Autor: LunaFromBakerStreet
Beta: sherlyimpala
02. Przytulając się (Cuddling somewhere)
Mimo iż od powrotu z wojny upłynęło już wiele czasu, Johnowi nadal zdarzały się koszmary. Zazwyczaj rzucał się wtedy na łóżku, a potem budził przerażony, czasem też krzyczał albo nieświadomie mamrotał jakieś zdania. Tym razem było podobnie. Usiadł, próbując unormować oddech i trzęsące się ręce. Bicie serca zagłuszyło kroki na schodach, dlatego nieźle się wystraszył, gdy w drzwiach stanął Sherlock.
- Dalej masz problemy ze snem? – spytał już na wejściu, a John aż podskoczył.
- Jezu, nie strasz mnie tak.
- Nie musisz odpowiadać, znam odpowiedź – detektyw całkowicie zignorował jego słowa. Podszedł i przysiadł na skraju łóżka, a potem przytulił go do siebie. Johna zatkało.
- Przytulenie się do kogoś zwiększa ilość endorfin i pomaga złagodzić uczucie stresu – powiedział Sherlock nauczycielskim tonem, a jednak w ten sposób pomógł przyjacielowi się opanować. John wziął głęboki oddech i poczuł, jak wraz z zapachem Sherlocka ogarnia go także spokój. Trwali tak jeszcze przez chwilę, podczas której brunet gładził go po włosach.
- Lepiej?
- Nie… jeszcze moment – skłamał, nie chcąc wypuścić Sherlocka z objęć, choć nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Dobrze – odparł Holmes i nieświadomie zaczął kiwać się z Johnem na boki. To wywołało u niego śmiech.
- Nie jestem dzieckiem, nie musisz mnie kołysać.
- O, więc jednak ci lepiej – Sherlock się zaśmiał. Rzadko kiedy nadarzała się okazja, by to usłyszeć i John długo nie mógł wyrzucić tego śmiechu z głowy.
- Dobrze, poradzę sobie. Możesz iść spać – powiedział, wyswobadzając się z uścisku i patrząc na niego z delikatnym uśmiechem, który i tak w nikłym świetle był niemal niewidoczny.
- Nie będziesz już krzyczał?
- Nie zamierzam.
- To dobrze – Sherlock wstał poprawiając szlafrok i odwrócił się w stronę drzwi. Rzucił jeszcze ciche „dobranoc", zanim zniknął na schodach. John położył się na boku i odetchnął. Jego serce biło szybko, a pomimo to czuł, że będzie to dobrze przespana noc.
