Po słowach Misu wstaję i wychodzę z pokoju, wciąż słysząc w głowie jej słowa: "Zrobię wszystko co w mojej mocy by Peeta zginął na arenie." Nie, nie pozwolę jej na to. Prawdopodobnie powinnam zostać i zasabotować jej wywiad, ale nie zniosę jej obecności ani chwili dłużej.

Moje myśli pędzą i nie potrafię nad sobą zapanować. Tym jednym zdaniem Misu wszystko zmieniła. Peeta jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż był, bo teraz Misu wręcz pragnie jego śmierci. Wiedziałam, że inni trybuci także chcą jego śmierci, ale to nigdy nie była dla nich sprawa osobista. Determinacja Misu powoduje, że utrzymanie Peety przy życiu jest niemal niemożliwe.

Powiew wiatru wyrywa mnie z zamyślenia i dociera do mnie, że w jakiś sposób znalazłam się na dachu. Spoglądam na mały ogród, który kilka dni temu pokazywałam Peecie. Patrzę na kwiat, o którym wtedy mówiliśmy. Kwiat nie tylko przetrwał w Kapitolu, ale również rozkwitł. I tak samo będzie z Peetą, jestem tego pewna.

Ale teraz muszę znaleźć Haymitcha i wyjaśnić mu tę całą sytuację. Mam tylko nadzieję, że nie powie, iż Misu chciała mnie tylko zdenerwować. Widziałam jej oczy i wiem, że mówiła dokładnie to, co miała na myśli.

Wracam do środka i idę do pokoju Haymitcha. Zakładam, że tam właśnie jest skoro Chaff zajęty jest własnymi trybutami. Pukam do drzwi. Żadnej odpowiedzi. Pukam głośniej. Wciąż żadnej odpowiedzi.

- Haymitch? - odzywam się, pukając mocniej. Nic. - Chodzi o Misu! Jeśli jesteś w środku, to otwórz!

Gdy minutę później wciąż stoję pod zamkniętymi drzwiami, jestem pewna, że Haymitcha nie ma w środku. Gdzie on może być? Zastanawiam się, czy Effie może wiedzieć, ale w tym momencie słyszę głosy dobiegające z jadalni... gdzie zostawiłam Misu.

To się źle skończy.

Idę do jadalni i rzeczywiście, Haymitch jest tam z Misu. Ona zauważa mnie pierwsza i posyła mnie uśmieszek. Haymitch to zauważa, odwraca się i patrzy na mnie. Nie wygląda na zadowolonego, ale nie winię go za to, bo nie zna wszystkich szczegółów sytuacji. Co muszę natychmiast naprawić.

- Haymitch? Czy możemy porozmawiać przez chwilę na osobności? - pytam, starając się nie okazywać złości.

- Nie teraz, skarbie - mówi i wygląda na zdenerwowanego. - Ktoś musi pomóc Misu przed jej wywiadem.

- Rozumiem - mówię, ale naciskam dalej. - Ale naprawdę muszę z Tobą porozmawiać.

- To może poczekać - odpowiada i wiem, że nie ma sensu naciskać dalej, bo nie zmieni zdania.

Czuję jak ogarnia mnie wściekłość, a wyraz pewności siebie na twarzy Misu wcale mnie nie uspokaja. Wygrała tę rundę i o tym wie. Uważa, że właśnie przetestowałam lojalność Haymitcha w stosunku do mnie i to raczej nie wypadło zbyt dobrze. W głębi serca czuję to samo.

- W porządku. - Odwracam się i wychodzę.

Wchodzę do swojego pokoju i zatrzaskuję za sobą drzwi. Opieram się chęci rozwalenia pokoju tak jak to zrobiłam niemal trzy lata temu, ale to wszystko nie oznacza, że zamierzam odpuścić. Haymitch postawił sprawę jasno - nie jesteśmy już dłużej zespołem. Więc gdy kilka godzin później ten zdrajca puka do moich drzwi, ignoruję go. Niech sobie idzie do tej małej, podłej jędzy i zostawi mnie w spokoju. Mówię mu to i czuję, że to jeszcze bardziej rozwściecza nas oboje. Nie zostałam wcale w tak beznadziejnej sytuacji, bo to ja zwykle załatwiam sponsorów. Muszę więc tylko zachęcić ich do sponsorowania Peety, a Misu zostawić z niczym.

Ten pijak znowu do mnie przychodzi, gdy zamierzam iść spać. Wyraźnie widać, że jest pijany i to jeszcze bardziej niż normalnie. Jestem zadowolona, bo to tylko wszystko ułatwia. Ignoruję jego walenie do moich drzwi i potok wyzwisk. W końcu zalega cisza, co oznacza, że albo odszedł, albo zemdlał pod moimi drzwiami.

Zasypiam zadowolona z tego, że pokazałam mu jak bardzo mnie wkurzył.


Następnego ranka zjadam szybkie śniadanie w moim pokoju, wiedząc, że Peeta i Misu są ze swoimi ekipami przygotowawczymi podczas gdy Haymitch w końcu dał mi spokój. Wciąż go unikam dlatego też nie poszłam na śniadanie do jadalni.

Nie jestem zaskoczona gdy po śniadaniu słyszę pukanie do moich drzwi. Jednak nie jest to walenie drzwi w stylu Haymitcha tylko delikatne pukanie, więc otwieram drzwi.

I to nie jest Haymitch, tylko Cinna. Widząc wyraz jego twarzy wiem, że rozmawiał z moim mentorem.

- Chodź - mówi, łapiąc moją dłoń. Wyprowadza mnie z pokoju i ciągnie za sobą korytarzem.

- Gdzie idziemy? - pytam, nie opierając się zbytnio Cinnie.

- Wiesz gdzie - odpowiada, a ja kiwam głową. - Nie wiem, co się dzieje, ale musisz z nim porozmawiać.

Jeszcze nie przestałam się wściekać, więc sprzeciwiam się:

- Nie chcę z nim rozmawiać, nie po wczorajszym.

- Tak, cóż, szkoda, bo już jesteśmy na miejscu - mówi i wchodzimy do salonu, gdzie jest Haymitch. Cinna popycha mnie w jego kierunku, ale ja siadam na fotelu po drugiej stronie pokoju.

Gdy Cinna chce wyjść, zatrzymuję go:

- Jeśli ty wychodzisz, to ja też.

Mój stylista kiwa głową wiedząc, że to nie jest czcza pogróżka z mojej strony.

- W porządku, zostanę, ale tylko przez chwilę. Mam parę rzeczy do zrobienia, wiesz o tym.

- Więc co ci się, do cholery, wczoraj stało? - pyta Haymitch. - Miałaś spędzić z Misu dwie godziny pomagając jej, a zanim minęło zaledwie dwadzieścia minut, Misu puka do moich drzwi mówiąc mi, że zostawiłaś ją samą!

Widzę rozczarowanie w oczach Cinny gdy na mnie patrzy.

- To prawda?

- Chwila... Zanim zaczniecie mnie osądzać, może zechcecie się dowiedzieć co się wydarzyło? - mówię, odwracając się do Haymitcha i posyłając mu znaczące spojrzenie. - Co chciałam Ci wczoraj powiedzieć, ale wolałeś zostać z Misu niż mnie wysłuchać.

- Co się w takim razie stało?

Opowiadam im i nagle rozpoznaję to spojrzenie - nie wierzą mi. Myślą, że to wyolbrzymiam, albo źle zrozumiałam słowa Misu. Widzę jak wymieniają spojrzenia i wiem, że ich nie przekonałam.

- Nie - ostrzegam. - Nie patrzcie tak na mnie! Przysięgam, że nie kłamię.

- Katniss - mówi Cinna, a jego głos jest pełen wsparcia i pociechy. - Nikt nie oskarża cię o kłamstwo.

- Ale nie wierzycie mi - mówię. - Słuchajcie, było tak jak mówię.

- W porządku - odpowiada szorstko Haymitch. - Ale nie pomyślałaś o tym, że Misu może specjalnie chciała cię zdenerwować?

- Nie, nie zrobiła tego specjalnie.

- Skąd wiesz? - pyta Cinna. - Jeśli tak bardzo cię nie lubi, to rzeczywiście mogła to powiedzieć tylko po to by cię zdenerwować.

- Nie było cię tam - przypominam mu. - Nie widziałeś jak na mnie patrzyła. Ona chce, żebym cierpiała i myśli, że jedyny sposób by to osiągnąć to zabicie Peety.

- Jeśli to jest jej plan, to zrobiła błąd mówiąc ci o nim - mówi Haymitch. - Teraz wiesz o nim i jesteś przygotowana by ją powstrzymać.

- To prawda - mówię, czując się nieco lepiej. - Teraz powiedz mi, że była równie kiepska jak ja podczas sesji z tobą.

- Nie była wspaniała - przyznaje Haymitch. - Wątpię by zostawiła po sobie jakieś szczególne wrażenie, zwłaszcza, że wchodzi przed Peetą.

- A on jest dobry?

- Będzie zachwycający - obiecuje Haymitch.

- Jesteś strasznie pewny siebie - mówię. - O czym nam nie mówisz?

- Nie chcę zepsuć niespodzianki, skarbie - odpowiada z uśmiechem. - Musisz po prostu cierpliwie poczekać.


Po kilku godzinach czekania, podczas których niemal dostałam szału, przedstawienie się zaczęło. Haymitch, Effie i ja stoimy obok wind i czekamy na naszych trybutów. Ku mej radości, Cinna zrobił sobie przerwę w przygotowywaniu Misu i pomógł mi się ubrać. Suknia w którą mnie ubrał jest bardziej dojrzałą wersją tej, którą miałam na sobie podczas mojego wywiadu trzy lata temu. Teraz Cinna jednak dodał kamienie, które odbijają światło i moja suknia błyszczy z każdym moim ruchem.

Jak widać, Portia również się nie obijała, bo aż przestaję oddychać gdy patrzę na Peetę idącego w naszym kierunku. Wygląda tak przystojnie w dopasowanym, czarnym garniturze ze skomplikowanym ognistym wzorem. Krój marynarki podkreśla jego szeroką klatkę piersiową i ramiona, a Peeta wygląda na jeszcze silniejszego i potężnego. W jakiś sposób jego oczy są jeszcze bardziej niebieskie i muszę się zmusić by oderwać od nich wzrok.

Jego uśmiech jest obłędny, gdy do nas podchodzi. Pochyla się w moim kierunku i szepcze mi do ucha:

- Wyglądasz pięknie.

- Dz...dziękuję - udaje mi się z siebie wydusić, a w głowie kręci mi się od jego bliskości. - A ty wyglądasz bardzo przystojnie.

- Dzięki.

Kiedy pojawia się Misu czuję, że moja lojalność wobec Cinny została lekko nadwyrężona. Misu wygląda niesamowicie w obcisłej czarnej sukni, która ma ten sam krój co garnitur Peety. Misu wygląda zbyt pięknie i może nie mieć znaczenia to, co będzie miała do powiedzenia podczas wywiadu. Czy Cinna nie mógł ubrać jej w jeden z tych starych górniczych strojów?

Ale wiem, że tu chodzi o reputację Cinny, więc wybaczam mu uczynienie Misu tak... pożądaną.

Misu mierzy mnie wzrokiem i widzę, że nie jest zadowolona. Uśmiecham się do niej, przez co Misu robi jeszcze bardziej ponurą minę. Może jeśli wkurzę ją wystarczająco mocno podczas przejażdżki windą, to będzie w tak złym humorze, że sama zrujnuje swój wywiad.

- Ta suknia jest cudowna - mówię, gdy Misu do nas podchodzi. - Pasuje ci.

Kompletnie mnie ignoruje i ze złością zwraca się do Cinny:

- To ty zaprojektowałeś jej suknię, prawda?

- Zgadza się.

- Dlaczego jej suknia jest bardziej ekstrawagancka niż moja? - pyta Misu. - To ja muszę przyciągać uwagę.

- Ostrożnie, Misu - mówię z delikatną drwiną w głosie. - Nie chcesz chyba, żeby ludzie pomyśleli, że jesteś o mnie zazdrosna.

Przez chwilę sądzę, że Misu rzuci się na mnie, ale Peeta staje między nami i mówi:

- Myślę, że bardzo ładnie wyglądasz, Misu.

- Zamknij się, Peeta - warczy Misu. - Nikogo nie obchodzi co myślisz.

- Misu! - wykrzykuje Effie, zgorszona jej zachowaniem. - Tak się nie odpowiada na komplementy.

Ale Misu mamrocze pod nosem przekleństwa, co tylko powoduje westchnięcie Effie. Haymitch wpycha nas do windy i zjeżdżamy na dół w całkowitej ciszy. Drzwi windy otwierają się, a my rozchodzimy się w różnych kierunkach. Haymitch i ja zajmujemy miejsca w sekcji zarezerwowanej dla mentorów i z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie wywiadów.

Kiedy w końcu to następuje, wręcz nie mogę oderwać wzroku od Peety. Jego wygląd niemal rozdziera serce i nie jestem w stanie zwrócić należytej uwagi na wywiady trybutów z wcześniejszych dystryktów. Ale i tak żaden z trybutów nie wywiera na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, ale może to tylko dlatego, że denerwuję się przed wystąpieniami Misu i Peety.

Gdy chłopiec z Jedenastki zajmuje swoje miejsce, wyczytywana jest Misu. Podchodzi do Caesara z uśmiechem i mam nadzieję, że nie tylko ja zauważam jak bardzo wymuszony jest ten uśmiech. Gdy Misu zaczyna odpowiadać na pytania, jestem zaskoczona, słysząc jak odpowiada wręcz gardłowym mruczeniem. Każda jej odpowiedź ocieka uwodzicielstwem i czuję, że szanse na uratowanie Peety maleją z każdą chwilą.

Jestem niemal bliska płaczu, gdy Caesar zadaje pytanie:

- Pewnie już to słyszałaś, ale bardzo przypominasz mi swoją mentorkę, Katniss.

Nagle znika uwodzicielska nuta, a twarz Misu robi się zimna i zacięta.

- Nie mów tak - niemal warczy.

Caesar wygląda. a zaskoczonego, ale szybko do siebie dochodzi.

- Ojej, czyżby kłopoty w raju? Jesteście sobie bliskie jak siostry, więc wyobrażam sobie, że jakieś tarcia też muszą być między wami.

- Nie jesteśmy sobie bliskie - mówi Misu i uśmiecha się wrednie czym przyćmiewa całą swoją poprzednią dobrą część wywiadu. Na szczęście zanim zdąża to naprawić, rozlega się brzęczyk oznaczający koniec wywiadu.

Teraz kolej Peety i czuję, że moje serce bije tak mocno, że zaraz wyskoczy z mojej klatki piersiowej. Nieco się uspokajam gdy Peeta staje obok Caesara, a publiczność niemal wariuje, wykrzykując jego imię. Peeta uśmiecha się i macha do tłumu, a wrzawa jeszcze bardziej się wzmaga.

- Więc, Peeta powiedz nam, co najbardziej lubisz w Kapitolu? - pyta Caesar, gdy tylko na widowni zapada cisza.

- Jest tak wiele rzeczy... ciężko wybrać jedną rzecz - odpowiada Peeta. - Ale mogę ci powiedzieć czego nie lubię.

- Czego?

- Pryszniców - odpowiada prosto Peeta.

Caesar chichocze, a wraz z nim spora część publiczności.

- Pryszniców? A co z nimi jest nie tak?

- Jest tam tak wiele przycisków! Naciśnij zły przycisk a potem musisz brać kolejny prysznic. Na przykład dzisiaj rano, wiedziałem jak zaprogramować, to co chciałem, ale mój palec ześlizgnął się po przyciskach i, bum, pachnę różami. Trzy prysznice i kilka godzin prac mojej ekipy przygotowawczej i Portii i sądzę, że w końcu udało nam się pozbyć tego zapachu.

Tłum szaleje gdy Peeta pochyla się, a Caesar go obwąchuje. Caesar zapewnia Peetę i wszystkich widzów, że zapach róż zniknął, a tłum przyjmuje deklarację Caesara ze śmiechem.

- Na całe szczęście - mówi Peeta z ulgą. - Od teraz będę bardziej ostrożniejszy podczas mycia się.

- Sądzę, że to dobry pomysł - przyznaje Caesar. - Twój tata jest piekarzem, prawda? Jak to jest?

- To ciężka praca, ale przez większość czasu ją lubię - odpowiada Peeta. - Ale bycie synem piekarza przysparza nieco kłopotów.

- Jakich?

- Po pierwsze, dziewczyny nie lubią być porównywane do chleba - mówi Peeta, a publiczność znów się śmieje. - Wnioskuję to po odciskach dłoni na policzkach moich braci.

- Nie wyobrażam sobie ciebie chodzącego ze śladem dłoni na twoim policzku - mówi Caesar, wskazując na twarz Peety. - Założę się, że możesz mówić cokolwiek chcesz, a dziewczyny i tak wskakują ci w ramiona.

- Tylko wtedy gdy myślą, że zdobędą kilka darmowych ciasteczek - odpowiada Peeta, spuszczając wzrok. - Nie jestem, jak to mówią, zbyt popularny wśród dziewczyn.

- Nie wierzę! - wykrzykuje Caesar i sądząc po reakcji publiczności, oni także. - Wszystkie dziewczyny tutaj wariują na twoim punkcie.

- Ponieważ dziewczyny w Kapitolu są bardzo miłe - mówi, a ja nie słyszę ani odrobiny kłamstwa w jego głosie. - Ale dla dziewczyn z Dwunastego Dystryktu jestem zwykłym chłopakiem.

- Tak się składa, że wiem, że jesteś w błędzie - mówi Caesar. - Obiecałem dotrzymać tajemnicy, ale mogę ci powiedzieć z całą pewnością, że pewna młoda dama jest tobą zafascynowana.

Widownia, która z całą pewnością widziała też mój wywiad z Caesarem kilka dni temu, popiera Caesara. Modlę się by kamera na mnie nie najechała, ponieważ jestem wręcz czerwona na twarzy i nagle nie chcę by Peeta wiedział, że to ja jestem dziewczyną, o której mówi Caesar.

Peeta dalej się upiera, nieprzekonany:

- Cóż, ja też cię bardzo lubię, Effie - mówi i posyła buziaka w jej kierunku. Effie rumieni się i w porównaniu z jej rumieńcem, peruka na jej głowie wygląda bardzo blado.

- Wiedziałem, że jesteś łamaczem serc - mówi Caesar, gdy kamera znów go pokazuje. - Ale o ile nie mam wątpliwości co do uczuć panny Trinket, to jednak nie o niej mówiłem.

- To niezbyt dobrze - mówi Peeta i widzę, że spogląda na Haymitcha, który posyła mu uśmiech i niemal niezauważalnie kiwa głową. - Widzisz, zawsze cieszyłem się, że nie przyciągam uwagi dziewczyn.

Cały tłum wzdycha jednocześnie, a Caesar wygląda na zaskoczonego.

- Dlaczego?

- Ponieważ musiałbym je rozczarować, a ja nie lubię ranić ludzi - mówi. - Prawda jest taka, że jestem w kimś zakochany i nie wyobrażam sobie bycia z kimkolwiek innym.

Czuję jak zazdrość przebiega moje ciało. Nie mogę się powstrzymać przed nienawidzeniem tej bezimiennej dziewczyny, która skradła serce Peety. Wiem, że kimkolwiek by ona nie była, to nie zasługuje na niego i nienawidzę jej, bo w jakiś sposób Peeta uznał, że ona jest wystarczająco dobra dla niego.

Caesar kładzie rękę na piersi i wzdycha.

- To takie romantyczne! Jesteście ze sobą blisko?

Peeta potrząsa głową.

- Nie za bardzo. Nie sądzę by wiedziała o moim istnieniu, aż do tych dożynek.

- To takie smutne! wykrzykuje Caesar i robi całe przedstawienie wyciągając chusteczkę. - Czy miałeś okazję powiedzieć jej o swoich uczuciach?

- Nie.

- Wiec cię nie odrzuciła - mówi - Caesar. - Nie wiadomo, może czuje do ciebie to samo!

Temat tej rozmowy bardzo podoba się publiczności, ale ja wolałabym by Caesar nie drążył dalej. Nie chcę usłyszeć imienia wybranki Peety i wolałabym by rozmawiali o czymkolwiek innym.

- Możliwe - przyznaje Peeta. - Ale wątpię w to.

- Czy jest związana z kimś innym?

- Był taki czas, że sądziłem, że tak, ale on... on okazał się być tylko przyjacielem - mówi Peeta.

- Więc powinieneś mieć nadzieję - mówi Caesar, klepie Peetę po plecach. - Mam pomysł jak możesz jej zaimponować. Wyznaj jej swoją miłość, tu i teraz, a gdy wygrasz, ona nie będzie miała wyboru i wskoczy w twoje ramiona.

- Nie mogę tego zrobić, Caesarze.

- Dlaczego?

Peeta znów spogląda na Haymitcha i na mnie, a ja chcę mocno potrząsnąć przecząco głową. Zwalczam w sobie pokusę krzyku. Nie chcę słyszeć już słowa na ten temat i nie chcę znać imienia dziewczyny, która skradła serce Peety.

Ale nic nie robię ani nic nie mówię. Zarumieniony Peeta spogląda na Caesara i mówi:

- Ponieważ nie chcę wpakować jej w kłopoty.

- A jak miałbyś wpakować ją w kłopoty?

- Ponieważ nie sądzę, że powinienem zakochiwać się w mojej mentorce.