Biorę do ręki talerz z deserem, który jest przepyszny. Przynajmniej tak sądzę, bo jeszcze nigdy go nie jadłam. Moja uwaga skupiona jest na mojej ostatniej myśli.
Mój Peeta? Nie przywłaszczyłam go sobie i jestem tego świadoma. Tak, jestem jego mentorką i jestem za niego odpowiedzialna w jakiś sposób, ale to uczucie… posiadania było kompletnie nie na miejscu. Było mi obce i inne, ale jeśli mam być szczera, to nie było tak całkowicie nienaturalne.
Co właśnie uczyniło tę całą cholerną sytuację jeszcze bardziej kłopotliwą.
Ta sytuacja nie będzie łatwiejsza, zwłaszcza że Peeta siedzi tak blisko mnie podczas gdy ja próbuję zjeść tyle słodkiego by przespać całą noc. Nie potrafię być spokojna gdy on siedzi obok mnie spokojnie, pachnący cynamonem i przyprawami, i spożywa swój posiłek.
Och, po prostu zjedz to ciasto, Katniss.
Przeżuwam wolno, starając się skupić na rozmowie, w której, w większej części, jestem ignorowana. Nie jestem zaskoczona, że przez większość kolacji rozmawiamy o strojach na Ceremonii Otwarcia.
Haymitch śmieje się z żartu, którego najwyraźniej nie usłyszałam, jednak wydaje mi się, że był o mnie.
- To bliskie prawdy. Co pomyśleliście, gdy usłyszeliście jaki jest plan? – pyta Haymitch.
Zarumieniona Misu posyła mu leniwy uśmiech.
- Pomyślałam, że to nie będzie gorsze od tego co do tej pory robiłam.
Z niedowierzaniem patrzę na Misu, która po wypiciu lampki wina zachowuje się całkowicie jak nie ona. Jednak z miny Effie i prośby Misu o dolewkę wnioskuję, że to nie jest jej pierwszy kieliszek.
- Przyznam, że byłem zaniepokojony… - ostrożnie zaczyna Peeta.
- Zaniepokojony? – Misu parska śmiechem i bierze łyk wina. – Był przerażony! Powiedział, że zedrze ze mnie pelerynę pod warunkiem, że ja zedrę jego!
Peeta rumieni się i spuszcza wzrok, zażenowany.
- Chyba jednak byłem trochę bardziej niż zaniepokojony. Przepraszam za to, powinienem zaufać Cinnie i Portii.
- Nie przepraszaj, trudno wziąć coś takiego na wiarę – odzywam się, czując potrzebę bronienia Peety. – Poznałeś ich dopiero dzisiaj, a oni chcieli was podpalić. Nikt nie wini cię za to, że byłeś troszkę nieufny.
- To była całkowicie zrozumiała reakcja – zgadza się Portia i posyłam jej pełne wdzięczności spojrzenie.
- Spójrz na swoją mentorkę na przykład – mówi Haymitch, wskazując na mnie znad swojego drinka. – Katniss zna Cinnę i w pełni mu ufa, ale nawet ona martwiła się co z tego wyjdzie.
Peeta patrzy na mnie tymi swoimi oczami.
- Też się martwiłaś?
- Troszeczkę – mówię, doskonale wiedząc, że byłam wręcz przerażona. Teraz mogę przyznać, że może lekko przesadzałam. – Ale to wina Cinny. Zrzucił na mnie tę bombę, a potem zwiał przede mną jak tchórz.
- Chwileczkę, muszę to sprostować – sprzeciwia się Cinna. – Odszedłem, zgadza się, ale dlatego, że musiałem skończyć kilka rzeczy zanim miałem się przedstawić Misu.
- Co mam zrobić? – pyta Misu, wyglądając na zagubioną.
- Skończyć czwarty kieliszek wina – mamrocze Peeta. Słyszę go i nie mogąc się powstrzymać, cicho chichoczę.
Haymitch pochyla się i zabiera Misu kieliszek.
- Myślę, że wystarczy moja droga.
Misu beka i mamrocze coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. A myślałam, że jestem w stanie zrozumieć każde niezidentyfikowane mamrotanie, bo przecież często mam do czynienia z pijanym Haymitchem i Mags.
Effie daje znak dwóm kelnerom, którzy podchodzą, a Effie wskazuje na Misu.
- Nie czuje się zbyt dobrze, pomóżcie jej dostać się do pokoju.
Oboje kiwają głowami i pomagają Misu podnieść się z siedzenia. Na szczęście dla wszystkich, jest zbyt pijana by próbować się sprzeciwiać i pozwala się zabrać do pokoju.
Gdy Misu znika w korytarzu, Effie wyraźnie się rozluźnia.
- Dobrze, zobaczmy podsumowanie w telewizji.
Ceremonia Otwarcie była transmitowana na żywo w całym Panem, ale większość ludzi w dystryktach była wtedy w pracy, bo praca i szkoła nie są przerywane na czas Igrzysk. Jednak nieważne gdzie mieszkasz i w którym dystrykcie, praca kończy się odpowiednio wcześnie by wszyscy mogli zobaczyć podsumowanie w nocy. „Mogli" to nie jest odpowiednie słowo skoro jest to obowiązkowe.
Idziemy do saloniku, gdzie Peeta i ja siadamy razem na kanapie. Tak blisko, że nasze ramiona i kolana się dotykają, a ja czuję jak moja skóra rozgrzewa się w tych miejscach. Nagle zdaję sobie sprawę, że wszyscy oprócz niczego nieświadomej Effie, obserwują nas.
- Co? – pytam, lekko zdenerwowana poświęconą nam dodatkową uwagą.
- Nic – odpowiada Haymitch z uśmiechem na ustach. – Po prostu zastanawiam się czy jest ci wygodnie, skarbie.
- Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę tak czuły zwrot wypowiedziany z tak małym uczuciem – mówi Peeta, uśmiechając się, ale widzę, że ten uśmiech nie sięga jego oczu. – Nie licząc mojej rodziny, oczywiście.
Nie mogę się powstrzymać i myślę, jak okropna jest żona piekarza i zastanawiam się czy kiedykolwiek była dobra dla swoich synów. W mojej głowie pojawiają się obrazy siniaków i spuchniętych policzków i wiem, że znam odpowiedź. To zabawne, bo zawsze myślałam, że dzieci kupców mają lepiej niż my w Złożysku. Ale mimo tego, że brakowało nam wielu rzeczy, Prim i mnie nigdy nie zabrakło miłości.
Może słysząc prawdę pod warstwą poczucia humoru Peety, nasi styliści łagodzą sytuację. Portia siada obok Peety i szepcze konspiracyjnie:
- Ignoruj ten ton. Prawda jest taka, że on się o nią troszczy.
- Taka prawda – dołącza się Cinna. – I nieważne co mówi Katniss, to uczucie jest obustronne.
- Tylko wtedy gdy Haymitch nie jest nie do zniesienia – mówię. – Szkoda jednak, że to się tak rzadko zdarza.
- Dobrze, wystarczy – mówi Effie, klaszcząc w dłonie by przyciągnąć naszą uwagę. – Program się zaczyna.
Przestajemy żartować, gdy zaczyna się obowiązkowe podsumowanie. Tłumię jęk i spoglądam na ekran. Komentarze w telewizji są jeszcze bardziej nie do zniesienia, bo dołącza do nich Effie. Mam zamiar wyłączyć telewizor, ale Peeta i Misu pojawiają się na ekranie, a komentatorzy się wręcz nad nimi rozpływają.
Może to wcale nie jest takie złe.
- Wow, tak wyglądałem? – pyta Peeta z zachwytem. – Teraz się nie dziwię, dlaczego tłum tak zareagował. Dziękuję, Portia, Cinna.
- Nie widziałeś siebie na telebimach, które były porozstawiane wszędzie? – pytam, bo wiem, że gdy ja byłam na jego miejscu, to szybko zwróciłam na nie uwagę by zobaczyć siebie za każdym razem gdy mnie pokazywali.
Peeta potrząsa przecząco głową.
- Nie mogłem. Bałem się, że jeśli to zrobię, to stracę równowagę i spadnę z rydwanu. Nigdy nie doszedłbym do siebie po takim wstydzie.
- Haymitch ciągle skądś spada i robi sobie wstyd – przypominam mu. – I całkiem szybko dochodzi do siebie.
- Skarbie – zaczyna cicho Haymitch.
- Shhh! – Effie wpatruje się w ekran. – Nie słyszę, co mówią.
Ględzą o tym jak dobrze wyglądały stroje i jak utalentowani są Cinna i Portia. Nawet Misu otrzymuje kilka komplementów, ale jest jasne, kto został gwiazdą ceremonii.
Z każdym kolejnym pochlebstwem komentatorów, twarz Peety robi się coraz bardziej czerwona. Na szczególnie nieodpowiedni komentarz o jego… pośladkach, Peeta spuszcza nieśmiało głowę i nie podnosi jej dopóki prezydent Snow nie pojawia się na ekranie. Nawet gawędząca parka milknie na czas przemowy Snowa, który już teraz nie robi zbytniego wrażenia.
Czy to tylko moja wyobraźnia, czy jego przemowa jest nieco dłuższa niż ta poprzednia na Ceremonii Otwarcia? To nie byłby pierwszy raz gdyby coś zostało dodane lub usunięte na jego życzenie. Zauważam, że podczas jego przemowy nie pokazują trybutów, więc zakładam, że Snow musiał coś powiedzieć na temat tak dużej ilości ujęć moich trybutów podczas jego mowy.
W końcu przemowa dobiega końca, a na ekranie zamiast Snowa pojawia się Peeta. Kamera pokazuje po kolei wszystkie rydwany podczas ostatniego okrążenia wokół Rynku, a potem powraca do Peety i Misu. I po tym program dobiega końca.
Effie klaszcze w dłonie, tym razem z podnieceniem.
- Świetnie się spisałeś! Misu także, ale ty byłeś fantastyczny i tak łatwo było zapomnieć, że jesteś z Dwunastego Dystryktu.
- Dziękuję, Effie – wydusza z siebie Peeta, ale widzę, że dłonie mocno zacisnął na swoich udach.
- Tak, tak. Dali sobie radę – mówi Haymitch. – Ale dobre wrażenie na Ceremonii Otwarcia oznacza tylko, że ludzie będą o was gadali na długo przed Igrzyskami. To trochę bezużyteczne, chyba że ludzie dalej będą o was gadali i dbali o was jak już znajdziecie się na arenie.
- A jak mamy to zrobić? – pyta Peeta, spoglądając na Haymitcha.
- Jak na razie, idź spać i pozwól nam o tym przez chwilę porozmawiać – odpowiada bezceremonialnie Haymitch. – Trening zaczyna się jutro, więc spotkamy się przy śniadaniu i powiem tobie i Misu co, moim zdaniem, powinniście w tej sytuacji robić.
- Okej, więc do zobaczenia rano – mówi Peeta i wstaje z kanapy, a ja natychmiast odczuwam brak jego ciała przy moim. – Dobranoc wszystkim
Peeta macha nam jeszcze ręką i wychodzi z pokoju, a my siedzimy w ciszy dopóki Effie nie przeprasza nas i nie wychodzi. Wymuszona uprzejmość między Haymitchem i Effie nie zniknęła odkąd ja byłem trybutem i tylko w rzadkich sytuacjach, kiedy to obowiązkowe, przebywają ze sobą razem.
Effie zamyka za sobą drzwi, a Haymitch się rozluźnia.
- Zrobiliście niezły spektakl.
Cinna uśmiecha się.
- Zgadzam się, ale wszyscy wiemy jak bardzo ludzie w Kapitolu uwielbiają spektakle.
- O tak, a dziś pokochali Peetę i Misu – mówi Haymitch i odwraca się do Portii. – Katniss powiedziała to Cinnie, ale nie wiem czy ty też jesteś świadoma tego, że zrobimy wszystko co tylko możemy by uratować Peetę.
Portia kiwa twierdząco głową.
- Cinna powiedział mi wcześniej.
- Dobrze, przynajmniej nie muszę tego wyjaśniać – odpowiada opryskliwie, wciąż zwracając się do stylistki. – Spędziłaś z nim dzisiaj sporo czasu. Jakie wywarł na tobie wrażenie?
- Jest słodki. Polubiłam go – odpowiada Portia, a uśmiech wkrada się na jej usta. – Może nawet bardziej niż powinnam.
- Znalazł jakiś sposób by dotrzeć do twojego serca, prawda? – Haymitch w tym momencie spogląda na mnie.
Chcę zaprotestować, że nigdy czegoś takiego nie powiedziałam, ale byłoby to stratą czasu, którego nie mamy. Poza tym nie chcę się zastanawiać dlaczego czułabym się jakbym kłamała. Zamiast tego mówię:
- Peety trudno nie polubić.
- Jego ekipa przygotowawcza już go adoruje – mówi Portia. – A wszyscy wiemy, że oni nikogo nie lubią.
- Więc podsumowując, mamy dobry materiał. Są to jakieś podstawy do zdobywania sponsorów. – Haymitch spogląda na nas, a my kiwamy twierdząco głową. Dobrze. – Idźcie już, wszyscy. Muszę pomyśleć.
Wiem, że miał na myśli raczej to, że musi się napić, a nie pomyśleć, ale nie sprzeciwiam się. We trójkę opuszczamy pokój. Cinna i Portia już omawiają stroje na wywiad. Są tak tym pochłonięci, że wątpię by zauważyli moje pożegnanie. Uśmiecham się, wdzięczna, że mam ludzi, którzy dbają o te dzieci, które już zostały spisane na straty przez resztę Panem.
Gdy przechodzę przez jadalnię, kierując się do mojego pokoju, zauważam Peetę. Ona także mnie zauważa i posyła mi uśmiech.
- Hej. Szybko poszło – mówi, podchodząc do mnie. – Czy ciebie też odesłano do łóżka?
Śmieję się.
- Trochę to i to. Co tutaj robisz?
- Po prostu… - Wzrusza ramionami. – Wiem, że powinienem iść spać, ale nawet nie jestem zmęczony. Pomyślałem, że sobie trochę pochodzę, aż w końcu mi się to znudzi. Nie powiesz Haymitchowi, co?
- Twój sekret jest u mnie bezpieczny.
- Dobrze, ostatnią rzeczą jakiej potrzebuję to rozzłoszczenie Haymitcha – mówi, uśmiechając się. – Wyobrażam sobie, że to raczej nie byłby przyjemne.
- Właściwie to nie różni się to od jego normalnego stanu, może trochę mniej się wtedy odzywa. Więc to chyba nie jest takie złe – mówię. – Poza tym, ma zamiar się teraz napić, więc jesteś bezpieczny.
- Cieszę się. Po prostu nie chcę wracać jeszcze do mojego pokoju.
- Nie musisz. Byłeś już na dachu? – Potrząsa przecząco głową, a ja łapię jego dłoń i prowadzę w kierunku schodów.
- Można tu wchodzić? – pyta ostrożnie Peeta, spoglądając na korytarz, przez który go prowadzę.
- To nie jest zabronione – mówię, otwierając drzwi i wychodząc na chłodne, kapitolińskie powietrze. – Cinna przyprowadził mnie tutaj pierwszej nocy i od tej pory jest to miejsce, gdzie przychodzę pomyśleć, gdy w pewnym momencie za dużo jest dla mnie tego wszystkiego.
- Więc często tutaj przychodzisz, prawda? Przez ostatnią godzinę sam bym tutaj uciekł kilka razy, gdybym miał tylko okazję.
- Będzie lepiej.
Widzę, że mi nie wierzy.
- Będzie?
- Może niekoniecznie, ale w końcu do tego przywykniesz – mówię. – Może…
Widzę, że się uśmiecha, gdy podchodzimy do balustrady.
- Nigdy nie przywyknę do tego widoku.
- Nie mógłby być bardziej inny od Dwunastego Dystryktu – zgadzam się. Zimny powiem wiatru wręcz dociera do moich kości i zaczynam drżeć.
- Zimno ci?
- Trochę – przyznaję. – Zwykle gdy tutaj przychodzę, to mam ze sobą kurtkę czy coś takiego.
- Proszę – mówi, puszczając moją dłoń, czym zabiera ostatnią rzecz, która rozgrzewała moje ciało. Zdejmuje swoją marynarkę i zarzuca mi ją na ramiona i pociera moje ręce by mnie ogrzać. – Lepiej?
- Trochę – mówię cicho.
- Okej. – Peeta wyciąga ramiona i przyciąga mnie do swojej klatki piersiowej. – A teraz?
Zmuszam się by mój głos brzmiał najnormalniej jak to tylko możliwe:
- Lepiej, dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- A co z tobą? Nie zmarzniesz?
- W tym momencie i tak jestem cieplej ubrany od ciebie – mówi. A potem przyciąga mnie jeszcze bliżej do siebie. – Poza tym, ty mnie ogrzewasz.
Nie wiem, co na to odpowiedzieć, więc po prostu zmieniam temat rozmowy.
- Wiesz, pytałam Cinnę, dlaczego można tu przychodzić i dlaczego nie boją się, że jakiś trybut przez przypadek spadłby z dachu.
Peeta kładzie jedną dłoń na barierce, zastanawiając się nad moimi słowami.
- Co ci odpowiedział?
- Powiedział, że powzięli konieczne środki ostrożności – mówię. – Jest tutaj niewidzialne pole siłowe, które nie pozwala by zdarzył się jakiś niefortunny wypadek.
Peeta puszcza mnie bez ostrzeżenia i wyciąga rękę. ŁUP! Cofa dłoń i znów mnie przytula.
- Tylko sprawdzałem.
Odwracam się i spoglądam na niego.
- Też to zrobiłam, kiedy Cinna mi powiedział. Nawet gdy wiedziałam, że to jest tutaj na pewno to i tak musiałam się upewnić.
Peeta kiwa twierdząco głową.
- Wiem, o co ci chodzi. Przyznaję, że miałem nadzieję, że tego jednak tutaj nie ma.
Czuję ucisk w brzuchu.
- A co, jeśli by nie było? Co byś zrobił?
- Nic, ale tylko dlatego, że nie jestem takim człowiekiem – mówi cicho. Gdybym nie stała tak blisko niego, nie usłyszałabym go przez szum wiatru. – Ale byłoby miło mieć wybór. Nawet jeśli byłby taki jak ten.
Niebezpiecznie jest tak mówić, nawet jeśli nie ma szans byśmy zostali podsłuchani.
- Wiesz, że jest tutaj ogród? Chcesz go zobaczyć?
- Jasne – odpowiada. Gdy docieramy do ogrodu, Peeta odsuwa się ode mnie i pochyla się, obserwując kwiat.
- To dziwne widzieć coś takiego tutaj, prawda? – Przesuwam się i staję obok Peety. – Znaleźć coś tak prostego, pięknego i naturalnego tutaj. To wydaje się być niemal nie na miejscu.
Peeta patrzy na mnie przez chwilę w ciszy.
- Tak, masz rację.
Dlaczego mam wrażenie, że wcale nie mówił o roślinie? Znów zaczynam drżeć. Peeta podchodzi bliżej i bierze mnie w swoje ramiona.
- Chodź, robi się coraz zimniej. Chodźmy do środka zanim zamarzniesz.
Pozwalam mu poprowadzić się do ciepłego wnętrza Ośrodka Szkoleniowego. Gdy drzwi się za nami zamykają, Peeta odsuwa się ode mnie. Rozumiem aluzję, zdejmuję jego marynarkę i oddaję mu.
Bierze ją ode mnie, ale nie zakłada jej.
- Dziękuję za pokazanie dachu, Katniss.
- Proszę bardzo – odpowiadam. – Uznałam, że potrzebujesz miejsca, do którego mógłbyś uciec, gdybyś potrzebował.
- A gdzie ty pójdziesz, jeśli będziesz potrzebowała uciec?
- Nie mam nic przeciwko podzieleniu się, jeśli tobie to nie przeszkadza – mówię. – O ile zostanie to między nami.
Zatrzymujemy się przed drzwiami do jego pokoju.
- Więc chyba czas do łóżka.
Kiwam twierdząco głową.
- Tak chyba będzie najlepiej. – Stoimy w niezręcznej ciszy, która zdaje się ciągnąć w nieskończoność, bo żadne z nas nie wiem co powiedzieć albo zrobić. Zaczynam się zastanawiać jak długo to jeszcze potrwa, gdy po drugiej stronie korytarza otwierają się drzwi i pokazuje się w nich Misu.
Przez kilka sekund patrzy na mnie i na Peetę, a my dalej milczymy. Misu wydaje z siebie dziwny dźwięk, coś pomiędzy kaszlnięciem, a śmiechem i mówi:
- Przestańcie się tak na siebie gapić i pocałujcie się. Patrzenie na was przyprawia mnie o mdłości.
Jej twarz robi się zielona i Misu znika w swoim pokoju. Śmieję się nerwowo.
- Pewnie powinnam iść po kogoś, by po niej posprzątał.
- Pewnie tak – mówi Peeta i widzę, że jest tak samo zaniepokojony jak ja. – Więc do jutra. Dobranoc.
- Dobranoc, Peeta – mówię i patrzę jak wchodzi do swojego pokoju. Ruszam w kierunku mojej kwatery, ale czuję się dziwnie dlatego, że Misu nas przeszkodziła. Z jednej strony przerwała tę niezręczną sytuację pomiędzy Peetą i mną, ale z drugiej strony dlaczego zachęcała nas do pocałunku? Powiedziała to tylko dlatego, żeby nas rozzłościć, czy rzeczywiści wyglądałam tak jakbym chciała zostać pocałowana przez Peetę?
Właśnie uderzyło mnie jeszcze inne pytanie – czy chcę, żeby Peeta mnie pocałował?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi.
