- Dziękujemy za przekazanie wiadomości - mówi Finnick, gdy ja i Haymitch milczymy.
Strażnik Pokoju kiwa głową i wychodzi, wyglądając jakby kamień spadł mu z serca. Gdy zostajemy sami uderzam pięściami w oparcie krzesła.
- Cholerny Seneca Crane! Będzie uczta, a my nawet nie możemy nic wysłać Peecie, by go na to przygotować.
- Przynajmniej wiemy dlaczego Brutus nie wysłał Cato jedzenia dziś rano - mówi Finnick. - Ale wciąż jestem niemal pewien, że do tej pory raczej nie zdarzyło się, by Organizatorzy zawieszali całkowicie sponsoring.
- Nigdy nie słyszałem by coś takiego się zdarzyło - mówi Haymitch. - Mags powinna wiedzieć, jest tu najdłużej.
- Nie rozumiem dlaczego teraz to robią? - pytam, marszcząc brwi. - Jaki jest tego cel?
- Organizatorzy muszą być pewni, że wszyscy przyjdą na ucztę - mówi Haymitch. - Peeta ma mnóstwo pieniędzy na koncie, wiec tak naprawdę nie ma powodu by ryzykował i szedł na ucztę.
- Ale Peeta nawet nie wie ile ma pieniędzy na koncie - argumentuję.
Finnick kiwa głową jakby rozumiał co Haymitch próbuje powiedzieć.
- On nie wie, ale ty tak.
- I co z tego?
- Co byś zrobiła gdyby Peeta choćby rozważał pójście na ucztę? - pyta Finnick.
Zastanawiam się nad tym i już rozumiem.
- Wiem, o co wam chodzi. Próbowałabym go przekonać do zostania, wysyłając mu jedzenie i zapasy. Więc on jest karany za to, że byłabym dobrym mentorem.
Haymitch potrząsa głową.
- Nie. Jest karany, bo Organizatorzy potrzebują ekscytacji.
- Jak myślicie, kiedy będzie uczta? - pytam. Jestem rozdarta, bo z jednej strony chcę, żeby już było po uczcie, a z drugiej nie chcę by tak szybko nadszedł czas na ucztę.
- Prawdopodobnie jutro - mówi Haymitch. - Organizatorzy najwyraźniej chcą zakończyć Igrzyska przed upływem dwóch tygodni.
Przez resztę dnia nic się nie dzieje. Misu i Cato nie są w humorach, ledwie odzywają się do siebie, wędrując i szukając trzech pozostałych trybutów. Peeta znów idzie na poszukiwanie jagód, ale tym razem bierze ze sobą Rue. Niesie ją na plecach, a Rue pokazuje mu, które owoce ma zrywać. Cieszę się, że Organizatorzy pozwolili im na chwilę wytchnienia, śmiechu i radości przed ucztą.
Gdy zapada noc, Peeta zanosi Rue i jagody do jaskini. Są prawie u wejścia do jaskini, gdy rozlega się dźwięk trąbki. Peeta zatrzymuje się, a Rue spogląda na niebo znad jego ramienia.
Głos Claudiusa Templesmitha roznosi się po arenie:
- Gratulacje dla finałowej piątki uczestników Siedemdziesiątych Czwartych Igrzysk Głodowych! Jak może już zauważyliście, dziś żadne z was nie dostało żadnych prezentów od swoich sponsorów.
Cato głośno przeklina w odpowiedzi.
- Ale jest tego powód - kontynuuje Caludius. - Sponsoring został zawieszony w trakcie przygotowań do uczty. Tak, dobrze usłyszeliście. Jutro rano odbędzie się uczta przy Rogu Obfitości i prosimy o waszą obecność.
Cato i Misu śmieją się radośnie, słysząc tę widomość, a Peeta i Rue wymieniają spojrzenia, potrząsając głowami i zaczynają iść w stronę jaskini.
- Wiem, że niektórzy z was myślą o odrzuceniu zaproszenia - mówi Claudius jakby wprost do Peety i Rue. - Ale uwierzcie mi, że to zły pomysł. Obecność nie jest obowiązkowa, ale tego kto nie przyjdzie, czekają przykre konsekwencje.
Peeta marszczy brwi, a Rue ściska go mocniej. Oboje wiedzą, że nie mogą opuścić przedstawienia.
- W nagrodę za pojawienie się na uczcie, czekają na was specjalne paczki - mówi Claudius. - Oczywiście, po zakończeniu uczty, sponsoring zostanie przywrócony. Ostatnia rzecz, każdy z żyjących trybutów otrzymał pokaźną kwotę pieniędzy na swoje konto.
Claudius zaczyna podawać trybutom wszystkie ważne szczegóły i podkreśla jak ważna jest obecność na uczcie. Peeta i Rue wchodzą do jaskini i przygaszeni, zaczynają pakować swoje rzeczy. Claudius kończy ogłoszenia i żegna się:
- Nie zapomnijcie być na czas i niech los zawsze wam sprzyja!
Zapada cisza. Cato i Misu, oboje w dużo lepszych nastrojach, rozpoczynają wędrówkę w stronę Rogu Obfitości. W tym czasie Rue kończy pakowanie i obraca się do Peety, który stara się zapakować resztę rzeczy do większego plecaka.
- Myślę, że powinniśmy wyruszyć do Rogu Obfitości jak tylko skończysz się pakować - mówi Rue. – Powiedział jasno, że nie powinniśmy się spóźnić.
- Zgadzam się z tobą całkowicie - mówi Peeta, próbując zamknąć pełny plecak. Z pomocą siły udaje mu się zapiąć zamek. - W końcu... Okej, skończyłem. Jesteś gotowa?
- Tak - mówi. Peeta podchodzi do niej i przyklęka by Rue mogła się wspiąć na jego plecy. - Ale nie będziesz mnie niósł przez całą drogę.
- Ale to w niczym mi nie przeszkadza - mówi Peeta, jeszcze się nie podnosząc. - Prawie nic nie ważysz. Nawet nie zauważam, że cię niosę.
Rue rzeczywiście jest drobna, zapewne z powodu tych wszystkich lat niedożywienia. I pewnie waży mniej niż te worki z mąką, które przenosił Peeta w piekarni. Ale jednak kilka dodatkowych kilogramów nieco utrudni wędrówkę Peecie.
Rue potrząsa uparcie głową.
- Mogę chodzić.
- A co z twoją kostką?
Rue robi kilka kroków.
- Lepiej po całym dniu odpoczynku. Szczerze to już nie boli.
Peeta patrzy na nią sceptycznie.
- To długi dystans do przejścia, Rue. Nie chcę tego pogorszyć długim chodzeniem.
- Poradzę sobie - odpowiada. - A jeśli nie, to zawsze możesz mnie ponieść, prawda?
- Prawda - mówi Peeta i wstaje. - Ale masz mi powiedzieć gdy tylko rozboli cię kostka.
- Dobrze - mówi i oboje wyruszają w długą wędrówkę do Rogu Obfitości.
Robią małą przerwę, gdy zaczyna grać hymn. Gdy po hymnie pojawia się na niebie zdjęcie Liszki, Rue mówi Peecie, że chciałaby spędzić więcej czasu z pozostałymi trybutami i poznać ich bliżej. Gdy Peeta pyta się, czy wtedy ich śmierć nie zasmuciłaby jej bardziej, Rue wzrusza ramionami i mówi, że to nieważne, bo i tak jest jej smutno.
Peeta, nie wiedząc co ma odpowiedzieć, pomaga Rue wstać i kontynuują swój marsz do Rogu Obfitości.
Misu i Cato docierają tam pierwsi i rozkładają się niedaleko granicy lasu. Nawet nie trudzą się podejmowaniem warty, tylko oboje zwijają się w kulki, próbując utrzymać ciepło i zasypiają.
Ponieważ Peeta nalegał na wolne tempo, by oszczędzać kostkę Rue, wędrówka nad jezioro zajmuje im niemal całą noc.
- Co powinniśmy zrobić? - pyta Rue szeptem, gdy idą wzdłuż brzegu jeziora.
- Myślałem, że mogłabyś się wspiąć na drzewo i mieć na wszystko oko, a ja zabrałbym nasze paczki - mówi Peeta.
- Nie słyszałeś, co powiedział Claudius? Muszę się pokazać albo zaryzykować i ponieść okropne konsekwencje, które zaplanowali za naszą nieobecność - mówi. - Wiem! Schowam się w środku Rogu Obfitości! Gdy tylko rozpocznie się uczta, złapię moją paczkę i ucieknę. Wszyscy będą zdezorientowani, więc będziesz miał szansę podbiec i zabrać swoją paczkę.
- Nie podoba mi się to - mówi Peeta. - To jest zbyt niebezpieczne, Rue. Co jeśli Cato będzie cię śledzić?
- Nie jest wystarczająco szybko by za mną nadążyć - mówi. - A nikt nie będzie tak głupi by zignorować swoją paczkę i spróbować mnie zabić.
Peeta wciąż wygląda na nieprzekonanego, ale nie jest w stanie wymyślić lepszego planu, więc gdy dochodzą w pobliże Rogu Obfitości, Rue puszcza się biegiem i znika w środku.
- Myślisz, że ktoś to widział? - pyta Johanna.
- Naprawdę nie wiem - odpowiadam. - Myślę, że jest jeszcze zbyt ciemno by ktoś to wyraźnie widział.
Patrzę na drugi ekran, ale Misu i Cato wciąż leżą na ziemi i mam nadzieję, że śpią. O ile Cato jest odwrócony plecami do Rogu Obfitości, tak Misu jest twarzą do niego i boję się, że mogła coś zobaczyć. Ale gdy minuty mijają, a Misu nawet się nie porusza, moje obawy znikają. Gdyby coś zobaczyła, na pewno by zareagowała.
Peeta chodzi nerwowo na skraju lasu naprzeciw Rogu Obfitości. Co chwila przystaje i zerka w jego stronę. Nie wiem co widzi albo co czuje, bo wyraz jego twarzy nie zmienia się ani na sekundę. Potem znów zaczyna krążyć.
Gdy tylko słońce wstaje i promienie oświetlają złoty róg, Misu siada i budzi Cato. Wstają oboje, a Misu pochyla się i szepcze coś do Cato. Nawet te niewiarygodne, kapitolskie mikrofony nie są w stanie wychwycić tego co mówi.
Ale gdy wskazuje na Róg Obfitości, serce podchodzi mi do gardła. Po prostu wiem, że widziała wcześniej Rue i naprawdę chciałabym usłyszeć co powiedziała do Cato.
Uśmiechają się do siebie i rozdzielają, ruszając w dwóch różnych kierunkach. Żadne z nich nie biegnie w stronę Rogu Obfitości i zastanawiam się, czy się nie pomyliłam.
Chwilę później ziemia przed Rogiem Obfitości zaczyna drżeć, w końcu otwiera się i wyłania się z niej stół. Na stole jest pięć przycisków, każdy z imieniem jednego z żyjących trybutów. Na przeciwko przycisku jest krzesło, a na krześle paczka, także z imieniem.
Gdy tylko pojawia się stół, Rue wybiega z Rogu Obfitości i podbiega do stołu. Szybko łapie swoja paczkę, wciska przycisk i biegnie w stronę lasu. Z przerażeniem patrzę jak Rue zmierza w stronę, gdzie jest Misu. W ostatniej chwili odbija nieco w lewo i ucieka z zasięgu Misu. Ale moja trybutka natychmiast rusza za nią.
Peeta jest z drugiej strony Rogu Obfitości, więc tego nie widzi. Biegnie w stronę stołu zamiast ratować Rue przed Misu. Nagle pojawia się Cato i goni Peetę. Peeta jest jednak zbyt szybki. Wciska przycisk i zabiera paczkę zanim Cato się do niego zbliża. Peeta ucieka w stronę, gdzie zniknęła Rue.
Cato zatrzymuje się przy stole, próbując zdecydować czy gonić Peetę czy złapać swoje rzeczy i wcisnąć przycisk. Jest tak zaabsorbowany, że nie słyszy jak Thresh zachodzi go od tyłu i uderza w głowę. Cato upada, uderzając głową o skraj stołu, ale to go nie zabija. Gdy Thresh sięga po swoją paczkę, Cato wstaje i rzuca się na niego.
Zaczynają się tarzać po ziemi, ale to Thresk w końcu ląduje na Cato. Łapie kamień prawą ręką i niemal uderza chłopaka z Drugiego Dystryktu, ale w ostatniej chwili Cato wyciąga swój miecz i rani Thresha w lewe ramię.
Thresk krzyczy z bóli, a Cato wykorzystuje szansę i zanurza miecz w udzie Thresha. W odpowiedzi Thresh uderza Cato w głowę kamieniem. Na nieszczęście, chłopak z Dwójki nie umiera, ale upada nieprzytomny. Thresh najwyraźniej nie zauważą, że Cato nadal żyje, bo wstaje i krzywi się z bólu. Łapie swoją paczkę i paczkę Cato i naciska przycisk za swoim imieniem. Potem wraca na pole pełne zboża, zostawiając Cato na ziemi z zakrwawioną głową.
Nie jestem lekarzem, ale wiem, że Thresh nie pożyje długo bez lekarskiej opieki. Nie mam czasu martwić się o niego, bo widzę, że Misu wciąż goni Rue. Rue rzuca plecak i paczkę na ziemię i zaczyna wdrapywać się na drzewo. Nie jest wystarczająco szybka, bo Misu ściąga ją z drzewa. Rue przewraca się na plecy i patrzy na Misu.
- Peeta - krzyczy Rue.
Misu kładzie rękę na jej ustach.
- Cicho... mała dziewczynko. Nie chcemy by nam ktoś przeszkodził. Chociaż powinnam była się domyśleć, że wy dwoje trzymacie się razem, bo w przeciwnym razie dlaczego miałabyś przetrwać tak długo?
Oczy Rue rozszerzają się, gdy Misu wyciąga nóż. Próbuje krzyczeć, ale Misu wciąż trzyma rękę na jej ustach.
- Wiesz, że będzie wściekły, gdy znajdzie cię martwą - mówi Misu, przesuwając ostrzem noża wzdłuż ramienia Rue. - Chłopak o tak miękkim sercu jak Peeta po prostu nadzieje się na mój nóż, gdy będzie cię opłakiwał.
Rue próbuje coś powiedzieć, a Misu po chwili jęczy z bólu, odsuwając rękę od ust Rue.
- Ugryzłaś mnie, ty bachorze!
- Peeta! Peeta, pomocy! - krzyczy Rue najgłośniej jak może.
Misu spogląda w dół na dziewczynkę i zanurza nóż w jej klatce piersiowej, a Rue krzyczy z bólu. Czuję ucisk w piersi gdy widzę jak moja trybutka wyciąga zakrwawiony nóż. Misu podnosi nóż i ogląda go. Chce schować nóż, ale głos Peety zatrzymuje ją.
- Rue? Rue, gdzie jesteś?
Misu spogląda przez ramię, skąd dochodzi głos Peety. Zaczyna biec w przeciwnym kierunku, w stronę Rogu Obfitości.
- Rue? - woła znów Peeta, będąc kilka stóp od zakrwawionej dziewczynki.
- Peeta? - mówi cicho Rue i mam nadzieję, że Peeta zdołał ją usłyszeć.
Słyszy ją, bo nagle zatrzymuje się i spogląda na dziewczynkę.
- Rue! co się stało? Kto ci to zrobił?
- Misu - odpowiada słabo.
Peeta klęka obok z ponurą miną. Ogląda ranę, z której wypływa ciemnoczerwona krew. Przełyka ciężko ślinę i widzę, że jego dłonie się trzęsą.
- Trzeba zacisnąć ranę, prawda? - pyta Peeta nikogo szczególnego. - To zrobiła dziewczyna z Czwartego Dystryktu kilka lat temu.
Rue słabo potrząsa głową.
- Przestań. Jest za późno.
- Nie mów tak - rozkazuje łamiącym się głosem Peeta. - Nie jest za późno dopóki żyjesz.
- Peeta, proszę... - błaga. - To już koniec.
Widziałam już tyle razy jak moja matka próbuje poradzić sobie z takimi ranami i wiem, że Rue ma rację. Czuję ciepłe łzy na moich policzkach.
- Nie - cicho woła Peeta. - Nie poddawaj się.
Rue kaszle i widać, że nie zostało jej już zbyt dużo czasu. Łapie Peetę za rękę i ściska ją. - Wiedziałam, że nie wygram. Cieszę się, że mogłam spędzić z tobą trochę czasu.
- Ja też się cieszę, że mogłem spędzić z tobą trochę czasu.
- Nie płacz za mną - mówi delikatnie Rue. - Przynajmniej wrócę do domu. Przykro mi tylko, że ty musisz zostać tutaj.
- Brzmisz jakby ci było mnie żal - mówi. - Chyba jest mi trochę szkoda samego siebie, bo nie wiem, bez zrobię bez ciebie.
- Wygrasz, Peeta - mówi, ale widać, że Rue słabnie z sekundy na sekundę. - Musisz wrócić do tej dziewczyny, którą tak bardzo kochasz. Obiecaj mi, że wygrasz.
- Spróbuję - mówi.
Widzę jak Rue mocniej ściska dłoń Peety.
- Obiecaj mi.
- Obiecuję.
Rue zamyka oczy, usatysfakcjonowana.
- Opowiedz mi jakąś historię.
Peeta patrzy na nią, nie wiedząc o co chodzi Rue.
- Historię?
Rue znów kaszle i krzywi się z bólu.
- Tak, jakąś szczęśliwą. Wspomnienie, które zawsze sprawia, że się uśmiechasz.
- Rue, nie wiem...
- Proszę?
Spogląda na nią, widząc jak ucieka z niej życie. Wiem, że nie potrafi jej odmówić.
- Dobrze - mówi. Widzę jak marszczy brwi, koncentrując się. - Może o tym jak po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że będę kochał Katniss Everdeen aż do końca mojego życia?
Rue cicho wyraża zgodę i widzę, że nawet to sprawia jej ból.
- Miałem pięć lat i to był pierwszy dzień szkoły. Możesz sobie wyobrazić jak bardzo byłem zdenerwowany. Myślałem tylko o tym jaka to szkoła będzie okropna i że nikt mnie nie polubi.
Przez chwilę nic nie mówi tylko patrzy na klatkę piersiową Rue, która unosi się u opada z każdym oddechem.
- Mój tata chyba chciał odciągnąć mnie od moich myśli, bo wskazał mi tę piękną małą dziewczynkę w czerwonej sukience. Wyglądała tak inaczej od każdej dziewczynki, którą kiedykolwiek widziałem. Pamiętam jej ciemne włosy, zaplecione w dwa idealne warkocze.
Próbuję przypomnieć sobie ten dzień. Wspomnienie jest mgliste, ale pamiętam, że zawsze tak czesałam włosy, gdy byłam młodsza.
- Przez kilka chwil po prostu gapiłem się na nią, a mój ojciec pochylił się i powiedział, że chciał poślubić jej matkę, ale ona w końcu wybrała górnika - mówi Peeta łamiącym się głosem. Cicho odchrząkuje i mówi dalej. - Nie uwierzyłem mu na początku, bo nie mogłem uwierzyć w to, że ktoś wolałby zostać żoną górnika niż żoną piekarza.
Czuję na sobie wzrok Finnicka i Johanny, którzy są ciekawi mojej reakcji, ale nie potrafię oderwać wzroku od ekranu. Wiedziałam, że moja mama jest z miasta i podejrzewałam, że miała kilku adoratorów przed moim ojcem, ale nigdy nie pomyślałam, że jednym z nich mógł być ojciec Peety.
Peeta mruga oczami, a po jego policzku spływa łza.
- Gdy zapytałem o to tatę, powiedział, że nie miał szans po tym, jak mama Katniss usłyszała śpiew pana Everdeen. Tata powiedział, że pan Everdeen śpiewał tak pięknie, że nawet ptaki milkły, żeby go posłuchać.
Wypuszczam z siebie tłumiony szloch. W głębi serca wiem, że każde słowo wypowiedziane przez Peetę jest prawdą. Emocje biorą nade mną górę, gdy wyobrażam sobie, jak piekarz opowiada swojemu pięcioletniemu synowi o moim ojcu.
Rue cicho kaszle, a Peeta wygląda jakby miał się załamać, ale kontynuuje:
- Wciąż nie wierzyłem, nikt nie mógłby mieć takiego głosu. Ależ się wtedy myliłem... Później mieliśmy zajęcia muzyki i nasza nauczycielka zapytała się, czy ktoś zna pieśń o dolinie. Oczywiście, że wszyscy ją znaliśmy, ale byliśmy zbyt nieśmiali by to przyznać. Poza Katniss, która natychmiast głośno wszystkim oznajmiła, że zna tę piosenkę.
Peeta zamyka oczy.
- Nauczycielka kazała jej stanąć przed całą klasą i zaśpiewać. Czas się dla mnie zatrzymał. Nic dla mnie nie istniało oprócz jej pięknego głosu, nawet ptaki za oknem zamilkły. I w tym momencie już wiedziałem dlaczego jej matka wybrała górnika, ponieważ ja wiedziałem, że nigdy nie będę mógł być z inną dziewczyną niż Katniss.
Rozlega się armatni wystrzał, a Peeta otwiera. Ale Rue wciąż oddycha. Peeta delikatnie odgarnia włosy z jej twarzy i całuje ją w czoło, a ja mam wrażenie, że nie dba o to, kogo dotyczył ten armatni wystrzał.
Ekran pokazuje Thresha leżącego pośród zboża w kałuży krwi. Pojawia się poduszkowiec i zabiera Thresha i dwie paczki, które chłopak zabrał ze sobą z uczty.
Ekran znów wraca do Peety i Rue. Peeta już otwarcie płacze, trzymając dłoń Rue w swojej dłoni.
- Przepraszam, Rue. Chciałem tylko, żebyś była bezpieczna i przepraszam, że cię zawiodłem.
- Peeta? - jej głos nie jest głośniejszy od szeptu. Peeta spogląda na nią swoimi zaczerwienionymi oczami. Rue wkłada wysiłek w wypowiedzenie każdego słowa. - Nie zapomnij o swojej obietnicy.
- Nie zapomnę - mówi. - Chciałbym, żebyś usłyszała jak Katniss śpiewa.
Oczy Rue zamykają się i rozlega się armatni wystrzał. Peeta wstaje, przyciska do ust trzy środkowe palce lewej dłoni, a potem przyciska je do ust Rue.
A ja w tym momencie załamuje się kompletnie. To bardzo stary i rzadko spotykany gest w Dwunastym Dystrykcie. Ostatni raz widziałam go na pogrzebie mojego taty. Słyszę jak Haymitch wyjaśnia znaczenie tego gestu Finnickowi i Johannie, którzy nie rozumieją co za tym się kryje.
Peeta krzyżuje dłonie Rue na jej klatce piersiowej. Łapie paczki, które upuściła Rue i kładzie je obok niej nawet do nich nie zaglądając. Odchodzi, ale niedaleko. Patrzy jak poduszkowiec zabiera Rue z areny. Cieszę się, że Rue wraca do domu, ale chciałabym, żeby nie wracała w trumnie.
Gdy nie ma już Rue, ekran pokazuje Misu, która właśnie dociera do miejsca uczty. Zauważa Cato, ale nawet do niego nie podchodzi. Zabiera swoją paczkę i naciska przycisk ze swoim imieniem.
Odchodzi od stołu, gdy słyszy jęk nie całkiem przytomnego Cato. Misu wygląda na zaskoczoną i podchodzi do niego, a Cato podnosi się do pozycji siedzącej. Zielenieje na twarzy i wymiotuje zanim spogląda na Misu.
- Co? - pyta, wycierając usta.
- Nic - mówi. - Po prostu myślałam, że jesteś martwy, gdy cię zobaczyłam. Krwawisz.
Chłopak patrzy na nią i ostrożnie dotyka miejsca, gdzie Thresh uderzył go kamieniem.
- Dlaczego myślałaś, że jestem martwy?
Misu wzrusza ramionami.
- Słyszałam dwa armatnie wystrzały, a potem zobaczyłam ciebie, więc sądziłam, że ten drugi dotyczył ciebie.
- Czekaj - mówi, łapiąc jej dłoń. - Dwa wystrzały?
Misu kiwa głową.
- Zajęłam się tą małą dziewczynką z Jedenastki.
- Nie wyglądaj na taką zadowoloną - mówi. - Więc ten drugi był dla chłopaka. Dobrze.
Misu patrzy jak Cato próbuje wstać.
- Więc co się stało? - pyta Misu.
- Nie chcę o tym mówić - odpowiada Cato, podchodząc do stołu. - Gdzie moja paczka?
- Nie wiem. Była tu tylko moja - mówi Misu. - Może chłopak z Jedenastki ją zabrał.
Cato krzywi się z wściekłością.
- Zabiję go!
- Już to zrobiłeś - mówi, wyglądając na znudzoną. - Pamiętasz? Jest martwy i zabrali go, prawdopodobnie razem z twoją paczką.
Cato odchodzi od stołu, głośno przeklinając, a Misu chichocze. Cato patrzy na nią ze złością.
- Co jest takie zabawne?
- Zapomniałeś wcisnąć swój przycisk - mówi Misu, wskazując na stół.
Cato znów przeklina, ale wraca i wciska przycisk.
- Zadowolona?
- Nie rozumiem dlaczego jesteś taki zły - mówi, podbiegając do Cato, który wchodzi do lasu.
- Nie mam swojej paczki - przypomina jej.
- Okej, może masz powód do niezadowolenia.
- Naprawdę?
- Ale chyba nie bierzesz pod uwagę wszystkich innych powodów do zadowolenia - mówi.
- Na przykład?
- Ma przykład ten tępy osiłek z Jedenastki jest martwy - mówi - I ta mała dziewczynka też. A najlepsze jest to, że... zostaliśmy tylko my i Peeta. Jak tu się nie cieszyć?
