Scott kurczył się pod jego wzrokiem i Derek czuł się tylko trochę usatysfakcjonowany. McCall powinien był od razu spytać czy nie znał żadnej Cory, ale dzieciak nie należał do najbardziej światłych i kojarzących fakty. Derek musiał mu jednak przyznać, że utrzymanie w tajemnicy swojego rocznego związku nie mogło mu przyjść łatwo. A skoro media jeszcze nie zwęszyły krwi w wodzie, znaczyło to tyle, że McCallowi naprawdę zależało.

No i w końcu to trwało rok, więc nie traktował jego siostry jako jednonocną przygodę, czego Derek by mu nie podarował.

Cora zapewne po to, aby go podrażnić, ubrała sukienkę z tak głębokim dekoltem, że prawie widział jej pępek. Albo to był test dla McCalla, który wgapiał się w niego, starając się nie zaglądać swojej dziewczynie w piersi. Derek nie był pewien czy powinno go to bardziej bawić czy irytować.

Miał w planach spędzenie tego wieczoru ze Stilesem, ale w końcu przemógł się i oznajmił Erice, że znika na kilka godzin. Nie wątpił, że Reyes zastąpi go godnie.

- Co zamierzasz robić po studiach? – spytał w końcu Derek, gdy cisza przy stole przedłużała się.

Scott podskoczył jak oparzony, jakby nie wierzył, że to pytanie faktycznie jest skierowane do niego.

- Przecież wiesz jakie mamy ze Stilesem plany – odparł McCall jak ostatni idiota, którym był.

Dlatego Derek go szczerze nie znosił. Oczywiście wiedział, że jakaś kobieta w końcu skusi się na te wielkie brązowe oczy, które aż wołały o to, aby się nim zaopiekowano, ale wolałby, aby to nie była jego siostra. Cora powinna być mądrzejsza niż to.

- Scott, to się nazywa próba prowadzenia konwersacji i mój brat jest w tym fatalny, więc musisz mu pomóc. Inaczej uznam was dwóch za idiotów i jestem tego bliska – odparła Cora z dziwną słodyczą w głosie.

Derek zamrugał, nie będąc pewnym co powinien zrobić. Prawdę powiedziawszy ją znał najsłabiej z całej rodziny. Cora szybko znalazła się w szkole z internatem, gdy Peter zdecydował, że nie da sobie ze wszystkimi rady. Derek nie protestował, gdy wybierał inną placówkę na końcu kraju, ale ostatecznie zdecydowano, że będzie się nim zajmować guwernantka, gdy Laura pójdzie na studia. Wtedy sądził, że nie jest dzieckiem, ale teraz cieszył się, że Peter ten jeden raz wykazał się kręgosłupem.

To był równie trudny czas dla wuja, który postanowił mieć na oku najmłodszą – teoretycznie najmniej kłopotliwą. Cora jednak udowodniła, że jest Hale'em nie tylko z nazwiska i postanowiła obrać taką drogę kariery, że włos się jeżył. A Derek nie chciał na linii strzału nikogo więcej.

- Jak wiele wiesz o naszej rodzinie? – spytał Scotta z westchnieniem.

McCall wzruszył ramionami.

- Tyle co powiedziała mi Cora – odparł ostrożnie chłopak.

To nie była najgorsza odpowiedź. W zasadzie McCall zawsze potrafił trzymać dziób na kłódkę.

- Pożar, który wydarzył się wtedy był podpaleniem. Zginęła cała nasza rodzina – powiedział bardzo powoli, rejestrując szok na twarzy Scotta.

- Derek – wyrwało się Corze.

- To jest Teksas. Nie biorą jeńców, gdy próbujesz zmienić zasady w ich stanie. Zostało nas czworo i nasza siostra kontynuuje dzieło naszych rodziców – ciągnął dalej.

- Laura – wtrącił Scott. – Poznałem ją.

Derek uśmiechnął się lekko.

- To dobrze. Laura jest wspaniała. A Cora… Cora jest najmłodsza. I wystawiasz ją ponownie na celownik. I musisz o tym pamiętać, kiedy będziecie wychodzić z pokoju. Kiedy będziesz ją odprowadzał do taksówki. Kiedy wsadzisz ją w samolot, Scott – powiedział Derek bardzo powoli, aby McCall to pojął.

- Tak, proszę pana – odparł chłopak, prostując się na krześle, a potem odchrząknął. – Sądziłem, że winnych pożaru zatrzymano? – spytał ostrożnie.

- Tak, ale to jest Teksas – powtórzył Derek sucho, a potem uśmiechnął się wrednie. – Ich rodziny nadal pozostały przy życiu, a ja nigdy nie mówiłem, że mentalnością się chociaż trochę od nich różnię…

ooo

Wbrew temu co przypuszczał, McCall miał jednak łeb na karku. W końcu chłopak był najlepszym przyjacielem i powiernikiem syna Prezydenta. I chociaż Derek nie zawsze ufał osądowi Stilesa – jednak chłopak przeważnie rzadko się mylił. Widział zresztą jak ostrożnie Stiles podchodził do zainteresowania sobą, którą go obdarzano. Heather udało się jakoś przebić, ale każdy miał prawo do błędu. Szczególnie ktoś tak niedoświadczony jak Stiles.

- Och i Scott – zaczął, ponieważ o tym powinien był powiedzieć na samym początku. – Ani słowa Stilesowi, rozumiemy się?

Oczy McCalla zrobiły się większe.

- Ani słowa Stilesowi o mojej rodzinie. Sam mu powiem. Chyba rozumiesz, że to nie są rzeczy, o których się plotkuje. Wiem, że cię rajcuje, że nareszcie coś o mnie wiesz, ale to tylko skomplikuje sytuację, wierz mi na słowo – powiedział.

Scott pokiwał pospiesznie głową.

- Jasne i tak nie powiedziałbym… - urwał chłopak. – Wiesz, nie jestem głupi. Nie poleciałbym do Stilesa z wiadomością, że ktoś kiedyś zabił twoją rodzinę i dlatego jesteś takim paranoikiem – wziął głębszy wdech. – Nie wiem za kogo mnie masz, ale… - urwał i spojrzał na Corę. – Zrobię wszystko, żeby była szczęśliwa. I możesz mi grozić. I zgooglowałem te kości. Nie da się do nich dostać – prychnął.

Derek spojrzał na niego, unosząc wyżej jedną brew.

- To spojrzenie, które mówi, że nie wierz we wszystko co znajdziesz w google? – spytał mniej pewnie McCall, a potem spojrzał na Corę. – Mówiłaś, że to tylko żart!

ooo

Stiles nie spał, gdy Derek wszedł do jego hotelowego pokoju. Erica zdała mu krótki raport, więc jeszcze raz obejrzał okna i drzwi, aby być pewnym, że faktycznie wszystko w porządku. Matt wziął dzień wolnego i trochę mu ulżyło. Miał nadzieję, że młody agent wystraszył się strzelaniny i odejdzie. Takie przeniesienie byłoby im na rękę.

Drzwi zamknęły się cicho za Ericą i Stiles podniósł głowę znad książki, a potem zmarszczył brwi.

- To jest twój strój, który zakładasz do uroczystych kolacji z dawno nie widzianą siostrą? – spytał sceptycznie chłopak.

- To jest garnitur, który miałem w walizce – odparł Derek i wzruszył ramionami.

Zmarszczka między brwiami Stilesa pogłębiła się i po prostu wiedział co to oznacza. Chłopak potrafił bardzo szybko myśleć, widział to niejednokrotnie, gdy Stiles mierzył się z reporterami, którzy bezczelnie próbowali go wplątać w polityczną grę. Jednocześnie pytania, które zadawali miały pogrążyć decyzje Johna Stilinskiego. Stiles zawsze odpowiadał tak dyplomatycznie jak mógł. Nie potykał się za często. W zasadzie coraz rzadziej z biegiem czasu. I Derek z fascynacją obserwował jak ten prywatnie rozbrajający chłopak potrafi z poważną spokojną miną stawić czoło światu.

- Nie planujesz czasem zakupów? – spytał ostrożnie Stiles.

- A planujesz teraz zostać moim sponsorem? – odbił piłeczkę i dostrzegł, że chłopak zaczyna się wściekle czerwienić.

Więc trafił w dziesiątkę. Stiles zamierzał go wysłać ze swoją kartą kredytową albo stylistą na zakupy, aby uzupełnić godnie jego garderobę. Prawdę powiedziawszy mógłby się ubierać lepiej, ale drogie garnitury wyrzucało się z ciężkim sercem, a podczas pracy nigdy nie wiedział kiedy w jego koszuli pojawi się dziura albo plama po krwi. Ile z nich rozdarł przy szybkim ruchu, to była jego słodka tajemnica. I Reyes, bo ona miała ten sam problem. Sztywny materiał krępował ją.

- Ja nie… to znaczy… ty wiesz, że ja nie… - zająknął się chłopak, więc Derek obszedł wokół kanapę i zaczął masować jego spięte mięśnie.

- Wiem – powiedział krótko, ucinając ten bełkot. – W kwestii mojego ubioru mogę nie współpracować – dodał, naciskając mocniej na ramię Stilesa.

- Ała. To jest zemsta? Wiesz, że wyglądasz świetnie, ale gołym okiem widać, że to twój strój… Roboczy? Nie pokażesz się tak na kolacji z Prezydentem – prychnął Stiles.

Derek zamarł, nie bardzo wiedząc jak to powinien odebrać. Nie rozmawiali za bardzo o swoich rodzinach, prócz tych drobnych uwag, które rzucili w okolicy feralnego poranka. Rozmowa ze Scottem uświadomiła mu jak mało Stiles o nim wiedział. I prawdę powiedziawszy kiedy musiał komuś opowiedzieć o swoim dzieciństwie – spinał się. Próbował żartować, chociaż nie był do tego stworzony. Laura bardzo się starała, aby niczego im nie brakowało, ale może właśnie przez to tylko mocniej tęsknili za rodzicami. Cora nie znała ich prawie w ogóle. Jej pozostały tylko mgliste wspomnienia i może to było pewne błogosławieństwo, bo pożar odbił się na niej najmniej.

Nie chciał widzieć w oczach Stilesa litości czy przerażenia. Wiedział, że ludzie traktowali go całkiem inaczej, gdy już raz dowiedzieli się, że miał powody, aby być ciągle czujnym. W pewnym stopniu pozostała mu paranoja, z którą walczył przez okres swojego dorastania. Kiedy pierwszy raz usłyszał wystrzał z broni palnej, prawie schował się za przeszkodą. Długo przyzwyczajał się do smrodu dymu, który pozostawał po wybuchu. Jednak udało mu się zostać marines, agentem specjalnym. Chociaż Laura nie pochwalała jego drogi kariery. Mieli z Corą jakieś dziwne poczucie sprawiedliwości.

- Nadal mogę nie współpracować. Nie lubię kiedy ktoś mówi mi, co mam ubrać. Mogę walczyć o niepodległość – zakpił.

- Poważnie? A ja sądziłem, że założysz dla mnie pończochy i zatańczysz kankana, gdy tylko tupnę nogą – prychnął Stiles, odprężając się pod jego dłońmi.

- Może nie będziesz musiał tupać, jeśli podobają ci się takie rzeczy – wyszeptał mu do ucha i Stiles zesztywniał na kanapie.

- Uhm – wyrwało się chłopakowi i Derek nie mógł się nie roześmiać. – Jeśli lubisz…

- Nie zaczynaj się nawet jąkać – przerwał mu spokojnie. – Postaram się o jakiś godny garnitur, jeśli zdecydujesz się mnie przedstawić ojcu – obiecał.

Stiles odwrócił głowę i zamrugał, a potem uśmiechnął się szeroko i trochę makiawelicznie, gdy polizał jego nadgarstek. Ostre zęby wbiły się lekko w jego skórę i nie mógł nie zadrżeć. Stiles jakimś cudem trafiał w dziesiątkę za każdym razem, gdy próbował zrobić coś o podłożu erotycznym. Albo po prostu seksualność chłopaka tak na niego działała ogólnie i było mu wszystko jedno czy Stiles ściągał z niego krawat, czy przysysał się do miejsca, gdzie można było wyczuć jego puls.

- Teraz jesteś wampirem? – spytał, trochę zaskoczony, że jego głos jest trochę zachrypnięty.

I może Reyes miała rację – powinien był czasem umawiać się na wieczór, żeby rozładować napięcie. Z tym, że teraz uwikłał się w związek i to akurat leżało poza jego zasięgiem. Podobnie jak Stiles.

- Jestem w pracy – przypomniał chłopakowi.

- Agencie Hale, ugryzłbym cię nawet wtedy. Albo nawet przede wszystkim wtedy – odparł Stiles i jego uśmiech nie zmniejszył się. – Zrobiliśmy ci ze Scottem tak wiele okropnych kawałów…

- Zagranie z tą prostytutką było okropne – potwierdził i Stiles zaczerwienił się wściekle. – Co? –spytał niepewnie.

Stiles odchrząknął wyraźnie zakłopotany.

- To nie było zagranie. Scott doszedł do wniosku, że ma dość… I postanowiliśmy wiesz… a potem strach nas obleciał… Erica była pod naszym pokojem, widziałaby ją! - powiedział mu Stiles z przerażeniem w oczach. – I jak zdaliśmy sobie sprawę, że ta dziewczyna jest w drodze…

- Wysłaliście ją do mnie – odgadł Derek i przewrócił oczami. – Wiedziałem, że ta sprawa śmierdziała. Ale Starsky i Hutch? Nie mogliście wymyślić lepszych pseudonimów?

Stiles wzruszył ramionami. Oczywiście czego mógł się spodziewać po tej dwójce. I jakoś nie dziwiło go, że to był pomysł Scotta.

- Powiedz mi, że McCall nie przespał się z jakąś dziwką. – Nie był pewien czy prosi czy pyta. – Nie chcę wysyłać mojej młodszej siostry na badania – dodał, zakrywając twarz.

- Nie, totalnie Scottie… Żadnych prostytutek. To nas nauczyło… Poza tym zacząłem podejrzewać, że jeśli jeszcze jakaś dziewczyna wylądowałaby pod twoim pokojem, chyba byś nas zamordował… - urwał Stiles.

Derek skinął głową, bo może nie doszłoby do śmierci jego podopiecznych, ale upewniłby się, że utrudnia życie Stilesa. A mieli już za sobą sytuację z Reyes, której wyrósł pryszcz, a chłopaki przezwali ją jednorożcem. Przez dwa tygodnie nazywała ich dziewicami, a kiedy informacja niefortunnie dotarła do prasy, Stiles wydał oświadczenie, że wcale nie wstydzi się tego, że zdecydował się czekać, ponieważ to bardzo ważny element wstępowania w świat dorosłych i jeszcze nie czuje się gotów. Kamery nie uchwyciły tego, że chłopak czerwienił się jak diabli. Reyes jednak nigdy więcej nie usłyszała, że jest jednorożcem i nauczyła go tym samym, że zemsta ma wspaniały smak.

- Więc… Scottie żyje? – spytał Stiles niepewnie.

- Moja siostra byłaby niezbyt zadowolona, gdybym zamordował gołymi rękami pierwszego chłopaka, którego mi przedstawia. To raczej skutecznie ukróciłoby nasze spotkania w przyszłości – odparł sucho i westchnął.

Jego dłonie od razu powędrowały do ramion Stilesa, ale ten nakrył jego rękę swoją i ścisnął lekko.

- Scott jest wspaniałym gościem. Wiem, że moja opinia się nie liczy, ale jest moim bratem, wiesz – powiedział chłopak. – Nie wiem jakim cudem udało mu się poderwać taka dziewczynę jak Cora…

- Och, widziałem jak McCall uderza do lasek. Jestem przekonany, że to Cora poderwała jego. I McCall pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy – odparł.

Kąciki ust Stilesa drgnęły niekontrolowanie.

- Tak, McCall jest ,aż tak bardzo fatalny – dodał Derek.

- Więc chyba dobrze, że Hale'owie są tak bardzo dobrzy… w tym, w decydowaniu… I my, kompletni nieudacznicy randkowi, jesteśmy wam ogromnie wdzięczni – przyznał Stiles, nawet nie kryjąc teraz uśmiechu.