Erica zasypia bez problemów, chociaż z wnętrza mieszkania dobiegają do nich dźwięki muzyki i śmiech. Stiles nie jest do końca przekonany co teraz. W końcu mała śpi, więc nie zajmuje się nią per se. Hale wydaje się wymagać dzisiaj tylko jego obecności na wszelki wypadek – gdyby mała się obudziła, ale to nadal nie jest w porządku. Zapłacą mu za siedzenie i granie na komórce, co nie jest normalne.

Mieszkanie Hale'a jest przerażająco minimalistyczne i zapewne kosztowało ciężkie miliony, bo wszystkie powierzchnie lśnią i znajdują się na jednym z najwyższych pięter budynku, który należy w całości do rodziny. Stiles nie orientuje się za bardzo w takich kwestiach, ale biurowe plotki dostarczyły mu dostatecznie wiele informacji na temat ich szefa, aby wiedział, że pieniądze szczęścia nie dawały tak dokładnie.

Mieszkanie chociaż piękne, wydaje się zimne i puste. Zabawki Erici są wyłącznie w tym pokoju. Może rzeczy małej pozbierano, kiedy przygotowywano pomieszczenia pod tę imprezę, ale nawet to wydaje mu się nieodpowiednie. Dzieci powinny brudzić i żyć w środowiskach pewnego chaosu. A może po prostu jego dzieciństwo takie było i tylko z tym utożsamiał szczęście.

Siada na podłodze, opierając się plecami o ścianę i zerka w stronę Erici, uśpionej na niewielkim łóżeczku. Pokój przystosowano dla dziecka dość szybko i to widać. Jest zbyt nowy, taki pachnący sklepem. Stiles nienawidzi takich rzeczy, ale potrafi docenić gest, bo widać jak na dłoni, że Hale starał się, chociaż ewidentnie nie miał w tej kwestii wsparcia.

Drzwi do pokoju uchylają się prawie bezgłośnie i Derek zerka niepewnie do środka.

- Zasnęła – szepcze Stiles, zaplatając dłonie na piersi.

Czuje się trochę jak idiota w koszulce, kiedy Hale przedstawia się tak idealnie w sportowej marynarce. Może mężczyzna onieśmiela go właśnie przez to jak doskonale prezentuje się przeważnie. I zawsze jest przygotowany. Ta pewność siebie, którą ma, przytłacza Stilesa za każdym razem, kiedy ma otworzyć usta. Czuje się tak, jakby ponownie byli w szkole średniej i przyszedł na imprezę najbardziej popularnego chłopaka w szkole i okazało się, że potrzebowali kogoś do zmywania w kuchni.

- Za godzinę wszyscy będą się rozchodzili – informuje go Hale, kiedy pochyla się nad Ericą.

Stiles zerka mimowolnie na zegarek i nie może uwierzyć, że już minęło prawie pięć godzin. Nie ma pojęcia jak dostanie się o tej porze do mieszkania, ale biorąc pod uwagę ilość wyrabianych nadgodzin, stać go na taksówkę.

- Jasne – rzuca, bo nie wie co powiedzieć jeszcze.

Derek zresztą spogląda na niego jakoś dziwnie. I może faktycznie powinien był ubrać swój garnitur do pracy, bo wtedy przynajmniej nie wygląda na nastolatka.

Kiedy Hale wychodzi, odnosi wrażenie, że coś jest nie tak.

ooo

Boyd wydaje się spokojny i opanowany, kiedy siadają na kanapie. Finlay z pozostałymi są odpowiednio pod wrażeniem ich firmy oraz planów na przyszłość. Nie może uwierzyć, że większość z tych ludzi naprawdę znajduje się na stanowiskach i są szanowanymi obywatelami miasta. Pamięta dokładnie jak imprezowali jeszcze nie tak dawno i zapewne część z nich planowała powtórzyć swoje wyczyny sprzed lat, ale w jego podświadomości nadal tkwił obraz śpiącej spokojnie Erici i Stilesa, który czuwał nad nią przez ten cały czas.

Wolałby położyć spać swoje własne dziecko sam, ale to nie pierwszy raz, kiedy Stilinski go zastępuje i to idiotyczne, ale jest tym zirytowany.

Pewnie nie powinien też niemal siłą pozbywać się gości z mieszkania, ale nie miał w planach zostawać do białego rana. Może darzyć Stilesa pewną nieuzasadnioną antypatią, ale nie jest sadystą. Nawet pracownicy o wiele niższego rzędu potrzebują snu.

Boyd jest ostatni, ale nie musi go wyrzucać, żeby zapewnić sobie minimum prywatności.

- Spojrzą na nas przychylniej – rzuca jego przyjaciel.

Derek przejmuje się tym o wiele mniej niż się spodziewał. Ma za sobą dziesiątki takich spotkań i żadne nie różniło się wiele od poprzedniego. Większość z tych ludzi nie wie nawet co powiedzieć, kiedy spotykają go po latach. Wielu wysłało kondolencje z powodu śmierci jego rodziny, ale poza suchymi słowami bez znaczenia, zdecydowanie wszyscy bali się z nim rozmawiać. Jakby ogrom tej katastrofy w jego życiu sprawił, iż stał się trędowatym.

Jedynie Boyd traktował go, jakby nie stało się nic z nim. I to po części była prawda. W pewnym sensie nadal stanowiło kłamstwo.

- Powiem Stilesowi, żeby zbierał się do domu – rzuca.

- Nie wiem jak rozumieć to, że dzieciak stał się niańką Erici – wzdycha Boyd.

- Jest aż tak niezastąpiony? – kpi.

Boyd przewraca oczami.

- Mam na myśli to, że na piętrze jest około dwudziestu kobiet włączając w to twoją asystentkę – informuje go mężczyzna.

Derek unosi jedynie brew do góry, ponieważ żadna z tych z zasady empatycznych osób z rozwiniętym instynktem macierzyńskim, nie zainteresowała się, kiedy Erica zaginęła. Mężczyzna jako opiekun to nie jest jego pierwszy wybór, ale wydaje się, że jedyny prawidłowy. Stiles ma w sobie pewną miękkość i łagodność, która zadziwia nawet jego samego.

- Jak Erica? – pyta Boyd.

- Zaczyna się przyzwyczajać – odpowiada i wzdycha, ponieważ mała przywyka, ale nie do niego.

I denerwuje go to.

- Ten weekend mieliśmy spędzić razem – przyznaje.

Boyd robi głębszy wdech, a potem sięga do karafki z whiskey. Dolewa sobie i to znak dla Dereka, że czas wyprosić Stilesa. Erica śpi, a oni obaj muszą porozmawiać spokojnie. Od poniedziałku czeka ich setki rozmów telefonicznych i dogrywanie szczegółów kontraktów. Nie jest nawet pewien czy kolejna sobota nie okaże się pełna papierów i nadrabiania wszystkiego, czego nie zdąży zrobić w tygodniu.

Podnosi się bez słowa i, kiedy wchodzi ponownie do pokoju córki, macha bez słowa w stronę Stilesa, zajętego bardziej telefonem niż czymkolwiek innym. Chłopak słania się na nogach co wcale go nie dziwi. Wszyscy są zmęczeni.

- Och, panie Boyd – wyrywa się Stilinskiemu.

Jego przyjaciel unosi do góry szklankę z alkoholem i nie uśmiecha się.

- Zjedziesz na parter. Portier wie, którymi drzwiami cię wyprowadzić na parking. Kierowca odwiezie cię do domu, tylko podaj mu adres – poucza go. – Księgowość załatwi resztę – dodaje.

Stiles wygląda na zaskoczonego.

- Kierowca? – wyrywa się chłopakowi. – Mogę…

- Wrócić do domu metrem? Nie sądzę – rzuca Derek.

Nie wie w zasadzie co powiedzieć, ale Stiles uśmiecha się równie skrępowany, a potem spogląda na niego jeszcze raz, zanim macha niezdarnie w drodze do drzwi. Po kilku sekundach zostają sami i Derek nie może nie odetchnąć z ulgą. Nie ma pojęcia dlaczego ten dzień się tak ciągnie. Do tej pory rozmowy tego typu traktował jak prywatne wyzwania, więc podchodził do nich ambicjonalnie. Planował każde słowo i ruch. Tymczasem nie mógł doczekać się, aż wszyscy wyjdą, zostawiając go jedynie z Boydem.

- Jesteś przemęczony – mówi nagle jego przyjaciel i odstawia szklankę na tacę.

- Musimy porozmawiać o…

- Musisz się wyspać – wchodzi mu Boyd w słowo. – Zostaw mnie załatwienie formalności. W końcu jestem twoim prawnikiem – przypomina mu mężczyzna i klepie go po ramieniu z pewnym wahaniem.

Derek wypuszcza długie westchnienie, kiedy i za nim zamykają się drzwi.

ooo

Erica jest niespokojna w poniedziałek rano i Derek nie wie za bardzo co zrobić. Zjadają razem śniadanie, a mała opowiada mu o bajkach, które widziała. Jest pewien, że połowa z tych historii jest zmyślona, ale i tak jest pod wrażeniem jej elokwencji. Nie jest pewien po kim to odziedziczyła. Nie chce myśleć o genie w jego rodzinie, który stworzył kogoś takiego jak Peter. Jego wuj jest mitomanem i to stanowi pewien problem, jeśli chodzi o kontakty z prasą. Śmierć rodziny podzieliła ich tylko bardziej, bo Peter szukał większego spisku, który tłumaczyłby wszystko. A kiedy odkrył, że niczego takiego nie było, zaczął winić jego, co było jeszcze gorsze.

Kiedy wchodzą do budynku jego firmy, prawie nikt nie zwraca już na nich uwagi. Przez pierwsze dni wzbudzali pewne sensacje, ale jest coś cudownego w byciu prezesem. Ludzie nie szepczą za jego plecami, zbyt przerażeni, że mógłby ich dosłyszeć. Początkowo przeszkadzało mu to, ale szybko zmienił zdanie, kiedy zdał sobie sprawę, że tylko dzięki temu nikt mu się nie narzuca.

Erica ścisnęła mocniej jego rękę, kiedy wyjeżdżali na piętro i nie puściła dopóki Stiles nie zamachał do niej przyjaźnie. W kilka minut później byli bezpieczni w jego biurze, a Jennifer zdawała mu relację z telefonów, które odebrała podczas jego nieobecności. Zaczynała godzinę wcześniej od niego i układała jego spotkania na dany dzień. Od dwóch dobrych tygodni jednak pracowali nad projektem i to paradoksalnie ułatwiło mu życie, bo nie potrzebował dodatkowej wymówki, żeby nie ruszać się z biura. Nie chciał zostawiać Erici ze Stilesem, chociaż zapewne to byłoby najrozsądniejsze.

Mała siada na dywanie, podwijając pod siebie nogi. Stiles przygląda się jej z pewnym niepokojem, a potem zerka na niego, jakby oczekiwał wyjaśnień. Derek jednak nie posiada żadnych odpowiedzi, więc wraca do czytania jednej z umów, które jak zawsze Boyd potrzebuje na dwa tygodnie temu.

- Dobrze się czujesz? – pyta chłopak.

Derek ma ochotę przewrócić oczami, ponieważ to idiotyczne.

Erica jednak wzrusza ramionami i wdycha przeciągle.

- Nie wiem – przyznaje jego córka. – Kiedy obudziłam się, było dziwnie – mówi.

To żadne wyjaśnienie. Derek słyszał, że dzieci miewają często zmienne nastroje i zrzuca to właśnie na to. Nie robili niczego ciekawego w niedzielę. Spędzili ten dzień przed telewizorem, ale i tak ma wrażenie, że Erica nie ma mu tego za złe. W końcu oglądali coś wspólnie, a on wyłączył nawet telefon, co nie zdarzało mu się od czasu studiów i spotkań z Kate, o których nie chce myśleć w tej chwili ani nigdy.

- Dziwnie? – pyta Stiles.

Erica wzrusza ramionami.

- Nie mogę się skupić – wyjaśnia jego córka.

Ledwo udaje się jej skończyć zdanie, kiedy nagle jej oczy przewracają się w głąb czaszki i Derek zrywa się z fotela, zanim zdaje sobie sprawę co robi. Stiles jednak już przy niej klęczy, przytrzymując jej głowę. Erica zaczyna się trząść i chociaż Derek ściska jej nogi w kostkach jest przerażony siłą z ją drży jej ciało. To na pewno nie jest normalne.

Stiles patrzy na niego szeroko otwartymi oczami, kiedy klęczą przy Erice. Atak wydaje się trwać całą wieczność i nie ma najmniejszego pojęcia czy to czas się rozciąga, czy faktycznie ten horror tak długo trwa. Erica jednak przestaje się w końcu trząść równie nagle, co zaczęła i Derek zamiera, ponieważ nie ma pojęcia co teraz.

Próbuje sobie przypomnieć czy podał jej rano leki. Jest pewien, że tak. To ich poranna śniadaniowa tradycja. I kolacyjna, jeśli ma być szczery. Nie wie dlaczego w ogóle doszło do ataku. Nie powinno. Zrobił wszystko, co polecił mu lekarz.

- Pogotowie – rzuca Stiles, biorąc małą na ręce.

Kładzie ją na kanapie, co jest całkiem logiczne. Podłoga wydaje się nieodpowiednia. Derek jednak nie potrafi się ruszyć. Ma wrażenie, jakby to ciało nie należało w pełni do niego. Mięśnie na pewno go nie słuchają, kiedy nakazuje im ruch.

- Panie Hale – mówi Stilinski z dziwnym naciskiem w głosie, a potem kładzie mu rękę na ramieniu i potrząsa lekko. – Wszystko w porządku, ale powinien pan jechać razem z nią do szpitala. Muszą wszystko sprawdzić, ale to standardowa procedura – wyjaśnia mu Stiles.

- Pogotowie – powtarza i bierze tak głęboki wdech, że ma wrażenie, jakby jego płuca miały się zaraz poddać.

To chyba go w końcu otrzeźwia, bo wybija kciukiem numer na komórce i podaje adres. A potem włącza interkom, bo oczywiście nawet pogotowie nie dostanie się na to piętro bez potwierdzenia z jego strony albo Boyda. Procedury zostały zaostrzone nie bez powodu.

Kiedy spogląda z powrotem na Stilesa, ten układa nogi Erici na poduszce. Nie ma pojęcia po jaką cholerę, ale to wygląda dość profesjonalnie, więc nie protestuje. Podchodzi tylko bliżej i zamiera, bo nie ma pojęcia co dalej.

- Na pewno zażyła leki – mówi.

- Ataki czasami zdarzają się mimo to – odpowiada Stiles. – Zauważył pan coś dziwnego? – pyta.

- Zachowywała się… - zaczyna i urywa.

Powinien był zwrócić na to uwagę. Erica zachowywała się nie tak zawsze. Była ospała. Dziwnie powolna. Wydawała się niepewna wszystkiego i obserwowała otoczenie, jeśli nie do końca wiedziała co z tym zrobić. Dwa razy zastanawiała się, zanim zrobiła cokolwiek.

- Chryste – wyrywa mu się z ust.

Był idiotą, jeśli sądził, że uda mu się wychować dziecko. Nie zna się na tym. Nie zna się na ludziach. Może przeczytać tysiące książek, ale to do niczego nie prowadzi. Był egoistą, jeśli sądził, że to może mieć sens. I to tylko dlatego, że Erica może być jedynym członkiem rodziny, który mu pozostał. Nie byłby sam na tym cholernym świecie.

Kobieta z opieki społecznej mówiła, że wystarczy, kiedy podpisze papiery. Erica jest słodkim dzieckiem, więc rodzina zastępcza znalazłaby się bardzo szybko. Adopcja nie byłaby problemem.

Tymczasem mała leżała na kanapie w jego biurze i…

- Hej, hej! – krzyczy Stiles i to jest tak niespodziewane, że mruga, spoglądając na chłopaka w czystym szoku. – Nic jej nie jest – zapewnia go i jest w tym jakaś dziwna siła, która go przekonuje.

Kolejny oddech jest o wiele łatwiejszy.