Peeta przełyka łzy i odchodzi. Wędruje bez celu i po pewnym czasie znajduje się przy jeziorze. To pozwala mu odzyskać orientację w terenie i rusza wzdłuż strumienia.
Cato i Misu podskakują zaskoczeni gdy stół zapada się pod ziemię. Nagle przed Cato pojawia się spadochron. Podczas gdy chłopak jest zajęty przeglądaniem zawartości koszyka, który wysłał mu Brutus, Misu wykorzystuje jego nieuwagę i zagląda do paczki, którą zabrała ze stołu. Wyciąga małą buteleczkę i wygląda na skołowaną, patrząc na jej zawartość. Nagle uśmiecha się złowrogo i chowa buteleczkę do plecaka.
- Co to było? - pyta Johanna. Nikt jej nie odpowiada, ale mam przeczucie, że niedługo się dowiemy.
Misu przygląda się jak Cato pochłania jedzenie od swojego sponsora, a potem sama zaczyna żądać podobnego prezentu. Haymitch zagląda na jej konto, które zostało reaktywowane i znajduje się na nim trochę pieniędzy. Wysyła jej paczkę i Misu wygląda na zadowoloną, pochłaniając wszystko, co tylko może.
Wysyłam koszyk Peecie, ale ten ledwo tyka jedzenie, a resztki zabiera ze sobą. Patrzę jak Peeta wolno rusza dalej, gdy rozlega się pukanie do drzwi naszego pokoju.
Drzwi się otwierają, a do środka wchodzą Chaff i Seeder. Haymitch wstaje i podchodzi do nich by się przywitać.
- Przykro mi - mówi Haymitch, klepiąc przyjaciela po plecach. - To niełatwe stracić ich tak blisko końca.
- To niełatwe - przyznaje Seeder. - Ale nie przyszliśmy tutaj dla twoich słów współczucia.
- Macie dobrego chłopca - mówi Chaff do Haymitcha i do mnie. - Jego żal po śmierci Rue wyglądał jakby dziewczynka coś znaczyła.
- Bo znaczyła! - kłócę się, nie wierząc, że nawet jej mentor myśli inaczej.
Seeder uśmiecha się.
- Oczywiście, że tak, dla nas. Ale Chaff mówi o obywatelach Kapitolu.
- Co to znaczy? - pyta Finnick
- Nic, nic - mówi Seeder, zbywając go nieco zbyt szybko. Wiem, że jest coś więcej. Coś, o czym nie chce mówić, gdy Kapiotol nas słucha.
Chaff spogląda na nią ostrzegawczo i zwraca się do Haymitcha:
- Słuchaj, Seed i ja dostaliśmy wiadomość z naszego Dystryktu. Wygląda na to, że zdecydowano, że Dystrykt Jedenasty chce dać waszemu chłopcy prezent w podziękowaniu za opiekę nad Rue.
- To nie jest konieczne - mówi Haymitch, potrząsając głową. - Chłopak ma wystarczająco dużo pieniędzy na swoim koncie.
- To dobrze słyszeć - mówi Seeder z uśmiechem. - Ale ludzie z naszego Dystryktu chcą okazać swoją wdzięczność.
Komputer zaczyna cicho pikać.
- Wygląda na to, że już za późno by się kłócić - mówi Chaff, chichocząc. - Tylko upewnij się, że wyślesz mu coś zapadającego w pamięć.
- Już wiem dokładnie co mu wyślemy - mówi Haymitch, podchodzi do mnie i zabiera mój komputer.
- Co mu wyślesz? - pytam z ciekawością.
- Wyślę mu chleb z Jedenastego Dystryktu - mówi Haymitch.
- Symbolicznie - mówi Finnick, unosząc brew. - Jak zabawnie.
- Peeta jest synem piekarza - przypomina mu Haymitch. - A jego ojciec nauczył go wypiekać chleb ze wszystkich Dystryktów. Nie ma żądnych wątpliwości, że rozpozna ten prezent.
- Nie wiedziałam tego - mówię.
Mój były mentor odwraca się do mnie i odpowiada:
- Powiedział mi to podczas przygotowań do wywiadu. Gdy zwycięzca przybywa do Dwunastego Dystryktu podczas Turnee Zwycięzców, ojciec Peety zawsze wypieka chleb pochodzący z Dystryktu Zwycięzcy. Gdy Peeta skończył dziesięć lat, to on zaczął to robić.
Johanna wygląda na zaskoczoną.
- To on je robił? Pamiętam, że ceremonia w Dwunastym Dystrykcie była bardzo przygnębiająca, ale byłam bardzo zadowolona, gdy zobaczyłam ten chleb. Smakował jak ten z Siódmego Dystryktu i nie sądziłam, że został zrobiony w Dwunastce. Zawsze myślałam, że burmistrz sprowadził chleb z Siódemki.
Finnick przymyka oczy.
- Te kromki chleba były jedyną rzeczą, która utrzymywała Annie przy zdrowych zmysłach gdy byliśmy w Dwunastym Dystrykcie. Mags ukradła kilka z nich i dawała je Annie w kolejnych Dystryktach. Był nieco czerstwe zanim dotarliśmy do Kapitolu, ale Annie to nie obchodziło.
Jestem poruszona wspomnieniami moich przyjaciół. Podczas mojej ceremonii zauważyłam chleb, bo był taki sam jak ten, który Peeta rzucił mi kiedyś w deszczu. Wtedy myślałam, że to był tylko przypadek, ale teraz już wiem.
W ciszy patrzymy jak srebrny spadochron ląduje przed Peetą. Chłopak schyla się i podnosi go. Rozwija paczkę i widzę, że rozpoznaje prezent. Peeta podnosi chleb i głośno mówi:
- Moje najszczersze podziękowania dla ludzi z Jedenastego Dystryktu za ten prezent. Będę się nim cieszył, tak jak cieszyłem się czasem spędzonym z Rue. Dziękuję.
Siada i zjada chleb. Znów wyraża swoje podziękowania i podejmuje wędrówkę.
- To dobry chłopak - mówi Seeder. - Rzadko można zobaczyć kogoś takiego na arenie. A jeszcze rzadziej by ktoś taki przetrwał tak długo.
Na te słowa wybucham płaczem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę powstrzymać łez płynących po moich policzkach. W tym momencie nie mam kontroli nad swoimi emocjami, które po prostu się ze mnie wylewają. Próbuję spojrzeć na Haymitcha, ale obraz jest rozmazany przez moje łzy.
Czuję jak Finnick kładzie dłoń na moim ramieniu.
- Myślę, że powinnaś iść do łóżka, Katniss - mówi.
Próbuję skłamać, że nie czuję się zmęczona, ale z moich ust wydobywa się tylko bełkot.
- To był bardzo emocjonujący dzień, a ty nie spałaś od ponad dwudziestu czterech godzin - mówi Haymitch. - Idź spać. Poczujesz się lepiej, obiecuję.
Nie mogę przestać płakać, decyduję się jednak posłuchać Haymitcha. Ku memu zaskoczeniu, Johanna bierze mnie pod ramię i prowadzi do pokoju wypoczynkowego. Pomaga mi wejść do łózka i nawet otula mnie kocem. To jest tak do niej niepodobne, że zastanawiam się, czy już przypadkiem nie śpię.
- Śpij, wiewiórko - mówi. - Niedługo będzie już po wszystkim.
Budzę się kilka godzin później, czując się znacznie lepiej. Przynajmniej fizycznie czuję się lepiej, ale sen nie pomógł na moje wyczerpanie emocjonalne. Wychodzę z pokoju wypoczynkowego i okazuje się, że mentorzy z Jedenastego Dystryktu już wyszli.
- Jak się czujesz? - pyta Finnick, gdy tylko mnie zauważa.
- Lepiej - odpowiadam i siadam.
- Najpierw chcesz usłyszeć dobre czy złe wieści? - pyta Johanna, wyglądając na wyraźnie podirytowaną.
- Nie mogłaś dać jej kilku minut na obudzenie się? - pyta Haymitch, spoglądając na Johannę.
- Znam ją, chciałaby to wiedzieć najszybciej jak to tylko możliwe - mówi, odwzajemniając spojrzenie.
- Ona tutaj jest - przypominam im, - Ale Jo ma rację. Wolałabym wiedzieć wcześniej niż później.
- Zła wiadomość jest taka - mówi Johanna, gdy nikt się nie odzywa - że Organizatorzy wysuszyli strumień.
- Co?
- Zauważyliśmy to, bo gdy wznowili sponsoring, to wyrzucili z menu wodę - kontynuuje Johanna.
- To był kolejny powód, żeby zrobić ucztę, prawda? - pytam. - Żeby Organizatorzy mieli czas by wysuszyć każde źródło wody na arenie.
- Oprócz jeziora - mówi Finnick.
- Oczywiście - odpowiadam. - Czy Peeta wie?
- Znalazł wyschnięty strumień - mówi Haymitch. - Nie wyglądał na zaskoczonego i nie powstrzymało go to przed powrotem do jaskini. Śpi teraz.
- Więc jutro będzie musiał wrócić nad jezioro - mówię. - To niezbyt zachęcające.
- Przynajmniej będzie wypoczęty - mówi Finnick. - I wciąż ma jeszcze przynajmniej trzy butelki wody.
- Oby to nie były jedyne dobre wieści - mówię, myśląc o tym, że być może niepotrzebnie wstawałam z łóżka.
Haymitch potrząsa głową.
- Gdy dotarł do jaskini, w końcu otworzył swoją paczkę, którą dostał na uczcie.
- Co dostał?
- Coś w rodzaju nowoczesnego pancerza - mówi Haymitch i widzę uśmiech na jego twarzy. - To zapewnia mu jakąś ochronę przed nożem Misu i mieczem Cato. Szkoda tylko, że nie dostał ochrony na twarz.
- Pancerz? - pytam. - Naprawdę? Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
- I to jest więcej niż niesprawiedliwe w stosunku do innych trybutów - mówi Johanna. - Ale zamierzasz narzekać?
Potrząsam głową, ale zastanawiam się dlaczego Organizatorzy wysyłaliby Peecie coś takiego. Chyba że... ktoś im powiedział, że mają to zrobić. Ktoś, kogo nie mogą zignorować. Haymitch i ja wymieniamy spojrzenia i wiem, że nie tylko ja sądzę, że Snow przyłożył do tego rękę.
- Chyba pójdę już do łóżka - mówi Haymitch.
- Dobranoc - wołam za nim.
Chrząka w odpowiedzi i znika w pokoju wypoczynkowym. Johanna decyduje się wykorzystać moje puste łóżko i zostawia mnie samą z Finnickiem.
- Nie jesteś zmęczony? - pytam.
- Zdrzemnąłem się wcześniej - odpowiada. Wzdycha głośno kilka razy zanim na niego spoglądam. - Posłuchaj Katniss, jestem ci winien przeprosiny za tę rozmowę kilka nocy temu. Myliłem się, sugerując, że... Nie powinienem był mówić tego, co powiedziałem i chciałem, żebyś wiedziała, że jest mi z tego powodu przykro.
- Naprawdę nie powinieneś tego mówić - zgadzam się. - Ale rozumiem, że się po prostu o mnie martwisz.
- Pamiętasz jak powiedziałem ci, że tylko ten chleb z naszego Dystryktu trzymał Annie przy zdrowych zmysłach? - pyta Finnick, a ja kiwam głową. - To nie tylko to. Na tej ceremonii Annie podjęła decyzję, że skończy ze sobą. W nocy w jakiś sposób udało jej się wymknąć spod naszej opieki, mojej i Mags. Już miała sobie podciąć gardło, gdy zobaczyła koczyk pełen chleba.
Patrzę na Finnicka, nie wiedząc co powiedzieć.
- Biegałem wszędzie, szukając jej, gdy wpadła na mnie z uśmiechem na twarzy. Widząc ją taką, poczułem się jak zanim Annie znalazła się na arenie - mówi. - Byłem taki szczęśliwy, myśląc, że w jakiś sposób się jej polepszyło. Potem oderwała się ode mnie. "Spójrz, Finnick", powiedziała, pokazując mi kromki. "Wyglądają jak ten w domu. Nie chcę dziś umierać."
Nie mogę się powstrzymać i wzdycham głośno. Zakrywam dłonią usta.
- Naprawdę ci to powiedziała?
Finnick kiwa głową.
- Są noce, gdy śnię o tym, że nie zobaczyła tego chleba, albo wybrała nóż, a ja ją tracę. A teraz wiem, że to Peecie zawdzięczam uratowanie Annie życia kilka lat temu.
- Nie wiem, co powiedzieć - mówię cicho.
- W porządku - zapewnia. - Pamiętasz, co mi powiedziałaś, gdy zapytałem cię tego dnia w Centrum Odnowy, czy Peeta jest normalny?
Myślę przez chwilę i odpowiadam:
- Powiedziałam, że jest wyjątkowy.
- I miałaś rację - mówi. - Ale sądzę, że jest dużo bardziej wyjątkowy niż kiedykolwiek myślałaś.
- Nie rozumiem - mówię.
- Więc będę musiał ci to wyjaśnić - mówi z uśmiechem. - Ale dopiero gdy wygra, oczywiście.
Reszta nocy upływa wolno, nawet w towarzystwie Finnicka. Ze wszystkich sił stara się mnie rozweselić, ale to nadaremne, skoro tak samo martwi się o Peetę jak ja.
Misu budzi się tuż po wschodzie słońca i domaga się więcej jedzenia. Kusi mnie by ją zignorować, ale w końcu wysyłam jej trochę jedzenia, choć nie tak dużo jak wczoraj. Nie jest zbyt zadowolona, o czym głośno wszystkich informuje.
- Chciałbym, żeby Cato ją już zabił - jęczy Finnick. - Czy on nie zdaje sobie sprawy, że nas tylko tym torturuje?
- Mówimy o Misu? - pyta Johanna, wychodząc z pokoju wypoczynkowego. - Miałam nadzieję, że usłyszę o jej śmierci, gdy się obudzę.
- Niestety Cato chyba najpierw chce wykończyć Peetę zanim pozbędzie się Misu - mówię. - Nie wiem dlaczego, bo jej zachowanie jest wystarczającym powodem do zabicia jej.
- Musi nieźle całować - mówi Finnick, a ja i Johanna patrzymy na niego. - Co? Mówię, że to pewnie powód, dla którego wciąż żyje. To i obiecane bzykanko przed jej śmiercią.
- Myślicie, że Organizatorzy by to pokazali? - pytam, dziwnie zaciekawiona.
- A jak sądzisz? - pyta Johanna, przewracając oczami.
Wykrzywiam twarz na myśl o Cato i Misu w takiej sytuacji.
- Sądzę, że to obrzydliwe.
- Tylko dlatego, że nigdy tego nie robiłaś - mówi Finnick. - Przyrzekam, że z właściwym partnerem może to być piękne.
Johanna uśmiecha się.
- Ale lekkie zniesmaczenie też jest zabawne.
Czuję jak moje policzki płoną.
- Nie chcę o tym słyszeć.
- Nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę sądzi, że te plotki o tobie są prawdziwe - mówi Finnick, potrząsając głową. - Jest mi żal Peety, bo będzie musiał żyć w celibacie, jeśli skaże się na umawianie z tobą.
- Zamknij się.
- Wiesz, wiewiórko - zaczyna Johanna, uśmiechając się do mnie. - Jeśli chcesz, to mogę się nim zająć przez kilka dni w miesiącu, by ulżyć tobie i twoim delikatnym uczuciom.
Wiem, że Johanna tylko się ze mną droczy, ale posyłam jej rozeźlone spojrzenie.
- Nie sądzę, by to było konieczne.
Finnick i Johanna wymieniają rozbawione spojrzenia.
- Już dobrze, dobrze. Ale pamiętaj, że moja oferta jest wciąż aktualna jeśli zmienisz zdanie - mówi Johanna.
- Nie zmienię zdania - obiecuję. - A teraz, czy możemy porozmawiać o czymś innym?
Jednak nie mamy o czym rozmawiać i gdy Haymitch wchodzi do pokoju, między nami panuje cisza.
- Jak trybuci? - pyta Haymitch.
- Misu i Cato krążą wokół, szukając Peety - mówię. - A Peeta wciąż jest w jaskini i śpi.
- Wciąż? - Haymitch wygląda na zaskoczonego.
- Pewnie był wykończony - mówi Finnick. - Minęły dni odkąd porządnie się wyspał, prawda?
Kiwam głową, myśląc o tym.
- Tak. Ostatni raz spał w noc zanim zginęła Liszka.
- A w dodatku jest wykończony emocjonalnie śmiercią tej małej dziewczynki - mówi Johanna.
Na wspomnienie o śmierci Rue, znów zapada między nami cisza. Napięcie jest ogromne i już wszyscy czekamy aż Peeta się obudzi i ruszy w stronę Rogi Obfitości.
Jest pora lunchu, gdy Peeta w końcu się budzi. Jego wyraz twarzy jest obojętny, a jego ruchy niemal mechaniczne. Zjada większość jedzenia, które wysłałam mu wczoraj. Pakuje kilka butelek wody i trochę jedzenia do plecaka.
- Dlaczego nie pakuje śpiwora? - pyta Johanna. - I reszty jedzenia i swoich rzeczy?
- Sądzi, że już nie będzie tego potrzebował, bo nie będzie tak długo na arenie - wyjaśnia Finnick, robiąc ponurą minę. - Nie sądzę, żeby się mylił.
Patrzę jak Peeta kończy się pakować, a potem zdejmuje kurtkę. Gdy zaczyna zdejmować koszulkę, odwracam wzrok.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego on się rozbiera? - pytam, rumieniąc się wściekle.
- Naprawdę nie masz zamiaru patrzeć? - pyta Johanna z rozbawieniem w głosie. - Omija cię naprawdę niezłe przestawienie.
- Jo! Przestań się ze mną droczyć.
- Nie droczę się z tobą. Myślałam, że będziesz szczęśliwa, słysząc, że twój chłopak jest dostatecznie wyposażony by cię zadowolić. Oczywiście, jeśli kiedykolwiek dasz mu na to szansę. Naprawdę, Katniss, jeśli będzie tego dla ciebie za dużo, to go po prostu odeślij do mnie.
Mój komputer zaczyna pikać jak szalony i spoglądam na sumę na koncie Peety. Wygląda na to, że wszystkim mieszkańcom Panem podoba się przedstawienie, myślę gorzko.
- Zakłada pancerz - informuje mnie Haymitch. - Przylega do skóry, więc musi go założyć pod ubranie.
- Och.
Mija kilka chwil zanim Peeta ubiera się z powrotem i nie patrzę na ekran dopóki moi towarzysze nie przyrzekają, że Peeta jest już kompletnie ubrany. Nawet wtedy zwlekam jeszcze kilka sekund, tak dla pewności. Gdy spoglądam z powrotem na ekran, Peeta wyszedł już z jaskini i jest w drodze do Rogi Obfitości.
Nie biegnie, ale też nie idzie wolno. Jednak idzie szybciej niż wtedy, gdy szedł z Rue na ucztę. Jest przygnębiony, a usta zaciska w wąską linię. Wygląda jakby chciał zakończyć Igrzyska najszybciej jak to tylko możliwe.
Niebo ciemnieje gdy Peeta dociera na brzeg jeziora. Zastanawiam się, czy w ogóle zauważył, że niebo ma ten sam odcień pomarańczu, który tak bardzo kocha, ale wątpię w to. Peeta rozgląda się wokół i obchodzi jezioro dookoła, zbliżając się do Rogu Obfitości. Ale nie powinien się martwić, bo Cato i Misu są daleko. Zmierzają jednak w stronę jeziora, więc niedługo się spotkają.
Peeta wychodzi na polanę i idzie w stronę Rogu Obfitości. Opiera się o ciepłą blachę i czeka na pozostałych trybutów.
W międzyczasie Misu i Cato robią postój. Chłopak z Drugiego Dystryktu narzeka, że nie znaleźli ani kryjówki ani Peety. Misu zgadza się z nim, jednocześnie szukając czegoś w plecaku. Wyciąga małą buteleczkę i otwiera ją, upewniając się, że siedzi plecami do Cato. Patrzę jak wlewa zawartość buteleczki do czegoś schowanego w plecaku. Gdy kończy, wrzuca pustą buteleczkę do plecaka i udaje, że coś zamyka.
- Słyszałaś, co powiedziałem? - pyta Cato ze złością.
- Nie, nie słyszałam - mówi, odwracając się do niego. - Chce ci się pić?
- Tak
- Masz - mówi, podając mu butelkę wody, wyciągniętą z plecaka. Cato bierze butelkę i łapczywie pije wodę. Misu marszczy brwi. - Nie miałam na myśli, żebyś wypił wszystko.
Cato przewraca oczami.
- Możesz ją napełnić gdy wrócimy nad jezioro.
- Chyba tak - mówi. - Po prostu nienawidzę kiedy...
- Cicho - mówi Cato, przerywając jej.
Misu wygląda na obrażoną.
- Czy ty właśnie...?
- Zamknij się na minutę - rozkazuje, znów przerywając Misu. - Próbuję rozgryźć co to za dźwięk.
Misu krzyżuje ręce na piersi.
- Ja nic nie słyszę.
- Bo nie przestajesz gadać - mamrocze do siebie Cato, ale Misu i tak to słyszy.
- W porządku, już się nie odzywam - mówi.
I ku zaskoczeniu wszystkich naprawdę tak robi. Po chwili jej oczy się rozszerzają, najwyraźniej ona też to usłyszała. Zamyka plecak i zakłada go na ramiona.
- Powiedz, że ty też to słyszałaś - mówi Cato, patrząc na Misu.
- Słyszałam i wybacz mi, ale nie chcę tu tkwić i czekać by zobaczyć co wydaje taki dźwięk - mówi i zaczyna biec.
Cato zwleka chwilę i rusza za nią. Kilka sekund później w miejscu, gdzie stał Cato, pojawia się stworzenie, którego nie potrafię zidentyfikować. Natychmiast pojawia się kilka innych i zaczynają szczekać.
Nie, nie znowu, myślę.
Przed oczami pojawia mi się obraz śmierci Gale'a. Wbijam paznokcie w uda i powstrzymuję się przed wybiegnięciem z pokoju. To za bardzo przypomina wydarzenia z zeszłego roku. Zmiechy polujące na chłopaka tak blisko końca Igrzysk. Nie mogę oprzeć się uczuciu zdrady. Snow powiedział przecież, że pragnie zwycięstwa Peety. Ale jeśli Snow nie chciałby śmierci Peety, to Organizatorzy nie wysłaliby tych kreatur za Peetą.
- Co to jest? - pyta Johanna, gdy na ekranie pojawia się sylwetka jednego ze zmiechów.
- Mutanty - odpowiada pewnie Haymitch.
- Nigdy takich nie widziałem - mówi Finnick ze zmarszczonymi brwiami. - To nie zachęca do oglądania.
Ma rację. Nie mogę oprzeć się uczuciu, że coś mi umyka, ale nie wiem co. Wizja śmierci Peety, tak podobnej do śmierci Gale'a, sprawia, że nie potrafię skupić się na zmiechach.
Jeden ze zmiechów, większy od pozostałych i z blond futrem, macha łapą i całe stado rusza za Misu i Cato.
Droga do Rogu Obfitości nie zajmuje dwójce trybutów dużo czasu. Na ich nieszczęście, zmiechy są bardzo blisko nich. Gdy Cato i Misu pojawiają się na polanie, Peeta prostuje się i wyciąga nóż. Ale dociera do niego, że Misu i Cato uciekają przed czymś i spogląda na las za ich plecami.
Gdy pojawia się pierwszy zmiech, Peeta nie waha się i wspina się na Róg Obfitości. To nie najgorszy pomysł, zwłaszcza, że ucieczka nawet nie wchodzi w grę.
Peeta wspina się na Róg Obfitości, gdy Misu do niego dobiega. Mimo że Cato jest szybszy od Misu, to jednak został jakieś piętnaście stóp za nią. I z jakiegoś powodu, zwalnia coraz bardziej. Ale dobiega do Rogu Obfitości i zaczyna się na niego wspinać.
Misu wspina się na szczyt i upada, kaszląc. Peeta spogląda na nią ostrzegawczo, trzymając w ręku nóż. Cato zajmuje chwilę wspinaczka, ale w końcu udaje mu się dotrzeć na szczyt. Upada na brzuch, pomiędzy Misu i Peetą.
Na dole jest więcej niż piętnaście zmiechów, otaczających Róg Obfitości. Warczą do siebie i jestem przerażona tym w jak oczywisty sposób się ze sobą komunikują.
- Mogą się wspiąć? - pytam.
Haymitch potrząsa przecząco głową.
- Wątpię, bo już by spróbowały. Cokolwiek to jest, jest bystre.
Drżę na samą myśl o tym. Na ekranie pojawia się zbliżenie jednego ze zmiechów. Jest drobny, bez wątpienia najmniejszy ze stada. Widzę znajome brązowe oczy, które wyglądają niemal na ludzkie i wtedy dostrzegam obrożę, na której wygrawerowana jest jedenastka. Dociera to do mnie z taką siłą, że niemal spadam z krzesła. Kamera pokazuje inne zmiechy i identyfikuję tak wiele z nich, że aż mi niedobrze.
- Katniss? - pyta Haymitch, dostrzegając moją minę. - Co jest?
- To oni - szepczę.
- Jacy oni? - pyta Johanna.
- Zmiechy - mówię. - Zmiechy to martwi trybuci.
Wszyscy patrzą na ekran i sądząc po ich westchnieniach, też dostrzegają podobieństwa. Brutalna i pozbawiona skrupułów Johanna, którą uważam za jedną z najsilniejszych ludzi, jakich znam, biegnie do łazienki, nawet nie zamykając za sobą drzwi. Słyszę jak wymiotuje i boję się, że zaraz do niej dołączę.
- Nie do wiary - mówi Finnick, a Haymitch przeklina. - To obrzydliwe, nawet jak na nich.
- Myślisz, że włożyli tam też ich mózgi, czy tylko oczy? - pytam, choć nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie.
- Nie myśl o tym teraz - mówi Haymitch i widząc jego zaciśnięte szczęki, wiem, że upłynie dużo czasu zanim znów będzie trzeźwy. W tym momencie na poważnie rozważam dołączenie do niego.
Na szczęście żaden z trzech żyjących trybutów nie przygląda się uważnie zmiechom. Misu siada, przestając kaszleć, natomiast Cato ma problem ze złapaniem oddechu.
Ale i tak wyciąga swój miecz i mierzy nim w stronę Peety.
- Zabiję cię. Jesteś martwy.
Misu wstaje i cicho się śmieje.
- Och, Cato. Nie ty go zabijesz tylko ja.
- O... czym... ty... mówisz? - pyta Cato i wygląda na to, że ma problemy z mówieniem.
Nagle zaczyna się krztusić. To jednak nie jedzenie tylko krew. I raczej nie wygląda na to by zamierzała przestać płynąć. Czuję, że kręci mi się w głowie na widok takiej ilości krwi.
Misu wydaje się być tym widokiem w ogóle nie poruszona. W zasadzie to wygląda na całkiem zadowoloną. Kuca przed Cato i mówi:
- Widzisz, już długo nie pożyjesz, Cato.
- Misu... - mówi Peeta, mocniej ściskając nóż. - Co zrobiłaś?
Zmiechy milczą jakby czekały na wyjaśnienia Misu.
Dziewczyna ignoruje pytanie i wciąż mówi do Cato:
- Nie zastanawiałeś się nad tym, co dostałam na uczcie? Oczywiście, że nie, bo to nie dotyczyło ciebie. Ale powinieneś się tym zainteresować, Cato, bo dostałam truciznę. Truciznę, którą dodałam do wody, którą dałam ci wcześniej.
Cato gapi się na nią oskarżycielsko, a krew nie przestaje płynąć z jego ust. Wraz z upływem krwi, chłopak z Dwójki traci też siły.
- Prawdopodobnie byś przeżył, gdybyś nie był tak zachłanny i nie wypił całej butelki - mówi Misu, drwiąc z chłopaka, który właśnie traci przytomność. - Och, a co do tego bzykanka, które mi obiecałeś przed śmiercią? Proszę bardzo!
I z całych sił spycha Cato z Rogu Obfitości. Jego ciało uderza o ziemię z głuchym dźwiękiem. Zmiechy, które odsunęły się, nie chcąc by Cato wylądował na nich, podchodzą bliżej. Szczekają do siebie przez chwilę, a potem się odsuwają.
- Dlaczego się odsuwają? - pytam
- Prawdopodobnie wyczuły truciznę - mówi Finnick.
W końcu słychać armatni wystrzał i Misu wstaje, odwracając się do Peety.
- Zostaliśmy tylko my - mówi.
- Wiem.
- Wiesz, że to ja zabiłam Rue?
Oczy Peety zwężają się.
- Tak, powiedziała mi to przed śmiercią.
- Cieszę się - mówi, uśmiechając się do niego. - Jesteś na mnie zły, że ją zabiłam czy ulżyło ci, że to nie ty musiałeś to zrobić?
Peeta odwraca się, nie odpowiadając.
- Nawet nie wiem dlaczego w ogóle pytam - mówi drwiąco Misu. - Wiem, że nie byłbyś w stanie jej zabić. Założę się, że nie jesteś w stanie zabić mnie.
- Tego chcesz? - pyta Peeta. - Żebym cię zabił?
- Nie - mówi. - Tak naprawdę to chcę, żebyś ty umarł i chcę, żeby ona na to patrzyła.
Misu skacze na Peetę z nożem w ręku, ale nóż odbija się od pancerza na wysokości klatki piersiowej Peety.
Dziewczyna wygląda na zdezorientowaną.
- Co, do cholery?
Peeta wykorzystuje przewagę i odpycha od siebie Misu. Dziewczyna robi kilka kroków do tyłu. Jej noga ślizga się na krwi Cato i Misu niemal spada z Rogu Obfitości, ale w ostatniej chwili chwyta się krawędzi.
Krzyczy, a Peeta wygląda jakby wciąż przetrawiał to, co się stało. Nie winię go, bo czuję tak samo.
- Peeta! - krzyczy Misu. - Pomóż mi! Proszę!
- Ona chyba nie jest poważna - mówię. - Czy ona prosi go o pomoc po tym jak właśnie próbowała go zabić?
- Proszę - błaga Misu. - Ześlizguję się i wiem, że długo już tak nie wytrzymam.
Szybkie spojrzenie na twarzy Peety i jest oczywiste, że on naprawdę rozważa pomoc jej.
- Nawet się nie waż! - krzyczę, choć wiem, że mnie nie słyszy. - Niech spadnie, Peeta!
Ale pomaga jej, bo inaczej nie byłby moim Peetą. Ostrożnie omija kałużę krwi, gdy największy zmiech, zapewne Thresh, skacze i zaciska szczęki wokół nogi Misu i ściąga ją w dół.
Misu cały czas krzyczy, a Peeta natychmiast wychyla się nad krawędzią Rogu Obfitości. Dziewczyna uderza o ziemię i natychmiast zostaje otoczona przez zmiechy, znikając nam z widoku. Jestem za to wdzięczna, bo tylko mogę sobie wyobrazić jak zmiechy rozrywają Misu na kawałki. Wystarczy, że słyszę jej krzyki.
Krzyki Misu ciągną się w nieskończoność i jestem niemal przekonana, że zaraz doprowadzą mnie do szału. Nagle zapada cisza. Słychać armatni wystrzał i zmiechy odsuwają się od tego, co zostało z mojej trybutki.
Kamera to pokazuje, a ja walczę z sobą by nie pobiec do łazienki. Ale wszystkie kamery zostają przekierowane na Peetę, siedzącego na szczycie Rogu Obfitości z twarzą schowaną w dłoniach.
Słychać fanfary i głos Claudiusa Templesmitha ogłasza:
- Panie i panowie! Oto zwycięzca Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk, Peeta Mellark z Dystryktu Dwunastego!
