Śmiech Stilesa zawsze wydawał mu się zbyt radosny. Chłopak wbrew pozorom często popadał w euforię, aż czasami łzy leciały mu z oczu. Derek nie pamiętał kiedy ostatnio miał okazję czuć coś takiego, ale samo patrzenie na Stilesa sprawiało mu przyjemność. Jakby energia i emocje chłopaka jakoś się na niego przenosiły.
- Miałem w planie spędzić dzień w apartamencie w towarzystwie przystojnego ochroniarza i być może odegrać jedną lub dwie sceny z Bodygarda – powiedział całkiem szczerze Stiles.
- W grę wchodzą te z bronią? – spytał Derek nie mogąc się powstrzymać.
- Ta z apaszką i mieczem samurajskim – uściślił Stiles, nie odrywając od niego wzroku.
Derek przewrócił oczami i westchnął, bo cały czas krążyli wokół tematu i prawdę powiedziawszy wiedział, że chłopak nie odpuści dopóki nie przejdą tej rozmowy. Po raz dziewiąty albo setny. Stiles, gdy tylko uchwycił jakąś nitkę nadziei, nie odpuszczał. Dlatego wciąż brnął na przód i łatwo się opanowywał, gdy groziło mu niebezpieczeństwo. Wystarczyło mu tylko dać cokolwiek, czego mógłby się przytrzymać.
- Nie wiem jak mielibyśmy to zrobić – przyznał w końcu Derek i obaj wiedzieli, że nie mówi już o odgrywaniu czegokolwiek z Bodygarda. – Podczas moich godzin pracy muszę być skupiony – oznajmił mu od razu. – Każdy inny czas okupuje Erica lub Boyd, więc wszystko wyszłoby dalej.
Stiles zmarszczył brwi i wzruszył ramionami.
- Wiem, że się nie zgodzisz, żebym się urywał spod ich oka – powiedział Stilinski. – Chociaż totalnie mógłbym, ale to byłoby nieodpowiedzialne. Myślałem, że po prostu czasem, jeśli nie będziesz zajęty tym co robisz przeważnie po pracy… Mógłbym… nie wiem… przypadkowo na ciebie wpaść? Chodzisz do biblioteki albo kina, prawda? – spytał z nadzieją w głosie i Derek miał ochotę warknąć, że faktycznie jest człowiekiem.
- Nie, kiedy jesteśmy w trasie jak teraz. Dzisiaj wieczorem umówiłem się, że potrenuję z Ericą w hotelowej siłowni – odparł.
- Super, totalnie super – zaczął Stiles. – No to powiem Boydowi, że chcę dzisiaj poćwiczyć i zejdziemy do siłowni – odparł wzruszając ramionami. – Całkiem przypadkowo na siebie wpadniemy i… - urwał najwyraźniej nie będąc pewnym co mieliby robić.
- I poćwiczymy – dokończył za niego Derek, mrużąc oczy. – Poznamy się bliżej – dodał i Stiles pokiwał głową entuzjastycznie.
- Totalnie – zaczął chłopak.
- Denerwujesz się – zauważył Derek i to nawet nie było pytanie.
Stiles miał dość specyficzny wyraz twarzy, który zawsze przybierał, gdy spotykał problem. Na tym etapie Derek wolał wiedzieć o wszystkich nieścisłościach, na które natrafiał chłopak. Stilinski był cholernie inteligentny i spostrzegawczy, jego uwagi już wcześniej były cenne nie tylko przy ocenie pracowników, ale także i samej organizacji ochrony. To on zasugerował apartamenty na osobnych piętrach dla siebie i Scotta oraz posługiwanie się niezwiązanymi ze sobą nazwiskami przy meldunku. Tą strategię stosowano wcześniej, ale w przypadku gdy ochraniano jedną osobę.
- Jeśli podczas wart Reyes i Boyda będziemy się spotykali to nie ma szans, żeby zostawili mnie z tobą sam na sam. Znam zasady – zaczął Stiles. – Wiem, że sytuacja się zmieniła od czasu sytuacji w hotelu i rozumiem wzmożone środki bezpieczeństwa dopóki mój ojciec nie wróci z Europy – dodał od razu, jakby się bał, że Derek posądzi go o narzekanie. Stiles prawie nigdy nie narzekał, cokolwiek by się nie działo. – Ale kiedy będziemy obaj sami tak jak teraz, ty będziesz na służbie. I rozumiem twoje zasady dotyczące pełnego skupienia się na zadaniu, ale… - urwał, przygryzając wargę.
Derek nie potrzebował ani jednego słowa więcej, żeby zdać sobie sprawę do czego zmierza Stiles.
- Próbujesz zapytać gdzie w tym wszystkim znajdziemy czas na seks – stwierdził i chłopak pokiwał twierdząco głową. – To proste: nie znajdziemy – odparł i ostatnim czego się spodziewał to spanikowane spojrzenie Stilesa.
- Nie podobało ci się – powiedział chłopak szybko. – To znaczy ja wiem, że nie powinienem był cię dotykać tam albo zapytać, ale pod prysznicem pozwoliłeś mi i… - zająknął się i przygryzł znowu wargę.
Derek miał swoją odpowiedź na nigdy niezadane pytanie, dlaczego usta Stilesa zawsze były takie czerwone i opuchnięte.
- Nie o to chodzi – wtrącił szybko zanim Stilinski podążył dalej za swoim zwariowanym tokiem myślenia. – Kiedy ludzie chcą się ze sobą spotykać, chodzą na randki. Wbrew obiegowej opinii nie uprawiają seksu po każdej. Zaczęliśmy źle – przyznał i patrzył na Stilesa z nadzieją, że chłopak zrozumie o mu chodzi.
- Chcesz się ze mną spotykać – powiedział Stiles tym razem z głupawym uśmieszkiem i Derek niemal pożałował swoich słów. – Spotykać, spotykać, a nie tylko… - urwał znowu i spuścił wzrok.
- A to jest numer dwa dlaczego nie pójdziemy od razu do łóżka – powiedział Derek.
- Jaki powód? – nie zrozumiał Stiles.
Derek potarł się nerwowo po szczęce i spojrzał na zegarek. Mieli jeszcze trochę czasu, ale jakoś wydawało mu się, że zaczynanie tej rozmowy teraz nie będzie najlepszym rozwiązaniem. Stiles nie należał do najłatwiejszych rozmówców. Nie znali się też na tyle dobrze, żeby wchodził z buciorami w tak intymne kwestie, ale chłopak musiał zrozumieć, że faktycznie Derek myśli o nim poważnie. Nie wiedział jednak jak to ująć, żeby Stilesowi nie wpadło do głowy, że Hale ma w zwyczaju wierzenie plotkom. Sprawa jak zawsze w przypadku Stilinskiego była delikatna.
- Normalnie zaprosiłbym cię na kawę. Może gdzieś na kampusie, po twoich zajęciach. Niezbyt późno, żeby to nie wyglądało jak zaproszenie na kawę, a potem na seks. Porozmawialibyśmy – zaczął Derek, obserwując jak Stiles marszczy brwi. – Dałbym ci mój numer albo ty dałbyś mi swój. I zdecydowalibyśmy się czy chcemy wyjść na kawę albo na pizzę. Po kilku takich spotkaniach powiedziałbyś mi, że niedawno doszedłeś do wniosku, że jesteś gejem i jestem pierwszym mężczyzną, z którym się spotykasz – dodał Derek i Stiles otworzył szeroko usta, jakby chciał coś wtrącić, więc Hale dał mu moment, ale Stilinski nie powiedział nic. – Z oczywistych powodów wiem takie rzeczy z całkiem odrębnych źródeł, co jest nie w porządku, ale w życiu mało co jest. Przeczytałem twoją teczkę, a ty miałeś w rękach moją. Wiem, że nie ma w niej prawie nic, bo zadbały o to służby bezpieczeństwa jeszcze przed laty, a dodatkowo na bieżąco jestem bombardowany bardzo intymnymi szczegółami twojego życia. I na dobrą sprawę nie wiesz o mnie nic – zakończył Derek.
- Nie muszę wiedzieć z kim sypiałeś, żeby cię znać – mruknął Stiles ewidentnie zawstydzony, co w zasadzie było czymś nowym.
Stilinski bardzo rzadko wchodził w defensywę, bo chociaż nabijał się z Derekowego 'atak jest najlepszą obroną', sam stosował się do tej zasady. Nigdy nie poradziłby sobie z mediami, gdyby było inaczej.
- Źle mnie zrozumiałeś. Jesteś młody, to twoje prawo. Dziewictwo nie jest czymś, czego należy się wstydzić i… - zaczął Derek.
- Spałem z Heather – wszedł mu w słowo Stiles.
- Seks z mężczyzną to coś innego. Zresztą nie o to chodzi. Zabijałem ludzi, nie każdy sobie z tym radzi – powiedział z naciskiem na ostatnie zdanie.
Stiles zmarszczył brwi.
- Mój ojciec jest prezydentem. Sam sobie czasem z tym nie radzę. Kilka dni temu albo ktoś chciał mnie zabić, albo porwać. Codziennie czytam na swój temat stek kłamstw i muszę być idealny, bo jeśli nie jestem, ludzie piszą okropne rzeczy. Nawet kiedy jestem idealny, ludzie mnie nienawidzą. Gdybym wiedział, że moją obroną w internecie zajmą się organizacje LGBT to już dawno ujawniłbym się jako biseksualista, bo to podejrzewałem od pewnego czasu. Heather przekonała mnie, że kobiety w ogóle mnie nie interesują – zaczął Stilinski. – Derek, jesteś agentem. Wiem, że zabiłeś sporo osób. Pewnie nawet więcej niż się domyślam. I będziesz ich zabijał, bo to jest twoja praca. A mój ojciec może odpalić głowice jądrowe i zadecydować o ataku nuklearnym na Rosję – westchnął nagle i wydawał się naprawdę zmęczony, co Dereka wcale nie dziwiło.
Najwyraźniej napięcie ostatnich dni całkiem z niego nie zeszło.
- Jestem dorosły i wiem czego chcę. Chcę się z tobą spotykać i zrobimy to na twoich zasadach, bo wiem, że masz rację, a to, że przyznaję ci rację powinno zaświadczyć o mojej odpowiedzialności – powiedział Stiles na jednym wydechu.
Derek byłby pod wrażeniem, gdyby nie widział tego wcześniej.
- Nie neguję twojej odpowiedzialności – podjął nie pozwalając wytrącić się z tematu. – Jestem agentem w czynnej służbie, więc musisz wziąć pod uwagę to, że za kilka godzin ktoś może zadzwonić i wyjadę. Nie powiem ci gdzie i kiedy. Nie powiem ci czy wrócę. Nie mogę gwarantować nikomu takich rzeczy. A kiedy wrócę, nie będę mógł ci powiedzieć co robiłem ani gdzie byłem – wytłumaczył całkiem spokojnie jak podczas każdej rozmowy tego typu jaką przeprowadził w życiu.
Większość osób czuło dreszczyk emocji, gdy mówił im o swojej pracy. Niektórych to podniecało, bo te same dłonie, które potrafiły zadać ból i śmierć, pieściły z równą sprawnością i wyczuciem tematu. Derek spotkał na swojej drodze różnych ludzi i nauczył się jednego – fascynacja na początku i tak kończyła się z pierwszą misją.
Stiles natomiast obserwował go teraz uważnie tymi swoimi inteligentnymi oczami i jego twarz chyba po raz pierwszy wyglądała pokerową. Widać było, że wziął na poważnie to co mówił Derek i właśnie trawi zdobyte informacje. W końcu chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
- To brzmi jak obiad z moim ojcem. Myślisz, że nie było ciężko, gdy zaczynał coś mówić i nie kończył zdania, bo przypomniał sobie, że to sprawa wagi państwowej? – spytał Stilinski, mrużąc oczy. – Szczycę się tym, że po tylu latach wiem kiedy i jakie pytania zadawać, żeby rozmowa nie umierała w martwym punkcie. Z tobą jest paradoksalnie łatwiej, bo od miesięcy mówisz mi, że mam zejść z jakiegoś tematu. Nie wiem natomiast dlaczego za wszelką cenę chcesz odwieźć mnie od… - Stiles urwał, wiercąc się nerwowo na krześle. – Jeśli się rozmyśliłeś...
- Nie rozmyśliłem się – wtrącił Derek, kręcą z niedowierzaniem głową. – Ty naprawdę cały czas skupiasz się wyłącznie na tym czy i kiedy będziemy uprawiać seks, prawda? – spytał nagle, gdy tknęło go podejrzenie.
Stiles zaczerwienił się tak mocno, że temat niesłusznych zarzutów został zamknięty.
- Mam dwadzieścia lat. Seks jest super i pomimo tego co cały czas mówisz, wiem, że mnie nie odstraszysz. Groziłeś mi uszkodzeniami ciała średnio raz w miesiącu przez ostatni rok, odkąd zorientowałeś się, że nie biorę cię na poważnie i nie biegam do ojca na skargę – zauważył przytomnie Stiles. – I widzisz, żebym się ciebie bał? Dlaczego miałbym nie myśleć o seksie, kiedy powiedziałeś mi właśnie, że chcesz się ze mną spotykać? To jak dwie Gwiazdki w roku – zakończył szczerząc się.
Derek zakrył twarz dłońmi i westchnął nawet nie udając, że nie jest rozbawiony. Tylko Stiles po prawie godzinnej, poważnej rozmowie mógł przyznać, że jego głównym zmartwieniem jest kiedy będą mieli chwilę dla siebie. Chłopak miał upierdliwy sposób rozpraszania swoich rozmówców. Nie przepadał za rozmowami o kłopotach, więc przeważnie wszystko obracał w żart tak jak teraz. A na to Derek niestety nie mógł pozwolić. Nie, gdy sytuacja była tak skomplikowana i niepewna.
- Skup się na tym co powiem – zaczął Derek przybierając swój najpoważniejszy ton. – Znam cię i wiem co robisz, ale musimy porozmawiać. Jeśli zamierzasz dalej mnie rozpraszać, gdy staram się wyjaśnić ci zasady funkcjonowania tego czegoś, co możemy mieć, zapomnij już teraz o tamtej nocy – powiedział całkiem spokojnie i to podziałało, bo usta Stilesa zbiły się w wąską linię. – Możemy żyć chwilą i nie zastanawiać się co będzie jutro. Jeśli jednak cokolwiek ma z tego być… - urwał wskazując raz na siebie raz na Stilesa. – Nie możesz spotykać się z agentem własnej ochrony. Teraz nie mogę odejść, bo sytuacja na to nie pozwala. Kiedy jednak wszystko się ustabilizuje, złożę prośbę o przeniesienie. Agenci mojego pokroju nie mieszkają w bazach. Nie będę odcięty od świata zewnętrznego, ale nie będę całkowicie wolny. Moje poruszanie po kraju będzie zależało od przydziału, a już moja w tym głowa, żebym nie ochraniał nikogo więcej. Nie obraź się, ale to gówniana robota – wyjaśnił i Stiles parsknął.
- Chcesz odejść – stwierdził Stilinski.
- Jeśli to ma trwać, będę musiał. Od naszej wspólnej decyzji zależy w tej chwili moja droga zawodowa, więc nie wciskaj mi kitu, że twoim jedynym zmartwieniem jest kiedy dobierzesz się do moich spodni – sarknął i Stiles wyglądał na zawstydzonego.
- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało – powiedział chłopak.
- Wiem, ale nie zdziw się, gdy będę chciał po prostu z tobą porozmawiać bez żartów i docinków – odparł Derek.
Stiles pokiwał głową i przez chwilę wyglądał na naprawdę spiętego. Derek zastanawiał się nawet czy nie powiedział czegoś za ostro, ale chłopak odprężył się nieznacznie, uśmiechając się w jego stronę z zakłopotaniem.
- Nie byliśmy jeszcze na kawie, a ty już myślisz o zmianie pracy dla mnie – powiedział Stilinski i Derek złapał się na tym, że faktycznie nie wahał się ani chwili, gdy tylko to pojawiło się jako jedyne sensowne wyjście, gdy myślał o możliwym związku ze Stilesem.
- Jeśli coś robić, to robić to dobrze. Angażuję się w to co robię, jeśli już zdecydowałem się na jakiś krok. I przede wszystkim przy planowaniu czegokolwiek trzeba myśleć na przód – wyjaśnił Derek.
- Planujesz nasz związek jak misję? – zdziwił się Stiles.
- Łatwo nie będzie – odparł Derek.
