Centrum Odnowy jest jednym z moich ulubionych miejsc w Kapitolu. Normalnie jest to miejsce gdzie spotykają się wszyscy mentorzy. Jeszcze nie minął dzień od dożynek, więc większość mentorów nie miała jeszcze okazji zapoznać się ze swoimi trybutami.

Peeta i Misu zostali zabrani przez ekipę przygotowawczą ponad godzinę temu, a Haymitch zostawił mnie i poszedł szukać Chaffa i alkoholu, niekoniecznie w tej kolejności. Zostałam sama ze swoimi myślami. Siedzę niedaleko pokoju stylistów Dwunastego Dystryktu, gdzie każdy, kto tego potrzebuje, może mnie łatwo znaleźć.

- Co to za wspaniały strój masz na sobie? – Głos, przyjemnie znajomy z przesadnym kapitolińskim akcentem, brzmi niedaleko. – Powiedz mi, jaki geniusz go zaprojektował?

Cinna.

Uśmiecham się i wstaję.

- Naprawdę ci się podoba? Sama go zaprojektowałam.

Formalnie, Cinna jest stylistą trybutek z Dwunastego Dystryktu, ale jego główną robotą jest upewnianie się, że wyglądam niesamowicie na wszystkich ważnych imprezach w Kapitolu. Tak dużo mu zawdzięczam i to nie ma nic wspólnego z faktem, że Cinna zawsze ma czas by zapełnić moją szafę swoimi arcydziełami.

- Jesteś pewna, że to jedno z twoich dzieł? – pyta Cinna, przyglądając się sukni. – Nie wiem, widziałem cała twoją kolekcję, a ta suknia wygląda zupełnie inaczej. Potrzeba prawdziwego artysty by stworzyć coś takiego.

- Cześć Cinna. Tak, suknia się śliczna, dziękuję – śmieję się, a Cinna mnie przytula. – Tęskniłam za tobą.

- Też za tobą tęskniłem – mówi już bez kapitolińskiego akcentu, ściska mnie jeszcze raz i puszcza. – Nie rozmawialiśmy wczoraj po dożynkach. Jesteś szczęśliwa, że Prim nie została wybrana?

- Bardzo. Dopóki nie wyczytali nazwiska chłopaka.

- Peeta, prawda? – pyta Cinna, a ja kiwam głową. – Coś z nim nie tak?

- Wszystko z nim w porządku. Jest idealny.

Cinna dokładnie mi się przygląda.

- Dlaczego, Katniss Everdeen, z ciebie zawsze trzeba wszystko wyciągać siłą?

- O czym ty mówisz?

- Znalazłaś sobie chłopaka, czyż nie?

- Co? Nie… kogo? Peeta? Nie! – Moja twarz przybiera kolor najgłębszej czerwieni. – Między nami nic takiego nie ma. Nie.

- Nie brzmisz zbyt przekonywująco – mówi. – Ostatnio tylko dokuczałem ci z tego powodu, ale teraz naprawdę zaczynam się zastanawiać, co jest między tobą, a tym chłopakiem.

- Przestań się zastanawiać, bo między nami nic nie ma. Jestem jego mentorką, to wszystko.

- A podobałoby ci się, gdyby między wami coś jednak było?

- Nie mogę o tym myśleć – odpowiadam szczerze. Pozbywam się tej myśli z głowy, zanim doprowadzi mnie do szaleństwa. – On jest trybutem, pamiętasz? Muszę skupić się na uratowaniu go.

- A co, jak już go uratujesz? Co wtedy?

Zanim się powstrzymuję, w mojej głowie pojawia się o myśl o takiej możliwości. Uśmiecham się tak szeroko, że aż bolą mnie policzki. Ale nawet nie powinnam o tym myśleć, więc szybko przestaję się uśmiechać. Jednak jest już za późno, w czym utwierdza mnie reakcja Cinny.

- Myślę, że chyba mam już odpowiedź – mówi, a jego zielone oczy błyszczą szelmowsko. – Nie martw się, wygra.

Zamieram, słysząc pewność w jego głosie, ale robi mi się miło.

- Dlaczego jesteś tego taki pewien?

- Ponieważ cię znam, Katniss, a ty jesteś wojowniczką. Gdy jesteś wystarczająco zdeterminowana, jesteś w stanie zrobić wszystko – odpowiada. – Pamiętasz, co ci powiedziałem tuż przed twoim wyjściem na arenę?

- Że gdybyś mógł na kogoś postawić, to postawiłbyś na mnie.

- Zgadza się, a tym razem postawiłbym na Peetę.

- Dziękuję. – Przytulam go mocno. – Więc pomożesz?

- Portia i ja zrobimy wszystko by pomóc – zapewnia mnie. – Nie martw się, wszyscy go zauważą na Ceremonii Otwarcia.

Odsuwam się szybko od Cinny i widzę błysk w jego oczach, co oznacza, że zaplanował coś szalonego.

- Och nie, co zamierzasz zrobić?

- Nic. Po prostu go podpalę.

- Czekaj… co?

- Zobaczysz. – Posyła mi ten zagadkowy uśmiech, który doprowadza mnie do szału. Robi tak co roku.

- Nie możesz go podpalić, Cinna! Chcę, żeby miał jak największe szanse na arenie! Spalony raczej na nic mi się nie przyda!

- Uspokój się, wiem co robię. Zazwyczaj. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. – Daje mi pstryczka w nos, a ja muszę pamiętać, że Cinna jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Ale też jeszcze nigdy nikogo nie podpalał. Chcę zaprotestować, ale Cinna obraca mnie i macha ręką. – Patrz, jest Finnick.

Rzeczywiście, Finnick zmierza w naszą stronę, a Cinna chce z tego skorzystać i zaczyna się wycofywać. Nie jest jednak tak szybki by zdążyć przede mną uciec.

- Pogadamy o tym później. I już nie jest mi przykro, że będzie musiał zająć się Misu.

- Nie mam zbytnio nic przeciwko niej, w pewien sposób przypomina ciebie – mówi, puszcza mi oczko i znika w pokoju, gdzie obecnie jest Misu.

Finnick podchodzi do mnie, wskazując głową w kierunku, gdzie poszedł Cinna.

- Zwiał. Co słychać?

- To dlatego, że zobaczył ciebie. Twoja uroda to dla niego za dużo, jak dla artysty – żartuję.

- Najwyraźniej – mówi i szeroko rozpościera ramiona. – Zamierzasz mnie przytulić, czy co?

Wręcz rzucam się w jego ramiona, rozkoszując się poczuciem bezpieczeństwa. Porównuję to do uczucia, które miałam, przytulając się do Peety. Z tym wyjątkiem, że ręce Peety nie zawędrowały na moją klatkę piersiową. Natychmiast odsuwam się od Finnicka.

- Co to, do cholery, było?

Finnick patrzy na mnie niczym wcielenie niewinności.

- Co? Po prostu chciałem sprawdzić, czy ostatni rok był dla ciebie dobry.

Krzyżuję ramiona na piersi.

- Nie wierzę, że tak po prostu mnie obmacujesz.

- Daj spokój, cóż znaczy małe obmacywanko między przyjaciółmi? – Uśmiecha się zabójczo. – I jak byś się zastanawiała, to rzeczywiście, ostatni rok był dla ciebie dobry.

- Jesteś chory. Nawet nie wiem, dlaczego się z tobą zadaję – mówię i siadam na najbliżej kanapie.

- Ale z ciebie maruda – oznajmia bezceremonialnie. – Znowu koszmary, prawda? To dlatego Haymitch nalegałbym tu przyszedł i się z tobą zobaczył?

- Nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz.

- Haymitch mnie znalazł i powiedział, że powinienem cię poszukać i z tobą porozmawiać. A gdy zapytałem, o co chodzi, odpowiedział, że ty mi to wyjaśnisz.

- Kto wie, o co chodziło Haymitchowi. Pewnie był pijany i cię z kimś pomylił.

Finnick siada obok mnie na pluszowej kanapie i wiem, że przestał już żartować.

- Chodzi o twoje nowe obowiązki?

- Myślę, że już wystarczająco rozmawialiśmy na ten temat, okej? – Właśnie zdaję sobie sprawę, o co chodziło Haymitchowi. – Choć…

- Co?

- Jak to było, gdy mentorowałeś Annie? – Zadaję to pytanie osobie, która kiedyś była w podobnej sytuacji do mojej.

Finnick zamiera i widzę, jak bardzo bolesne są dla niego te wspomnienia.

- To było najgorsze, co spotkało mnie w życiu. Było gorzej niż wtedy, gdy sam byłem na arenie. W końcu zdałem sobie sprawę jak bardzo mi na niej zależy, ale nie potrafiłem jej chronić. Mogłem tylko oglądać te straszne rzeczy, które ją spotykały. Annie załamała się na arenie, a ja nie mogłem być przy niej.

- Przepraszam, że o to zapytałam.

- A dlaczego o to zapytałaś? – mówi, potrząsając głową. Teraz nie wygląda na tego przystojnego żartownisia, do którego przywykłam i wiem, że jestem mu winna prawdę.

- Chcę ocalić Peetę… mojego męskiego trybuta – dodaję, widząc zmieszanie w oczach Finnicka, który natychmiast wraca do bycia przystojnym żartownisiem.

- Och, naprawdę? Czy istnieje jakiś szczególny powód, dlaczego chcesz go ocalić?

- Czy nie wystarczy, że chcę, by Dystrykt Dwunasty miał zwycięzcę? Trudno uwierzyć, że chcę więcej jedzenia dla mojego dystryktu?

- Normalnie powiedziałbym, że nie – odpowiada z uśmiechem błąkającym się na ustach. – Ale też nigdy nie pytałaś mnie o Igrzyska, w których brała udział Annie.

To prawda, zwykle staram się unikać tego tematu w rozmowach z Finnickiem. Johanna i Mags zapoznały mnie ze szczegółami, więc wiem, jakie to było dla niego trudne. Co oczywiście oznacza, że nie pytałabym go o to bez dobrego powodu.

- Byłam po prostu ciekawa – mówię, doskonale wiedząc, że i tak mi nie uwierzy. – To nie miało znaczyć, że moja sytuacja jest podobna do tego, co przydarzyło się tobie.

- Kochasz go – mówi, a ja drętwieję. Jego oczy rozszerzają się i Finnick uśmiecha się sugestywnie. – Och, łapię. Kochasz go. Regularnie.

Tylko Finnick Odair potrafi wypowiedzieć każde słowo tak by miało jakiś podtekst.

- Dlaczego wszyscy nagle sądzą, że ja i Peeta… - Próbuję znaleźć słowo, które mogłabym użyć bez żadnych konsekwencji. – Spotykamy się? Nikt tak nie myślał o mnie i Gale'u, gdy w zeszłym roku próbowałam go ratować.

- Ja myślałem, przez jakąś minutę – przyznaje Finnick. – Potem zobaczyłem was razem i wiedziałem, że z twojej strony było to uczucie całkowicie niewinne.

Gapię się na niego.

- Gale nie czuł nic takiego do mnie.

- Oczywiście, że czuł, mała wiewiórko. – Brzmi tak protekcjonalnie, że mam ochotę go uderzyć. – Byłaś po prostu zbyt ślepa, by to dostrzec.

- Nienawidzę, gdy mnie tak nazywasz – narzekam. Nie cierpię tego przezwiska. Finnick nazwał mnie tak po raz pierwszy, gdy podczas Igrzysk zobaczył, jak wspinam się po drzewie. Na moje nieszczęście, przezwisko zostało.

- I właśnie dlatego robię to tak często.

Zwężam oczy, ale w końcu ignoruję ten komentarz.

- Nieważne. Między mną i Peetą nic nie ma. Chcę mu po prostu pomóc wygrać na arenie.

- Przynajmniej nie jest brzydki – mówi Finnick. – Widziałaś moich tegorocznych trybutów? Los był dla mnie okrutny. Dziewczynka jeszcze nie jest taka straszna, ale chłopak? Myślę, że jego matka parzyła się z wielorybem.

- Finnick!

On tylko wzrusza ramionami.

- Chłopak musi o tym wiedzieć. Z taką twarzą… wątpię czy to jest najpodlejsza rzecz jaką o nim mówiono. Albo do niego. Poza tym, jest tak durny, że wątpię czy rozumie wystarczająco dużo by czuć się obrażonym.

- Jesteś okropny.

- Mam nadzieję, że nie wygra, bo nie wiem czy strawiłbym rok świętowania jego sukcesu. – Finnick pociera palcami podbródek. – Więc, aby oszczędzić sobie rozstroju żołądka, myślę, że pomogę ci ocalić chłopaka.

- Naprawdę? Zrobisz to? – Potrząsam głową. – Nie, Finnick, będziesz miał kłopoty. Jestem pewna, że zabroniono pomagać trybutom z innych dystryktów.

- Dopóki otwarcie nie sabotuję własnych trybutów, nikt mi nie zabrania pomagania innym mentorom. – Finnick zniża ton i dodaje – kiedy Annie tam była, ja otrzymałem pomoc. Po prostu zwracam przysługę.

- Dziękuję ci.

- Więc, po pierwsze, musi wywrzeć wrażenie dziś wieczorem – mówi. Tak jakby trzeba było mi to przypominać. – Co Cinna planuje dla twoich dzieciaków?

- Powiedział coś o podpaleniu ich – odpowiadam ponuro. – To dlatego tak szybko stąd uciekł.

- Och. Przynajmniej będą się wyróżniać. Chociaż trochę szkoda.

- Szkoda czego?

- Że Cinna kompletnie zignorował moją prośbę, by przywrócić wygląd trybutów sprzed kilku lat.

Wiem, że nie powinnam drążyć dalej, ale nie mogę się powstrzymać:

- A jak wyglądali?

- Chodzi mi o Igrzyska Johanny – mówi Finnick, a ja próbuję sobie przypomnieć, co takiego specjalnego było w kostiumach z tamtego roku. To było zanim Cinna i Portia zaczęli pracować z Dwunastym Dystryktem, więc kostiumy musiały być okropne.

- Nie pamiętam, więc może mi przypomnisz?

- To było tego roku, gdy wystąpili nago, pokryci jedynie czarnym proszkiem. – Finnick śmieje się głośno. – Próbowałem przekonać Cinnę, że twoja mina będzie tego warta, ale najwyraźniej mnie nie posłuchał.

- Na całe szczęście. – Przez chwilę zastanawiam się jak Peeta by wyglądał w takim stroju. Szybko jednak odsuwam od siebie tę myśl i modlę się o to, by się nie zarumienić. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebuję, to Finnick odgadujący moje myśli w tej chwili. – Ale w jednym masz rację, są gorsze rzeczy niż spalenie żywcem.

- Jak bycie nagim może być gorsze od spalenia żywcem? – Finnick przewraca oczami. – Nieważne, zapomniałem z kim rozmawiam.

- Muszę cię uświadomić, że dla normalnych ludzi, paradowanie nago przed tłumem ludzi nie jest tak komfortowym przeżyciem jak dla ciebie czy Johanny – odpowiadam ostro. – Odrobina skromności nigdy nikomu nie zaszkodziła.

- Pamiętaj jednak, że jesteś zwyciężczynią, Katniss. Przestałaś być normalną osobą jak tylko weszłaś na arenę. Poza tym, wydaje mi się, że nigdy nie byłaś normalna.

- Tak jak osoba, z którą właśnie rozmawiam.

- Może masz rację. Może właśnie dlatego wygraliśmy.

To interesująca teoria i nie potrafię wysunąć przeciwko niej żadnych konkretnych argumentów, więc nie mówię nic.

- Twój chłopak… czy on jest normalny?

Myślę o Peecie i jego nadzwyczajnej uprzejmości.

- Nie, Peeta nie jest normalny. Jest wyjątkowy.

- Więc miejmy nadzieję, że moja teoria się sprawdza.


Kilka godzin później, przemierzam wzdłuż i wszerz pluszowy dywan w salonie. Mentorzy nie mogą zobaczyć się z trybutami aż do zakończenia Ceremonii Otwarcia. Mamy zobaczyć ich po raz pierwszy po ich „przemianie" dopiero w telewizji, tak jak reszta Panem. Jednak mimo wszystko chciałabym się zobaczyć z Peetą, bo jestem pewna, że jest zdenerwowany bardziej ode mnie. Co prawda jest to usprawiedliwione ze względu na to, że chcą go podpalić.

- Skarbie, męczy mnie samo patrzenie na ciebie – narzeka Haymitch, rozpierając się na kanapie. – Usiądź, dobrze?

- Nie mogę! Przecież powiedziałam ci, co planuje Cinna, prawda?

- Tak – zgadza się z przesadną cierpliwością. – A pamiętasz co ci odpowiedziałem?

- Tak – odpowiadam tym samym tonem. – Że muszę zaufać Cinnie. I mu ufam. Po prostu czasami stara się być aż nazbyt wspaniały.

Effie wchodzi i posyła mi pełne zaciekawienia spojrzenie.

- Katniss, co robisz?

- Po prostu się denerwuję, Effie. Chcę, że Peecie… i Misu dobrze dzisiaj poszło – mówię dodając imię dziewczyny w ostatniej sekundzie.

- Nie martw się, Cinna znów wykona wspaniałą robotę. Tak jak zawsze – odpowiada, najwyraźniej próbując mnie uspokoić. Na nieszczęście, jak to Effie, nie potrafi się zatrzymać, gdy już się rozpędzi. – Pamiętasz co było w zeszłym roku? Nawet z tym okropnym chłopakiem całkiem nieźle sobie poradził. Cóż… przynajmniej na dwie sekundy, dopóki ten nie otworzył ust.

Haymitch patrzy na mnie z niepokojem, ale macham lekceważąco ręką. Przywykłam do Effie i jej pozbawionych wrażliwości komentarzy, a ten przynajmniej uspokoił moje nerwy, bo skupiam się na kontrolowaniu się, by nie powiedzieć czegoś, czego będę później żałować.

Opadam na kanapę, otrzymując dezaprobujące spojrzenie od Effie. Nienawidzi, gdy ignoruję etykietę w jej obecności. Wiem, że to niedojrzałe z mojej strony, ale to jest lepsze niż powiedzenie jej, co tak naprawdę o niej myślę.

Telewizor włącza się, sygnalizując rozpoczęcie programu. Zaczyna grać muzyka, która dobiega nie tylko z telewizora, ale nawet słychać ją zza zamkniętych okien i natychmiast przyprawia mnie o ból głowy.

Na początku pojawiają się trybuci z Pierwszego Dystryktu na swoim rydwanie. Tłum wrzeszczy, ale nie jestem tym zaskoczona. Oboje tak samo atrakcyjni i opanowani. Trybuci z Jedynki zawsze są ulubieńcami Kapitolu, no może z kilkoma nielicznymi wyjątkami. Sadowię się wygodniej na kanapie, czując jak znów ogarnia mnie nerwowość.

Pokazują się trybuci z Dwójki i publiczność także wita ich gorąco. Nie przyciągają uwagi tak jak ci z Jedynki, ale roztaczają wokół siebie groźną aurę, którą ciężko zignorować. Trybuci z Dwójki zawsze są niebezpieczni i nie bez powodu najczęściej wygrywają.

Powoli prezentują się kolejne dystrykty. Skupiono się na trybutach z Jedynki i Dwójki, ale póki co, każdy dystrykt otrzymał odpowiednią ilość czasu antenowego.

Gdy pojawia się rydwan z Jedenastki z małą dziewczynką i jej ogromnym partnerem, wstrzymuję oddech. W głowie odliczam sekundy, czekając na konie czarne jak węgiel.

I oto są.

- Och, mój… - Effie zapiera dech w piersiach. – Wyglądają olśniewająco!

Cinna nie żartował, a ja naprawdę powinnam mu zaufać. Ogniste stroje oświetlają ich twarze, co przyciąga uwagę kamer. Gdy twarz Peety wypełnia ekran, mogę zobaczyć odbicie ognia w jego oczach, co wygląda niesamowicie.

Haymitch wzdycha.

- Wiedziałem, że Cinna jest niezły, ale nie sądziłem… Tym razem przeszedł samego siebie.

- Z całą pewnością – mówię z oczami utkwionymi w moim chłopcu z chlebem. Nie tylko ja tak na niego patrzę. Kamery poświęcają mu dużo więcej uwagi niż pozostałym trybutom. Peeta uśmiecha się, macha i posyła buziaki do tłumu, który zaczyna skandować jego imię. Nawet Misu daje się ponieść chwili, bo nie ma tej swojej ponurej miny.

- Kochają ich! – wykrzykuje Effie. – Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek zrobił tak świetne pierwsze wrażenie.

W końcu dojeżdżają do Rynku i zatrzymują się przez rezydencją Snowa obok reszty trybutów. Muzyka cichnie. Na balkonie pojawia się rezydent, otrzymując euforyczny aplauz publiczności. Gdy zaczyna mówić, cała uwaga skupia się na nim, ale kamera od czasu do czasu wraca do Peety i Misu.

Snow kończy swoją przemowę, gra hymn, a rydwany ruszają. Okrążają Rynek, pozwalając tłumowi jeszcze raz zobaczyć tegorocznych trybutów, zanim znikają w Ośrodku Szkoleniowym. Kamera jednak ignoruje wszystkich i pokazuje Peetę oraz Misu.

Drzwi zamykają się za nimi i komentatorzy natychmiast zaczynają mówić o swoich wrażeniach na temat dwudziestu czterech tegorocznych trybutów. Zwykle nie poświęcam temu zbyt dużo uwagi, ale w tym roku jestem ciekawa, co myślą.

Osoba, której płci nie jestem w stanie określić, zaczyna swój potok słów:

- Po prostu uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam Dystrykt Dwunasty w tym roku!

Współprowadząca, pulchna kobieta z rubinami na ustach, kiwa energicznie kiwa głową.

- Och, wiem, Reeq! Te stroje były… ośmielę się powiedzieć… gorące!

Oboje chichoczą.

- Mówiąc o tym, Crize, co sądzisz o chłopcu, Peecie Mellarku?

Crize oblizuje językiem swoje usta i uśmiecha się do kamery.

- Myślę, że znalazłam sobie nowego chłopaka.

Wyłączam telewizor. Czuję lekkie mdłości, słysząc odpowiedź tej kobiety na temat mojego Peety.

Mojego Peety? A to skąd mi się to wzięło?