Derek siada przy nich bliżej to nie byłoby tak zaskakujące, gdyby nie fakt, że Stiles odnosi wrażenie, że mężczyzna zaczął mniej pracować. Może to tylko halucynacja. Albo zamknęli ten spory kontrakt, który spędzał sen z powiek całego piętra i księgowości poniżej. Stiles nie pracował przy tym projekcie, więc może dlatego ostatnimi czasy spał spokojnie.
Erica rysuje i może to komuś wydałoby się monotonne, ale jest coś w tym jak prowadzi kredkę po kartce.
- Mógłby pan pomyśleć o zajęciach dodatkowych dla niej – rzuca Stiles, zanim zdąża zastanowić się nad tym, że to kompletnie wyrwane z kontekstu.
W zasadzie głównie milczeli od dobrej godziny. Nie prowadzą zbyt wielu rozmów w ciągu dnia i Stiles był trochę zaskoczony, że nie przeszkadza mu to aż tak bardzo. Zawsze uważał się za gadułę, ale jest coś takiego w milczeniu Dereka, co skłania go do refleksji. Jego umysł zaczyna pracować ze zdwojonymi obrotami, a usta nie otwierają się ten jeden raz. Przeszkadzanie Hale'owi w jego życiu wydaje mu się po prostu takie nieodpowiednie.
Derek unosi brew i patrzy na niego znad dokumentów tak, jakby udzielał mu pozwolenia na mówienie dalej. Stiles nie potrzebuje innej zachęty.
- Na lekcje rysunku – podejmuje. – Ma oko. Znaczy nie posiadam sam żadnych takich umiejętności, ale widziałem rysunki dzieci w jej wieku i wykracza poza ten poziom. Warto byłoby sprawdzić czy to ją gdzieś zaprowadzi.
- Nie sądzisz, że jest za młoda? – pyta wprost Derek.
Stiles ma ochotę się zaśmiać.
- Nie mówię, że ma iść na profesjonalne zajęcia dla przyszłych architektów. Po prostu mogłaby to traktować jak fajną zabawę, hobby. Dobry nauczyciel będzie potrafił ją zachęcić do rysowania i nadal sprawiać, że będzie to frajda – wyjaśnia. – Jeśli za parę lat zdecyduje, że chce być artystką, będzie miała fundament – dodaje.
Derek spogląda na Ericę, która trzyma już tylko kredkę w dłoni i ma dość podejrzliwą minę. Pewnie powinni ją uwzględniać w rozmowach, skoro są prowadzone na jej temat, ale pytanie dziecka czy chce chodzić na takie zajęcia, sprowadza tylko na ludzi kłopoty. Mała mogłaby się rozentuzjazmować podczas gdy Derek nie chciałby nadal spuszczać jej z oka.
- Zajęcia z rysunku – rzuca Hale, jakby dopiero teraz kształtował tę wizję w swojej głowie.
Trudno było zrozumieć czy odpowiadała mu, czy nie. Stiles nie potrafi nadal czytać z jego twarzy.
- Znasz jakiegoś nauczyciela? – spyta nagle Derek.
Stiles krzywi się lekko, ponieważ gdyby byli w Kalifornii to nie byłby problem. Są jednak w Nowym Jorku i tych ogłoszeń jest tak wiele, że wybranie kogoś sensownego może zająć sporo czasu. Do Dereka chyba to dociera, bo podnosi się ze swojego fotela i podchodzi do biurka. Jenny po chwili wchodzi do pomieszczenia, postukując rytmicznie swoimi szpilkami.
- Przygotuj dla mnie, proszę, wykaz nauczycieli rysunku, którzy udzielają prywatnych lekcji dzieckom w wieku szkolnym w ich domach – rzuca Derek.
Jenny jest tylko odrobinę zaskoczona.
- Coś szczególnego proszę pana? – pyta sekretarka.
Derek patrzy na niego, jakby to było skierowane do Stilesa. I Jenny wydaje się równie zmieszana co on.
- Uhm, może kurs z jakimiś elementami przygotowania ogólnego. Nic kierunkowego – proponuje.
Jenny notuje, a potem podnosi głowę, nie wiedząc na którego z nich powinna patrzeć.
- I dwie kawy – prosi Derek i marszczy brwi, jakby coś mu ewidentnie nie odpowiadało. – Dzisiaj przysypiasz – rzuca.
ooo
Stiles wydaje się zmęczony, ale to chyba normalne, jeśli ktoś przewala całą swoją pracę jednocześnie mając na oku jego dziecko. Derek wie, że to on powinien być przemęczony do dwóch funkcji, które pełnił, ale nie może sobie pozwolić na to. I czuje z tego powodu pewne wyrzuty sumienia. Nie będzie mógł powiedzieć, że kiedy Erica pojawiła się w jego życiu, rzucił wszystko dla niej. Nie ma takiej możliwości i może paradoksalnie samotni ojcowie, którzy nie dzierżyli sterów dużych firm – mieli więcej szczęścia. Derek nie mógł z dnia na dzień zmienić pracy i stać się chodnikowym karykaturzystą, a to na pewno pozwoliłoby mu na spędzanie więcej czasu z Ericą.
Stiles robi wszystko to, czego on nie może. Pod pewnymi względami jest jej opiekunem bardziej niż on. Derek nie chce używać słowa ojciec. I przeraża go odrobinę fakt, że winił chłopaka jeszcze tak nie dawno za sytuację, w którą wrzucił go on sam. Stiles nie miał za bardzo wyboru w kwestii Erici i dopiero teraz do niego to dociera. Obaj starają się funkcjonować na tyle, na ile mogą w warunkach, które nie są dla nich optymalne.
Rozpina marynarkę, kiedy siada ponownie na fotelu. Waha się tylko chwilę, zanim ściąga ją. Kawa paruje i jej cudowny aromat unosi się w powietrzu. Erica wdrapuje się na jego kolana. Jest tylko odrobinę zaskoczony, co chce pokryć obojętnością, ale chyba nie udaje mu się do końca. Bo Stiles się uśmiecha, jakby go cieszyło, że jego własna córka zaczyna go powoli akceptować. A potem chłopak zamiera, jakby wiedział, że Derek to wszystko widział.
I wraca stare dobre skrępowanie.
Piją kawę w jego biurze, a chłopak usilnie milczy, aby nie powiedzieć czegoś nieprawidłowego. Derek nie wie nawet jak z nim rozmawiać. Zaczyna się trochę irytować, bo to powinno być łatwiejsze, ale nie jest.
- Będziesz miał czas, aby wyjść z nami po południu? – pyta i nie dodaje, że za to też zostanie zapłaconego Stilesowi.
Księgowa wysłała zapytanie do niego osobiście, co wyrabiał z pensją dzieciaka, który nie był nawet jego bezpośrednim podwładnym. Nie miał pojęcia ile płacili Stilesowi w tej chwili, ale podejrzewał, że to były grosze w stosunku do tego, co zarabiali z Boydem. Chłopak w końcu nie nosiłby takiego ubrania, gdyby było go stać na coś lepszego.
- Oczywiście panie Hale – odpowiada Stiles.
I Dereka nie powinno wcale uderzać, że nie są z sobą po imieniu. Dbał o to, aby tylko Boyd nie mówił do niego 'panie Hale' i to jest kolejny wyznacznik tego jak bardzo zmieniło się jego życie.
- Jak smakuje kawa? – pyta, ponieważ znowu zapada to irytujące milczenie.
Stiles wydaje się zaskoczony przez cały ułamek sekundy.
- Wyborna – mówił chłopak i zerka na niego z pewną dozą podejrzliwości.
Może sądzi, że trafił do jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Prawda jest taka, że Derek przez ostatnie lata rozmawiał tylko o interesach. Nie ma pojęcia jak konwersować o niczym. Poruszać tematy pogody i świata, który nie jest związany z pieniędzmi. Stiles ten jeden raz mu tego nie ułatwia. Chłopak milczy, co jest tak nienaturalne, że wie, iż to jego sprawka. Uciszył Stilinskiego.
Wzdycha głęboko, ponieważ wie, że to się nie uda. Chociaż próbował. Erica wierci się zresztą na jego kolanach, kiedy szuka wygodniejszej pozycji, więcj wyciąga przed siebie nogi, a mała zsuwa się i łapie za jego koszulę, mnąc ją przy okazji. Nic, czego nie ukrywałby marynarka, ale jest tak zaskoczony tym, że jego ubranie zostało naruszone, że zamiera.
Erica wierci się dalej, a potem prycha i po prostu zsuwa się w dół i siada na jego butach. Sam tak robił, kiedy był w jej wieku.
Stiles obserwuje ich oboje uważnie i bez słowa, jakby nie chciał zaburzać tej interakcji. Jest mu trochę za to wdzięczny, ale przede wszystkim zmęczony. Od tygodni próbuje i coś mu nie wychodzi. Erica nie odpowiada na niego tak jak powinna. Wie, że potrzeba do tego czasu, ale to nie jest takie łatwe.
- Co o tym myślisz? – pyta nagle i nie wie nawet dlaczego to pytanie opuściło jego usta.
Jak na dłoni pokazuje jak bardzo jest zmęczony i zdezorientowany.
Stiles patrzy jednak na niego trochę zaskoczony, a potem zerka na małą, która zaczęła oglądać łyżeczkę, którą zostawił na blacie stolika. O ile dobrze się orientuje, to miał być kolejny temat jej obrazka.
- Otwiera się – rzuca Stiles. – To znaczy… z dziećmi zawsze jest trudno. Psychologie mają wiele do powiedzenia na ten temat, ale kiedy się z nimi pracuje, to wszystkie teorie stają na głowie.
- I chciałeś zostać pedagogiem – mówi Derek z pewną dozą wątpliwości w głosie.
Z ust Stilesa wyrywa się nerwowy śmiech.
- Tak, to wydaje się teraz szalone, ale… - urywa chłopak, kiedy bierze głębszy wdech. – To ciągłe wyzwanie. Każdego dnia coś nowego. Emocje. Uczucia. Szaleństwo – mówi.
Derek chyba sam zwariował, ale go rozumie. Jest przy Erice ostrożny, bo nie wie jak mała odbierze każde z jego słów. Jej pomysły nie mają nic wspólnego z logicznym ciągiem zdarzeń, który byłby w stanie przewidzieć.
- Dzieci nie wolno się bać, bo one to wyczuwają – ciągnie dalej Stiles. – I wtedy sądzą, że to one robią coś złego. Widzę, że jest pan… - urywa pewnie w poszukiwaniu odpowiedniego słowa, a potem przebiega coś po jego twarzy i Derek wie, że przyszedł koniec szczerości.
Ludzie krępują się z nim rozmawiać, bo sami odczuwają strach. I Stiles musiał sobie przypomnieć, że dla niego pracował.
- Nie – mówi krótko. – Dokończ – rzuca i brzmi to trochę jak żądanie.
- Nie ma niczego, co mógłby pan zrobić źle. Na tym polega rodzicielstwo. Wszystko jest złe i dobre zarazem. To coś, co powiedział mi ojciec, kiedy byłem na tyle duży, żeby wyprowadzić się z domu na drugi koniec kraju. Zastanawiał się, co zrobił źle. Wszystko jednak co zrobił źle, zrobił tak naprawdę dobrze – wyjaśnia Stiles. – Bo ma niezależnego syna, który nie bał się wyjść do świata – dokańcza.
I Derek chwyta w lot o co chodzi. I tego się boi najbardziej.
ooo
Derek słucha go, co jest odrobinę przerażające. Stiles nie ma odpowiedzi na każde pytanie. Nie wie nawet jak samemu żyć. Jeśli jednak coś jest pewne – to fakt, że Derek się stara. A to więcej niż robi czterdzieści procent rodziców w tym kraju. Stiles widział pracoholików, którzy swoje dzieci mieli na godzinę dziennie. Jedynaki wychowywane przez guwernantki i ludzi, którzy potem nie odzywali się do rodziców latami. Trudno nazwać ojcem obcego. Derek jednak nie jest obcy. Jest przy Erice każdego dnia i Stiles nawet zaczyna zastanawiać się czy przyzwyczajanie małej do tego jest dobre.
Derek w przyszłości będzie musiał posłać ją do szkoły. Stiles sobie na razie tego nie wyobraża. Nie chodzi tylko o to, że Erica przyzwyczaiła się do tego, że ciągle tutaj jest. Sam Hale wydaje się niezdolny do pozwolenia jej na taki krok. Stiles krótko praktykował, ale zdążył poznać typy rodziców. I Derek pewnie był przerażony samą wizją rozłąki, bo dopiero co dowiedział się, że dziecko jest jego. Z tego co Stiles zdążył się dowiedzieć o pożarze domu Hale'ów, sytuacja była bardziej skomplikowana niż ktokolwiek przypuszczał. Jeśli Kate Argent nie przyznała, że jest w ciąży, pomiędzy tą dwójką musiało być sporo nienawiści i zepsutej krwi.
Derek odsunął się od kobiet i życia. I Stiles prawdę powiedziawszy bardzo się temu nawet nie dziwił. Po śmierći jego matki było ciężko, a nikt jej nie zamordował. Wręcz byli z ojcem przygotowani na jej odejście aż do chwili, kiedy zdał sobie sprawę, że nie potrafi bez niej funkcjonować. Nie wyobraża sobie utraty całej rodziny. I nie chce nawet myśleć w tych kategoriach o swoim życiu.
- Widuje się pan z psychologiem? Erica… - zaczyna.
- Tak – wchodzi mu w słowo Derek. – Psycholog mówi tylko o tym, żeby dać sobie czas.
Stiles nie jest specjalnie zaskoczony.
- Ile pan mu płaci tygodniowo? – pyta, ponieważ nie może się powstrzymać.
Derek wygląda na zaskoczonego, ale nie urażonego, co jest dobre.
- Wszyscy w Nowym Jorku chodzą do psychoterapeutów. Zawsze sądziłem, że to przez to, że są znerwicowani. Chyba jednak problem tkwi w psychoterapeutach. Pieniądze wydają się ich uzależnieniem – wyjaśnia.
Brew Dereka unosi się.
- Może tak naprawdę wszystko z nami w porządku? – pyta retorycznie. – Wychowywałem się w małej rodzinie. Mniej więcej w wieku Erici straciłem matkę. Byliśmy tylko z ojcem. Nigdy nie odwiedziłem żadnego pedagoga. Kilka razy nie wróciłem do domu na noc i dostałem szlaban. Wszystko jakoś rozeszło się po kościach – dodaje.
Derek nie wydaje się przekonany.
- Dlaczego ktokolwiek ma nam dyktować jak powinniśmy żyć? Jak powinny wyglądać nasze rodziny? – pyta, ponieważ naprawdę chce, aby Derek zrozumiał, co chce przekazać, a ubranie tego w słowa nie jest proste. – Dlaczego nie możemy pozostać tacy, jacy jesteśmy? Ona jest szczęśliwa – mówi wprost.
Erica uśmiecha się raz po raz. Powiedziałby nawet, że mała jest aż nazbyt zadowolona. Nie widział jeszcze dziecka, które tak promieniowałoby radością. Mała wydaje się zadowolona z samego faktu, że są z nią. Że nie jest sama. I skoro to wystarczy, po co szukać dziury w całym.
- Jeśli pan jest szczęśliwy… - zaczyna i urywa, bo chyba poszedł o kilka kroków za daleko.
Derek jednak nie patrzy na niego, ale cała jego uwaga skupiona jest na Erice.
- Chciałbym mieć więcej czasu – przyznaje Hale nagle.
- Witamy wśród pracujących rodziców – mówi Stiles i stara się brzmieć entuzjastycznie.
Kiedy Derek spogląda w końcu na niego, chyba pierwszy raz nie widzi tego dziwnego smutku w jego oczach. Może to nie całkiem szczęście, ale na pewno dobry start.
