Wszystko pamięta jak przez mgłę. W jednej chwili pojawiają się ratownicy, a w drugiej Stiles podaje mu kawę w plastikowym kubku, kiedy siedzą na korytarzu, czekając aż Erice wykonają potrzebne badania. Lekarz nazwał to niepotrzebnym rozproszeniem. Chcieli panować nad aktywnością jej mózgu, kiedy zamkną ją w tej magnetycznej trumnie.
Nie ma pojęcia nawet co Stiles tutaj robi, ale chłopak nadal trzyma przed nim kawę i pewnie powinien w końcu się ruszyć, ale w jego ciele nie ma siły.
- Panie Hale – zaczyna chłopak.
Derek zdusza w sobie chęć nawrzeszczenia na niego. To było idiotyczne. Nie jest wściekły na Stilinskiego. W zasadzie nikt nie jest temu winien i jakaś część jego zdaje sobie sprawę, że to efekt szoku, ale i tak ma ochotę zachować się irracjonalnie i agresywnie. Doskonale zna ten stan. Walczył z tymi odruchami od czasu pożaru. I potrafi nad tym panować.
Jego telefon odzywa się, więc odbiera z przyzwyczajenia. Boyd pyta gdzie się podziewają, ponieważ ewidentnie zapomniał powiedzieć mu co jest grane. Po piętrze zapewne krążą już plotki. Niejasno przypomina sobie, że Stiles starał się osłonić ich dwójkę przed wzrokiem ciekawskich, ale to nie mogło się udać. Już sam widok ratowników medycznych musiał wzbudzić podejrzenia. Zastanawia się czy zaczną mówić o tym, że znęca się nad tą małą dziewczynką, którą trzyma w biurze całymi dniami.
Rozłącza się po krótkim wyjaśnieniu, co się stało, chociaż Boyd upiera się, że przyjedzie. Podpisał papiery dotyczące Erici, więc nie jest mu potrzebny prawnik. Boyd stanowi jednak jego jedynego przyjaciela i powinien o tym pamiętać.
- Panie Hale – zaczyna ponownie Stiles.
Może ta kawa jest już zimna. Pojęcia nie ma ile czasu minęło.
- Wszystko będzie w porządku – rzuca Stilinski i brzmi to jak tani frazes.
- Nie możesz być pewien – prycha, chociaż to idiotyczne.
Nie jest nastolatkiem i nie powinien miewać humorów. Stiles nie wydaje się jednak urażony. Jeśli już – Derek z zaskoczeniem zauważa, że kawa w dłoniach chłopaka lekko podryguje, jakby on też był zdenerwowany. I wiedział, że Stilinski dba o jego córkę, ale nie sądził, że chłopak się przywiązał do małej. To trochę go zaskakuje, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje różnica pomiędzy zajmowaniem się dzieckiem szefa, aby zrobić na nim dobre wrażenie, a faktyczną troską. Stiles wydaje się natomiast właśnie emanować uczuciami, których Derek nie rozumie i nie pojmuje. Nie wie jaki Stilinski ma w tym interes. I może nie ma żadnego, co jest tym bardziej szokujące.
- Usiądź – prosi go już spokojniejszym tonem.
- Rezonans magnetyczny nie powinien potrwać długo – rzuca Stiles.
- Skąd…
- Skąd wiem? – pyta chłopak, trochę wchodząc mu w słowo.
Derekowi jednak to dziwnie nie przeszkadza.
- Potłukłem głowę dostateczną ilość razy, aby wiedzieć, że rezonans nie jest niczym strasznym – informuje go Stilinski.
Derek nie ma pojęcia, dlaczego chłopak cały czas dzieli się takimi intymnymi szczegółami ze swojego życia. Tym bardziej, że on nigdy nie oferuje niczego w zamian. Nie chce przecieków do prasy, a to zdarzało się wcześniej. Stiles może być teraz miły, ale odpowiednie sumy rozwiązują języki wszystkim. Nawet jego własnemu wujowi.
Może zresztą Stilinski nie oczekuje od niego niczego, ponieważ przeczytał o jego historii w tych magazynach, które wałkowały ją raz po raz. Tylko czekał, aż przypomną sobie o tragedii jego rodziny. W końcu nadchodziła rocznica śmierci jego rodziców, a tę datę celebrowano w jakiś chory sposób. Im bardziej starał się zapomnieć o tym dniu, tym bardziej mu o nim przypominano. Nie rozumiał dlaczego ci ludzie uważali, iż musieli każdego roku składać mu kondolencje. Wyrazili się całkiem jasno podczas pogrzebu i nie potrzebował przypomnienia.
- Więc rezonans to nic strasznego. Nie boli – rzuca Stiles ewidentnie skrępowany ciszą, którą Derek mu ofiarował.
- Ona jest tam sama – odpowiada, ponieważ wie, że badanie samo w sobie nie jest bolesne.
Erica jednak może ocknąć się w każdej chwili, a jego przy niej nie będzie. Tak jak nie było go dotąd nigdy. I ta myśl nie jest przyjemna, bo okradziono go z kilku lat jej życia. Z jej narodzin, na których chciałby być obecny, chociaż to oznaczałoby spojrzenie ponownie na Kate i to mogłoby wywołać u niego mdłości.
- Ale wie, że jest pan pod salą – rzuca Stiles.
- Skąd może wiedzieć? – prycha Derek, ponieważ to idiotyczne.
Erica nie przebudziła się nawet w karetce. Lekarz uspokoił go, że to normalne dla jej typu padaczki. Dla niego to nie było żadne wyjaśnienie. Powinien znaleźć fundację, która sponsorowała dotacjami firmy farmaceutyczne i badania nad epilepsją, ale to wyglądałoby jak wszystko to, co robili ludzie podobnie jak on zamożni. I wydawało się niczym w porównaniu z ogromem strachu, który odczuwał. Potrzeba, aby to naprawić tylko rosła, ale to była kolejna z tych rzeczy, na które nie miał wpływu.
- Jest pan jej ojcem i nie opuścił jej pan nawet na chwilę – podejmuje Stiles, kompletnie go szokując. – Oczywiście, że wie, że pan jest tutaj. Gdzie miałby pan być? – pyta chłopak.
Wydaje się rozbawiony samą myślą, że Derek nie zdaje sobie nawet z tego sprawy.
Do tej pory sądził, że Stiles uważa go za fatalnego rodzica. Któż inny bowiem zamykałby swoje dziecko na całe dnie w biurze, w pracy, zostawiając jej do zabawy tylko pracownika niższego szczeblem, którego zajęcia nie byłyby tak ważne, aby był kimś niezastąpionym. I pewnie to tak wyglądało dla większości. Derek jednak nie mógł pozbyć się uczucia, że jeśli spuści małą z oka chociaż na chwilę, pojawi się ktoś, kto ją zabierze. W końcu nie miał pojęcia o jej istnieniu tak długo. I tylko przypadek sprawił, iż poznał prawdę.
Sądził, że nie będzie łatwo przyzwyczaić się do Erici. W końcu była dzieckiem Kate i widział w jej blond lokach kobietę, której szczerze nienawidził. Erica nazywała go ojcem, ale wydawała się nie znać znaczenia tego słowa i widział to każdego dnia. Nie rozmawiali, chociaż bawili się w te nieliczne momenty, kiedy miał chwilę czasu.
A jednak nie potrafił wyobrazić sobie teraz swojego życia bez niej. I ten strach, który odczuwał obecnie, był irracjonalny. Erica zapewne miewała podobne ataki w przeszłości, a dom dziecka nie gwarantował jej takiej opieki medycznej jak on. Jednak wszystko w nim skręcało się na samą myśl i trudno było mu z tym walczyć.
- Wszystko będzie w porządku – powtarza uparcie Stiles.
- Dlaczego to ciągle mówisz? – pyta i nie ma tam złości.
Jest po prostu zmęczony.
- Bo ktoś powinien to panu w końcu powiedzieć – stwierdza chłopak.
I Derek nie ma pojęcia co odpowiedzieć na to.
ooo
Stiles pojęcia nie ma co powinien zrobić, bo Hale wydaje się wyzuty z energii. Zostawia jego kawę na parapecie i stara się pamiętać, aby kupić następną w drodze powrotnej. Nie powinien sam przyswajać tak wiele kofeiny, ale Derek na pewno miał na tym skorzystać. Mężczyzna wydaje się tak załamany, jakby czekali pod salą umierającej Erici, a nie na wynik badań. Stiles wie, że to musi mieć coś wspólnego z tym, co stało się z rodziną Hale'a, ale patrzenie na to z bliska to całkiem inna sprawa.
Do tej pory sądził, że Hale jest nieprzystępny i trochę przerażający. Ta aura, którą wokół siebie roztaczał, sprawiała, że Stiles gubił sens własnej wypowiedzi. Starał się zatem za wiele nie odzywać, aby nie wyjść na idiotę. To jednak trudne, kiedy Erica pyta raz po raz o jego rodzinę. Rozmawiał z małą o swoim ojcu, bo wydawała się zafascynowana szeryfem z małego miasteczka.
Obserwuje pielęgniarki, które ich mijają i za bardzo nie wie, co teraz. Teoretycznie powinien był zostać w pracy, ale zostawienie Dereka samego wydawało mu się karygodne. Mężczyzna nie odzywał się ani słowem przez całą podróż tutaj i zapewne zostałby przed budynkiem własnej firmy równie zszokowany, co zdezorientowany. To Stiles wepchnął ich do karetki, ignorując protesty lekarza. Doskonale zdawał sobie sprawę, że rodzice mieli prawo do towarzyszenia swoim dzieciom przez cały czas. W końcu dostatecznie często jego ojciec jeździł takimi pojazdami z nim.
Hale nie rusza się, kiedy lekarz wychodzi w końcu z sali, przeglądając skany. Stiles podrywa się jako pierwszy i to trochę krępujące, kiedy Derek w końcu go mija. Nie był nawet pewien czy powinien potwierdzać, iż Hale jest ojcem Erici. W końcu to miało zostać tajemnicą, ale mężczyzna nie zaprotestował, kiedy Stiles go przedstawiał.
- Jest nadal nieprzytomna, ale to normalne. Wszystko wydaje się w porządku. Śpi – wyjaśnia lekarz i wydaje się przekonany co do swoich słów. – Przez pewien czas może czuć się jeszcze zagubiona, ale to normalne – dodaje.
Derek mruczy pod nosem coś, co do złudzenia brzmi 'jasne, że normalne', ale przynajmniej nie patrzy na lekarza, jakby chciał powyrywać mu kończyny, co jest pewnym postępem. Wcześniej wydawał się dość zdenerwowany.
- Możemy spróbować zmienić jej leki, ale… - urywa sugestywnie lekarz.
Stiles zdaje sobie sprawę, że padaczka akurat to ta jedna z rzadkich chorób, z którymi nie można zrobić nic. Erica i tak wydaje się dość szczęśliwa, biorąc pod uwagę jak mocne miewa ataki. Stiles widział na własne oczy do tej pory jeden, ale jest przekonany, że kolejne nie będą wiele różniły się od tego. I Derek musi się do tego przyzwyczaić, chociaż zapewne wizyty w szpitalu i dziwne poczucie winy, które go prześladowało z jakiegoś powodu teraz – nie będą łatwe do przełknięcia.
- Nasz lekarz rodzinny stwierdził, że eksperymentowanie obecnie nie ma sensu – wtrąca Hale i bierze pierwszy głębszy oddech od dłuższego czasu.
- Ataki mogą stracić na sile i częstotliwości wraz z jej wiekiem – uprzedza go lekarz i to jest w pewnym sensie pobożne życzenie.
Wszystko jest prawdopodobne i taka jest prawda. Nie wie czy to cudowne, iż Erica nie będzie niedługo pamiętała o tym ataku, czy przerażające biorąc pod uwagę jak wiele musi przejść jako małe dziecko. To zresztą nie minie, więc jako nastolatka miała nie mieć przyjemnie w szkole. Koledzy nie cierpieli go za ADHD, a przecież tego nie było nawet widać.
- Stilinski? Stiles? – rzuca Derek i spogląda na niego tak, jakby nie miał pojęcia co się dzieje.
Nie miał ataków paniki od szkoły średniej, ale teraz był całkiem blisko. Wypuszcza powietrze z płuc i czuje jak jego ciśnienie spada. Żyła na jego skroni nie pulsuje już tak mocno, ale robi mu się i tak goręcej, więc rozluźnia krawat. Pojęcia nie ma dlaczego nie zrobił tego wcześniej.
- Stiles? – pyta Derek, marszcząc brwi.
- Powinieneś chyba wejść – mówi, bo tylko to przychodzi mu do głowy.
Derek spogląda na niego jeszcze raz, zanim przekracza drzwi sali, zostawiając go samego na korytarzu z lekarzem.
ooo
Erica wygląda na jeszcze bardziej drobną na tym wielkim łóżku. Ktoś przebrał ją w szpitalną koszulę i nie może nie zastanawiać się gdzie są jej ubrania. Może powinien coś przywieźć z domu. W końcu lekarz powiedział, że zatrzymają ją jedynie na obserwację, a to oznacza, że spędzą tutaj przynajmniej dobę. Powinien pewnie napisać do Boyda, ale wyłącza głos w komórce, kiedy siada na pojedynczym krześle przy łóżku.
Wszystko jest higieniczne czyste i boleśnie sterylne. Jej włosy są rozrzucone po poduszce i nie widać żadnych siniaków na jej ciele prócz tych, które zrobił sam, kiedy ją przytrzymywał podczas ataku. Nie do końca wie co o tym myśleć.
Nie wie też jak wiele czasu mija, kiedy siedzi w ten sposób. Nie spojrzał na zegarek, kiedy dotarli do szpitala. Czas zresztą wydaje się jeszcze bardziej relatywnym zjawiskiem niż zwykle. Z zamyślenia budzi go dopiero telefon odebrany na korytarzu i zaskakująco przyjemny śmiech Stilesa. W zasadzie dopiero wtedy przypomina sobie o chłopaku, którego zostawił przed salą.
Wstaje, zaskoczony, że jego kości strzelając tak głośno i boleśnie. Jest dobrze po południu i szum na szpitalnym korytarzu wydaje się o wiele większy. Rodzice odwiedzają swoje dzieci po pracy, pielęgniarki wymieniają się zmianami i streszczają sobie informacje o nowych pacjentach. Stiles rozmawia przez telefon i nadal jest w tym samym wygniecionym garniturze, w którym Derek widział go rano. Chłopak nie wyszedł ze szpitala jak on od dobrych pięciu godzin. Na parapecie leży otwarte pudełko po pizzy i kawa, której nigdy nie spróbował.
Derek nie wie co o tym myśleć, kiedy Stiles mówi swojemu ojcu, że nie wróci na razie do domu i nie spotkają się dzisiaj, bo coś mu wypadło. Może jak on czeka, aż Erica otworzy oczy, bo też chce być pierwszym, co mała zobaczy.
Derek nie wie jak się z tym czuje. Może jednak po raz pierwszy odkąd Stilinski wkradł się w ich życie, nie nienawidzi go tak do końca.
