Stiles nie wyszedł z pokoju cały dzień, omijając wykłady, na które specjalnie przeleciał pół kraju. Oficjalnie chłopak już wypełnił swoje obowiązki, ale akurat ta część wyjazdu miała należeć do tej przyjemnej. Chociaż Derek nie widział nic fascynującego w wykładach pod tytułem „Behawioryzm we współczesnej kryminologii". Liczył, że Erica przejmie akurat tę część ich obowiązków i obaj z Boydem będą mogli zająć się koordynacją pozostałych działań.

Wieczór nadszedł wyjątkowo szybko, więc zameldował, że zmiana pojawiła się na miejscu, a sam udał się do swojego pokoju, piętro niżej. Nie przebierał się nawet, ale ściągnął zegarek, który dostał wraz z wyposażeniem. Nie był pewien czy jest w nim zainstalowany stały podsłuch, ale nie zamierzał ryzykować.

Prawie godzinę później zapukał do pokoju i, gdy nie usłyszał odpowiedzi, skorzystał z uniwersalnego klucza, ignorując zaciekawione spojrzenia jego podwładnych.

- Hej, mówiłem, że nie chcę nikogo widzieć – warknął chłopak, nie odwracając się nawet w jego stronę.

Stilinski miał na sobie koszulkę z logo Harvardu i szerokie spodenki gimnastyczne, które przerażająco podkreślały jego szczupłe długie nogi.

- A ja mówiłem już, że jeśli ktoś wślizguje się do pokoju, powinieneś chociaż sprawdzić kto to – odparł Derek zanim zdążył się powstrzymać i Stiles powoli odwrócił się w jego stronę z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.

- Poważnie, agencie Hale? Według moich informacji twoja zmiana skończyła się jakieś półtorej godziny temu – przypomniał mu Stiles.

- Jestem tutaj półprywatnie – odpowiedział, podchodząc bez zaproszenia do kanapy.

Usiadł na miękkiej skórze i postawił na szklanym stoliku butelkę ciemnego alkoholu.

- Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci usiąść – mruknął pod nosem Stiles.

Derek ugryzł się w język, a potem sięgnął po jedną ze szklanek i nalał sobie odrobinę alkoholu. Stilinski obserwował go kątem oka, czekając na jakąkolwiek podpowiedź, więc rozejrzał się po pokoju odrobinę zdenerwowany. Nie potrafił rozmawiać z ludźmi, a coś takiego jak nawiązanie dialogu ze Stilesem po prostu było niemożliwe nawet dla tych, którzy przeważnie byli empatyczni. Chłopak nigdy nie trzymał się określonych schematów i nie można było przewidzieć jego reakcji na cokolwiek.

- Dostałem telefon od twojego ojca – zdecydował się na szczerość.

Brew Stilesa uniosła się odrobinę, jakby czekał, aż Derek powie coś bardziej interesującego.

- Mógłbym ci teraz wcisnąć pogadankę, że jak nie ona to inna. Albo mógłbym ci powiedzieć, że kiedyś trafisz na szczerą dziewczynę, która nie wykorzysta cię dla pięciu minut sławy, ale prawda jest taka, że będzie tylko gorzej – odparł Derek popijając odrobinę ze swojej szklanki.

Stiles uśmiechnął się szeroko, a potem – ku przerażaniu Hale'a – zaczął chichotać jak opętany. Oczywiście nie mógł zareagować jak żadna z normalnych osób, które Derek znał. Nie, żeby Hale spodziewał się czegoś innego.

- Oddzwoń do mojego ojca i powiedz mu, że poprawiłeś mi humor – poinformował go Stiles. – Empatia w twoim wykonaniu musi być zabójczą bronią. Już wiem, co robiłeś na tych wszystkich tajnych misjach, wpędzałeś ludzi w depresję – dodał rozbawiony i Derek nie mógł się powstrzymać przed lekkim uśmiechem. – Agencie Hale, czuję się doskonale. To ja zerwałem z nią i zrobiłem to z całkiem innych powodów, niż szmatławce dociekają – odparł nagle całkiem poważnie. – Możesz spokojnie udać się z powrotem do swojego eremu i planować jak ty i twoja mała wataha zamierzacie przetransportować mnie bezpiecznie na drugi koniec kraju – poinformował go i wbił wzrok z powrotem w telewizor.

Derek nie drgnął jednak, obserwując cienie pod oczami chłopaka. Już wcześniej zauważył, że Stiles wbrew pozorom nie należał do najbardziej otwartych osób. Pod pozorami śmiałości i bezczelności ukrywał się w końcu wychowany w małym miasteczku syn szeryfa, którego matka zmarła bardzo wcześnie. Derek czytał jego akta i był pewien, że Stiles widział jego teczkę.

- Dlaczego nie wpuściłeś wczoraj Scotta? – spytał cicho Derek.

Stiles zesztywniał na kanapie, a potem spojrzał na niego chłodno.

- Teraz jesteśmy nagle po imieniu? – zakpił chłopak.

Derek sięgnął po drugą szklankę i napełnił ją bez słowa alkoholem, a potem podał ją Stilinskiemu.

- Jestem z Teksasu. U nas zawieramy przyjaźnie przy whiskey – poinformował go bez wahania.

Stiles nie wyciągnął jednak ręki.

- Jestem niepełnoletni – poinformował go chłopak.

- Jeszcze dwa albo trzy miesiące – odparł Derek. – Poza tym siedzisz tutaj z jednym z agentów twojej własnej ochrony na prośbę twojego ojca. Ja mu nie powiem – parsknął, bo czuł już, że whiskey rozlewa się ciepłem po jego ciele.
Stiles wziął od niego szklankę, a potem ostrożnie upił odrobinę i skrzywił się wyraźnie.

- Co to jest? – spytał zdezorientowany.

- Teksańska whiskey – odparł Derek z lekkim uśmiechem.

- Polujecie też gołymi rękami na niedźwiedzie? – spytał retorycznie chłopak. – Zresztą nie odpowiadaj. Jestem pewien, że z tymi mięśniami na pewno masz nie jednego na sumieniu.

Derek uśmiechnął się krzywo.

- Złapałem kiedyś rybę gołymi rękami, ale żadna z nich nie miała ostrych zębów i pazurów – odparł i Stiles przewrócił oczami. – Derek Hale – przedstawił się, gdy chłopak wziął głębszego łyka ze swojej szklanki.

- Stiles Stilinski – odparł tamten i uścisnął jego dłoń pewnie. – Teraz się upijemy? Zagramy w pokera, a potem pozwolisz palić mi cygara?

- Przykro mi, ale nie zabrałem kart i cygar – przyznał, a potem w ciszy zaczął sączyć alkohol.

Nie widział Stilesa pijącego, więc sądził, że wiele nie zajmie wprowadzenie go w bardziej szczery nastrój. Nie zamierzał upić chłopaka do nieprzytomności, ale zmusić do wygadania. Tak jak Peter postąpił z nim kilka lat wcześniej.

- To właśnie w tobie uwielbiam najbardziej. Jesteś taki rozmowny – zakpił Stiles. – Nachodzisz ludzi o nieludzkiej porze, a potem siadasz sobie na ich kanapach bez zaproszenia i wypijasz coś, co smakuje jak bimber, który pędził dziadek Scotta.

- Nie obrażaj mojego rodzinnego alkoholu. Szukałem butelki przeszło dwie godziny w tym cholernym mieście – warknął Derek, ale nie czuł się tak naprawdę urażony.

- Poważnie? Smakuje ci to? – zdziwił się Stiles.

- Może źle to pijesz – mruknął pod nosem Hale. – Weź łyk i nie połykaj od razu, ale rozprowadź whiskey po języku – poinstruował go, a potem z zaskoczeniem stwierdził, że Stiles patrzy na niego z szeroko otwartymi oczami.

Stilinski szybko dopił do dna whiskey i zwinął się po drugiej stronie kanapy.

Rumieniec, który pojawił się na twarzy chłopaka sięgał bardzo nisko, ale Derek nie był wstanie tego dostrzec przez materiał koszulki. Był jednak pewien, że jak każdy z tak jasną cerą Stilesa na pewno sięgał bardzo daleko. Były takie chwile, gdy nawet z chęcią zobaczyłby ten rumieniec na własne oczy.

Chłopak nalał sobie całkiem sporą porcję, a potem pospiesznie wrócił na swoje miejsce. Milczenie stało się o wiele bardziej komfortowe niż Derek sobie wyobrażał. Stiles jednak potrafił zachować ciszę, co wydawało się zadziwiające biorąc pod uwagę fontanny słów, które przeważnie wylewały się z jego ust. Może to whiskey działała właśnie tak na niego?

Byli prawie w połowie butelki i Derek zaczął zastanawiać się czy Stiles zaraz nie upadnie pod stół, ale chłopak wydawał się całkiem przytomny.

- Nie plotkujesz – stwierdził w pewnym momencie Stilinski, a skoro nie było to pytanie to Hale nie zamierzał też odpowiadać. – Skoro i tak jutro wszystko będzie w prasie… - westchnął jakby dopiero podjął decyzję. – Rozmawiałem dzisiaj rano z Melissą McCall, która dowodzi gabinetem taty. Nie zawsze orientuję się jak moje prywatne życie wpłynie na sondaże i tak dalej, więc mam jej numer w podręcznym wybieraniu – poinformował go Stiles.

Derek nie musiał nawet pytać czy chłopak ma wielu przyjaciół. Dostał dossie każdej osoby, z którą Stilinski się często kontaktował, a była to jedna z najuboższych teczek, które widział. Ale i bez tego wiedział, że chłopak był po prostu samotny.

- Chodzi o to, że jutro będę musiał wejść na mojego bloga i dodać krótki filmik, w którym opowiem o mojej orientacji seksualnej. Mój ojciec już wie – uprzedził chłopak, gdy Derek zrobił zaskoczoną minę. – Nie wiem jak jest tam pomiędzy wami agentami. Czy dalej będziecie w miarę uprzejmi czy coś… Wiem, że większość z was to samce alfa albo coś… - dodał machając ręką jakby chciał podkreślić 'coś'.

- Nie będzie z tym problemu, Stiles – uspokoił go Derek po raz pierwszy używając imienia chłopaka i ten spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.

- Wiem, że nikt nie zachowa się nieuprzejmie w stosunku do syna Prezydenta, agencie Hale – zaczął Stilinski.

- Derek – poprawił go odruchowo i Stiles się uśmiechnął.

- Derek – powtórzył chłopak, jakby rozsmakowując się w tym słowie. – Nie lubię nieszczerości. Jeśli ktoś miałby z moją orientacją jakiś problem, powinien przenieść się gdzie indziej – urwał, dopijając resztę alkoholu ze swojej szklanki.

Derek przez chwilę analizował to co powiedział mu Stiles, a potem nagle wszystko zaczęło układać się w jego głowie.

- Boisz się powiedzieć Scottowi, bo myślisz, że cię odtrąci – stwierdził Hale.
Stiles nawet nie starał się zaprzeczyć.

- Scott jest dla mnie jak brat, ale… - urwał chłopak.

- Więc mu to powiedz. McCall potrafi był tłukiem, ale oddałby za ciebie życie – zauważył Derek i Stiles uśmiechnął się pod nosem.

- O tak. McCall jest tłukiem – powtórzył chłopak rozbawiony nagle. – Powiedz mi, Derek, skoro już rozkładamy na czynniki pierwsze moje życie uczuciowe albo w tej chwili jego dojmujący brak, dlaczego taki zdolny agent został przydzielony do niańczenia dzieciaka. Jesteś ode mnie o sześć lat starszy. Nie powinieneś ratować świata? – spytał ciekawie.

- Niesubordynacja – odparł mężczyzna rozsiadając się wygodniej. – Rodzinna cecha wrodzona Hale'ów. Tajna misja, która poszła nie całkiem po myśli dowództwa – dodał ogólnikowo.

Stiles zmarszczył brwi, a potem obrócił dłonią w powietrzu w sugestywny sposób, który mówił jasno nawijaj.

- Nie ma tego w mojej teczce, bo to naprawdę tajna misja, ale mogę powiedzieć tylko, że zrobiłem zamieszanie, którego nie wliczono w koszta, wracając z odbitym agentem, który wcale nie miał się znajdować tam, gdzie go znalazłem – odparł i Stiles przewrócił oczami.

- Jeśli odbiłeś kogoś z rąk wroga to raczej powód do dumy – podsumował Stilinski.

- Nie, jeśli to był agent brytyjski, do którego MI6 się nie przyznaje – oznajmił mu, przypominając sobie kilka naprawdę długich godzin, które spędził u przełożonego.

Stiles parsknął rozbawiony, a potem niemal wsiąkł w kanapę, podwijając pod siebie nogi. Musiało być już dobrze po północy, ale Derek nie sądził, żeby to była odpowiednia pora do tego, aby iść spać.

- Uważasz, że jako gej jestem niemęski? – spytał Stiles nagle, kompletnie go zaskakując.

- Nie jestem dobrą osobą do odpowiadania na takie pytania – odparł całkiem szczerze Derek.

- Jesteś samcem alfa. Mordujesz ryby gołymi rękami – przypomniał mu ze śmiechem.

Derek przewrócił oczami, a potem uśmiechnął się szeroko, gdy zdał sobie sprawę, że takich informacji nie było w jego dossie.

- Jestem biseksualny – odparł Hale rejestrując szok Stilesa. – Więc to pytanie naprawdę nie jest do mnie. Myślę jednak, że cudzą męskość określa charakter i duch, a nie mięśnie i refleks, który jest potrzebny przy łapaniu gołymi rękami ryb – zakpił.

Stiles uśmiechnął się lekko.

- Na przykład agent Reyes ma większe jaja niż większość drugiej zmiany – ciągnął dalej Derek nie mogąc się powstrzymać.

- Agencie Hale! – parsknął Stiles udając, że jest wstrząśnięty, a potem zaczął się śmiać i chyba nie mógł przestać, bo zsunął się na podłogę i tam już został.

Derek doszedł do wniosku, że alkohol musi i na niego oddziaływać, bo usłyszał dźwięk, który musiał być jego własnym śmiechem, chociaż nawet nie zorientował się, że też spotkał się z podłogą. Skopał buty i ściągnął marynarkę, która krępowała jego ruchy. Stiles przyglądał mu się ciekawie, jakby po raz pierwszy widział go po prawie cywilnemu i chyba to była prawda. Rzadko w końcu pozwalał sobie na chwile luzu.

Próbował drżącymi rękami poradzić sobie z mankietami, ale guziki były zbyt małe.

- Pozwól – powiedział Stiles, pochylając się nad jego nadgarstkiem.

Długie, szczupłe palce szybko uwolniły jego ręce i chłopak z pytaniem w oczach sięgnął do jego krawata, który sprawnie został rozwiązany. Derek spojrzał na pasek ciemnego materiału, który opadł na drewnianą podłogę.

- Cholera – mruknął. – Nie umiem wiązać krawata – przypomniał sobie. – Przeważnie ściągam go przez głowę.

Stiles uśmiechnął się lekko, na kilka centymetrów od jego twarzy. Jakimś cudem siedzieli teraz tak blisko, że Derek mógł zobaczyć każdą z ciemnych plamek w miodowych oczach chłopaka.

- Zawiążę go jutro dla ciebie – obiecał Stiles i spojrzał na jego usta, chyba podświadomie zwilżając swoje.

I Derek wiedział do czego to zmierza w chwili, gdy coś jak magnetyczne przyciąganie pchało go w kierunku tych absurdalnie pełnych ust. Nie opierał się też, gdy język Stilesa wkradł się do środka i zaczął zabawę z jego własnym. Chłopak był delikatny, nieśmiały, ale zadziorny. Pozwalał mu na chwilę prowadzenia tylko po to, żeby w ostatnim momencie pokazać jednak kto tu rządzi i zassać całkiem mocno, niemal boleśnie jego dolną wargę.

Derek nie powstrzymywał syków i jęków, które bardzo szybko wypełniły pomieszczenie. Stiles zresztą też nie był cichy, gdy centymetr po centymetrze coraz mocniej dociskał swoje ciało do niego.

Kiedy w końcu przerwali pocałunek, oparci o siebie czołami, dyszący i zgrzani, Stilinski siedział na jego kolanach oplatając go nogami, a w jego brzuch wbijała się twarda erekcja chłopaka.

- Nie powinniśmy – zaczął, bo jeszcze zostało mu odrobinę krwi w mózgu.

Stiles przerwał mu kolejnym pocałunkiem, jakby spodziewał się tych słów i nie chciał ich usłyszeć. Chłopak zsunął się niżej liżąc i gryząc jego szyję do wysokości wciąż zapiętego kołnierzyka. Objął więc dłońmi jego pośladki, ściskając mocno obie półkule i poczuł jak Stiles zadrżał.

- O taaak – westchnął chłopak w jego ucho, moszcząc się wygodniej na jego kolanach.

Derek nie wiedział czy Stiles celowo ocierał się o jego penisa, ale w tej chwili nie miało to zbyt wielkiego znaczenia, bo o ile nie myliło go doświadczenie, ktoś w końcu zajrzy do środka i zostaną przyłapani.

- Musimy – zaczął i słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy Stiles przykrył dłonią jego erekcję okrytą wciąż materiałem spodni.

- Musimy się tego pozbyć – oznajmił Stiles, wprawnie luzując jego pasek.

Z trudem powstrzymał jego dłonie przed rozpięciem swoich spodni i zsunął chłopaka na podłogę. Stiles spojrzał na niego niepewnie, ale z nadzieją w oczach i Derek zawahał się po raz kolejny.

- Podobasz mi się – powiedział Stilinski po raz kolejny zaskakując go. – Nie jestem pijany – dodał, ponownie zbliżając się. – I ufam ci.

Derek przełknął ślinę próbując sobie przypomnieć dlaczego dokładnie to był zły pomysł, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Nie, gdy Stiles patrzył na niego w ten sposób. Nie, gdy jego własny penis zaczynał cierpieć w klatce z ciasnego materiału spodni.

- Sypialnia? – spytał miękko Stiles, wyciągając dłoń i Derek pozwolił mu się podnieść.

Jakimś cudem zdążyli zamknąć za sobą drzwi, a Stilinski zrzucił z siebie przepoconą koszulkę, ciągnąc go w stronę łóżka. W ostatniej chwili Derek zdjął kaburę z pistoletem, kładąc ją w zasięgu dłoni zanim upadli na chłodną pościel, a chłopak nakrył go swoim ciałem wiercąc się i ocierając bez ładu i składu.

Derek bez większego wahania przewrócił ich tak, że teraz to on miał kontrolę nad ich poczynaniami. Pocałował Stiles jeszcze raz rejestrując, że chłopak nie smakuje już alkoholem, a potem dobrał się do miękkiej skóry jego karku, która prosiła wręcz o zmaltretowanie. Ciało Stilesa było przyjemne w dotyku. Niezbyt umięśnione, ale gibkie i jednocześnie wysportowane. Chłopak był ewidentnie w dobrej formie, chociaż czy o coś innego można było podejrzewać dwudziestolatka?
Derek zawahał się, gdy te sprytne palce dobrały się do guzików jego koszuli, a usta Stilesa przyssały się do nowo odsłoniętej kości jego obojczyka. Szybko został uwolniony z krępującego go materiału i zanim zdążył się zorientować z powrotem był na dole, gdy chłopak szarpał się z jego spodniami. Uniósł biodra, a Stiles korzystając z sytuacji zdarł z niego za jednym zamachem i spodnie i bieliznę, a potem opuścił własne sportowe spodenki, pod którymi jak się okazało nie miał już nic.

Derek miał ochotę skomentować ten fakt, ale chłopak przyssał się do jego kości biodrowej, jednocześnie palcami zapoznając się z kształtem jego penisa. Wrażenie było niedostateczne, drażniące i irytujące, więc sięgnął w dół i objął jego dłoń, prowadząc ją w dół, a potem do góry. Prędko zdał sobie sprawę, że bez jakiegoś nawilżacza nic z tego nie wyjdzie, więc podciągnął chłopaka na wysokość swoich oczu.

- Masz lubrykant? – spytał rzeczowo, a Stiles wciągnął do ust więcej powietrza.

- Ja… nie… - zająknął się chłopak, więc Derek pocałował go w usta, a potem w policzek w miejsca, gdzie jak pamiętał Stilinski miał swoje pieprzyki.

- Chciałem to zrobić już od jakiegoś czasu – przyznał po raz pierwszy i poczuł na swoim policzku jak chłopak uśmiecha się.

- Leżeć ze mną nago? – droczył się Stiles.

- Pocałować twoje pieprzyki – poprawił go Derek.

Stilinski nie odezwał się ani słowem, ale wtulił się w niego mocniej, a potem ostrożnie, nieśmiało zaczął całować go po piersi.

- Czekaj – syknął Derek, gdy zorientował się gdzie się zbliża Stiles.

Z największą chęcią pozwoliłby chłopakowi na possanie swojego penisa, szczególnie tymi niedorzecznie czerwonymi ustami, ale kilka faktów z wieczora zakotwiczyło się w jego głowie. Stiles zamarł, jakby wiedział dokładnie o czym myśli Derek i położył mężczyźnie dłoń na piersi, wplatając w palce ciemne kręcone włosy.

Hale podciągnął go do góry po raz kolejny, ignorując słaby protest, a potem śliską od śliny dłoń owinął wokół penisa chłopaka. Stiles prawie zawinął się wokół jego ręki i całkiem głośny jęk wyrwał się z jego ust. Jęk, który Derek chciałby usłyszeć jeszcze raz i jeszcze… I jeszcze, jeśli byłoby to możliwe, dlatego poruszał swoją dłonią w górę i w dół, czując jak Stiles rozpada się pod nim i drży, a potem wytryskuje pomiędzy ich ciała w zaskakującej ciszy.

Derek nawet nie czekał ,aż chłopak dojdzie do siebie, ale mokrą od spermy dłoń zawinął wokół własnego penisa i zaczął obciągać się szybkimi krótkimi pchnięciami, które zawsze najszybciej prowadziły go na szczyt. Czuł jak ciśnienie buduje się w jego jądrach i jęknął, gdy poczuł rękę Stilesa, ściskającą badawczo jego jądra, a potem zsuwającą się niżej. Chłopak zawahał się i spojrzał na niego, jakby czekał na pozwolenie.

- Proszę – jęknął nie mogąc się powstrzymać, bo palec Stilesa napierał teraz na jego mięśnie, które nie ustąpiły pod zbyt delikatnym dotykiem, ale to i tak było dostatecznie wiele, żeby przekroczyć granicę.

Orgazm wyrwał z niego zduszony jęk i nawet sam nie był pewien kiedy odpłynął.