Tran nie ma dla niego nic nowego i może to dobrze, bo odkąd Boyd jest niedostępny, Derek przejął część jego obowiązków i pojęcia nie ma jak nadążyć za tym wszystkim. Stiles dba teraz nie tylko o Ericę, ale również o niego i dociera to do niego, kiedy Jenny przynosi kawę, o którą nie prosił. Lunch również przybywa do biura punktualnie. I nie jest głupi – wie, że ktoś musi to aranżować. Stiles nie mówi ani słowa, ale pilnuje, aby Erica zachowywała się ciszej niż zwykle. Wychodzą też częściej do tej kawiarni na rogu, która ma te dobre mufinki.
Pewnie nie wiedziałby co myśleć, ale nie ma czasu i to jest pewnym wybawieniem. Jest tak zawalony pracą, że nie ma nawet kiedy martwić się tym, co się dzieje. Albo Ericą.
Jenny ogłasza nadprogramowe spotkanie i Derek nie może nie zmarszczyć brwi. Charles Manning należy do tej grupy ludzi, których nie może odprawić z kwitkiem. Nie są umówieni, ale to i tak niczego nie zmienia. Spogląda na Stilesa, który bez słowa wyciąga dłoń do Erici, szepcząc coś an temat ciastek i spaceru. Rysunki małej lądują pod stołem, ukryte na tyle na ile to możliwe. Jeszcze kilka takich spotkań, a wszyscy i tak będą wiedzieli, że ukrywa w gabinecie córkę i Tran nie będzie mu potrzebna. Albo stanie się nagle nieodzowna.
Nie potrafi przewidzieć konsekwencji podania informacji o istnieniu Erici do publicznej wiadomości. Nie chce tego robić, ale przy szantażującym go Peterze, musi wyprzedzać go o krok. Zresztą kiedy tylko wszyscy dowiedzą się o Erice, jego wuj straci jedyny element przetargowy. Czeka na tę chwilę.
Manning wychodzi do gabinetu nie ukrywając swojego zaciekawienia, kiedy spogląda za siebie na oddalającego się Stilesa i Ericę. Derek jednak wkłada na twarz jedną z tych masek, minę, która jasno mówi, że nikt nie wydobędzie od niego informacji, których on nie chce udzielić. Manning nie pyta zatem, rozsiadając się wygodnie na kanapie, na której jeszcze niedawno bawiła się Erica.
Wymieniają uprzejmości, których Derek nienawidzi. Najchętniej przeszedłby do rzeczy, bo tracą jedynie czas, którego on nie ma. Nie może się doczekać powrotu Boyda. I już zaczyna się bać urlpu, który weźmie pewnego dnia jego przyjaciel. Musi znaleźć opiekunkę dla małej albo szkołę, która przyjmie ją już od września. Nie pozostało im aż tak wiele czasu.
Słyszy syreny za oknem i nie może nie zastanawiać się jakim cudem jaikolwiek dźwięk dobiega do jego gabinetu. Stiles musiał otworzyć okno, co nie jest do końca legalne na tym piętrze. Derek w zasadzie jest zaskoczony, że to w ogóle możliwe.
Manning opowiada o planach Rady Miasta na następne posiedzenie i Derek słucha go, chociaż myśli już o czymś całkiem innym. I wtedy dzwoni jego telefon. Zerka, zamierając niemal od razu, bo Stiles zapewne nie przeszkadzałby mu bez powodu.
ooo
Stiles nie wie nawet co się stało, bo w jednej chwili wychodzili z kawiarni z Ericą, a w drugiej ktoś mierzył do niego z broni. Ból w skroni nie jest niczym dobrym, ale ratownik medyczny zapewnił go, że nie są mu potrzebne szwy. Erica płacze nadal, ściskając jego rękę, kiedy dwóch policjantów zbiera zeznania. Ma wrażenie, że coś śmiesznego dzieje się z czasem. Zapewne ojciec miał rację przez te wszystkie lata twierdząc, że szok to nie jest coś, co omija kogokolwiek. Stiles sądził, że jego obeznanie z bronią jest powodem jego niezniszczalności, ale mocno się pomylił.
Nie wie ile mija czasu zanim Derek Hale pojawia się przy karetce. Erica rzuca się w stronę ojca, co jest cudowne, ale facet wpatruje się w niego z taką wściekłością, że Stiles nie ma wątpliwości, że jego ból głowy się tylko zwielokrotni.
- Kto to jest? – pyta jeden z policjantów.
- Jestem ojcem dziecka – odpowiada Derek. – Co się, do cholery, stało? Czy ja ci nie mówiłem jak bardzo jest narażona… - zaczyna i urywa. – Jesteś całkiem głupi?! Nie chcę cię jutro widzieć na oczy. Najlepiej już dzisiaj zabierz swoje rzeczy. Jesteś zwolniony!
Stiles czuje, że powinien jakoś zareagować, ale głowa boli go niemożliwie bardzo. Zresztą jeden z policjantów odciąga Hale'a od niego, żeby mu streścić sytuację. Stiles najchętniej wysłuchałby wszystkiego, bo prawdę powiedziawszy pamięta ostatnie dwadzieścia minut jak przez mgłę. Opatrunek na jego czole zaciska się dość mocno. Pewnie tak ma być, aby zmniejszyć krwiawienie. Melissa mówiła raz czy dwa, że głowa jest mocno ukrwiona. Nie miał pojęcia co to znaczy aż do tej chwili. Jedno uderzenie i cały jego policzek był skąpany w posoce. Krew płynęła nadal, czuł jej pulsowanie. A może to była migrena. Albo strach, bo Derek Hale patrzył na niego z taką nienawiścią, że Stiles nagle zatęsknił do bezemocjonalnego podejścia, które mężczyzna miał wcześniej.
Policjant kazał podpisać mu zeznania, więc złożył parafkę akurat w chwili, kiedy pojawił się jego własny ojciec, przedstawiając się z rozpędu jako szeryf. Pewnie rozbawiłoby go to, gdyby nie fakt, że jakoś stracił poczucie humoru.
ooo
Dłonie Dereka się trzęsą, kiedy wybiera numer Boyda, ale musi ściągnąć prawnika z powrotem do firmy. Musi odwołać kilka kolejnych spotkań. Urlopu nie brał od lat, ale teraz nie ma wyboru. Erica raczej nie zaśnie tej nocy i jest w porządku, bo on wątpi, aby jemu się udało. Nie ma pojęcia co się stało i nie rozumie za wiele z tego, co mówi policjant. Ma ochotę wrócić do Stilesa i nawrzeszczeć na niego za głupotę. Erica nigdy nie powinna znaleźć się sama przed budynkiem bez ochrony. Z tym, że to on powinien był zapewnić jej kogoś takiego. Stiles jest zwykłym gryzipiórkiem i pewnie przesadził, ale nadal jest wściekły.
- Niezły pomysł z ochroniarzem-niańką – rzuca jeden z policjantów.
- Co? – wyrywa mu się.
- Dzieciak wygląda młodo, ale wie jak strzelać – informuje go policjant i coś przewraca się nieprzyjemnie w żołądku Dereka. – Ojciec dowiózł jego pozwolenie na broń. Trochę się zdziwiliśmy, że nie ma żadnej przy sobie, ale skoro pilnuje dziecka… - urywa facet i patrzy na niego tak, jakby sądził, że Derek dorzuci coś od siebie. – Skoro zatrudnił pan ochroniarza, spodziewał się pan ataku?
Derek wpatruje się w mężczyznę, nie przyjmując do wiadomości nic, co facet mówi. To nie ma sensu. Spogląda w stronę Stilesa, którego został w karetce i ma ochotę podejść i zażądać wyjaśnień, ale Stilinski nie jest już sam. Ktoś, kto wygląda jak Krokodyl Dundee obejmuje go ramieniem, pomagając mu wstać. Stiles się chwieje i przykłada dłoń do głowy, zanim żegna się z policjantem przesłuchującym go uściskiem dłoni.
ooo
Chyba jest w szoku, ale nie pamięta kiedy dzownił do Jenny i Boyda. Nie wie też jak dotarli z Ericą do domu, ale ku jego zaskoczeniu mała zasnęła na nim w limuzynie. Może to leki, które jej podali sanitariusze, a może stres. Pytała o Stilesa kilka razy, ale zapewnił ją, że chłopak czuje się dobrze. Chociaż pojęcia niema czy to kłamstwo.
Boyd niemal biegiem wpada do jego mieszkania, korzystając z własnej pary kluczy. Jest wymięty po locie, ale zmartwienie na jego twarzy najbardziej uderza Dereka.
- Co z małą? Wiesz kto to? – pyta jego przyjaciel zanim nawet się witają.
- Erica śpi – wzdycha. – Nie wiem kto to. To mógł być ktokolwiek.
- Peter? – ryzykuje Boyd.
- Nie chcę o tym myśleć – przyznaje. – Za godzinę przyjdzie detektyw. Chcą, żebym obejrzał kilka zdjęć i powiedział czy rozpoznaje kogokolwiek – zmienia pospiesznie temat.
Boyd kiwa głową.
- Co ze Stilinskim? – pyta jego przyjaciel po chwili.
Derek przygryza wnętrze policzka, bo prawdę powiedziawszy nie ma pojęcia.
- Zwolniłem go – przyznaje.
- To jego wina? – dziwi się Boyd.
Derek nienawidzi takich niewinnych pytań i to musi być wypisane na jego twarzy, bo jego przyjaciel siada ciężko na kanapie obok.
- Zaczął wychodzić z małą na spacery przed budynkiem. Powinienem był przewidzieć, że to fatalny pomysł. Biorąc pod uwagę to co się stało z moją rodziną, a mieliśmy pełną ochronę – przypomina Boydowi. – Mówiłem mu, że o Erice nie może się nikt dowiedzieć – dodaje, chociaż to słaba wymówka.
I wie, że będzie musiał porozmawiać ze Stilesem, ale nie wie nawet co powiedzieć. Kiedy przestał odczuwać złość, przyszło odrętwienie. Nie ma pojęcia czy cokolwiek ma sens. Nie ma pojęcie ile czasu upłynęło, ale recepcja informuje go o gościach. Dwóch detektywów puka do jego mieszkania. Boyd upewnia się, że Erica nadal śpi. Siadają w salonie i musi przyznać, że obaj mężczyźni są niezwykle profesjonalni. Wypytują nawet o pożar, który wydarzył się przed laty, ale Kate nie żyje. Nie ma wątpliwości, że ta sprawa została zakończona. Nie zna jej rodziny, ale skoro nie chcieli Erici, kiedy sądzili, że jest dzieckiem Kate i strażnika więziennego, wątpi, aby cokolwiek zmieniło się teraz.
Jest zaskoczony, kiedy zamiast zdjęć, pod nos podsuwają mu laptop.
- Nie mogliśmy znaleźć dobrego ujęcia – przyznaje jeden z mężczyzn. – Kamery uliczne – mówi, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
Derek jednak nie słucha już, bo widzi jak Stiles i Erica wychodzą z kawiarni. A potem ktoś mierzy do Stilinskiego, który wpycha małą do środka kawiarni, zanim uderza w pistolet, wyrywając go z ręki napastnika. Problem w tym, że to akcja zorganizowana. Jest ich dwóch i jeszcze samochód. Stiles strzela z takim opanowaniem, że po plecach Dereka przebiega dreszcz. Chłopak wie co robi i nie trzyma broni w dłoniach po raz pierwszy. Dopiero teraz dociera do niego, co to oznacza, że Stilinski jest synem szeryfa.
- Jest ranny – wyrywa się Derekowi, bo nawet na czarno-białym nagraniu widzi strużkę krwi, która spływa po skroni Stilinskiego.
- Tak, już sprawdzamy szpitale. Dzięki panu Stilinskiemu mamy częściowy numer tablicy oraz DNA porywaczy. Niestety świadkowie niewiele są w stanie powiedzieć jak zwykle w takich przypadkach. Wszystko trwało nie dłużej niż minutę. Niespodziewali się oporu ze strony pana Stilinskiego – wyjaśnia detektyw, źle rozumiejąc jego uwagę.
Faktycznie, kiedy przewija film, dostrzega, że Stiles ranił jednego z mężczyzn i przebił oponę w samochodzie. To jednak nie uniemożliwiło im ucieczki.
- Dlaczego nie noszą masek? – pyta Derek, bo to uderza go najmocniej.
- Udawali gości kawarnii. Znali rozkład kamer w okolicy – wyjaśnia detektyw. – Poza tym to Nowy Jork. Nikt nie zwraca tutaj uwagi na nikogo – przyznaje, jakby to była norma.
I zapewne jest. W końcu nikt nie pomaga Stilesowi, kiedy zostaje zaatakowany. I nikt też nie zainteresował się Ericą, kiedy ta zgubiła się po raz pierwszy na piętrze. To Nowy Jork, ludzie tutaj interesują się tylko sobą.
- Czy rozpoznaje pan kogokolwiek? – pyta detektyw.
- Nie – odpowiada zgodnie z prawdą.
- Czy przyszedł do głowy panu ktoś, kto mógłby chcieć zagrozić panu lub dziecku? – pyta mężczyzna.
Derek waha się tym razem i spogląda na Boyda, który kiwa tylko lekko głową.
- Mój wuj, Peter Hale groził mi niedawno i od kilku dni wydzwania. Nie chciałem, aby ktokolwiek wiedział o Erice i to z jego powodu niedługo ujawnie jej istnienie. Peter był jedynym członkiem mojej rodziny, który przeżył pożar. Miał zostać moim spadkobiercą, ale ponieważ pojawiła się Erica… - urywa sugestywnie.
Mężczyźni notują. Nie umyka im nic. I nie wyglądają na zaskoczonych, więc osoba Petera musiała pojawić się w ich rozmowach. Derek nie chce wierzyć, ale nic innego nie ma sensu. I nikt inny nie wiedział o Erice. Stiles nie powiedziałby nikomu. Derek jest pewien. I po raz pierwszy naprawdę nie ma żadnych wątpliwości, co jest przerażające.
- Jest pan zamożnym człowiekiem – podejmuje detektyw. – Zatem musimy rozważyć porwanie dla okupu – dodaje.
Derek nie jest bynajmniej zaskoczony. I wie, że na terenie Nowego Jorku grasują grupy, które zajmują się wyłudzeniami od takich rodzin jak jego własna. Zapewne cena za Hale'a wzrosła od czasu pożaru. Zostało ich naprawdę niewiele.
- Zamierza pan dopiero ujawnić istnienie córki – ciągnie dalej detektyw. – Jak wiele osób wie o niej teraz? – pyta rzeczowo.
Derek robi w pamięci naprawdę nie tak krótką listę, jakby sobie tego życzył. Zapewne ojciec Stilesa i Melissa, której nazwiska nie zna, muszą wiedzieć. Są rodziną, a Stilinski wygląda mu na kogoś, kto zapewne dzieli się z bliskimi wszystkim. Wyobraża sobie ich rodzinne obiady, wspólne i gwarne, gdzie opowiadają sobie o tygodniu pracy. Nie wie dlaczego sprawia mu to taką gorycz. Nigdy dotąd nie był zazdrosny. Wie, że inni mają normalne życie.
- Prześlę listę, kiedy ją skompletuję – obiecuje.
Detektywi wahają się po raz pierwszy, odkąd pojawili się w jego mieszkaniu i chyba wie o co chcą zapytać.
- Erica jest pana córką biologiczną? – pyta jeden z nich w końcu.
- Tak – odpowiada spokojnie. – I Kate Argent jest jej matką – dodaje, ponieważ nie ma sensu tego ukrywać.
Wątpi, aby to pomogło w śledztwie, ale zatajanie czegokolwiek nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Przekonał się o tym podczas dochodzenia w sprawie pożaru. Kate prawie udało się umknąć, bo nie potrafił przyznać się do romansu ze starszą od siebie kobietą. Tego jak bardzo go wykorzystała. Teraz nie chodzi o jego tajemnice, a nawet jeśli chodziłoby – Erica była ważniejsza niż wszystko.
