Wpadają w przyjemną rutynę. Erica i Stiles bawią się w czasie kiedy on pracuje. Chociaż to niesprawiedliwe. Stilinski jakimś cudem wykonuje wszystkie swoje obowiązki bez zarzutu i jednocześnie zajmuje się jego dzieckiem. Derek nie do końca wie co myśleć o przywiązaniu małej do swojego męskiego opiekuna, ale na razie i tak nie ma wyjścia. Trzy kontrakty, które muszą podpisać jeszcze w tym miesiącu spędzają mu sen z powiek. Erica na razie nie miała jeszcze żadnego ataku padaczkowego, ale pomiędzy wizytami u lekarza oraz załatwianiem papierów, prawie nie ma czasu dla siebie. Nie wie kto powiedział Peterowi o Erice, ale podejrzewa, że nie wszyscy pracownicy są względem niego lojalni. Jest relatywnie młody i pewnie nie wszystkim podoba się, że zajął miejsce swojego ojca. Peter może wydawać się wiekiem bardziej odpowiedni na głowę zarządu, ale nigdy w swoim życiu nie był odpowiedzialny i oni o tym nie wiedzą.
Boyd pyta od czasu do czasu jak stoją sprawy, ale trudno powiedzieć. Erica nazywa go ojcem. Nawet przytula go od czasu do czasu. Wydaje się jednak, że mała do końca nie rozumie co znaczy to słowo. Jest dla niej kolejnym 'wujkiem', którego poznała i może odejdzie w niebyt jak pozostali. 'Ojciec' nie jest słowem znanym w jej słowniku, a jemu trudno wyjaśnić ten termin. Jeśli komukolwiek udałoby się to zrobić skutecznie – pewnie byłby to Stiles. Chłopak ma niesamowity talent do odpowiadania małej jednocześnie nie kłamiąc i nie mówiąc całej brutalnej prawdy o życiu. Derek nie jest nauczony używania słów w ten sposób i Stilinski jest pewnym błogosławieństwem. Bardziej przeraża go jednak, że Erica potrafiłaby odejść ze Stilesem bez mrugnięcia okiem, całkiem nieświadoma różnic między nimi.
Jest ciałem z jego ciała, krwią z jego krwi, ale to ze swoim opiekunem budowała więź przez ostatnie kilka dni. Derek stara się myśleć, że to tylko tymczasowe, ale wie, że pracując na pełnych obrotach nie będzie mógł zajmować się dzieckiem. Podejrzewał to od samego początku, ale nie potrafi oddać jej. Nie potrafił zrobić tego wtedy, kiedy ta kobieta pojawiła się w jego budynku i nie umie tego zrobić i teraz. Boyd twierdzi, że nikt nie winiłby go. Erica jest również córką Kate. On jednak jej nie nienawidzi, bo kiedy patrzy na nią widzi jedynie nos Cory czy uszy Laury.
Planuje zatem, że kolejny weekend spędzą tylko we dwoje. Erica nie była nigdy w Nowym Jorku, więc chce ją zabrać na Statuę Wolności i zrobić te wszystkie idiotyczne rzeczy, które wyczytał w przewodniku wyszukanym dla niego przez Jennifer. Chce zbudować z małą własne wspomnienia; bez Stilesa i jego zbyt szerokiego uśmiechu. Pomoc Stilinskiego jest nieoceniona, ale musi już teraz budować granice, zanim Erica wyczyta w tej sytuacji o wiele więcej niż powinna.
Widzi jak Stiles ostrożnie tłumaczy jej kim jest i nie pozwala się zabrać do domu. Czasami Stilinski wtrąca takie słowa jak 'tata' czy 'ojciec'. I powoli Erica oswaja się z tym słowem, ale nadal nie rozumie jego znaczenia. Derek ma ochotę ożywić Kate po to tylko, aby zamordować ją własnymi rękami. I dawno już jego nienawiść nie była tak świeża, tak mocna. Wiele miesięcy zajęło mu zrozumienie, że nie miał wpływu na tamte wydarzenia. Zapewne Jennifer ma gdzieś jeszcze numer jego starego terapeuty.
Sprawdza z przyzwyczajenia umówione spotkania i zamiera, ponieważ jego długi tydzień okazuje się jeszcze dłuższy.
- Jennifer? – rzuca do interkomu.
Stiles i Erica nawet nie podnoszą głów znad malowanki. Stilinski wygląda kuriozalnie w tym tanim garniturze, który natychmiast się gniecie, kiedy tylko mężczyzna siada na podłodze jego gabinetu. Jakość tkaniny pozostawia wiele do życzenia. Derek nie jest pewien ile zarabia Stiles, ale podejrzewa, że kwoty nie zrobią na nim piorunującego wrażenia.
- Tak, panie Hale? – pyta kobieta.
- Spotkanie biznesowe w sobotę? – rzuca niepewnie.
Słyszy jak kobieta stuka na klawiaturze i nie mija zbyt długo, zanim Jennifer odchrząkuje.
- Zaprosił pan swoich znajomych oraz kolegów ze studiów pana Boyda na niewielkie przyjęcie. Zamówiłam catering oraz sprzątanie następnego dnia. Impreza miała być kameralna, ale traktują to panowie jako spotkanie networkingowe – wyjaśnia Jennifer.
Derek przypomina sobie niejasno, że Boyd chciał odnowić kontakty z ich starymi kolegami z uczelni. Niektórzy z nich zaszli na tyle daleko, że mogli ich bliżej zainteresować. Synowie senatorów, dynamiczni prezesi firm – takiego wsparcia potrzebowali teraz, kiedy tak wiele działo się wokół ich własnej spółki. Imię jego rodziców wiele znaczyło, ale on jeszcze nie udowodnił ile tak naprawdę jest wart. Akcje mogły zacząć spadać tak po prostu. Giełda bywała kapryśna i nie stanowiła instytucji głuchej na plotki. W zasadzie jedno złe słowo ze strony inwestorów i mogli zacząć ich wyprzedawać bez ostrzeżenia. W takich chwilach przydawało się mocne stanowisko w branży i wysoko postawieniu znajomi.
- Czy coś się stało panie Hale? – pyta Jennifer.
- Nie. Przypomnij Boydowi o sobocie – rzuca, zanim rozłącza się bez pożegnania.
Zerka na Ericę i Stilesa, którzy nadal bawią się na dywanie. Nie to miał w planach, ale nie może odwołać spotkania teraz. To wzbudziłoby pewne podejrzenia. A teraz nie chciał, aby oczy wszystkich kierowały się w jego stronę. Artykuły w gazetach i odgrzebywanie całej historii na nowo nie mogło im posłużyć. Nie chciał, aby Erica przeczytała cokolwiek nieodpowiedniego na swój temat.
ooo
Stiles wychodzi w zasadzie tylko na krótką chwilę, żeby zanieść swoje sprawozdanie Boydowi. Pewnie mógłby wysłać Jennifer, ale ona jest jego asystentką, a nie Stilinskiego. Korzysta zresztą z tej chwili i przesiada się na kanapę. Erica uśmiecha się do niego przelotnie, a potem wręcza mu do rąk obrazek. To plan jego biura, co na pewno nie jest normalne i nikt nie musi mu tego mówić. Nie potrzebuje przepłacanych psychologów, aby wiedzieć, że dziewczynka w jej wieku powinna rysować rodzinę. Tej jednak Erica nie miała od dawna. I Derek też już prawie nie pamięta jak to jest kogoś mieć. Może dlatego trzyma się jej tak kurczowo.
Stiles wraca i na sekundę pojawia się na jego twarzy zaskoczenie, jakby nie spodziewał się tej przerwy w pracy. Erica maluje dalej, więc Derek kiwa na niego palcem i podchodzą pod okno wychodzące na ulice Nowego Jorku. Ma cudowny widok, ale bardzo rzadko z niego korzysta. To ironia losu. Ci, którzy mają najmniej czasu, jednocześnie posiadają dostęp do najpiękniejszych rzeczy w tym mieście. I nie mogą się nimi cieszyć.
- Panie Hale? – pyta Stiles i wydaje się zestresowany.
Dereka powinno to cieszyć, bo to oznacza, że ma nad swoim przeciwnikiem przewagę, ale Stilinski nie jest jego wrogiem. Nie stanowi zagrożenia. Strategie, których uczono go na studiach, w tym przypadku zawiodą. Stiles udowodnił mu już, że jego życie płynie oparte o całkiem inne priorytety. Może faktycznie byłby kiedyś doskonałym nauczycielem i ta myśl jest dziwna.
- Stiles – zaczyna i wzdycha. – Nie rozmawialiśmy o twoich obowiązkach – rzuca.
Stiles wydaje się być nagle jeleniem oświetlonym przez lampy samochodu. Jakby obawiał się w każdej chwili stłuczki, która zabierze mu życie lub mocno go pokiereszuje.
- Rozumiem, że to nie są twoje obowiązki normalne. Wykonujesz jednak pewną prace w godzinach, w których powinieneś pracować dla Boyda. Rozmawiałem z nim i nie ma nic przeciwko – wyjaśnia pospiesznie Derek. – Normalnie Erica spędzałaby ten czas w szkole, ale ponieważ nie zacznie aż od przyszłego roku, będziesz nam potrzebny przez pewien czas.
- Oczywiście panie Hale – wtrąca Stiles pospiesznie. – Erica jest niesamowicie grzecznym dzieckiem. W zasadzie jak pan widzi, nie przeszkadza mi w normalnej pracy – dodaje.
- Tak, tak – wyrywa się Derekowi i zerka na swoją córkę przelotnie. – Chodzi mi o to, że zajmuję się nią po pracy. Kiedy nie jest z tobą jest ze mną. Problem w tym, że nie zawsze po pracy mam wolne – wyjaśnia.
Stiles wygląda na mniej spanikowanego i widzi jak chłopak zaczyna łapać.
- Nie chcę anektować całego twojego wolnego czasu i oczywiście zapłacę. Sowicie – zaznacza pospiesznie. – Postaram się znaleźć jeszcze kogoś, ale nie zdążę do soboty – przyznaje. – Czy zgodziłbyś się przyjść? – pyta wprost.
Stiles otwiera usta, a potem je zamyka, jakby nie wiedział co powiedzieć.
- To nie jest polecenie służbowe. Pracujesz dla Boyda – kłamie, ponieważ chce szczerej odpowiedzi.
Jeśli Stiles nie da rady, znajdzie kogoś. Może nawet Jennifer się zgodzi posiedzieć z małą. Boyd zapewne ma jakieś siostry albo kuzynki w sensownym wieku. Jego rodzina została skutecznie przetrzebiona i prędzej skoczyłby z tego wieżowca niż pozwolił małej zostać z Peterem chociaż przez pięć minut samej.
- Jasne, znaczy oczywiście panie Hale – poprawia się pospiesznie Stiles. – To nie będzie żaden problem – obiecuje chłopak. – Szuka pan nowej opiekunki? – dodaje mniej pewnie.
- Tak – przyznaje Derek. – Obaj pracujemy – przypomina mu.
Stiles kiwa głową, jakby totalnie pojmował w czym problem.
- Jeśli wie pan… Znaczy nie chcę się narzucać, ale Melissa to jest – zaczyna chłopak.
- Dziewczyna twojego ojca – wtrąca Derek.
- Tak, tak, dokładnie – rzuca Stiles i czerwieni się nieznacznie, a potem zaczyna drapać się po karku. – Jej syn ciągle pracuje. Jest weterynarzem bez granic czy coś… Może Melissa ma trochę syndrom opuszczonego gniazda, ale gdyby trzeba było pomóc, mógłbym dać panu jej numer telefonu. Jest emerytowaną pielęgniarką, więc padaczka Erici nie byłaby problemem – dodaje Stiles.
Derek udaje, że rozważa tę propozycję. Starsze emerytowane kobiety nie są kimś kogo szuka dla Erici. Mała potrzebuje kogoś z energią i doświadczeniem. Stać go na najlepsze guwernantki w mieście i nie zamierza tkwić w sytuacji, w której Stiles maluje z jego córką na dywanie. Ma nadzieje, że kiedy mała oswoi się z nim i miastem, uda mu się odciągnąć ją od Stilinskiego. A nawet jeśli nie w pełni, to przynajmniej popołudniami zajmie się nią ktoś naprawdę wykwalifikowany. Niedoszły nauczyciel przedszkolny to nie jest typ, którego poszukuje.
- Melissa jest naprawdę ciepłą osobą i świetnie gotuje – zapewnia go Stiles.
Derek nie mówi ani słowa. Patrzy jedynie na Ericę, która zaczyna wspinać się z powrotem na kanapę, żeby sprawdzić co oni tak długo robią pod oknem.
ooo
Pokój Erici nie jest różowy. Mała nie chciała zmieniać koloru ścian, a Derek nie zamierzał jej do niczego zmuszać, zatem pozostała sterylna biel. Przynajmniej ilość zabawek nie pozostawia złudzeń w kwestii tego w jakim pomieszczeniu się znajdują. Trochę początkowo dziwił go fakt, że mała utrzymywała taki porządek wśród ubrań i swoich rzeczy, ale Stiles wyjaśnił mu, że to normalne dla dzieci z sierocińca. Są tego uczone od wczesnych lat. Muszą się zajmować sobą same. Jeśli opiekunowie w nie nie wpoją samodzielności, robią to inni wychowankowie. Derek nie wie czy ta cecha u Erici mu się w takim razie podoba.
Mała ma na sobie różową piżamkę, coś na co sam nalegał. Goście mają zjawić się dopiero za dobrą godzinę, ale ludzie od cateringu już buszują po ich kuchni i uśpienie Erici zapewne nie będzie takie łatwe. Stiles ma przyjść lada chwila i tylko to sprawia, że jeszcze się trzyma w pionie. Nie ma pojęcia jak ukryje małą, kiedy w jego mieszkaniu będzie tak wielu ludzi, ale Boyd zapewne zrobi wszystko, aby mu pomóc.
Słyszy jak Jennifer rozporządza ludźmi w jego salonie. Otwarta przestrzeń jest przystosowana do imprez tego typu, ale jego kuchnia jest za mała, aby gotować. Nigdy nie planowano jednak jej używać. Nie znał się na gotowaniu, a z jego trybem życia, nie znajdował czasu nawet na lunche na mieście.
Słyszy pukanie do drzwi i po jego krótkim 'proszę' Stiles wsuwa się do pomieszczenia. Erica wyskakuje spod kołdry, co jest do przewidzenia. Nie uprzedził jej, że jej ulubiony 'nianiek' się pojawi. Nie chciał jej podekscytowanej wcześniej i może to wredne, ale pewnie przez to będzie tylko większym utrapieniem dla Stilesa.
Jeden rzut oka na Stilinskiego mówi mu, że chłopak nadal nie potrafi się ubrać. Jego koszulka i dżinsy są chyba jeszcze gorsze niż garnitury, które nosi do pracy. Zapewne pamiętały też lepsze czasy, na przykład okolice szkoły średniej, kiedy wypadało Stilesowi mieć na sobie podobne rzeczy. Chłopak spogląda na swoją klatkę piersiową, więc Derek zapewne gapi się za długo, a potem na jego twarzy wykwita dość przyjemny rumieniec.
- Uhm – wyrywa się Stilinskiemu z ust. – Nie powiedział pan, że mam się jakoś specjalnie ubrać, więc… - urywa. – Znaczy założyłem, że będziemy się tutaj ze słonkiem bawić i nie będziemy wychodzić… - plącze się.
- Tak – wchodzi mu w słowo Derek. – Erica wymyła już zęby, więc niczego słodkiego przed snem. Jeśli będzie chciała poczytać, książki są na półkach. Malowanki… - wylicza, ale Stiles jest już przy półkach i patrzy pytająco nie na niego, ale na jego córkę, co pewnie ma sens, odkąd zostają we dwójkę. – Nie wiem ile potrwa przyjęcie, ale nie powinniśmy bardzo hałasować.
Nie dodaje, że znakomicie byłoby, gdyby z tego pokoju też nie dobiegały żadne odgłosy. Nie chce ukrywać Erici całe życie, ale nie wyobrażał sobie rozmiarów tego, co zrobiłaby prasa z jej istnieniem.
- Jasne – rzuca Stiles. – Proszę się nie przejmować. Na pewno już dawno będziemy spać – obiecuje.
