Rozdział 361: Wyjście podczas randki
— Mam nadzieję, że polędwica ci odpowiada? — zapytał cicho Mycroft, uśmiechając się, krojąc kurczaka.
— Boże, tak. — Greg praktycznie jęknął. — Jest najlepsza, jaką kiedykolwiek miałem. Mam na myśli, że… łał. Jest niesamowita.
— Tak sądziłem, że będzie ci smakować — zaśmiał się Mycroft.
To była ich trzecia randka i Greg musiał się zmusić, by nie gapić się na widok restauracji, w której Mycroft zarezerwował stolik. Było to miejsce, które nigdy nie wybrałby samodzielnie. Oczywiście idealnie pasowała do młodszego mężczyzny. Personel go znał. Greg zastanawiał się, czy kiedykolwiek coś takiego go nie zaskoczy.
Ich rozmowę przerwał dzwonek komórki Mycrofta. Z westchnieniem pełnym irytacji mężczyzna spuścił wzrok i wyciągnął telefon. Greg patrzył w milczeniu, żując swoją polędwicę. To grymas, który pojawił się, gdy młodszy mężczyzna czytał wiadomość spowodował, że Greg zmarszczył czoło.
— Bardzo mi przykro — westchnął Mycroft, kładąc serwetkę na stole. — Muszę iść. Pojawił się… nagły wypadek.
— Praca? — zapytał Greg, prostując się nieco na krześle.
Mycroft potrząsnął głową.
— Nie. — Zmarszczył brwi. — Sherlock.
— Czy potrzebujesz…
— Poradzę sobie — powiedział łagodnie Mycroft, wstając. — Proszę zostać i dokończyć posiłek. Byłoby stratą, gdyby żadne z nas nie mogłoby się nim nacieszyć.
— Sam nie potrafię się tak dobrze bawić — zauważył Greg.
— Mimo to — powiedział Mycroft, podchodząc do niego. Greg zdobył się na delikatny uśmiech, gdy mężczyzna czule ścisnął jego ramię. — Proszę zostań i dokończ swoją polędwicę. Rachunek jest dla mnie otwarty, więc zamów wszystko, co chcesz. Chciałbym nie musieć wychodzić.
— W porządku — powiedział Greg, kładąc dłoń na dłoni Mycrofta. — Rozumiem. Zadzwoń do mnie, jeśli będziesz potrzebował wsparcia.
— Wynagrodzę ci to.
— Po prostu idź — zaśmiał się Greg. — Zaopiekuj się nim.
Mycroft skinął głową i wymienili czule spojrzenia, zanim młodszy mężczyzna musiał wyjść. Greg wypuścił ze świstem powietrze. Bez względu na to, jak bardzo był wyrozumiały, nie zmieniało to faktu, że samotne siedzenie w restauracji było do bani. Wątpił, żeby była to ich jedyna randka przerwana lub odwołana przez Sherlocka lub coś związanego z pracą dla któregokolwiek z nich. Dziwił się, że nie zdarzyło się to wcześniej.
Był dorosłym mężczyzną. Nie było po co tu siedzieć i użalać się nad sobą. Dlatego, odchrząkując, znów zaczął jeść swoją polędwicę. Pamiętając, że Mycroft powiedział, że wszystkie koszta są pokryte, zaszalał lekko i zamówił kolejny kieliszek wina i niewielki deser.
Uśmiechnął się, kiedy pewna para próbowało mu rzucić współczujące spojrzenie. Nie było w tym sensu. Był wkurzony, że Mycroft musiał wyjść, ponieważ nie mógł doczekać się randki, ale coś się wydarzyło. Nie mógł nic poradzić na to, że martwił się o Sherlocka, zastanawiając się, czy głupszy, młodszy Holmes wybrać łatwiejszą metodę i desperacko miał nadzieję, że w najbliższym czasie nie będą mieli do czynienia z kolejnym przedawkowaniem… Mycroft w ogóle się z nim nie skontaktował, więc cokolwiek to było, zostało załatwione.
OoO
Później, tej nocy, został wyrwany ze snu przez ruch na łóżku. Greg zamarł, po czym poderwał się, będąc gotowy do walki z kimkolwiek kto to był… dopóki nie zdał sobie sprawy, że był to Mycroft. Zamrugał sennie i przetarł oczy, ledwo powstrzymując ziewnięcie.
— Mycroft? — zapytał głosem wciąż szorstkim od snu. — Wszystko w porządku?
— Tak.
Mycroft skinął głową, siadając obok niego na łóżku. Jego marynarka i kamizelka były nieobecne, pozostawiając go w samych spodniach i białej koszuli. To był całkiem uroczy widok. Greg przeczesał dłonią swoje rozczochrane włosy i wyprostował się nieco.
— O co więc chodzi? — zapytał, znów zaczynając ziewać.
— Powiedziałem, że ci to wynagrodzę — powiedział Mycroft, jakby to stwierdzenie wyjaśniało sprawę. Greg uniósł brew. Młodszy mężczyzna uśmiechnął się. — Dlatego przyjechałem, aby zostać na noc. I wziąłem jutro wolne. Możemy spędzić razem dzień.
— Myc… — zaczął Greg, wpatrując się w niego.
Nie planował nic robić poza leniuchowaniem w domu. Teraz jego partner siedział z nim w łóżku, mówiąc, że spędzą razem dzień.
— Tylko jeśli nie planowałeś czegoś innego — powiedział powoli Mycroft.
— Och, proszę, jakbyś nie wiedział, że nic nie zaplanowałem — zaśmiał się Greg. — Spędzenie razem dnia brzmi wspaniale. Czy z Sherlockiem wszystko w porządku? Czy to narkotyki?
Mycroft objął Grega ramieniem, przesuwając ich tak, że obaj leżeli. Obejmując go ramionami, Mycroft przyciągnął go bliżej i zaczął gładzić go po włosach.
— Powiem co jutro — wyszeptał. Z zadowolonym westchnieniem Greg uśmiechnął się i zamknął oczy. — Na razie, Gregory, po prostu śpij.
Skończyło się na tym, że był to jeden z najlepszych snów od miesięcy. Miał tylko nadzieję, że to początek bardziej powszechnego zjawiska. Miał przeczucie, że mógłby się przyzwyczaić do dzielenia łóżka z Mycroftem i była to ekscytująca myśl.
