Ojciec patrzy na niego z pewną dozą ciekawości, czego Stiles serdecznie nie cierpi, bo to tylko oznacza, że coś wisi w powietrzu. Ostatnim razem, kiedy byli w podobnej sytuacji, tata poinformował go o przeprowadzce do Nowego Jorku. I o ile Stiles naprawdę cieszy się, że widują się tak często, a nie są zmuszeni do rozmów telefonicznych i tylko wspólnych świąt w czasie, gdy akurat uda mu się wziąć urlop – wie też, że Nowy Jork nie jest miastem jego ojca. Jako szeryf znał wszystkich w Beacon Hills i był poważany. Tutaj jest po prostu dziwnym staruszkiem.
- Jak praca? – pyta Melissa.
- Dobrze. Nudna jak zawsze – odpowiada. – Słyszałem, że wybieracie się do New Jersey.
- To nie żadna wyprawa, tylko jednodniowa wycieczka – prycha Melissa. – Słyszałam, że opiekujesz się małą dziewczynką…
- Ericą – uściśla Stiles, a potem wzrusza ramionami i patrzy wyczekująco na ojca.
To stara gra. Melissa podpytuje, ponieważ zostaje nasłana. Przechodzili to już.
- Tatą Erici przypadkiem nie jest twój szef? – rzuca Melissa niby od niechcenia i nawet nie czeka na jego odpowiedź. – Widziałam go raz w telewizji. Bardzo przystojny… W twoim wieku…
- Zarabia jakieś sześćset tysięcy razy więcej ode mnie i to nie jest żart – prycha Stiles, a potem przewraca oczami. – Dziwnym trafem też śmiertelnie się go boję. Widziałaś go uśmiechającego się? – pyta retorycznie. – Nie i nie zobaczysz – dodaje pospiesznie, chociaż to kłamstwo
Derek uśmiecha się, kiedy patrzy na Ericę. A przynajmniej wygląda na mniej nieszczęśliwego niż przeważnie. Kiedy obserwował mężczyznę z daleka przez te parę lat, gdy pracował dla firmy, odniósł wrażenie, że Derek Hale jest wiecznie zły. Albo do granic poważny. Jego brwi wyrażały ciągłe niezadowolenie. To jednak był błędnie wyciągnięty wniosek. Z bliska wyraźnie widać jak bardzo nieszczęśliwy to człowiek. I biorąc pod uwagę jego historię, to Stiles nie dziwi mu się nawet, że mężczyzna niespecjalnie potrafi kontaktować się z otoczeniem, że nie szuka znajomych na siłę.
- To nie rozumiem dlaczego spędzasz nagle z nim każde popołudnie – rzuca nagle ojciec.
- Nie z nim, ale z jego córką. Naprawdę się nią opiekuję – wzdycha. – Tłumaczyłem ci już.
- On nie może zatrudnić jakiejś niani? – pyta jego ojciec.
- Próbował, ale Erica nie dogadywała się z żadną. Ona spędziła kilka ostatnich lat w przywięziennym domu dziecka. Sądzisz, że zajmowanie się kimś takim jest łatwe? Te opiekunki z Nowego Jorku są przyzwyczajone do rozkapryszonych gówniarzy rodziców z o wiele zbyt głębokim portfelem – wzdycha Stiles. – Erica pewnie ma koszmary. Zadaje dziwne pytania… - wylicza i robi głębszy wdech, bo widzi, że jego ojciec nie pojmuje. – Jej matka podpaliła dom rodzinny jej ojca, zabijając całą jego rodzinę – mówi bardzo cicho, ponieważ to jest ostatnie, co ludzie powinni usłyszeć.
Melissa blednie niemal niezauważalnie, ale kiwa głową, jakby pojmowała w lot w czym rzecz.
- No to co z nim nie tak? Nie lubi jej? – pyta jego ojciec wprost.
- On nie wie jak zajmować się dzieckiem – przyznaje Stiles. – On się jej trochę boi. Trochę boi się o nią. Prawie miał atak paniki, kiedy ona miała napad padaczkowy. Sytuacja jest skomplikowana. Mówiłem mu, że jeśli chciałby, Melissa jest pielęgniarką i mogłaby się czasem zająć małą, ale jak na razie lepiej nie komplikować sytuacji. Mała musi się przyzwyczaić przede wszystkim do niego – dodaje.
- Mnie się wydaje, że przyzwyczaja się przede wszystkim do ciebie – rzuca jego ojciec i trafia w dziesiątkę.
Nie na darmo był szeryfem przez ponad dwadzieścia pięć lat.
- To jest problem – przyznaje Stiles. – Ale on pracuje na pełen zegar. I naprawdę nie może od tak wziąć urlopu – wyjaśnia i pojęcia nie ma kiedy stał się adwokatem Dereka Hale'a, ale nie potrafi tego tak zostawić.
Wie też dlaczego Derek niespecjalnie chce ujawniać publicznie, że Erica jest jego córką, chociaż dokumenty zostały dyskretnie wypełnione i zamieszczone w magistracie. Niewielu ludzi w Nowym Jorku uznałoby go za zdolnego do wychowania małej, co jest niesprawiedliwe. Derek ją kocha i to widać. Ten strach, który odczuwa w jej obecności, jest czymś normalnym dla każdego rodzica, który dopiero poznaje swoje dziecko. Erica na szczęście nie jest ruchliwym dzieckiem. Nie potłukła się do tej pory i nie spadła z żadnego drzewa. Stiles jest przekonany, że gdyby Derek musiałby wychowywać kogoś z jego ruchliwością, dostałby zawału.
- Nie podoba mi się, że się tak troszczysz – wzdycha jego ojciec. – Ci ludzie mają w zwyczaju wymienianie ludzi jak rękawiczki.
- Gdybym uczył w szkole, też zabierano by mi dzieciaki – przypomina mu.
- Tak, ale też płacono by ci jakoś godnie – prycha jego ojciec.
Stiles ma ochotę się roześmiać, bo płace w systemie edukacji są tak bolesne, że trudno byłoby mu utrzymać się na powierzchni przez dobrych kilka lat. Mógł wiele mówić na temat nudy w swojej pracy, ale przynajmniej płacili dobrze.
- On płaci mi drugą pensję za opiekę nad jego dzieckiem, chociaż robię to w godzinach pracy – informuje ojca, który wygląda na zaskoczonego.
Zatem przynajmniej wie w czym tkwił problem. Jego staruszek bał się, że ktoś znowu go wykorzystywał.
- Wracasz tak późno, że to raczej nie są godziny twojej pracy – rzuca trochę mniej pewnie jego ojciec.
- Tak, bo czasami po pracy, kiedy musi zostać dłużej, zabiera nas na ciastka albo lody, za które płaci. Potem jego kierowca odwozi mnie do domu. On ma jakiś dziwny problem z metrem – przyznaje. – I to nazywa nadgodzinami. Za które też płaci. Mogę wam sfinansować tydzień w Jersey, jeśli chcecie.
- Co mielibyśmy robić tydzień w Jersey? – pyta jego ojciec przerażony
I Melissa zaczyna się śmiać w głos.
- Och John. Mówisz jak prawdziwy nowojorczyk – informuje go kobieta.
ooo
Erica wpada między półki w sklepie, ale przynajmniej tym razem mija koniki bujane. Derek czuje się dziwnie teraz, kiedy nie ma z nimi Stilesa. Nie wie nawet, w którą stronę patrzeć. Otacza go nieprzyjemna cisza. Rozmowa z dzieckiem przez cały dzień jest odrobinę nużąca. Musi cały czas myśleć o tym, co padnie z jego ust. Jak Erica to zrozumie. Nie ma pojęcia jak matki na pełen zegar to robią.
Podnosi z półek kolejne zabawki, ale do niego osobiście nie przemawia nic. Nie ma pojęcia o trendach w wychowywaniu dzieci, a biorąc pod uwagę, że obecnie na blogach można zleźć wszystko, zapewne istnieje coś takiego jak modne rodzicielstwo. Nie wie czy chce znać szczegóły. Ma wrażenie, że są poza wszelkimi normami. Nie wie czy to dobrze.
Nie chce się do tego przyznać, ale teraz kiedy nie ma Stilesa, odnosi wrażenie, że dryfuje. Przeczekuje aż Erica wybierze coś dla siebie. Pamięta o klockach. Nie ma jednak w nim grama spontaniczności. Jego kreatywność pozostała w biurze. A jeszcze nie tak dawno mógł się pochwalić pomysłowością, która zaskakiwała wielu. Nie ma pojęcia kiedy stał się robotem, którego w stan paniki wprowadzały zmiany. Kiedy jednak Erica podchodzi do niego w sklepie, ma pustkę w głowie. Nie wie nawet jak zacząć rozmowę z nią. Stiles zawsze paplał głupoty, ale mała odpowiadała na nie w cudowny sposób.
Kiedy chłopak powiedział, że jest umówiony na popołudnie, Derek nie wiedział nawet jak zareagować. W pierwszej chwili chciał zmusić Stilinskiego do podporządkowania się jego woli, ale to było idiotyczne. Nie miał monopolu na chłopaka, a ten najwyraźniej miał życie prywatne. Coś, o czym Derek może pomarzyć. Czego zapewne nawet nie rozumie.
Pozbawianie chłopaka podstawowych praw było nie tylko nielegalne, ale też nieodpowiednie. Nie myślał wtedy jednak, ponieważ dotarło do niego, że Stiles może nie zawsze mieć czas. I to miał być dobry sprawdzian dla niego i Erici.
Teraz nie sądzi w ten sposób, kiedy panuje pomiędzy nimi nieprzyjemna cisza. Jego córka patrzy na niego, a on nie wie co zrobić.
- Wydaje się pan zagubiony – rzuca sprzedawczyni z lekkim uśmiechem na twarzy. – Może pomogę? – proponuje.
Derek ma ochotę powiedzieć jej, żeby nie wtrącała się do jego spraw, ale dochodzi do niego, że stoją z Ericą przed półką i wgapiają się w rzeczy wystawione przed nimi.
- Byłbym wdzięczny – odpowiada z pewną dozą ulgi, bo kobieta przyklękuje przed Ericą i uśmiecha się do małej szeroko.
Ma na końcu języka pytanie czy dziewczyna nie chciałaby dorobić sobie jako opiekunka. Jednak nie ważne jak wielu ludzi zatrudni, Erica pozostaje jego dzieckiem i nikt jej nie zastąpi ojca. Ta myśl jest jeszcze bardziej przerażająca niż setki poprzednich.
Nie słyszy o czym mówi ta kobieta, ale chyba to coś prawidłowego, bo Erica śmieje się. A potem kiedy dziewczyna prostuje się z zabawkami w dłoniach i patrzy mu prosto w oczy. Na jej twarzy wykwita mały nieśmiały uśmiech.
- Pana partner bardziej zna się na tych zabawkach, co? – rzuca kobieta konwersacyjnym tonem.
Jednocześnie to jest jedna z tych uwag, na które nie musi odpowiadać. Stiles jednak faktycznie jest tym, który zna się na dzieciach. Albo przynajmniej na Erice. I o ile Derekowi przeszkadzało to wcześniej, zaczyna dostrzegać tego pewne plusy. Erica zachowuje się przy nim swobodnie. Stiles wypełnia ciszę, której on nie potrafi znieść. I jednocześnie chłopak mówi w ten sposób, że do rozmów w tematach, o których Derek nie ma pojęcia, wciąga i jego. Przez to nie czuje się pozostawiony na uboczu.
- Pojedziemy później na lody? – proponuje.
Erica marszczy brwi i ewidentnie się zastanawia. To też nie jest normalne. Pamięta dokładnie jak uwielbiali słodycze z Laurą. Zawsze kłócili się o to, czy powinni wybrać lodziarnię czy cukiernię. Cisza Erici i jej pozorny brak entuzjazmu jest powodem, dla którego chce ją trochę rozpieścić. Chce jej pokazać, że mała nie jest już w domu dziecka, że może dostać wszystko, co będzie chciała. Jest gotowy kupić jej cokolwiek sobie zażyczy.
Stiles wydawał się dostrzegać jego plan i chociaż nie powiedział ani słowa, Derek czuł, że miał jego aprobatę. I do tej pory nie zdawał sobie sprawy jak wiele ona znaczyła.
- A może pójdziemy jutro ze Stilesem? – proponuje jego córka.
I to brzmi jak umowa wiązana, co jest bardzo nieprawidłowe.
- A może pójdziemy dzisiaj we dwójkę? A jutro jeszcze raz ze Stilesem? – rzuca Derek.
Erica przez ułamek sekundy wydaje się zaskoczona, że taka opcja w ogóle istniała. Szybko jednak opanowuje się i chwyta go za rękę, kiedy wychodzą ze sklepu. Ma na ustach ten szeroki uśmiech, który on potajemnie kocha.
Derek wita go skinieniem głowy, co jest czymś nowym, ponieważ do tej pory Stiles wchodził do jego biura, mówił 'dzień dobry' i zostawał co najwyżej zauważony. To trochę go wybija z normalnego rytmu dnia, ale przecież Hale też ma prawo do zmian. Może po prostu mężczyźnie trudniej jest przyzwyczaić się do nowych ludzi, a Stiles trochę poprzez przymus stał się częścią jego dziennej rutyny. Wie, że jest obcy i jak wiele dla Dereka znaczą ludzie. Ma trochę ochotę przeprosić, ale to głupie. Derek sam zażyczył sobie jego obecności tutaj. I to daje mu trochę pewności siebie.
- Cześć słońce – wita się z małą, a potem przeczesuje jej włosy palcami.
Złote loki są poskręcane i Erica wygląda jak mały cherubinek.
- Byliśmy z tatą w sklepie z zabawkami – zaczyna dziewczynka.
I to jest cudowne, że nie musi jej namawiać. Początkowo odpowiadała tylko na zadawane pytania.
- A potem poszliśmy na lody. I spytałam czy jutro… znaczy dzisiaj… możemy iść na lody z tobą – rzuca Erica.
Derek odchrząkuje ostrożnie, zwracając na siebie ich uwagę. Jeszcze nie jest pochłonięty aż tak dokumentami, aby nie słuchał ich rozmowy najwyraźniej.
- Skarbie, zapytaj Stilesa czy chciałby wyjść z nami na lody po pracy – poleca jej Derek, co jest bardzo dobre, bo Hale stawia się jako autorytet uczący coś swoje dziecko.
Erica zresztą prostuje się lekko, ale uśmiecha się radośnie.
- Chcesz wyjść z nami na lody dzisiaj? – pyta mała.
- Jasne, słońce. Wiesz jak lubię lody – prycha i przewraca oczami.
Mała śmieje się głośno i to jest naprawdę dziwny dźwięk na tym piętrze. Jak bardzo odwykł od normalnej w pracy ciszy, dociera do niego dopiero teraz. Z każdym dniem Erica robi coraz więcej hałasu i o ile wcześniej starał się, aby nie byli zbyt głośni – Derek w końcu cały czas pracował w swoim biurze – teraz widzi, że Hale spogląda na swoją córkę w niemym zachwycie, kiedy ona jest tak po prostu szczęśliwa.
- Tata też lubi lody – informuje go Erica i znowu powtarza to słowo.
Derek ukrywa twarz w dokumentach, co wcale go nie dziwi.
- Wiem, słońce. A jakie twój tata lubi lody najbardziej? – pyta.
Erica marszczy brwi, jakby próbowała sobie przypomnieć ostatnie kilka tygodni, co nie jest łatwe, bo wiele się działo. I wszystko w umyśle dziecka ma pewien stopień ważności.
- Nie wiem – przyznaje Erica ewidentnie niezadowolona, że poległa.
- Czekoladowe – mówi Stiles. – A wiesz jakie ja lubię lody? – pyta.
Erica wydyma usta i marszczy brwi.
- Sorbety owocowe. Im więcej owoców i kolorów tym bardziej szczęśliwy jestem – przyznaje bez żenady.
- Ja też lubię kolory! – informuje go mała radośnie.
Zerka na Derek ostrożnie, ale Hale pochłonięty jest już pierwszym dokumentem.
