Stiles wspomniał mu o swojej orientacji, sądząc, że to będzie problem, kiedy Derek zlecał mu opiekę nad Ericą. Nie był homofobem. Żyli w jednym z największych miast świata, gdzie spora część populacji była płynna płciowo, a co dopiero w kwestii orientacji. Niespecjalnie też określał sam siebie po którejś ze stron. Nie miał powodu, aby nad tym rozmyślać.
Jednak świadomość tego, że Stiles jest gejem, a posądzenie o związek z dzieciakiem to były dwie różne rzeczy. I widzi jak Stilinski spina się, ale zaprzeczanie – nagłe i gwałtowne – na pewno przyciągnęłoby niechcianą przez niego uwagę. Stiles mamrocze i plącze się, kiedy jest zdenerwowany, a z pewnością jego dłonie teraz się trzęsą.
Erica huśta się w najlepsze i Derek skupia się tylko na niej, chociaż z tyłu jego głowy wciąż pojawia się podszept, że ktoś sądził, że mógłby umawiać się z kimś takim jak Stilinski. Stiles nie jest brzydki. Zapewne wielu ludzi zauważyłoby coś interesującego w jego długich szczupłych kończynach, ale ubiera się fatalnie i jego nerwowość nie stanowi niczego, co można byłoby uznać za urocze.
Dereka mocniej uderza to jak zmienił się on sam. Po Kate próbował spotykać się z jedną kobietą, aby udowodnić sobie, ze jednak potrafi. Nazwała go lodowatym i oziębłym. I od tego czasu zauważał, że ludzie odnosili się w stosunku do niego z pewną rezerwą. A potem dotarło do niego, że w zasadzie faktycznie niczego nie czuje. Jakby pogrzeb całej rodziny zabrał z niego wszystkie emocje. I pozostał wyzuty. Pusty.
Erica pojawiła się w jego życiu niespodziewanie i stary dobry strach, którego nie odczuwał już od dawna, powrócił. Czasem trudno było mu zrozumieć nawet, co się działo na bieżąco. Przyłapywał się na tym, że uśmiechał się do niego coraz częściej, chociaż starał się pozostać nieporuszonym w pracy. Nie chciał kolejnych plotek. Ledwo ucichły te związane z pojawieniem się ratowników w jego biurze.
Stiles tymczasem powoli się rozluźnia, jakby rzucił w niepamięć wypowiedzianą zapewne bezmyślnie uwagę sprzedawczyni. Derek ma świadomość, że połowa nerwowości chłopaka musi wywodzić się z tego, że działa tak na większość ludzi. Jest szefem Stilesa. A raczej szefem jego szefa, co tylko pogarsza sytuację. Stiles jest tak nisko w łańcuchu pokarmowym ich firmy, że to cud, że w ogóle zamienili ze sobą dwa zdania.
Przez większość czasu nie ma też pojęcia o czym mieliby rozmawiać, więc wybiera ciszę. I Stiles się miota sam w poszukiwaniu jakiegoś punktu zaczepienia.
- Chcesz konika? – pyta w końcu, bo nie mogą spędzić całego popołudnia na bawieniu się w sklepie.
Szczególnie, że Derek ma intencje zabrać tę zabawkę razem z nimi do domu.
Erica uśmiecha się do niego szeroko. I Derek jest przekonany, że obecnie zalewają go emocje. Nie potrafi nazwać każdej, ale nie potrzebuje tego robić.
ooo
Stiles jest pewien, że to było nieuniknione. Jest ograniczona ilość popołudni, które można spędzać z Derekiem Hale'em i jego córką bez wzbudzania podejrzeń. Zatem w jednej chwili wychodzi z limuzyny swojego szefa, żegnając się z Ericą, a w drugiej w fotelu w swoim salonie znajduje ojca, który patrzy na niego marszcząc jedynie brwi.
Stiles jednak doskonale zna tę minę.
Wie, że ma kłopoty.
- Nie zadzwoniłeś – rzuca jego ojciec.
W jego tonie nie słychać skargi, ale już to przerabiali.
- Wypadło mi coś – kłamie.
Jego ojciec zresztą tego wcale nie kupuje.
- Byliście na tej kolacji z Melissą? – pyta, starając się zmienić temat.
Jego ojciec nie mruga nawet okiem, kiedy wstaje.
- Zakochałeś się? Masz kogoś? Myślałem, że jesteśmy już poza tym punktem, gdzie ich przede mną ukrywasz. Nie mam już dostępu do policyjnych baz danych, więc nie mogę ich sprawdzać – prycha jego ojciec.
- Ale masz znajomych, którzy mogą to zrobić jako drobną przysługę dla swojego ulubionego byłego szefa – rzuca, ponieważ to też przerabiali.
A potem dochodzi do niego, że przecież nikogo nie ma.
- Pokazałem Derekowi ten sklep z bardziej tradycyjnymi zabawkami – wyjaśnia.
- Derekowi Hale? – upewnia się jego ojciec. – Nadal zajmujesz się jego córką? – dziwi się.
Stiles wzrusza ramionami.
- Erica jest sama w nowym mieście. Wiesz, że taka sytuacja jest ciężka, dla dzieci szczególnie – mówi, chociaż nie ma powodu, aby się tłumaczyć. – Na razie nie ufa nikomu innemu.
- Ten Hale mi się nie podoba – stwierdza jego ojciec.
- Tobie nikt się nie podoba – prycha Stiles.
- Nie, poważnie. Co z niego za ojciec? – pada.
I Stiles nie bardzo może w to uwierzyć.
- Żartujesz? Wiesz, co się stało z jego rodziną? Erica jest dzieckiem tej kobiety, która zabiła jego całą rodzinę. I naprawdę nikt nie miałby mu za złe, gdyby oddał małą do adopcji i zapomniał o niej. Nie widziałem ani raz, żeby miał wątpliwości w kwestii wychowania Erici. Boi się o małą i trochę samego dziecka, ale to chyba normalne dla kogoś, na kogo rodzicielstwo spadło tak znienacka – rzuca jednym tchem.
Jego ojciec unosi brew, jakby ta przemowa wcale nie robiła na nim wrażenia. I pewnie tak jest w rzeczywistości.
- Wszystko to rozumiem, ale pracujesz po kilkanaście godzin dziennie. I to nie jest twoje dziecko – mówi jego ojciec z pewnym naciskiem na ostatnie zdanie.
- Wiem, tato – jęknął. – Ale mam ich zostawić? On ewidentnie nie ma pojęcia co robi. I miota się pomiędzy tym, żeby znaleźć dla Erici opiekunkę, a nie spuszczać jej z oka. Może boi się nawet, że małą ktoś mu również odbierze. I nie widziałeś jak wiele spotkań ma umawianych w ciągu dnia. Pracuje non stop. Jestem pewien, że kładzie Ericę spać, a potem wraca do laptopa – dodaje.
Jego ojciec zaciska usta w wąską kreskę i to również już widział.
- Stiles, martwię się o ciebie. To nie jest twoja sprawa, po prostu. Przepracowujesz się. Nie zjedliśmy razem kolacji od tygodni – wzdycha jego ojciec.
I najgorsze jest to, że nie mówi tego, żeby wzbudzić w nim wyrzuty sumienia, co oczywiście daje całkiem odwrotny skutek.
- Jutro kolacja – decyduje Stiles pospiesznie. – Wyjdę wcześniej – obiecuje.
- Wyjdziesz wcześniej czy tak jak powinieneś? – pyta jego ojciec.
ooo
Stiles jest nerwowy cały poranek, co nie jest wielkim odstępstwem od normy, ale nawet Erica zauważa, że coś jest nie tak. Derek w końcu odkłada notatki i wychodzi zza biurka, bo i tak musi zrobić sobie przerwę, a równie dobrze mogą zbudować kolejną konstrukcję.
- Wszystko dobrze? – rzuca i teoretycznie to pytanie retoryczne.
W jego kręgach nie odpowiada się na podobne. Stiles jednak spina się i jest pewien, że zaraz zostanie zasypany nadmiarem informacji, których nie potrzebuje i o które nie prosił.
- Wypiłem kawę – przyznaje niespodziewanie krótko Stilinski.
Derek unosi zatem brwi i czeka na kontynuację wypowiedzi. Stiles nie zawodzi jak zawsze.
- Mam ADHD. Nie zażywam już leków, ale kawa to zły pomysł – wyjaśnia chłopak.
Ma ochotę się roześmiać, ponieważ to jest coś, czego można było się spodziewać po Stilesie. Stilinski jest zabawny. Ma w sobie pewną łamagowatość, która powinna odrzucać Dereka, ale to czasem ma swoje plusy. Na pewno nie można się przy nim nudzić. Bywają chwile, kiedy zastanawia się czy chłopak sam nie potrzebuje opiekuna, który czuwałby nad nim przez cały czas. Z drugiej jednak strony pamięta pierwszy i jak dotąd jedyny atak padaczkowy Erici. Stiles potrafił zapanować nie tylko nad sytuacją, ale również pchnąć go do działania.
- Zły pomysł – powtarza, zanim zdąża się powstrzymać.
Stiles czerwieni się wściekle. Ten rumieniec przestał pojawiać się jakiś czas temu. Derek nie miał pojęcia dlaczego i chyba zaczyna rozumieć, że po prostu pokryli wszystkie sytuacje, w których Stilinski mógł się krępować czy denerwować jakoś szczególnie. Teraz nareszcie mieli przed sobą coś nowego.
- Przysięgam, że nie jestem taki zawsze – podejmuje szybko Stiles. – Nie piłem kawy od… Rany boskie, nawet nie pamiętam. Kawa jest cudowna. Sądziłem, że znowu jestem tak zmęczony, że jeden kubek mi nie zaszkodzi, ale chyba się przeliczyłem – przyznaje.
To zwraca uwagę Dereka. Stiles nie skarżył się do tej pory na to jak długo zostają w firmie po godzinach. I konto chłopaka na pewno zostało zasilone odpowiednią kwotą, która musiała otrzeć jego łzy, ale to nie mogło nie pozostawić na Stilinskim swojego piętna. Dba o to, aby kierowca podrzucał Stilesa do domu, ale to nie oszczędza pewnie zbyt wiele czasu chłopakowi.
- Jesteś zmęczony – stwierdza Derek.
I nie ma pojęcia co zrobić z tym faktem. Od tygodni powinien znaleźć dla Erici stałego opiekuna. Nianię, która zostanie z nią w mieszkaniu, kiedy on będzie w pracy. Nie potrafi się jednak na to zdobyć. Stiles pod wieloma względami jest idealny do tej roli. Przede wszystkim nie kwestionuje jego dziwactw i widzi Ericę taką, jaką mała jest. Nie jest idiotą – wie, że normalna niańka nie odpowiedziałaby na te wszystkie pytania jego córki w tak dyplomatyczny sposób. Do tego trzeba mieć talent i Stiles radzi sobie doskonale. A mała chociaż nie pyta już o matkę, czasami wspomina o domu dziecka, jakby spodziewała się, że jednak tam wróci.
I Derek nigdy nie wie jak na to reagować. Wtedy jednak wkracza Stiles i nagle wszystko z powrotem jest doskonałe i piękne. Nie ma pojęcia jak chłopak to robi, ale Stilinski sobie radzi w tej popapranej sytuacji, którą jedni nazwaliby jego życiem. Inni horrorem.
Dźwięk interkomu zaskakuje go, chociaż nie powinien. Znajdują się w końcu w jego biurze, a on powinien pracować.
Podchodzi do swojego biurka i naciska guzik.
- Tak Jenny? – pyta i stara się nie brzmieć na zmęczonego.
- Pana wuj jest tutaj i chciałby z panem porozmawiać – informuje go asystentka, ale w jej głosie jest coś ostrzegawczego i nieprzyjemnego.
Derek doskonale zdaje sobie sprawę co to takiego. Peter potrafi wzbudzać w ludziach bardzo sprzeczne emocje. Ta bardziej rozsądna część społeczeństwa trzyma się jednak od niego z daleka.
Erica pokazuje Stilesowi kolejną bryłę. Stilinski jest ewidentnie pod wrażeniem. I to jest całkiem szczere. Derek nie widział, aby chłopakowi udało się stworzenie chociaż jednej z tych, które są zamieszczone na instrukcji obsługi. Jest jak mugol w magicznym świecie przestrzeni i wymiarów. Erica jest tym tylko bardziej podekscytowana.
- Jenny? Powiedz mu, że nie mam czasu na rozmowę z nim. Jeśli nie będzie chciał wyjść po dobroci, wezwij ochronę – decyduje, ponieważ tak naprawdę nie ma wyjścia.
Już wcześniej wiedział, że został sam. Bał się tego uczucia tak bardzo, że zaczął opłacać wuja. Może to były częściowo wyrzuty sumienia. Peter w końcu przypominał mu, że to z jego winy wszyscy nie żyli. I stanowili również rodzinę jego wuja. Zmuszał go do pławienia się w swoim żalu i wyrzutach sumienia od lat. Derek nie chciał go w pobliżu Erici właśnie z tego powodu. Jeśli jemu mówił takie rzeczy, jak potraktowałby dziecko, które ewidentnie było z krwi Kate.
Erica bawi się nadal na dywanie i Stiles wyciąga język, kiedy stara się ułożyć figurę z klocków, ale idzie mu to opornie. Derek z tej odległości widzi, że chłopak ustawił jeden z elementów odwrotnie i nigdy nie złoży z tego idealnej całości.
Nie ma pojęcia czy ochrona wyprowadza Petera czy jego wuj unika niepotrzebnego rozgłosu i znika na własnych warunkach. W jego gabinecie w tej chwili wszyscy są bezpieczni i to jest najważniejsze.
ooo
Stiles nie bardzo wie jak zagaić rozmowę, ale w zasadzie Derek nie ma podstaw do przetrzymania go dłużej. Hale zresztą ku jego zaskoczeniu zaczyna wkładać dokumenty do swojej teczki niemal punktualnie w ostatnich minutach pracy. Jest odrobinę zszokowany, bo to są nieliczne momenty, kiedy mężczyzna opuszcza biuro wraz ze wszystkimi. Stiles widział to w zasadzie tylko raz i to tylko dlatego, że mieli odwiedzić sklep z zabawkami, a ten po osiemnastej był zamknięty.
- Kończymy? – pyta na wszelki wypadek.
- Pomyślałem, że wybralibyśmy się na lody albo cokolwiek słodkiego – rzuca Hale. – Co powiesz na to skarbie? A potem odwiedzimy ten sklep z zabawkami co w zeszłym tygodniu? Mówiłaś mi o tym, że przydałoby się więcej klocków – dodaje.
Stiles spina się delikatnie, bo Derek mówi do córki, ale ewidentnie oczekuje od niego jakiejś reakcji.
- Nie mogę – wydusza w końcu, bo ojciec go zabije.
A wtedy już nigdy nie będzie mógł pilnować Erici.
- Umówiłem się – dodaje. – To znaczy po godzinach pracy, a odkąd…
- Tak, to jest twój prywatny czas – wchodzi mu w słowo Derek, ale głos mężczyzny jest jakiś dziwny.
I może Hale nie sądził, że Stiles ma jakichkolwiek znajomych. Nie jest tajemnicą, że nie jest lubiany na tym piętrze. Nawet zanim zaczął przebywać w gabinecie szefa całe dnie, nie przepadano za nim. ADHD nie zawsze ułatwiało kontakty z ludźmi.
Zresztą biorąc pod uwagę fakt, że spotyka się na kolacji z ojcem i jego dziewczyną – Derek w pewnym sensie ma rację. On nie ma znajomych. Nawet po tylu latach Nowy Jork jest nadal obcy.
Czuje się dość dziwnie, kiedy wsiadają razem do windy. Nawet zastanawia się czy nie powinien puścić Dereka z Ericą jako pierwszych i poczekać na piętrze. Istniała pewna niepisana zasada, że nie jeździło się z szefem windą. Dotąd to praktykował, ponieważ opiekował się małą, ale tym razem nie mieli wspólnych planów.
Nie wychodzili po pracy dość często, ale czasami w drodze do domu wstępowali na coś słodkiego. I pewnie nikt nie uwierzyłby mu, gdyby powiedział, że Derek Hale uwielbiał lody czekoladowe.
