Hotelowa siłownie nie była zbyt wielka, więc Derek nie zdziwił się, że Stiles odnalazł ich bardzo szybko. Boyd wyglądał nawet na zadowolonego tym, że wyszli z pokoju, bo przeważnie milczący agent czasami po prostu potrzebował ciszy. Co naturalnie przy Stilinskim nie było takie łatwe.
Erica rozgrzała się już i naciągnęła mięśnie. Oboje pracowali w ciszy nad swoją kondycją, a Derek kątem oka wyłapał jak nieliczni o tej porze goście zerkają kobiecie w głęboki dekolt. Erica miała naprawdę ładne piersi, ale nawet on nie ryzykował takich uwag. Reyes była równie piękna, co niebezpieczna, a to mówiło samo za siebie.
- Co robicie? – spytał Stiles, siadając na wyłączonej bieżni.
Ciężarek w dłoni chłopaka musiał mieć minimum dwa kilogramy i Derek nie mógł pozbyć się krzywego uśmieszku z twarzy. Stiles miał znowu na sobie o wiele za szerokie szorty, które tylko cudem utrzymywały się na jego kościstych biodrach. O rozmiar za duża koszulka sprawiała, że chłopak wyglądał na o wiele zbyt chudego i szczupłego jak na swój wiek, ale Derek wiedział lepiej. Ciało pod tymi warstwami ubrań nie było być może jakoś spektakularnie umięśnione, ale była w nim ukryta siła.
- Agent Hale pozwoli mi skopać swój tyłek – powiedziała Erica, poprawiając sportowy stanik.
- Z naciskiem na pozwoli – odparł Derek, upewniając się, że jego spodenki nie są zbyt luźne. Erica miała zwyczaj ściągania z niego ubrań podczas sparingów lub po prostu korzystania z luźnych materiałów do krępowania jego kończyn.
Może to było dziecinne, ale nie chciał na oczach Stilesa zaplątać się we własne spodenki.
Erica nie dała mu nawet tyle czasu, wyprowadzając cios zanim zdążył przyjąć pozycję. Spore mięśnie jednak czasami się przydawały, więc uderzenie nie zmiotło go niewielkiego ringu, którego granice ustalili umownie wcześniej. Kobieta sprawnie ominęła jego kontratak, balansując dosłownie na linii i przemknęła pod jego ręką. Krążyli wokół siebie przez kilka minut jak dwa lwy w klatce i Derek poczuł, że zaczyna się pocić. Sala nie była odpowiednio klimatyzowana, a przy wysiłku fizycznym to było nieuniknione. Koszulka Erici zrobiła się wilgotna w dość charakterystycznych miejscach, więc uśmiechnął się krzywo spychając kobietę ponownie do defensywy.
Reyes przyblokowała jego ciosy, miał właśnie podciąć ją, odkąd się odsłoniła, gdy poczuł silne uderzenie z tyłu. Instynktownie obrócił się w miejscu, odbijając dłoń nowego napastnika i kopnął go pod kolanem jednocześnie wykręcając tę samą rękę, która miała zadać cios.
- Cholera – warknął, gdy zdał sobie sprawę, kogo właśnie wbił w matę. – Cora? – spytał z niedowierzaniem, uwalniając siostrę. – Co ty tu do cholery robisz? Mogłem zrobić ci krzywdę – dodał, ignorując rozbawioną Ericę. – A ty musiałaś widzieć jak ona się skrada – warknął zirytowany.
- Oczywiście, że tak. To ja jej powiedziałam gdzie będziesz dzisiaj wieczorem – poinformowała go Reyes z uśmiechem pełnym satysfakcji.
Cora podniosła się, gdy tylko przestał wykręcać jej dłoń i otrzepała spodenki z niewidzialnego kurzu. Oczywistym było, że zaplanowały to z Ericą. Nie bardzo wiedział jak powinien zareagować, chociaż pierwszy szok już minął.
- Mogłem zrobić ci krzywdę – warknął, marszcząc brwi, bo do jasnej cholery zachodzenie go od tyłu jeszcze nigdy nikomu nie wyszło na dobre.
- Nie przywitasz się ze mną? – Cora udała zdziwioną.
- Nie powinnaś być w Teksasie? – spytał, gdy tylko zdał sobie sprawę, że coś tu nie pasowało. – Nie powinnaś być w Teksasie? – powtórzył tym razem zaplatając dłonie na piersi. – Co tu do cholery robisz? Jak się właściwie dostałaś? Boyd, czy wy w ogóle sprawdzacie przepustki? Gdzie jest Deahler? – ciągnął dalej i Erica przewróciła oczami.
- Nie panikuj. Wszyscy doskonale znamy twoją siostrę. Nie wygląda mi na agenta obcego wywiadu – stwierdziła Reyes. – To jest publiczna siłownia i wiesz dobrze, że nie możemy jej odciąć – dodała, a potem zerknęła sugestywnie na Stilesa, który siedział lekko zaskoczony na bieżni.
Scott przekradł się bliżej przyjaciela chyba starając się to zrobić niezauważenie, ale Derek i tak wychwycił ten niewielki ruch. McCall najwyraźniej też zamierzał skorzystać z siłowni, odkąd miał na sobie sportowy strój. Derek nie zdziwiłby się, gdyby Stiles bez wiedzy Boyda poinformował Scotta o ich planach. Chłopak bywał rozsądny przez dziewięćdziesiąt procent czasu, ale gdy chodziło o McCalla prawie zawsze mogli liczyć na kłopoty. Tak jakby samo słowo 'odpowiedzialność' nie imało się ich obu, gdy razem przebywali.
Derek miał nawet plan, aby zasugerować Prezydentowi oddzielenie ich, ale spełzł na panewce, gdy okazało się, że Stiles i Scott są jak syjamskie bliźnięta. Tym bardziej dziwiła ostatnio tajemniczość młodego McCalla.
- Więc co tu robisz? – spytał Derek zerkając na Corę.
Jego siostra jak zawsze przewróciła oczami.
- Mam chyba prawo odwiedzić mojego ulubionego brata – odpowiedziała dziewczyna.
- Siostra – sapnął Stiles i Derek dopiero teraz zdał sobie tak naprawdę sprawę, że sytuacja jest bardziej niż skomplikowana.
Jeszcze kilka dni temu obróciłby całą sytuację w żart i kazał gonić się Stilinskiemu. Trzymałby go od swoich prywatnych spraw jak najdalej dla własnego i wszystkich wokół dobra. Teraz jednak mieli jedną z tych nielicznych okazji faktycznie się poznać, i może słońce Teheranu, i ostatnie leniwe przydziały coś zrobiły z jego mózgiem, ale rzeczywiście tego chciał.
- Moja siostra, Cora – powiedział odwracając się w stronę Stilesa, któremu ewidentnie ulżyło. – Chyba nie sądziłeś, że to moja dziewczyna? – prychnął rozbawiony.
Stiles zaczerwienił się lekko przyłapany na gorącym uczynku, a Scott wyraźnie zbladł.
- Jest ładna i niebezpieczna – próbował jakoś z tego wybrnąć chłopak i zamilkł, gdy Erica spojrzała na niego dziwnie.
- Chyba nie startujesz właśnie do najmłodszej siostry agenta Hale'a! – podjęła agentka ze zdumieniem. – Bo w takim razie nawet immunitet dyplomatyczny nie uratuje ci tyłka. A ja na pewno nie stanę pomiędzy nim a tobą. Daj mi terrorystów z bombami, fanki po autografy, ale nie narażaj mnie na Dereka! – podniosła głos.
Stiles zaśmiał się krótko.
- Nie mam immunitetu dyplomatycznego – odparł tylko Stiles. – Miło mi cię poznać – dodał, podając rękę jego siostrze.
Cora nie wyglądała na kogoś pod wrażeniem.
- Myślałam, że jesteś wyższy. W telewizji wydaje się wyższy. I nie taki chudy – powiedziała szybko, oglądając chłopaka od stóp do głowy.
- Kamera dodaje pięć kilogramów – poinformował ją Stiles.
Cora uśmiechnęła się krzywo.
- I jest też firmowy uśmieszek Hale'ów – dodał szybko Stilinski.
- Firmowy uśmieszek naszej rodziny raczej nie pomoże jej uniknąć kłopotliwych pytań – wtrącił szybko Derek, chcąc odzyskać panowanie nad sytuacją. – Nie powiem nawet, że pojawianie się w moim miejscu pracy…
- Zostałam zaproszona – weszła mu w słowo Cora, patrząc wymownie na Scotta.
McCall uśmiechnął się sztucznie i skinął głową.
- Nie musiałabym się uciekać do podstępu, gdybyś odbierał telefony ode mnie. Wiedziałbyś też, że biorę udział w tej samej konferencji, którą częściowo ochraniasz – ciągnęła dalej niezrażona dziewczyna. – Może chciałam widywać się z moim bratem częściej niż cztery razy do roku, odkąd jesteśmy jedyną rodziną! – zakończyła podniesionym tonem.
Derek zmarszczył brwi.
- I nie mów mi, żebym nie była melodramatyczna – sarknęła Cora. – Spotykam się z kimś i chciałam ci go przedstawić. W akademii odbywa się coroczny bal i zgodził się ze mną pójść. Chciałabym, żebyś zrobił cholerne zdjęcia, gdy będę w cholernej sukience i powiedział mu, że go zabijesz, jeśli zrobi coś głupiego – poinformowała go i to faktycznie przyciągnęło jego uwagę.
- Spotykasz się z kimś? – spytał podejrzliwie. – Laura wie?
Cora przewróciła oczami.
- Jest z dobrej rodziny. Jest uroczy. Laura powiedziała mi rok temu, że będziesz wściekły, ale do tej pory nie znalazłeś pięciu minut, żeby ze mną porozmawiać – oznajmiła mu.
- Spotykasz się z kimś od roku i mówisz mi dopiero teraz? – Wiedział, że podnosi głos, ale w tej chwili nie bardzo go to obchodziło. – Jesteś dzieckiem.
- Mam dwadzieścia lat – poinformowała go głucho.
Zmarszczył brwi, bardzo szybko kalkulując.
- Erica, skończymy trening kiedy indziej. Wychodzę z siostrą na kolację, jak rozumiem – powiedział, obserwując jak Cora traci całą swoją pewność siebie. – Sądzę, że nie sami. Jesteś tutaj, więc chciałaś go przedstawić – zaczął myśleć na głos. – Czeka przed hotelem? – spytał wprost i Cora zrobiła głębszy wdech.
- Zaczęliśmy się spotykać ze Scottem jakiś czas temu. Poznaliśmy się na jednym z seminariów – powiedziała jego siostra.
- Jakim Scottem? – spytał, bo coś mówiło mu, że odpowiedź wcale mu się nie spodoba.
McCall wychynął zza Stilesa, prostując się nagle i Erica wybuchła śmiechem.
Derek spojrzał na pobladłego chłopaka dodając dwa do dwóch i Scott odchrząknął.
- Nie miałem pojęcia, że to twoja siostra. Nigdy nie mówiłeś, że masz siostrę. Nigdy nic nie mówisz. I nie skojarzyłem nazwisk. Wiesz ilu Hale'ów jest w Stanach? – spytał retorycznie McCall.
Cora prychnęła, jakby nie spodziewała się po Scotcie innej reakcji. Stiles natomiast. Cóż, wzrok Stilesa wędrował od jednej osoby do drugiej, jakby chłopak zastanawiał się na czym najpierw powinien się skupić.
- Sypiasz z moją siostrą – syknął Derek, orientując się, że w tym roku wyjątkowo McCall miał własny apartament. Pozbawiony ochrony, bo nie chciał, żeby ktokolwiek mu przeszkadzał.
Cora zaczerwieniła się wściekle, więc trafił w dziesiątkę.
- Połamię każdą kość na twoim ciele – dodał bardzo cicho, ale Scott usłyszał każde słowo wyraźnie, bo zbladł jeszcze bardziej. – Naraziłeś ją na niebezpieczeństwo. Zostaliście w hotelu sami, bez ochrony, w ostrzeliwanym korytarzu – wymienił robiąc bardzo niewielki krok w stronę Scotta, który zaczął instynktownie cofać się, najwyraźniej nieświadom tego, że za nim znajduje się ściana.
- Byliśmy na wykładach – poinformowała go Cora.
- Nie powiedziałaś mi ani słowa, a coś mogło ci się stać. Rozumiesz w jakim niebezpieczeństwie się znalazłaś? – spytał retorycznie.
- Nie było nas wtedy w hotelu, Der. Seminarium zaczęło się bardzo wcześnie i dopiero po wykładach dowiedzieliśmy się o całym zajściu. Nie chciałam dzwonić po fakcie, żeby nie odciągać się od obowiązków – odparła wzruszając ramionami. – Nic się nie stało.
- Nic się nie stało? – powtórzył marszcząc brwi.
Zagryzł wargę, wypuszczając przez nos całe powietrze z płuc. Przez chwilę było naprawdę cicho.
- Wszystko w porządku? To nie jest jakieś załamanie nerwowe przez które przechodzą byli wojskowi? – spytała szybko Cora.
- Nie jestem byłym wojskowym – odpowiedział głucho i skierował ponownie całą swoją uwagę na Scotta. – Młoteczek, kowadełko i strzemiączko są najmniejszymi kośćmi w organizmie człowieka – poinformował sucho McCalla, który przez krótką chwilę wyglądał na zdezorientowanego. – Znam ludzi, którzy potrafią je połamać i wciąż utrzymać cię przy życiu, na tyle długo żebyś poczuł każdą boleśnie powolną minutę tego procesu – dodał nie spuszczając go z oka.
Scott zzieleniał odrobinę na twarzy, ale nie cofnął się ani o krok więcej.
Cora prychnęła przerywając im tę krótką wymianę spojrzeń.
- Mogłeś zachować to na bal – powiedziała, rozładowując częściowo napięcie.
Derek poczuł jak jego usta układają się w lekkim uśmiechu.
- Wtedy poinformuję go, że jesteś siostrą członka korpusu marines. Wyszkoliłem cię tak, żebyś nie zostawiała zagrożenia przy życiu. Jego wolą jest czy będzie chciał stanowić jakiekolwiek zagrożenie – dodał, kątem oka dostrzegając, że Stiles i Erica wyglądają jakby bawili się w najlepsze.
Nie potrafił ich winić. Sądząc po minie Scotta, McCall właśnie kalkulował, w którym hotelu wynająć Corze pokój.
ooo
Nie mieli okazji porozmawiać ze Stilesem. Cora niemal natychmiast zarządziła, że musi zabrać Scotta ze sobą do hotelu zanim chłopak zdecyduje, że bezpieczniej mu będzie na świecie bez niej. Erica nie ukrywała nawet, że nie zapomni mu tego do końca życia. Był pewien, że do tego spotkania wrócą jeszcze ze Stilesem, bo chłopak wyglądał jakby miał w głowie już jakąś setkę pytań.
Pierwsze pojawiło się, gdy Derek tylko zwolnił Deahlera ze zmiany i pojawił się w apartamencie Stilinskiego.
- Naprawdę znasz ludzi, którzy potrafią połamać wszystkie kości w ludzkim organizmie? Czy tylko próbowałeś nastraszyć Scotta? – spytał Stiles.
- Nie wiedziałeś przez ten cały czas z kim się spotyka twój przyjaciel? – odpowiedział pytaniem Derek i wiedział, że to nie w porządku, ale sytuacja była o wiele zbyt zawikłana, żeby nie próbował zebrać chociaż podstawowych faktów.
Musiał wiedzieć na czym stoi.
- Znasz mnie. Żadna tajemnica nie utrzymałaby się u mnie dłużej niż pięć minut – zażartował Stiles.
- Znam cię. Kiedy jakaś tajemnica ma pozostać tajemnicą, jest u ciebie bezpieczna – odbił piłeczkę.
Stiles wzruszył ramionami.
- Co mam ci powiedzieć? Chyba jesteśmy kwita. Ja nie powiedziałem Scottowi do ostatniej chwili, że jestem gejem, a on przedstawił nam swoją dziewczynę po prawie roku jak mniemam – odparł Stilinski.
W jego głosie nie było niczego gorzkiego, ale nie wydawał się też zbytnio zadowolony z takiego rozwoju sytuacji.
- Chyba nie sądzisz, że robimy ci jakiś chory żart? – spytał Stiles nagle, gdy jego milczenie przedłużało się.
Derek zamrugał, nie wiedząc jak to wytłumaczyć, żeby nie urazić chłopaka. Pewne rzeczy w jego przeszłości nauczyły go, aby nie ufać każdemu. Nawet własną rodzinę sprawdzał dwa razy na wszelki wypadek. Peter nigdy nie był w pełni godzien zaufania, a Cora miała tendencje do nieprzemyślanych decyzji. Przed których konsekwencjami chciał ją uchronić.
- Naturalnie podejrzliwy? – spytał Stiles, uśmiechając się kwaśno. – To cecha, którą nabyłeś czy zawsze taki byłeś? – zaciekawił się.
- Nie lubię niespodzianek – odparł wymijająco.
Stiles uśmiechnął się odrobinę szerzej.
- Popatrz na to z bardziej słonecznej strony – zaczął chłopak. – Jeśli będą mieli dziecko, obaj będziemy wujkami.
Derek nagle pożałował, że jednak nie skręcił niczego Scottowi.
