Godziny jego pracy się kończą i Stiles zaczyna nerwowo spoglądać na Ericę. Od kilkudziesięciu minut rysowali, siedząc na dywanie, a Derek nie wydaje się nawet zdawać sobie sprawy z tego, że nadal są w jego gabinecie. Nie spojrzał na nich od dobrych dwóch godzin, ale Stiles nie jest zaskoczony. Od czasu wyjścia Petera – ostatniego żywego członka rodziny, którego Stiles zna wyłącznie z tabloidów – przez gabinet przewinęło się tak wiele osób, że jego własna głowa zaczyna pękać.
Wprowadził dane bardzo szybko. Sądził dotychczas, że jego praca jest ciężka, ale zmienia w tym względzie zdanie, bo Derek Hale nie ma nawet trzech minut na kawę. Wypija ją duszkiem nad dokumentami. Pomiędzy jednym podpisem a drugim.
Sekretarka nawet nie mówi, kiedy wychodzi. Godziny ich pracy się kończą i pewnie też powinien się zbierać do wyjścia, ale mała opowiada o swoich znajomych z Teksasu. Stiles nie może jej tak po prostu zostawić, więc wysyła smsa do ojca, informując go, że dzisiaj wróci później. Nawet nie próbuje tłumaczyć, co go zatrzymało, bo to zajęłoby zbyt długo.
Erica uśmiecha się do niego tak szeroko. I Stiles przestaje się martwić tym, że jego garnitur jest pomięty. I pewnie powinien wyłączyć komputer, który Hale mu pożyczył. Nie chce nawet wiedzieć jakie dokumenty są przetrzymywane na laptopie, ale pewnie mężczyzna nie byłby zadowolony, gdyby Stiles chciał wynieść go z gabinetu.
Rozpina marynarkę, bo przynajmniej tyle może zrobić. W pomieszczeniu nie jest zbyt ciepło. Po prostu po całym dniu w tym samym ubraniu jest mu bardzo niewygodnie. Dywan w gabinecie na szczęście należy do tych przerażająco drogich, ale jednocześnie człowiek się w nim cudownie zapada. Erica zaczyna nawet przysypiać i Stiles jest zaskoczony, że kolejne dwie godziny minęły tak po prostu.
- Panie Hale – zaczyna niepewnie, spoglądając na mężczyznę.
Derek nawet nie unosi głowy, więc Stiles wstaje z dywanu i ten nagły ruch przyciąga uwagę jego szefa. Oczy mężczyzny są tak czerwone z przepracowania, że widzi to nawet z tej odległości. Okulary nie są w stanie ukryć wszystkiego.
- Jeśli zamierzamy tutaj zostać… - zaczyna Stiles. – Powinniśmy chyba zamówić jakąś kolację. Co sądzisz, słonko? – pyta Erici, ponieważ trudno mu rozmawiać z Hale'em, kiedy mężczyzna patrzy tak na niego.
Derek ma w sobie takie pokłady siły, że Stiles się po prostu kurczy w sobie, ilekroć z nim rozmawia. I nie ma to nic wspólnego z faktem, że są na najwyższym piętrze budynku, który należy do faceta. Hale po prostu ma coś w sobie takiego, co sprawia, że ludzie stają na baczność, robią się mniej pewni.
Derek zerka na zegarek i wygląda na mocno zaskoczonego, a potem w jego oczach pojawia się strach.
- Cholera, pół godziny temu powinna zażyć leki – wyrzuca z siebie mężczyzna. – Erica, skarbie, dobrze się czujesz? – pyta niemal natychmiast Hale, zrywając się na równe nogi. – Dlaczego ten alarm nie zadzwonił – wyrzuca z siebie i spogląda na swoją komórkę, jakby żądał odpowiedzi. – Muszę…
- Jakie leki? – pyta Stiles spokojnie.
- Na padaczkę. Erica ma padaczkę – odpowiada Hale. – Chryste, musimy jechać do szpitala… - dodaje i zaczyna chyba szukać kluczyków do samochodu.
- Hej, spokojnie. To tylko trzydzieści minut – mówi Stiles. – Zażyje dawkę lekko opóźnioną, ale substancje nadal są w jej organizmie. To nie musi być co do minuty…
- Nie masz pojęcia… - zaczyna Derek. – Masz jakiś stopień z medycyny? – pyta wściekły.
- Nie, ale dziewczyna mojego taty jest pielęgniarką i zażywałem leki przez całe życie – odpowiada spokojnie. – Może pan oczywiście jechać z nią do szpitala, ale powiedzą panu to samo, co ja. Zażyje teraz tabletki i wszystko będzie okej – wyjaśnia. – Słonko, gdzie masz swoje pastylki? – pyta.
Erica wydyma usta.
- Nie rób takiej miny. Wiem, że o nich pamiętałaś, co? – pyta i mruga do niej porozumiewawczo. – Przynajmniej wiem dlaczego tak bardzo próbowałaś się wtopić w dywan. Byłaś tak grzeczna, że prawie sądziłem, że śpisz – prycha.
- Nie lubię tabletek – rzuca Erica i zaplata dłonie na piersi.
- Och, w takim razie… - rzuca Stiles. – Pojedziemy do szpitala i na pewno mają tam strzykawki, prawda panie Hale? – pyta.
Erica nie wygląda już tak pewnie.
- Musisz pewnie jeść leki rano i wieczorem. Zawsze możemy… - kontynuuje Stiles.
- Dobra – prycha Erica. – Zjem leki – mówi.
- O widzisz – śmieje się Stiles.
- Ale tylko jak mi je dasz – dodaje Erica. – Dlaczego zażywałeś leki? – pyta go mała podejrzliwie, jakby sądziła, że Stiles kłamał.
Dziewczynka ma zwyczaj sprawdzania wszystkiego, co mówią do niej dorośli. I Stiles się nie dziwi. Minie sporo czasu, zanim zaufa im w pełni. Na razie muszą przejść te wszystkie małe testy.
- Mam ADHD – mówi. – Wiesz co to jest? – pyta ciekawie.
- Annie to miała – odpowiada Erica. – I też jadła tabletki. I byłyśmy przyjaciółkami. To oznacza, że jesteś fajny i chodzisz po ścianach – rzuca mała.
Stiles nie może się nie zaśmiać.
- Powiedzmy – prycha i zerka niepewnie na przysłuchującego się im mężczyznę.
Hale ma w dłoniach nadal telefon, jakby nie potrafił się zdecydować czy faktycznie dzwonić do lekarza. Odkłada jednak komórkę na biurko, a potem jeszcze raz zerka na zegarek i przeciera twarz.
- Mogłeś mi powiedzieć, że jest tak późno. To po godzinach twojej pracy – rzuca Hale, wyciągając z szuflady niewielkie pudełko.
Najwyraźniej ma odmierzone tabletki na rano i wieczór dla małej. I trzyma gdzieś dodatkową porcję. Stiles robił coś podobnego, kiedy wychodził z domu. Erica zabiera pudełko z rąk ojca i otwiera swoją buteleczkę soku ewidentnie niezadowolona, że nie udało się jej tym razem.
- Nie chciałem przeszkadzać – rzuca Stiles.
- Wracamy do domu – informuje go Derek. – Powiem kierowcy, żeby odwiózł cię do domu…
- Uhm, na pewno jedziemy w całkiem różne strony miasta – wchodzi mu w słowo Stiles.
- Nalegam – mówi Hale. – Jest późno.
Stiles ma ochotę się zaśmiać, bo była dopiero dziewiętnasta, ale coś we wzroku Dereka powstrzymuje go. I po prostu przytakuje. Erica uśmiecha się do niego radośnie.
ooo
Nie wie jakim cudem nadrobił pracę z ostatniego tygodnia, ale stosy dokumentów do przejrzenia na jego biurku drastycznie zmniejszyły się. Od czasu, kiedy musiał zajmować się Ericą, nie był w stanie pracować. Ten dzieciak jednak, którego wpuścił do swojego gabinetu wydawał się rozwiązaniem wszystkich jego problemów. Potrafi być cichy, chociaż Boyd przecież mówił o nadpobudliwości swojego pracownika wcześniej. Skoro jednak ten Stiles ma ADHD to wiele tłumaczy. Może nie jest genialny we wprowadzaniu danych, ale na pewno zawarł pakt z jego córką, a to mu wystarczy.
Erica siedzi pomiędzy nimi w limuzynie. Stiles nerwowo wierci się po drugiej stronie, starając się zapewne zachowywać spokojnie. Nie wychodzi mu to jednak i po tak ciężkim dniu Dereka to trochę irytuje. Nie ma przyjaciół. Boyd jest jego prawnikiem, ale przynajmniej nie boi się go. Nie może tego powiedzieć o zdecydowanej reszcie. A Stiles promieniuje zdenerwowaniem w jego towarzystwie bardziej niż inni. Jakby nie potrafił nie trzymać swoich emocji w sobie. To nie jest normalne. Derek pracuje w tej branży od paru lat i ludzie w większości trzymają wszystko dla siebie. Stiles nie powinien utrzymać się na powierzchni z tą otwartością, która niemal graniczy z naiwnością.
- Twoi rodzice nie będą wystraszeni, że nie wróciłeś z pracy? – pyta Derek, zanim zdąża się powstrzymać.
Dzieciak wygląda, no cóż… Na niepełnoletniego.
Stiles spogląda na niego zaskoczony.
- Uhm, nie mieszkam z rodzicami – odpowiada chłopak. – Znaczy miałem się spotkać z tatą po południu, bo jest mecz, ale uprzedziłem go, że mnie nie będzie – dodaje.
- Och, a co powiedziałeś mamie? – pyta Erica.
Stiles wydaje się lekko zaskoczony, ale szybko się opanowuje.
- Moja mama nie żyje. Zmarła, kiedy byłem w twoim wieku – wyjaśnia chłopak i Derek jest dość zaskoczony, że Stiles potrafi mówić o tym tak otwarcie i bez rzucających się wszędzie emocji, które przytłoczyłyby innych.
Z łatwością można wyczuć smutek, ale pogodzenie z losem promieniuje z każdego pora jego skóry.
- Och – wyrywa się ponownie Erice i mała patrzy na swoje dłonie przez krótką chwilę. – Czyli masz tylko tatę jak ja? – upewnia się.
- Tak – odpowiada Stiles. – Znaczy mój tata ma dziewczynę. Melissa jest pielęgniarką. To prawie jakbym miał znowu mamę – wyjaśnia.
Erica podnosi głowę tak szybko do góry, że Dereka boli na ten widok kark. A potem mała spogląda na niego z jakąś dziwną nadzieją.
- Masz dziewczynę? – pyta go córka wprost.
Derek wie, że wygląda na zszokowanego. Nie wie też za bardzo co odpowiedzieć. Chociaż szybka jest podniesiona i kierowca ich nie słyszy, Stiles nadal jest kimś obcym. I nie chce, żeby cokolwiek dostało się do tabloidów.
- Nie, nie mam skarbie – mówi spokojnie.
Stiles stara się udawać, że jest zainteresowany swoimi paznokciami, co jest równie irytujące co każde z jego poprzednich zachowań.
Erica wygląda na rozczarowaną.
- Wtedy musiałbym ją zabierać wieczorami na randki. A tak możemy posiedzieć tylko we dwójkę – rzuca, starając się brzmieć entuzjastycznie.
Jest w tym fatalny.
- We trójkę – poprawia go Erica.
Marszczy brwi, a mała wtedy łapie Stilesa za rękę i uśmiecha się do nich szeroko. Derek zapewne byłby przerażony, gdyby nie fakt, że przez ostatnie dni nie czuł niczego innego. Przynajmniej dzieciak Boyda wydaje się równie zszokowany co on.
- Uhm, Słonko, mieszkam gdzie indziej – zaczyna Stiles. – Wiem, że chciałabyś mnie zabrać do domu, ale nie możesz. Zobaczymy się jeszcze – obiecuje jej chłopak, a potem spogląda na Dereka, jakby ten jeden raz szukał ratunku.
- Zobaczycie się jutro – zapewnia ją Derek. – Stiles przyjdzie do pracy i będziecie mogli się razem bawić tak jak dzisiaj – ciągnie dalej. – Oczywiście, jeśli ładnie poprosisz Stilesa i Stiles się zgodzi.
ooo
Limuzyna zatrzymuje się pod jego blokiem i Stiles ma ochotę zapaść się pod ziemię, bo Derek wygląda na mocno zdziwionego okolicą. Uczciwie podał adres kierowcy i nawet facet dwa razy pytał Hale'a czy na pewno chcą się zapuścić w tę okolicę. Derek najwyraźniej jednak nie ma pojęcia o dzielnicach Nowego Jorku i może to i lepiej. Stiles wie, że jeszcze dzisiaj wszyscy sąsiedzi będą plotkowali o tym, że został jakąś drogą eskortą.
Erica śpi. Jazda była tak długa, że mała padła po kilku minutach ukołysana ruchem samochodu. Ojciec podobno robił tak samo z nim, ale Stiles do tej pory sądził, że to plotki. Teraz widzi żywy, śpiący dowód.
Łapie za klamkę, żeby skrócić ich męki. Derek nie odezwał się do niego słowem, bo nie mają zbyt wiele tematów do rozmowy. Stiles to w pełni rozumie i nawet nie próbował na siłę ciągnąć konwersacji. Na dobrą sprawę jest pracownikiem działu prawnego i nie ma pojęcia o głównym profilu firmy. Architektura, budownictwo… To nie jest jego świat.
- Stiles – mówi Derek jednak, zanim zdąża zbiec.
- Panie Hale – odpowiada niepewnie.
- Proponuję powiększenie twojej pensji oraz nadgodziny płatne z góry – rzuca mężczyzna, patrząc mu prosto w oczy. – Porozmawiam z Boydem, żeby zlecał ci jedynie zadania, które mógłbyś wykonywać szybko i skutecznie. Chyba, że zrezygnowałbyś z pracy, ale zakładam, że twoja wymarzona kariera to raczej nie zostanie niańką mojej córki. To tylko tymczasowe. Erica potrzebuje kilku tygodni, może miesięcy, żeby się zaaklimatyzować. Żadna opiekunka nie daje sobie rady, ale jeśli zgodziłbyś się, żeby pilnować jej w godzinach pracy… - urywa mężczyzna sugestywnie.
To więcej niż powiedział do niego przez ostatnie trzy dni razem wzięte. Stiles wie, że gapi się jak idiota, ale trudno mu wykrztusić chociaż słowo.
- Uhm – wyrywa mu się niezbyt inteligentnie. – To znaczy z przyjemnością jej popilnuję, panie Hale – mówi.
Na twarzy Dereka pojawia się nieprzyjemny grymas.
- Nie musisz mnie okłamywać. Wiem, że pilnowanie dziecka nie jest zabawą. Po prostu powiedz czy przyjmiesz posadę mojej niańki i wciągnę cię na listę płac – rzuca Derek.
Stiles ma ochotę prychnąć.
- W zasadzie pilnowanie dzieci to jest coś, co chciałem robić – informuje faceta. – Mam tytuł z pedagogiki. Chciałem uczyć. Ekonomia była planem zastępczym – przyznaje. – Więc jeśli mówię, że popilnuję jej z przyjemnością, nie kłamię. Naprawdę ją lubię i jest świetnym dzieciakiem – mówi Stiles.
Derek spogląda na niego w czystym szoku, jakby nie tego się spodziewał. I pewnie nauczyciel na najwyższym piętrze jego firmy to szok, ale Stiles sam nie wierzy, że pracuje w korporacji. Zawsze sądził, że się wyrywa wszelki standardom, a tymczasem utknął w niewielkiej kabince wykonując pracę, którą równie dobrze zrobiłaby małpa, gdyby została odpowiednio przeszkolona. To jednak pozwala mu się utrzymać, więc nie narzeka. Nie, kiedy przychodzi jego co miesięczny czek. Nie, kiedy może wieczorem obejrzeć z ojcem mecz, bo pracuje do piątej, więc zawsze trzydzieści minut później jest w domu.
Jego koledzy są dupkami i biorą udział w wyścigu szczurów, którego on nie rozumie. W końcu jak ważne jest, że jego kabinka jest dwa metry dalej od biura Boyda, skoro to asystent ich szefa rozdaje zadania na ten dzień? Są dupkami i nie można im ufać. Stiles zdążył się już do tego przyzwyczaić. Nie można jednak mieć wszystkiego.
- Dziękuję za podwiezienie mnie – rzuca Stiles. – Dobrej nocy – dodaje, wychodząc w ciemność.
