Stiles nie ma za bardzo ochoty wypuszczać Erici ze swojego mieszkania, ale robi się późno. I tak jest zaskoczony, że Derek został tak długo. Jego ojciec i Melissa wyszli w końcu, stwierdzając, że skoro ma opiekę, zajmą się tym, co robią zwykle w sobotnie popołudnia. Stiles sądzi, że to bingo. A jeśli nie – nie chce znać szczegółów.
Ochroniarz Dereka przyniósł wcześniej jedzenie zamówione w jakiejś restauracji i Stiles zbiera pudła ze stołu, bo nie ma nawet na tyle miejsca, aby Erica mogła rysować. W jego mieszkaniu zresztą kończą się kartki i Derek musi zdawać sobie z tego sprawę, bo patrzy na jego niewielki notatnik z dość dziwną miną.
- Myślę, że powinniśmy wrócić do domu i pozwolić Stilesowi położyć się spać – zaczyna Hale ostrożnie.
- Ale nie było jeszcze nawet bajki – mówi Erica i brzmi na naprawdę zbulwersowaną.
- Jestem dorosły. Nie muszę czekać na bajkę, żeby położyć się spać – wtrąca, ponieważ wie, że wyprowadzenie małej od niego będzie wymagało nie tylko słów Dereka.
Jego poparcie wydaje się działać cuda, bo Erica przestaje rysować na krótką chwilę i patrzy na niego długo, uważnie, jakby chciała go przejrzeć na wylot. Albo poznać odpowiedzi na wszystkie pytania tego świata.
- Zobaczymy się jutro? – pyta rzeczowo dziewczynka.
Stiles ma ochotę powiedzieć, że tak, oczywiście, ale prawdę powiedziawszy nie jest pewien. I kiedy zerka na Dereka, nie widzi w jego wzroku żadnej podpowiedzi. Hale w końcu wzrusza ramionami, jakby pozostawiał to jemu.
- Jasne – mówi zatem, bo ma dość mieszkania.
- I z tym panem i tamtą panią od ciastek też? – upewnia się Erica.
- Uhm, nie bardzo. Mój tata i Melissa chyba mają inne plany – wyjaśnia ostrożnie. – Ale kiedyś na pewno jeszcze się spotkacie. A Melissa przecież nauczyła cię nawet robić swoje tajne ciastka – przypomina jej.
Mała rozpromienia się na samo wspomnienie i właśnie o to mu chodziło. Nie chce dramatu przy rozstaniu.
ooo
Powrót do mieszkania nie jest łatwy. Erica traci humor z każdym metrem, gdy oddalają się od Stilesa i Derek też odnosi wrażenie, że traci odzyskaną świeżo energię. Isaac towarzyszy im w ciszy przez cały czas i pewnie zapomniałby o nim kompletnie, gdyby nie potrzebowali kogoś, kto dostarczy im jedzenie. Musi przyznać ochroniarzowi, że nie mrugnął nawet okiem. Pozostaje jeszcze tylko jedno.
- Stiles jest nowym opiekunem małej – informuje Isaaca, na wszelki wypadek, gdyby to nie było jeszcze oczywiste.
Ochroniarz przyjmuje to bez komentarza.
- W zasadzie będziesz towarzyszył im dwojgu – dodaje.
- Mają jakiś rozkład dnia? – pyta Isaac ciekawie.
I Derek waha się, bo jeszcze niczego nie ustalali, ale Stiles napomknął o lekcjach rysunku dla Erici i sam nosił się z tym przez długi czas. Trzymał małą blisko siebie dotąd i na pewno nie miałby kiedy sam zabierać ją na zajęcia. Stiles jednak byłby właśnie od tego i to zaczyna mieć realny kształt.
- To zostanie ustalone dopiero – mówi Derek. – Myślimy o lekcjach rysunku – dodaje, zerkając na Ericę, wgapiającą się w krajobraz za oknem.
Są już prawie na miejscu.
ooo
Nie spodziewa się, że Stiles zadzwoni do niego z samego rana następnego dnia, ale to chyba lepiej, bo Erica w chwilę później wpada do kuchni całkiem wybudzona i zapewne z kolejnymi pytaniami.
- Kiedy możesz być u nas? – pyta rzeczowo Derek. – Wyślę po ciebie kierowcę – zapewnia Stilesa, bo nie chce sobie wyobrażać nawet drogi metrem.
Nie jest pewien czy w jego okolicy w ogóle kursują autobusy.
- Będę gotowy zaraz – rzuca Stiles. – Myślałem o wyjściu na jakiś plac zabaw – dodaje chłopak.
Derek nie wie co innego mieliby robić. Nie wyobraża sobie ich zamkniętych znowu w jego mieszkaniu, które nagle zaczyna się wydawać klaustrofobicznie małe. Rozumie dlaczego rodzice wybrali posiadłość za miastem, ze sporym ogrodem, w którym mogli wybiegać się do woli. Erica nie wydaje się ograniczona przez przestrzeń mieszkania, ale tylko czeka na moment, kiedy mała będzie chciała wyjść jak normalne dzieci pobawić się na podwórzu. Tutaj nie ma huśtawek ani placu dla dzieci. Wszystkie piętra są zajęte przez ludzi relatywnie młodych, którzy bardziej martwią się o swoje kariery niż zegar biologiczny.
Nie wie jak daleko będą musieli wyjechać, aby znaleźć jakieś huśtawki, ale to nie problem z kierowcą czekając na jedno jego słowo. Zresztą Stiles nie wyjeżdża nawet do góry, po prostu wsiadają do samochodu i kierują się do najbliższego parku.
Isaac przygląda się Stilinskiemu z pewną dozą ciekawości. Są chyba w tym samym wieku, chociaż Derek nie miał kiedy przejrzeć CV ochroniarza. Przepaść wydaje się między nimi natomiast spora. Isaac z pewnością wie, że dobrze skrojony garnitur jest ważny w tej części miasta. Stiles woli koszulki i chociaż Derek widzi go tak po raz trzeci, wydaje mu się to bardziej naturalne dla niego. Na pewno o wiele lepsze do zabawy z dzieckiem niż jego własna marynarka, która tylko z nazwy jest sportowa.
Mała przepycha się jak najbliżej Stilesa, zaczynając mu opowiadać o śnie, który miała w nocy. I Derek jeszcze do niedawna zastanawiałby się dlaczego on nie jest pierwszym, który o tym słyszy. To jednak nie ma znaczenia. Stiles jest permanetnym elementem ich życia nie z przymusu, ale wyboru. I trochę jest mu lżej na samą myśl. Nie wie nawet dlaczego z tym tak walczył wcześniej. Chłopak jest serdeczny i energiczny. Ma w sobie jakiś dziwny pierwiastek dobra, w który Derek nie chciał początkowo uwierzyć. Dowody jednak przemawiały same za siebie i trudno mu się przed tym dłużej bronić.
Stiles jest dziwny – dochodzi w końcu do niego dlaczego od początku tak sądził.
- Lubisz huśtawki? – pyta Stilinski, takim tonem, jakby właśnie omawiali pokój na świecie.
- Tak! W Teksasie mieliśmy dużo huśtawek – mówi Erica i Derek nie może nie nadstawiać uszu.
Mała prawie nie wspomina o domu dziecka. Nie ma pojęcia czy to dobrze, czy to źle. Nie wie nawet czy to ważne i szybko przestaje się nad tym zastanawiać, bo jego kierowca parkuje na wolnym miejscu.
- Jedną chwilę – rzuca Isaac, zanim wysiada pierwszy.
Ochroniarz rozgląda się na boki, a potem spogląda na zegarek, jakby chciał ocenić maksymalne natężenie ruchu w tym miejscu. Stiles wydaje się mocno zaskoczony i kiedy patrzy na Dereka, do niego dociera, że jego tragiczne umiejętności społeczne znowu dały o sobie znać.
- Ochroniarz. Będzie wam towarzyszył od tej pory – wyjaśnia krótko. – Jeśli będziesz chciał coś zaplanować, poinformuj go – dodaje, bo nie wie, co jeszcze powiedzieć.
Isaac zresztą otwiera dla nich drzwi, nadal rozglądając się wokół. Stiles bierze za rękę Ericę, a Derek chyba po raz pierwszy nie czuje się, jakby w czymś przeszkadzał, bo druga dłoń małej splata się wraz z jego własną. Nie ma pojęcia co to za park, ale to nie jest specjalnie ważne, bo kierują się tam, gdzie większość dzieci z rodzicami. Śmiechy stają się coraz głośniejsze aż dochodzą do niewielkiego ogrodzonego niskim płotkiem terenu. Trawnik wokół i tak jest wydeptany, ale jak na Nowy Jork, to doskonale ciche miejsce. Przynajmniej nie słychać szumu samochodów.
- Mogę? – pyta Erica, spoglądając na niego jakoś dziwnie niewinnie, zanim zabiera swoją małą rączkę i wyrywa się do przodu.
Derek nie ma pojęcia czy nie powinien za nią pobiec, ale Stiles zatrzymuje się, zaplatając dłonie na piersi, kiedy obserwuje jej bieg. Celem są huśtawki, co nie powinno go dziwić, ale wciąż wokół znajduje się tak wiele osób, że nie może czuć się komfortowo. Isaac staje przy drugim wyjściu z placu zabaw, co pewnie jest jakimś środkiem zaradczym, odkąd oni obstawiają tą stronę. Derek niespecjalnie czuje się jednak bezpiecznie.
I dochodzi do niego, że nie tylko Erica jest pierwszy raz na zewnątrz. Nie był w parku od lat. Jego twarz była na pierwszych stronach gazet tak długo, że zapamiętano ją doskonale. Czasami nadal pojawia się w czasopismach, ale to przede wszystkim branżowe magazyny. I nawet wtedy stara się nie udzielać wywiadów.
Jest jednak nadal rozpoznawany, bo widzi zainteresowanie wokół siebie. Ludzie jeszcze nie skojarzyli jego twarzy z nazwiskiem, ale z pewnością zdają sobie sprawę, że skądś go znają. Na szczęście szum medialny obecnie jest tak wielki, że ma jeszcze drobną szansę.
- To zawsze tak wygląda? – pyta nagle Stiles.
Derek unosi brew, czekając na uściślenie.
- Ci ludzie – rzuca chłopak, patrząc wokół.
Derek zbija usta w wąską kreskę.
- Nie chciałem… - zaczyna Stiles niemal od razu, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że chyba przekracza jakąś niepisaną granice.
Derek uznałby to za następstwo uderzenia w głowę, ale Stilinski jest dzisiaj bez bandaża. I jakoś nie sądzi, że chłopak ukrywa w tych wąskich dżinsach pudełko z pastylkami na ból głowy. Zna też Stilesa na tyle dobrze, aby wiedzieć, że to jego normalny sposób komunikowania się ze światem. Chłopak ciągle brnie do przodu, chociaż bardziej przez sam fakt, że nie myśli o konsekwencji swoich słów.
Ktoś robi im zdjęcie z oddali i Derek stara się tego nie zauważać. Stiles spina się jednak i patrzy na niego z pewną obawą.
- Erica – zaczyna Stilinski.
- Dział PR zajmuje się tym – informuje go spokojnie. – Moje dziecko nie jest już tajemnicą. Nie było też dobrze strzeżoną tajemnicą, skoro ktoś próbował ją porwać – mówi cicho.
Zrozumienie na twarzy Stilesa jest jedynym czego potrzebuje.
- I tak jest zawsze – dodaje, bo to dopiero kilka minut, a już jest zmęczony.
- To musi być męczące – stwierdza Stiles i to nie jest tylko grzeczność.
- Nie wychodzę za często – przyznaje, chociaż Stilinski musi wiedzieć już, że jego życie obraca się wokół mieszkania i gabinetu.
Nie wychodzi nawet za często na spotkania. Większość petentów pojawia się u niego w biurze, licząc na spotkania z Boydem.
Stiles przez chwilę nic nie mówi i nie patrzy na niego. Derek jednak i tak czuje się rozbierany na części pierwsze przez niego. Słowa byłbyby lepsze. Przynajmniej wiedziałby o czym myśli chłopak. Pytanie o to jest zbyt intymne i ujawniłoby, że cokolwiek go interesuje to, co się dzieje w głowie Stilinskiego. Już teraz nie wie jak mają wyglądać ich relacje i ulżyłoby mu, gdyby mogli to z góry określić, a potem tego pilnować. Wątpi jednak czy coś podobnego jest możliwe w przypadku Stilesa.
ooo
Zainteresowanie, którym są otaczani, jest nieprzyjemne. Nikt nie podchodzi, bo pewnie ludzi odstrasza postawa Dereka. Stiles zaczyna rozumieć dlaczego Hale w ogóle przeważnie wydaje się tak spięty. Gdyby na niego patrzono w ten sposób, pewnie sam wyrobiłby sobie jakieś mechanizmu obronne. Nie do końca wie czy Derek przyciąga uwagę ze względu na swoją pozycję czy sprawę ze śmiercią rodziny, ale tak czy siak to cholernie nie na miejscu. I wie, że przez tych ludzi nie spędzą tutaj zbyt wiele czasu. Jak długo można wytrzymać szepty za plecami?
Erica rozmawia z jakimiś dziećmi w piaskownicy i może powinni kupić jakieś grabki i wiaderko, ale kompletnie o tym nie pomyślał wcześniej. Pomysł z placem zabaw przyszedł mu do głowy, kiedy dostrzegł jaka jest świetna pogoda. W Beacon Hills nigdy nie spędzali czasu zamknięci w czterech ścianach z ojcem. Ich całodzienne weekendowe wyprawy to najlepsze wspomnienia jakie ma z dzieciństwa. Ma ochotę spytać Dereka o to, co ludzie robią z dziećmi w Nowym Jorku, ale boi się trochę odpowiedzi.
Słyszał historie o wychowaniu przez nianie i guwernantki, ponieważ rodzice byli zbyt zajęci przez całe życie. Derek wspominał, że jego matka piekła ciastka, ale ryzyko, że znowu wpycha nos w nie swoje sprawy jest zbyt wielkie. Wie, że ludzie z zasady wolą wspominać te dobre rzeczy, a za wścibstwo uznają tylko, kiedy ktoś trafia w dziesiątkę. Dlatego nigdy nie pyta o Kate Argent. I nie wydaje mu się, aby kiedykolwiek miał odwagę zapytać.
Nie przypomina sobie, aby Derek mówił o niej po imieniu. I nie dziwi go to zbytnio. Temat jednak wróci, kiedy Erica dorośnie i on już tego Derekowi nie zazdrości.
Szepty za nimi stają się głośniejsze i ludzie nawet nie udają już, że nie robią zdjęć.
- Może powinniśmy wrócić? – proponuje.
Derek spogląda na niego, jakby nie miał pojęcia nawet skąd się to wzięło. Może Hale powinien zatrudnić kolejnego ochroniarza, który tym razem dbałby o jego bezpieczeństwo, tak dla odmiany. Stiles jest trochę zaskoczony, że Derek dawał sobie radę sam do tej pory. Chociaż z drugiej strony Hale pokonywał jedną krótką trasę z własnego domu do firmy i z powrotem. Jest samotnikiem do potęgi, ale ma swoje powody, w które Stiles nie wnika. Trudno mu jednak to ignorować.
Nie wie nawet czy facet spał przez ostatnie dni. Próba porwania Erici musiała się na nim odbić równie mocno, co na małej i jego własnym ojcu. Może przez to, że Hale jest przeważnie tak opanowany, dociera to do niego dopiero teraz. Nie widzi jednak niczego na twarzy Dereka, ani w jego posturze tym bardziej. A przecież stres powinien mieć jakieś ujście.
