Wydaje się, że czas się zatrzymał. Nagle widownia wybucha wrzawą, a kamera najeżdża na mnie. Nie wiem jak powinnam zareagować, więc gapię się na Peetę zszokowana, a nasze twarze płoną z zażenowania.

Słyszę jak Caesar śmieje się radośnie. Klepie Peetę po plecach.

- Nie martw się! Nie ma żadnych zakazów przeciwko zakochiwaniu się w tak pięknych kobietach jak Katniss.

- To dobrze - mówi Peeta, odwracając ode mnie wzrok.

- Wiesz co jeszcze jest dobre? - pyta Caesar. - To, że może masz większe szanse niż sądziłeś!

Zanim Caesar zaczyna drążyć ten temat, czyli to co ja powiedziałam na wywiadzie, rozlega się brzęczyk. Koniec. Trzy minuty minęły i Peeta odchodzi. Ale Caesar zatrzymuje go jeszcze i potrząsa jego ręką.

- Powodzenia, Peeta Mellark, nie mam żadnych wątpliwości, że całe Panem cię wspiera.

To brzmi okropnie arogancko, ale jeśli mamy sugerować się widownią, to Peeta z całą pewnością jest faworytem Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk. Peeta dziękuje Caesarowi, tłum w końcu uspokaja się i Peeta wraca na swoje miejsce obok Misu.

Program dobiega końca, a my wstajemy, gdy rozlega się hymn, a każdy ekran pokazuje albo mnie albo Peetę. Kątem oka zauważam, że Haymitch próbuje ukryć uśmiech. Nie dowierzam jak dokładne były przewidywania Haymitcha - nikt nie będzie pamiętał niczego innego z tej nocy tylko Peetę i jego wyznanie miłości do mnie.

A sądząc po reakcji Haymitcha, dochodzę do wniosku, że wiedział o uczuciach Peety względem mnie. Oczywiście, to wszystko wyjaśnia.

Gdy hymn dobiega końca, idziemy w kierunku wind. Gdzieś po drodze gubię Haymitcha i w jakiś sposób znajduje się w jednej windzie z Johanną i Finnickiem.

- To było zabawne - mówi Finnick, opierając się o ścianę. - Nie spodziewałem się tak ekscytującego wieczoru, a ty, Jo?

Johanna udaje, że go nie słyszy i przysuwa się do mnie, przyglądając mi się uważnie.

- Nie wiedziałaś co się wydarzy?

To jest oświadczenie, a nie pytanie, ale i tak odpowiadam:

- Nie miałam zielonego pojęcia.

- Nie widziałaś tego? - Finnick pyta Johannę. - Jej reakcja powiedziała wszystko. Wszyscy wiemy, że Katniss jest okropną aktorką.

- Nieprawda!

- Prawda - stwierdza Johanna z uśmieszkiem.

- Przecież udaję podczas wszystkich moich wywiadów! - kłócę się. - Jeśli rzeczywiście jestem taka kiepska, to sądzę, że usłyszałabym o tym do tej pory.

- W porządku, jesteś całkiem dobra w udawaniu dziewczyńskiej i lekkomyślnej - przyznaje Finnick. - Ale twoja reakcja dzisiaj wieczorem była daleko poza twoimi aktorskimi umiejętnościami.

- Pytanie tylko czy to wyznanie było prawdziwe czy wszystko ustawił Haymitch - wytyka Johanna.

- Nie znam odpowiedzi na to pytanie - mówię. - Haymitch z całą pewnością maczał w tym palce, ale nie wiem jak głęboko.

Winda zatrzymuje się na czwartym piętrze i Finnick wychodzi, mówiąc:

- To było prawdziwe, bo nikt nie potrafi udawać takich emocji tak dobrze. Nawet ja.

- Mam nadzieję, że się myli - mówię, gdy drzwi się za nim zamykają i winda rusza w górę.

- Naprawdę? - pyta Johanna. - Nie wierzę ci. Może faktycznie to by wszystko ułatwiło gdyby skłamał, ale w głębi serca jesteś zadowolona, że twoje uczucia, do których nie chesz się przyznać nawet sama przed tobą, są odwzajemnione. Choć może jednak nie jesteś zadowolona aż tak bardzo w głębi serca, bo masz to wypisane na twarzy.

- Nieprawda!

- Prawda - wtrąca się Krilla, mentorka z Szóstki. Wygląda na zażenowaną własnym komentarzem. - Przepraszam, ale słyszałam waszą rozmowę.

- W porządku - odpowiada Johanna niezwykle przyjacielskim tonem. - Powiedziałaś to, co sama chciałam powiedzieć, więc dziękuję.

Krilla kiwa głową, ale wciąż wygląda na zażenowaną. Gdy winda zatrzymuje się na jej piętrze, niemal z niej wybiega. Johanna uśmiecha się do mnie, ale ja nie jestem tak rozbawiona.

- To niczego nie dowodzi. - Trwam uparcie przy swoim.

- Możesz to ignorować, ale to jest oczywiste - mówi Johanna i nagle poważnieje. - Ale nie ignoruj mojej rady, musisz powiedzieć temu chłopcu, co czujesz zanim trafi jutro na arenę.

Jestem zaskoczona jej słowami.

- Kilka dni temu nakrzyczałaś na mnie, bo żywię względem niego uczucia, a teraz chcesz, żebym wyznała mu te uczucia w noc tuż przed rozpoczęciem Igrzysk? Nie rozumiem cię.

- Może byłam zbyt ostra dla ciebie - przyznaje Johanna. - Nie chciałam, żebyś znalazła się w takiej sytuacji. Ale teraz nie możesz zmienić swoich uczuć. Teraz pozostaje ci upewnić się, że on o nich wie zanim będzie za późno.

- Czy to w ogóle poprawi tę sytuację? - pytam i przeklinam fakt, że właśnie zatrzymaliśmy się na piętrze Johanny.

- Nie wiem, ale musisz wiedzieć, że żałuję, że nie wyznałam Arikowi swoich uczuć. Czasami zastanawiam się, czy to by coś zmieniło gdyby wiedział. - Johanna wychodzi, odwraca się jeszcze do mnie i wzrusza ramionami. - Ale to zależy od ciebie.

Drzwi zamykają się i resztę podróży na dwunaste piętro spędzam w ciszy. Ale ten spokój nie trwa długo. Gdy tylko wychodzę z windy, spotykam bardzo rozzłoszczoną Misu.

- Musisz być bardzo zadowolona z jego małego przedstawienia - mówi, cedząc każde słowo. - Czy ty naprawdę nie masz serca? Robisz z niego głupka zanim sprowadzisz na niego śmierć? Brzydzisz mnie.

- Do niczego go nie zmuszałam - mówię obronnym tonem. - Nie wiedziałam, że zamierza coś takiego zrobić.

- Oczywiście, że nie. - Patrzy na mnie i widzę wściekłość w jej szarych oczach. - Po prostu bawiłaś się nim dopóki się w tobie nie zakochał. Przynajmniej Peeta ma szczęście, bo zależy ci na nim. Nie tak jak na Gale'u.

- Zależało mi na Gale'u! - Nawet nie wiem dlaczego trudzę się protestowaniem, bo Misu postawiła sprawę jasno już wcześniej. - Przykro mi, że nie żyje i przykro mi, że nie odwzajemniał twoich uczuć, ale nie ma powodu, żebyś swoją złość i nienawiść odreagowywała na Peecie!

- Poza tym, że jego też nienawidzę! - krzyczy. - Gdyby ta cała sytuacja uczyniłaby go bardziej pożądanym, nie winiłabym go za to. Ale nie, musiał ciebie wciągnąć w to wszystko i zrobił z ciebie gwiazdę całego programu.

Jestem już na granicy wytrzymałości.

- Twoja ciągła zazdrość o mnie jest wyczerpująca, Misu, może dałabyś sobie spokój, choć na chwilę?

Misu wydaje z siebie nieludzki dźwięk i zanim zdążam się zorientować, skacze na mnie i przewraca na podłogę. Dopiero gdy ból eksploduje w moim policzku, zdaję sobie sprawę, że mnie uderzyła. Czekam na kolejne uderzenia, ale one nie nadchodzą. Dopiero teraz zauważam, że Peeta odciągnął ode mnie Misu. Cinna natychmiast podbiega do nich i pomaga Peecie przytrzymać szarpiącą się Misu.

Portia klęka obok mnie na podłodze, zaniepokojona.

- Wszystko w porządku?

- Tak - mówię, ostrożnie dotykając piekącego policzka. - To nic takiego.

Haymitch jest wściekły i łapie Misu za ramię jak tylko Peeta i Cinna nieco ją uspokajają.

- Co jest z tobą nie tak?

- Sprowokowała mnie! - Jej piszczący głos nie jest przekonujący, zwłaszcza, że znów próbuje się na mnie rzucić. Na szczęście uścisk Haymitcha jest silny.

- Sprowokowałaś ją? - pyta mnie Haymitch.

- Nie - odpowiadam, nie do końca zgodnie z prawdą.

- Gdzie ty byłeś, chłopcze, podczas tego... wszystkiego? - pyta Haymitch Peetę, który podchodzi do mnie by upewnić się, że wszystko w porządku.

- W jadalni, byłem głodny - mówi, wyglądając na zdezorientowanego. - Przybiegłem tu, jak tylko usłyszałem krzyki.

- O co wam poszło? - pyta Cinna. Misu i ja patrzymy na siebie, ale żadna z nas nie odzywa się ani słowem. - A ty słyszałeś coś, Peeta?

- Niezbyt - odpowiada, ale musi kłamać. Nie ma szans, że odciągnął mnie od Misu, nie słysząc jednocześnie końcówki naszej rozmowy.

Portia wstaje i pomaga podnieść mi się z podłogi.

- Chodź, Katniss, przyłożymy trochę lodu na twój policzek.

- Mam nadzieję, że będzie siniak - mówi złośliwie Misu, gdy Portia i ja przechodzimy obok niej. - Wielki siniak, tak brzydki jak ty.

Haymitch pociąga ją mocno za ramię by zwrócić jej uwagę i zaczyna coś do niej mówić. Nie słyszę nic, bo mówi cicho, ale wiem, że ta rozmowa nie będzie miła.

Prowadzą mnie do jadalni, gdzie zmuszają mnie bym usiadła, a Portia i Cinna na przemian badają mój policzek i chłodzą go lodem. Peeta siada obok mnie i łapie moją dłoń, gdy Cinna dotyka mojego policzka, a ja syczę z bólu.

- Nie powinno być siniaka - ogłasza w końcu Cinna. - A jeśli już, to raczej nie będzie duży. Zakryjemy go, żaden problem.

- To dobrze - wzdycha z ulgą Effie. Nawet nie zauważyłam kiedy przyszła. - Ostatnią rzeczą jaką potrzebujemy, to żeby nasza piękna Katniss chodziła z ogromnym siniakiem na twarzy.

- Czy Misu będzie miała kłopoty? - pyta Peeta. - Wiem, że bójki pomiędzy trybutami są zabronione, ale nie ma żadnych zakazów przeciwko bójkom z mentorami.

- Nie sądzę, żeby były - mówię, przytrzymując lód przy policzku. - Ale powinny być.

Peeta ściska moją dłoń i puszcza ją, a ja wolałabym, żeby tego nie robił.

- Zgadza się.

Haymitch wchodzi do jadalni z Misu. Unoszę pytająco brew.

- Misu i ja pomyśleliśmy, że najlepiej będzie jak swoją kolację zje sama we własnym pokoju.

Kolacja przebiega niemal w ciszy, nie licząc jakiś drobnych uwag. Cieszę się, że Peeta zjada wszystko ze swojego talerza. Z doświadczenia wiem, że rano będzie zdenerwowany i pewnie nic nie przełknie, więc dobry posiłek przed snem jest ważny.

Po kolacji przenosimy się do salonu i oglądamy powtórkę wywiadów. Effie pyta czy nie powinniśmy zawołać Misu, ale nawet ona zgadza się, że dla dobra wszystkich lepiej zostawić ją samą.

Teraz, gdy już nie denerwuję się wywiadem Peety, zwracam uwagę na pozostałych trybutów. Ale tylko kilkoro z nich wyróżnia się. Dziewczyna z Jedynki jest seksowna i prowokacyjna, co w sumie nie jest zaskoczeniem. Wszystkie dziewczęta Cashmere są takie, ale póki co, to nie jest raczej zła taktyka. U chłopaka w Dwójki słychać pewność we wszystkim co mówi. I nie nazwałabym go zarozumiałym, bo z tego co słyszałam do Peety i Misu, wiem, że może mieć do tego prawo.

Podczas wywiadu z trybutami z Czwórki myślę, że Finnick zbytnio się nie pomylił co do ich opisu wcześniej. Jestem zaskoczona dziewczyną z Piątki. Coś w niej przywodzi mi na myśl lisa i widać, że dziewczyna jest bystra.

Rue, dziewczyna z Jedenastki, jest słodka i przypomina mi moją małą Prim. Ale takie myślenie nikomu nie pomoże, więc zmuszam się do niemyślenia o tym. Ogromny chłopak z Jedenastki nie udziela się zbytnio podczas wywiadu, ale jego wygląd i budowa ciała powinny mu zapewnić odpowiednią liczbę sponsorów.

Kamera nie sprzyja Misu, gdy Caesar porównuje ją do mnie. Misu pokazuje prawdziwą twarz i widziało to całe Panem, teraz trudno będzie przekonać sponsorów do wsparcia Misu.

Czego nie można powiedzieć o Peecie. Nie będę zaskoczona jak po tym wywiadzie sponsorzy sami zaoferują wsparcie uroczemu, zakochanemu chłopcu z Dwunastego Dystryktu. Peeta odwraca wzrok od ekranu, gdy pokazują ten moment, w którym ogłasza, że jest zakochany w swojej mentorce.

Nie winię go, bo sama mam ochotę odwrócić wzrok, gdy kamery mnie pokazują. Ale nie potrafię. Po wcześniejszym komentarzu Finnicka muszę zobaczyć jak wyglądałam. Czuję jakby ktoś mnie uderzył w żołądek, gdy patrzę na swoją reakcję na wyznanie miłości ze strony Peety.

Nie ma żadnych wątpliwości, że wyglądałam jak zakochana dziewczyna.

Program dobiega końca, a ja walczę z napływem emocji, których do tej pory nawet nie chciałam nazywać. Próbuję je jakoś ułożyć by móc sobie z nimi jakoś poradzić, gdy słyszę jakiś dźwięk dobiegający z boku. Po chwili zdaję sobie sprawę, że to Effie pociąga nosem.

- Jesteś najsłodszym, najprzystojniejszym chłopcem z jakim kiedykolwiek miałam okazję pracować - mówi ze łzami w oczach. - Powodzenia, Peeta, kochanie.

Po tych słowach niemal wybiega z pokoju, zapewne przytłoczona emocjami. Nie mogę się powstrzymać i zastanawiam się czy Effie w ogóle pofatyguje się do Misu by się pożegnać. Cinna potrząsa dłonią Peety i też życzy mu powodzenia. Portia całuje Peetę w policzek i mówi, że zobaczą się jeszcze rano. Portia i Cinna wychodzą z pokoju.

Zostaliśmy tylko we trójkę i boję się, że jeśli nie odezwę się pierwsza, to Haymitch nas zostawi i będę musiała porozmawiać z Peetą, a nie jestem pewna czy tego chcę.

Przytulam więc Peetę szybko i mocno, próbując zwalczyć łzy.

- Nie zapomnij, że obiecałeś walczyć dla mnie.

- Nie zapomnę - mówi stłumionym od emocji głosem. - A ty pamiętaj, co mi obiecałaś.

- Jeśli ci się nie uda, a się uda, to nie będę czuła się winna - mówię, wiedząc dobrze, że to kłamstwo.

Wątpię by Peeta mi uwierzył, ale nic nie mówi na ten temat. Zamiast tego całuje mnie w czoło i szepce:

- Dziękuję.

- To przechyla szalę. Wychodzę z salonu bez słowa i praktycznie biegnę przez całą drogę na dach. Nienawidzę siebie za moją słabość i mam nadzieję, że Haymitch udzieli Peecie ostatnich rad. Po trzech latach wciąż pamiętam pierwszą radę Haymitcha.

Nie daj się zabić.

Tak długo jak Peeta będzie kierował się tą drobną radą, wszystko będzie dobrze.

Nie wiem jak długo jestem na dachu, pozwalając spływać moim łzom po policzkach. Jestem przemarznięta, bo moja sukienka bez rękawów raczej nie zapewnia mi zbyt dużo ciepła, ale nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym wrócić do środka. Jeszcze nie. Silny wiatr osusza moją twarz z łez, a ja trzęsę się z zimna.

Niemal podskakuję gdy ktoś narzuca na moje ramiona marynarkę. Nie muszę się odwracać by zobaczyć kto to. Opieram się o jego umięśnioną klatkę piersiową i pozwalam by mnie objął.

- Po prostu wiedziałem, że będziesz tutaj bez kurtki, znowu - mówi Peeta, przyciągając mnie bliżej do siebie.

- Dziękuję, ż przyszedłeś i nie pozwoliłeś mi dłużej marznąć - odpowiadam zaskakująco spokojnym głosem.

Milczymy przez chwilę, słuchając głosów dobiegających z ulicy. Niemal zapominam, że to być może jest ostatni raz gdy jestem z Peetą i przytulam się do niego mocniej.

- Przepraszam jeśli cię wcześniej zawstydziłem - zaczyna, a jego ciepły oddech owiewa mój policzek. - Nie miałem takiego zamiaru.

- Nie przepraszaj, to był dobry ruch z twojej strony - mówię. - Teraz sponsorzy niemal się na nas rzucą by zaofiarować ci prezenty.

- Naprawdę tak sądzisz?

- Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zapewniam go. - Czy po tym jak wyszłam Haymitch dał ci jakieś ostatnie rady?

- Tak - mówi, kiwając głową. - Powiedział, żebym nie brał udziału w rzezi i jak tylko rozlegnie się gong, mam po prostu uciec i znaleźć schronienie. Poza tym powiedział, że po tym jak ucieknę od innych trybutów, mam znaleźć źródło czystej wody.

- To dobra rada. O wodzie - mówię. - Niemal zmarłam przez odwodnienie na arenie.

- Pamiętam - mówi Peeta tak cicho, że ledwie go słyszę poprzez szum wiatru i hałas Kapitolu. - Próbowałem zebrać pieniądze i wysłać ci wodę. Nie udało mi się, ale cieszyłem się, gdy znalazłaś strumień.

- Jesteś zbyt dobry, Peeta - przestrzegam go. - Jutro trafisz na arenę i sprowadzisz na siebie śmierć jeśli nadal taki będziesz.

- Przepraszam, ale nie mogę się zmienić tylko po to by wygrać - mówi. - Jestem gotowy na śmierć, jeśli tylko zginę jako ja.

Łapię go za ramię i przez moment boję się, że chwyciłam go zbyt mocno.

- Posłuchaj mnie, ja nie jestem gotowa na twoją śmierć, więc musisz zrobić co tylko będzie trzeba by upewnić się, że do mnie wrócisz.

- Dobrze, Katniss - mówi i delikatnie całuje mnie w skroń, a ja myślę, że powiedział to tylko po to by mnie uspokoić.

- Więc tak, uciekaj natychmiast jak tylko rozlegnie się gong i znajdź wodę, to dobre pomysły. Potem musisz znaleźć coś do jedzenia. Nieźle sobie radziłeś przy stanowisku z roślinami, prawda?

- Miałem mały problem z jagodami, ale trener powiedział, że powinienem sobie poradzić.

- Dobrze. Musisz unikać zawodowców - radzę. - I chłopaka z Jedenastego Dystryktu, okej? I nie ufaj nikomu, zwłaszcza dziewczynie z Piątki. Ale co najważniejsze, to musisz zapomnieć o sojuszu z Misu. Jest niebezpieczna i będzie chciała cię zabić.

- Nie chcę jej zabijać.

- Rozumiem to, ale jeśli będziesz musiał, to ją zabijesz, dobra?

- Tak - mówi Peeta.

- Dobrze - odpowiadam. - Bo to wy możecie zostać na końcu.

- Mam nadzieję, że tak się nie stanie.

- Ja też - mówię i mam ogromną nadzieję, że taka się nie stanie. Nie wiem czy Peeta przeżyłby to spotkanie nietknięty, przynajmniej nie emocjonalnie.

Znów zapada cisza i wiem, że powinnam go odesłać do łóżka. Prawdopodobnie nie będzie mógł zasnąć, ale powinien spać najdłużej jak tylko się da. Ale nie potrafię, nie zanim zapytam go o to, co prawdopodobnie pytać się nie powinnam.

- Peeta?

- Hmm?

- Czy to było naprawdę? - pytam, a potem zdaję sobie sprawę, że pewnie nie ma pojęcia o co mi chodzi. - Czy powiedziałeś Caesarowi prawdę podczas wywiadu? O mnie, znaczy się.

- Tak. - Nie zawahał się ani przez chwilę przed odpowiedzią.

Odwracam się w jego ramionach i patrzę mu w oczy, w których dostrzegam nutę zaniepokojenia. Wiem, że to może być ostatnia chwila z nim spędzona i wiem, że nie mogę jej zmarnować. Obejmuję jego twarz moimi skostniałymi z zimna dłońmi, przyciągam bliżej i całuję go.

Jest to mój pierwszy pocałunek, więc nie mam z czym go porównać, ale wiem, że co jest pomiędzy mną, a Peetą jest wyjątkowe. Przyjemne ciepło rozgrzewa moje ciało i wszystko inne przestaje dla mnie istnieć, wszystko poza Peetą.

Gdy pocałunek kończy, nieco odsuwamy się od siebie, a Peeta pochyla się i opiera swoje czoło o moje.

- Wow - mówi, a ja doskonale wiem, co miał na myśli.

- Okej, a teraz musisz iść do łóżka - mówię, wysuwając się z jego objęć. - Wiem, że to pewnie niemożliwe, ale musisz się przespać. Nawet kilka minut snu może uratować jutro twoje życie.

Wygląda zaskoczonego moim oficjalnym tonem.

- W porządku. Więc chyba już powinienem iść.

Kiwam głową, a Peeta patrzy się na mnie przez kilka chwil zanim kiwa głową i odwraca się. Jest niemal przy drzwiach, gdy tracę swoją kontrolę.

- Peeta - mówię, ale nie odwraca się. Wiatr głośno wieje i pewnie mnie nie słyszy. - Peeta!

Tym razem mnie słyszy i spogląda na mnie przez ramię. Nie tak powinnam to zrobić, ale nie mam wyboru.

- Kocham cię!

Przez jego twarz przewija się wiele emocji i w końcu Peeta się uśmiecha.

- Dziękuję!

Wchodzi do środka, zostawiając mnie samą na dachu z nadzieją, że to nie był ostatni raz gdy byłam z nim.