Erica nie skomentowała stanu jego garderoby, ale dzięki Bogu wpadła na to, żeby przenieść z poprzedniego hotelu jego rzeczy. Stiles uspokajał ojca przez kilka minut, a potem bez słowa podał Derekowi słuchawkę.

- Agencie Hale – zaczął Stilinski.

- Sytuacja pod kontrolą – zameldował.

- Słyszałem, że byłeś ze Stilesem przez całą noc – westchnął mężczyzna nagle i Derek poczuł jak po plecach zaczynają spływać mu krople potu. W apartamencie Stilesa nie było kamer, ponieważ to była część procedury. Agenci sami monitorowali sytuację, ale zawsze jakoś to mogło dojść do Prezydenta. – Cieszę się, że porozmawiałeś z nim, synu – ciągnął dalej Stilinski i Derek poczuł falę ulgi, przypominając sobie rozmowę z Prezydentem sprzed doby. – Wydaje się spokojniejszy. Jeśli cokolwiek będzie się dziać, o czym powinienem wiedzieć, informuj mnie niezwłocznie – zakończył rozłączając się.

Derek oddał telefon Stilesowi, który wyglądał jakby dopiero teraz dochodziły do niego wydarzenia dzisiejszego ranka. Może nawet wczorajszej nocy. Adrenalina i alkohol zawsze działały na pamięć w bardzo nieoczekiwany sposób. Z jednej strony człowiek koncentrował się, ale z drugiej informacje nie zawsze zapisywały się na korze mózgowej. Derek pamiętał swoje pierwsze akcje i raporty, które musiał składać. Największą torturą było przypomnienie sobie, co dokładnie robił i w jakiej kolejności. W danej chwili wszystko wydawało się oczywistym i jedynym słusznym rozwiązaniem, a czasami po prostu jedynym możliwym. Jednak ocenę tego należało pozostawić przyszłości, gdy emocje już opadną.

- Prześpij się – polecił Stilesowi, który podwinął nogi na kanapie. Chłopak zdążył się już przebrać i miał na sobie jedną z koszul, które kiedyś musiały należeć do jego ojca, bo były sporo za duże. Jednak to w nich czuł się komfortowo. – Erica obejmuje pierwszą wartę. Wiem, że ci się nie spodoba, ale od tej pory przynajmniej jeden agent zostaje z tobą w pokoju na wszelki wypadek. Dwóch przed drzwiami – dodał, zerkając na kobietę, która skinęła twierdząco głową z dość dziwną miną.

Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że zwraca się do Stilesa per ty, czego nie robił pomimo wielokrotnych próśb.

- Scott był na wykładach i dołączy do ciebie jakąś okrężną drogą – poinformował Stilesa ignorując Reyes.

- Nie – odezwał się po raz pierwszy Stiles. – Rozmawiałem z Melissą. Chcemy, żeby Scott wrócił do Stanford. Na razie zostanę w mieście, żeby to nie wyglądało na ucieczkę, ale reszta wykładów interesuje mnie tylko pobieżnie – odparł.

- Scott wie, że… - zaczął Derek.

- Porozmawiam z nim – obiecał Stiles, wgapiając się w przestrzeń przed sobą.

Derek wiedział, że rozmowa nie będzie dotyczyć tylko kwestii odesłania McCalla na bezpieczną odległość. W ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Stiles nie miał czasu spotkać się z przyjacielem i omówić jednej z kwestii, których Scott nie powinien dowiadywać się z videobloga. Erica została w środku, a on korzystając z sytuacji dobrnął do swojego nowego pokoju i zabrał się za przeglądanie materiału, który Reyes zabrała od ochrony poprzedniego hotelu. Z góry odrzucił kilka kaset z pośrednich pięter, bo napastnicy działali według dobrze opracowanego planu. Wjechali windą o poziom wyżej niż apartament Stilesa i korzystając z luki w ich ochronie, zeszli niżej, zachodząc agentów od tyłu.

Prawie cztery godziny zajęło mu przeszukanie nagrań, ale nie znalazł nic ciekawego. Na dobrą sprawę wyglądało na to, że napastnicy musieli ukrywać się na terenie hotelu od kilku godzin zanim nastąpił atak. Nie byli zameldowani – to sprawdzono na samym początku.

Znalezienie kreta nie będzie najłatwiejsze, ale nie niemożliwe.

ooo

Starał się dać przestrzeń Stilesowi. Prawie dwa dni mijali się, chłopak zajęty był dementowaniem plotek i nauką, a on przesłuchiwaniem agentów. Zapewne obaj mogli to zlecić komuś innemu, ale to była kolejna z rzeczy, która ich łączyła. To co robiłeś sam – zawsze było lepiej zrobione.

Erica parokrotnie spoglądała na niego tak, jakby miała ochotę z nim porozmawiać o czymś, ale przeważnie jej profesjonalizm brał górę. Znali się od dłuższego czasu i szanowali. Jeśli cokolwiek podejrzewała, zatrzymywała to dla siebie.

Scott uparł się, że zostanie w mieście, chociaż zdecydował się na pozostanie w pierwszym hotelu. Raz dziennie widywali się ze Stilesem na jakimś przypadkowym wykładzie, ale za to sporo rozmawiali przez telefon, więc McCall ewidentnie nie był homofobem.

Do prasy nie prześlizgnęła się żadna informacja o wyszeptanym przez Stilinskiego imieniu mężczyzny. Heather najwyraźniej wstydziła się, że Stiles myślał o kimś innym, uprawiając z nią seks. Derek z drugiej strony nie bardzo wiedział jak miał odebrać wyznanie chłopaka. Już wcześniej zauważył, że Stiles zachowywał się dziwnie w jego towarzystwie, ale nigdy tego nie łączył z zauroczeniem. Okłamałby sam siebie, gdy stwierdził, że Stilinski nie był pociągający. Drobny i blady ze skórą poznaczoną pieprzykami stanowił swoisty typ urody, który zawsze interesował Dereka. A do tego ta kompletnie nie pasująca do warunków fizycznych zadziorność, sprawiała, że trudno było koło Stilesa przejść obojętnie.

Derek przez pierwsze dwa dni unikał dziennych zmian i wchodził do apartamentu chłopaka, gdy ten już spał. Czasami gapił się na mniejsze ciało przykryte cienką kołdrą, ale nie pozwolił sobie dotknąć Stilesa, jakby bał się, że czar chwili pryśnie. Chłopak i tak miał sporo do uporządkowania we własnym życiu, dlatego nie wspomnieli mu o wewnętrznym zagrożeniu.

Minęły trzy dni zanim Erica zmusiła go do wzięcia dziennej zmiany i tym sposobem wymienił Boyda, który powoli zaczynał słaniać się na nogach. Koniecznie potrzebowali kogoś jeszcze, ale w obecnej chwili nie potrafił powiedzieć któż byłby kolejnym zaufanym.

- Byłem niemal pewien, że osobiście zaatakowałeś kraje muzułmańskie, żeby pozbyć się zagrożenia z ich strony – zażartował Stiles na jego widok. Boyd parsknął, bo niejednokrotnie agenci żartowali na temat jego agresywności i tekstów, że atak jest najlepszą formą obrony.

- Nie odebrałbym przecież pracy naszym dzielnym marines – mruknął, siadając na kanapie.

Stiles kończył śniadanie w koszulce w kratkę i dżinsach, które fatalnie nisko wisiały na jego biodrach. W zasadzie gej-radar powinien mu już dawno powiedzieć, że chłopak nie jest całkiem heteroseksualny.

- Nie wiem czy słyszałeś, że oficjalnie jestem najgorętszym gejem kontynentu według jednego z tygodników – zaczął Stiles, zerkając na niego kątem oka.

Boyd akurat zamykał za sobą drzwi, więc Derek westchnął nie spodziewając się niczego innego. Stiles przeważnie przechodził do meritum, gdy bardzo chciał się dowiedzieć na czym stoi.

- Nie słucham plotek – odparł krzyżując wzrok z chłopakiem. – Jak się czujesz? – spytał zmieniając temat.

Stiles wzruszył ramionami.

- Jeśli powiesz mi co robimy to poczuję się lepiej – powiedział, odsuwając od siebie talerzyk z niedojedzonym tostem.

- Też poczułbym się lepiej, gdybym wiedział – przyznał Derek decydując się na szczerość.

Stiles spiął się, a potem odprężył i uśmiechnął z ulgą.

- Czyli wciąż jesteśmy na tym samym etapie – stwierdził chłopak.

Usta Stilesa drgnęły lekko, jakby z trudem powstrzymywał ten ironiczny uśmieszek, który dość często wkradał się na jego twarz. Derek lubił ten uśmieszek.

- Pocałujesz mnie? – spytał Stiles wstając ze swojego krzesła.

Derek westchnął, bo akurat tego spodziewał się po dwudziestolatku. Zastanawiał się nawet czy chłopak spędził ostatnie dni na masturbacji, bo już wcześniej miał zwyczaj zamykania się na długie minuty w łazience. Nie sądził, żeby Stiles zdawał sobie sprawę, że nigdy nie wierzyli w jego zamiłowanie do kąpieli.

Przez ostatnie dwa dni zastanawiał się jak miałby funkcjonować ten ich potajemny romans. Nie był fanem ukrywania się. Doświadczenie nauczyło go, że nic dobrego z tego nie wynika. Stiles był jednak inny. Jego powody byłby oczywiste. Powody Dereka także.

Problem tkwił gdzie indziej. Ośmiogodzinne zmiany i spotkania pod czujnym okiem kolegów odpadały. Miał swoje zasady dotyczące pracy, więc tutaj też trudno mu było przyzwyczaić się do myśli, że mógłby randkować ze Stilesem podczas swoich dyżurów. To wydawało się złe i przede wszystkim rozpraszające. Jak palec Stilesa, który w tej chwili chłopak przygryzał zębami. Ten sam palec, który jeszcze kilka dni temu dotykał jego tyłka.

- Myślę, że powinniśmy więcej rozmawiać – powiedział Derek, zatrzymując chłopaka w miejscu. – Jesteś młody… - zaczął, ale Stiles sarknął.

- Zawsze słyszę, że jestem młody. To nie znaczy, że kogokolwiek powstrzymuje zwalanie na mnie odpowiedzialności za rzeczy, które są poza moją kontrolą – odparł gorzko chłopak. – A kiedy nareszcie chcę coś przyjemnego… To jestem nagle za młody. Ciekawe czy ci ludzie kilka dni temu też myśleli, że jestem za młody – westchnął.

Derek nie mógł nie zgodzić się z jego argumentami. Jak zawsze.

- Będziesz świetnym politykiem – powiedział zanim zdążył się powstrzymać.

Stiles spojrzał na niego zaskoczony i zaintrygowany.

- Znam ten zabieg, który stosujesz. Odwracasz uwagę od faktycznego tematu rozmowy, przenosząc ją na inny dużo wyższy poziom – poinformował go bez wahania.

Stiles zaczerwienił się wściekle przyłapany na gorącym uczynku i opadł z powrotem na swoje krzesło.

- O czym chcesz porozmawiać? – spytał chłopak, najwyraźniej poddając się. – Wszystko co chciałbyś wiedzieć jest gdzieś w prasie.

Derek parsknął i przewrócił oczami.

- Jak twoje skryte uwielbienie do Avengersów? – zakpił. – Albo fakt, że jesz dodatkowo słodzony popcorn karmelowy? – dodał zerkając na niego z rozbawieniem, bo chłopak zaczął się tylko bardziej czerwienić.

- Nie wiedziałem, że zwracasz na takie rzeczy uwagę – westchnął w końcu Stiles zawstydzony. – A popcornu powinieneś spróbować. Zresztą, jeśli chodzi o Avengersów, Czarna Wdowa skopałaby ci tyłek. Ma o wiele skuteczniejsze metody – urwał zdając sobie sprawę, że chyba się zagalopował.

- Czarna Wdowa jest postacią fikcyjną – poinformował go Derek bez mrugnięcia okiem. – I żaden cywil nie ma prawa wypowiadać się na temat moich metod albo zdolności. Jeśli się dowiem, że próbowałeś namówić Danny'ego na włamanie do moich tajnych akt, nawet ojciec nie zdąży cię wybronić przed konsekwencjami – zagroził i tym razem to Stiles przewrócił oczami.

Rozmowa na ten temat powtarzała się średnio raz na miesiąc. Stilinski miał dostęp do jego prywatnej teczki, ale nic poza tym. W niej znajdowała się natomiast informacja o jego dacie urodzenia, rodzicach, miejscu zamieszkania i chyba nawet jednostce, do której wstąpił sześć lat wcześniej. Dzięki temu, że służył w jednej z najlepszych grup uderzeniowych, pozostałe dane zostały usunięte dla bezpieczeństwa jego i bliskich. Nie miał tweetera, facebooka i konta na myspace, co zabijało Stilesa początkowo. Chłopak miał obsesję na temat znajdowania żenujących dowodów ich młodości. Kiedyś wyciągnął jakieś zdjęcie, na którym Erica miała aparat na zębach. Reyes prawie skręciła mu kark i Derek prawie miał ochotę jej pozwolić.

Danny – jeden z przyjaciół Stilesa okazał się wyjątkowo zdolnym hakerem.

- To powiedz mi coś o sobie – poprosił Stiles. – Wiem, że jesteś z Teksasu i łapiesz ryby gołymi rękami. Jeździsz konno? Masz lasso? Masz jakieś podejrzane zdolności, o których nie wiem? – zasypał go pytaniami i Derek parsknął.

- A o czym wiesz? – spytał ewidentnie rzucając mu wyzwanie.

- Trenowałeś gimnastykę – powiedział Stiles, zaskakując go nieznacznie. – Albo jogę. Widziałem raz jak się rozciągasz i…e… - zająknął się tracąc nagle cały animusz. – Musiałeś mieć coś wspólnego ze sportem. I jesteś fanem baseballu, chociaż starasz się tego nie pokazać. Założyłem się o to, ze Scottem. On twierdzi, że jesteś typem futbolisty.

Derek skrzywił się nie mogąc się powstrzymać.

- No nie – zgodził się Stiles. – Też mu mówiłem, że futbol jest dla dupków.

- Trenowałem futbol w szkole średniej – przyznał bez żenady, rejestrując rozszerzone ze zdziwienia źrenice chłopaka. Zawsze bawiło go, gdy ujawniał takie szczegóły ze swojego życia. Laura zawsze śmiała się, że z tego powodu ludzie myśleli o nim mniej jak o robocie. – Po prostu akurat to był jedyny możliwy sport, którym można było się zainteresować.

- Założę się, że byłeś cholernie popularny i dziewczyny rzucały ci się do stóp – parsknął Stiles.

- Chciałbym – westchnął. – Mam dwa lata starszą siostrę, która notorycznie mnie szpiegowała i ucinała wszystko co tylko mogło mieć jakieś ręce i nogi. Nawet potem, gdy skończyła szkołę, jej macki sięgały daleko – dodał na wspomnienie o badawczym wzroku Laury, która kontrolowała kto dokładnie i z jakich powodów zbliżał się do niego.

Nigdy nie był dobry w tych sprawach socjalizacyjnych, więc to ona zawsze dbała o to, żeby nie został wrobiony w coś, co potem negatywnie odbiłoby się na prasie rodziców. Początkowo jej za to nie cierpiał, ale szybko zrozumiał, że dzięki niej uniknęli niejednego skandalu. Nie chciał jednak wspominać o tej części swojego życia Stilesowi. Chłopak miał z osiem lat, gdy Stanami wstrząsnęła informacja o podpaleniu ich posiadłości i śmierci dwunastu członków rodziny.

- Nie jeżdżę konno – zmienił szybko temat. – Nie mam psa. Mam dom w Teksasie, którym opiekuje się kobieta, która kiedyś była moją guwernantką – dodał.

- Miałeś guwernantkę? – zdziwił się Stiles.

- Rodzice sporo podróżowali – przyznał. – Lol, moja siostra chodziła początkowo do szkoły z internatem. Potem wróciła do domu na stałe, zanim urodziła się Cora – dodał. – Moja najmłodsza siostra.

- Masz dwie siostry? – zdziwił się Stiles. – Hm, to sporo. Spodziewałem się raczej, że jesteś jedynakiem.

Derek wzruszył ramionami. Nigdy jakoś nie zastanawiał się jak jest odbierany na zewnątrz. Na dobrą sprawę dotąd nie miał powodu się tym przejmować. Ich drogi rozeszły się, chociaż nie bez jego winy. Peter zajął się firmą, Laura polityką, a Cora kontynuowała naukę w akademii policyjnej, chociaż próbował ją zniechęcić. Często do siebie dzwonili i spotykali się podczas urodzin czy podobnych tego typu imprez, ale przeważnie byli w rozjazdach po całym kraju. Zbyt trudno było im zebrać się w jednym miejscu w tym samym czasie.

- Chcesz coś jeszcze wiedzieć? – spytał rzeczowo i Stiles uśmiechnął się lekko.

- Kto zawiązał ci krawat? – spytał chłopak.

Derek spojrzał na niego zaskoczony, bo akurat tego się nie spodziewał.

- Kiedy? – spytał.

- Po tej nocy, kiedy zostałeś u mnie w pokoju – uściślił chłopak czerwieniąc się delikatnie. – Obiecałem zawiązać twój krawat, ale potem wszystko…

- …potoczyło się szybko – dokończył za niego. – Nikt. Mój krawat pewnie znajduje się w pudle z rzeczami znalezionymi w hotelu. Przeważnie mam ze sobą więcej niż jeden krawat – dodał, spoglądając na niego sugestywnie.

- No wiesz… Nie chciałem nawet zakładać takiej możliwości. Oznaczałoby to, że masz siedem takich samych zestawów ubrań… - zawahał się chłopak i otworzył naprawdę szeroko usta, gdy dotarło do niego. – Boże, ty naprawdę masz siedem takich samych zestawów ubrań! Po jednym na każdy dzień tygodnia! – zaczął się śmiać, więc Derek zmarszczył brwi.

- To coś złego? – warknął, zirytowany.

Nikogo nigdy nie interesowała jego garderoba. Stilesa najwyraźniej zdawała się jednak śmieszyć, co tylko pogarszało sytuację.

- Jasne, że nie. Nie mogę sobie tylko wyobrazić miny ludzi z pralni, gdy przynosisz im ubranie do prania. Pewnie myślą, że jesteś w mafii albo w zespole Blues Brothers – zakpił Stiles, a potem zakrył usta. – W najgorszym razie uważają cię za striptizera – zachichotał nie mogąc się już powstrzymać.

Derek zaplótł dłonie na piersi i spojrzał na niego starając się wyglądać groźnie. Przeważnie ludzie omijali go szerokim łukiem, gdy robił tę minę, ale Stiles jak zawsze od półtorej roku zignorował ją.

- Masz jakieś plany na dzisiaj? – spytał, chcąc zmienić szybko temat, zanim zacznie się czuć niekomfortowo.