We czwórkę przez całą noc obserwujemy Peetę i Rue. Peeta owinął Rue w śpiwór i schował ją między krzakami i sam usiadł przy niej, mierząc wzrokiem gęstwinę drzew przed sobą. Nie mija dużo czasu zanim Rue znów zaczyna bełkotać, więc Peeta wyciąga Rue spomiędzy krzaków.
Kładzie ją obok siebie i szepcze jej uspokajające słowa dopóki dziewczynka nie uspokaja się. A ja myślę o tym jak cudownie byłoby gdyby Peeta był obok mnie, gdy śnią mi się koszmary. Być może będziemy mieli szansę się przekonać, gdy wyciągnę go stamtąd żywego.
Dźwięk hymnu budzi Rue, ale Peeta ją uspokaja jeszcze zanim pojawia się zdjęcie Glimmer. Potem pojawia się zdjęcie dziewczyny z Czwartego Dystryktu, a my okazujemy współczucie Finnickowi, nieważne jak nieszczere, który zbywa nas żartobliwie.
Tak jak Peeta troszczy się o małą dziewczynkę, tak Misu ignoruje pozostałych dwóch członków swojego sojuszu. Ujęcia ze środka namiotów pokazują, że Cato i Marvel cierpią jeszcze bardziej niż Rue. To nie jest zaskakujące skoro oni zostali użądleni więcej razy niż Rue, a poza tym, ani Cato ani Marvel nie wycisnęli żądeł.
Misu przysypia kilka razy na warcie i w końcu wyciąga śpiwór z namiotu i opatula się nim. Zasypia szybko. Patrzymy na śpiącą Misu, gdy w tle pojawia się postać. Gdy staje w świetle ogniska, rozpoznaję ją.
- Liszka! - wykrzykuję.
- Kto? - pyta Finnick z uniesionymi brwiami.
- Dziewczyna z Piątki - odpowiada Johanna, potrząsając głową. - Po prostu zaakceptuj to przezwisko. Zaufaj mi.
- Okej - odpowiada niepewnie.
Patrzymy jak Liszka przemyka obok Misu i podkrada się do zapasów. Zabiera jedzenie, jednak bierze mało i ostrożnie by reszta nie zauważyła kradzieży. Potem znika tam skąd przyszła.
- Dziewczyna jest sprytna - mówię. - Całkiem jak lis.
- Daj spokój, skarbie - mówi Haymitch. - Nikt się z tobą nie zgodzi, że ona wygląda jak lis.
- No nie wiem - mówi Finnick z uśmiechem. - Mogłaby przypominać lisa, gdyby była ciemniejsza.
- Aleś ty zabawny - mówię sarkastycznie. - Być może zmienię swoje zdanie co do twojej obecności tutaj.
Posyła mi jeden z tych swoich zaraźliwych uśmiechów, a ja walczę z całych sił by się nie uśmiechnąć.
Słyszymy pukanie do drzwi i do pokoju wchodzi Effie, a ja z trudem tłumię jęk w gardle. Rzadko ją ostatnio widuję, bo ciągle jest czymś zajęta. Nie wiem czym, ale na szczęście trzyma ją to z daleka od mentorskiego stanowiska.
- Katniss! - Klaszcze w dłonie, gdy mnie dostrzega. - Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe wieści! Jutro będziesz miała wywiad o Peecie!
Próbuję okazać podekscytowanie.
- To cudownie, ale wciąż nie wierzę, że chcą rozmawiać za mną.
- Oczywiście, że chcą - mówi Effie, patrząc na mnie. - W końcu jesteś jego dziewczyną! Prawda?
Pamiętam co Johanna powiedziała o mojej reputacji i zastanawiam się jakie dokładnie plotki słyszała Effie o Peecie i o mnie.
- Oczywiście. Ale to wszystko wciąż jest nowe i jest pewnie dużo innych ludzi, którzy znają go lepiej ode mnie.
Effie posyła mi porozumiewawcze spojrzenie, a ja odwracam wzrok.
- Z tego co słyszałam jest całkiem odwrotnie. Miejmy tylko nadzieję, że twoja matka nigdy nie dowie się jak dobrze go znasz...
Słyszę jak Finnick i Johanna niemal krztuszą się ze śmiechu, nawet Haymitch cicho chichocze. Po prostu uwielbiam jak najbliżsi mi ludzie cieszą się z mojej żałosnej sytuacji.
- Masz rację, Effie - mówię, wiedząc że nie ma najmniejszego sensu przekonywanie jej, że między Peetą i mną do niczego nie doszło.
- Wywiad będzie tuż przed lunchem, więc twoja ekipa przygotowawcza będzie u ciebie jutro rano - mówi do mnie i spogląda na swój zegarek. - Robi się późno, powinnaś się przespać, żebyś jutro wyglądała jak najlepiej przed kamerami.
- To nie jest zły pomysł - mówi Haymitch. - I tak zapowiada się spokojna noc.
Wiem, że się nie myli. Organizatorzy pewnie nic dzisiaj nie zrobią, skoro zginęło już dwoje trybutów. W dodatku obserwowanie jak Cato i Marvel radzą sobie z jadem os gończych jest jakąś rozrywką. Trybuci więc chyba zasłużyli na chwilę wytchnienia.
- Okej - mówię, kiwając głową i wszyscy wyglądają na zadowolonych. - Dobranoc wszystkim.
Idę do pokoju wypoczynkowego i kładę się na łóżku. Mam nadzieję, że podświadomość da mi trochę wolnego, ale jestem pewna, że raczej tak nie będzie. Moje myśli wędrują ku Peecie pocieszającym Rue w czasie jej halucynacji. Chciałabym by leżał w tym łóżku ze mną, gotowy by odegnać moje koszmary. Zasypiam z myślą o Peecie i z uśmiechem na twarzy.
Następnego ranka budzi mnie moja ekipa przygotowawcza i natychmiast zostaję wysłana pod prysznic. Po dokładnym umyciu w końcu przystępują do pracy nad moim wyglądem. Noc, którą przespałam całą, nieco im w tym pomaga. Moja ekipa przygotowawcza uprzyjemnia sobie pracę rozmowami o tegorocznych Igrzyskach. Są nimi zachwyceni i dzielą się wzajemnie swoimi ulubionymi momentami.
Kiedy kończą, Venia pomaga mi się wbić w niesamowitą niebieską sukienkę. Głos zamiera mi w gardle, gdy zdaję sobie sprawę, że kolor sukienki ma dokładnie ten sam odcień co oczy Peety. Nigdy nie byłam tak zachwycona genialnością Cinny jak teraz.
- Wyglądasz pięknie - mówi Flavius.
- Nie byłam pewna, gdy zobaczyłam tę sukienkę - zaczyna Octavia, poprawiając mi biust. - Ale oczywiście, Cinna zawsze wie lepiej.
- Ten kolor naprawdę ci pasuje - mówi Venia i podaje mi buty pasujące do sukienki.
- Ma taki sam kolor jak oczy Peety - informuję ich, przesuwając dłońmi po delikatnym materiale.
Cała trójka piszczy i przytulają mnie ostrożnie nie chcąc pognieść mojej sukienki. Venia podaje mi marynarkę Peety. Nie nosiłam jej od pierwszego dnia Igrzysk, bo bałam się, że materiał straci zapach Peety. Ale wiem, że ludzie Panem oszaleją na widok namacalnego dowodu mojej tęsknoty.
Życzą mi szczęścia i zostawiają mnie samą, a ja czuję, że chyba naprawdę ich lubię. Moja ekipa przygotowawcza może i jest próżna i ignorancka, ale nie mam żadnych wątpliwości, że troszczą się o mnie i chcę dla mnie tego, co najlepsze.
Niedługo po ich wyjściu przychodzi Effie by mnie zabrać. Posłusznie schodzę za nią na dół, gdzie odbywają się wywiady. Każe mi usiąść na ogromnym krześle, więc siadam, czekając na rozpoczęcie wywiadu.
Czas mija i kiedy już boję się, że moja złość przykryje to co we mnie najlepsze, przychodzi kobieta i siada naprzeciwko mnie. Szybko rozpoznaję ją jako kobietę, która po Ceremonii Otwarcia mówiła jak bardzo chciałaby Peetę za swojego chłopaka. Zapamiętałam ją jedynie dzięki biżuterii na jej ustach, co trudno zapomnieć.
- Przepraszam za spóźnienie - mówi. - Poszłam nie do tego pokoju co trzeba! Ale żenada, co? Ale już jestem, więc możemy zaczynać.
Kamera zaczyna nagrywać i kobieta uśmiecha się tak szeroko, że boję się, że jej twarz podzieli się na pół.
- Witaj Panem! Crize Gold jest tutaj z waszą ulubioną zakochaną zwyciężczynią, Katniss Everdeen! Katniss, dziękuję, że z nami tutaj jesteś!
Jakbym miała wybór, ale tę myśl zatrzymuję dla siebie. Zamiast tego mówię:
- Dziękuję za zaproszenie!
- Cieszysz się, że Peeta dotarł do finałowej ósemki?
- Bardzo - mówię. - Cieszyłabym się jeszcze bardziej gdyby już wygrał Igrzyska.
- Potrafię sobie wyobrazić. Musisz się zamartwiać o swojego chłopaka - mówi Crize najsympatyczniej jak może.
- Bardzo.
- To słodkie! - Crize nagle przybliża się do mnie. - Mylę się, czy to marynarka Peety, którą miał na sobie podczas wywiadu z Caesarem?
Przełykam głośno ślinę i spoglądam nieśmiało na moje kolana.
- To marynarka Peety. Dał mi ją, bo było mi zimno.
- Było ci zimno?
- Tak - mówię. - Tamtej nocy poszliśmy na dach. Było bardzo wietrznie, więc Peeta zarzucił mi na ramiona swoją marynarkę bym nie zmarzła.
- Och, sądzę, że aż tak bardzo to nie było ci zimno - mówi, chichocząc. - Wszyscy w Panem aż umierają by poznać każdy szczegół waszego pożegnania, a przecież wiedzieliście, że być może jest to wasza ostatnia chwila razem.
- Więc jestem winna Panem przeprosiny - mówię, patrząc prosto w kamerę - bo ta chwila między nami była bardzo prywatna i chciałabym by tak pozostało.
- O nie! Ale chyba ma to trochę sensu. Poza tym, sądząc po tym, co ludzie mówią, to raczej nie powinniśmy wspominać o tym co między wami zaszło, bo przecież oglądają nas dzieci - mówi Crize, pochylając się jeszcze bardziej w moim kierunki - Mam rację?
Jestem zawstydzona jej komentarzem. A najgorsze jest to, że moja rodzina na pewno obejrzy ten wywiad, bo będzie powtarzany podczas obowiązkowych godzin oglądania. Mam tylko nadzieję, że mama i Prim znają mnie wystarczająco by nie wierzyć w ani jedno słowo w tym wywiadzie.
- Może powinniśmy zmienić temat?
- Nonsens - mówi Crize - Wciąż jeszcze nie powiedziałaś nam tylu rzeczy. Na przykład jak dużego ma? Widziałam jego ręce i stopy i sądząc po tym, to Peecie niczego nie brakuje.
Nie jestem pewna jak zszokowanie mnie miało pomóc jej w wywiadzie, bo choć chciałabym odpowiedzieć, to nie wiem, co mam powiedzieć.
Resztę wywiadu spędzamy na tym, że Crize zadaje mi bardzo niewłaściwe pytania, a ja błagam o prywatność i tylko jąkam się w mało inteligentnych odpowiedziach. Nie rozumiem dlaczego to robi, ale to jest jakaś karykatura wywiadu. Kto chce patrzeć jak się rumienię i jąkam przez dziesięć minut? Poza oczywiście Finnickiem i Johanną, ale oni raczej się nie liczą.
W końcu, po czasie ciągnącym się w nieskończoność, Crize zaczyna kończyć.
- Wygląda na to, że kończy nam się czas. Katniss, jeśli miałabyś powiedzieć coś swojemu ukochanemu Peecie na arenie, to co by to było?
Przygryzam usta i zastanawiam się nad tym. To co naprawdę chcę mu powiedzieć jest prywatne i Panem nie musi tego słyszeć.
- Aby pamiętał to, co mu powiedziałam ostatniej nocy, gdy byliśmy razem.
- A co to było?
- To tajemnica - mówię, puszczając oczko.
- Ty i twoje tajemnic! - wykrzykuje Crize i uśmiech na jej twarzy wygląda równie szczerze, co to nadęte coś na jej klatce piersiowej. - Wygląda na to, że to jest wszystko, co jesteśmy w stanie z ciebie wydusić. Dziękujemy za twój czas.
- Przyjemność po mojej stronie - kłamię, czując raczej, że ten cały czas był raczej powolną agonią. Po tej kompletnie katastrofie będę czekała z niecierpliwością na wywiady z Caesarem zamiast się ich bać.
Crize szybko kończy, ale zdąża posłać Peecie całusa na szczęście. Uśmiecha się do wszystkich, którzy ją komplementują, a potem zwraca się do mnie. Uśmiech znika z jej twarzy tak samo jak przyjazne nastawienie. Patrzy na mnie ze złością, a ja unoszę brwi z zaskoczeniem.
- To było zabawne - mówi z sarkazmem. - Nie mogłaś zagrać jednej z tych swoich uroczych wersji ciebie, co?
- Próbowałam, ale jakoś nie chciałaś mi tego ułatwić - mówię rozzłoszczona. - Radzę, abyś następnym razem wykonała swoją pracę jak należy.
Crize wygląda na obrażoną.
- Nie wiem co on w tobie widzi.
- Jeśli masz na myśli mojego chłopaka - mówię złośliwie - to cieszę się, że nie rozumiesz.
- Nie bądź taka zadowolona z siebie. Może gdy wygra zechce być moim chłopakiem - odpowiada. - Oszczędzałam na Finnicka Odaira, ale sądzę, że wystarczy mi na Peetę, gdy wejdzie na rynek.
Czerwień zasnuwa moje pole widzenia i czuję jak gniew przejmuje nade mną kontrolę. Następną rzeczą jakiej jestem świadoma to jak stoję nad Crize, która wrzeszczy coś o złamanym nosie. Moja dłoń płonie. Wszyscy wokół wariują. Zastanawiam się, co się właśnie zdarzyło.
Effie natychmiast znajduje się u mego boku.
- Katniss? Co się stało? Dlaczego to zrobiłaś? Och mój...! Twoja dłoń krwawi!
Podnoszę dłoń by ją dokładnie obejrzeć i widzę duże rozcięcie na niej.
- Masz rację.
Zmusza mnie bym usiadła na krześle, które zajmowałam wcześniej. Lubię to krzesło, jest wyściełane.
- Zawołam Haymitcha - mówi Effie. - Może on będzie wiedział, co się z tobą stało.
- Okej - mówię i Effie wychodzi, a ja patrzę jak Strażnicy Pokoju wyprowadzają Crize z pokoju. Ona także krwawi. Co za dziwny zbieg okoliczności.
Gdy czekam z pokoju całkiem sama, wracają do mnie urywki wspomnień. Gdy ktoś klęka przede mną, pamiętam już wszystko.
Finnick unosi mój podbródek i spogląda mi w oczy.
- Haymitch musiał zostać na mentorskim stanowisku na wszelki wypadek, więc zamiast niego ja przyszedłem. Wszystko w porządku?
Słabo potrząsam głową i pokazuję mu moją dłoń.
- To boli.
- Może być złamana - mówi mi, ale wydaje się nie przejmować zbytnio moją dłonią. - Będziemy potrzebować do tego lekarza.
- Okej.
Delikatnie głaszcze moją dłoń i znów spogląda mi w oczy.
- Co się tutaj stało, Katniss?
- Uderzyłam ją - przyznaję cicho.
- To wiem - mówi Finnick. - Mniej więcej tyle Effie była nam w stanie powiedzieć. Chcę wiedzieć, dlaczego ją uderzyłaś.
- Dała mi do zrozumienia, że jeśli Peeta wygra Głodowe Igrzyska, to zamierza go kupić - mówię i czuję jak rośnie mi gula w gardle na samą myśl o tym.
- Och, mała wiewiórko - wzdycha. - Zwycięzcy są drodzy. Szczerze wątpię by miała wystarczająco dużo pieniędzy by ją było stać na jednego.
- Oszczędzała na ciebie - wyrzucam z siebie. - Kiedy to powiedziała... Ja nie wiem... Po prostu straciłam panowanie nad sobą.
Finnick wygląda jakby zaniemówił i nie dziwię mu się. Nie ma nic co mógłby powiedzieć i co sprawiłoby, że poczułabym się lepiej i co nie byłoby jednocześnie całkowitym kłamstwem. Zdrową dłonią dotykam jego ręki i ściskam.
- Wydarzyło się coś ciekawego? - pytam. Z powodu wywiadu i przygotowań do niego nie miałam zbytnio okazji by sprawdzić co się dziś wydarzyło.
Finnick uśmiecha się.
- Peeta ma się dobrze. Spędził ranek na zakamuflowaniu Rue, więc zbadał okolicę by znaleźć lepszą kryjówkę. Jest w tym niesamowity, dziewczynki całkowicie nie widać.
- Przepraszam, że to przegapiłam - mówię i krzywię się, gdy poruszam zranioną dłonią.
- Sama zapewniłaś sobie rozrywkę - mówi Finnick gdy para Strażników Pokoju wchodzi do pomieszczenia.
- Proszę z nami, panno Everdeen - mówi do mnie starszy z nich.
- Mogę zapytać o co chodzi? - pyta Finnick i jednocześnie tak manewruje ciałem, że staje pomiędzy mną i Strażnikami Pokoju.
- Eskortujemy pannę Everdeen do lekarza - odpowiada starszy, a młodszy cały czas stoi cicho.
Finnick kiwa głową i pomaga mi wstać z krzesła.
- To świetnie, ponieważ potrzebuje medycznej opieki. Nie macie nic przeciwko, abym jej towarzyszył, prawda?
Strażnicy Pokoju wymieniają spojrzenia. Nie ulega wątpliwości, że Finnick nie został uwzględniony w ich rozkazach. Młodszy w końcu mówi:
- Nie, to nie powinien być problem, jeśli chce pan z nią iść.
- Dobrze - mówi Finnick, biorąc mnie za ramię i przyciągając mnie blisko do siebie. - Możemy iść? To cięcie wygląda paskudnie.
Strażnicy Pokoju kiwają głowami i prowadzą Finnicka i mnie do małej kliniki medycznej na drugim piętrze. Prawdopodobnie złamałam Crize nos, więc jestem zaskoczona, że nie ma jej w klinice.
Strażnicy Pokoju i Finnick stają u mego boku, gdy ogląda mnie jeden z lekarzy. Po krótkim badaniu, doktor mówi:
- Dobra wiadomość jest taka, że jej nie złamałaś. Zła, że nie podoba mi się to rozcięcie.
Mi także się nie podoba i przeklinam Crize i jej usta całe w biżuterii.
- Co to znaczy?
- Nie martw się, szybko się pozszywamy. - Klepie mnie po ramieniu. - Pielęgniarka!
Zanim zdążam cokolwiek powiedzieć, czuję igłę wbijającą się w moje ramię i tracę przytomność.
Gdy budzę się ponownie dopada mnie uczucie, że minęło kilka godzin. Pulsowanie z mojej głowie zniknęło, zostało tylko tępe uczucie bólu. Czuję jakby mój język owinięty był w bawełnę i staram się usiąść. W tym momencie zauważam, że jestem w nieznanym mi pokoju i nie jestem sama.
- W końcu postanowiłaś się obudzić - odzywa się ktoś, a moje ciało sztywnieje, gdy rozpoznaję ten głos.
- Prezydent Snow - mówię zachrypniętym głosem. - Przepraszam, że kazałam panu czekać. Z całą pewnością nie zamierzałam.
- Pielęgniarka dała ci większą dawkę niż normalnie z powodu twojego statusu - informuje mnie Snow. - Założyła, że jako zwyciężczyni masz większą tolerancję niż inni.
Wiem dokąd zmierza. Większość zwycięzców ma jedno lub dwa uzależnienia, które pomagają im przetrwać dzień, dlatego normalna dawka na nich nie działa. Jestem rzadkim okazem, który nie jest uzależniony. Ale oczywiście, wciąż jestem młoda i czeka mnie jeszcze dużo martwych trybutów i koszmarów, które mogą to zmienić.
- To zrozumiałe - mówię, zachowując mój niepokój dla siebie. - Ale zakładam, że nie o tym chciał pan ze mną rozmawiać.
- Masz rację, nie o tym chciałem z tobą rozmawiać. - Przysuwa krzesło do kanapy, na której leżę i czuję jeszcze silniejsze mdłości, gdy dociera do mnie przytłaczający zapach krwi i róż, które wszędzie towarzyszą Snowowi. - Chciałem przedyskutować twoje zachowanie podczas wywiadu dzisiejszego ranka.
- Przykro mi, że ją uderzyłam - mówię, spoglądając w dół i starając się oddychać przez nos, bo nie chcę zwymiotować.
- Wątpię - mówi Snow. - Ale nieważne, mogła się tego spodziewać po tym co ci powiedziała.
Mrugam oczami, myśląc, że źle zrozumiałam.
- Nie rozumiem. Jest pan na mnie zły czy nie?
- Cóż, wolę gdy zwycięzcy zachowują się bardziej cywilizowanie - zaczyna - ale nie mogę cię winić za twoje zachowanie, nawet jeśli to była przesadna reakcja z twojej strony.
Nie mogę się powstrzymać i mówię:
- Przepraszam, ale nie sądzę by to była przesadna reakcja.
- Pani Gold nigdy nie kupi pana Mellarka. Nawet z jej oszczędnościami będzie poza jej zasięgiem. Cały kraj jest w nim zakochany.
- Wiem o tym.
- Jego działania na arenie uczyniły go jeszcze bardziej popularnym. Z powodu przytłaczającego popytu na niego, pan Mellark w istocie będzie bardzo drogi - mówi Snow, a ja przypominam sobie, że nie mogę uderzyć prezydenta w twarz. - Ale to całkowicie nieistotne nawet jeśli pan Mellark zostanie zwycięzcą. Nie zostanie w ten sposób zaoferowany.
- Nie? - Nawet jeśli jest w tym haczyk, wzdycham z ulgą.
- Nie, ale nie jestem jeszcze gotowy by ci powiedzieć dlaczego, panno Everdeen - mówi Snow i moja ulga jest całkowicie zastąpiona strachem. - Chyba wybaczysz mi, że chcę uczynić z tego niespodziankę, prawda?
- Oczywiście, proszę pana - mówię najbardziej przyjaźnie jak mogę i cały czas mam nadzieję, że cokolwiek Snow zaplanował nie jest gorsze od sprzedania Peety dla przyjemności bogatych obywateli Kapitolu.
- Cieszę się. Jak się czujesz, panno Everdeen? - pyta Snow, a ja znów jestem zaskoczona tym jak bez wysiłku udaje ludzkie uczucia takie jak troska.
- Trochę kręci mi się w głowie, ale będzie dobrze.
- Odeskortować cię na twoje mentorskie stanowisko? Strażnicy Pokoju mogą odprowadzić cię do pokoju - oferuje i musi wiedzieć jak bardzo tego nie chcę.
- Nie, dziękuję - próbuję brzmieć najbardziej wdzięcznie jak potrafię. - Trafię sama.
- Jeśli jesteś tego pewna - mówi - możesz iść. Ale na twoim miejscu uważałbym na temperament, panno Everdeen. Nie czuję potrzeby sprzątania po tobie bałaganu za każdym razem gdy ktoś powie coś z czym się nie zgadzasz.
Tylko kiwam głową w odpowiedzi i zmuszam się do wstania i wyjścia z prezydenckich kwater. Idę w stronę mentorskiego stanowiska. Szybko zdaję sobie sprawę, że przeceniłam swoje siły. Ale w jakiś sposób przezwyciężam zawroty głowy i słabe nogi.
Gdy wchodzę do pokoju, cała trójka wzdycha z ulgą. Nogi się pode mną uginają i Finnick pomaga położyć mi się na kanapie.
- Jak bardzo Snow był niezadowolony? - pyta Haymitch.
- Dziwnie spokojnie zaakceptował tę całą sytuację - mówię. - Choć kazał mi uważać na mój temperament.
- Dobrze słyszeć, że był bardziej wyrozumiały w stosunku do ciebie niż do niej - mówi Johanna, sadowiąc się na swoim siedzeniu.
- Jo! - wykrzykuje Finnick. - Myślałem, że uzgodniliśmy, że nie będziemy o tym wspominać Katniss.
Johanna wzrusza ramionami.
- Ty i Haymitch uzgodniliście. Nikt mnie nie pytał o opinię. Poza tym sądzę, że ma prawo wiedzieć, co się stało.
- A co się stało?
Finnick i Haymitch milczą, więc odzywa się Johanna.
- Kobieta, którą uderzyłaś? Plotka głosi, że Snow nie był zbyt zadowolony ze sposobu w jaki przeprowadziła z tobą wywiad i w tej chwili jest za to karana.
Zakrywam dłonią usta.
- Co masz na myśli, mówiąc karana? Co się z nią stanie?
- Postawiłabym na... - Johanna udaje, że obcina sobie język. - Poza tym nie sądzę, żebyś była z tego powodu niezadowolona. Po tym co usłyszałam, to raczej na to zasłużyła.
Czuję się jakby ktoś uderzył mnie z żołądek. Ponieważ znów jestem bezpośrednio odpowiedzialna za czyjeś tortury lub/i śmierć. Choć z całą pewnością nie lubię Crize, to jednak nic co zrobiła nie usprawiedliwia tego, co prawdopodobnie jej zrobili.
Johanna wydaje się być całkiem nieświadoma moich wewnętrznych rozterek i mówi:
- Poza tym, wcześniej pokazali twój wywiad i byłaś do kitu.
