Stiles czuje się dziwnie, kiedy wracają do mieszkania Hale'a. Isaac jest jak cień. Nie mówi nic przez cały dzień i Derek chyba jest przyzwyczajony do takich ludzi, bo wydaje się nie zauważać obecności ochroniarza. Stiles jednak pierwszy raz ma kogoś takiego obok siebie i nie wie jak powinien się zachować. Czy powinien traktować go jak powietrze? To trochę mu się nie podoba. Szczególnie, że Erica przygląda się facetowi ciekawie, pewnie też próbując rozgryźć co z nim zrobić.
Derek rozpina marynarkę, kiedy przepuszcza małą przodem. Mają kilka pudełek z cukierni, ale to raczej deser. A przynajmniej Stiles ma nadzieję, że nie zjedzą tego na obiad. Nigdy dotąd nie spędził w mieszkaniu Dereka tak dużo czasu. W sensie razem z Hale'em. Poprzednio starał się zachowywać tak, jakby go nie było, więc może mają coś wspólnego z Isaakiem.
Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Erica ciągnie go w stronę skórzanej kanapy, więc pozwala się tam zaprowadzić, bo łatwiej jest pozwolić decydować jej niż czekać na jakiś znak od Hale'a co ma robić. To skrępowanie, które czuł przeważnie przy mężczyźnie wraca na dobre. Zawsze był odrobinę zbyt nerwowy, ale trudno mu się dziwić. Derek już raz go zwolnił w przypływie emocji i trudno o tym zapomnieć.
Erica wrzuca jakiś kanał z bajkami i Stiles zamiera, bo Hale patrzy wprost na niego. Nie wie za bardzo co takiego jest we wzroku mężczyzny, że nie jest w stanie wytrzymać tego spojrzenia. Odwraca jednak głowę w stronę telewizora, udając, że kreskówki naprawdę go interesują.
- Co chcecie na obiad? – pyta nagle Derek.
- Zamierza pan wyjść z dzieckiem? – interesuje się Isaac.
Stiles chociaż się nie odwraca, czuje, że Hale sztywnieje.
- Nie – mówi krótko Hale. – Jesteś mi jednak potrzebny na cały weekend. Na końcu korytarza jest pokój, który możesz zająć – rzuca. – Obiad?
- Cokolwiek pan zamówi – odpowiada ochroniarz, zanim znika w środku mieszkania.
- Stiles? – pyta Derek.
Nie bardzo wie na co ma ochotę. Melissa przekarmiła go, chyba próbując poprawić mu humor. Najchętniej zjadłby burgera, ale to nie jest coś odpowiedniego dla dziecka.
- Cokolwiek pan chce – rzuca.
Derek wzdycha przeciągle.
- Skarbie, co chcesz na obiad? – pyta Hale.
Erica nie odrywa nawet wzroku od telewizora.
- Ciastka – odpowiada mała.
Stiles ma się ochotę roześmiać, bo Hale ma taką minę, że trudno się opanować. Najwyraźniej sam nie ma pomysłu. I pewnie to setna decyzja, którą musi podjąć w tym tygodniu. Trochę przerażający jest fakt, że Stiles widział go decydującego o wielomilionowych kontraktach i zwolnieniach pracowników. I nigdy nie wydawał się wahać.
Obiad jednak – podobnie jak dziecko przerasta go. I to jest trochę cudowne, bo istnieje rodzaj ludzi, który sądzi, że cokolwiek zrobi; to jest racja najwyższa. Derek Hale boi się jednak każdej najmniejszej pomyłki i wydaje się kwestionować swoją wiedzę na tematy, które są związane z wychowaniem małej.
- Słonko, nie możesz zjeść ciastek na obiad – prycha Stiles. – Co zjemy na deser? – pyta i udaje przerażenie.
Erica wydyma usta, jakby faktycznie to był problem.
- Co powiesz na warzywa? – proponuje i wstaje z kanapy, bo Derek ewidentnie obserwuje go teraz.
ooo
Przebywanie w towarzystwie Stilesa jest dziwnie łatwe. Chłopak wygląda tak prawidłowo w jego mieszkaniu, że coś go ściska w piersi. Erica czuje się nareszcie swobodnie w tej przestrzeni. I może ściany nie wydają się nawet jemu tak chłodne. Może sprawia to fakt, że Stiles uśmiecha się przez cały czas i ma w sobie coś łagodnego, co uspokaja ich wszystkich. Jego na pewno. Wie, że może Stilinskiego spytać o każdy idiotyzm i chłopak go nie wyśmieje. Wie też, że nie jest za to oceniany. W jego środowisku niewiedza oznacza przegraną. Przy Stilesie jednak nie czuje się tak, jakby ktoś polował na jego błąd.
Chyba po raz pierwszy od czasu pożaru, ma wrażenie, że jeśli upadnie, ktoś go podniesie. I nie wie co z tym zrobić.
Stilinski ma w sobie coś. Derek nie umie tego nazwać i to jest frustrujące. Denerwujące jest również to, że Erica wyczuła to w chłopaku wcześniej niż on odkrył. Powinien być przynajmniej odrobinę mądrzejszy od dziecka, które planował wychować.
Widzi jak oczy Stilesa robią się odrobinę większe na widok cen, które podesłała mu jedna z firm cateringowych zajmujących się dostarczaniem jedzenia do jego domu. Zapewne płaci sporo. Spodziewa się tego, bo to Nowy Jork. Jednak jego czas jest jeszcze droższy. Każda godzina urlopu kosztuje jego firmę dobre tysiące. Dlatego zawsze jest w pracy.
- Może ja coś ugotuje? – proponuje Stiles nagle.
- A potrafisz? – pyta wprost, ponieważ pieniądze to nie problem.
- Nie jestem Gordonem Ramsayem, ale radzę sobie – rzuca chłopak.
Derek nie ma pojęcia kim jest ten drugi facet i Stiles patrzy na niego zaskoczony.
- Gordon Ramsay to brytyjski kucharz. Jest taki program w telewizji… - zaczyna tłumaczyć Stilinski i urywa.
Derek niemal czeka na pytanie czy używa w ogóle tego wielkiego telewizora. Przeważnie ogląda jedynie kanały poświęcone biznesowi. A i to tylko włącza w tle, kiedy pracuje lub ćwiczy. Dopiero Erica zaczęła sprawdzać możliwości jego telewizora i był zaskoczony, że dawała sobie radę ze wszystkimi trzema pilotami. Dzieciaki teraz jednak szybko uczyły się nowych technologii.
- Więc nie gotuje jak kucharze w pięciogwiazdkowych hotelach, ale kiedy mama umarła, a tata pracował, to ja przejąłem naszą kuchnię – informuje go Stiles.
- Kucharze są nagradzani gwiazdkami Michelina – poprawia go automatycznie.
Stiles mruga, a potem na jego twarzy pojawia się rumieniec zawstydzenia. Derek prawie żałuje, że w ogóle otworzył usta. Chciał odbudować jakoś kontakt z chłopakiem. Ta cienka nić porozumienia, prawie nieistniejąca relacja, którą i tak zerwał bezsensownym zrywem emocji jednak wydaje się nagle nie do odzyskania. Nie wie nawet czy Stiles nie jest dalej na niego wściekły. Jest pewien, że Stilinski nie opuściłby Erici i to go uspokaja. Jednak przecież to nie ona zawaliła wtedy.
Nie bardzo wie, co zrobić teraz.
Przepraszanie jest chyba jeszcze gorsze od niewiedzy. To przyznanie się do błędu.
- Nie mam pojęcia co mam w lodówce – przyznaje, ponieważ gosposia robi dla niego zakupy dwa razy w tygodniu.
I kobieta została poinformowana przez Jennifer – jego sekretarkę – że powinna rozszerzyć listę o produkty dla dzieci.
- To nic – rzuca Stiles. – Zawsze mogę sprawdzić i skoczyć na zakupy. Na pewno znajduje się tutaj jakieś sklep…
Derek ma ochotę westchnąć przeciągle.
- Isaac! – krzyczy krótko.
Ochroniarz pojawia się w salonie niemal od razu.
- Weźmiesz od Stilesa listę zakupów. Kierowca będzie czekał przed budynkiem – mówi.
Widzi, że Isaac nie jest zadowolony, ale naprawdę nie ma ochoty na wychodzenie na zewnątrz. Do tej pory zapewne ich zdjęcia zaczynały pokazywać się w internecie. Nie uczestniczył w zbyt wielu wydarzeniach w mieście, omijał bale – nawet te, na których powinien był się pojawić. Nadal jednak wzbudza zainteresowanie i Erica zapewne miała stać się powodem tego, że znowu trafi na pierwsze strony.
Nie chce karmić plotek. A widzi już oczami wyobraźni artykuły o tym jaki papier toaletowy kupuje.
Wysłanie ochroniarza jest łatwiejsze i Isaac musi zdawać sobie sprawę, że faktycznie to ma sens, bo nie komentuje słowem, że powinien zostać razem z nimi w mieszkaniu.
- Chcesz gotować każdego dnia? – pyta Derek.
Stiles wzrusza ramionami, jakby nie był pewien.
- Chce pan, abym gotował każdego dnia? – odbija piłeczkę chłopak.
Nie wie. To jest kolejna rzecz, której nie wie. Domowy posiłek pewnie byłby lepszy od zamawiania gotowych potraw, ale to też czas stracony, którego sam nie ma. Nie wie też jak Stiles zamierza przygotowywać jedzenie i pilnować Erici, a to małą miał się zajmować przede wszystkim.
- Zatrudnię kucharkę – stwierdza, bo to jedyny logiczny ruch.
Stilinski wgapia się w niego przez krótką chwilę, a potem przygryza wnętrze policzka tak mocno, że to musi boleć.
- Nie gotuję aż tak fatalnie. Jakoś przeżyliśmy z moim ojcem kilka lat – rzuca chłopak.
Wydaje się urażony. A przynajmniej tak to odczytuje Derek.
- Nie o to mi chodziło. Chcę, żebyś zajmował się Ericą. Gotowanie rozproszy cię – wyjaśnia.
I Stiles mruga, jakby to była ta opcja, która nigdy nie przyszła mu do głowy. A potem uśmiecha się lekko, ciepło. Derek jeszcze nie rozszyfrował dotąd tej miny i wątpi, aby mu się to udało. Nie uczą tego na szkoleniach z zarządzania.
- To jest najmniejszy problem. Będziemy po prostu gotowali oboje. Erica i ja – zaczyna Stiles z entuzjazmem, który zaraża również jego.
I to jest dziwne, ponieważ nigdy nie był podatny na wpływy. Nie oswajał się łatwo z ludźmi nawet przed pożarem. Teraz trudno nazwać jego codzienne kontakty socjalizacją. Nie może jednak nie drgnąć, kiedy cała twarz Stilesa rozświetla się. Zaledwie wczoraj uzgodnili, że Stilinski wraca do pracy, a on już odnosi wrażenie, że jego życie jest lepsze.
Może to jakaś magia. Tylko, że on nie wierzy w nim podobnego. Słyszał jednak o charyzmie i to prawdopodobnie jej wina.
- Chcesz gotować z Ericą – stwierdza Derek, bo nie wie co o tym myśleć.
- Nie gotować pełnowymiarowo, ale mogłaby siekać warzywa albo obierać je. Melissa pokazywała jej jak zagnieść ciastka. Powinienem mieć gdzieś przepisy mojej mamy na lody czekoladowe – mówi Stiles coraz szybciej i ewidentnie w jego głowie tworzy się plan. – Moglibyśmy dzisiaj spróbować. Jeśli oczywiście to panu nie będzie przeszkadzało. Wiem, że Erica nie musi gotować…
- Nie – wchodzi mu w słowo Derek pospiesznie, wiedząc doskonale gdzie to zmierza. – Moja matka nauczyła nas gotować. To… to trochę jak tradycja rodzinna. Po prostu nie mam czasu – wyjaśnia, czując się trochę dziwnie.
- Musi pan dzisiaj wrócić do pracy? – pyta Stiles i nie ma w jego głosie cienia oskarżenia.
Jednak to w końcu niedziela. Nawet on nie jest tak szalony, żeby w weekend siedzieć w biurze. Zabrał dokumenty do domu.
- Nie – mówi krótko. – Dzisiaj nie. Może później. Mam kilka umów – wyjaśnia i nie ma pojęcia dlaczego się tłumaczy.
- Więc co pan powie na to, że ugotujemy coś razem. Coś prostego. Może naleśniki? Erica wybierze owoce, ubije śmietanę – planuje Stiles.
- Pomogę jej – rzuca Derek.
- Dokładnie – mówi Stilinski. – A potem popracuje pan, gdy zrobimy fort z poduszek – proponuje.
I to jest genialny pomysł. Jego dłonie wręcz mrowią. Od dawna nie robił niczego produktywnego per se. Rezultaty jego pracy są widoczne dopiero w kontraktach, w liczbach na koncie. Pamiętał jednak ile satysfakcji dawało mu, kiedy ugotował coś lepszego niż Laura. Jego ojciec uwielbiał pracować w drewnie, ale on nie miał do tego talentu. Nie chodziło o kwestie wyobraźni przestrzennej. Po prostu wolał rysunek.
Zdejmuje marynarkę i czuje się trochę jak idiota nawet, kiedy podwija rękawy koszuli. Nie ma fartucha, a jest pewien, że po gotowaniu z dzieckiem jego pralnia wystawi mu taki rachunek, że będzie niemiło zaskoczony. Nie wie nawet gdzie są konieczne im narzędzia. Wie, że mikser powinien się gdzieś znajdować, ale korzystał do tej pory wyłącznie z talerzy i szklanek. I to wszystko zostawało potem spakowane przez gosposię do zmywarki do naczyń. Jego kuchnia jest sterylnie czysta, bo nigdy jej nie używał.
Przypomina sobie mieszkanie Stilesa. Niewielkie, schludne, pełne życia. Po prostu zamieszkałe. Wie, że to nie kwestia koca przerzuconego przez kanapę czy nierówno ułożonych butów przy wejściu. Nie ma pojęcia jak sprawić, aby i jego mieszkanie tętniło życiem, ale trzymanie w nim Stilinskiego jest dobrym początkiem. Powietrze wydaje się wibrować od energii i jest dość zaskoczony, kiedy o wiele później widzi jak Stiles połyka jedną z tych tabletek, którą widział dobę wcześniej w rękach Melissy.
- Ból głowy? – pyta.
Stiles przykłada palce do czoła i masuje skroń mocno, szybko. A potem bierze głębszy wdech, zanim spogląda ponownie na niego.
- Przechodzi – rzuca Stilinski.
- Co lekarz mówił na ten temat? – interesuje się Derek.
- Powinienem unikać uderzeń w głowę w najbliższym czasie – odpowiada Stiles i wydaje się mówić poważnie.
Jakby cytował swojego lekarza.
- Potrzebował do tego studiów? – pyta Derek.
Stiles przez chwilę patrzy na niego, jakby nie załapał. A potem prycha, co jest czymś nowym. Derek pierwszy raz słyszy ten dźwięk wydawany przez chłopaka. Dopiero po chwili do niego dociera, że zażartował pierwszy raz od wielu lat.
Nie wie jak to się stało. Stara się tego nie analizować za bardzo, ponieważ przecież każdy ma prawo do żartów. To nie jest coś, co wychodzi poza normę, ale to nie jest coś, co on po prostu robi. Rozmawia z Boydem i nie prowadzi jedynie poważnych konwersacji, ale sarkazm u niego to nowy element.
Przestaje go to martwić niemal natychmiast, gdy dochodzi do niego, że Stiles przechodzi nad tym do porządku dziennego. A potem dociera do niego coś zupełnie innego i chyba jeszcze bardziej przerażającego. Dzisiaj właśnie przeprowadził ze Stilesem całkiem normalną rozmowę, która tylko po części dotyczyła Erici.
