Dni mijały szybciej niż się spodziewałam i w końcu nadszedł ostatni dzień szkolenia trybutów. Podczas ostatnich dni nie spędziłam zbyt wiele czasu z Misu i Peetą, bo wszyscy troje byliśmy zajęci. Oni spędzali większość czasu na treningu, a ja odwiedzałam najbogatszych ludzi w Kapitolu. Misu i Peetę widywałam jedynie każdego ranka na śniadaniach, bo lunche jedli z innymi trybutami, a ja kolacje spędzałam w towarzystwie sponsorów.

Patrzę na ogromny zegar na ścianie – pora lunchu, co oznacza, że niedługo zaczną się indywidualne pokazy przed organizatorami. Chciałabym być teraz z Haymitchem w Centrum Szkoleniowym i czekać na Peetę i Misu, ale nie mogę. Czekam, aż wywiad Finnicka dobiegnie końca zanim sama wejdę na scenę. Na szczęście jestem następna, więc nie muszę marnować na to całego dnia, tak jak Johanna, która udziela wywiadu ostatnia.

Tłum klaszcze i skanduje imię Finnicka, więc zakładam, że wywiad dobiegł końca. Zasłona rozsuwa się i Finnick schodzi po schodach, uśmiechając się i machając do tłumu zanim schodzi ze sceny. Uśmiech natychmiast znika z jego twarzy, a ramiona opadają w dół. Jednak po głębokim oddechu wraca do swojej roli i całuje w czoło mnie, a później Johannę.

- Postarajcie się nie przynieść sobie wstydu, moje panie. Będę oglądał – mówi i znika nam z widoku.

- Czasami tak bardzo go nienawidzę – mamrocze za moimi plecami Johanna.

- Czasami? – pytam.

- Takiego Finnicka zawsze – wyjaśnia. – Ale zazwyczaj jest tylko irytujący.

Zanim odpowiadam, że ją rozumiem, zostaję popchnięta w kierunku sceny. Uśmiecham się zanim przechodzę za zasłonę.

Tłum wydaje z siebie jednogłośne westchnięcie i zaczyna głośno klaskać. Podchodzę i siadam na fotelu obok Caesara.

Caesar krzyżuje ramiona na piersi i mierzy mnie wzrokiem

- Muszę powiedzieć, Katniss, że w tej sukni wyglądasz wprost zniewalająco.

- Dziękuję, Caesarze, jesteś zbyt miły – odpowiadam i walczę z pokusą skrzyżowania ramion na klatce piersiowej. Trzy dni to za mało by przywyknąć do pokazywania mojego biustu. – Ale oboje wiemy, że wszystkie komplementy powinny być kierowane w stronę Cinny.

- Cóż, jak zawsze fantastyczna robota, Cinna, dziękujemy za ten nowy wygląd! – ogłasza Caesar do kamer i puszcza oczko.

Gryzę się w język by nie powiedzieć, że to Snowowi powinien podziękować za mój nowy styl, a nie Cinnie. Zamiast tego uśmiecham się szerzej, aż bolą mnie policzki.

Caesar zwraca się do mnie:

- Skoro już zwróciliśmy wszystkim należny im szacunek, to mże opowiesz nam o swoich trybutach.

- Och, wiesz doskonale, że nie wolno mi o nich mówić – odpowiadam mimo, że to jest główny powód, dla którego przeprowadzają ten wywiad. – To przeciwko zasadom!

- Wiem, ale nikomu nie powiemy – obiecuje. Kładzie rękę na sercu. – To będzie nasz mały sekret.

Nasz mały sekret jest taki, że ten wywiad jest transmitowany na całe Panem. Ale to już tradycja, która zazwyczaj się sprawdza, więc brnę w to dalej.

- Jeśli nikomu nie powiesz, to może coś o nich powiem – mówię, pochylam się lekko w kierunku Caesara i odzywam się konspiracyjnym tonem – w tym roku trafiło mi się dwoje niezwykłych dzieciaków.

- Wyglądali niesamowicie na Ceremonii Otwarcia – mówi Caesar, a widownia wydaje pomruk na znak zgody. – Wszyscy, których znam, nie mogli przestać o nich mówić. Dystrykt Dwunasty ma w tym roku dwoje młodych bardzo atrakcyjnych ludzi.

- Oboje dobrze wyglądają, prawda? – pytam tłumu, który głośno wyraża swoją aprobatę. – Zwłaszcza Peeta.

- Och tak, przystojniak z niego – przyznaje Caesar. – Nie jest to Finnick Odair, ale słyszałem, że ma już całkiem spory fanclub.

Naprawdę? Nie wiedziałam o tym, ale cieszę się, że Kapitol w taki sposób zareagował na Peetę.

- Nie jestem zaskoczona. Nie mam wątpliwości, że po wywiadzie z nim przybędzie kilku członków w tym fanclubie. Lepiej uważaj, Caesarze, jego urok może pozbawić cię spodni.

- Dziękuję za ostrzeżenie. Na ten wieczór założę dodatkową parę spodni – mówi, a widownia śmieje się razem z nim. – Więc można powiedzieć, że jesteś zafascynowana swoim męskim trybutem w tym roku.

- Można tak powiedzieć. Może nawet zostałabym nieoficjalnym członkiem jego fanclubu – mówię, chichocząc. Nawet dla mnie brzmi to głupio, ale Kapitol taką mnie kocha, więc co mam robić?

- Co nam chcesz przez to powiedzieć? – Caesar zbliża się do mnie i sugestywnie unosi brwi. – Między wami jest coś więcej niż tylko normalna relacja trybut-mentor?

Okej, to już jest szyte grubymi nićmi, ale szybkie spojrzenie na widownię upewnia mnie, że są oczarowani.

- Chyba nie próbujesz wpędzić mnie w kłopoty? Między nami nie ma nic niestosownego. Jednak chyba nie ma nic złego w małym zafascynowaniu?

- Oczywiście, że nie – przyznaje Caesar. – Zwłaszcza gdy obiekt tego zafascynowania zdobył serca wielu innych dziewcząt.

- Dokładnie. Nie mogę się powstrzymać, jestem tylko człowiekiem – mówię i ze wszystkich sił próbuję się zarumienić. – Nie powiesz mu, prawda?

- Przecież mnie znasz, Katniss – odpowiada, klepiąc mnie po nodze. O tak, znam go i nie mam wątpliwości, że wspomni o tym podczas wywiadu z Peetą. – Nie powiem na ten temat ani słowa.

- Dziękuję. Czułabym się dziwnie w jego obecności, gdyby o tym wiedział.

- A tego byśmy nie chcieli.

- Nie, nie chcielibyśmy. – Nagle rozszerzam oczy, udając zaskoczenie i uderzam Caesara w nogę. – Nie wierzę, że zmusiłeś mnie do opowiedzenia o tym! Jesteś okropny! Zawsze mówię zbyt dużo, gdy z tobą rozmawiam.

- Masz rację, jestem okropny. Ale chyba nie jesteś na mnie zła?

- Może odrobinę - mówię, wzruszając delikatnie ramionami. – Ale wybaczę ci, jeśli zmienimy temat tej rozmowy.

- Oczywiście – odpowiada, kiwając entuzjastycznie głową i pyta mnie o moją nową kolekcję ubrań.

Gawędzimy na niezobowiązujące tematy jeszcze przez parę minut, aż mój wywiad dobiega końca. Widownia klaszcze i śle mi buziaki gdy schodzę ze sceny. Tak jak Finnick macham do nich raz jeszcze i schodzę im z widoku. Nareszcie koniec.

Chcę już wyjść, ale Johanna łapie mnie za ramię. Ciągnie mnie do kąta, gdzie nie mogą usłyszeć nas pozostali mentorzy, którzy czekają na swoje wywiady.

- Co to, do cholery, było? – syczy mi do ucha Johanna.

- Wywiad – odpowiadam, wyszarpując swoje ramię z jej uścisku. Marszczę brwi na widok zaczerwienionej skóry. – Teraz będę miała siniaka. Dzięki, Jo.

- Ile w tym było prawdy, a ile kłamstw? – pyta Johanna, całkowiciee ignorując mój komentarz.

- O czym ty mówisz?

- Ta gadka o chłopcu? Ile w tym tak naprawdę było prawdy?

Przełykam głośno ślinę, uciekając spojrzeniem.

- Trochę. Oczywiście, że jest przystojny i czarujący, tutaj nie przesadzałam.

- A co z tym twoim zafascynowaniem? – pyta Johanna niemal wypluwając z siebie to słowo. – Co to w ogóle było?

- Nie wiem! I co cię to w ogóle obchodzi? – pytam rozzłoszczona, ale wciąż na nią nie patrzę.

Czuję jej spojrzenie na sobie i chcę na nią nakrzyczeć, ale tego nie robię. Zamiast tego podnoszę na głowę, a Johanna głośno wypuszcza z siebie powietrze.

Przygląda mi się uważnie i potrząsa głową.

- Idiotko, jak możesz być tak głupia?

Musi być na mnie bardzo zła, skoro wyzywa mnie od idiotek.

- Co zrobiłam źle? Myślałam, że wywiad poszedł całkiem dobrze.

- Nie mówię o wywiadzie, mówię o tobie! – wyjaśnia ostro i dalej mówi już nieco ciszej. – Sądziłam, że jesteś zbyt mądra by zakochać się w jakimś trybucie.

Wręcz czuję, jak opada mi szczęka.

- Nigdy nie mówiłam, że się w nim zakochałam, mówiłam tylko o zafascynowaniu.

- I to było olbrzymie kłamstwo z twojej strony. To oczywiste, że twoje uczucie do tego chłopca jest dużo poważniejsze niż zwykłe zafascynowanie. – Johanna jęczy z frustracją, przeczesując swoje włosy palcami. – Wiesz chyba, że to nigdy nie kończy się dobrze?

- Finnick i Annie… - zaczynam, ale Johanna natychmiast mi przerywa:

- Naprawdę użyjesz ich jako przykładu? Annie jest złamana, a Finnick jest kochankiem niezliczonej ilości osób w Kapitolu tylko po to by zostawili Annie w spokoju. Ale masz rację co do jednego, to jest najlepszy scenariusz.

- Wiem… - zaczynam, ale Johanna znów mi przerywa:

- Nie wiesz nic! – niemal krzyczy, co przyciąga uwagę innych osób znajdujących się w pokoju, więc natychmiast mówi ciszej. – Byłam już w takiej sytuacji.

- Naprawdę? Kiedy?

- Podczas twoich igrzysk – odpowiada, a ja widzę, że w tej chwili jest myślami daleko stąd. – Miał na imię Arik i był najpiękniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek widziałam. Zakochałam się w nim i byłam głupia, bo myślałam, że potrafię wydostać go z areny. Ale nie przetrwał, ty to zrobiłaś.

Czuję suchość w ustach i nie potrafię przełknąć guli, która utkwiła w moim gardle. Wysilam mózg by przypomnieć sobie chłopaka, który tak wiele znaczył dla Johanny, ale nie pamiętam go. Pamiętam jednak wystarczająco by wiedzieć, że nie jestem bezpośrednio odpowiedzialna za jego śmierć, za co jestem wdzięczna.

- Nie, nie zabiłaś go – mówi Johanna jakby odgadując moje myśli. – Został zabity przez dziewczynę Finnicka podczas rzezi pod Rogiem Obfitości. Minęło zaledwie dziesięć minut od rozpoczęcia Igrzysk, a on już leżał na ziemi, martwy, z rozpłatanym brzuchem. Teraz sądzę, to on miał wtedy szczęście, a nie ja.

- Johanna, tak mi przykro! Nie wiedziałam…

- Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, nawet Finnickowi – mówi, wyglądając na zmęczoną. Cała jej furia zniknęła. – Nie chcę twojej litości, idiotko. Chcę żebyś była świadoma tego, w co się pakujecie.

- Nie sądzę, żebym była w nim zakochana.

Johanna śmieje się, jednak to jest tylko pusty śmiech.

- W porządku, okłamuj siebie dalej. Może będzie ci wtedy łatwiej gdy będziesz patrzeć jak umiera. Zresztą nieważne, mam już cię dość.

Patrzę jak odwraca się i idzie do reszty grupy, która obserwuje ją z ciekawością. Ale kiedy Johanna nie odzywa się do nich ani słowem, przenoszą swoją uwagę na mnie. Ja też nie odzywam się i wychodzę.

Zawsze czułam, że Johanna zbytnio za mną nie przepada i nigdy nie wiedziałam dlaczego. Teraz wiem, czego niezmiernie żałuję.


Zanim docieram na dwunaste piętro Centrum Szkoleniowego, Peeta i Misu zdążyli już wrócić. Wciąż mając w głowie słowa Johanny, postanawiam zamknąć się w swoim pokoju, choć na chwilę.

Próbuję przypomnieć sobie chłopca z Siódemki, który brał udział w tych samych igrzyskach co ja. Miał na imię Arik. Niestety, musiał nie wywrzeć na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, bo go nie pamiętam. Nie pamiętam jak wyglądał, jaki miał wynik po indywidualnym pokazie czy co powiedział podczas swojego wywiadu – nic. I nienawidzę siebie za to. Zasługuje na coś lepszego niż bycie zapomnianym przez kogoś, kto brał udział w tych samych igrzyskach co on.

Gdy moje igrzyska znów pojawią się w telewizji, obejrzę je i zapamiętam wszystkie osoby, które zginęły bym ja mogła żyć.

Łzy zaczynają spływać po moich policzkach i płaczę bez konkretnego powodu. Jednak to nieważne i pozwalam sobie pogrążyć się w żalu. Nie wiem jak długo to trwa, ale w końcu zasypiam.

Budzi mnie ciche pukanie do drzwi. To Effie, która informuje mnie o kolacji. Tak krótka drzemka w niczym mi nie pomogła, czuję się tylko jeszcze bardziej rozbita. Krzyczę do Effie, że zaraz do nich dołączę.

Prysznic nieco mi pomaga, a przynajmniej zmywa mój makijaż. Szybko zaplatam warkocz i ubieram się w wygodną koszulę i spodnie, i ruszam w kierunku jadalni.

Stół jest pełen i wgląda na to, że wszyscy na mnie czekali, oprócz Misu oczywiście. Najwyraźniej widać, że płakałam wcześniej, bo Cinna, Haymitch i Peeta patrzą na mnie z troską. Uśmiecham się do nich delikatnie, co ich uspokaja. Jedynie Peeta wciąż mi się uważnie przygląda, ale po chwili odwraca wzrok i zajmuje się swoją zupą.

Haymitch spogląda na Misu i pyta:

- Więc, powiedz mi, jak ci dzisiaj poszło?

Misu wygląda jak kot, który właśnie zjadł kanarka.

- Dobrze.

- Opowiedz nam o tym - mówię, zwalczając w sobie uczucie, że chyba nie powinnam o to pytać.

- Nie ma zbyt dużo do opowiadania – odpowiada wymijająco. – Celem tego pokazu było zaprezentowanie naszych umiejętności, prawda? Więc to zrobiłam.

Haymitch wygląda na zaniepokojonego, ale nalega dalej:

- Co zrobiłaś, Misu?

- Pokazałam im, co potrafię zrobić z nożem – mówi, biorąc do ręki nóż leżący na stole i przesuwa nim sugestywnie po swoich ustach. – Szczególnie z rękojeścią…

Nie jestem pewna, co dokładnie ma na myśli dopóki nie wsuwa rękojeści noża do swoich ust i nagle miska zupy stojąca przede mną jest dla mnie najbardziej interesującą rzeczą w Panem.

- Och mój…! – wykrzykuje Effie i słyszę jak jej łyżka uderza o stół.

- Misu – mówi Cinna zmęczonym głosem. – Dlaczego to zrobiłaś?

- Bo w tym jestem najlepsza – odpowiada wyzywająco. – Poza tym byli tak pijani i znudzeni, że wątpię by ktokolwiek zauważył, co robię.

- Jeśli to ma być jakaś pociecha – zaczyna Peeta, ale dostrzegam kątem oka, że ma delikatnie zaróżowione uszy i nawet nie spogląda na Misu. – Ma rację co do organizatorów, ledwie zwracali na nas uwagę. Porzucałem trochę ciężkimi przedmiotami, kilku na mnie spojrzało, ale pewnie tylko dlatego, że narobiłem hałasu.

Odważam się spojrzeć na Haymitcha by zobaczyć o czym myśli, ale jego mina jest nie do rozszyfrowania. Pokazuje kelnerowi by napełnił jego szklankę i wraca do swojej zupy. Gdy Misu chce coś powiedzieć ucisza ją jednym spojrzeniem.

Żadne z nas nie odzywa się przez całą kolację.

Gdy kończymy deser i puste talerze zostają zabrane, Haymitch wstaje i w końcu przerywa ciszę:

- Miejmy to już za sobą – mówi i wychodzi z jadalni.

Kierujemy się wszyscy do salonu by obejrzeć przyznawanie punków w telewizji. Napięcie w pokoju jest tak wyczuwalne, że niemal można by je było ciąć nożem. Choć może nie tym, którego Misu użyła do zaprezentowania swoich talentów. Wciąż nie wierzę, że to zrobiła. Przyznaję, że moje zachowanie na pokazie nie było idealne, ale przynajmniej zaprezentowałam użyteczną umiejętność. Misu po prostu zakpiła sobie z tego wszystkiego.

Teraz mogę mieć tylko nadzieję, że to nie wpłynie na ocenę Peety.

Zaczyna się program i pokazując wszystkich trybutów po kolei, zaczynając od chłopców. Większość zawodowców zgarnia ósemki lub dziewiątki, a chłopak z Dwójki dostaje nawet dziesięć punktów. Reszta trybutów jest oceniana na cztery – sześć punktów z nielicznymi wyjątkami. Na przykład mała dziewczynka z Jedenastki dostaje siódemkę.

- Dobrze Rue – mówi Peeta siedzący obok mnie. Spoglądam na niego zaskoczona tym, że zadał sobie trud zapamiętania imienia małej dziewczynki, czego nikt inny by nie zrobił. Peeta zauważa moje spojrzenie i wzrusza ramionami. – Obserwowała mnie i Misu na treningu. Jest słodka.

Zanim zdążam odpowiedzieć, na ekranie pojawia się zdjęcie Peety. Czekamy, a obok pojawia się dziewiątka. Uśmiechamy się, a Peeta patrzy na cyfrę z niedowierzaniem.

- Widocznie zwrócili na ciebie większą uwagę niż sądziłeś – mówi Haymitch.

- Chyba tak – mówi pociera ręką szyję.

Ale radość przerywa pojawienie się zdjęcia Misu na ekranie. Wszyscy wstrzymujemy oddech. Siedem!

Siedem? Naprawdę?

Uśmiech Misu jest wystarczającym potwierdzeniem jej satysfakcji. Rozpościera się na krześle i mówi:

- Cieszę się, że organizatorzy potrafią rozpoznać prawdziwy talent.

- Nie rozumiem tego – mówię do Haymitcha. – Dlaczego dali jej tak dużo punktów?

- Z tego samego powodu co przyznali ci jedenaście punktów za strzelenie do nich z łuku – przypomina mi. – Lubią trybutów z charakterem, bo to czyni Igrzyska bardziej interesującymi.

- Chwila, strzeliłaś z łuku do organizatorów? – Peeta spogląda na mnie z zaskoczeniem.

Patrzę na Haymitcha. Czy naprawdę musiał dzielić się z nimi tą informacją?

- W ich kierunku. Celowałam w jabłko, które było w pysku świni, którą mieli zjeść.

- Czyż to nie bezcenne? – mówi Misu, potrząsając głową. – Osądzasz mnie podczas gdy twoje zachowanie było sto razy gorsze.

Na szczęście przerywa nam Cinna zanim, za pomocą siły, pokazuję Misu, co o niej sądzę.

- To całkiem niezłe oceny. Gratulacje dla was obojga.

- Tak, dobrze się spisałeś, Peeta – mówi Effie, celowo ignorując Misu. – Jesteśmy z ciebie bardzo, bardzo, bardzo dumni!

- Całkiem nieźle – mówi Haymitch, uspokajając sytuację. – I wciąż masz szansę by naprawdę zaimponować publiczności.

- A dobry wywiad z Caesarem to najlepsza szansa na pozyskanie sponsorów – mówię i to jest prawda. W zależności od tego wywiadu można zwiększyć lub całkowicie zaprzepaścić swoje szanse na pieniądze.

- Wiemy, że dzięki Cinnie i Portii wasza dwójka będzie wyglądać co najmniej dobrze – mówi Haymitch. – A co do reszty… Mamy jeszcze jutro.

- Co to znaczy? – pyta Misu.

- Zobaczysz jutro – odpowiada. Patrzy na mnie i wiem, że następne słowa są raczej skierowane do mnie. – To będzie długi dzień.

Mam przeczucie, że ma rację.