Ochroniarz z firmy przychodzi następnego ranka. Derek jest tak wyczerpany, że zapamietuje jedynie imię. Erica przygląda się mężczyźnie podejrzliwie, zanim stwierdza, że to nie Stiles. Derek pogratulowałby jej dedukcji, gdyby nie fakt, że wie doskonale czego obawia się mała. Kolejnej opiekunki, która nie będzie Stilinskim, a która będzie dla niej nie miła. Albo nie będzie w ogóle interesowały ją uczucia małej.

Derek wie, że sytuacja jest trudna, ale nigdy nie podejrzewałby ludzi o taki brak taktu. Jest jedną z nielicznych osób, które mają prawo tak naprawdę nienawidzić Kate i jakoś nie potrafi się na to zdobyć przy Erice.

- Panie Hale, jeśli mógłby dostać rozkład dnia pana córki – zaczyna ochroniarz.

- Isaac? – upewnia się Derek. – Erica nie ma rozkładu dnia. Na razie nie chodzi do szkoły – informuje mężczyznę i wdycha. – Przed obiadem musimy pojechać pod ten adres – dodaje i wyciąga w stronę Isaaca wyciąg z danych personalnych Stilesa.

Jeśli Isaac jest zaskoczony, dobrze to ukrywa. W końcu jest profesjonalistą. Może sądzi nawet, że to jego diler. Co innego robiłby ktoś pokroju Dereka w takiej okolicy?

ooo

Stoi przed drzwiami Stilesa, czując się trochę jak idiota. Isaac sprawdził całe piętro, kiedy Erica wspinała się po schodach, bo budynek nie ma oczywiście windy. Derek ściska w dłoniach to, co mała wybrała w cudkierni dla Sitlinskiego i ma nadzieję, że ta owocowa mieszanka będzie idealną łapówką. Nie zna chłopaka na tyle dobrze, aby wiedzieć co dla niego kupić i pewnie powinno go to niepokoić. Spędzali razem każdą chwilę przez ostatnie tygodnie.

Puka i robi kolejny długi wdech. I ponieważ jest tchórzem, ustawia przed sobą Ericę, która zabrała z sobą jakiś tuzin obrazków, którymi chce się pochwalić swojemu opiekunowi. Drzwi otwierają się i staje w nich Korkodyl Dundee jak w myślach Derek nazywa ojca Stilesa. Nie sądzi, aby musiał się przedstawiać i nie myli się, bo kiedy facet spogląda na niego, nie w jego oczach przyjaźni. A potem ojciec Stilesa zerka w dół na jego córkę i jego kąciki ust drgają lekko.

- Tato? Kto to? – krzyczy Stiles z wnętrza mieszkania i Erica niemal od razu rzuca się do przodu.

Stilinski zresztą ją przepuszcza, ale zanim Derek zdąża wejść za małą, facet przykłada mu dłoń do piersi i wypycha głębiej w korytarz, zamykając za sobą drzwi i teraz są w trójkę na zewnątrz, co wcale dobrze nie wróży.

- Panie Hale? – rzuca Isaac.

- Nic się nie dzieje, mała jest bezpieczna – zapewnia go. – Przejdź się – dodaje krótko i Isaac znika z jego pola widzenia.

Stilinski spogląda na niego bez litości. Są bardzo do siebie podobni, ale tam gdzie w Stilesie jest ciepło, jego ojciec promieniujego chłodem. Jest w nich jednak ta sama energia i Derek zauważa to od razu.

- Co tu robisz? – pyta Stilinski.

Derek wypuszcza z ust długie westchnienie.

- Chcę porozmawiać z pana synem i wyjaśnić… - zaczyna.

- Nie – mówi krótko Stilinski i Derek wie, że facet nie jest dyplomatą.

To nie jest początek dyskusji, tylko jej koniec.

- Nie podobało mi się od samego początku jak wykorzystujesz mojego syna – informuje go Stilinski. – A potem wyrzuciłeś go bez zbędnych sentymentów – ciągnie dalej mężczyzna i Derek dopiero teraz zaczyna odczuwać prawdziwy wstyd.

Stiles faktycznie był najlepszym tuż po Erice, co spotkało go w tym roku. Jest tego świadom i dlatego przyniósł pieprzone słodycze z cukierni, do której chodzili po pracy. Dotarło do niego jak bardzo uzależnił się od chłopaka, kiedy zdał sobie sprawę, że Stiles nie tylko pomagał z Ericą, ale rozmawiał też z nim. Jego dzienna średnia wypowiadanych słów spadła tak gwałtownie, że zabolało to nawet jego.

- Panie Stilinski… - zaczyna, ale nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. – Zabiorę Ericę – mówi w końcu, bo tylko tyle może.

Stilinski wydaje się usatysfakcjonowany.

Drzwi mieszkania uchylają się ponownie i Derek niemal spodziewa się powrotu córki. Stiles jednak staje w nich ze zdezorientowaną miną, ale Derek nie na nią zwraca uwagę, ale na opatrunek na jego głowie.

- Nie lubię cię – informuje go nagle ojciec Stilesa i Derek nie jest specjalnie zaskoczony.

- Tato, na miłość boską – syczy chłopak. – Uhm, panie Hale, może pan wejdzie? – proponuje, ale ewidentnie nie jest pewien co teraz.

Kiedy zerka na swojego ojca jest zirytowany i nagle do Dereka dochodzi, że chociaż ojciec Stilesa go nie lubi, Stiles jest na szczęście dorosły. Chociaż w tej koszulce z Iron Manem wygląda na nastolatka, ale to chyba prywatny urok Stilinskiego. Może sam powinien był odpuścić sobie koszulę i marynarkę, ale nie posiada zbyt wielu ubrań, które nie są związane z oficjalnymi wyjściami. Nawet koktajle po pracy mają charakter bizensowy, więc jego szafa jest pełna sztywno wyprasowanych materiałów.

Stiles wycofuje się do mieszkania i Derek podąża za nim, zerkając jedynie na Stilinskiego seniora, który obserwuje go niczym sokół. I wie, że sobie na to zasłużył.

Erica siedzi na wysłużonej kanapie z ciastkiem w dłoni i jakaś kobieta podaje jej szklankę mleka. Jej rysunki są już rozłożone na stole i Derek jest trochę zaskoczony, że mieszkanie Stilesa jest tak małe, ale z drugiej strony on nigdy nie był po tej części Nowego Jorku. Nie wie jakie są tutaj warunki do życia. Mieszkanie Stilesa jest jednak schludne i pachnie domem. Aromat ciastek, które pieką się w kuchni wypełnia całą przestrzeń ciepłem.

- Dzień dobry – mówi, czując się nagle jak intruz.

Nawet Erica pasuje tutaj bardziej niż on. Stiles stoi koło niego z zaplecionymi na piersi rękami, ewidentnie skrępowany. I może Derek nigdy nie powinien zakradać się do jego przestrzeni bez pytania.

- Uhm, panie Hale, mojego tatę pan już poznał, a to jest… - zaczyna Stiles.

- Melissa – wtrąca, ponieważ jednak coś pamięta.

Wyciąga dłoń w stronę kobiety, która uśmiecha się do niego ciepło.

- Miło mi poznać, panie Hale – mówi Melissa.

- Derek – poprawia ją i nie wie dlaczego, ale kobieta jest taka miła.

Jej uśmiech się tylko poszerza.

Zapada nieprzyjemna cisza, więc zerka na to co trzyma w dłoniach i niemal wpycha słodkości w ramiona Stilesa.

- Erica sama wybierała – uprzedza go.

- Uhm, dziękuję. Napije się pan herbaty? – pyta Stiles, a potem zerka sugestywnie w stronę swojego ojca, który jest niczym jego własny ochroniarz.

- Może pokażę ci jak robię ciasteczka? – rzuca Melissa niemal od razu, odciągając jego córkę do kuchni.

Derek jest jej cholernie wdzięczny. Szczególnie kiedy kobieta ciągnie za sobą Krokodyla Dundee, który wcale nie chciał wychodzić.

Mogą teraz porozmawiać, ale Derek nie potrafi za bardzo znaleźć słów.

Stiles tymczasem nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Chłopak jest ewidentnie zmęczony i pewnie uderzenie w głowę wcale nie pomogło.

- To nie wstrząśnienie mózgu, prawda? – pyta Derek.

- Nie, nie. Mam twardą głowę – zapewnia go Stiles. – Erica sypia? – interesuje się chłopak niemal od razu.

- Tak – przyznaje Derek. – Wczoraj nie bardzo, ale ogólnie powiedziałem jej, że nie pozwolę zabrać jej złym ludziom – wyjaśnia, bo nareszcie ma z kim to skonsultować.

I odczuwa pewną ulgę, kiedy widzi błysk aprobaty w oczach Stilesa. Dziwnie się czuje z faktem, że Stilinski pyta o jego córkę, jakby też się martwił. Jeszcze dziwniej staje się, kiedy dochodzi do niego, że Stiles o nią po prostu dba. Za każdym razem jest zaskoczony, kiedy coś podobnego wypływa. A może nie powinien.

- Może usiądziemy? – proponuje Stiles niepewnie. – Tylko zabiorę koce – dodaje, kiedy dochodzi do niego, że na kanapie są resztki po jego prowizorycznym posłaniu.

Musiał spędzać tutaj większość dnia podczas rekonwalescencji.

- Może powinieneś się położyć? – ryzykuje Derek i spina się, kiedy dochodzi do niego, że troska nie jest czymś, co cechuje jego.

Stiles jednak wydaje się nie zauważać takich rzeczy, bo po prostu ściąga koc i poduszki, odrzucając je za kanapę. A potem wskazuje mu i tak fotel, co Derek ma ochotę skomentować, ale gryzie się w język. Pewnie powinien poruszyć już sprawę pracy, ale nie wie jak to subtelnie zrobić. Stiles tymczasem patrzy na niego, kiedy się rozsiadają wygodniej. I chyba czeka na jego pierwsze słowa.

Cisza robi się nie do zniesienia.

- Nie wysłałem do kadr informacji o twoim zwolnieniu – mówi w końcu i to brzmi naprawdę fatalnie, bo oczy Stilesa robią się wielkie jak spodki.

To chyba brzmi nawet dość ofensywnie, gdy przetwarza sobie to w głowie.

- Chciałem powiedzieć, że nie jesteś zwolniony – prostuje.

Stiles tym razem mruga, jakby nie wiedział co powinien zrobić z tym fantem.

- Nie chcę jednak, żebyś pracował w firmie. Nie lubisz tej pracy i naprawdę jesteś kiepski w… - urywa, bo obraża właśnie Stilinskiego, a to nie jest dobra droga do dialogu. – Chciałbym, żebyś na pełen etat zajmował się Ericą. Nie jak dotychczas, ale na pełen zegar. Podaj kwotę i jesteś zatrudniony z miejsca.

Stiles patrzy na niego w pełnym szoku.

- Jeśli to przez to, że Erica cały czas o mnie wspominała… panie Hale ona o mnie zapomni – zapewnia go chłopak.

- Wiem – mówi Derek spokojnie. – Ale jesteś dla niej dobry. I lubisz dzieci – przypomina mu. – Mówiłeś, że chciałeś być wychowawcą. Możesz się nią zajmować i zarabiać normalne pieniądze – zapewnia go. – A kiedy znajdzie się inna, lepsza okazja, jakoś do tego dojdziemy. Znam ludzi, oni będą bywali w domu i poznają cię… - dodaje sugestywnie, bo to już obgadali z Boydem.

Stiles patrzy na niego tak, jakby nie do końca nadążał.

- A to co się stało przedtem? – pyta chłopak niepewnie.

- Nie twoja wina – mówi szybko Derek. – Nie jestem dobry w… - urywa, bo w przepraszaniu też nie jest najlepszy, ale Stiles wydaje się rozumieć.

I może dlatego też nie mogą go stracić. Przy nim nie musi tłumaczyć niczego. Chłopak po prostu rozumie.

- Jeśli potrzebujesz czasu… - zaczyna, chociaż najchętniej wymusiłby odpowiedź już teraz.

- Nie, nie – mówi pospiesznie Stiles. – Zgadzam się – zapewnia.

- Księgowość przygotuje nową umowę. Kiedy kończy się twoje zwolnienie? – pyta rzeczowo Derek.

ooo

Stiles nie wie za bardzo co ma myśleć, kiedy Erica wpada do mieszkania i rzuca mu się na szyję. Nie bardzo nawet nadąża za tym, co mówi mała, bardziej skupiony na fakcie, że Derek Hale znajduje się na korytarzu z jego ojcem. Nie do końca jeszcze czuje się dobrze i może to przez stres, ale wszystko widzi w migawkach. Rozmowa z Hale'em jest dziwna, ale taka bardzo w stylu Dereka. Wie jedynie tyle, że nie dość, że nie jest bezrobotny to na stałe ma się zająć małą. I to jest jak spełnienie marzeń.

Erica zresztą trzyma go cały czas za rękę, jakby się obawiała, że on znowu gdzieś zniknie. Melissa zagaduje ją raz po raz z wprawą kobiety, która miała do czynienia w wieloma dziećmi w tym wieku. Tylko jego ojciec milczy i wgapia się w Dereka Hale'a ewidentnie niezadowolony.

Stiles pojęcia nie ma jakim cudem robi się tak późno, ale jego żołądek informuje go, że musi coś zjeść.

- Leki – rzuca krótko Melissa.

- Zażywasz coś? – dziwi się Derek.

- Powracające bóle głowy w takich przypadkach są normą – odpowiada Melissa. – To tylko proszki na migrenę – zapewnia, kiedy widzi zmartwioną minę Erici. – Stiles mówił, że ty też musisz jeść tabletki – ciągnie.

- Tak. Codziennie rano i wieczorem – informuje ją mała z poważną miną.

Melissa unosi kciuk do góry, jakby chciała powiedzieć 'dobra robota'. Erica prostuje się dumnie.

- Stiles zawsze jadł sporo tabletek, ale mam nadzieję, że nie narzekasz tak jak on – rzuca jego ojciec.

I to jest zdrada we własnym obozie, bo Erica zaczyna się śmiać.

- Nie – chichocze. – Jestem grzeczna. Nawet tata tak mówi.

- Tak – wtrąca Derek trochę skrępowany.

Stiles ma ochote mu powiedzieć, że tutaj nikt go nie pogryzie, ale to byłoby kłamstwo. Jego ojciec po prostu czeka. Szeryfów cechuje pewnego rodzaju cierpliwość. Polują na ludzi od lat i jest pewien, że tym razem to Derek jest tutaj zwierzyną.

- Podoba ci się mieszkanie z tatą? – pyta jego własny ojciec, jakby nie wiedział, że temat jest drażliwy.

Derek zresztą się spina wyraźnie.

- Tak, jest fajnie. Tata czyta mi wieczorami do snu. I rano robi śniadanie – tłumaczy Erica, jakby to były najważniejsze rzeczy w życiu. – I kupuje mi mnóstwo rzeczy. I przytula. I mówi, że mnie kocha – wymienia.

Derek edwidentnie jest skrępowany.

- To dobry tata – stwierdza jego ojciec.

Stiles nie daje się zwieść ani przez chwilę.

- Dobrzy ojcowie zawsze robią to co trzeba, żeby ich dzieci były szczęśliwe i bezpieczne – informuje wszystkich jego staruszek z komletnie udawanym entuzjazmem.

Stiles nie wie nawet co ma myśleć o tym, że jego ojciec grozi jego szefowi, ale Derek nie reaguje. Jego ojciec wydaje się jednak wyjątkowo zadowolony z siebie.

- Dobrzy ojcowie nie robią też głupot, żeby ich cudowne dzieci nie musiały się za nich wstydzić – rzuca, ponieważ on też może grać w tę grę.

Erica śmieje się radośnie, chociaż Stiles jest pewien, że nie załapała.