Stiles nie wie jak ma wyglądać teraz dokładnie jego praca. Podejrzewa, że skończył z wprowadzaniem danych, ale to wcale nie powiada mu co dalej. Nie jest pewien nawet czy powinien mieć na sobie jutro garnitur. Ani gdzie i o której się widzą. Kiedy żegnał się z Ericą i Derekiem kilka godzin wcześniej, nie przeszło mu przez myśl, aby spytać. To po prostu był tak miły dzień, że opuścił gardę. Co było dziwne, bo Hale sprawiał, że wszystko w nim się spinało. Uważał bardziej na to co mówi i na to co robi.

Najgorsze jest to, że rzeczy z jego biurka z pracy nadal znajdują się w tekturowym pudle. Nie potrafił się zmusić do tego, aby pójść do kadr samemu. Wysłał ojca jak tchórz. Z drugiej jednak strony nie miał się tam z kim żegnać. A jego głowa nadal bolała czasami.

Tak jak teraz.

Podnosi komórkę, bo w zasadzie nic innego mu nie pozostało. To trochę idiotyczne. Powinien był pamiętać, aby spytać o rzeczy tak oczywiste, ale kiedy był z Ericą, mała pochłaniała całą jego uwagę. Podobnie jak Derek, który chyba powoli zaczynał się z nim oswajać. A przynajmniej nie wyglądał już, jakby nienawidził go z całego serca.

- Proszę – słyszy w słuchawce i bierze głębszy wdech.

- Tutaj Stiles, panie Hale – rzuca i natychmiast czuje się jak idiota, bo Derek pewnie o tym wie.

Na ekranach wyświetlają się przecież numery.

- Chciałem spytać gdzie powinienem jutro być – wyjaśnia szybko i to brzmi idiotycznie nawet w jego uszach. – To znaczy, gdzie zajmuję się Ericą…

- Muszę wrócić do pracy – wchodzi mu w słowo Derek i Stiles odczuwa cholerną ulgę.

Nie jest w stanie prowadzić inteligentnych konwersacji z tym mężczyzną. Nie ma pojęcia dlaczego. Może chodzi o sam fakt, że Derek Hale roztacza wokół siebie aurę władzy, która redukuje go. Stiles przeważnie nie miewa problemów z poczuciem własnej wartości. W końcu wytrzymał z tymi wszystkimi ludźmi w pracy przez te parę lat. Derek go jednak nie obraża, a przynajmniej nie specjalnie. Stiles jednak pamięta wzrok tego faceta, kiedy spotkali się po raz pierwszy. I jak bardzo malutki się wtedy czuł.

Trudno to wrażenie zapomnieć, chociaż teraz już wie, że Hale ma więcej niż jedno oblicze.

- Nie pracujesz już dla Boyda – ciągnie dalej mężczyzna. – Chcę, żebyś skupił się w pełni na Erice.

Stiles doskonale to rozumie. W końcu to faktycznie już ustalili.

Zapada nieprzyjemna cisza i odnosi wrażenie, że powinien coś wtrącić, ale nie ma pojęcia co. Po drugiej stronie słyszy długie, niemal bolesne westchnienie.

- Nie chcę jej na razie spuszczać z oka – przyznaje Derek tak szczerze, że pewnie musiało go to wiele kosztować.

- Wiem – mówi Stiles, ponieważ to akurat nie jest zaskakujące.

Sam nie czuł się najlepiej nie wiedząc co z małą po całym zajściu. A nie jest jej ojcem. Jest wynajętą opieką. Zdaje sobie z tego doskonale sprawę, ale jego własny ojciec ma rację – zżył się z tą dwójką. Nie jestem pewien czy to dobre.

- Chciałbym, żebyśmy wrócili do starej rutyny, gdzie siedzicie w moim gabinecie. Wiem, że to nie może potrwać wieczność – wzdycha Derek. – Po prostu na razie.

- Powinna wiedzieć, że jest pan przy niej – odgaduje w lot Stiles.

- Tak. Szukałem zajęć z rysunku – dodaje Hale. – We środę moglibyśmy sprawdzić kilka szkół. Poinformuję Isaaca o waszym planie. Potem będziesz musiał to organizować sam…

- Mogę rozpisać panu gdzie będziemy i o której – wchodzi mu w słowo, bo nie może się powstrzymać. – Coś podobnego robiłem podczas praktyk w szkole. Mógłbym też Ericę powoli wprowadzać do zajęć, które miałaby, gdyby zaczęła ten rok.

- To jest bardzo dobry pomysł – mówi Hale i Stiles słyszy coś na kształt entuzjazmu w jego głosie.

A to z kolei sprawia, że i jemu humor się poprawia.

- Możemy przedyskutować zajęcia – ciągnie dalej Stiles. – Jeśli myślał pan o zajęciach sportowych albo tanecznych…

- Erica czasem zaczyna śpiewać, kiedy zaczynają się te piosenki dla dzieci w telewizji – zaczyna Hale.

- Tak? – dziwi się Stiles, bo jemu to akurat umknęło. – Jest dobra? – pyta wprost.

Słyszy coś, co brzmi całkiem jak prychnięcie, co nie jest do końca możliwe, bo Derek Hale nie prycha.

- Nie – odpowiada krótko mężczyzna.

I pojawia się kolejne prychnięcie.

- No cóż. To może lepiej zostańmy przy rysunku – proponuje Stiles.

- Tak będzie najbezpieczniej – przyznaje Hale. – W mojej rodzinie jesteśmy antytalentami muzycznymi. Nie pokładałem w tym wielkich nadziei – dodaje.

Stiles ma ochotę się zaśmiać.

- Kiedyś postanowiłem zostać sławnym perkusistą – wyznaje.

- I jak to się skończyło? – pyta ciekawie Derek.

- Mój ojciec dostał wezwanie w środku nocy, że ktoś pod naszym adresem zakłóca nocną ciszę. Był prawie pewien, że urządziłem imprezę. A tak naprawdę ćwiczyliśmy z moją koleżanką. Ja grałem, a ona śpiewała. Cudem nasze szyby nadal były w oknach – mówi i nie może nie zaśmiać się krótko na samo wspomnienie. – Jestem pewien, że wszystkie psy w okolicy wyły na dźwięk głosu Lydii – przyznaje. – Co nie jest ważne, bo nie dostała się na MIT na stypendium muzycznym.

Jest niemal pewien, że słyszy przytłumiony śmiech, ale to mogą być halucynacje. W końcu nie bardzo wyobraża sobie jak wygląda twarz Hale'a, kiedy ten nie jest zestresowany. I co gorsze, nagle dochodzi do niego, że rozmawia z Derekiem, jakby byli dobrymi znajomymi. I pewnie nie powinien był w ogóle zaczynać nazywać Hale'a jego imieniem w swojej własnej głowie. To od niej zaczynały się w końcu wszystkie kłopoty.

To trudne jednak pamiętać, że powinien się pilnować, kiedy ma do czynienia z najlepszym słuchaczem we wszechświecie.

- Uhm – wyrywa mu się. – W zasadzie panie Hale chciałem spytać czy jutro mam przyjść w garniturze – mówi wprost, bo sam do tego na pewno nie dojdzie.

Zapewne istnieją styliści w tym mieście, ale jego na nich nie stać. I nie chciałby zobaczyć miny kogoś tak obznajomionego z miastem, kiedy spytałby jak powinna wyglądać idealna opieka dla dziecka prezesa jednej z większych firm w mieście. To pewnie wylądowałoby na pierwszych stronach gazet.

- W garniturze? – powtarza za nim Derek i wydaje się trochę zaskoczony. – Nie. Nie pracujesz dla Boyda – przypomina mu. – Nie obowiązuje cię żaden dress code firmy.

Stiles wzdycha ciężko, bo to nadal nie jest odpowiedź na jego pytanie. On po prostu nie wie w czym ma się pokazać.

- W pana gabinecie bywają goście… - zaczyna ostrożnie.

- Zajmujesz się opieką nad moim dzieckiem. Erica nie będzie chodziła w białych koszulach i wyprasowanych spódniczkach, jeśli są niewygodne. Ma się bawić – mówi Hale i brzmi to tak, jakby wydawał rozkaz.

Stiles mimowolnie się prostuje, bo ten ton Dereka doskonale zna. To głos, którego Hale używa podczas tych nielicznych przemówień do pracowników. Firma przeżywała kryzys po tym jak w tragicznych okolicznościach stracono poprzedniego prezesa – ojca Dereka. Wszyscy jednak uwierzyli następcy, że to tylko tymczasowe trudności właśnie dlatego, że Hale doskonale przemawia.

Stiles osobiście sądzi, że to trochę straszne. Nie wyobraża sobie odpowiedzialności, która spoczywa na tych barkach. I im dłużej przygląda się facetowi, tym bardziej dochodzi do niego, że Derek nie jest wcale wiele starszy od niego.

ooo

Nie ma pojęcia jakim cudem rozmawiał ze Stilesem ponad godzinę. Telefon jest to coś, czego używa każdego dnia. Jego konwersacje jednak nie trwają dłużej niż kilka minut. Dochodzi do niego, że to kolejna odskocznia od normy dopiero, kiedy orientuje się, że ma osiem nieodebranych połączeń od Boyda. Jak to przegapił – nie ma pojęcia. Jest jednak tak odprężony, że samo to uczucie sprawia, że się mimowolnie spina.

- Boyd – rzuca krótko na powitanie.

- Rozmawiałeś z Tokio? – pyta mężczyzna i wydaje się lekko zaskoczony.

- Nie. A co jest nie tak z Tokio? – martwi się niemal natychmiast.

- Nic. Załatwiłem wszystko – odpowiada Boyd.

Derek słyszy niewypowiedziane pytanie 'to z kim rozmawiałeś'. Tylko Japończycy z ich tradycjami rozmów wymuszają na nim długi kontakt telefoniczny. Derek tego nienawidzi, ale czasami musi zagrać według cudzych zasad.

- Rozmawiałem ze Stilesem – przyznaje w końcu, bo Boyd uparcie milczy.

I jego przyjaciel nadal nie mówi ani słowa, co jest irytujące. Derek nie chce się czuć winny, że zamienił z kimś dwa słowa. Stiles ma opiekować się jego dzieckiem. Muszą rozmawiać. Nawet, jeśli to nie do końca jest wymiana zdań zgodna z protokołem. Derek zresztą nie wiedziałby jak powinna wyglądać taka rozmowa. Erica to jego jedyne dziecko. Nie zatrudnił innej opiekunki, chociaż to nie jest prawda. Było przecież kilka, ale one do niego nie mówiły. Nie wyrażały swojego zaniepokojenia Ericą. Zainteresowania również. Może dlatego od samego początku wiedział, że coś jest z nimi nie tak.

To też trochę idiotyczne wymagać od obcych ludzi angażowania się. Interesować się dzieckiem powinna rodzina. I Derek naprawdę chce poświęcać jej każdą minutę swojego czasu, ale nie może. Na tym polega cholerna dorosłość. Erica nie ma też matki. I Derek wątpi, aby miała jakąś mieć. Musiałby się zacząć interesować ludźmi, a ani tego nie chce, ani tego nie widzi. Nie wątpi też, że jako kawaler z dzieckiem nie jest też zbyt wysoko na rynku singli. Podejrzewa, że pieniądze plasują go i tak dość wysoko. I jednocześnie wie, że to największy problem.

Ktoś zainteresowany pieniędzmi, nie będzie interesował się Ericą.

- Moja córka fałszuje, kiedy śpiewa – informuje Boyda.

Nie jest zaskoczony, kiedy nie otrzymuje żadnej odpowiedzi od razu.

- Dobrze się czujesz? – pyta jego przyjaciel.

- Nie wiem – przyznaje i wzdycha. – Nie wiem czy się dobrze czułem od czasu pożaru, ale czuję się lepiej – dodaje.

Zaskoczenie promieniuje od Boyda nawet przez słuchawkę. Może jego przyjaciel sądzi, że Derek właśnie przechodzi długo wyczekiwane załamanie nerwowe. Możliwe, że tak faktycznie jest. Sądził, że Kate go złamała. Na pewno zmieniła jego życie w sposób niewyobrażalny żadną ludzką miarą. Nie sądził, że się z tego podniesie, ale praca zmuszała go do funkcjonowania. To ona go uratowała. I to praca teraz go niszczy.

Nie wątpi, że Boyd to rozumie. I może widział to przez cały ten czas.

- Nie powinieneś jej zapisywać na zajęcia ze śpiewu – mówi mężczyzna nagle. – Będzie jej przykro – dodaje.

- Tak samo myśli Stiles – informuje go. – Myślimy o rysunku.

- Mówiłeś, że jest świetna w tym, chociaż nie pojmuję o co chodzi. Dla mnie to nadal krzywe kreski – tłumaczy Boyd.

- Chodzi o proporcje – wyjaśnia Derek. – Jest w tym dobra. Widzi to. Kobiety przeważnie mają słabiej rozwiniętą wyobraźnię przestrzenną. Dlatego to my mamy wyczucie kierunku. Laura tego nienawidziła. Zawsze gubiła się w lesie – ciągnie. – Erica znajdzie się wszędzie, gdzie będzie chciała.

Nie wie nawet dlaczego to powiedział. I jest nagradzany tą pełną skrępowania ciszą, której nienawidzi. Dlatego nie mówi o rodzinie. Nigdy. Nikt nie wie jak na to reagować. Chociaż to też nie jest całkiem prawda. Erica chce słuchać. Stiles nie zabrania mu mówić, a w zamian dzieli się wspomnieniami z własnego dzieciństwa. Taka wymiana jest uczciwa. Nie liczy jednak na coś podobnego ze strony Boyda. Nie wie czy to nie oznacza czasem, że Stiles stał się nagle jego przyjacielem. Chociaż to nie jest możliwe. Znają się zbyt krótko.

Nie wie czym jest Stiles. Chłopak jest dziki i dziwny.

- Masz jakąś sprawę do mnie? – rzuca pospiesznie.

- Chciałem się upewnić czy na pewno będziesz jutro w pracy. Ten tydzień był ciężki – mówi Boyd.

- Mam umówione spotkania – informuje go. – Nie możemy stracić kolejnego dnia.

- Wiem – rzuca Boyd. – Nie musisz jednak robić niczego sam. Nie wiem czy nie byłoby rozsądniej, abyś się wycofał na trochę. Kiedy Tran chce, abyś wydał oświadczenie?

- Tran chce zrobić przeciek do prasy o tym, że próbowano porwać Ericę, aby to przekuć na coś dla nas – wyznaje, bo ten pomysł mu się nie podoba.

Nie wie jednak co innego zrobić z faktem, że celowano w niego za pomocą córki. A ta firma to on. Nie mogą pozwolić na to, aby akcje ponownie spadły. To nie jest czas, aby być tak nieostrożnym. A jednocześnie – po prostu nie chce o tym mówić. Ten strach nadal nie minął. I wie, że Stiles czuje podobnie. W końcu widział jak chłopak rozglądał się wokół placu zabaw, gdy byli w parku.

- To rozsądne – stwierdza Boyd.

Idealne zagranie, aby podbudować wizerunek firmy. Może nawet on sam na tym zyska. Tran jest świetna. Może dlatego trochę jej nie lubi. Zastanawia się nad tym jak to się odbije na Erice. Jak wiele z tego zrozumie. Nie oglądają wiadomości, ale mała nie będzie zawsze odcięta od mediów. W końcu pójdzie do szkoły i wmiesza się pomiędzy dzieci osób, które czasami są jego wrogami. Nie chce zastanawiać się nad tym, co będą jej mówić, kiedy on nie będzie mógł jej ochronić.

Wie, że nie dostanie tych odpowiedzi od Boyda. Jest jednak trochę późno, aby dzwonić z powrotem do Stilesa.