Derek wie, że to idiotyczne, ale ma ochotę skorzystać z gabinetu Boyda, kiedy przychodzi ich specjalista od PR. Jego rodzina zawsze mocno dbała o wizerunek, ale potrzebował prawdziwej pomocy po pożarze. Plotki, które krążyły wokół firmy należało uciąć, co nie było takie łatwe, kiedy Peter rzucał mu skutecznie kłody pod nogi, a procesu Kate nie dało się utajnić. Opinia publiczna miała prawo wstępu i zrobiono z tego częściowo medialny cyrk. Zeznawał za zamkniętymi drzwiami, ale tylko dlatego, że prokurator postarał się o zapewnienie mu ciszy i spokoju. Był głównym świadkiem oskarżenia i nadal nie radził sobie z sytuacją.
Kiedy Derek spogląda na niewysoką kobietę, ma nieprzyjemne przeczucia. Nie potrafi się ich wyzbyć. To jest jak odruch i pewnie widać po nim wszystko, bo Stiles przestaje na chwilę rozmawiać z Ericą i patrzy najpierw na niego, a potem na Shanon, która została wprowadzona przez Jenny do jego gabinetu. Nie spodziewał się, że tak szybko będą omawiali kwestie jego córki, ale pewnie nie powinien być zaskoczony. Może takie rzeczy jak odnalezienie własnego bękarta należało zgłaszać działowi PR. W końcu nie wierzył, aby tabloidy napisały o Erice inaczej i to martwi go najbardziej.
- Pani Tran – mówi, kiedy podnosi się ze swojego fotela na powitanie.
Shanon spogląda przelotnie na Ericę i Stilesa. Wie, że nie mogą zostać tutaj. Skutecznie przekierowywał wszystkie spotkania na 'po pracy', aby mała była bezpieczna w jego gabinecie, ale Tran nie zgodzi się na coś podobnego. Jej firma obsługuje Hale Constructions, ale nie są mu podwładni, co ma swoje plusy. Derek jednak w tej chwili widzi jedynie same wady takiej struktury.
- Panie Hale – mówi kobieta i jej głos jest spokojnie.
- Jedną chwilę – rzuca, wychodząc zza biurka.
Nie jest spanikowany, ale nie ma pojęcia, co zrobić. Boyd ma na pewno spotkanie, bo jego prawnik rzadko kiedy miał czas wolny. Zresztą podjął się odciążyć go przez kilka kolejnych dni i widywał się z klientami twarzą w twarz. Jeszcze nie szeptano w branży, ale musiał sam zająć się interesem w najbliższym czasie. Nie miał jednak co począć z Ericą.
- Stiles – zaczyna, ale chłopak trzyma już małą za rękę, jakby wiedział doskonale co jest grane.
- Wyjdziemy na spacer. Widziałem taką świetną kawiarnię z muffinkami na rogu – proponuje Stilinski.
Derek ma wrażenie, że Stiles czyta mu z myślach. Erica zresztą rozpromienia się na samo wspomnienie o słodyczach.
- Kupimy tacie coś słodkiego? – rzuca Stiles.
Mała patrzy na niego tak, jakby oczekiwała, że teraz ich wyjście zależy od jego zgody. I nie wie jak Stiles to zrobił, ale nagle Derek czuje się bardzo ważny. I część jego wyrzutów sumienia znika. Chociaż schrzanił to i nie załatwił sprawy z Tran wcześniej, zaraz będzie bohaterem. I nie chce mu się w to wierzyć. To aż zbyt proste. Takie rzeczy się nie zdarzają.
- Oczywiście, że możecie – mówi.
Erica wydaje z siebie radosny pisk i może zbyt długo siedziała zamknięta w jego biurze. Wokół budynku są dziesiątki kawiarni. Stiles i tak jest zobligowany do pilnowania jego dziecka, a zlecenia Boyda wykonuje przez pierwsze poranne godziny. Nie ma sensu, aby każdego dnia zanudzali się na śmierć w czterech ścianach jego gabinetu. Jest jedynym, który musi być świadkiem nudnych rozmów telefonicznych.
- Co twój tata lubi najbardziej? – pyta Stiles bez wahania.
- Czekoladę – wykrzykuje radośnie mała.
A potem Erica spogląda na drzwi i Derek kiwa twierdząco głową, bo to wydaje się jedynym, czego potrzebują w tej chwili. Kiedy znikają, odwraca się, a Tran ma głęboką zmarszczkę między brwiami.
- Boyd was powiadomił? – pyta Derek.
- Plotki w budynku – rzuca Shanon.
Nie są po imieniu, ale Derek nauczył się nazywać ją tak w swojej głowie. Bywały chwile, kiedy sądził, że są przyjaciółmi.
- Panie Hale czy jest pan pewien, że to pana córka? – pyta kobieta.
I Derek nie jest urażony, ponieważ wie, że muszą przejść przez te formalności, jeśli chcą ruszyć z tym dalej. Podobnie było podczas rozprawy, po pogrzebie, kiedy Shanon chciała znać każdy aspekt jego związku z Kate. I może ona jedna jest świadoma jak Argent go zniszczyła.
- Tak – odpowiada krótko. – Kiedy… Sądzono, że Kate urodziła dziecko jednego ze strażników i użyto metody DNA do ustalenia ojcostwa. Nie mieli w systemie mnie, ale identyfikowano ciała mojej rodziny tą metodą. Boyd nazwał to ustaleniem ojcostwa poprzez powinowactwo.
- Mecenas Boyd musi zatem wiedzieć o czym mówi – rzuca Shanon.
- Usiądziemy? – proponuje Derek, chociaż kanapa jest zawalona rysunkami Erici.
Nie spodziewał się gości, w zasadzie ten rozgardiasz nie przeszkadzał mu do tej chwili, kiedy Tran podniosła jedną z zabawek jego córki i wydawała się ją studiować z bliska.
- Ten chłopak… - zaczęła kobieta.
- Stiles. Pracownik niższego szczebla – podpowiada Derek.
- Ufa mu pan? – pyta Tran wprost.
Do niedawna to pytanie nie miałoby sensu. Cała rzecz była w tym, że to Erica ufała Stilesowi. Dlatego chłopak został jej opiekunem. Wiele się jednak zmieniło od tego czasu. Nie nazwałby tego zaufaniem, ale nie czuje do Stilesa niechęci, a to już sporo. Dotąd nie lubił, kiedy ktoś znajdował się w jego przestrzeni. Stilinski po prostu mu nie przeszkadza. I bywa też niekiedy dość pomocny.
- Pyta pani czy poleci do prasy? – uściśla, ponieważ dokładnie to to samo. – Nie zrobi tego – stwierdza, chociaż to ryzykowne.
Może chłopak nie jest świadom jak wiele kosztują takie smakowite kąski o jego rodzinie. Wartość rynkowa Hale'ów zawsze była wysoka, ale od czasu pogrzebu i procesu, osiągnęli apogeum. Szaleństwo wokół nich przycichło, ale wystarczył pretekst, aby wybuchło ponownie. A córka jego i morderczyni jego rodziny dostarczyłaby pożywki tym mentom społecznym na całe tygodnie.
Tego właśnie chce uniknąć.
- Pana pewność wiele dla nas znaczy – podejmuje Shanon. – Mam jednak klauzule poufności…
- Podpisał już jedną – zapewnia Derek.
Nowa umowa o pracę została sporządzona własnoręcznie przez Boyda, bo nie chcieli, aby rozniosło się, że miał dziecko. Zabezpieczyli się z tej strony.
Shanon wydaje się zadowolona, chociaż jej twarz nie zdradza wiele.
- Panie Hale, jak pan chce to rozegrać? – pyta kobieta wprost.
I właśnie na to czekał przez cały czas. Potrzebują ustalić strategię.
ooo
Erica pędzi do windy, ciągnąc go za sobą i Stiles stara się opierać, ale to nie jest takie łatwe. Teraz, kiedy nie ma Hale'a wraz z nimi, widzi ironiczne uśmieszki swoich kolegów z pracy i zastanawia się jak to musi wyglądać. Czy bycie opiekunką dziecka szefa jest degradacją? Chciał być nauczycielem, więc dla niego to w pewnym sensie spełnienie marzeń. Może ci ludzie nie wiedzą jak wzrosła jego pensja? A może są tego świadomi i nienawidzą go tym bardziej? Nigdy nie wiedział co siedzi w ich głowach i nie chce wiedzieć.
Erica zresztą wciąga już do windy i naciska guzik. Podglądała ich przez ostatni tydzień, zapamiętując na jakie piętro wjeżdżają i zjeżdżają. I Stiles jest pewien, że po tej małej próbie na pewno pochwali się ojcu. Słyszy jak mała powtarza pod nosem coś o czekoladzie i może to jakaś dziecięca przyśpiewka bez melodii i sensu. Nie byłaby pierwszą małą dziewczynką, która robiła coś podobnego.
- A ty jakie ciastka lubisz? – pyta Erica.
Stiles w zasadzie nienawidzi takich pytań. Są zbyt ogólnikowe.
- Wszystkie, które są dobre – stwierdza. – Każde z cukrem i pudrem i lukrem – wymienia.
Erica kiwa głową, jakby się z nim totalnie w tej kwestii zgadzała. Odnosi wrażenie, że znalazł swoją małoletnią bratnią duszę, ale może po prostu zawsze miał mentalność dziecka. Jego ojciec zgodziłby się z tą drugą teorią. Zawsze mu powtarzał, że coś z nim nie tak i Stiles być może znalazł swoje powołanie życiowe.
- Będziemy musieli zabrać dla twojego taty serwetki – dodaje, ponieważ nie wyobraża sobie Dereka Hale'a przeglądającego swoje nieskazitelnie białe kartki dokumentów tłustymi od ciastek dłońmi.
Jest odrobinę zazdrosny, bo jedzą od dobrych kilkunastu dni słodycze każdego dnia po pracy i facet nadal wygląda tak doskonale, jakby dopiero co wyszedł z siłowni.
- Twój tata dużo ćwiczy? – pyta, ponieważ nie może się powstrzymać.
Erica wydyma śmiesznie usta, a potem potrząsa przecząco głową.
- Nie, czyta – odpowiada mu mała.
Stiles nie jest specjalnie zaskoczony. Kiedy Derek nie przebija się przez dokumenty w ciągu dnia, zabiera pełną teczkę do domu, ale ostatnimi czasy, jakby tych papierów jego mniej. Może po prostu odnosi takie wrażenie, bo przyzwyczaił się do tych wcześniejszych ogromnych stosów, które wywoływały u niego ataki paniki na sam widok. Może nie one się kurczą, ale jego odniesienie w stosunku do tego, co jest normą, uległo zmianie.
- Ty lubisz czytasz? – pyta Erica.
- Tak, czasami. Zależy co – przyznaje. – A tobie podobają się książki w twoim pokoju?
- Tata przeczytał mi już wszystkie – chwali się mała.
Stiles nie może sobie przez chwilę wyobrazić Dereka cierpliwie czytającego małej do snu, ale kiedy ten obraz pojawia się w jego głowie – nie znika. Wydaje się po prostu bardzo prawidłowy. To chyba najbardziej spokojny facet, jakiego zna Stiles. Na pewno najbardziej cierpliwy. Stiles nadal go do końca nie rozgryza. Czasami ma wrażenie, że Derek ma w sobie spokój. Innym razem to tylko pozory i nie chce zastanawiać się jak wiele musi się dziać pod tą przystojną czupryną. Facet wychowuje dziecko, które spłodził z kobietą, która zamordowała jego rodzinę. I to się wydaje najbardziej normalną rzeczą pod słońcem. Stiles łapie się nad tym, że zapomina o przeszłości Hale'a, a chociaż pewnie Derek wolałby, aby wszyscy przestali mu o tym przypominać. Nie chodzi jednak o ciągłe wspominanie, ale świadomość tego, że do czegoś podobnego doszło. I traktowanie z pewną dozą szacunku cierpienia, które nosi w sobie Hale. A Stiles odnosi wrażenie, że prócz Boyda, nikt nie pojmuje w czym rzecz. I to jest smutne.
Erica przestała pytać o matkę, kiedy zaspokoił jej ciekawość, ale spodziewa się, że temat wróci, kiedy mała tylko podrośnie. I może do tego czasu Derek będzie bardziej kontaktowy w tej kwestii, chociaż nie chce mu się wierzyć. Sam nie potrafi się postawić w sytuacji tego faceta i chyba obwinianie Hale'a o niezbyt kontaktowe usposobienie jest idiotyzmem.
Erica nie ma na szczęście podobnych problemów. I Stiles odnosi wrażenie, że mała nie tylko otwiera siebie na ludzi, ale również swojego ojca. Derek jeszcze do niedawna nie odzywał się do niego nawet słowem, jeśli nie był do tego zmuszony. Ostatnio Stiles zaczyna dostrzegać, że mężczyzna chyba stara się z nim porozumieć i jest sfrustrowany, kiedy to nie wychodzi, ale to też trochę wina jego samego. Stiles bowiem orientuje się dopiero po fakcie co jest grane. Nigdy nie miał do czynienia z kimś, kto tak bardzo nie wiedziałby co robić. Kto tak bardzo byłby przyzwyczajony do rozkazywania innym. To ten władczy ton zawsze go płoszy. I fakt, że facet jest jednak jego szefem. Trudno o tym zapomnieć, kiedy różnice między nimi są tak łatwo dostrzegalne.
Najchętniej pogadałby z własnym ojcem o rodzicielstwie i samotnym wychowywaniu dziecka, ponieważ jego staruszek jest od tego specjalistą. Sam w końcu ma teorię w jednym palcu, ale ona różni się od praktyki czym tylko może. Erica nie jest też podręcznikowym przypadkiem. A Derek ewidentnie potrzebuje pomocy. Nie spodziewa się jednak, że jego ojciec odniesie się do całej sytuacji ekstatycznie. Nie jest zadowolony już teraz, że Stiles poświęca tej dwójce tak wiele czasu.
ooo
Shanon bywa męcząca i przypomina sobie o tym, kiedy w zasadzie docierają do ostatnich punktów spotkania. Kobieta notuje w swoim kalendarzu datę kolejnego spotkania i zaznacza, iż musi poznać Ericę. Derek wie, że to tylko formalność, ale Tran chce wiedzieć z czym ma do czynienia. Jeśli Erica nie byłaby podoba do Kate aż tak bardzo, mogliby udawać, że to nie jest dziecko Argent. Opinia publiczna przyjęłaby zapewne nawet adopcję przez niego dokonaną o wiele lepiej niż potomka kobiety, którą zdążyli znienawidzić. Derek nie ma nic przeciwko niechęci do Kate, ale Erici nie było nawet na świecie, kiedy ta podpalała ich dom. I jeśli on nie łączy tych dwóch osób, nikt nie powinien. Nie sądzi jednak, aby kogokolwiek obchodziło jego zdanie, co jest idiotyczne. I dlatego od samego początku odcinał się od mediów.
Shanon wychodzi i Derek dostrzega, że Stiles zagląda przez szparę w drzwiach ciekawie. Jenny chyba stara się nie wyglądać na poruszoną, ale Erica kręci się wokół niej. Derek nie jest pewien co jest z kobietami w tych czasach, ale jego sekretarka wydaje się pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Wie, że nowocześnie jest się odcinać od dzieci, ale to jednak wydaje mu się mocno przesadzone. Chociaż pewnie nie jemu oceniać. Gdyby nie Erica, nie miałby żadnego potomka. Nie planował – to z pewnością. Do posiadania dzieci potrzebowałby kobiety, a do nich się nie zbliżał.
Zastanawia się czy powinien otworzyć drzwi gabinetu i zaprosić Stilesa do środka. Albo wywołać Jenny przez interkom, ale ciche pukanie rozlega się po chwili i Erica wpada do jego biura, zanim Derek zdąża powiedzieć 'proszę'. A potem nagle w jego dłoniach ląduje pudełko z ciastkami. Stiles kładzie serwetki na jego biurku, starając się nie zawalić dokumentów i jest mu prawie wdzięczny. To spotkanie z Shanon nie było zapisane w jego grafiku, więc ma poważne opóźnienie.
