Misu patrzy na Cato, który stoi nad ciałem Marvela. Spogląda na zwęglone, ciągle dymiące resztki czegoś, co było wcześniej ich zapasami. Ostrożnie podchodzi do chłopaka.
- Cato? - woła cicho i zatrzymuje się niedaleko chłopaka. - Co się tutaj stało?
Cato odwraca się z furią w oczach.
- A na co to wygląda? Ktoś przyszedł do naszego obozu i zniszczył wszystko co mieliśmy!
- Okej - mówi, kiwając wolno głową. Podchodzi i trąca zwłoki Marvela nogą. - A co z nim?
- To przez niego to wszystko się stało - warczy, zwijając dłonie w pięści. - To on był tak pewien, że możemy zostawić nasze zapasy bez opieki. Zaufałem mu i teraz mamy to, co mamy!
Misu delikatnie kładzie dłoń na jego ramieniu.
- Chodź, Cato. Musimy stąd iść, żeby mogli zabrać jego ciało.
Cato kopie zwłoki i rozlega się chrzęst, gdy jego stopa spotyka się z twarzą martwego chłopaka. Kopie go jeszcze kilka razy zanim Misu udaje się go odciągnąć. Jednak Cato wykręca się z jej uścisku, wraca i pluje na zwłoki.
- Gloss nie będzie zbyt zadowolony i współczuję Brutusowi - mówi Johanna i zgadzam się z nią, wiedząc, że mentor z Pierwszego Dystryktu odbiera ataki na swoich trybutów osobiście. Zawsze uważałam to za dziwne, zwłaszcza, że tak słabo zależy mu na swoich trybutach.
- Miejmy nadzieję, że nie dopadnie Brutusa, gdy ten będzie pijany, bo będziemy mieli powtórkę - mówi Haymitch, nawiązując do incydentu sprzed kilku lat. Wtedy Brutus już dawno przekroczył swój normalny, tolerowany przez niego, poziom alkoholu we krwi i najwyraźniej dotknął niewłaściwie Cashmere. Gdy Gloss się o tym dowiedział, była mała, paskudna bójka pomiędzy dwoma zwycięzcami, z których oboje skończyli poważnie ranni i spędzili trochę czasu w szpitalu.
Nie znam szczegółów, ale Finnick powiedział, że oboje zostali poważnie ukarani za swoje zachowanie. Tak jak Snow powiedział mi jakiś czas temu, lubi gdy zwycięzcy zachowują się cywilizowanie.
Nie chcę myśleć o prezydencie i jego groźbach, więc skupiam swoją uwagę na Peecie i Rue. Są w szoku, patrząc na to, co się stało, gdy oni sami, schowani są w zaroślach na brzegu lasu. Peeta bierze Rue za rękę i ciągnie ją za sobą w las, z daleka od jeziora. Rue biegnie za wolno, więc Peeta bierze ją na ręce, chcąc szybko się stamtąd wydostać.
W tym czasie Cato i Misu patrzą jak poduszkowiec nadlatuje i zabiera ciało Marvela. Gdy znika między chmurami, Cato znów traci nad sobą kontrolę i zaciska pięści.
Misu wygląda jakby miała dość i zaczyna się bawić nożem przymocowanym do jej paska.
- Cato?
Ton jej głosu uspokaja go na tyle by zaczął zachowywać się jak człowiek. Jednak nadal jest wściekły i krzyczy:
- Ktokolwiek to zrobił, zapłaci za to!
- Jak myślisz, kto jest za to odpowiedzialny? - pyta Misu, puszczając nóż, ale wciąż trzymając rękę w pogotowiu.
- Bystra jest - mówi sarkastycznie Johanna. - Zmusiła go do skoncentrowania się. A co jeśli znów się rozzłości? Przecież nie ma powodu myśleć, że zabije swojego sojusznika...
Uśmiecham się, ale nic nie mówię, nie chcąc stracić reakcji Cato, który zdołał odzyskać nieco kontroli i rozgląda się uważnie po arenie.
- Ktokolwiek to był, jest mądry.
- To wyklucza chłopaka z Jedenastki - mówi Misu. - Osiłki zwykle nie są zbyt mądre.
Moim zdaniem był to komentarz pod adresem Cato, ale on najwidoczniej tego nie dostrzega. Więc chyba coś jest w słowach Misu.
- I jest na tyle odważny by ryzykować wejście do naszego obozu - mówi Cato i znów zaciska dłonie w pięści. - Myślę, że możemy wykluczyć dziewczynkę z Jedenastki. Sądzę, że ona trzyma się od nas tak daleko, jak to tylko możliwe.
- Zgadzam się - mówi Misu. - A ta druga dziewczyna?
- Ciągle zapominam, że została się jeszcze jedna dziewczyna. Z którego jest dystryktu? - pyta Cato, a Misu wzrusza ramionami. - Ale to nieważne, bo wiem kto to zrobił.
- Został nam tylko Peeta, więc chyba wiem o kim mówisz - odpowiada Misu, a ja nie mogę odszyfrować tonu jej głosu.
- Nie myślisz, że to on?
- Tego nie powiedziałam - mówi. - Myślę, że to on. Rozpalanie ognia przychodzi mu naturalnie, a przynajmniej tak powiedział instruktor na treningu. Peeta powiedział, że dużo ćwiczył, pracując w piekarni ojca.
- Więc wiedziałaś, że on to zrobił?
- Nie wiem skąd ci się to wzięło - odpowiada Misu i robi krok do tyłu. - Tak szczerze, to jestem zaskoczona, że odważył się na coś takiego.
Cato patrzy na nią.
- Zaimponował ci czy coś?
- Może odrobinę - mówi. - Ale nie tak jak sądzisz. Zaimponował mi swoją głupotą. Być może uznałam go za zbyt bystrego, skoro sądził, że rozzłoszczenie ciebie będzie dobrym pomysłem.
Cato pociera swój kark.
- Niech kochaś lepiej uważa, bo idę po niego.
- Powinniśmy stąd iść - mówi Misu. - Nie ma sensu tkwić tutaj, gdy wszystko jest zniszczone.
Nagle Cato zaczyna głośno przeklinać.
- Co znowu? - pyta Misu bez odrobiny cierpliwości w głosie.
- Zapomniałem zabrać jego rzeczy zanim zabrali jego ciało - mówi ze złością. - Miał oszczep i groty.
- I wodę - wzdycha Misu i sama zaczyna przeklinać. - Co teraz zrobimy?
W tym momencie pojawia się srebrny spadochron i ląduje przed Cato. Chłopak uśmiecha się, widząc butelkę wody wysłaną przez swojego mentora. Pojawia się drugi srebrny spadochron, najwyraźniej przeznaczony dla Misu. Dziewczyna podnosi go i uśmiecha się na widok własnej butelki wody.
Spoglądam na Haymitcha, który potwierdza, że wysłał Misu wodę. Odsuwam od siebie uczucie zdrady, wiedząc, że po prostu wykonuje swoją pracę. Sprawdzam konto Misu i okazuje się, że jest prawie puste. O ile nie zrobi nic spektakularnego, to nie będzie nas stać na to, by jej pomóc następnym razem.
Misu i Cato podejmują wędrówkę ścieżką, na której znaleźli kiedyś Rue. Przenoszę swoją uwagę na mojego drugiego trybuta, który zwolnił, ale nie zatrzymał się jeszcze.
Patrzę na nich przez kilka minut. Rue w końcu zaczyna się wiercić w ramionach Peety.
- Mogę teraz iść, Peeta, dziękuję.
Peeta zatrzymuje się i stawia Rue na ziemi.
- Myślę, że jesteśmy daleko i możemy przez chwilę odpocząć jeśli chcesz - mówi Peeta.
Rue kiwa głową i siada na przewróconym drzewie. Peeta siada bok niej i daje jej kawałek upieczonego mięsa i krakersy, które zabrał z zapasów zawodowców. Rue dziękuje i je.
Gdy Peeta też zaczyna jeść, Rue spogląda na niego z uśmiechem.
- Zrobiliśmy to, naprawdę to zrobiliśmy!
- Zrobiliśmy.
- Ale tak mi szkoda tego chłopaka z Pierwszego Dystryktu - mówi. - Nie wierzę, że ten chłopak z Dwójki tak po prostu go zabił.
- Rue, nie powinno ci być go szkoda - mówi Peeta bez jakiejkolwiek surowości w głosie. - Wiesz, że nie był dobrym człowiekiem. Zabiłby cię gdyby tylko miał szansę.
- Wiem - mówi Rue. - Ale zostać zabitym przez przyjaciela? Nie sądzę, że na to zasłużył.
- Wątpię by Cato i Marvel byli przyjaciółmi - mówi Peeta. - Mieli sojusz, ale sądzę, że to była czysta konieczność, ale raczej nic osobistego.
- Peeta, czy my też mamy taki sojusz?
Peeta wypuszcza głośno powietrze.
- Nie. Myślę o tobie jako o przyjaciółce, Rue.
Rue uśmiecha się szeroko, pokazując, że na taką odpowiedź liczyła.
- Ja też myślę o tobie jako o moim przyjacielu.
- Cieszę się, że to uzgodniliśmy - mówi i dzieli się z Rue swoją porcją jedzenia. - Możesz to wziąć.
- Jesteś pewien? - pyta Rue, a Peeta kiwa głową w odpowiedzi. - Dziękuję.
- Myślę, że może powinniśmy wrócić na noc do jaskini - mówi Peeta, pakując do plecaka wszystkie rzeczy, które z niego wyjął. - Wiem, że to daleko, ale czuję się tam najbezpieczniej odkąd zaczęły się Igrzyska.
- Wiem, co masz na myśli - mówi i przełyka ostatni kawałek krakersa. - Jest coś pocieszającego w byciu w miejscu, które ma tylko jedno wejście.
- Więc nie masz nic przeciwko abyśmy tam wrócili? - pyta Peeta, a Rue potrząsa przecząco głową. - Dobrze. Jeśli jesteś zmęczona, to zawsze mogę cię ponieść.
- Sądzę, że dam radę, o ile tylko będziemy trzymywać takie tempo jak wczoraj - odpowiada Rue.
- Okej - mówi Peeta i oboje ruszają w kierunku jaskini.
To długie i nudne popołudnie dla obojga moich wędrujących trybutów. Jedyny moment podekscytowania pojawia się, gdy godzinę po zachodzie słońca, Cato dostaje kolejny prezent od Brutusa. Jest to kosz piknikowy pełen chleba, mięsa i sera.
Gdy Misu sięga po kawałek mięsa, Cato uderza ją mocno w rękę.
- Co ty robisz?
Misu ignoruje pytanie i spogląda na swoją rękę.
- Za co to, do cholery, było?
- To nie twoje, tylko moje - mówi i zapycha sobie usta jedzeniem.
- Chyba żartujesz - mówi, patrząc na chłopaka z niedowierzaniem. Cato posyła jej spojrzenie, które pokazuje, że jednak nie żartuje. - Ale ja jestem głodna!
- Więc poproś swoich mentorów by coś ci wysłali - mówi i wraca do swojej mini-uczty.
Spoglądam w menu na komputerze. Ceny zdecydowanie wzrosły od dzisiejszego ranka i ta mała suma na koncie Misu nie wystarczy nawet na mały chleb.
Kiedy Misu orientuje się, że nic nie dostanie ode mnie i Haymitcha, zwraca się do Cato. W końcu, po wielu prośbach i błaganiach, Cato dzieli się z nią odrobiną jedzenia. Po posiłku decydują się zostać tam na noc i trochę się przespać.
Na lewym ekranie widzę jak Peeta i Rue docierają do strumienia w momencie, gdy rozbrzmiewa hymn. Gdy melodia dobiega końca, oboje zatrzymują się i wpatrują się w zdjęcie Marvela na niebie. Ze swoimi poważnymi minami pokazują dużo więcej szacunku niż Misu i Cato. Misu patrzy na zdjęcie z uśmiechem, a Cato całkowicie je ignoruje.
Czekam aż Rue i Peeta są bezpieczni w jaskini i idę odpocząć. Jestem wykończona i z trudem dowlekam się do łóżka. Natychmiast zasypiam, a gdy ktoś mnie budzi, czuję się jakbym w ogóle nie spała.
Mrugam oczami i widzę Johannę.
- Czy Peeta ma kłopoty? - pytam zaspanym głosem.
- Nie, ale...
- To dobrze - przerywam jej. Przewracam się na drugi bok by spać dalej.
- Katniss! - rozpaczliwie wykrzykuje Johanna. - Wstawaj.
- Co? - jęczę i przewracam się na plecy, by spojrzeć na Johannę.
- Spałaś dwanaście godzin i teraz ja muszę się przespać w łóżku, które nie śmierdzi jak Haymitch.
Dwanaście godzin? Naprawdę tak długo? Sądząc po minie Johanny, to tak. Siadam i choć moje ciało protestuje, wychodzę z ciepłego i wygodnego łóżka.
- Jest całe twoje - mówię i wychodzę z pokoju wypoczynkowego. Finnick uśmiecha się do mnie, gdy siadam obok niego. Cieszę się, że naszą wczorajszą dyskusję zostawiliśmy za sobą.
- Co się dzieje? - pytam pomiędzy ziewnięciami?
- Cato histeryzuje - mówi Finnick.
- Znowu?
Haymitch wzdycha.
- Tak, znowu.
- A o co mu chodzi tym razem? - pytam.
- Brutus nie wysłał mu śniadania mimo że Cato desperacko go potrzebuje - odpowiada Finnick.
- To dziwne - mówię, marszcząc brwi. To niepodobne do Brutusa, zazwyczaj zaspokaja wszystkie potrzeby swoich trybutów. - Myślicie, że Cato nie ma już pieniędzy na swoim koncie?
- Wątpię czy to o to chodzi - mówi Haymitch i krzywi się, patrząc jak Cato ciągnie się za włosy. Finnick uśmiecha się.
- Sądzę, że Brutus po prostu nie lubi dzieciaka, a Cato nie przyciąga swoją osobowością.
Haymitch ignoruje Finnicka i mówi do mnie:
- Poza tym, to przegapiłaś kilka interesujących zwrotów akcji.
Obawiając się najgorszego, natychmiast przenoszę swoją uwagę na ekran Peety. Ku mojej uldze Peeta wygląda na zdrowego i w niezwykle dobrym humorze idzie wzdłuż strumienia. Gdy już wiem, że jest bezpieczny, moje serce nieco uspokaja się i pytam:
- Jakie?
- Dziewczyna z Piątego Dystryktu śledzi Rue i Peetę odkąd spalili zapasy z obozie zawodowców - mówi Haymitch. - Zauważyłem to podczas wczorajszych powtórek.
- Powinnam się martwić? - pytam.
- Nie wiem - odpowiada Finnick. - Może? Znaczy, jeśli miałaby coś zrobić, to pewnie by to już zrobiła, gdy spali w nocy. To było łatwe.
- Sądzę, że czeka aż zostanie mniej trybutów na arenie zanim wykona swój ruch - mówi Haymitch. - Jest w świetnej sytuacji, ludzie cały czas o niej zapominają. A jak do tej pory, to na arenie są wciąż ludzie dużo bardziej niebezpieczni od niej. Zapamiętaj moje słowa, ona zostanie w ukryciu, aż na arenie nie zostanie dwóch czy trzech trybutów.
- Więc dlaczego śledzi Peetę i Rue? - pytam, myśląc, że Haymitch może mieć rację.
- Kto wie - mówi Finnick. - Może się nudzi i sądzi, że oni będą ciekawsi od chłopaka z Jedenastego Dystryktu?
- Thresh wciąż siedzi z tym zbożu?
- Na to wygląda. Nie pokazali go od wczorajszych obowiązkowych godzin oglądania - mówi Haymitch.
- Dlaczego miałby się stamtąd ruszać? - pyta Finnick. - Ma jedzenie, kryjówkę i nikt go tam nie ściga jak do tej pory.
- Jest duży, bystrzejszy niż Misu i Cato sądzą - mówię. - Jednak jego bezpieczeństwo czyni go nudnym, a wszyscy wiemy jak bardzo Organizatorzy nienawidzą nudnych trybutów.
- To prawda - mówi Finnick, kiwając głową. - Ma szczęście, że Cato i Peeta są tak cholernie interesujący.
Patrzę jak Peeta wędruje wzdłuż strumienia i zdaję sobie sprawę, że nie powinien być sam.
- Gdzie Rue?
- To druga rzecz, którą przegapiłaś - mówi Haymitch. - Poślizgnęła się na kamieniu i zraniła się w kostkę.
- Źle to wygląda?
Finnick kręci głową.
- Niezbyt, ale Peeta stwierdził, że będzie lepiej jeśli zostanie i odpocznie przez resztę dnia. Zakrył wejście do jaskini krzakiem z jagodami, które mają później zjeść na lunch.
- Nie rozumiem - mówię, unosząc brew. - Nie mają mnóstwa zapasów z obozu?
- Rue pomyślała, że powinni oszczędzać. Na wszelki wypadek.
- Nie będę się z tym kłócić - mówię. Wygląda na to, że Peeta też tak uważa.
Patrzymy jak Peeta odchodzi nieco od strumienia i rozgląda się po okolicy. To inna część lasu niż ta, w której Rue pokazała Peecie krzak z jagodami, ale Peeta znajduje tu kolejny.
Środkowy ekran, który pokazuje to, co obecnie jest w telewizji, nagle pokazuje Peetę, który zrywa garść jagód. Napełnia kieszeń i rusza z powrotem. Kamera z jakiegoś powodu nadal pokazuje krzak. Dwadzieścia sekund później pojawia się Liszka. Szybko rozgląda się wokół, zrywa jagody i wkłada je sobie do ust. Upada zanim zdąża zerwać kolejn.
- Chwila. Co się stało. Co przegapiłam? - pytam, ale Finnick i Haymitch wyglądają na równie zagubionych co ja.
Rozlega się armatni wystrzał, a kamera pokazuje jagody. Nagle dociera do mnie, co się stało.
- Łykołak - mówię, a na ekranie pojawia się krótkie wyjaśnienie, co to jest.
- Śmiertelnie trujące jagody rosnące w okolicach Jedenastego i Dwunastego Dystryktu. Trucizna zawarta w owocach jest tak silna, że zabija natychmiast - Finnick czyta tekst z ekranu.
- Och nie, Peeta! - wykrzykuję, przerażona sytuacją w jakiej znalazł się Peeta. Patrzę jak szybko biegnie w stronę jaskini. - Haymitch! Musimy go ostrzec!
- Pewnie, po prostu do niego zadzwonię i powiem, żeby nie jadł śmiercionośnych jagód - mówi. Sarkazmem próbuje zakryć swój strach.
- Wyślij mu jagody - sugeruje Finnick. - Prawdopodobnie zjedzą te zamiast tych, które zerwał.
- Dobry pomysł - mówi Haymitch i łapie za komputer.
Patrzę jak Peeta zatrzymuje się kilka stóp przed jaskinią, przygląda się jej uważnie. Napięcie wyraźnie z niego schodzi, gdy widzi, że wejście jest nienaruszone. Ostrożnie wchodzi do środka, a Rue rzuca mi się w ramiona.
- Żyjesz! - wykrzykuje Rue pomiędzy szlochami. - Słyszałam armatni wystrzał i pomyślałam, że...
Słyszę jak Haymitch przeklina, ale jestem zbyt skupina na ekranie by zapytać się, o co chodzi. Peeta przytula mocno Rue i na jego twarzy widzę ulgę.
- Po prostu nie myślmy o tym teraz, dobrze?
- Okej.
Peeta uśmiecha się do niej.
- Dobrze. Mam nadzieję, że jesteś głodna, bo mam dla nas trochę jagód.
Haymitch znów przeklina i odwracam się do niego.
- Co tak długo? Zaraz je zjedzą.
- Nie mogę dostać się do menu - mówi. - Próbowałem mnóstwo razy, ale cały czas wyświetla mi się, że menu jest teraz niedostępne.
Chwytam przenośny komputer i sama próbuję. Faktycznie, zamiast menu, dostaję wiadomość o niedostępności listy. Opieram się chęci rzucenia komputerem przez pokój.
Zamiast tego, z ciężkim sercem, patrzę jak Peeta podaje Rue jagody, ale dziewczynka na szczęście ich nie je. Dokładnie je ogląda i jej oczy się rozszerzają.
Rzuca nimi jakby były wężami. Jagody rozsypują się po całej jaskini. Peeta stoi osłupiały.
- Rue? - pyta się. - Wszystko w porządku.
- Nie jadłeś ich, prawda? - pyta Rue. - Nie, oczywiście, że nie. Jeśli byś je zjadł, to byłbyś już martwy.
Peeta mruga oczami.
- Nie rozumiem.
- Te jagody znane są jako łykołak - informuje go. - Są trujące. Słyszałam, że umierasz jak tylko sok z nich trafi do twojego żołądka.
Peeta wygląda na przerażonego.
- Nie wiedziałem. Wyglądają podobnie do tych, które jedliśmy wcześniej, że sądziłem, że to te same. Przepraszam, powinienem być bardziej ostrożny.
Dziewczynka rozgląda się po jaskini i patrzy na bałagan jaki zrobiła. Uśmiecha się.
- Przepraszam, nie powinnam tak nimi rzucać.
- W porządku - zapewnia ją. - Posprzątam. Co najmniej tyle mogę zrobić po tym jak ocaliłaś mi życie.
- Byłam ci to winna po tym jak ty mnie uratowałeś już tyle razy.
- Więc chyba jesteśmy kwita - mówi Peeta i klęka by zebrać rozrzucone jagody.
- Uważaj na sok - ostrzega Rue.
- Dobrze - mówi Peeta i wkłada jagody do torebki. Potem wychodzi na zewnątrz i wyrzuca je do strumienia.
Gdy wraca, Rue podaje mu jedzenie z zapasów zawodowców. Peeta unosi brew i bierze jedzenie.
- Myślałem, że zostawiamy to na wszelki wypadek?
- Sądzę, że należy nam się po prawie zjedzeniu łykołaka - mówi Rue, próbując się uśmiechnąć. Potem poważnieje. - Cieszę się, że nic ci nie jest.
- Ja też się cieszę, że nic ci nie jest, Rue - mówi i resztę posiłku spożywają w ciszy.
W międzyczasie zerkam na drugi ekran. Cato uspokoił się, słysząc armatni wystrzał i mówi tylko o tym, że nieważne kto zginął byleby tylko nie Peeta, bo tylko on ma prawo zabić kochasia.
Misu aż siedem razy przewróciła oczami w trakcie przemowy Cato.
W tym momencie drzwi do naszego mentorskiego stanowiska otwierają się i do środka wchodzi Strażnik Pokoju. Sztywnieję, bojąc się, że Snow znów wzywa mnie do siebie.
Finnick opiekuńczo łapie moją dłoń, a Haymitch wstaje i ze złością pyta:
- A cóż to ma znaczyć?
Strażnik Pokoju, który wygląda na najwyżej dwadzieścia lat, cofa się nieco.
- P...przepraszam, s...sir. Mam tylko dostarczyć wiadomość mentorom z Dwunastego Dystryktu.
- Co to za wiadomość? - pyta Haymitch.
- Główny Organizator Igrzysk, S...Seneca Crane... - Młody Strażnik Pokoju stara się wydusić z siebie kolejne zdanie.
- Czego chce? - pytam, zdezorientowana. Mentorzy nigdy nie otrzymywali wiadomości od Organizatorów Igrzysk
Strażnik Pokoju przełyka ślinę i zaczyna mówić wolno i wyraźnie:
- Chce państwa poinformować, że sponsoring został zawieszone do odwołania. Więcej informacji na ten temat pojawi się niedługo.
Haymitch i ja wymieniamy niezbyt zadowolone spojrzenia. Jest tylko jeden powód, dla którego Seneca Crane zawiesza sponsoring...
Planuje ucztę.
