Dźwięk budzika normalnie stawiał go na nogi, więc zaskoczony odkrył, że po raz pierwszy od bardzo dawna nie może się podnieść. Spojrzał w dół na swoją klatkę piersiową i zamarł, gdy dostrzegł rozchylone lekko usta Stilesa Stilinskiego, który najwyraźniej nago spał na nim. Przy czym sam też nie miał na sobie ubrania, a zaschnięte nasienie pozlepiało włoski na jego klatce piersiowej i strefie intymnej, której syn prezydenta nigdy nie powinien był zobaczyć.
Budzik w jego telefonie dzwonił nieprzerwanie, ale nie mógł zlokalizować spodni. Na domiar tego wydarzenia wczorajszego dnia uderzyły w niego z całej siły.
- Kurwa – warknął nie wiedząc za bardzo co ma teraz zrobić.
Mętlik w jego głowie pogłębił się, gdy zdał sobie sprawę, że Stiles zaczyna się budzić. Chłopak przeciągnął się ostrożnie, a potem spojrzał między nich na swój wpółtwardy członek, który wbijał się w biodro Dereka. Sam Hale też był na najlepszej drodze do podobnego zawstydzenia, więc czekał tylko, aż Stiles spanikuje, żeby jak najszybciej pobiec do swojego pokoju.
- Dzień dobry – powiedział spokojnie chłopak. – Czy mógłbyś wyłączyć budzik? – poprosił zachrypniętym głosem.
Derek nie mógł pozbyć się myśli, że gdyby pozwolił Stilesowi na possanie swojego penisa, chłopak na pewno miałby większe problemy z mówieniem. Jego członek niemal natychmiast zareagował na tę wizję, ale Derek szybko wyobraził sobie Laurę pod prysznicem.
- Czy mógłbyś ze mnie zejść? – spytał starając się nie brzmieć na zdenerwowanego.
Stiles jednak oczywiście musiał czytać między wierszami, bo podniósł głowę wyżej i spojrzał na niego w zamyśleniu.
- Bardzo cię przepraszam i dzisiaj jeszcze złożę wypowiedzenie – powiedział nie mogąc się powstrzymać i chłopak zmarszczył brwi, a potem coś dziwnego pojawiło się w jego wzroku.
- Nikomu o tym nie powiem. Nie sądzę też, że pobiegniesz do prasy sprzedać tę historię – zaczął Stiles starając się brzmieć obojętnie.
Zsunął się z niego zabierając jedno z prześcieradeł i sięgnął do jego spodni, wyciągając dzwoniący telefon z kieszeni. Wyłączył alarm i rzucił komórkę w stronę Dereka, który złapał ją w locie.
- Nie powinienem był… - podjął po chwili Hale.
- Nic się nie stało. Nie chcę, żebyś odchodził z pracy. Jak wczoraj mówiłem, ufam ci – przerwał mu Stiles, szczelnie okrywając się prześcieradłem. – Możemy o tym zapomnieć, jeśli chcesz. Wiesz, że nigdy tego nie wykorzystam – ciągnął dalej, a potem odwrócił się w stronę okna i Derek pomyślał, że coś przegapił.
Próbował przypomnieć sobie co robili poprzedniej nocy, ale prawdę powiedziawszy wszystko widział jak przez mgłę. Rozmowę o orientacji Stilesa, jego niesubordynacji i akcji w Teheranie. Potem słowa szeptane w łóżku. Pewne rzeczy zaczęły układać się w logiczną całość i zdał sobie sprawę, że chłopak raczej nie spodziewał się takiego poranka.
Derek wstał z łóżka, a potem spojrzał na pokryty zaschłym nasieniem brzuch.
- Powinienem cię przeprosić – podjął Stiles nagle.
- To ja powinienem cię przeprosić – oznajmił mu z przekonaniem Derek. – Upiłem cię, a to nigdy nie było moim zamiarem.
Stiles odwrócił się do niego przodem i zawinął mocniej prześcieradło wokół siebie.
- Nie byłem pijany – powiedział z pewnością w głosie chłopak. – Słuchaj, wczorajsza rozmowa poszła nie tak jak powinna – dodał, unikając nagle kontaktu wzrokowego. – W zasadzie dzisiaj zamierzałem poprosić, żebyś poświęcił mi chwilkę na rozmowę. Lepiej o takich rzeczach być uprzedzanym – ciągnął dalej.
- Wiem, że jesteś gejem. Mówiłeś o tym wczoraj. To nie przeszkodzi żadnemu z agentów w wykonywaniu swoich obowiązków – oznajmił mu czując coś gorzkiego, gdy mówił te słowa.
Stiles zignorował go jednak, robiąc kilka kroków w tył, tak, żeby teraz oddzielało ich łóżko.
- Nie o to chodzi. Kiedy uprawiałem seks z Heather wyślizgnęło mi się imię – powiedział chłopak nagle spięty, a potem zawahał się i po raz pierwszy od dłuższej chwili podniósł głowę. Miał w oczach coś co mówiło błagam nie każ mi tego mówić na głos.
- Moje imię? – spytał jednak Derek i Stiles prawie niedostrzegalnie skinął głową.
- Miałem zamiar ci powiedzieć dzisiaj, że istnieje taka możliwość… Nie wiem cokolwiek wytłumaczyć, ale po prostu to co było wczoraj… I ja… Po prostu nie wiem – zaczął gubić się. – Chodzi o to, że nie spodziewałem się ciebie wczoraj z butelką alkoholu na moim progu. Zanim zdobyłem się na odwagę, żeby cokolwiek powiedzieć… - urwał. – Nie chciałem cię pocałować. Znaczy chciałem – zaprzeczył sam sobie i Derek przez chwilę nie wiedział co powinien zrobić. Chłopak przed chwilą przyznał się, że uprawiając seks ze swoją dziewczyną myślał o nim. Co robiło się w takich sytuacjach? Miał ochotę zadzwonić do Laury, ale ta kazałaby mu skorzystać z okazji, bo dawno nie przedstawił jej nikogo.
- Nie możemy się spotykać – powiedział zanim zdążył się powstrzymać i Stiles nie wyglądał na zaskoczonego.
- No poważnie? – zakpił chłopak, odzyskując nagle rezon. – Wystarczy popatrzeć na te twoje mięśnie i na mnie, i to oczywiste – sarknął.
- Nie to miałem na myśli – warknął Derek. – Scott ma w jednym rację. Masz cholernie niską samoocenę. Może kiedy zrozumiesz, że te twoje pieprzyki są naprawdę seksowne, przestaniesz bać się własnego cienia – dodał.
Stiles spojrzał na niego zaskoczony i zamrugał, jakby nie był pewien kto dokładnie do niego mówi.
- Podobam ci się? – zdziwił się Stilinski.
- Gdybyś mi się nie podobał, nie bylibyśmy w obecnej sytuacji – przyznał Derek.
- Więc kiedy powiedziałeś, że nie możemy się spotykać chodziło ci o tę część formalną? – dopytał ostrożnie chłopak.
Derek nawet nie pofatygował się, żeby odpowiedzieć. Zamiast tego zaczął wciągać na siebie koszulę, która była tak wymięta, że nie sposób było ukryć tego, jak doprowadzono ją do tego stanu. Miał tylko nadzieję, że uda mu się jakoś prześlizgnąć do pokoju, żeby przebrać się nim natrafi na Ericę.
- Czyli spotykałbyś się ze mną, gdybym nie był twoim szefem? – spytał Stiles.
Derek przewrócił oczami i zamarł, bo chłopak stał teraz o wiele bliżej niego i wciąż podchodził, co nie mogło, po prostu nie mogło skończyć się dobrze.
- Nie możemy – przypomniał, ale brzmiał tak słabo, że nawet siebie samego nie przekonał.
- Nie jestem twoim szefem – powiedział Stiles. – Powiem mojemu ojcu, że się z kimś spotykam. Sztab pracuje nad minimalizacją strat, jeśli Heather powie cokolwiek. Informacja będzie zresztą nic nie warta, jeśli dzisiaj wydam oświadczenie – oznajmił nagle całkiem pewnie. – Jeśli tylko chcesz... – dodał ostrożnie.
Derek poczuł się lekko osaczony, bo Stiles znowu manipulował faktami. Robił to nie pierwszy raz, przedstawiając wszystko w superlatywach. Musiała być to jakaś cecha rodzinna polityków, chociaż wątpił, bo on sam nie wypił tego z mlekiem matki.
- Nikt się nie dowie, jeśli nie chcesz – ciągnął dalej Stiles. – Tylko daj mi szansę. Może z tego nic nie wyjdzie, ale jeśli… - urwał chłopak i stał teraz tak blisko, że Derek mógł zobaczyć malinki, które zostawił na tej jasnej szyi ubiegłej nocy.
Hale miał właśnie coś powiedzieć, ale jego telefon znów się rozdzwonił, więc niezwłocznie odebrał.
- Agent Hale – przedstawił się.
- Tutaj Reyes. Intruz na czwartym piętrze. Załatwił dwóch naszych agentów. Nie wiemy kto to. Nie wiemy ilu. Kamery są uszkodzone w całym pionie – zameldowała.
Derek zakrył słuchawkę dłonią i spojrzał na Stilesa.
- Zbieraj się! Teraz! – polecił mu i oczy chłopaka zrobiły się wielkie jak spodki.
Pospiesznie jednak podszedł do jednej z szaf i zaczął się ubierać.
Żaden dźwięk nie dochodził do nich zza ścian, ale to wcale nie było uspokajające.
- Jestem ze Stilesem. Wychodzimy z pokoju wyjściem awaryjnym – zameldował. – Zostawiamy jego rzeczy w sejfie – dodał, wkładając buty.
- Hotel numer dwa? – spytała Reyes dysząc do słuchawki.
Najwyraźniej z Boydem wkroczyli do akcji i to czas najwyższy, bo na korytarzu usłyszał pierwsze strzały. Stiles zamarł przerażony i spojrzał na drzwi, jednak Derek rozłączył się i sprawdził czy w magazynku ma komplet naboi. Bez wahania otworzył jedną z szaf i kopnął w cienkie drewno, które rozleciało się na kawałki, tworząc niewielkie przejście. Wepchnął tam Stilesa, a potem zamknął drzwiczki.
Przebiegli przez przylegający pokój, a potem następny dochodząc do pomieszczenia ze sporym balkonem. Nigdy jeszcze nie wykorzystywali tej drogi ucieczki, ale w tej chwili nie zamierzał tego rozważać.
- I co teraz? – spytał Stiles zdenerwowany.
Chłopak ciągle spoglądał za siebie, jakby spodziewał się w każdej chwili, że prześladowcy ich dopadną.
- Przy mnie nic ci się nie stanie – odparł Derek, chociaż do jasnej cholery jedną z zasad było nigdy nie obiecywać niczego takiego.
Stiles jednak wyraźnie się rozluźnił.
- Pod tarasem są schody pożarowe. Musimy zeskoczyć około trzech metrów w dół – poinformował go, gdy wyszli na niewielki balkon.
Faktycznie pod spodem znajdowały się niewielkie schodki, ale oczy Stilesa zrobiły się tylko większe, gdy spojrzał w dół.
- Nie mów, że masz lęk wysokości – mruknął Derek i chłopak nie odezwał się ani słowem. Gdzieś z wewnątrz dochodziły do nich dźwięki strzelaniny. Tak jak podejrzewał był więcej niż jeden napastnik. Nie miał ochoty zastanawiać się teraz nad losami poprzedniej warty, bo jego zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa Stilesowi.
Wszedł za balustradę, ustawiając chłopaka obok siebie i ścisnął uspokajająco jego dłoń. Sam układał ten plan, więc mógł skoczyć w dół z zamkniętymi oczami. Rozejrzał się tylko na boki, czy ktokolwiek ich obserwuje i oderwał się od metalowej poręczy, ciągnąc za sobą Stilesa.
Wylądowali bez przeszkód, więc kopnął w kolejną część schodków, która z jękiem nieoliwionego długo metalu, wysunęła się w dół. Schodzili pospiesznie, nie niepokojeni, aż natrafili na chodnik.
- Głowa niżej, chwyć mnie za rękę – pouczył Stilesa.
Wmieszali się w tłum na ulicy, ale nie na długo. Minęli kilka radiowozów, które zaczęły parkować pod hotelem i dwie karetki, na widok których Stiles zesztywniał. Derek jednak pociągnął go za sobą do zaparkowanego w zaułku czarnego Camaro.
- Siadaj z tyłu – rozkazał, samemu otwierając drugie drzwi, a potem wyjechał tyłem na następną przecznicę i włączył się do ruchu.
- Wolałbym siedzieć z przodu – odezwał się po chwili Stiles.
- Z tyłu są przyciemniane szyby – oznajmił mu Derek.
- Jak myślisz…? – zaczął Stiles, ale słowa najwyraźniej nie chciały wyjść mu przez usta.
- To nasz błąd. Powinni byliśmy cię przenieść do innego hotelu dwa dni temu. Nie możemy zostawać na kilkanaście dni w jednym miejscu – warknął pod nosem bardziej do siebie niż Stilesa.
Spojrzał w lusterko na pobladłą twarz chłopaka, a potem sięgnął po telefon. Reyes odebrała od razu, wciąż zdyszana, a w tle było słychać syreny.
- Jesteśmy w drodze. Przedarli się do pokoju – zameldował bez przedstawiania się.
- Sprzątamy bałagan – odparła.
- Ilu? – spytał wiedząc, że kobieta zorientuje się o co pyta. Nie chciał dodatkowo straszyć Stilesa, który drżał na tylnym siedzeniu skulony i przerażony.
- Trzech agentów nie żyje. Dwóch rannych. Z personelu nie ucierpiał nikt. Napastnicy zdjęci. Trzech – odparła bez wahania. – Grupa druga przygotowała hotel. Agencie Hale, proszę o kontakt, gdy dotrzecie na miejsce.
- Siedem minut – odpowiedział spoglądając na nazwę ulicy i rozłączył się. – Dotrzemy za siedem minut – powiedział Stilesowi, zerkając do tyłu.
- Po raz pierwszy cieszę się, że Scott sypia z tą tajemniczą dziewczyną – odparł chłopak. McCall odmówił im ujawnienia jej danych osobowych, więc został przeniesiony dla bezpieczeństwa Stilesa na pewną odległość. Melissa zresztą zgodziła się na to, żeby odstąpiono od ochraniania go. Nikt nie chciał trzymać dzieciaków niepotrzebnie pod kloszem. – Osobne piętro, osobne apartamenty – dodał gwoli wyjaśnienia.
Derek skinął głową i skręcił bez słowa w kolejną uliczkę, a potem zatrzymał się na światłach.
- Mam ADHD – odparł nagle Stiles.
Hale spojrzał w lusterko i uniósł pytająco brwi.
- Dlatego czasem mówię bez ładu i składu. Mruczałeś przez sen coś, że nigdy nie wiesz co powiem – wytłumaczył Stiles. – Mam ADHD. Tysiąc myśli na minutę, czasem dwa tysiące. Często muszę się wygadać, żeby coś zrobić ze stresem.
Derek nie odezwał się, ale coś ciepłego pojawiło się w jego klatce piersiowej na myśl, że Stiles obudził się w nocy i wciąż pozostał w niego wtulony.
Ufam ci - wciąż przewijało się w jego głowie.
- Stiles, my… - urwał, bo na dobrą sprawę nie wiedział co powiedzieć.
- Przestaniemy, jeśli uznasz, że to nie funkcjonuje – obiecał chłopak pospiesznie wchodząc mu w słowo. – Chcę tylko, żebyś mnie poznał. Chcę, żebyś pozwolił mi poznać siebie – dodał Stiles, odwracając nagle twarz w stronę szyby.
Derek wbił wzrok w drogę przed sobą i zaczął uderzać palcem o koło kierownicy. Kiedy wczoraj wchodził do pokoju Stilesa nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Wiedział od dłuższego czasu, że chłopak mu się podoba. Nie tylko pod względem fizycznym, ale przede wszystkim ta zadziorność stanowiła esencję Stilesa. Dotąd jednak granicę stanowiła seksualność chłopaka, jego wiek, a przede wszystkim zawodowa duma.
- Złożę rezygnację – podjął Derek ponownie.
- To wzbudzi podejrzenia – odparł Stiles. – Mogę porozmawiać z Melissą, jestem pewien, że coś wymyśli.
- Co jej powiesz? – spytał Hale.
Stiles wzruszył ramionami. Najwyraźniej nie do końca przemyślał tę kwestię.
Derek zaparkował samochód na tyłach kolejnego z hoteli i ponownie sprawdził broń, a potem wychodząc rozejrzał się po okolicy.
- Dokończymy tę rozmowę w twoim nowym pokoju – dodał, otwierając drzwi przed Stilesem.
Kątem oka widział już dwóch agentów, którzy czekali na nich w środku. Weszli do windy, a potem podjechali na piętro bez większych przeszkód i Derek odebrał kolejny uniwersalny klucz, którym otworzył przed Stilesem drzwi.
Ten apartament nie różnił się wiele od poprzedniego. Agenci powinni sprowadzić rzeczy Stilinskiego w ciągu kilku godzin, gdy zbiorą odciski palców. Wiedział, że nikt nie skomentuje do połowy pustej butelki alkoholu, a sperma w zasadzie znajdowała się na ich brzuchach i prześcieradła były czyste, więc nie powinni mieć nieprzyjemności.
- Myślę, że powinieneś się wykąpać. Poczekam – powiedział wskazując na kanapę.
Sam z największą chęcią spłukałby nasienie ze swojego brzucha, ale musiał zapoznać się z sytuacją. Wybrał dobrze znany sobie numer i Reyes odebrała bez zbytniej zwłoki.
- Ptaszek w gniazdku – zameldował i pierwszy raz jego skojarzenia wybiegły poza granice przyzwoitości.
- Kod czerwony – odparła kobieta rozłączając się.
Zamarł ze słuchawką w dłoni i opadł ciężko na kanapę. Kodem czerwonym w służbach specjalnych określano sabotaż. W tym wypadku oznaczałoby to, że rozpracowano ich od środka. Ochrona prezydencka nigdy nie używała tych określeń, ale stara gwardia zawsze wyróżniała się czujnością. Wiedział, że Reyes nie zamieści tego w głównym raporcie, a podała mu jedynie swoje domysły, ale już samo to było niepokojące. Wśród nich był zdrajca.
Faktycznie wyjątkowo szybko sforsowano pierwsze dwa posterunki i zaatakowano ich z zaskoczenia. Napastnicy byli przygotowani, a Derek był pewien, że nikt obcy nie kręcił się po hotelu. Sprawdzali wszystkich łącznie z personelem. Nie mogło być pomyłki.
W myślach wymienił z dziesięciu agentów, którym mógł zaufać. Problem polegał na tym, że bezpośrednio na trzech wartach w czterozmianowym cyklu udział brało minimum dwanaście osób. Mógł wybrać jeszcze dwóch agentów, których pamiętał ze szkoleń, ale dowództwo nie byłoby zadowolone z takiego posunięcia. Gdyby głośno powiedzieli o swoich podejrzeniach dowództwo zorganizowałoby wewnętrzne śledztwo i odwołano każdego, a tego nie chciał tym bardziej. Stiles zostałby sam, otoczony obcymi ludźmi, którzy prawdopodobnie nie znali się tak dobrze na swojej pracy jak oni.
Chłopak jak na zawołanie pojawił się w drzwiach w samym ręczniku na biodrach.
- Kłopoty? – spytał Stilinski odczytując bezbłędnie jego minę.
- Nie – skłamał gładko, podnosząc się.
Pomyślał o zaschniętym na brzuchu nasieniu i o tym, że jego grupa wciąż nie dotarła na miejsce. Mógłby zapewne skorzystać z prysznica w apartamencie Stilesa, ale oznaczałoby to, że zostawi go samego przynajmniej na cztery minuty i podjął decyzję.
- Wykąpiesz się ze mną? – spytał cicho.
Stiles spojrzał na niego zaskoczony.
- Przed chwilą wyszedłem… - urwał i jego oczy zrobiły się odrobinę większe, gdy zdał sobie sprawę o czym mówi Derek.
Pospiesznie pokiwał głową i zawrócił do łazienki nie sprawdzając nawet czy mężczyzna za nim podąża. Derek natomiast zamknął za nimi szczelnie drzwi i położył broń w zasięgu ręki, rozbierając się niespiesznie. Zamierzał namoczyć dobrze brzuch zanim zacznie spłukiwał spermę z włosów, ale szybko zdał sobie sprawę, że nie będzie miało to zbyt wielkiego znaczenia, bo Stiles czekał na niego już pod prysznicem i przyciągnął go do całkiem wygłodniałego pocałunku.
Ich mokre ciała otarły się o siebie, gdy zamknął go w swoich ramionach. Nie starał się nawet być delikatnym, przyciskając go plecami do zimnej ściany z płytek. Nie mieli zbyt wiele czasu, więc ukląkł, ignorując strumień wody, który spływał po ciele Stilesa, a potem wziął do ust jego członek. To nie było pełne finezji i liźnięć, które powoli miały przynieść podniecenie. Przeszedł od razu do sedna, pozwalając Stilesowi stwardnieć w swoich ustach, a potem zaczął ssać tak mocno, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
W swoich mokrych włosach poczuł palce chłopaka, które zacisnęły się ostrzegawczo tuż przed tym jak ten wytrysnął w głąb jego gardła. Złapał Stilesa w pół, gdy nogi ugięły się pod nim i ostrożnie położył go na dnie brodzika.
- Zostaw – mruknął Stilinski, podnosząc się po chwili, gdy zobaczył, że ręka Dereka zmierza do jego penisa.
Chłopak wstał, starając się nie poślizgnąć, a potem pocałował usta, które moment wcześniej doprowadziły go na szczyt. Stiles pogładził jego umięśnioną klatkę piersiową i twardy brzuch, a potem zsunął się niżej, zaciskając dłoń na wrażliwym już członku.
- Ostrożnie – ostrzegł go cicho, wypuszczając z ust westchnienie, bo chłopak zaczął poruszać ręką.
- Poprowadź mnie – poprosił Stiles prawie niedosłyszalnie.
Derek cmoknął go w czoło, a potem policzek, a na koniec w usta, gdy zaplótł ich palce razem na swoim penisie. Adrenalina po ucieczce wciąż krążyła w jego żyłach, więc nie zajęło długo, gdy dyszał we włosy chłopaka, który najwyraźniej upodobał sobie jego tyłek, bo wolną ręką ściskał właśnie jego pośladek.
- Palce głębiej – westchnął w ucho Stilesa i chłopak zesztywniał, a potem ostrożnie zagłębił się pomiędzy dwie półkule i nacisnął ostrożnie na pierścień mięśni. – Możesz odrobinę mocniej – wymruczał Derek, bo palce Stilesa były materiałem na niejedną fantazję.
Chłopak podłapał w końcu rytm, chociaż miał problem z koordynowaniem obu dłoni. Derek całował go po szczęce i za uchem, wbijając się teraz w ich splecione palce. Nie minęła chwila, gdy wytryskiwał pomiędzy nich, prawie krztusząc się, gdy przypadkowo łyknął sporą porcję chlorowanej wody.
- Cholera – mruknął, opierając się czołem o głowę Stilesa.
- Cholera – powtórzył po nim chłopak uśmiechając się nieśmiało.
