Wychodzę z windy na parterze, gdzie będzie miała główna ceremonia. Jestem tu pierwsza, co nie cieszy mnie zbytnio. Mam już dość samotności. Ryk tłumu sprawia, że podskakuję i naprawdę chciałabym, żeby Cinna tu ze mną był.
Na szczęście, niedługo potem dołączają do mnie Haymitch i Effie.
Effie mocno mnie przytula. Jest roztrzepana i szybko zaraża mnie swoim dobrym nastrojem.
- Pewnie jesteś bardzo, bardzo, bardzo podekscytowana! Zobaczysz go już za kilka minut!
Kiwam głową.
- Nie mogę się już doczekać.
- W związku z wejściem Katniss kilka rzeczy się zmieniło - mówi, przełączając się na nagle na swój profesjonalny tryb. - Nie dla ciebie, Haymitch. Jak zwykle, wchodzisz z prawej, po Portii.
Haymitch robi ponurą minę, starając się poprawić swój przekrzywiony krawat. Ponieważ Peeta jest męskim trybutem to Haymitch występuje jako prowadzący mentor. Jako że oficjalnie jestem mentorką trybutek, nic mi się nie należy z powodu wygranej Peety. Tak naprawdę, to gdyby nie związek z Peetą, to nawet nie brałabym udziału w tej ceremonii.
Effie zwraca się do mnie, gdy podchodzi do nas Strażniczka Pokoju:
- Katniss, pojawisz się na scenie trochę później. Peeta zostanie oficjalnie przedstawiony i chwilę porozmawia z Caesarem. Potem ty zostaniesz zaproszona. Rozumiesz?
Strażniczka Pokoju odchrząkuje i mówi:
- Proszę za mną, panno Everdeen.
- Chwileczkę - mówię. - Dokąd?
Wskazuje prowizoryczną ścianę kilka stóp dalej.
- Musimy stanąć za tym.
- Dlaczego? - pytam.
- Ponieważ nie chcą byś zobaczyła swojego chłopaka - mówi Haymitch. - Wygląda na to, że stamtąd będziesz miała swoje wejście.
- Okej - mówię, już rozumiejąc. Spoglądam na Strażniczkę Pokoju, której niechęć wobec mnie jest wręcz namacalna. - Zakładam, że twoją robotą jest dopilnowanie bym schowała się tam?
Kiwa głową.
- Zgadza się.
- Więc prowadź - mówię, wiedząc, że sprzeczka jest bezużyteczna.
Kilka minut później zza ściany słyszę wrzawę na widowni. Publiczność zagłusza prowadzącego, więc nie słyszę, o co chodzi, ale jestem niemal pewna, że Peeta właśnie się pojawił.
Czekam, aż zacznie się show. W końcu, po czasie ciągnącym się w nieskończoność, słyszę hymn. Caesar Flickerman rozgrzewa publiczność zanim prezentuje zwycięską ekipę Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk.
Słyszę jak brawa rosną z każdą kolejną prezentacją. Najpierw jest ekipa przygotowawcza, potem Effie, a następnie Portia, przy które tłum wariuje, a na końcu Haymitch.
Caesar czeka, aż tłum nieco się uspokoi i mówi:
- A teraz moment, na który wszyscy czekaliśmy... Zwycięzca Siedemdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk i mój przyjaciel... Peeta Mellark!
Wrzawa jest tak głośna, że niemal głuchnę. Kilka minut później publiczność wciąż się jeszcze nie uspokaja. Caesar próbuje mówić kilka razy, ale nie może przekrzyczeć widowni. Gdy tłum w końcu uspokaja się słyszę śmiech Peety.
Moje serce zaczyna bić mocniej. Jest tak blisko mnie i zobaczę go za kilka sekund. Caesar i Peeta zaczynają rozmowę o niczym i wymieniają kilka żartów, a ja mam ochotę krzyknąć by się pospieszyli.
- Peeta, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że to powiem, ale wyglądasz na okropnie roztargnionego - mówi Caesar. - Czy wszystko w porządku?
- Tak - odpowiada Peeta i słyszę zażenowanie w jego głosie. Zastanawiam się czy się zarumienił i czy jego uszy też są czerwone. To sprawia, że jeszcze bardziej chcę go zobaczyć.
- Po prostu powiedziano mi, że ktoś tu będzie.
- Chyba nie mówisz o swojej mentorce? - śmieje się Caesar, a widownia razem z nim.
- Katniss, tak.
- Chyba torturowaliśmy go zbyt długo, nie sądzicie? - pyta Caesar, a tłum głośno się z nim zgadza. Bezwiednie sama kiwam głową. - Panno Katniss Everdeen, proszę wyjść i przywitać swojego chłopaka!
Kurtyna unosi się w górę, a ja zostaję oślepiona przez światło. Czuję się nieco zdezorientowana i nagle tracę grunt pod nogami, gdy zostaję pocałowana. Zamykam oczy, zarzucam ramiona na jego szyję i oddaję pocałunek, po prostu ciesząc się, że znów mam go w swoich ramionach.
Im dłużej się całujemy, tym mój umysł robi się coraz bardziej pusty. Nie chcę tego przerywać, ale jestem świadoma, że Caesar coś do nas mówi. Czuję jak Peeta macha na niego ręką, nie odrywając swoich ust od moich.
Ktoś klepie Peetę po plecach z taką siłą, że oboje niemal się przewracamy i słyszę głos Haymitcha:
- Już dobrze! Spróbujcie może pooddychać.
Peeta odsuwa się ode mnie, wyglądając na zakłopotanego. Łapię go za rękę i przyciągam do siebie. Uśmiecha się i obejmuje mnie jednym ramieniem.
- Masz na sobie moją marynarkę.
- Mam ją dłużej niż ty - mówię, uśmiechając się. - Więc sądzę, że to oznacza, że teraz jest to moja marynarka. Ale jeśli chcesz, możesz ją spróbować odzyskać.
Tłum dziko reaguje, a do mnie dociera, że wszyscy słyszeli naszą rozmowę. Czy my nigdy nie będziemy ani odrobiny prywatności? Przypominam sobie, co ma się stać potem i wiem, że odpowiedź na to pytanie brzmi: nie.
Peeta prowadzi mnie do zdobionego krzesła, które zwycięzca zajmuje podczas głównej ceremonii. Nie powiedziano mi gdzie będę siedzieć podczas ceremonii i rozglądam się w poszukiwaniu mojego siedzenia, gdy Peeta siada i pociąga mnie w dół, tak że ląduję na jego kolanach. Słyszę harmider na widowni i uśmiecham się.
Pochyla się nade mną i mówi:
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Tak bardzo za tobą tęskniłem, że nie mam zamiaru się tak szybko puszczać - mówi cicho. Zastanawiam się dlaczego w ogóle szepcze skoro mikrofony wyłapują każde nasze słowo.
- Nie mam nic przeciwko - odpowiadam, opierając głowę na jego ramieniu. - Ja też nie mam zamiaru cię tak szybko puszczać.
- Czyż nie jest to najsłodszy widok jaki kiedykolwiek widziałem? - Caesar uśmiecha się i siada na krześle obok. - Miałem pokazać ci twoje miejsce, Katniss, ale sądzę, że wygodnie ci tam gdzie jesteś.
- Bardzo mi wygodnie - mówię. - Dziękuję.
- No i to rozumiem - mówi Caesar, pochylając się ku nam. - Nie widzieliście się po zakończeniu Igrzysk, prawda?
- Na nieszczęście, to prawda - mówi Peeta, a widownia wyraża współczucie. - Nie wolno mi było zobaczyć Katniss, bo musiałem wypoczywać.
- Dlaczego mam wrażenie, że nie tak łatwo to zaakceptowałeś?
Peeta uśmiecha się i wzrusza ramionami.
- Być może kilka razy próbowałem uciec ze szpitalnego pokoju, by znaleźć Katniss.
- Słyszałam, że było coś więcej - mówię, szturchając delikatnie Peetę.
- Może i było - mówi.
- Musieli cię uśpić - przypominam mu ze śmiechem.
- Tylko raz - mówi, przyciągając mnie bliżej. - Po prostu musiałem cię zobaczyć, to wszystko.
Odwracam się i delikatnie całuję go w usta.
- Wiem.
Caesar wzdycham.
- Jesteście tacy słodcy, że chciałbym spędzić całą noc rozmawiając o waszej miłości!
Ale nie możemy i wiem, że teraz czas na rozpoczęcie show. Światła przygasają i ogromny ekran ożywa, pokazując godło Panem. Czuję jak Peeta sztywnieje i wiem dokładnie jak się teraz czuję. Oglądanie śmierci dwudziestu trzech trybutów, którzy weszli z tobą na arenę nie jest miłym doświadczeniem. Biorę Peetę ze rękę, ściskam ją i zaczynam pisać palcem po jego skórze.
Jestem z tobą.
Peeta odwraca moją dłoń i odpowiada:
Dziękuję.
Pierwsze trzydzieści minut zajmują sceny sprzed rozpoczęcia Igrzysk. Trudno się to ogląda. Zwłaszcza, że większość pokazywanych ludzi już nie żyje. Krótko pokazują dożynki w innych dystryktach, skupiając się na tych z Dwunastego Dystryktu. Nic zaskakującego, skoro finałowa dwójka trybutów była z Dwunastki. Szybko pokazują treningi i zdobyte punkty, tak jak co roku, ale jestem zaskoczona następnym punktem show.
- Oboje dobrze wyglądają, prawda? - Widzę samą siebie na ekranie. Nie wierzę, że to pokazują. - Zwłaszcza Peeta.
Odwracam się i widzę zaskoczenie Peety. Gdy zauważa mój wzrok, posyła mi pytające spojrzenie i wskazuje głową ekran. Rumienię się i wzruszam ramionami.
- Chyba nie próbujesz wpędzić mnie w kłopoty? Między nami nie ma nic niestosownego. Jednak chyba nie ma nic złego w małym zafascynowaniu?
Oczy Peety rozszerzają się.
- Oczywiście, że nie - zgadza się Caesar. - Zwłaszcza gdy obiekt tego zafascynowania zdobył serca wielu innych dziewcząt.
- Dokładnie. Nie mogę się powstrzymać, jestem tylko człowiekiem.
Nie podoba mi się wyraz na twarzy Peety i robię to, co pierwsze przychodzi mi do głowy. Całuję go.
Oddaje pocałunek, a potem odsuwa się, a ja uspokajam się, widząc, że próbuje powstrzymać uśmiech.
Dlaczego to zrobiłaś?
Odwracam jego dłoń i odpisuję:
Kocham cię.
Peeta znów odwraca moją dłoń.
Kocham cię.
Potem pokazują wywiady trybutów, ale tylko wywiad z Peetą pokazują w całości. Gdy nadchodzi część z jego wyznaniem miłości, Peeta chowa twarz w moim ramieniu.
Nieszczęśliwie, podnosi głowę akurat gdy pojawia się kolejna niespodzianka. Łapie moją dłoń, gdy na ekranie pokazuje się fotografia, którą Snow pokazał mi wcześniej w swoim prezydenckim apartamencie. Powinnam wiedzieć, że pokażą zdjęcie mnie i Peety całujących się na dachu, ale naprawdę się tego nie spodziewałam. Spoglądam na Peetę i widzę, że jest jeszcze bardziej zaskoczony niż ja. Jednak widowni to się bardzo podoba.
Nastrój całkowicie się zmienia, gdy pokazują arenę.
Sceny z rzezi są tak samo przerażające jak wcześniej. Śmierć dwunastu trybutów pokazują pokrótce z wyjątkiem śmierci Clove. Pokazują całe zdarzenie - od uratowania Rue przez Peetę, który powalił dziewczynę z Drugiego Dystryktu, przez ucieczkę Peety przed Misu, aż do poderżnięcia gardła nieprzytomnej dziewczynie przez Misu. Wiem, że to trudne dla Peety, więc ściskam delikatnie jego dłoń.
Pokrótce pokazują śmierć dziewczyny z Ósemki, dziewczyny z Trójki i ogień wywołany przez Organizatorów. Akcja nieco zwalnia, gdy dochodzimy do incydentu z osami gończymi, Rue i zawodowcami. Trzymam język za zębami, patrząc jak dba o Rue, która ma halucynacje. Wiem, że niedługo pokażą jej śmierć.
Jeszcze kilka śmierci i przechodzimy do uczty. Jestem przerażona tym, że nie opuścili ani chwili z momentu śmierci Rue. Czuję jak Peeta napina się, ale widzę, że nie zamierza płakać mimo że łzy spływają po moich policzkach.
Wodzę palcem po jego dłoni.
Przykro mi.
Unosi moją dłoń i składa na niej pocałunek.
I oto finałowa trójka trybutów znajduje się na szczycie Rogu Obfitości. Zauważam, że twórcy filmu unikają jakichkolwiek zbliżeń na zmiechy i zastanawiam się dlaczego. Nie to, żebym była z tego niezadowolona. Przynajmniej Peeta nie ma okazji by dokładnie się im przyjrzeć, za co jestem wdzięczna.
Pokazują upadek Misu w kilku różnych ujęciach. I Misu znika pomiędzy zmiechami. Jej krzyk rozchodzi się echem przez głośniki, a Peeta wzdryga się.
W porządku?
Peeta potrząsa głową.
Nie uratowałem jej.
Łapię jego dłoń i używam drugiej dłoni by powiedzieć mu, co o tym myślę.
To dobrze.
Peeta potrząsa głową, ale nie zaprzecza. Na ekranie pojawia się godło Panem i zaczyna grać hymn. Zapalają się światła i mamy wstać. Niemal zeskakuję z kolan Peety i pomagam mu wstać, gdy pojawia się prezydent Snow.
Snow podchodzi do Peety, a za nim mała dziewczynka niosąca koronę na małej poduszce. Prezydent spogląda na nasze złączone dłonie, a ja czuję gęsią skórkę na ramionach.
Tłum klaszcze, gdy Snow wkłada Peecie koronę na głowę i uśmiecha się do niego. Potrząsa wolną dłonią Peety i mówi:
- Gratulacje, panie Mellark. Jest pan prawdziwym zwycięzcą, w każdym tego słowa znaczeniu.
- Dziękuję panu - mówi Peeta i kiwa oficjalnie głową.
Snow puszcza dłoń Peety, kiwa głową i podchodzi do mnie.
- Panno Everdeen.
- Prezydencie Snow - odpowiadam, nie podnosząc oczu, dopóki nie schodzi ze sceny.
Tłum szaleje, a Peeta się do nich uśmiecha. Widownia zaczyna skandować: pocałuj ją. Po chwili Peeta bierze mnie w ramiona i namiętnie całuje.
Caesar gwiżdże na ten widok, a ja rumienię się, gdy Peeta mnie puszcza. Uśmiecha się z zakłopotaniem, a ja go delikatnie odpycham. Publiczność wręcz pochłania nasze przedstawienie. Caesar musi przekrzyczeć tłum by przypomnieć im, że ostatni wywiad z Peetą odbędzie się jutro.
- Dobre wystąpienie. Masz do tego talent - mówi Caesar, gdy we trójkę schodzimy ze sceny i podchodzimy do Haymitcha i Effie.
- Dziękuję - odpowiada Peeta, wyglądając na zaskoczonego. - To wiele dla mnie znaczy, że pan to mówi.
Caesar kładzie dłoń na ramieniu Peety i kiwa głową.
- Uwierz mi kiedy powiem, że to była przyjemność znów cię spotkać.
Teraz to ja jestem zaskoczona. W jego głosie brzmi taka szczerość, że to musi być prawdą. Nie doceniałam Caesara przez te wszystkie lata. Być może nie jest wcale taki obojętny jak sądziłam. Spotyka co roku tyle dzieci, wiedząc, że tylko jedno z nich wróci.
Caesar posyła mi ciepły uśmiech, a ja zastanawiam się czy po prostu nie wyobraziłam sobie tego wszystkiego.
Jedziemy do prezydenckiej rezydencji, gdzie ma miejsce Bankiet Zwycięzców. Peeta jest rozchwytywany przez wielu różnych ludzi. Cały czas jestem przy jego boku i nie puszczam jego dłoni ani na chwilę, ale jakoś nikt specjalnie nie stara się nas rozdzielić. Spełniamy prośbę za prośbą i całujemy się co chwila. Boję się, że jeszcze trochę, a moje usta po prostu odpadną.
Napotykam spojrzenie Taygena Torrklina i wiem, że jest świadom tego, co nastąpi jutro. Dociera do mnie, że prawdopodobnie wie o tym dużo zgromadzonych tu osób. Zżera mnie niepokój i przy każdej nowo napotkanej osobie zastanawiam się czy komuś nie wyślizgnie się coś na ten temat.
Ale na szczęście nikt nic nie mówi i gdy wsiadam do samochodu, Peeta jest błogo nieświadomy ohydnego żądania Snowa. Mam nadzieję, że w końcu spędzę trochę czasu sam na sam z Peetą, ale moje oczy zamykają się i dociera do mnie, że nic nie idzie tak jak planowałam.
Budzę się kilka godzin później, gdy Cinna wchodzi do mojego pokoju. Siadam na łóżku zdenerwowana, nie wiedząc gdzie jestem.
- Dzień dobry - mówi Cinna, podchodząc i siadając na krawędzi mojego łóżka. - Jak się spało?
- Dobrze, chyba - mówię i marszczę brwi, widząc, że to już pora lunchu. - Co się stało?
- Co masz na myśli?
- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to jak siedziałam w samochodzie w drodze do Centrum Szkoleniowego.
- To było bardzo słodkie - mówi Cinna z małym uśmieszkiem. - Najwyraźniej zasnęłaś w samochodzie i Peeta przyniósł cię do twojego pokoju. Wciąż masz na sobie sukienkę, więc zakładam, że okazał się prawdziwym dżentelmenem.
Cicho przeklinam, a Cinna unosi brew.
- Przepraszam, po prostu miałam nadzieję, że spędzę z nim trochę czasu sam na sam.
Cinna przygląda mi się uważnie.
- Będziesz miała na to czas po wywiadzie. Wygląda na to, że wasz powrót do domu został opóźniony z powodu jakiejś usterki w pociągu. Utknęliście tu do jutra.
Kiwam głową, nawet nie próbując udawać zaskoczenia.
- Cieszę się, że tu jesteś, Cinna. Peeta zasługuje na wielki finał w Kapitolu i to ja mam upewnić się, że będzie on wyjątkowy.
- Mam ci pomóc, byś wyglądała spektakularnie, prawda? - pyta Cinna, ale wiem, że to pytanie chciał zadać.
- Proszę?
- Skoro tak ładnie prosisz, to dlaczego mam ci odmówić? - Głaszcze mnie po policzku. - Jedno pytanie. O jak bardzo specjalnym finale mówimy?
- Bardzo - mówię.
- Jesteś pewna?
Nie jestem pewna, ale nie taką odpowiedź chciałabym mu dać.
- Kocham go. Naprawdę i szczerze.
Cinna akceptuje to i jestem mu za to wdzięczna.
- Dziś jestem sam, a musisz wyglądać szczególnie, więc raczej nie zdążymy na wywiad Peety.
- Och - mówię, czując się okropnie. - Chyba to nie będzie problem. Nikt nie powiedział, że będę potrzebna.
- Może jeśli się pospieszymy, to ominiemy tylko kilka minut - mówi, a ja uśmiecham się z wdzięcznością.
- Dziękuję.
- Jeszcze mi nie dziękuj - mówi i pomaga mi wstać.
Cinna jest mistrzem w tworzeniu fryzur i makijażu. Jeszcze się nie ubrałam, a już wyglądam na dojrzałą i uwodzicielską kobietę. Patrząc w lustro jestem zachwycona swoim wyglądem, bo Cinna sprawił, że wyglądam całkowicie inaczej, nie wyglądając przy tym śmiesznie.
Każdy kawałek ubrania został zaprojektowany tak, by przykuwać uwagę do moich krągłości. Do tej pory nie nosiłam takich strojów i czuję się w nim dziwnie. Nie mam zielonego pojęcia jak Cashmere może cały czas chodzić w takich strojach. Nie pomaga mi myśl, że to Snow pomógł zaprojektować tę suknię.
Suknia jest obcisła i pokazuje więcej niż tylko skórę. Jest kropnie niewygodna i jedyna rzecz, na którą nie mogę narzekać, to jej kolor.
- To jego ulubiony kolor - mówię Cinnie, a on tylko kiwa głową. - Skąd wiedziałeś?
- To było proste. Wystarczyło zapytać Portię - mówi, poprawiając jeszcze kilka rzeczy.
- To piękny kolor.
- A tobie bardzo pasuje - mówi, spoglądając na mnie z zadumą. - Peeta pokocha cię w tym.
Myślę o alternatywie prośby Snowa.
- Miejmy taką nadzieję.
Gdy Cinna robi ostatnie poprawki, rozlega się pukanie do drzwi. Czerwonowłosa awoksa wchodzi do środka, niosąc list na srebrnym talerzu. Podchodzi do mnie i podaje mi ją. Podnoszę list, a ona szybko kiwa głową i wychodzi z pokoju.
Otwieram kopertę i zaczynam czytać.
- Od kogo? - pyta Cinna, puszczając kilka kosmyków moich włosów wolno wokół mojej twarzy.
- Od Snowa - mówię.
Cinna zamiera.
- Co pisze?
Podnoszę wzrok i nasze spojrzenia spotykają się w lustrze. Wzdycham.
- Przygotował kolację dla mnie i dla Peety na dachu. Pomyślał, że to może popchnąć sprawy we właściwym kierunku.
- Jakże to okropnie uprzejme ze strony prezydenta Snowa - mówi Cinna wolno i rozmyślnie.
Gniotę list.
- I przypomina mi, że to ma się odbyć w moim pokoju.
Cinna parska, ale tego nie komentuje. Pomaga mi założyć marynarkę Peety.
- Nie chcemy, żebyś zmarzła na dachu.
- Nie, nie chcemy.
Poprawia marynarkę i robi krok w tył, przyglądając mi się uważnie.
- Proszę, skończone. Jeśli się pospieszysz, to zdążysz jeszcze zobaczyć część wywiadu.
Kiwam głową i idę korytarzem do salonu, gdzie odbywa się wywiad. Cichutko wślizguję się do środka, nie chcąc by ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę. Staję obok Haymitcha, a ten niemal podskakuje, gdy mnie w końcu zauważa. Caesar i Peeta patrzą w moim kierunku, bo reakcja Haymitcha zwróciła ich uwagę.
Peeta uśmiecha się szeroko, a ja odwzajemniam uśmiech. Macham do niego, a Peeta posyła mi buziaka.
- Dla tych, którzy zastanawiają się, co się właśnie stało, - mówi Caesar do kamery - dołączyła do nas ukochana Peety. I muszę powiedzieć, że wygląda dziś absolutnie zachwycająco.
- O tak. Ale jak dla mnie, to ona zawsze wygląda pięknie - mówi Peeta i puszcza do mnie oczko.
- Mówi jak naprawdę zakochany chłopak - mówi Caesar i ociera niewidzialne łzy wzruszenia. - Czy wiedza o tym, że ona tu czeka na ciebie, pomogła ci przetrwać na arenie?
Peeta kiwa głową.
- Był taki moment, tuż po śmierci Rue... - Peeta przerywa i przełyka ślinę zanim kontynuuje. - Nie wiem, byłem bardzo zmęczony i chciałem się po prostu poddać. Ale pomyślałem o Katniss i wiedziałem, że będzie na mnie bardzo zła, jeśli to zrobię.
- Cóż, wszyscy wiemy jak dobrze ta dziewczyna radzi sobie z łukiem i strzałą - mówi Caesar i wskazuje głową w moim kierunku. - I wiemy, że rozzłoszczenie jej, to ostatnia rzecz, jakiej chcemy.
- Poza tym, powiedziałem jej, że będę dla niej walczył - mówi Peeta ze wzrokiem utkwionym w swoich dłoniach. - Nie mogłem jej zawieść. Zwłaszcza, że wiedziałem, że ona nie dotrzyma swojej obietnicy.
- A co to była za obietnica?
- Nie wiem czy wolno mi mówić - odpowiada Peeta, próbując rozjaśnić sytuację. Spogląda na mnie i pyta - racja?
- Racja - odpowiadam. - Przepraszam, Caesarze, ale sądzę, że powinieneś odpuścić.
Caesar unosi ręce w górę, udzielając przerażonego.
- Przepraszam, Panem. Słyszeliście panią, a ja nie mam zamiaru się z nią kłócić.
- Jesteś bardzo mądrym mężczyzną, Caesarze - mówi Peeta.
Oboje się śmieją.
- Więc, powiedz mi, macie jakieś plany po powrocie do Dwunastego Dystryktu? - pyta Caesar.
- Jeszcze nie - odpowiada Peeta. - Ale nie mieliśmy zbytnio okazji by usiąść i o tym porozmawiać.
- Założę się, że nie zdawałeś sobie sprawy jak intensywne jest życie zwycięzcy, dopóki nie wygrałeś - mówi Caesar. - Mam rację?
- Na pewno nie oczekiwałem tego - odpowiada Peeta. - Jestem tym bardziej przerażony, bo Katniss sprawia, że wygląda to na takie łatwe.
Przestaję słuchać reszty wywiadu, bo skupiam się na pytaniu Caseara. Co będziemy robić, gdy wrócimy do Dwunastego Dystryktu? Nie możemy tak po prostu wrócić do tego, co było przed dożynkami, ale nie wiem, czy potrafię być czyjąś dziewczyną w normalnym życiu.
Co Prim o tym wszystkim pomyśli? A moja matka? Mam nadzieję, że zaakceptuje Peetę, nie wyobrażam sobie co będzie w przeciwnym razie. Jednak wiem, że jego matka mnie nienawidzi, a co z resztą rodziny Peety? I co z resztą Dwunastego Dystryktu? Ludzie z miasta i ze Złożyska nie wchodzą ze sobą w związki. Poza moimi rodzicami, oczywiście, ale widać jak to się skończyło.
Dociera do mnie, że ominęłam jeden ważny fakt. Ja już nie jestem dziewczyną ze Złożyska, a Peeta nie jest już synem piekarza. Oboje jesteśmy zwycięzcami i to nas oddziela od reszty. Napotykam spojrzenie Peety i postanawiam na razie nie przejmować się przyszłością. Gdy do dotrzemy do Dwunastego Dystryktu to będziemy się tym martwić.
- Chciałbyś nam coś jeszcze powiedzieć, Peeta? - pyta Caesar, znów przykuwając moją uwagę. Peeta potrząsa głową, a Caesar kontynuuje. - W takim razie, pozwól mi powiedzieć, że to była czysta przyjemność, uczestniczyć w tej fantastycznej podróży z tobą i już nie mogę się doczekać naszego ponownego spotkania z okazji Tournée Zwycięzców.
- Dziękuję - mówi Peeta.
- Ale póki co, żegna się z wami Caesar Flickerman i nasz zwycięzca, Peeta Mellark! - mówi Caesar i posyła buziaka do kamery.
I koniec wywiadu. Peeta zostaje otoczony przez ludzi, którzy mu gratulują i życzą powodzenia. Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu, gdy Peeta w końcu do mnie podchodzi i przytula mnie.
- Tęskniłem - szepcze z twarzą ukrytą w moich włosach.
- Zamierzasz mi to mówić za każdym razem gdy się widzimy? - pytam, tuląc się do niego.
- Może - mówi, odsuwając mnie od siebie i patrząc mi w oczy. - Zawsze tęsknię, gdy nie ma mnie przy tobie.
Uśmiecham się. Biorę go za rękę i wyprowadzam z salonu.
- Być może rozumiem, co masz na myśli.
Idziemy korytarzem gdy zauważam, że Peeta się rozgląda.
- Czego szukasz? - pytam.
- Och, czekam aż Haymitch lub Effie nam przerwą.
Śmieję się.
- Jakby to był ich cel życiowy. Ale obiecuję, że dziś nikt nam nie będzie przeszkadzał. Słyszałam, że nasz powrót do domu został przełożony na jutro?
- Tak - mówi i przyznaję, że nie brzmi na rozczarowanego.
- Myślałam, że moglibyśmy uciec od wszystkiego i mieć trochę prywatności. Tylko my - mówię. - Jak to brzmi?
- Cudownie - odpowiada i ściska moją dłoń. - Czy mogę zapytać gdzie mnie zabierasz czy to ma być niespodzianka?
- Zobaczysz - mówię.
Zatrzymuje się i zmusza bym na niego spojrzała.
- Wyglądasz pięknie w tej sukience - mówi Peeta. - Ale nie miałbym nic przeciwko, żebyś weszła do swojego pokoju i założyła coś wygodniejszego.
Natychmiast przytulam się do niego. Jest tym zaskoczony i niemal się przewracamy. Ale szybko odzyskuje równowagę, gdy moje usta lądują na jego ustach.
Gdy odsuwam się od niego, Peeta uśmiecha się.
- Cóż, nie narzekam, ale za co to było?
- Bo jesteś tutaj - mówię, nie wiedząc jak inaczej to wyjaśnić. - I tak, suknia jest okropnie niewygodna, ale chciałam ją dla ciebie założyć. Jest w twoim ulubionym kolorze i w ogóle.
Peeta śmieje się i lekko rumieni.
- Uwierz mi, zauważyłem. Nigdy tak nie lubiłem tego koloru jak teraz.
Chwytam go za rękę.
- Chodź.
Gdy docieramy na dach, ukazuje nam się mały stolik przygotowany specjalnie dla dwojga. Ta sama czerwonowłosa awoksa, która była u mnie wcześniej, stoi przy stole i czeka na nasze przybycie. Gdy nas widzi, wskazuje nam nasze miejsca.
- Och, dziękuję - mówi Peeta, a później zwraca się do mnie. - Katniss, nie musiałaś robić tego wszystkiego dla mnie.
Siadam na krześle.
- Wiem. Może to wszystko nie jest tylko dla ciebie?
- W takim razie... jest idealnie - mówi i chwyta moją dłoń leżącą na stole. - Choć może nie powinniśmy robić tego na dachu.
- Dlaczego? - pytam. - Mam twoją marynarkę, więc nie zmarznę.
Peeta czeka, aż awoksa zostawi nas samych.
- Miałem raczej na myśli naszą prywatność.
- Prywatność? - powtarzam.
- Jestem pewien, że widziałaś to zdjęcie - mówi. - Nie czujesz się niekomfortowo, wiedząc, że jesteśmy otoczeni przez kamery?
- W Kapitolu wszędzie są kamery - odpowiadam i zastanawiam się czy powinnam to mówić. - Słuchaj, wiem co masz na myśli, ale chciałam by było dziś wyjątkowo, więc czy możemy zapomnieć o Kapitolu, Głodowych Igrzyskach i wszystkim innym oprócz nas? Choć na chwilę?
- Możemy - mówi i przechyla się nad stołem by mnie pocałować. - Kocham cię.
- A ja kocham ciebie - mówię.
Po chwili pojawia się awoksa z pierwszym daniem. Na początku nasza rozmowa zbytnio się nie klei, ale gdy kończymy deser konwersacja przychodzi nam z łatwością. Kolacja z Peetą była tak miła, że niemal zapomniałam o jej powodzie.
Ale znów to do mnie wraca, gdy Peeta pomaga mi podnieść się z krzesła i pyta:
- To gdzie teraz?
- Do mojego pokoju - mówię i ze wszystkich sił staram się nie zarumienić.
Peeta nie takiej odpowiedzi się spodziewał i widzę jak jego oczy rozszerzają się z zaskoczeniem. Chichocze nerwowo. Pociera ręką kark i bierze mnie za rękę.
- Dobrze. Więc chodźmy do twojego pokoju.
Prowadzę go do swojego pokoju i wpycham go do środka. Jego zdenerwowanie wyraźnie wzrasta. Rozglądam się po pokoju, zastanawiając się, gdzie ukryte są kamery. Potem myślę o Igrzyskach i o tych milionach kamer, więc pewnie lista byłaby krótsza, gdybym zastanowiła się nad miejscami, gdzie nie ma kamer.
Ale staram się o tym nie myśleć. Nie puszczając dłoni Peety, ciągnę go w stronę łóżka. Słyszę jak głośno przełyka ślinę.
- Katniss...
Przerywam mu pocałunkiem, bojąc się, że zaraz stracę nad sobą kontrolę.
- Śśśś... Po prostu połóż się i pocałuj mnie.
Czuję, że Peeta drży, ale kiedy na niego spoglądam, widzę, że raczej nie podoba mu się ten pomysł. Puszczam jego dłoń i sama kładę się na łóżku.
- Proszę?
To wygląda tak, jakby mój mózg przestał na chwilę pracować, bo nagle Peeta leży na mnie, całując mnie. Ten pocałunek jest inny od tych, które do tej pory wymienialiśmy. Jest pełen pasji, ognia, potrzeby całkiem innej od pozostałych. Im dłużej się całujemy tym bardziej ta potrzeba rozchodzi się po moim ciele. Czuję jak ten głód wzrasta i zatracam się w nim.
Peeta odsuwa się nieco ode mnie i dociera do mnie że nie tylko ja jestem pobudzona. To pozwala mu się otrząsnąć i próbuje się ode mnie odsunąć. Jednak trzymam go mocno, nie chcąc go puścić.
- Katniss - szepcze. - Proszę, musimy przestać.
- Dlaczego?
- Ponieważ, jeśli nie przestaniemy teraz, to nie sądzę, bym w ogóle mógł się powstrzymać - mówi i odwraca wzrok, zażenowany.
- A co, jeśli ja nie chcę przestać? - pytam, próbując go pocałować, ale Peeta opiera się.
- Nie - mówi. - Nie mów tego. To za szybko, za wcześnie. Musimy przestać, teraz.
- Za wcześnie? - pytam z niedowierzaniem. - Peeta, jesteś we mnie zakochany odkąd miałeś pięć lat! Po jedenastu latach to nadal za wcześnie?
- Ale to byłem ja - mówi. - To jest nowe dla ciebie, oboje wciąż musimy sobie poradzić z areną i...
- To nie jest dla mnie nowe - mówię, a mój głos nieco się załamuje. - Ocaliłeś mi kiedyś życie, pamiętasz?
- I to ma być zapłata za to? - pyta Peeta i próbuje się ode mnie odsunąć.
- Nie! - wykrzykuję. - Peeta! Spójrz na mnie.
Przestaje się szarpać, ale dopiero gdy go zmuszam, odwraca twarz w moją stronę.
- Co?
- Kocham cię i chcę byś z tobą - mówię, patrząc mu prosto w oczy. - Nie twierdzę, że kocham cię tak długo ja ty mnie, ale dlaczego sądzisz, że to oznacza, że kocham się mniej niż ty mnie?
- Nie sądzę tak - mówi, ale jego winny wyraz twarzy mówi mi co innego. - Po prostu to jest zbyt idealne by było prawdziwe. Boję się, że to tylko sen i że obudzę na arenie z krwią Rue na rękach.
- To nie sen. Jestem tutaj, ty tu jesteś i to jest prawdziwe. Słyszysz mnie? - pytam. - Prawdziwe.
Patrzy mi prosto w oczy i wzdycha.
- Okej, ale to wciąż ogromny krok i nie wiem czy jesteś na to gotowa.
- Czy to znaczy, że mnie nie chcesz? - pytam, sfrustrowana tym, że Peeta wciąż stawia opór. Wiem o co mu chodzi, ale dość tego.
- Jak możesz mnie w ogóle o to pytać? - Całuje mnie mocno. - Spójrz na siebie! Oczywiście, że cię chcę!
- A ja chcę ciebie! - mówię i gdzieś z tyłu głowy zastanawiam się czy Snow to wszystko wykasuje czy jednak zostawi. - Dlaczego tak trudno ci w to uwierzyć?
- Nie chcę byś popełniła błąd - mówi. - Nie chcę byś to zrobiła, a potem żałowała, że ze mną jesteś.
- Peeta, nigdy nie będę żałować... - przerywam na chwilę, szukając właściwych słów. - Nigdy nie będę żałować, że się z tobą kochałam.
Te słowa działają magicznie i nagle twarz Peety łagodnieje i czuję jak napięcie opuszcza jego ciało. Całuje mnie delikatnie w czoło.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić, Katniss?
Patrzę głęboko w te błękitne oczy, które należą do chłopaka, który uratował mi życie i mówię:
- Tak, Peeta, jestem pewna.
Sama jestem zaskoczona tym, że to nie jest kłamstwo.
Następnego ranka Effie wpada do mojego pokoju i wrzeszczy, widząc Peetę i mnie, wciąż nagich, przytulonych do siebie w moim łóżku. Niemal wybiega z pokoju, mówiąc coś o przyzwoitości i etykiecie. Zatrzymuje się jeszcze w drzwiach by powiedzieć nam, że mamy piętnaście minut na przygotowanie się do wyjazdu.
Jestem całkowicie upokorzona i chowam twarz w pościeli. Peeta śmieje się ze mnie, łaskocząc mnie w bok. Daleko mu do tego niezdecydowanego chłopaka z ostatniej nocy. Odpycham go od siebie i tak naprawdę po raz pierwszy widzę go nago w całej okazałości. Rumienię się wściekle.
Peeta natychmiast przestaje się śmiać. Obejmuje dłońmi moją twarz i zmusza mnie bym na niego spojrzała.
- Co się stało?
- Jesteś nagi.
- Zgadza się, tak samo jak ty - wytyka mi. - W nocy też byliśmy i wtedy jakoś ci to nie przeszkadzało.
- Nie przeszkadza mi to teraz - zapewniam go. - Po prostu w nocy nie miałam okazji się przyjrzeć.
Tym razem to on się rumieni.
- Och. Może powinniśmy się ubrać. Boję się, że Effie może nas tu zostawić jeśli się spóźnimy.
Peeta wstaje i zmuszam się by nie odwrócić od niego wzroku.
- Jesteś piękny, wiesz o tym?
Peeta tłumi śmiech.
- To mój tekst.
Potrząsam głową.
- Założę się, że wyglądam jak strach na wróble.
Pochyla się i całuje mnie.
- Mylisz się, Katniss, nigdy nie wyglądałaś piękniej niż w tej chwili.
Peeta szybko wkłada na siebie ubranie z zeszłego wieczoru, a ja wyciągam z komody czystą koszulkę i parę spodni. Zaplatam włosy w warkocz, gdy Peeta pochyla się i całuje mnie w czubek głowy.
- Powiedz, że nie żałujesz ostatniej nocy - mówi, napotykając moje spojrzenie w lustrze.
- Nie żałuję - mówię. Peeta uśmiecha się szeroko i całuje mnie krótko, a potem idzie do swojego pokoju by się przebrać.
Gdy wychodzi, przyglądam się sobie uważnie w lustrze. Widzę rumieniec na swoich policzkach. Czuję się źle z tym, że skłamałam, gdy Peeta zapytał mnie czy żałuję ostatniej nocy. Ale nie mogłabym powiedzieć prawdy bez wyjaśniania całej sytuacji, a nie chcę tego robić.
Tak naprawdę, to żałuję tego, co ja zrobiłam ostatniej nocy. Nie tego, że kochałam się z Peetą, ale że pozwoliłam Snowowi to nagrać. Sprzedałam coś tak cudownego i intymnego. Brzydzę się sobą z tego powodu.
Wiem, że nie miałam zbytnio wyboru i wciąż wierzę, że alternatywa byłaby dużo gorsza dla mnie i dla Peety. Nienawidzę Snowa za to, że postawił mnie w takiej pozycji gdzie musiałam wybrać splugawienie mojego pierwszego razu kapitolińskim brudem. Zrujnował najcudowniejszy moment w moim życiu i nic nie mogę zrobić by to naprawić.
Moja niechęć do Snowa walczy z miłością do Peety. Przez chwilę nie mogę zdecydować, które uczucie jest silniejsze. Mam przeczucie, że te dwa różne uczucia spowodują trochę problemów w przyszłości.
Ale w jakiś sposób wiem, że znajdę sposób by zniszczyć Snowa i jego okropny Kapitol, jednocześnie chroniąc przy tym Peetę i wszystkich, których kocham. Nie będzie łatwo, wiem o tym, ale zemsta rzadko kiedy jest łatwa i nigdy nie przychodzi bez wysiłku.
Z zamyślenia wyrywa się Peeta:
- Hej, jesteś gotowa?
- Tak - mówię, podchodząc do niego i chwytając jego dłoń. - Wracajmy do domu.
