mówił i miał śmieszniejsze włosy nawet od mamy i Teodora. No i miał kumpli bliźniaków. Byli tak samo podobni do siebie jak my i fajnie było znać kogoś takiego. U Teodora na roku też były dwie bliźniaczki, tata nam o nich kiedyś opowiadał, ale wcale nie były fajne. Chodziły napuszone po szkole i ciągle chichotały na widok nas z mamą. Weasleyowie byli o niebo fajniejsi i puszczali do nas fajne czary, kiedy mama się nie patrzyła.

Zmrużyłam oczy i przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w brata. Bardzo urósł od czasu, gdy ta ruda pani zdjęła z niego czar i wyglądał teraz jak młodszy tata. Zastanawiałam się, jakby wyglądał, gdy był w moim wieku i dopiero teraz dotarło do mnie, że przecież to o tym szeptali ciągle rodzice i dziadkowie po kątach. Teodor miał urodziny! Poderwałam się nagle z piasku i z przerażeniem chciałam wołać za siostrą, że przecież nie mamy dla niego prezentu, a on nam zawsze coś fajnego dawał nawet bez okazji, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Domyśliłam się, że chcieli mu zrobić niespodziankę, tak jak nam na poprzednie urodziny i dlatego nikt nam nic nie powiedział. Dorośli bali się, że któraś z nas coś wygada. Nie dam im tej satysfakcji i dopiero później, gdy będziemy same z Selene zdradzę jej sekret i może razem wymyślimy jakiś prezent.

.: :.

Teodor

W piątek wieczorem, poprosiłem dziadków, byśmy wrócili do domu już dziś, a nie dopiero nazajutrz. Miałem nadzieję, że jeśli rodzice mnie zobaczą, to przypomną sobie co to za data. Mama często mi powtarzała, że był to jeden z najważniejszych dni w jej życiu, a teraz, jakby kompletnie nie pamiętała, że to ona mnie urodziła. Babcia miło, ale dość stanowczo odmówiła, wymawiając się jakimś ważnym spotkaniem rodziców następnego ranka, a mnie brakło argumentów. Co gorsza i moje młodsze siostry zaczęły mnie nagle unikać. Zamknęły się w jednym z pokoików i nie wpuszczały nikogo do środka. Jak dziadek tam raz zajrzał, to tak głośno piszczały, że uciekł szybciej niż wszedł. Nie miałem pojęcia co się działo. Przeszła mi przez głowę myśl, że coś złego wydarzyło się w Dolinie Godryka. Może któreś z rodziców się pochorowało albo mamusia znowu straciła wzrok. Ta myśl zaczęła mnie natarczywie nękać i nie mogłem za nic już myśleć o czymkolwiek innym. Martwiłem się tym bardziej, że przez cały wieczór tata zafiuukał tylko na chwilkę, by sprawdzić, czy u nas wszystko w porządku, przekazał całusy od reszty rodziny i tyle. Z cichym westchnieniem usiadłem naprzeciwko kominka i bezmyślnie grzebałem w palenisku.

Babcia

Martwiłam się o wnuka. Domyślałam się co go trapiło, ale nie bardzo wiedziałam w jaki sposób zaradzić jego zmartwieniom, nie psując niespodzianki. Zwiedziliśmy już wszystko co było w naszym zasięgu, na plażę było trochę za późno, a małe stateczki, którymi można było popłynąć na krótki rejs, tego dnia nie kursowały. Posłałam mężowi zafrasowane spojrzenie i ten z cichym westchnieniem usiadł obok wnuka. Kilka razy otwierał usta, ale po chwili je zamykał, zwracał głowę w kierunku chłopca i wpatrywał się tępym wzrokiem w jego profil. Wszystko na nic. Nie odezwał się ani jednym słowem. Nigdy nie był zbyt dobry w pocieszaniu i dlatego z prawdziwą ulgą usłyszałam radosny okrzyk Owidiusza.

– Małe są zajęte i nie mam z kim polatać – warknął ze złością. – Te wstrętne smarkule mnie wyrzuciły z pokoju w moim własnym domu. Co one tam robią, Eileen?

– Jestem pewna, że nie chcesz dołączyć do ich zabawy lakami – zaśmiałam się.

Moje ukochane wnuczki szykowały małą niespodziankę dla brata. Nazbierały muszelek i przy pomocy mugolskich wynalazków ozdabiały namalowane przez siebie obrazki. Ozdób zostało na tyle dużo, że poprosiły mnie o pomoc z jeszcze jedną rzeczą. Karaken, którym teraz opiekował się Teodor miał jechać razem z nim do Hogwartu. Był bardzo malutki i dość łatwo wtapiał się w otoczenie, dlatego miały wszelkie podstawy, by martwić się o nowego chowańca brata. Długo zastanawiałyśmy się nad sposobem szybkiego odnajdywania go, gdyby się zgubił. A że był stworzonkiem morskim, podpowiedziałam im, żeby zrobiły dla niego ozdoby z muszelek, które Teo będzie mógł ułożyć w terrarium, a ja rzucę na nie zaklęcia, które będą sygnalizowały jego ucieczkę i w łatwy sposób namierzą gada. Nie mogłam jednak teraz wydać dziewczynek i z przerażeniem spojrzałam na wnuka, który najwyraźniej nie miał nic przeciwko zabawie lalkami razem z siostrami.

– Zastanawiałem się, czy Teodor da radę dolecieć do tej latarni morskiej widocznej z klifu. – Na ratunek przyszedł mi Owidiusz. – Chociaż pewnie tylko się przechwala swoimi umiejętnościami.

– Zapewniam cię, Owidiuszu, że mój wnuk świetnie lata – odparł Tobias. – Ale jestem przekonany, że żaden z was nie potrafi dolecieć tam tak szybko jak ja.

– Nie masz szans, dziadku. – Ku mojej uldze, Teo w końcu się nieco rozpromienił i nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy trójka czarodziejów chwytała już swoje miotły.

.: :.

Solem

Nie mogłam zapanować nad śmiechem, gdy Hermiona po raz kolejny przekonywała Ropuszkę, że miałaby dużo lepiej, gdyby była wolnym skrzatem.

– A panienka myśli, że gdzie ja bym się później podziała? – pytało stworzonko. – Kocham moich państwa. Są dla Ropuszki bardzo dobrzy. Tylko pani czasem nie pozwala sprzątać Ropuszce i gotować, Ropuszka nie gotuje tyle, ile by chciała. Pan jest dużo lepszy, bo daje więcej zajęcia Ropuszce. Ropuszka uwielbia sprzątać, a pani nie pozwala u dzieci w pokojach. Ropuszka może tylko pomagać młodszym panienkom. Co Ropuszka by robiła, gdyby państwo ją uwolnili?

– Mogłabyś poszukać pracy, założyć rodzinę …

– Ropuszka ma rodzinę – wyjaśniła jej skrzatka. – Rodzina Ropuszki to państwo Snape. Ropuszka dostaje od państwa pieniądze na drobne wydatki i nie potrzebuje pracy. Chociaż Ropuszka nie potrzebuje pieniędzy, ma od państwa wszystko co potrzeba. Chciała kupować dzieciom słodycze, ale pani kazała kupować coś sobie. To kupuję za to różne rzeczy i robię zabawki do sklepiku pani Snape. W domu pani nie pozwala Ropuszce na wiele, ale w sklepiku jest dużo pracy i tam mogę sprzątać i robić zabawki dla dzieci. Ropuszka była bardziej potrzebna, jak pani nie widziała, ale teraz już pani widzi to Ropuszka trochę się nudzi. Ale to dobrze, że pani widzi. Ropuszka bała się, że ją uwolnią, gdy pani już widzi i bardzo się przestraszyła, gdy pani zabrała ją do sklepu z ciuchami. Kazała wybrać dla siebie ładną sukienkę, ale Ropuszka nie chciała. Uparła się i pani w końcu dała za wygraną. Chociaż pani obiecała, że Ropuszka może z nimi zostać tak długo, jak tylko chce. Mówię, panience, żaden skrzat na świecie nie chce być wolny, jeśli ma tak dobrych państwa.

– Hermiono. – Powstrzymałam przyjaciółkę syna, gdy ta już otwierała usta, by przytoczyć kolejne argumenty. Na całe szczęście Severus ograniczył się do wywracania oczami, wymownych min i cichych prychnięć. – Ropuszka ma całą szafę sukienek. Naprawdę nie chce być wolnym skrzatem, chociaż dobrze wie, że nie wyrzucilibyśmy jej stąd nigdy. Domyślam się, że nie miałaś zbyt dużej styczności z tymi stworzeniami. – Dziewczynka lekko przytaknęła i nieco zażenowana swoją szczerością zaczerwieniła się, spoglądając kątem oka na Severusa. – W bibliotece znajdziesz sporo książek na ich temat. Jest tam całkiem ciekawa pozycja o pochodzeniu skrzatów i sporo rozpraw nad ich magią. Może to ułatwi ci zrozumienie nie tylko Ropuszki, ale i innych skrzatów, nawet tych, które nie są traktowane z należytym szacunkiem.

– Przepraszam, pani Snape. – Hermiona zawstydzona przygryzła wargę. – Po prostu ciężko mi sobie wyobrazić, dlaczego ktoś gardzi wolnością – wyjaśniła.

– Daj spokój, Hermiona – wtrąciła się Leen. – Ropuszka jest niereformowalna. Chodzi w poszewce albo ścierkach, chociaż mama jej nakupowała całe szafy ciuchów i to pięknych ciuchów. Raz się obraziła na mamę, gdy podarowała jej buty, a jak tata w prezencie gwiazdkowym kupił piękny kapelusz to się popłakała.

– Ropuszka ma buty, panienko – zaperzyło się stworzenie.

– Masz, jasne – prychnęła Leen. – Stare kalosze, które znalazłaś w ogródku. A żebyś wiedziała, jak mnie goni do nauki – zwróciła się ponownie do koleżanki. – Gorzej niż mama. Jak się lenię, to potrafi całymi godzinami stać pod biurkiem.

– Gdyby Ropuszka mogła się nauczyć tego co panienka, to nie traciłaby czasu na głupie zabawy albo latanie na miotle, tylko się uczyła i uczyła – oburzyła się skrzatka.

– Skrzaty nie mogą się uczyć? – zdziwiła się Hermiona.

– Mogą, ale i tak się nic nie nauczą – odparła smutno Leen. – Jak byłam mała, to próbowałam ją czegoś nauczyć, ale ona mi wytłumaczyła, że ma swoją magię i tylko to może wypełnić jej głowę. Nawet czytać nie może się nauczyć.

– Nie? – Hermiona była zdumiona.

– No, to dziwne, bo nie uczą się czytać, ale wiedzą co jest napisane – tłumaczyła dziewczynka. – Nie potrafią liczyć, ale świetnie robią potrzebne zakupy. A materiał na sukienkę to co do kawałeczka wylicza. Skrzat domowy nie ma pojęcia o hodowaniu magicznych stworzeń albo roślin. Nawet jeśli jej wytłumaczysz co ma przy nich robić, to i tak zapomni następnego dnia. Są skrzaty ogrodowe, i te to potrafią, ale już nie umieją służyć w domu. Ropuszka posprząta po pieskach albo im ugotuje, ale tylko wówczas, gdy jej to jasno i wyraźnie polecisz. To dziwne. Mama ma rację, weź sobie te książki i poczytaj. Ja tam się cieszę, że jest Ropuszka i byłoby bardzo smutno, gdyby odeszła. – Leen uśmiechnęła się promiennie i ze śmiechem wskoczyła ojcu na kolana. – Chodź, tata, weźmiemy miotły i pomożemy mamie porozwieszać baloniki, bo jak robiła to wcześniej zaklęciem to jakoś dziwnie wszystkie szybowały zbyt wysoko. – Posłała mi krzywy uśmiech.

– Panna Granger nie ma miotły – mruknął niezbyt zadowolony.

– No co ty, tata – prychnęła, a ja z trudem ukryłam uśmieszek, widząc przerażenie męża, że ma latać po ogródku z najbardziej irytującą uczennicą wszech czasów, jak ją nazywał. – Weźmiemy miotłę mamy. Możemy, prawda mamusiu?

– Możecie, ale może najpierw spytasz się Hermionę, czy ma w ogóle chęć latać – zganiłam córkę.

– Ja bardzo chętnie pomogę z przygotowaniami do urodzin Teo, ale może niekoniecznie na miotle – odparła grzecznie Hermiona, ku uldze Severusa.

Severus

Kompletnie nie wiedziałem, jak się zachować w obecności uczennicy. W naszym mieszkaniu bywali czasem uczniowie, ale nigdy w celach tak bardzo towarzyskich i nigdy w czasie wakacji. Dziękowałem wszelkim bogom, że Solem wpadła na pomysł, by ściągnąć wcześniej Leen. Nie miałem bladego pojęcia co miałbym teraz robić z tą irytującą pannicą i w jaki sposób zabawiać do powrotu dzieci. Same odwiedziny w jej domu były traumatycznym przeżyciem. Nie byłem przyzwyczajony do tak poufałych kontaktów z mugolami. Nie wiedziałem o czym z nimi rozmawiać i jak bardzo byli zaangażowani w magiczny świat córki. Obiecałem żonie, że będę się zachowywał i chociaż przychodziło mi to z prawdziwym trudem, zapanowałem nad wszelkimi uwagami dotyczącymi życia mugolskiej rodziny i bezsensownych, moim zdaniem, rozrywek jakimi się pałali. Rozumiałem dlaczego muszą czekać kilka minut, aż woda na herbatę zagotuje się w czajniku, sam często tak robiłem, bo wówczas można było wydobyć z mieszanki głębszy aromat, wiedziałem dlaczego pani Granger musiała obrócić kilka razy między kuchnią a salonem, żeby nas ugościć, ale na Salazara, nie miałem bladego pojęcia dlaczego na parapetach stały uschnięte kwiatki. W dodatku dostrzegłem jedną z rzadszych odmian orchidei, która była w stanie wegetatywnym. Nie rozumiałem dlaczego ci wstrętni mugole nie dbali o coś tak cennego. Za trzy płatki tego kwiatka płaciłem w oranżerii dziesięć galeonów. A pani Granger zamiast w wolnym czasie zająć się jakże cennymi gatunkami roślin w domu i ogródku, w najlepsze oddawała się wątpliwej przyjemności oglądania telewizji. Nie ogarniałem tego i nie widziałem w tym żadnych korzyści, ani rozrywkowych, ani tym bardziej edukacyjnych.

Solem oczywiście udawała zafascynowanie mugolskimi przedmiotami i poprosiła nawet swoją nową znajomą o zaprezentowanie telewizji. Moja żona była prawdziwą ignorantką, jeśli chodziło o kwestie mugoloznawstwa. Od dziecka przyjaźniła się z Amelią, która miała na tym punkcie prawdziwego hopla i często obdarowywała nas elektronicznym sprzętem, ale Solem systematycznie wszystko niszczyła, oczywiście niechcący. Czasem mnie dziwiło, że w swym pędzie do wiedzy, nigdy nie próbowała zrozumieć, jak działa elektroniczna magia. Jedynym mugolskim wynalazkiem, jakiego w ogóle używała był mały ipod, dzięki któremu mogła słuchać książek wypożyczanych z biblioteki. Wszystko inne w cudowny sposób wybuchało w jej rękach, gdy tylko przyłożyła wtyczkę do gniazdka.

W prawdziwą złość wprawił mnie pan Granger. Tylko dzięki mocnemu uściskowi żony zapanowałem nad nerwami, gdy ten bezceremonialnie złapał i wyrzucił motyla, który przez nieuwagę wpadł przez otwarte okno. Widząc dorodny okaz rzadkiej modraszki, byłem gotów rzucić się za nią w pościg. Co gorsza moją irytację na to jawne pogwałcenie prawa Mistrzów Eliksirów do możliwości łapania nawet tych gatunków, które są pod ścisłą ochroną, na potrzeby mikstur leczniczych, dostrzegła panna Granger, która pod moim groźnym spojrzeniem z trudem powstrzymała śmiech. Wstrętna, mugolska wiedźma dobrze wiedziała do czego mogłem wykorzystać oczy tego okazu i nawet nie pisnęła, by zatrzymać ojca. Swój cały gniew skupiłem na niej i w myślach opracowywałem coraz paskudniejsze tortury, jakimi ją uraczę, gdy już będzie naszym gościem. To pozwoliło mi odzyskać dobry humor i ku zdumieniu żony, a jednocześnie przerażeniu uczennicy, zacząłem uśmiechać się jak skończony idiota.

– Leen, przeprosisz swoją koleżankę i pomożesz mi później z eliksirami wybuchowymi – poprosiłem córkę.

– A nie możesz poprosić także Hermiony o pomoc? – spytała Solem. – Jestem pewna, że bardzo chętnie zobaczy twoją pracownię i wasze rozrywkowe mikstury.

Panna Granger zdawała się być wdzięczna za interwencję żony, a ja osiągnąłem dokładnie to co zamierzałem. Teraz będę mógł się odegrać za całe zło, jakie mi wyrządziła. Za każde idiotyczne pytanie na zajęciach, za każdą wyczerpującą odpowiedź jakiej udzieliła, za co musiałem nagradzać ją punktami. Zemszczę się w najbardziej paskudny z możliwych sposobów.

– Nawet o tym nie myśl – szepnęła Solem, gdy dziewczynki opuściły salon. – Nie każesz jej łapać płomieni kraba ognistego do słoika ani nie pozwolisz, żeby dotykała tych wstrętnych sklątek od Hagrida. Pozwolisz siekać, kroić i mieszać same przyjemnie pachnące i niegroźne rzeczy, zrozumiałeś?

– Ty jedyna wiesz, jak zepsuć dobrą zabawę – syknąłem. – Zastanawiam się, czy cię nie zamknąć na czas jutrzejszej imprezy. Może razem z panną Granger.

Solem ostentacyjnie złapała się za głowę.

– Chyba mam poważna migrenę – westchnęła i z czułością chwyciła za swój brzuch. – Mógłbyś zająć się dziewczynkami przez resztę dnia? Oprócz dekoracji i eliksirów, trzeba jeszcze pójść do sklepu zrobić troszkę zakupów, Ropuszka na pewno pomyli kolory, zaraz przygotuję listę. Trzeba też upiec tort. Myślę, że z pomocą dziewczynek sobie poradzisz. Zapakuj prezenty. Każdy, za każdy rok oddzielnie i w różny papier. Później, poproszę cię, żebyś zajrzał do wydawnictwa. Mieli tam problem z zaklęciem klejącym …

– Czy moje najszczersze przeprosiny wystarczą? – spytałem ze skruchą.

– Nie, nie wystarczą Severusie – mruknęła. – Nie czuję się najlepiej, ale chciałam, żeby to był wyjątkowy dzień dla nas wszystkich, a przede wszystkim dla Teodora. A ty zdajesz się wszystko sabotować, bo najlepszą przyjaciółką naszego syna i jak się okazuje też córki, jest twoja uczennica, której jedynym przewinieniem jest to, że lubi dużo wiedzieć. Jest mądra i niezwykle sumienna, jak na nastolatkę, a tobie wciąż trudno to docenić i pochwalić jej zapał i wiedzę. Wciąż narzekasz na nieudolnych idiotów pokroju pana Longbottoma, ale jak trafi ci się perełka jak panna Granger, tłamsisz cały jej zapał. Nie rozumiem dlaczego dziwi cię jej ciekawość. Urodziła się wśród mugoli i do niedawna nie miała bladego pojęcia o naszym świecie. A mimo wszystko jest jedną z najlepszych w całej szkole. Jej ciekawość naszego świata powinna cię cieszyć, Severusie. To świadczy o jej szacunku do nas i do życia jakie wiedziemy. Nie interesuje jej jedynie praktyczna strona magii. Ona próbuje ją zrozumieć w całości i taką przyjmuje, ze wszystkimi jej wadami, tradycjami i nic niewartymi zwyczajami. Jest grzeczna, jest miła i nie bardzo rozumiem dlaczego jej nie lubisz. Co gorsza, okazujesz jej to na każdym kroku. Czekałam bardzo długo na dzień, w którym będę mogła złożyć naszemu synowi urodzinowe życzenia osobiście, a nie szepcząc je w poduszkę, a ty … – urwała, próbując powstrzymać łzy. Westchnąłem nad swoją głupotą i mocno przytuliłem żonę. – Zaprosiłam ją do nas, bo wiem, jak Teodor ją lubi. Jak bardzo chciał pokazać jej nasz dom, miasteczko, księgarnię. Jest jego przyjaciółką i chciałam, żeby wiedział, że ją akceptujemy, że akceptujemy jego wszystkich przyjaciół, bez względu na to jak się uczą i skąd pochodzą. A ty kombinujesz, jak jej dopiec i co zrobić, żeby jak najszybciej chciała wracać do domu.

– Nie skrzywdziłbym jej, przecież wiesz – wyszeptałem, wciąż ją tuląc. – Przepraszam. Wiesz, że w mojej głowie powstało całe mnóstwo planów, jak uprzykrzyć życie pannie Granger, ale mam nadzieję, wiesz też, że żadnego nie wcielę w życie. Bywa czasem irytująca, ale to nie tak, że jej nie lubię. Naprawdę doceniam jej chęć wiedzy i postaram się odpowiadać na jej pytania w sposób tak wyczerpujący, jak tylko się da. Panna Granger będzie u nas przez tydzień i pomyślałem nawet, że jeśli rodzice się zgodzą, moglibyśmy zabrać ją na łyżwy do Szkocji.

Solem

– Zdajesz sobie sprawę z tego, ile pytań to miejsce zrodzi w jej głowie? – Spojrzałam na męża z lekkim sceptycyzmem. Podejrzewałam, że wymyślił tę wycieczkę na poczekaniu, by mnie udobruchać i pokazać, że dbał o gościa, ale w sumie nie było ważne co nim kierowało, ważne, że osiągnęłam zamierzony cel.

– Z każdym odeślę ją do ciebie – mruknął z przekąsem. – Przebiegła istoto. Ty jedna wiesz, jak rozbudzić we mnie poczucie winy i jedna na całym świecie wiesz, że pomimo tego, iż znam ciebie i twoją przebiegłą naturę, ja i tak ulegnę ci w każdej kwestii. Wiedz, że jestem świadom twojej wybitnej gry aktorskiej, a mimo wszystko wciąż potrafisz ze mnie wyciągnąć wszystko. Wiem kiedy cierpisz, a kiedy nieco przesadzasz. Kocham cię całym sercem i wciąż wydaje mi się, że już bardziej nie mogą, a mimo to budzę się rano i czuję, że kocham cię jeszcze mocniej. Jest mi bardzo przykro, gdy nieświadomie sprawiam ci ból. Wiedz, że sprawia mi to niemniej cierpienia niż tobie. Wiem, jak ważny jest dla ciebie jutrzejszy dzień, bo tak samo ważny jest dla mnie. I przysięgam ci, zrobię wszystko, by był perfekcyjny. Dla nas i dla naszych wszystkich dzieci. Chcę, by Teodor był jutro najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, a ty, najszczęśliwszą kobietą. Liczę, iż ani panna Granger, ani pan Weasley nie uciekną w popłochu, jeśli zobaczą uśmiech na mojej twarzy. Dam nawet podwyżkę panu Jordanowi, bo przypadkiem podsłuchałem, że chce naszej córce sprawić całkiem fajny prezent na urodziny. Nie jestem zadowolony, że chce jej w ogóle coś podarować, ale w tej kwestii niewiele mam do powiedzenia. To porządny dzieciak, tak samo jak panna Granger i cieszę się, że nasze dzieci mają takich przyjaciół. Postaram się okazywać to częściej i akceptować przyjaciół wszystkich naszych dzieci. Nie jestem w stanie zaakceptować ignorancji i głupoty, ale postaram się ustrzec przed takimi ludźmi nasze dzieci. I nie mam zielonego pojęcia jak się piecze torty. Jeśli pozwolisz, poproszę … – Wspięłam się na palce i pocałowałam go z całą mocą, na jaką było mnie teraz stać.

– Zastanawiam się, które z nas jest bardziej przebiegłe. – Uśmiechnęłam się do męża i ponownie wtuliłam w jego klatkę piersiową.

– Zdecydowanie muszę oddać ci pokłon w tej sprawie. Robisz ze mną co chcesz – wyznał łagodnym tonem. – A tak najzupełniej poważnie; jak się czujesz? – Odsunął mnie od siebie i delikatnie pogładził mój brzuszek.

– Rośnie i ma się dobrze, tak sądzę. Czuję się dobrze, tylko trochę zmęczona – wyznałam.

– Odpocznij, kochanie. Poproszę Leen i Gran... Hermionę o pomoc. – Severus niewiele myśląc, uklęknął przed mną i złożył czuły pocałunek na moim brzuchu.

– O, nie! – krzyknęła Leen, stając w progu. – Zrobiliście już sobie zastępstwo za mnie?

– Tak jakby – odparł Severus. – Ale nie do końca się udało. To chłopczyk i podobno ma być niezwykle grzeczny, mądry i uczynny, to zupełnie odwrotnie niż ty – sarknął do zdegustowanej córki.

– Mamo, powiedz, że to nieprawda. – Dziewczynka spojrzała na mnie z nadzieją.

– Przykro mi; tata ma rację – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – To niezwykle mądry, utalentowany, grzeczny i miły chłopczyk. – Leen nie wytrzymała i z uśmiechem podbiegła do nas.

– Cześć, Severus – szepnęła do brzucha. – Doczekałeś się, co? – Mrugnęła do ojca, gdy nie zaprotestowałam na wypowiedziane imię. – Babcia już wie? – spytała po chwili z wielkim entuzjazmem na co obydwoje zaprzeczyliśmy ruchem głowy. – Błagam, mogę jej powiedzieć? Błagam, błagam, błagam. Chcę zobaczyć jej minę i posłuchać, jak na was krzyczy. – Roześmiałam się na prośbę córki.

– Dobrze, ale dopiero w niedzielę, do tego czasu masz nikomu nie mówić. – Severus spojrzał groźnie na córkę. – Jutro są urodziny Teodora i to na nim ma się skupić uwaga.

– Rozumiem – przytaknęła Eileen i mocno przytuliła nas oboje. – Cieszę się mamo. Bałam się, że zwariujesz, jak zostaniesz z tymi dwiema sama. – Westchnęłam głośno i nieco posmutniałam. – Żartowałam, mamo – zreflektowała się dziewczynka. – Wiesz, że je kocham jak rodzone siostry, którymi są. Wiesz, że uwielbiam nad nimi panować. Przy nich czuję się mądra. – Uśmiechnęła się z triumfem. – Wciąż żartuję, mamo. Ale mam jego geny, więc musisz być wyrozumiała. Nawet Hermiona powiedziała, że jestem bardzo podobna do taty. Ale kocham moje siostrunie. Wczoraj fiuukały guły jedne do mnie, bo nie mogą sobie poradzić z prezentem dla Teo. Musiałam dać im instrukcje, ale przecież one nie potrafią rzucać zaklęć – prychnęła z wyższością. – Niemniej, prezent w sumie fajnie im wyszedł. Babciunia im troszkę pomogła, bo nawet ja nie potrafię czarować na taką odległość i …

– Zainfekowała cię – przerwał jej Severus, robiąc zniesmaczoną minę.

– Co? – Leen popatrzyła na niego zaskoczona.

– Panna Granger, zainfekowała cię gadulstwem – odparł poważnie. – Od razu dziwne mi się wydało, że taka cichutka była od samego rana. Teraz już rozumiem, przeszło na ciebie.

– Zabawny, jak zawsze – prychnęła dziewczynka i ostentacyjnie zamknęła usta. – W takim razie nie dowiesz się co zrobiły.

– Dowiem się jutro – odpowiedział z przekąsem. – Gdzie podziała się panna Gra... Hermiona?

– Psiorki ją dopadły – zaśmiała się Leen. – Jest nimi zachwycona i bawi się z nimi w ogrodzie. Przyszłam właściwie tylko po lemoniadę, bo gorąco strasznie. I chciałam zafiuukać do Susan i cioci Amelii, żeby może przyszły pomóc, bo siedzą w domu i się lenią.

Z zamyśleniem usiadłam na kanapie. Zastanawiałam się, jak młodsze córki i Teodor przyjmą wiadomość o rodzeństwie. Troszkę martwiłam się, że syn poczuje się znowu niezbyt pewnie w naszej rodzinie i próbowałam wymyślić sposób, by temu zapobiec. Leen, zanim urodziły się jej siostry, bardzo chciała rodzeństwa, ale Teo, po pierwsze, ma już trzy młodsze siostry, a po drugie, sam jeszcze dobrze się nie zadomowił w naszej rodzinie. Byłam pewna, że będzie się cieszył razem z nami i nie wypowie choćby słowa skargi, ale liczyłam na to, że jego radość będzie szczera i nieprzeplatana niepewnością.

– Mamo? Mamo – Leen pomachała mi dłonią przed oczami.

– Przepraszam – spojrzałam zawstydzona na córkę.

– Gniewasz się za to co powiedziałam o Asterce i Selene? – spytała, przygryzając wargę.

Westchnęłam głęboko i spojrzała z niewielkim uśmiechem na córkę.

– Nie gniewam się – odparłam cichym głosem.

– Mamo, wiesz, że ja je bardzo kocham. I Teo, i Severuska – odpowiedziała i przytuliła głowę do mojego ramienia. – Lubię im czasem dokuczać, ale wiesz, że …

– Wiem – przerwałam jej. – Jesteś dobrą siostrą.

– Dobrze, że to wiesz, bo tak jest – uśmiechnęła się. – Coś nie tak, mamo?

– Mam do ciebie prośbę – odpowiedziałam po chwili. – Gdzie tata? – spytałam, nagle przytomniejąc.

– Wyobraź sobie – zaczęła – stwierdził, że chyba potrzebujemy chwilki dla siebie, a on udał się do ogrodu z lemoniadą dla, cytuję: panny Gran... Hermiony i miał pokazać jej kilka zaklęć nadających kształty balonikom. Wychodząc, mruczał coś o tym, że może ta przeklęta Granger, spakuje ten stos prezentów, bo to babskie zajęcie, a on nie jest babą. A jeszcze zanim wyszedł, uśmiechnął się paskudnie, o tak – Leen wyszczerzyła się w dobrze mi znanym grymasie – po czym wcisnął dodatkową cytrynę do lemoniady. Co za prośbę masz do mnie? – spytała w końcu.

– Chciałabym z tobą porozmawiać na temat dziecka – odparłam poważnie.

– Mamo, błagam – jęknęła. – Ja już wiem na ten temat wszystko, a nawet więcej niż bym chciała wiedzieć. Babcia … o nie, teraz ty zaczniesz gadać o zygotach, komórkach, plemnikach i gametach? Błagam, mamusiu … to jakaś kara? Za to, że wczoraj spacerowałam pod domem z Lee? Możesz być pewna, że babcia obrzydziła mi seks na dobre sto lat. Fuj, te obrazki … – Popatrzyłam na córkę tępym wzrokiem, dziękując bogom i Merlinowi, że jak poznałam panią Snape, byłam już za duża na uświadamianie.

– Chciałam cię raczej prosić o radę, nie prawić ci kazania – przerwałam jej. – I tata ma rację: stałaś się jeszcze bardziej gadatliwa. Denerwujesz się czymś?

– Nie wydaje mi się, jestem po prostu elokwentna – odparła z pewnym siebie uśmieszkiem.

– Gadulstwo nie równa się elokwencji – sprostowałam.

– Ale nie wyklucza, prawda? – Uśmiech Leen poszerzył się jeszcze bardziej.

– Prawda – westchnęłam. – Nie mam nic przeciwko spacerowaniu z Lee, tylko niech nie łapie cię za rękę przy ojcu.

– Podglądałaś – krzyknęła oburzona.

– Trzeba było nie łapać go za rękę już pod domem – prychnęłam. – I następnym razem, gdy cię odwiedzi, zaproś go najpierw do domu, a nie lecisz, gdy tylko pojawi się na ulicy.

– Podglądaczka – mruknęła cicho. – No to mów, mamo, co chciałaś ode mnie, bo wiesz, tata, Hermiona, cztery psy i kilka sklątek … trochę się obawiam.

– Opowiesz mi o tym, jak się czułaś, gdy byłam w ciąży z bliźniaczkami? – poprosiłam. – Wiem, że nie mogłaś się ich doczekać, ale …

– Mamusiu, ja bardzo chcę tego brata, naprawdę – zapewniła. – Co cię martwi? – Spojrzała na mnie zatroskanym wzrokiem.

– Teo – wyszeptałam i z trudem zapanowałam nad łzami. Leen była już dużą dziewczynką i dobrze się dogadywałyśmy, ale nie lubiłam rozklejać się ani przy niej, ani przy pozostałych dzieciach. – Nie chcę, żeby poczuł się odrzucony z powodu brata. Chcę zrobić coś, żeby miał pewność, że nadal będziemy go kochali i kolejny syn w naszej rodzinie niczego w tych uczuciach nie zmieni, nawet jeśli będzie miał tak zacne imię.

– To trochę problem, mamo, bo ja nigdy się tak nie czułam, ale wierzę, że Teosiowi może być trudno się w tym odnaleźć. Dopiero co się odzyskaliśmy i teraz … myślisz, że będzie się bał, że Severusek zajmie jego miejsce? – Przytaknęłam. – Mnie się najbardziej podobało, że będę starszą siostrą i jak tata mi ciągle powtarzał, że teraz będę musiała uczyć wszystkiego moje siostry i opiekować się nimi. I uwielbiałam, gdy pytałaś mnie o radę przy meblowaniu pokoiku i zakupach, a jeszcze bardziej, jak z tych zakupów mi też coś skapnęło – uśmiechnęła się, unosząc brwi. – Wiesz, Teo jest chłopakiem i to będzie chłopak. Może teraz on ci trochę pomoże? Pamiętasz, jak szyłaś dla dziewczyn malutkie koszulki i sweterki? Mnie się bardzo podobało, że robisz takie same dla mnie.

– Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. – Odetchnęłam i ucałowałam córkę w czubek głowy. – Powiesz mi, gdybym robiła coś nie tak? Leen, ty wiesz jak bardzo cię kochamy, ciebie i twoje rodzeństwo. Wiesz, że jesteście dla nas całym światem, ale Teo …

– Wiem, mamo – przerwała mi. – Nie wiem, jak Teo się czuje, ale wiem, że często się martwi, że może was zawieść, że nie uczy się wybitnie i takie tam. Wie, że go kochacie, ale czasem mam wrażenie, że się boi. Nie wiem dokładnie czego, że go oddacie albo że … on mi opowiedział o komórce. – Westchnęłam ciężko i z trudem opanowałam łzy. – Mamo, to nie wasza wina – zapewniła. – Mówił mi też, że mu pomogłaś, wtedy, gdy wujek Syriusz do niego chodził. Że opowiadał mu o tobie, jak przynosił do niego książki od ciebie i on, powiedział mi, że Syriusz gadał i gadał ciągle o animagii i jak to wspaniale być psem, jak fajne dowcipy robili z tym Potterem w szkole i w ogóle, ale on najbardziej lubił, jak opowiadał o tobie. Jak dawał mu jakieś książki i twoje notatki z wyjaśnieniami, to mówił, że zawsze w tych krótkich liścikach byłaś … że czuł, że nikt nigdy o niego tak nie dbał, jak ty. Chociaż się nie znaliście. Że dbałaś o niego tak naprawdę, że się martwiłaś o niego i chciałaś dla niego jak najlepiej. Wiesz, martwiłaś się o sprawy, o które martwi się rodzic. Nie jakieś pierdoły i dobrą zabawę, jak Syriusz, tylko o sprawy naprawdę istotne. To chyba dlatego, tak szybko ci zaufał i nawet to, że tata jest jego tatą nie wydawało mu się takie okropne – zaśmiała się. – Mało mówi o tym, co się wtedy działo. Ale ja nigdy nie pytałam, tak jak prosiłaś. Wiem, że to co oni z nim robili było bardzo złe, nie jestem głupia, nie musiał mi nic mówić, żebym wiedziała. Jestem pewna, że on będzie się cieszył z brata, mamo, jeśli tylko ty będziesz się cieszyła. Ha, jakbyś go zapewniła, że będzie mógł nauczyć brata latać na miotle i jak kupisz mu tę nową …

– Leen, nie wystarczy ta, którą dostanie na urodziny? – Popatrzyłam na córkę sceptycznie.

– No, ale wiesz, co dwie miotły to nie jedna – odparła filozoficznym tonem.

– I domyślam się, że zanim twój młodszy brat będzie mógł na niej usiąść, ktoś inny będzie musiał na niej latać? – Zaśmiałam się pod nosem.

– Miotły nie lubią stać bezczynnie – prychnęła dziewczynka.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie poprosiłaś o prezent dla siebie na urodziny swojego brata, pod pretekstem, żebyśmy mu kupili prezent dla brata, który się jeszcze nie urodził?

– Eee? – Dziewczynka zrobiła zdezorientowaną minę. – To kupisz mi tę miotłę?

– Niedługo masz urodziny.

– No, i chciałam dostać ten nowy kociołek z podwójnym dnem. Jak się z takim pokażę na pierwszych zajęciach z eliksirów to wszyscy padną z zazdrości, nawet mój profesor. – Uśmiechnęła się z rozmarzeniem.

– Zdaje mi się, profesor Snape, dał jasne i wyraźne wytyczne co do kociołków w jakie muszą zaopatrzyć się pierwszoroczni i nie wydaje mi się, by była tam mowa o kociołkach ze wzmocnionym dnem – odpowiedziałam. – Jeśli dostaniesz taki na urodziny, to będziesz go mogła używać tylko i wyłącznie w domu, panno. Poza tym, nie sądzę, żeby fajny kociołek zrobił wrażenie na kimkolwiek w klasie. Poza ojcem, może.

– Muszę przemówić profesorowi do rozsądku – westchnęła Leen. – Zajęcia powinny iść z duchem czasu, tak jak kociołki. A nie, wciąż wymaga się takich przedpotopowych.

– Leen, ten kociołek kosztuje fortunę – zganiłam ją. – Wiesz ile kosztowałaby wyprawka, gdyby każdy nauczyciel oczekiwał na swoich zajęciach najnowszego sprzętu? – Dziewczynka zrobiła skruszoną minę.

– Może masz troszkę racji – przyznała. – Czyli dostanę kociołek i miotłę? – spytała z nadzieją.

– Taa i kucyka – sarknęłam.

– Dobrze wiesz, mamo, że gdybym była przebiegła i zła, to wykorzystałabym twoją ciążę, żeby dostać kucyka i kociołek, i miotłę, ale jestem grzeczna, dobra i miła …

– Leen … nie ze mną te numery – zaśmiałam się. – I nie powiem ci co dostaniesz na urodziny.

– Ale ja teraz już sama nie wiem co wolę – zajęczała.

– Teraz wolisz pójść ze mną do ogrodu i przygotować się na pokojowe rozdzielenie taty i Hermiony – odparłam.

– O rany, zapomniałam o nich – jęknęła i pospiesznie podniosła się z kanapy. – Idziesz? – Spojrzała wyczekująco.

– Nie czuję się zbyt dobrze, idź sama – poprosiłam.

– No wiesz – prychnęła. – To działa może na tatę, ale nie ze mną te numery. To twój mąż. Ty się zajmiesz tatą, ja Hermioną – nakazała władczym tonem, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu. – Ten dom, to jedno wielkie gniazdo węży. Jedno myśli, że jest bardziej przebiegłe od drugiego – mruknęła pod nosem. – Nie znają potęgi małej dziewczynki – zaśmiała się złowieszczo i pociągnęła mnie do ogrodu.

Uzbroiłam się w pokłady cierpliwości zanim pchnęłam drzwi do ogrodu. Spojrzałam na córkę i jednocześnie, jakby na sygnał głęboko odetchnęłyśmy, i … zamarłyśmy. Panna Granger, uzbrojona w strój ochronny, przykrywający szczelnie całe jej ciało, łapała ładunki krabów ognistych, a Severus, jak gdyby nigdy nic, dawał jej wyczerpujące wskazówki. Chwyciłam się ramienia córki, gdy dobiegł do mnie głos męża.

– Nie tak mocno, Hermiono – Severus włożył rękawice i pokazał w czym leżał problem, naciskając delikatnie pancerzyk kraba. – Jeśli naciśniesz zbyt silnie, pozbawisz go ładunku na kilka godzin, a mamy jedynie dwa kraby.

– Przepraszam, profesorze – szepnęła Hermiona. – To ubranie jest trochę niewygodne.

– Zdaję sobie z tego sprawę, panno Granger, ale w innym przypadku byłabyś narażona na poparzenia – wyjaśnił grzecznym tonem. – Dobry Mistrz Eliksirów, musi nauczyć się pracy w odzieży ochronnej. Istnieją zaklęcia, ale jesteś jeszcze na tyle niedoświadczoną czarownicą, że ze zbyt dużym pokładem magii na sobie, wystraszyłabyś te stworzenia na śmierć.

– Rozumiem, profesorze – przytaknęła i ponownie spróbowała dostać się do ładunku kraba. – Czy będziemy uczyli się tych zaklęć na zajęciach? – spytała nieśmiało.

– Niestety program tego nie przewiduje – odparł tak grzecznie, że Leen o mało się nie zakrztusiła. – Liczę jednak, że uda mi się namówić nową dyrektorkę do pewnych ulepszeń, przynajmniej jeśli chodzi o zajęcia z eliksirów.

– Integrujesz się, tato? – Leen nie wytrzymała i z uśmiechem podeszła do koleżanki.

– Przypominam ci, młoda damo, że to ty miałaś się zająć pozyskaniem ingrediencji na fajerwerki i eliksiry wybuchowe na jutrzejszą imprezę – odparł z powagą Severus.

– Ważne sprawy mnie zatrzymały, drogi ojcze – odpowiedziała równie poważnie Leen.

– Mam nadzieję, że rzuciłeś na Hermionę zaklęcie chłodzące – wtrąciłam. – W tym czymś gumowym się zapoci, biedactwo.

– Rzuciłem – mruknął, wywracając oczami, a Hermiona lekko się zaczerwieniła.

Zajęłam miejsce na jednym z ogrodowych krzeseł i z uśmiechem przyglądałam się jak mój mąż uczył dziewczynki trudnej sztuki obchodzenia się z krabem ognistym. Robił to z takim zapałem, że zaczęłam odnosić wrażenie, że w rzeczywistości bardzo rad był z towarzystwa chłonącej wiedzę uczennicy, a Leen była w siódmym niebie, mogąc mądrzyć się przed koleżanką i popisywać nabytymi od ojca umiejętnościami. Przyglądając się ich uśmiechom, nie mogła się nadziwić, jak ktoś może czerpać przyjemność z obcowania z ziejącym gorącym płomieniem krabem. Wywracałam oczami, gdy Severus kłócił się z córką, czyja kolej na pozbawianie skorupiaka kolejnego ładunku, a kiedy Hermiona grzecznie, ale z zawodem zaproponowała, że może ona będzie się tylko przyglądać zamiast zajmować jednym z dwóch okazów, jakie posiadał Snape, parsknęłam niemal głośnym śmiechem, gdy obojgu zaświeciły się oczy i gotowi byli pozbawić tej jakże wspaniałej czynności gościa. Na szczęście oboje szybko się opamiętali, a Severus przeniósł swe uczucia na sklątki.

Kolejny rozdział: „Wyrok"