Nie chce o tym myśleć, ale Erica nadal wypytuje o Stilesa. Zapewnił ją, że jej ulubiony opiekun czuje się lepiej, ale prawdę powiedziawszy wolałby sam to sprawdzić. Sytuacja jest jednak trochę skomplikowana i wciąż w pamięci ma wyraz twarzy Stilinskiego, kiedy wrzeszczał na niego przed karetką. Gdyby nie znał się lepiej, sądziłby, że to co teraz odczuwa to wstyd. Był wściekły i nakrzyczał na pierwszą osobę, która nawinęła mu się pod rękę. Nie wątpił, że Stiles do tej pory jest równie zdenerwowany. Nikt nie lubił, aby nim pomiatano. Derek nie jest specjalistą od panowania nad sobą, odkąd Erica pojawiła się w jego życiu, ale to nadal niczego nie tłumaczy. Nie widzi też pola dla argumentów dla siebie. Wie, że po części to duma powstrzymuje go przed sięgnięciem po telefon i wykonaniem jednego połączenia. Mógłby też poprosić Boyda o podeście Stilinskiego oficjalną drogą, ale to dziwnie przypomina przeprosiny, których on mimo wszystko chce uniknąć. Nie są ze Stilesem przyjaciółmi. Stilinski jest jego podwładnym. I to nie jest dobry pomysł, aby Derek przyznawał się do popełnienia błędu.
Życie nauczyło go, że lepiej być przepraszanym niż przepraszającym. Jako prezes firmy nie może sobie pozwolić, aby szeregowy podwładny zachowywał się wobec niego dość przyjaźnie i dlatego od pierwszych chwil pilnuje, aby Stiles się nie przyzwyczajał. Ta sytuacja i tak trwała za długo i dlatego następnego dnia dzwoni do agencji niań. Nie chce guwernantki dla Erici, ale jego córka potrzebuje kogoś przy sobie. Boyd w tej chwili go zastępuje, ale to nie jest sytuacja stała. Będzie musiał wrócić do pracy, wychodzić na spotkania i potrzebuje kogoś zaufanego.
Erica początkowo jest zaskoczona, że nie wychodzą z domu. Zażywa posłusznie swoje leki, a Derek cierpliwie odpowiada na pytania, starając się wymyślić wiarygodną wymówkę dlaczego Stilesa nie ma z nimi. Nie jest dobry w kłamaniu własnemu dziecku, ale karmi ją półprawdami. W końcu Stilinski został ranny i musi odpocząć. Chce zabrać Ericę do zoo w zamian, ale mała wzdryga się, jakby sama myśl o wychodzeniu z domu wprawiała ją w pewne przerażenie. Nie budziła się w nocy, co go zaskoczyło, ale teraz widzi, że jednak pierwszy szok minął i dociera do niej, że całe to wczorajsze zamieszanie dotyczyło jej.
- Kto to był? – pyta jego córka, a Derek nie zna odpowiedzi.
Nie pamięta jak jego rodzice radzili sobie z takimi pytaniami. Może on i Laura po prostu nie zauważyli, że wokół nich kręcą się ochroniarze. Kilku z nich traktowali jak członków rodziny. Byli z nimi w końcu od zawsze. I Derek zaczyna się zastanawiać dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej. Potrzebował dodatkowej ochrony. Jego kierowca był jednocześnie bodyguardem, ale nie był w stanie się rozdzielić. A Stiles i Erica wszędzie chodzili piechotą.
Nie chce o tym myśleć w tej chwili.
- Źli ludzie – przyznaje.
- Wrócą? – pyta Erica i widzi w jej oczach lęk.
I na to pytanie też nie zna odpowiedzi. Chciałby powiedzieć, że nie, ale wie lepiej. Takie sytuacje mogą się powtarzać, a nie chce kłamać.
- Nie pozwolę cię zabrać komukolwiek – mówi w zamian, ponieważ to jest prawda.
ooo
Głowa boli go jak diabli, gdy Melissa zmienia opatrunek. Część krwi przesiąkła przez bandaż i jego włosy wplątały się w to wszystko. To nie jest miłe, kiedy Melissa szarpie, ale nie mają innego wyjścia i Stiles o tym wie.
Miły detektyw, który go przesłuchiwał, wrócił późnym wieczorem z nagraniem, które wprawiło nawet jego w osłupienie.
- Te lekcje samoobrony jednak się opłaciły – stwierdza jego ojciec nieczytelnym tonem.
Osobiście nadal jest w szoku, bo nie pamięta, aby strzelał. Nie przypomina sobie nawet kiedy ostatnio był na strzelnicy, ale najwyraźniej adrenalina sprawia, że jest znakomitym komandosem. Kiedy detektyw pyta go o obycie z bronią, tłumaczy to zawodem ojca. W końcu wiele razy obserwował tatę przy pracy. Wychował się przy broni i ma licencję. To było normalne w Beacon Hills w Kalifornii, gdzie miasteczko graniczyło z Rezerwatem. Tutaj w mieście stanowi coś nowego i innego.
Pyta o Ericę i Dereka, ponieważ nie może się powstrzymać. Detektyw wyjaśnia mu, że mała jest cała, a Hale nie rozpoznał żadnego z napastników, a potem uzupełnia jego zeznania zebrane wcześniej. Pyta jeszcze raz o całe zajście, ale Stiles nie przypomina sobie nic więcej. I przez chwilę ma nawet wyrzuty sumienia.
Detektyw wychodzi niedługo potem, a jego ojciec patrzy na niego chmurnie.
- Kiedy dostanę Hale'a w swoje ręce… - zaczyna stary dobry tatko.
Stiles przewróciłby oczami, gdyby nie to, że jego czaszka niemal pęka.
- To nie jego wina – mówi.
- Też nie twoja, ale zwolnił cię z pracy – przypomina mu.
Stiles wypuszcza z ust długie westchnienie, bo nie ma na to dobrej odpowiedzi.
- Słuchaj, był zdenerwowany. Kiedy to przemyśli… - zaczyna i urywa, ponieważ sam w to nie wierzy.
I nie jest zaskoczony kiedy nikt z pracy nie dzwoni do niego przez następne kilka dni. Ojciec donosi jego zwolnienie lekarskie do kadr, odkąd on nie powinien jeszcze wstawać, ale Hale'a podobno nie ma w biurze. Jest na urlopie, a Boyd pełni obowiązki za niego. Nie wie co o tym sądzić. I nie wie jak długo ma czekać. Nie stać go na to, aby nie mieć pracy, więc zdusza w sobie ciche przekleństwo, kiedy zaczyna rozsyłać swoje CV.
ooo
Jego gabinet jest dziwnie pusty, kiedy nie ma w nim Erici oraz Stilesa. Wszyscy gapią się na niego, kiedy wychodzi z windy po raz pierwszy od wielu tygodni sam. Stilinskiego nie ma przy jego biurku i to również nie jest przyjemne. Sprawdził w kadrach, że chłopak ma zwolnienie lekarskie do końca tygodnia i postanowił zaczekać. Erica została w mieszkaniu z opiekunką, którą nareszcie zaakceptowała. Dziewczyna jest młoda i uśmiecha się do niego odrobinę za szeroko, ale to pewnie normalne dla niej. Ma w sobie dobrą energię, którą Erica mogłaby przejąć.
Jest piątek i mógłby zostać jeszcze jeden dzień z małą, ale chce niby przypadkiem natknąć się na Stilesa. Ma w planach zamienić z nim kilka zdań i rzucić niby przypadkiem, że widzą się w poniedziałek. To wydaje się najbardziej neutralnym wyjściem, które sprawi, że Derek nie straci twarzy, a chłopak nadal będzie dla nich pracował. Jakoś później poinformuje go, że mała ma swoją doskonałą, wysoko opłacaną opiekunkę, która zna cztery języki. Chociaz nie ma pojęcia dlaczego firma od niań zatrudnia osoby tak wysoko wykształcone. Najwyraźniej to modne w Nowym Jorku. Jego to nie interesuje, ale może Erica rozwinie jakieś bardziej humanistyczne zainteresowania.
Kiedy przechodzi po raz trzeci do gabinetu Boyda, biurko Stilesa jest nadal puste. Do kadr powinien chłopak zgłosić się nie później niż w południe i Derek zaczyna się denerwować. Cierpliwość nie jest jego cnotą. Nie ma zresztą umówionych spotkań na dzisiaj, więc po prostu siedzi w samotności we własnym gabinecie, spoglądając na porzucone przez Ericę rysunki. Na kilku z nich widzi linie, które prowadził Stiles. Nie chce kontemplować, bo to idiotyzm, ale Stilinski używa zawsze nasyconych radosnych kolorów, co jest bardzo dla niego charakterystyczne. Może zatrudnił tą Annie tylko dlatego, że miała podobną energię, co Stiles. Aby przejście spod kurateli Stilinskiego pod inną nianię nie było dla Erici szokiem. Nie wyobrażał sobie swojej córki z jakąś starszą panią.
Wychodzi ze swojego gabinetu po raz czwarty, kiedy w końcu dostrzega ruch w okolicach biurka Stilesa. Jego puls przyspiesza i zaczyna się spinać, bo musi to dobrze rozegrać, a ma tylko jedną szansę. Wie to, ponieważ zawsze tak jest. Niezależnie czy rzecz dotyczy biznesu czy życia tak po prostu. Nie kieruje się specjalnie w tamtym kierunku, ale obiera taki tor, aby Stiles znalazł się w zasięgu jego wzroku na kilka kroków.
A potem zamiera, bo to nie Stilinski znajduje się za biurkiem, ale Krokodyl Dundee. Ojciec Stilesa pakuje jego rzeczy do tekturowej skrzynki, starając się nie rozglądać wokół. Chłopak zresztą nie posiadał zbyt wielu prywatnych rzeczy w pracy i Derek widzi, że to zaledwie kilka fotografii, którym osobiście się nigdy nie przyjrzał. Zanim zdąża zdecydować czy powinien spytać o Stilesa, Stilinski Senior unosi głowę i spogląda na niego nagle. Błysk rozpoznania jest łatwy do przegapienia, ale wyraz twarzy, który mężczyzna przybiera zaraz potem jest nie do pomylenia z niczym. Mężczyzna nie jest największym fanem Dereka. I patrzy na niego moment dłużej, aby to było jasne, a potem wkłada do pudła ostatnie zdjęcia i podnosi ostentacyjnie wszystko do góry, jakby nie tylko zabierał rzeczy Stilesa, ale też własnego syna z firmy Dereka.
I kiedy drzwi windy zamykają się za tym facetem, Derek zaczyna dopiero panikować.
ooo
Spodziewa się, że Erica ucieszy się na jego widok, ale nie wie co zrobić, kiedy jego córka prawie zwala go z nóg, kiedy pojawia się w mieszkaniu. Ma policzki mokre od łez, co nie jest dobrym znakiem. Annie jest ewidentnie zaskoczona na jego widok.
- Mówił pan, że wróci pan dopiero wieczorem – wyrywa się dziewczynie i skoro to jest jej największe zmartwienie, Derek nie ma pojęcia co zrobić.
Jego córka płacze nadal, więc podnosi ją do góry, tuląc ją do siebie.
- Wystraszyła się złych ludzi? – pyta, ponieważ załamanie musiało kiedyś przyjść.
Mała była spokojna przez ostatnie dni. Nawet zbyt spokojna. Obserwował ją niczym sokół i nie opuszczał czekając na pierwsze oznaki stresu. Erica jednak zarwała jedną noc, budząc się z krzykiem i imieniem Stilesa na ustach, i na tym był koniec. Czasami mówiła o złych ludziach, ale wystarczyło, że obiecał, że nie pozwoli jej zabrać i uspokajała się. Pierwszy dzień bez niego musiał namieszać jej w głowie.
Annie wydaje się nieswoja i kiedy wyciąga ręce po Ericę, mała zaczyna płakać tylko głośniej.
- Słonko, co się stało? – pyta.
- Tak mówi do mnie Stiles – łka jego córka i Derek jest zaskoczony, że najwyraźniej to jest terytorium niedostępne nawet dla niego.
- Wiem – mówi spokojnie. – Ale Stiles jest chory i Annie się tobą zajmie przez kilka dni – dodaje.
Nie wie, co będzie potem, odkąd Stilinski najwyraźniej wziął do serca jego krzyki o zwolnieniu. Derek na jego miejscu pewnie też nie zastanawiałby się dwa razy. Wiedział co o nim mówiono, chociaż Stiles był pierwszym, którego osobiście zwolnił.
Erica sztywnieje prawie niezauważalnie, ale dla niego wszystko o niej jest tak ważne, że wyłapuje i to. Spogląda na opiekunkę, która stara się do niego uśmiechać przepraszająco i ma bardzo złe przeczucia. Żałuje, że nie ma zamontowanych kamer. Słyszał, że niektórzy rodzice robili tak, aby sprawdzić nianie, ale przez trzy dni obserwował Annie. Miała referencje z kilku domów. Nie miał powodów jej nie ufać.
- Erica, co się stało? Czy Annie coś ci zrobiła? – pyta odrobinę ostrzej.
Mała nie przestaje łkać, ale pokiwała przecząco głową. Nie wie czy to dlatego, że niania jej nie uderzyła czy to po prostu nadal dom dziecka przemawia przez nią. Naczytał się dostatecznie wielu rzeczy, aby wiedzieć, że nie wszystko tam wyglądało tak cudownie jak przedstawiał to rząd.
Nie bardzo też wierzy małej, kiedy widzi minę Annie.
- Panie Hale… - zaczyna opiekunka.
- Masz minutę na wyjaśnienie dlaczego moja córka płacze, zanim zadzwonię do agencji i następną pracę dostaniesz dopiero w rosyjskiej tundrze – informuje ją.
A dziewczyna wygląda na naprawdę przestraszoną. Annie robi krok w tył, a on nawet nie podniósł głosu. Erica nadal łka. Nie chce jej straszyć, ale to trudne, kiedy ma ochotę wrzeszczeć. I nie rozumie dlaczego raz w życiu coś nie może iść po jego myśli.
- Panie Hale, ja tylko… - zaczyna ponownie dziewczyna.
Nie wchodzi jej tym razem w słowo, czekając na wyjaśnienia.
- Powiedziała, że to dobrze, że zabili moją mamę – mówi Erica nagle i Derek ma wrażenie, jakby ktoś uderzył go w brzuch.
Patrzy na Annie w czystym szoku, bo dziewczyna nie zaprzecza, a mała płacze tylko głośniej. I nie chodzi o osobę Kate Argent, ale sam fakt, że dziecku nie mówi się takich rzeczy. Ma też dziwne wrażenie, że niania podpytywała Ericę, starając się wyciągnąć z niej jak najwięcej, odkąd Derek nie dzielił się prywatnymi sprawami z kimś, kogo znał zaledwie trzy dni.
Ma ochotę uderzyć dziewczynę, ale to nie jest wyjście.
Nie wie też za bardzo co powiedzieć Erice, bo od takich spraw był Stiles, a chłopaka teraz przy nim nie ma. I nie może wysłać po niego samochodu z kierowcą. Nie sądzi jednak, aby mała miała się szybko uspokoić.
- Jesteś zwolniona – mówi, starając się sięgnąć do ostatnich pokładów spokoju, które mu jeszcze zostały.
Annie patrzy na niego szeroko otwartymi oczami.
- Jeśli za sekundę nadal będziesz w naszym domu, to zwolnienie będzie twoim najmniejszym problemem. Nie chcę cię widzieć, ani słyszeć. Agencja zostanie powiadomiona o powodzie twojego zwolnienia. Przypominam też, że podpisałaś klauzulę poufności, więc cokolwiek wyjdzie poza te cztery ściany będzie oznaczało dla ciebie długi i zapewniam, bolesny proces sądowy – wyjaśnia.
Nie musi nawet dodawać nic więcej. Drzwi zamykają się za Annie z głośnym trzaskiem.
