Derek wypuszcza jego i Ericę przodem, kiedy wychodzą z biura. Na piętrze panuje pewnego rodzaju zamieszanie jak zawsze podczas wyjścia z pracy. Stiles czuje się obserwowany, ale najwięcej osób zwraca uwagę na Ericę. Obecność dziecka nikogo już nie dziwi, ale ponieważ Derek nie powiedział niczego oficjalnie, wszystkich interesuje kim jest dziewczynka. Stiles słyszał już dziwne plotki i ponieważ większość działu nie utrzymywała z nim kontaktów przed tym jak zaczął zajmować się Ericą, nikt nie przychodzi do niego z pytaniami.

Dochodzą do niego jednak plotki, ponieważ ich biurka są tak blisko siebie, że nie trudno usłyszeć prowadzone ukradkiem rozmowy. A zawsze jest w pracy godzinę przed Derekiem i Ericą.

Większość ich piętra celuje, że dziewczynka jest nieślubnym dzieckiem Petera Hale. I to jest trochę śmieszne, bo zaraz za tym przoduje teoria, że to córka Laury, siostry Dereka, która zmarła w pożarze, ale mała zaginęła i do tej pory była uznawana za zmarłą.

Nikt nie bierze pod uwagę, że to córka ich szefa, co jest trochę idiotyczne. Jakby Derek nie był zdolny do wyprodukowania swoich własnych dzieci czy kochania tak po prostu.

Stiles wie, że to niesprawiedliwe, ale nie mówi ani słowa, bo to nie jest jego opowieść. Również Derek dał mu do zrozumienia, kiedy spotkali się po raz pierwszy oficjalnie, że lepiej, aby nie pisnął nawet słowa. I Stiles wie o względach bezpieczeństwa, plotkach i tabloidach. I nigdy też z tych wszystkich powodów nie powiedziałby niczego. Erica potrzebuje spokoju.

Wchodzą do windy we trójkę i nikt nie dosiada się do nich. Stiles nie jest specjalnie zaskoczony. W końcu ta niepisana zasada jest nadal w mocy. Ma wrażenie, że weszła w życie głównie przez to, że Derek jest trochę zbyt milczący. Nie w ten naturalny sposób jak Boyd. Im dłużej Stiles przebywa z Hale'em tym bardziej wydaje mu się, że mężczyzna ma wiele do powiedzenia, ale nie wie jak. Albo nie ma do kogo, co jest tylko bardziej smutne.

Erica usadawia się pomiędzy nimi w limuzynie i Stiles stara sobie przypomnieć ile zaoszczędził już na metrze. Musi przestać wykupywać karnet, bo to się mija z celem, kiedy prawie zawsze jest odwożony do domu. Niespecjalnie stara się teraz protestować. To po prostu stał się kolejny ich zwyczaj. Jedzą coś słodkiego, a potem odwożą Ericę i Dereka do domu, a kierowca wraca wraz z nim do dzielnicy, która zapewne Hale'a doprowadza do drgawek.

- Zawsze się tak ubierasz? – pyta nagle Derek.

Stiles przez chwilę nie jest nawet świadom, że pytanie jest skierowane do niego. Patrzy tępo w twarz mężczyzny, a potem się płoszy, bo Derek unosi do góry brwi, zirytowany, że odpowiedź nie nadciąga. A potem zerka na swoją wymiętą koszulę, marynarkę, która najlepsze lata ma za sobą i krawat pamiętający stare dobre czasy studenckich egzaminów.

Nawet po ośmiu godzinach pracy Derek Hale wygląda nienagannie. Powinien faceta za to nienawidzić, ale nie potrafi.

- Uhm? – wyrywa mu się.

Derek zaciska usta w wąską kreskę. Stiles widzi jak jego szczęka pracuje. Hale ma kilka odcieni ciemniejszą skórę, jakby opalał się na słońcu, ale to tylko pozory. Nie wychodzą zbyt często i jest pewien, że mężczyzna nie korzysta z solarium.

- Zapomnij. Nie było pytania – rzuca Derek.

Stiles nie do końca wie co o tym myśleć, ale ponieważ mężczyzna spogląda już przez swoją szybę, ignorując go kompletnie, dostosowuje się do sytuacji tak po prostu.

ooo

Erica wyrywa się do przodu, kiedy wychodzą z samochodu i Derek nie potrafi nie odczuwać irytacji z tego powodu. Nie powinna biegać bez opieki nawet po chodniku. To cholerny Nowy Jork. Wariaci chodzą w biały dzień po ulicach i nikogo to nie dziwi. Derek mieszka w bezpieczniejszej okolicy, ale nadal ma się na baczności. Przez pewien czas dostawał listy różnej treści. Jedni uważali, że powinien zginąć w pożarze wraz z rodziną i opowiadali o tym, że go podpalą, aby mógł dołączyć do bliskich. Inni sądzili, że był dzieckiem szczęścia, ale to nie znaczyło, że nie potną jego ciała na amulety.

Siadają przy stoliku najgłębiej w sali jak to możliwe. Nie chce, aby widziano ich przez wystawowe okno. Stiles wydaje się rozumieć o co mu chodzi, bo odkąd pierwszy raz zajęli to miejsce, chłopak bez gadania stara się zapewnić im odrobinę prywatności.

- Skarbie, zamówisz dla nas? – proponuje Derek, ponieważ Erica chociaż w lodziarni trzyma się bliżej niego, ewidentnie chce już podejść do lady.

- Mogę? – dziwi się jego córka.

- Jeśli zapamiętasz zamówienia – rzuca Derek. – Lubię czekoladowe, dla Stilesa cokolwiek kolorowego i owocowego jest obecnie. A dla ciebie… - urywa sugestywnie.

- Kolorowe – decyduje Erica.

Wanilia i czekolada poprzednio nie przypadły jej aż tak do gustu, ale zamówiła, ponieważ dziewczynka przed nią jadła podobne i wydawała się zadowolona. Kryterium wyboru u dzieci nie jest aż tak skomplikowane jak mogłoby się wydawać.

Zanim zdąża zareagować, jego córka wyrywa się do przodu. Chłopak, który dorabia sobie na lodach, uśmiecha się szeroko, jakby widział to nie pierwszy raz. I pewnie tak jest w istocie.

Stiles chyba chce za nią podążyć. Mała w końcu nie wzięła żadnych pieniędzy, ale to Derek wstaje tym razem pierwszy i unosi palec do góry, jakby chciał powiedzieć 'poczekaj chwilę'. Stilinski siada z powrotem na krześle i zaczyna nerwowo skubać swój mankiet.

Derek pewnie nie powinien wcześniej odzywać się na temat jego ubrania, ale to co mówił Boyd o zapoznaniu Stilesa z jego znajomymi, nie było najgłupszym pomysłem. Nie wie, co Stilinski mógłby z tego wyciągnąć, ale nie zaszkodzi z pewnością. W razie, gdyby Stiles chciałby mu zarzucić cokolwiek, miałby drogę obrony. Chłopak na razie się nie skarży, ale to się może zmienić. I Derek nigdy nie spotkał na swojej drodze żadnego altruisty. Nie może jakoś uwierzyć, że to pierwszy taki w jego życiu. Dość dziwne też korzystać z tej dobroci bez odwzajemniania się. A Stiles nie mówi nic na temat pieniędzy, które wpływają na jego konto. Może dlatego, że wszystko przechodzi przez księgowość.

Erica kończy swoje zamówienie radośnie, zerkając na niego raz po raz, żeby sprawdzić czy Derek słyszał. Nie pomyliła się, ale wątpi, aby udało im się zjeść całe pucharki lodów. Uwielbia czekoladę, ale ma pewne ograniczenia. Nie wie jak ze Stilesem. Chłopak zawsze nieśmiało wtrącał, co chciałby. I jadł bardziej do towarzystwa niż z samej potrzeby. Może krępowało go, że Derek płacił za to z własnej kieszeni. Znał i takich.

Tych jednak też była tylko garstka.

Nie ma pojęcia jaki jest Stiles i uderza go to dość mocno w tym momencie.

ooo

Jego ojciec nie wydaje się zadowolony z tego, że kolejnego dnia wraca dość późno, ale jego krawat jest poplamiony lodami. I wygląda na to, że płacą mu za jedzenie deserów z Ericą. Nie może nawet powiedzieć, że pilnuje małej, kiedy wychodzą z Derekiem z firmy. Trochę dziwnie czuje się, kiedy ewidentnie narusza ten czas, który powinni spędzać jako rodzina. Nieswojo jednak mu było, kiedy musiał powiedzieć Derekowi, że ma inne plany na popołudnie i ta dwójka musiała iść sama na zakupy do sklepu.

- Co na obiad? – rzuca, ściągając z siebie marynarkę.

Faktycznie mógłby się postarać o lepsze ubrania, ale dotąd to nie było konieczne. Nigdy nie spotykał się z ważnymi ludźmi. Siedział ukryty za swoim biurkiem i wprowadzał dane. Czasami nawet zdejmował marynarkę i zostawał w samej koszuli. Boyd nigdy nie miał im tego za złe, bo ukrywali się za monitorami swoich komputerów.

Teraz jednak Derek Hale patrzył na niego każdego dnia. I ewidentnie nie podobało mu się to, co widział. Co Stilesa nie dziwiło. Był pewien, że facet nie opalał się w solarium, ale jeśli nie chodził na siłownię raz w tygodniu, pewnie miał jedną w mieszkaniu. Stiles nie widział nawet połowy pomieszczeń w jego domu. Kształt sylwetki mówił jednak sam za siebie.

Jego własne szczupłe kończyny nigdy nie miały w sobie zbyt wielkiego uroku. I przez to nie potrafił również znaleźć garnituru w swoim rozmiarze. Wszystko było o wiele za wielkie na niego, ale nie mógł nic z tym zrobić. Krawiec w Nowym Jorku to był koszt rzędu kilku tysięcy za jedną marynarkę. Prędzej strzeliłby sobie w kolano niż umówił z jednym. Zdawał sobie sprawę, że połowa doskonałego wyglądu Hale'a to ubrania szyte na miarę, z dobrych materiałów, które nie mięły się jak ścierki nawet po kilku godzinach pracy. Ta wiedza jednak niczego mu nie dawała, prócz świadomości jak bardzo nie pasował do tego świata.

- Coś się stało, Stiles? – pyta jego ojciec.

A do niego dochodzi, że od kilku minut odpina jeden i ten sam guzik koszuli. Nie jest nawet za bardzo zmęczony. Te popołudniowe wyjścia są miłe. Derek nie jest rozmowny, ale potrafi doskonale słuchać. A radość, która czasem pojawia się w jego oczach, kiedy Erica robi coś całkiem normalnego, ale najwyraźniej poruszającego Hale'a – jest nie do opisania.

Stiles na dobrą sprawę nie potrafi powiedzieć nawet ile mężczyzna ma lat. Czasami odnosi wrażenie, że to czterdziestolatek, który dobija do pięćdziesiątki i życie tak bardzo dało mu w kość, że nie potrafi się z tego podnieść. Innym razem – kiedy w grę wchodzi coś takiego jak śmiech Erici – dwadzieścia lat znika z twarzy Dereka. To zjawisko nie powinno go fascynować tak bardzo jak absorbuje.

- Poplamiłem krawat – mówi, bo nie ma w zasadzie niczego, co mógłby rzec.

I to też za bardzo nie wyjaśnia dlaczego się nagle zawiesza. Jego ojciec tego oczywiście nie kupuje, ale przynajmniej nie drąży tematu.

- Podrzuciłem ci curry, które zrobiła dzisiaj Melissa. Jutro wyjeżdżamy i nie będzie nas cały dzień – informuje go ojciec. – W naszym domu jest organizowane bingo.

- Nienawidzisz bingo – prycha Stiles, ponieważ to jest akurat prawda.

Jego ojciec nienawidzi tych gier dla staruszków, które zaczęto organizować w ich domu spokojnej starości. Zapisywanie numerków go nie rajcuje. W tym nie ma ani krzty ekscytacji, dlatego jego ojciec zabiera Melissę na piesze wycieczki. Początkowo kobieta uważała to za czystą głupotę, ale tak polubiła spacerowanie, że przynajmniej raz w miesiącu wybierali się poza miasto.

W Beacon Hills mieli cały Rezerwat i szlaki dla turystów tylko dla siebie. Nowy Jork zapewniał jednak rozrywkę trochę innego kalibru i jego ojciec zaczynał lubić muzea, ku własnemu przerażeniu.

- Przywieźcie mi jakieś pamiątki – prosi Stiles, ale to taki drobny żart.

Jego mieszkanie jest pełne drobiazgów, które ta dwójka zbierała od lat. Stiles czasem ma wrażenie, że mieszkają razem, bo Melissa i ojciec są tak często u niego, że nigdy nie jest sam. Nie wyobraża sobie żyć tak jak Derek Hale. Bez rodziny. Samotnie w ogromnym mieszkaniu.

- Znowu masz ten wyraz twarzy – rzuca jego ojciec. – Na pewno wszystko w porządku? – pyta.

- Tato, naprawdę jest dobrze – odpowiada. – Erica dzisiaj kupiła dla nas lody – dodaje, ponieważ potrzebuje zmienić temat i nie myśleć o Dereku, co nie jest łatwe.

Mała w końcu jest jego córką, a to oznacza, że stanowią nierozłączny duet. Zresztą nie chciałby, aby było inaczej.

- Widzę po plamach na krawacie – prycha jego ojciec. – Myślałem, że kiedy dorośniesz, przestaniesz się tak świnić przy jedzeniu, ale widzę, że to były tylko moje nadzieje.

- Nie przesadzaj – mruczy, ale patrzy niepewnie na plamę, która zdążyła zaschnąć.

- Tego nie musisz moczyć w zimnej wodzie. To tylko cukier. W ciepłej zniknie równie szybko jak się pojawiło – prycha jego ojciec.

I Stiles pojęcia nie ma jak sobie radziłby bez niego.

ooo

Erica kładzie się do łóżka punktualnie po bajce i przykrywa szczelnie kołdrą. Derek siada na brzegu jej łóżka trochę ostrożnie i nieporadnie. Pojęcia nie ma dlaczego produkują tak małe meble. Ciągle ma wrażenie, że załamią się pod wpływem jego wagi. Nigdy nie uważał się za ciężkiego, ale z pewnością przy Erice jest olbrzymem. I chociaż Stiles jest jego wzrostu, chłopaka też połamałby jak zapałkę.

- Jutro też pójdziemy na lody? – pyta Erica ciekawie.

- Albo na ciastka – rzuca, ponieważ lody codziennie to zaproszenie do kłopotów.

Nie wie jak wiele słodyczy powinny jeść dzieci, ale mgliście przypomina sobie, że gdyby jego matka mogła, karmiłaby ich samymi owocami. Może powinien zmienić ich dietę i zacząć kupować coś podobnego do biura, aby mała miała coś zdrowego między posiłkami. Na lunch zawsze jedzą sałatki i nieskomplikowane potrawy ze sporą ilością warzyw, ale to nadal może być za mało. Jego córka w końcu rośnie i potrzebuje witamin. Nie ma pojęcia dlaczego uderza go to dopiero teraz. Przypomina sobie jednak, że Stiles mówił do Erici rano coś na temat diety swojego ojca i jak bardzo bał się, że stary szeryf zacznie znowu jeść niezdrowe tłuste potrawy. Stilinski przez pewien czas podawał mu na wegetarianina dopóki nie dostrzegł kurczaka w jego sałacie.

- Jakie owoce lubisz? – pyta Derek wprost, ponieważ bezpośrednie konfrontacje zawsze przynosiły mu zyski.

- Wszystkieeeeeee – krzyczy Erica.

Czekają ich kolejne zakupy po pracy.