Dziękuję bardzo za komentarz!

2

Zbliżał się wieczór. Minęły trzy miesiące od sprawy Rawlinsa. Lestrade był teraz zajęty jakimiś terrorystami, którzy podkładali bomby w Londynie. Do tej pory umieścili pięć, w miejscach pozornie bez związku, ale policjant czuł, że jest inaczej. W dodatku Sherlock tak twierdził. Chłopiec często przychodził do Lestrade'a, a ten bardzo go polubił. Za pierwszym razem chłopiec powiedział o nim takie rzeczy, że policjant przez całe trzy minuty siedział bez ruchu, patrząc na Sherlocka, aż chłopiec zaniepokoił się.

- Przepraszam, ja nie chciałem… - zaczął.

- Nie, nic się nie stało, tylko… wow… Jak ty to robisz?

- Obserwuję. – rozmowa trwała jeszcze chwilę, a potem chłopiec wrócił do domu.

Sherlock szedł powoli One Kelman close i zastanawiał się nad tym, gdzie będzie następna bomba. Wiedział, że terroryści nie umieszczali ich w przypadkowych miejscach. Musi być w tym jakaś zasada, której on jeszcze nie dostrzega. Abchurch Road, Baches street, de Beuvoir Road, Edgeworth Road, Norgrove street. Alfabet? A, b, d, e, n. Nie, to nie to. Może liczba liter? 12, 12, 13, 13, 14. Tak! Następna ulica będzie miała 14 liter. Ale takich jest dużo, o którą chodzi? Musi być coś więcej... Może brali dwie litery po kolei, potem jedną skreślali? A, b, potem nie ma c, d, e, nie ma f i powinno być g… Ale jest n. Hmm… A może chodzi nie tylko o pierwszą literę, ale np. też drugą? Ab, ba, de, ed, no… Chwila… To chyba to! Dwie pierwsze litery! Ulice są podzielone na pary i druga litera nazwy daje pierwszą następnej! Abchurch Road ma drugie b, Baches street – a, de Beuvoir Road ma e, Edgeworth Road – d, Norgove street – o. Czyli następna bomba będzie podłożona na ulicy, która ma 14 liter i zaczyna się od o! Ile jest takich ulic w Londynie? Sherlock zaczął szybko przekopywać swój Pałac Umysłu. Rok temu przeczytał o tej metodzie zapamiętywania w magazynie naukowym i stwierdził, że może spróbować jej używać. Spróbował i uznał, że ma sens. Nagle podniósł wzrok na budynek przed nim. Miał tabliczkę z nazwą ulicy. I wtedy go oświeciło. Policzył litery. Następna bomba będzie tu… Na One Kelman close.

Chłopiec pobiegł do najbliższej budki telefonicznej i wybrał numer Lestrade'a. Kiedy policjant odebrał, Sherlock zaczął gorączkowo mówić:

- Następna bomba będzie na One Kelman close! Niech pan…

- Na One Kelman close? Skąd wiesz?

- Nieważne! Powiem panu później, teraz musi się pan spieszyć! Oni mogą tu przyjść w każdej chwili!

- Tu? Jesteś tam?!

- Tak, niech się pan pospieszy! Trzeba… Niech pan przyjedzie, ja muszę kończyć - i tu Sherlock rozłączył się, bo zobaczył, że ktoś wychodzi zza rogu. Wysoka postać z reklamówką. Oczywiście, to mógł być normalny przechodzień, ale… Coś Sherlockowi mówiło, że nie. Chłopiec ostrożnie wycofał się do cienia i obserwował jak mężczyzna (bo był to mężczyzna)rozgląda się dookoła i klęka przy jednym z domów. No nie. Miał racje. Człowiek wyjął z reklamówki jakiś przedmiot i zaczął przy nim majstrować. Sherlock, wstrzymując oddech, wręcz modlił się, żeby Lestrade szybko przyjechał. Sam przecież nie pokona terrorysty! Sekundy wlekły się niemiłosiernie, a policji nie było. Chłopiec miał nadzieję, że Lestrade potraktował go poważnie. Gdzie on jest?! Sherlock zaczynał panikować. Musi coś zrobić, musi powstrzymać wybuch. Na policję nie ma co liczyć. Musi działać sam. Wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić i, głośno gwiżdżąc wyszedł z ukrycia. Terrorysta szybko przerwał to, co robił i powoli, jakby z ociąganiem wstał i usiadł na ławce. Aha, więc chce poczekać, aż chłopiec przejdzie. Nie ma tak dobrze! Sherlock usiadł na schodach niedaleko mężczyzny i bomby i wyjął książkę z plecaka. Podręcznik do chemii dla liceum. Zaczął czytać, a raczej udawać, że czyta i spokojnie obserwował coraz bardziej nerwowego przestępcę. Pewnie zastanawia się, czy wrócić tu innego dnia, czy zostać. Oby tylko policja przyjechała jak najszybciej… minęło kilka minut i mężczyzna dostał smsa. Chłopiec mógłby się założyć, że od reszty szajki. Coś w stylu ,,dlaczego nie było jeszcze bum?!'' Terrorysta coś odpisał i wtedy Sherlock usłyszał samochód. Bez syren, czyli Lestrade jednak trochę myśli. Sherlock odetchnął. Chwilę potem na ulicę wybiegło kilku policjantów.

- To on! A tam jest bomba. Zabierzcie mu telefon! – zawołał Sherlock i, nim przestępca zdążył jakoś zareagować otoczyło go trzech policjantów. W komórce terrorysty była wiadomość o tym, gdzie czekają inni, niezbyt mądrze wysyłać coś takiego smsem. Policja wysłała tam radiowozy. Udało im się złapać wszystkich. Saper stwierdził, że przestępca jeszcze bomby nie włączył. Ale był już blisko.

Chłopiec szedł z Lestradem ulicą, sierżant powiedział mu, że zrozumiał, że Sherlock zobaczył terrorystę i dlatego się rozłączył. Na szczęście. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nie przyjechał… Pewnie bandyta by się wkurzył, a Sherlock skończyłby w jakimś ciemnym dole z rozbitą głową, albo na dnie Tamizy. Ale skończył w lodziarni z Lestradem.

- Dobra… A teraz powiedz mi skąd ty wiedziałeś, że tam podłożą bombę? – Sherlock uśmiechnął się i zaczął opowiadać.

Komentujcie!