Stiles podskakuje z zaskoczenia, kiedy słyszy za sobą całkiem dobrze sobie znany głos. Spodziewał się, że Hale nie wyjdzie z sali jeszcze dobre kilka godzin. Tymczasem jednak mężczyzna stoi tuż za nim i ewidentnie czeka, aż będzie zauważony. A przynajmniej to odchrząkiwanie miało zwrócić jego uwagę, a nie przyprawić o zawał.

Przerażające jest to, że Derek Hale wygląda doskonale jak zwykle. Gdyby nie zmęczenie w oczach, pomyśleć by można, że to całkiem normalne popołudnie, że nie spędzili całego dnia w szpitalu zamartwiając się . Stiles czuje się wymięty i nie chce nawet myśleć o tym jak wygląda.

- Tak? – spytał niepewnie.

Derek nie wydaje się pod wrażeniem jego tonu.

- Pomyślałem, że chciałbyś wejść i poczekać ze mną w środku, a nie na niewygodnym krześle przed salą – rzuca mężczyzna.

I to naprawdę miłe z jego strony.

- Chce pan kawałek pizzy? – pyta, ponieważ przed chwilą skończył jeść.

I ominął ich lunch.

Derek spogląda na niego, jakby nie wiedział co z nim nie tak.

- Na dole jest też stołówka – dodaje pospiesznie, chociaż jedzenie tam na pewno nie będzie o wiele lepszej jakości niż pizza, którą proponował.

- Później – odpowiada Hale i znika bez słowa we wnętrzu sali.

Nie powtarza swojego zaproszenia, ale nie zamyka również drzwi. Stiles wchodzi więc do środka i siada na jedynym wolnym krześle po drugiej stronie łóżka Erici. Mała wydaje się tak niesamowicie drobna. Nie wygląda jednak na chorą czy przemęczoną. Po prostu śpi.

- Nie wiem dlaczego się nie budzi – rzuca nagle Hale.

- Podali jej leki, aby zrobić rezonans podczas snu – odpowiada Stiles i jest zaskoczony, że Derek tego nie zarejestrował.

W końcu złożył swój zamaszysty podpis pod dokumentami dla pielęgniarki, która wszystko wyjaśniała podczas przyjęcia. To nie wygląda za dobrze. Derek naprawdę wydaje się zaskoczony. I Stiles słyszał o podobnych przypadkach zaniku pamięci, ale sam stres tego nie tłumaczy. Facet obraca wielomilionowymi kontraktami bez mrugnięcia okiem. Podejmuje na bieżąco takie decyzje, że Stiles pewnie sikałby w łóżko każdej nocy ze strachu, że coś nie wypali.

- Podpisywał pan dokumenty przy przyjęciu. To standardowa procedura. Zgodził się pan na leczenie Erici – wyjaśnia, starając się nie brzmieć protekcjonalnie. – Czasami przed badaniami dają niewielką dawkę środka, który ma pomóc pacjentom zasnąć. Pewnie nie chcieli, aby Erica obudziła się za wcześnie. Chociaż to nadal było wysoce prawdopodobne. Znaczy… każdy inaczej reaguje na te leki – plącze się i modli , aby Derek mu przerwał, ale mężczyzna ten jeden raz wydaje się faktycznie zainteresowany tematem. – W sensie… Tych leków na pewno nie ma już w jej organizmie. Są szybko rozkładane przez wątrobę i ona śpi, bo po prostu się zmęczyła…

Derek wydaje się bardziej uspokojony, ale to mogą być tylko pozory. I są setki pytań, które Stiles chce zadać. Czy mężczyzna często traci pamięć przy sytuacjach stresowych? Co określiłby mianem takich, skoro w oczach Stilesa jest najbardziej stoicką osobą po tej stronie globu? Jest święcie przekonany, że Derek Hale nie mrugnąłby okiem podczas trzęsienia ziemi. Tymczasem zwykły atak padaczkowy przyprawił go o… No właśnie Stiles nie potrafi tego nawet nazwać.

- Będzie na obserwacji do jutra – informuje go Derek nagle.

- Uhm, mogę zostać – oferuje pospiesznie i to chyba błąd, bo mężczyzna wydaje się zaskoczony. – To znaczy… Nie chcę podsłuchiwać w pana biurze, ale to dość trudne, kiedy jesteśmy w tym samym pomieszczeniu, aby niczego nie usłyszeć. Ma pan jutro dwa ważne spotkania – przypomina mu.

Derek marszczy brwi, jakby to dopiero teraz do niego doszło.

- Mogę zostać w nocy. Wtedy pan się wyśpi – wyjaśnia.

- Sądziłem, że nie tylko ja jutro pracuję – rzuca Hale.

- Och, z pewnością nikt nie zauważy, jeśli przysnę w pracy – odpowiada, zanim zdąża się powstrzymać. – To znaczy nie zasypiam w pracy. Nigdy nie zasnąłem – dodaje odrobinę pewniej.

Kącik ust Dereka drga niekontrolowanie, jakby nie mógł się powstrzymać. Może ma ochotę się roześmiać i Stiles odnosi wrażenie, że jeszcze sekunda, a będzie świadkiem zjawiska tak rzadkiego, że rozważa wyjęcie swojego telefonu. Erica jednak wydaje z siebie dziwny dźwięk i nagle otwiera oczy.

Derek jest tuż przy niej, zanim Stiles zdąża zrobić cokolwiek. Mała wydaje się wystraszona, ale uspokaja się natychmiast, kiedy dostrzega swojego ojca. A potem zerka na niego i uśmiecha się szeroko, co trochę topi jego serce.

- Jesteś w szpitalu, skarbie – wyjaśnia jej Derek całkiem niepotrzebnie.

- Miałam atak – stwierdza Erica i to nie jest pierwszy raz, kiedy budzi się w zupełnie innym miejscu.

Pewnie tylko cudem nie miała epizodu wcześniej. Przeprowadzka do Nowego Jorku i poznanie ojca musiało odcisnąć na niej jakieś piętno, chociaż Stiles nie znajduje u niej żadnych oznak nerwowości. Jeśli ktokolwiek wydaje się wypompowany emocjonalnie to Derek Hale. Nie raz i nie dwa widział jak mężczyzna przysłuchiwał się ich rozmowom i nie potrafił się przyłączyć. A chciałby. Nie trudno było dostrzec w jego oczach to, że naprawdę troszczył się o swoje dziecko.

Stiles nie wie czy powinien przeszkadzać teraz, kiedy Derek chce zostać sam z nią, ale Erica wyciąga do niego rękę, kiedy rozmawia z ojcem. I Hale nie marszczy brwi, jakby był temu niechętny, więc Stiles przysuwa się po prostu bliżej ze swoim krzesłem.

ooo

Wychodzą na korytarz, ponieważ Erica zaabsorbowała się bajkami w telewizji. Jest tak energiczna, że na pewno nie zaśnie tej nocy. Derek jednak wątpi, aby potrafił zmrużyć oko. Brak snu to nie jest problem. Musiał zapomnieć o tym ekstrawaganckim luksusie, kiedy przejął firmę. I to trwało do dzisiaj.

- Nie jesteś jej ojcem – informuje Stilesa, który wygląda przez ułamek sekundy na przerażonego.

- Jeśli przekroczyłem… - zaczyna chłopak.

- Nie, nie o to chodzi. Po prostu nie jesteś jej ojcem – wzdycha Derek. – Wiem, że nie poświęcam jej tyle czasu, ile powinienem, ale nie możesz przejmować mojej roli. Mojego czasu. Z nią – mówi powoli i każde słowo sprawia mu ból.

Stiles chyba rozumie go całkiem opatrznie, bo jego oczy robią się tylko większe.

- Nie – mówi pospiesznie, zanim chłopak zacznie panikować. – Nie mam do ciebie pretensji. To co zrobiłeś dzisiaj… - zaczyna i urywa.

Powinien znaleźć jakieś adekwatne słowo, ale to trudne. Nigdy nie był dobry w mówieniu o czymś innym niż interesy.

- Było miłe – decyduje w końcu. – Znasz się na tych szpitalnych sprawach. Myślisz, że zamiast zostawać tutaj, mógłbym zabrać ją i konieczny personel do domu? Do mojego mieszkania?

Stiles przez chwilę patrzy na niego jak na wariata, ale chyba dochodzi do niego, że Derek nie żartuje.

- To będzie kosztować – ostrzega go chłopak.

Pieniądze jednak nie grają roli i obaj to wiedzą.

- To trochę nagłe i może się nie udać, ale wystarczyłaby jedna z sióstr z tego oddziału, która akurat nie ma dyżuru. Na pewno biorą takie dodatkowe prace na porządku dziennym. Melissa zawsze mówiła, że słabo im płacono – ciągnie dalej Stiles.

Derek nie ma pojęcia dlaczego nie dostaje czystej odpowiedzi. Tak lub nie. Życie naprawdę było takie łatwe. Wbrew pozorom.

I teraz, kiedy wie, że Erica jest bezpieczna i zdrowa, czuje, że wstąpiła w niego nowa energia.

- Jeśli nie znajdzie się nikt. Zostanę z nią. Będę chciał jednak wtedy, abyś wrócił do biura. Boyd powinien nadal być w budynku. Ma klucze do mojego biura i gdzieś na wierzchu powinny znajdować się dokumenty potrzebne mi na jutro. Przywieziesz je – instruuje go.

Stiles potakuje głową jak piesek na tylnym siedzeniu rodzinnego sedana. Nigdy nie rozumiał tych zabawek. I Stiles wcale nie prezentuje się tak dobrze.

- Oczywiście, panie Hale – rzuca chłopak jeszcze.

I to jest nareszcie odpowiedź, której oczekiwał.

ooo

Wynajęcie pielęgniarki na całą noc jest bajecznie łatwe, ale Stiles i tak musi jechać do firmy, aby odebrać dokumenty dla niego. Derek nie wyobraża sobie zostawić Ericę z obcą kobietą w swoim mieszkaniu zaraz po tym jak na własne żądanie wypisuje małą ze szpitala. Lekarz nie próbuje go powstrzymać, chociaż sugeruje, że jeśli mała odczuwałaby mdłości, powinien wrócić następnego ranka. Podejrzenie wstrząśnienia mózgu nie zostało kompletnie wykluczone, chociaż Stiles upierał się, że Erica nie uderzyła o nic głową. Zdążył zareagować na czas. I Derek gratuluje sobie w myślach, że chłopak stał się opiekunem małej. Zapewne żadna z nianiek nie zareagowałaby z takim refleksem, gdyby jego córka upadała.

Niemal nie pamięta zdarzenia. Kojarzy tylko Stilesa nakazującego mu, aby zadzwonił po pogotowie. I to w zasadzie tyle. Odnosi wrażenie, że było coś jeszcze. Może rozmawiali, ale pamięta jak przez mgłę pojedyncze słowa. I to uparte 'wszystko będzie dobrze', które Stiles powtarzał przez całą drogę. Derek nie przypomina sobie, aby ktokolwiek powiedział to do niego po pożarze. I wtedy nie uwierzyłby. Może właśnie jednak to jest powód, dla którego w jakiś sposób zaufał Stilesowi. Chłopaka nie było w pobliżu, kiedy ginęła jego rodzina, ale na pewno nie rzuciłby pustym frazesem, których Derek się nasłuchał. Może nawet zacząłby się jąkać, gdy nie wiedziałby co powiedzieć. I to byłoby o wiele bardziej na miejscu niż drogie wieńce pogrzebowe, długie przemowy ludzi, którzy nie znali nawet jego rodziców.

Erica wydaje się całkiem przytomna. Przespała ponad sześć godzin ciągiem i zapewne mieli przeżyć męczącą noc. Pielęgniarka – Annie – wydawała się przygotowana i na zabawę z dzieckiem. Wspominała, że sama miała małą córeczkę. I Derek odczuwał lekkie wyrzuty sumienia, że wyciągnęli ją z domu w wolny wieczór. Nie miał jednak innego wyjścia. Poza tym zamierzał ją sowicie opłacić.

Dzwonek do drzwi obwieszcza powrót Stilesa. Boyd wchodzi zaraz za chłopakiem i przeciera zmęczoną twarz, a potem oddaje mu swoją teczkę, w której pewnie są potrzebne mu dokumenty. Stiles przez chwilę spogląda na niego niepewnie, jakby nie wiedział czy nie zostanie zaraz wyrzucony. Jest jednak dość wcześnie.

- Będziesz mi potrzebny jutro – zaznacza z góry Derek, bo nie zamierza się przejmować godzinami snu Stilinskiego.

Chłopak jest dorosły, chociaż w jego oczach nadal wygląda na dzieciaka. Musi sam jednak pamiętać o godzinach swojej dobranocki i wstawaniu do pracy. Derek nie będzie go niańczył, chociaż pewnie wyciska z niego ostatnie poty. Boyd jest pewnie przygotowany do przymknięcia oka na lekkie obsówki – takie jak choćby ta dzisiejsza.

- Mamy coś do nadrobienia? – pyta, kiedy Stiles znika w korytarzu prowadzącym do pokoju Erici.

Już po chwili słyszy radosny śmiech małej i wzdycha z ulgą. Częściowo cieszy się, że Stiles zdecydował się wrócić, chociaż to Boyd dostarczył mu dokumenty, więc nie było to konieczne. Mała pytała o swojego opiekuna i chciała się bawić w takie gry, o których nie miał pojęcia. Najwyraźniej wymyślali ze Stilesem swoje własne zabawy na bieżąco.

- Załatwiłem wszystko – informuje go Boyd. – Jak się czujesz?

- Erica nie upadła i nie potłukła się, więc powinno być w porządku. Miała rezonans i…

- Pytałem jak ty się czujesz. Stiles streścił mi waszą wizytę w szpitalu – wchodzi mu w słowo przyjaciel.

Derek nie zna odpowiedzi na to pytanie.

- Wybacz, że wyciągnąłem go z pracy – rzuca w zamian, kiedy pomiędzy nimi pojawia się ta dobrze znana mu krępująca cisza.

Boyd potrząsa głową, jakby to było ostatnie, co chciał usłyszeć.

- Skończył swoją pracę – mówi jego przyjaciel. – Cokolwiek robi po tym jak odbębni wprowadzanie danych, to już twoja rzecz. Trochę mnie jednak cieszy, że pojechał z tobą. Wyglądałeś jak duch.

Derek przełyka ciężko, bo nie przypomina sobie nawet, aby mijali się z Boydem na korytarzu. Co nie jest możliwe, bo przecież ich biura graniczą ze sobą. Boyd na pewno widział go przez szklane drzwi i wyszedł, aby sprawdzić co to za hałas. Albo zwabili go ratownicy na piętrze.

- Weź wolne – radzi mu Boyd.

- Erice nic nie jest – wzdycha. – Jutro podpisujemy umowy i…

- Derek – zaczyna i urywa.

To jedno słowo brzmi dziwnie w jego ustach. Nikt nie mówi już do niego po imieniu. Zawsze jest panem Hale'em albo Derekiem Hale'em. Stiles za każdym razem kiedy się do niego zwraca używa właśnie tego zwrotu. I coś nagle majaczy na skraju jego podświadomości. Ma wrażenie, że słyszał swoje imię wypowiedziane przez Stilinskiego z pewną dozą paniki i ponaglenia. Stiles chyba nawet na niego krzyknął, aby go ocucić z szoku. I Derek nie może mieć mu tego za złe. Jednak teraz, kiedy to wspomnienie powróciło zza mgły niepamięci, nie potrafi wyrzucić go z głowy.

I to taki drobny, nieważny szczegół, ale zatrzymuje się na nim i nie potrafi ruszyć dalej.

- Derek? – pyta Boyd.

- Coś mi się przypomniało – wzdycha, bo nie potrafi tego wyjaśnić.

Nie niepokoi go to, ale jednak zaczyna być niespokojny, co jest paradoksalne. A jego umysł nigdy nie radził sobie z rzeczami, które się wykluczały.

- Powinniśmy wszyscy iść spać. Jutro wstanie nowy dzień i wszystko będzie wyglądało inaczej – decyduje.

- Chcesz mi powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? – pyta z niedowierzaniem Boyd.

Ma ochotę się roześmiać, ponieważ jest ostatnią osobą, która wpadłaby na coś tak niedorzecznego.

- Tak, dokładnie to chcę ci powiedzieć – mówi jednak.

I Boyd, kiedy wychodzi z jego mieszkania, wydaje się uspokojony.