Finnick strofuje Johannę za bycie dla mnie zbyt ostrą a propos mojego wywiadu, a ja staram się odsunąć od siebie poczucie winy, wiedząc, że jestem odpowiedzialna za cokolwiek przez co Crize przechodzi. Z całą pewnością nie lubię tej kobiety, ale to nie zmienia faktu, że nie chcę by została okaleczona. Próbuję tego nie rozpamiętywać, gdy coś na ekranie przykuwa moją uwagę.

- Hej! Od kiedy Rue czuje się lepiej? - pytam, bo widzę jak mała dziewczynka z Jedenastego Dystryktu idzie obok Peety.

- W końcu wróciła do świata żywych kilka godzin temu - mówi Johanna. - Jest bystrym małym czymś. Najwyraźniej zauważyła kilka gniazd os gończych i zebrała jakieś liście, które mogą pomóc w razie użądlenia.

- Szkoda, że nie zdążyła powiedzieć tego Peecie zanim halucynacje się zaczęły - mówi Haymitch. - Mogła skrócić swoje cierpienia.

- Gdy tylko opuchnięcie zeszło, natychmiast zjadła wszystko cokolwiek Peeta jej podał - mówi Johanna. - Patrząc na nią przypomniałam sobie ciebie.

- Chyba masz na myśli siebie - pyskuję, nie chcąc, żeby dzisiaj się ze mną droczyła. - Czyżbyś zapomniała jak na imprezie u Ply'a zjadłaś całe ciasto zanim ktokolwiek inny choć spróbował?

Johanna patrzy na mnie.

- Myślałam, że postanowiłyśmy o tym nie rozmawiać.

- Naprawdę? - pytam, przybierając najbardziej niewinną minę. - Musiałam zapomnieć. Zastanawiam się, czego jeszcze nie powinnam wspominać.

- Och, zamknij się - mamrocze, zapadając się na krześle.

Zadowolona z siebie, posyłam jej spojrzenie, którego nawet nie zauważa i przenoszę swoją uwagę na ekrany. Cato i Marvel wciąż są pogrążeni w halucynacjach, a Misu jest na granicy swojej wytrzymałości.

- Misu nie jest zbyt szczęśliwa, co? - pytam Haymitcha.

- Ani trochę - mówi. - Teraz już się trochę uspokoiła. Wcześniej zaczęła rzucać zapasami po całym obozie i w ogóle wszystkim, co jej wpadło w ręce.

- To było zabawne - mówi Finnick, chichocząc. - Zwłaszcza, że cały czas gadała o tobie.

- A co o mnie mówiła?

- Wyzywała cię od czego tylko możliwe - mówi Johanna. - Wymieniła także, ze wszystkimi detalami, to co uważa za twoje wady. Zwróciła moją uwagę dopiero przy krzywych uszach.

- Nie są krzywe! - twierdzę, dotykając uszu. Cała trójka się ze mnie śmieje. - To nie jest zabawne. Co jeszcze o mnie mówiła?

- Krzyczała o tym, jaki to Gale był głupi, że się w tobie zakochał, a ty sprowadziłaś na niego śmierć - mówi Haymitch, tym razem całkiem serio. - A ty nie zasłużyłaś na niego ani na Peetę, ani na kogokolwiek innego.

- I oczywiście było dużo "nienawidzę Katniss" - dodaje Finnick. - Doliczyłem do pięćdziesięciu siedmiu zanim mi się znudziło i przestałem liczyć.

- Rany, ona naprawdę cię nienawidzi - mówi Johanna, a ja zwężam oczy, patrząc na nią. - Nie patrz tak na mnie. Po prostu nazywam to, co widzę. I nie winię jej skoro ukradłaś jej chłopaka, którego kochała.

- Nie ukradłam jej Gale'a - kłócę się. - Był moim przyjacielem i partnerem do polowań. Nie winię go, że nie był nią zainteresowany. Zresztą nieważne, zostawmy to.

- Okej - mówi neutralnie Johanna. Milczymy przez kilka minut.

- Więc gdzie w ogóle zmierzają Peeta i Rue? - pytam, chcąc przełamać ciszę.

- Peeta znalazł jaskinię nieco trochę w górę strumienia - mówi Haymitch. - Pomyślał, że tam będą bezpieczniejsi.

- Och. - Posyłam Haymitchowi spojrzenie. - Ja jestem wypoczęta po mojej drzemce spowodowanej lekami. Teraz ty możesz iść odpocząć.

- Myślę, że tak zrobimy - mówi Haymitch i wstaje. - Ty też powinieneś odpocząć, Finnick. Nie spałeś ostatnio wiele.

Johanna odwraca się do niego z krzywym uśmiechem.

- Wiesz co? Słyszałam, że brak snu powoduje zmarszczki.

- Dobra, dobra - mówi Finnick. - Pójdę do łóżka jeśli wy, moje panie, jesteście pewne, że jakoś poradzicie sobie beze mnie.

- Będzie ciężko - mówi Johanna. - Ale będziemy się wzajemnie wspierać.

Finnick i Haymitch życzą nam dobrej nocy i wychodzą, a ja zostaję sama z Johanną.

- Jeśli zastanawiasz się, co się stało z marynarką Peety, to jest tutaj - mówi Johanna, podając mi ją. - Finnick ją przyniósł, gdy Strażnicy Pokoju zabrali cię nieprzytomną do kwater Snowa.

- Szczerze mówiąc, to całkowicie o niej zapomniałam. Cieszę się, że Finnick ją przyniósł - mówię. - Muszę mu jutro podziękować.

- Czyli marynarka Peety nie była twoim największym zmartwieniem po spotkaniu z prezydentem Snowem? - pyta Johanna, drocząc się ze mną. - Co za okropna z ciebie dziewczyna.

- Za to chyba wywalą mnie z jego fanclubu - mówię.

- Nie wątpię w to. Ale pamiętaj, zawsze możesz dołączyć do fanclubu Finnicka - przypomina mi.

- To prawda - mówię. - Dziękuję, Johanna. Zawsze dostrzegasz jasną stronę każdej sytuacji.

- Pani Optymistka to ja - mówi. Po chwili marszczy brwi. - Spotkania ze Snowem zawsze są do kitu, co?

- Tak.

Powiedziałyśmy już wszystko, wiec siedzimy w ciszy i obserwujemy Peetą i Rue. W końcu dotarli do jaskini. W ciemnościach trudno zauważyć wejście do środka, ale Peeta znajduje je bez problemu i pomaga Rue wejść do środka.

Peeta wyciąga śpiwór z plecaka, a Rue siada obok Peety i przygląda mu się z zamyśleniem.

- Peeta?

Chłopak spogląda na nią.

- Tak, Rue?

Dziewczynka wygląda na niepewną.

- Chcę, żebyś wiedział, że jestem ci bardzo wdzięczna za uratowanie mnie.

Peeta uśmiecha się.

- Już mi dziękowałaś, pamiętasz? Ale i tak sądzę, że nic nie zrobiłem.

- Zrobiłeś! - wykrzykuje Rue. - Nie mówię o osach gończych, tylko o tym jak zabiłeś tę dziewczynkę z Drugiego Dystryktu przy Rogu Obfitości.

- Szczerze mówiąc, to jej nie zabiłem - mówi. - Wiem kto to zrobił, ale to nie byłem ja.

Rue kiwa głową.

- W porządku. Ale nie rozumiem, dlaczego ryzykowałeś swoje życie, dwa razy, by mi pomóc.

- Cóż... Tak naprawdę, to przypominasz mi pewną wyjątkową dziewczynkę z Dwunastego Dystryktu - mówi Peeta.

- Naprawdę? - pyta Rue. - To twoja siostra?

- Nie, nie jestem z nią spokrewniony - mówi, potrząsając głową. - Tak właściwie, to w ogóle nie mam sióstr. Mam za to dwóch starszych braci.

- Ja mam piątkę rodzeństwa - mówi Rue z uśmiechem na ustach. - Wszyscy są ode mnie młodsi.

Peeta wypuszcza powietrze z ust.

- Piątka rodzeństwa? Więc chyba nawet nie powinienem pytać czy masz w domu choć trochę spokoju, co?

- Nie, ani chwili spokoju - śmieje się Rue.

- Tak jak u mnie - mówi. - Moi bracia doprowadzają mnie do szaleństwa, ale nawet za nimi tęsknię.

- Tęsknię za tym jak młodsza siostra przychodziła do mnie do łóżka by ze mną spać - mówi Rue i wygląda jakby się miała zaraz rozpłakać. - Chcę do domu.

- Wiem - mówi Peeta. - Idź spać, może przyśni ci się dom.

Re niepewnie spogląda na śpiwór.

- Mamy tylko jeden śpiwór. Gdzie ty będziesz spał?

- Posiedzę przy wejściu - mówi Peeta.

- Nie będzie ci zimno?

- Poradzę sobie - zapewnia Peeta. - Po prostu wejdź do śpiwora.

Rue wślizguje się do środka tak że widać tylko jej twarz. Patrzy jak Peeta siada przy ścianie.

- Peeta?

- Tak?

- Ta dziewczynka, którą ci przypominam... - zaczyna Rue, po czym przez chwilę milczy. - Jest czyjąś siostrą?

Peeta śmieje się, a ja zdaję sobie sprawę jak bardzo tęskniłam za tym dźwiękiem.

- Bystra jesteś, co? Tak, dziewczynka, którą mi przypominasz, jest siostrą Katniss.

- Opowiesz mi o niej?

- O kim? - pyta Peeta. - O Katniss czy o jej siostrze?

- O którejkolwiek albo o obu.

- Ma na imię Primrose, ale wszyscy wołają na nią Prim - mówi, a moje serce zaciska się, gdy słyszę z jakim uczuciem mówi o mojej siostrze. - Gdy patrzysz na nią, nigdy byś nie powiedziała, że jest siostrą Katniss. W ogóle nie są do siebie podobne z wyglądu.

- Naprawdę?

- Tak - mówi Peeta, spoglądając w dal. - Jest taka kochana, że nie można jej nie lubić. - Jest jedyną osobą, która łatwo potrafi zmusić Katniss do uśmiechu.

- A ty? - pyta Rue żartobliwym tonem, ale czuję, że mała walczy z sennością, chcąc wysłuchać tego, co Peeta ma do powiedzenia.

- Ja? Chciałbym potrafić uczynić Katniss szczęśliwą tak jak to robi jej siostra - mówi Peeta, posyłając Rue uśmiech. - Prim jest całym jej światem, dlatego tak bardzo się bałem, że Prim zostanie wylosowana podczas Dożynek. Byłem tak bardzo na tym skupiony, że chyba zapomniałem pomyśleć o sobie.

Konto Peety zaczyna piszczeć jak szalone.

W jaskini zapada cisza. Po chwili Peeta mówi:

- Moim zdaniem, moje życie za życie Prim nie było złą wymianą. Wiesz o co mi chodzi. Rue?

Nie ma żadnej odpowiedzi i Peeta znów cicho woła dziewczynkę po imieniu. Gdy nie odpowiada, do Peety dociera, że zasnęła. Peeta sadowi się wygodniej pod ścianą, uśmiecha się i mówi:

- Dobranoc, Rue. I niech przyśni ci się dom.

Szybko mrugam powiekami, chcąc odpędzić łzy, gdy słyszę jak Johanna pociąga nosem. Odwracam się do niej zaskoczona.

- Ty płaczesz? - pytam z szokiem i niedowierzaniem.

- Nie - odpowiada z drżeniem w głosie. - Nie płaczę.

- Nie kłam - mówię i patrzę na wypieki na jej policzkach. - Widzę, że płaczesz. Kto by pomyślał, że Johanna Mason jest taka wrażliwa?

- Powiedz o tym komukolwiek choć jedno słowo, a nakarmię cię moją siekierą - grozi mi Johanna. - Rozumiemy się?

Śmieję się, a Johanna niemal morduje mnie wzrokiem.

- Nie powiem nikomu. Ale sądzę, że ta strona ciebie jest trochę słodka.

W odpowiedzi na to, Johanna proponuje, co mogę ze sobą zrobić.

- Przepraszam, już przestaję - mówię i Jo wygląda na uspokojoną.

Wciąż jest jednak na mnie zła, bo za każdym razem, gdy chcę z nią porozmawiać, ignoruje mnie. Podczas tej nocy, którą przesiedziałyśmy w ciszy, dowiedziałam się co to znaczy spędzić noc z Johanną Mason, która nie jest w humorze.

Gdy wstaje słońce nad areną, Johanna decyduje się iść odpocząć, a Finnick ma ją zastąpić. Jednak Johanna po chwili wraca, rozsierdzona.

- Nie chce wstać - wyjaśnia, przechodząc przez pokój. - Idę obudzić Haymitcha.

- Powodzenia - mówię. - Zwykle muszę mieć wiadro zimnej wody. Ale zazwyczaj jest też pijany, więc teraz może pójdzie ci łatwiej. Uważaj na nóż.

Johanna zatrzymuje się pod drzwiami pokoju wypoczynkowego, w którym jest Haymitch i wzdycha.

- Tracę tylko mój czas, prawda? Powinnam usiąść i czekać, aż sami się obudzą.

- To bym sugerowała - mówię.

Johanna jęczy, ale siada obok mnie i w ciszy obserwujemy ekrany. Zwracając uwagę na zawodowców, zauważam, że Marvel i Cato czują się już lepiej.

- Chłopacy z Jedynki i Dwójki mają się lepiej - mówię Johannie. - Niedługo się pewnie obudzą.

- Obecność Cato sprawi nam radość - mówi sarkastycznie Johanna, a ja jestem szczęśliwa, że już mnie nie ignoruje. - Nie chciałabym być teraz w skórze Misu.

- Zwłaszcza, że obóz jest w takim stanie - mówię, bo Misu nie posprzątała po swojej wczorajszej scenie.

- Może będziesz miała szczęście i Cato ją za to zabije.

- Wątpię czy jestem aż taką szczęściarą - mówię.

Cato w końcu wychodzi z namiotu. Na jego twarzy widnieje gniew, gdy rozgląda się po obozie.

- Co się tutaj stało!? - krzyczy Cato, wywabiając Marvela z namiotu i Misu ze swojego śpiwora. Cato patrzy na nią. - Ty! Ty to zrobiłaś?

Misu patrzy na niego chłodno.

- Oczywiście, że nie ja. Ty to zrobiłeś.

- Nieprawda - mówi Cato, ale nawet ja słyszę jak niepewnie to brzmi.

- Owszem - mówi i brzmi to całkiem szczerze. - Zrobiłeś to podczas jednego z tych swoich dziwnych ataków.

- To nie wyjaśnia dlaczego nie posprzątałaś - mówi Marvel i zastanawiam się czy wierzy Misu.

- Byłam zajęta upewnianiem się, że nie utopicie się w jeziorze - odpowiada ostro.

- Po prostu posprzątajmy i skończmy z tym - mówi rozzłoszczony Cato.

We trójkę zabierają się do pracy i po jakimś czasie doprowadzają obóz do porządku. Potem siadają do śniadania.

- Muszę coś zabić - mówi Cato, kończąc jabłko. - Na jak długo odleciałem?

Misu marszczy brwi, koncentrując się.

- Prawie dwa dni, chyba. Czas płynie tu tak wolno. Czuję się jakby upłynęło więcej.

- Dwa dni? - powtarza Cato. Spogląda ze złością na Marvela. - Straciliśmy całe dwa dni z powodu tego!

- Dlaczego na mnie krzyczysz? - pyta Marvel. - Nie jestem za to odpowiedzialny, dobrze o tym wiesz.

- To twoja partnerka zrzuciła na nas to gniazdo - mówi oskarżająco Cato.

- I z tego powodu zginęła - przypomina mu Marvel. - Wciąż nie rozumiem co to ma wspólnego ze mną.

- Musimy być bardziej ostrożni - mówi Cato i spogląda na Misu. Marvel przewraca oczami za plecami Cato. - Czy zginął ktoś odkąd...?

- Nie, dziewczyny zginęły jako ostatnie - mówi Misu. - Nawet ta mała dziewczynka z Jedenastki najwyraźniej przeżyła.

- Nie na długo - obiecuje Cato. - Więc kto zostaje i pilnuje obozu?

Marvel i Misu wymieniają spojrzenia zanim zaczynają mówić jednocześnie. Trudno zrozumieć co mówią i Cato w końcu podnosi prawą rękę i każe im się zamknąć.

Chłopak go słucha, ale dziewczyna wykorzystuje okazję.

- Utknęłam w tym nudnym małym obozie na dwa dni, opiekując się waszą dwójką idiotów. Nie ma mowy, że znów mnie tu zostawicie.

- Cato, jestem bardziej użyteczny niż ona - wcina się Marvel. - Wolisz, żeby kto krył twoje plecy, ja czy ona?

Misu próbuje uwieść Cato, łapiąc go za rękę i przyciskając jego dłoń do swoich ust.

- Cato, proszę, nie zostawiaj mnie tutaj samej. Nie zniosę tego.

Marvel, czując, że prawdopodobnie traci swoją przewagę, mówi:

- Nie wiem czy w ogóle musimy zostawiać kogoś tutaj. Nikt nie przyjdzie do obozu zawodowców. Rozpalmy ognisko, a reszta uzna, że ktoś tu jest.

Cato zastanawia się nad tym.

- Myślisz, że to zadziała?

- Jeśli ktoś miałby odważyć się przyjść i nas zaatakować, to nie sądzisz, że już by to zrobił? - uzasadnia Marvel. - Pomyśl o tym kto został. Myślisz, że którekolwiek z nich spróbuje?

- Masz rację - mówi Cato, kiwając głową. - Rozpalmy ogień, a potem chodźmy na polowanie.

Gdy we trójkę rozpalają ognisko, ja spoglądam na inny ekran, patrząc jak Rue wychodzi ze śpiwora. Cicho podchodzi do Peety, który zasnął w środku nocy, oparty o ścianę.

Delikatnie dotyka jego ramienia, a Peeta aż podskakuje. Rozgląda się wokół całkowicie zagubiony, ale gdy zauważa Rue, odpręża się.

- Chyba zasnąłem - mówi, wglądając na lekko skołowanego. - Wygląda na to, że nie jestem zbyt dobrym wartownikiem.

- Byłeś zmęczony i nie winię się za to - mówi czule. Burczy jej w brzuchu, a Rue opuszcza głowę, zażenowana.

- Chyba zgłodniałaś - mówi Peeta.

- Odrobinę - przyznaje.

- Pójdę złapać jakąś rybę - mówi, wstając i przeciągając się. Pakuje śpiwór do plecaka. - Jak ci się spało?

- Dobrze - odpowiada. - Dzięki.

Rue łapie swój mały plecak i wychodzi za Peetą z jaskini. Gdy docierają do strumienia, Peeta marszczy brwi. Rue to zauważa.

- Co się stało?

- Tu nie ma żadnych ryb - mówi, przyglądając się strumieniowi. - Wczoraj jeszcze były.

- Może powinniśmy zejść w dół strumienia?

- Może - zgadza się Peeta, ale brzmi sceptycznie. We dwójkę ruszają w dół strumienia.

- Okej, co straciłem? - pyta Haymitch, przychodząc kilka minut później. Siada na krześle, wyglądając na jeszcze bardziej zmęczonego niż wczoraj zanim poszedł spać.

- Katniss ci opowie, a ja pójdę się zdrzemnąć - mówi Johanna, wstając i kierując się do zwolnionego pokoju wypoczynkowego.

Opowiadam Haymitchowi o tym jak Misu i zawodowcy wybrali się na poszukiwanie ofiar, zostawiając obóz strzeżony przez ognisko. Mówię o tym, jak to strumień został opuszczony przez ryby.

- To niedobrze - mówi Haymitch, marszcząc brwi. - To było solidne źródło pożywienia dla Peety.

Finnick dołącza do nas po tym jak Rue i Peeta zdążyli przejść już kawał drogi wzdłuż strumienia.

- Co oni robią? - pyta Finnick, biorąc jeden z owoców leżących na moim talerzu, które zamówiłam na śniadanie.

- Szukają ryb - mówię, odpychając jego dłoń. - Sądzimy, że Organizatorzy je zabrali.

- Na całe szczęście - mówi Finnick, a ja patrzę na niego. - No co? Twój chłopak ma wiele talentów, ale łowienie ryb nie jest jednym z nich. Gdy patrzyłem jak próbuje coś złowić, to myślałem, że mnie szlag trafi.

W końcu Peeta zatrzymuje się.

- Chyba możemy stwierdzić, że w tym strumieniu nie ma ryb.

- Chyba masz rację - mówi Rue. - Ale nic się nie stało. Nie przepadam zbytnio za rybami.

- To chyba dlatego, że nie jestem zbyt dobrym kucharzem - mówi Peeta. - W Kapitolu zjadłem kilka dań z ryb, które były naprawdę smaczne.

- Chyba - mówi Rue. - Zobacz! Jagody!

Odciąga Peetę od strumienia w stronę dużego krzaka z fioletowo - niebieskimi jagodami. Zrywa kilka z nich i wrzuca sobie do ust. Peeta uśmiecha się i też zjada kilka jagód.

- Dobre są - mówi z pełnymi ustami.

- Tak - zgadza się Rue. - Lepsze niż ryby, co?

- Trochę - przyznaje Peeta, a Finnick prycha.

- Szkoda, że nie mamy tyle jedzenia co zawodowcy - mówi nostalgicznie Rue. - Byłoby miło nie martwić się o jedzenie.

Peeta zwęża oczy.

- To niesprawiedliwe, że zawodowcy mają taką przewagę.

Rue wzrusza ramionami.

- Też tak sądzę. Ale tak jest co roku.

Peeta potrząsa głową.

- Nie każdego roku. W tym roku, w którym wygrała Katniss, obsunęła się ziemia i zniszczyła zapasy zawodowców. Byli kompletnie nieuzbrojeni i pozbawieni zapasów.

- Więc szkoda, że ten ogień nie zbliżył się do ich obozu - mówi Rue.

- Szkoda - zgadza się Peeta. - Ale być może możemy naprawić to małe niedopatrzenie.

- Nie rozumiem.

Peeta zrywa jeszcze kilka jagód i przeżuwa je powoli, myśląc intensywnie.

- Może zawodowcy mieli zbyt łatwo jak do tej pory.

Rue śmieje się.

- Wyszli cało z pożaru i os gończych.

- Więc może pójdziemy do ich obozu i wyrównamy nieco szanse - mówi.

- A co z zawodowcami? Jeśli nas złapią, to nas zabiją!

- Zostali tylko we trójkę, o ile wciąż jest z nimi Misu - mówi Peeta. - Myślę, że możemy to zrobić, ale jeśli tylko ty się na to piszesz.

- Więc zróbmy to - mówi podekscytowana Rue. Peeta uśmiecha się.

- Więc powiedz mi wszystko, co wiesz o ich obozie.